Czy obrzędy mogą się zmieniać?


Ten kanon Soboru Trydenckiego, podobnie jak każdy inny, należy rozumieć zarówno w danym kontekście historycznym jak też w jego ponadczasowym znaczeniu.

Konkretnym kontextem był atak protestantów na liturgię Kościoła, która wyrażała wiarę katolicką. Protestanci w mniejszym lub większym stopniu wprowadzali zmiany do obrzędów, kierując się własną fałszywą teologią, do której oczywiście nie pasowała liturgia katolicka. Były także głosy niby umiarkowane ze strony duchownych Kościoła, które postulowały dokonanie zmian w liturgii dla wyjścia na przeciw poglądom protestanckim. De facto byli biskupi i opaci, którzy na własną rękę, bez zgody Stolicy Apostolskiej tego dokonywali. Także władcy świeccy domagali się ustępstw wobec protestantów dla rzekomego ratowania jedności Kościoła. Przeciw tym wszystkim fałszywym postulatom skierowany jest ten kanon. Broni on
1. ścisłego związku liturgii z wiarą Kościoła, oraz
2. trwałości liturgii wynikającej z trwałości i niezmienności wiary Kościoła.

Z historii wiadomo, że wszystkie ruchy heretyckie dokonywały zmian w obrzędach, czy to natychmiast, czy z czasem. Odstępstwo od wiary zwykle oznacza de facto porzucenie liturgii Kościoła. Fałszywa wiara naturalnie dąży do wyrażenia się w odpowiednich obrzędach, innych niż obrzędy katolickie.

Czym innym jest natomiast wprowadzanie pewnych zmian w ramach i z powodu wierności wierze katolickiej. Są to zawsze zmiany drobne, wręcz minimalne, mówiąc obrazowo: organiczne, tzn. przy zachowaniu tożsamości liturgicznej i teologicznej. Odbywało się to stale w historii Kościoła, bez rewolucyjnych przewrotów, lecz wręcz przeciwnie: oczyszczano z nowych naleciałości i nadużyć, a stale chodziło o wierność prawdom wiary i doskonalsze ich wyrażanie. Tak św. Pius V ustanawiając Missale Romanum dopuścił stosowanie rytów, które istniały przynajmniej 200 lat, zakazując nowości. Nie wynikało to z upodobania do staroci, lecz z zasady, że tylko obrzędy sprawdzone przez wieki pod względem czystości wyrazu wiary i owocności duchowej warte są zachowania dla dobra dusz. Pomysłowe experymenty kryją w sobie zawsze niebezpieczeństwo braku wyważenia czy wręcz błędu, jeśli nie herezji. W tej decyzji święty Papież zachował się w sposób prawdziwie pokorny, gdyż nie śmiał ani stworzyć nowych obrzędów, ani nawet osądzić sam już istniejących, lecz poddał je kryterium oceny przez wielu pasterzy Kościoła poprzez wieki. Jest to z pewnością wzór świętości i mądrości duszpasterskiej.

2 komentarze:

  1. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
    Ksiądz wyjaśnił że, ,,zmiany drobne, wręcz minimalne, mówiąc obrazowo: organiczne, tzn. przy zachowaniu tożsamości liturgicznej i teologicznej" są dopuszczalne.
    Jest to dla mnie zrozumiałe.
    Proszę się odnieść do zmian jakie zaszły w obrzędach udzielania sakramentów jakie zaszły po SWII.
    Nie były one przecież ani drobne, ani minimalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście reformę liturgii po Vaticanum II nie można nazwać organicznym rozwojem.

      Usuń

Co Czcigodny Sługa Boży x. prof. Wincenty Granat sądził o koronce s. Faustyny?

  Dzięki wskazówce życzliwego czytelnika trafiłem na książkę z wypowiedzią bodaj najwybitniejszego polskiego dogmatyka katolickiego w okresi...