Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czyściec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czyściec. Pokaż wszystkie posty

Dlaczego Kościół modli się za dusze zmarłych?


Jednym z najbardziej haniebnych nowości wprowadzonych przez tzw. reformę liturgii po Vaticanum II jest zamiana modlitwy za dusze zmarłych przez modlitwę za zmarłych

Należy zacząć od tego, za kogo jest to modlitwa. Otóż według wiary Kościoła modlimy się za dusze, które przebywają w czyśćcu, czyli odbywają oczyszczającą karę doczesną przed przejściem do wiecznej szczęśliwości. Modlitwa Kościoła, w tym także odpusty, przyczyniają się do skrócenia tych kar, czyli pomagają duszom w rychłym wejściu do nieba. O tym właśnie mówią wszystkie modlitwy za zmarłych, przynajmniej te tradycyjne. Natomiast nowe, "zreformowane" modlitwy za zmarłych nie tylko zaciemniają właściwy, zgodny z wiarą katolicką cel i sens tych modlitw, lecz systematycznie pozbawione są słowa i pojęcia duszy, co sprawiło, iż - jak twierdzą zwolennicy i apologeci tego posunięcia - teraz mamy się modlić za "całego człowieka", nie tylko za jego duszę. To zdanie, niby zrozumiałe, jest właściwie fałszywe i to bardzo. 

Po pierwsze, wyrugowanie modlitwy za dusze zmarłych oznacza de facto zanegowanie katolickiego pojęcia śmierci, katolickiej antropologii, a ostatecznie katolickiej eschatologii. Według antropologii, która jest działem nauki o dziele stworzenia, człowiek składa się z czynnika materialnego czyli ciała oraz z czynnika duchowego czyli duszy. Istotą śmierci jest oddzielenie duszy od ciała, co powoduje jego obumieranie i rozkład. Moderniści lubują się w akcentowaniu prawdy o zmartwychwstaniu, często nawet nie odróżniając między Zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa a zmartwychwstaniem ciał na Sąd Ostateczny (stąd się bierze rugowanie koloru czarnego oraz śpiewanie pieśni wielkanocnych na pogrzebach). Niektórzy mało rozgarnięci głoszą z dumą, że do tego właśnie odnoszą się "zreformowane" modlitwy, co jest to akurat dość absurdalne, ponieważ zmartwychwstanie ciał na Sąd Ostateczny dotyczy wszystkich ludzi, więc modlitwa o zmartwychwstanie jest zupełnie debilna i nie do pogodzenia z wiarą katolicką. Po co prosić Pana Boga o coś, co nieuchronnie nastąpi? Bez sensu jest także ograniczenie modlitwy do tych zmarłych, którzy mają pójść do nieba, gdyż wyrok już zapadł na sądzie po śmierci i żadna modlitwa nie jest w stanie tego wyroku zmienić. 

W końcu modlitwa za zmarłych zamiast za dusze zmarłych oznacza przynajmniej zaciemnienie i zatarcie prawdy wiary o czyśćcu, czyli zbliżenie do heretyków protestanckich i wschodniackich, oraz sprowadzenie obrzędów pogrzebowych i żałobnych do wspominania zmarłych, zamiast modlitwy o skrócenie kar czyśćcowych. Jest to więc także duchowa zbrodnia na duszach w czyśćcu przez pozbawianie ich modlitw, których potrzebują, a których nie otrzymują wskutek systemowego - jako że "liturgicznego" - osłabienia wiary w czyściec, bądź przynajmniej we właściwy sens i wagę modlitwy za dusze zmarłych. 

Za kogo cierpią dusze w czyśćcu?


Aż przykro znów pisać. Jednak muszę sprostować następne kłamliwe bzdety w serii od lat produkowanych wręcz taśmowo przez tego człowieka tryskającego niewzruszonym zadowoleniem ze siebie, bez jakiejkolwiek autorefleksji, autokrytyki, tym bardziej poprawy. Oto najnowszy popis:


Przede wszystkim on myli cierpienie (i jego ofiarowanie) ze wstawiennictwem. Otóż żaden z katolickich teologów nigdy nie twierdził, jakoby dusze czyśćcowe mogły ofiarować swoje cierpienie - które jest oczyszczające, jako kara doczesna za nieodpokutowane grzechy - za inne osoby, chociażby żyjących, czyli za Kościół walczący. On widocznie nawet nie ma pojęcia o tym, czym jest w istocie i na czym polega cierpienie czyśćcowe, czyli że jest to kara, a swojej kary nie można ofiarować za kogoś, ponieważ jest ona dziełem sprawiedliwości Bożej i jest wypłacana Bogu samemu, nie innym ludziom. 

Dusze czyśćcowe mogą natomiast wstawiać się za Kościołem walczącym, czyli za wiernymi w życiu doczesnym, ponieważ są w stanie łaski uświęcającej i łączy je z nami miłość Boża. Taka jest przeważająca opinia teologów katolickich, zwłaszcza nowożytnych, mimo że św. Tomasz (STh II II q.  83 a. 11) twierdził inaczej. Synody prowincjonalne we Wiedniu (1858) oraz w Utrechcie (1865) potwierdziły tę nowszą opinię teologiczną, a papież Leon XIII wydał w 1889 r. modlitwę opatrzoną odpustem, wzywającą dusze czyśćcowe o ich wstawiennictwo u Boga. Wprawdzie nowsze oficjalne wydania modlitw opatrzonych odpustami (1937 i 1950) nie zawierają tej modlitwy, jednak nie należy tego rozumieć jako jej odrzucenia czy potępienia. 

Oczywiście wzywanie dusz czyśćcowych o ich wstawiennictwo nie jest oddawaniem im czci, tzn. nie jest tym samym co kult świętych w niebie. 

Co do zmarłych wiemy tylko o ważnie kanonizowanych świętych, że są w niebie, więc możemy konkretną osobę kanonizowaną wzywać o jej wstawiennictwo. Co do innych osób możemy żywić uzasadnioną nadzieję, że są przynajmniej w czyśćcu. Takie osoby możemy ogólnie prosić o wstawiennictwo. Wprawdzie nie ma kościelnego zakazu prywatnego wzywania konkretnych dusz o wstawiennictwo, jednak osobiście radziłbym ostrożność. Jedynie do osób zmarłych w opinii świętości czy przynajmniej opatrzonych sakramentami można bezpiecznie kierować prośby o wstawiennictwo. 

Co jest wypalane w czyśćcu? (z post scriptum)



No i mamy niestety kolejny popis ignorancji w postaci dość fantazyjnej "teologii" garażowej w wykonaniu słynnego x. Szymona Bańka FSSPX:

Trzeba być wybitnie nadętym i bezmyślnym ignorantem, by w kilku zdaniach zmieścić aż dwie poważne herezje:

- jakoby w czyśćcu wypalane były "złe skłonności",

- jakoby czyściec był "ogniem wiecznym". 

A oto dowód, że on nie popełnił przypadkowej pomyłki czy przejęzyczenia, lecz ponownie, w wystąpieniu w temacie czyśćca obszerniej wykazuje swoją wręcz skandaliczną ignorancję co do tego, czym jest czyściec według wiary katolickiej:

Wyjaśniam:

Według nauczania Kościoła - na Soborze Lyońskim i Soborze Florenckim - w czyśćcu (purgatorium) odbywa się oczyszczenie dusz z grzechów lekkich oraz z kar doczesnych (za odpuszczone, a jeszcze nie odpokutowane grzechy). Mówi o tym chociażby katechizm katolicki kardynała Gasparri'ego, na który chętnie powołuje się FSSPX:

Czymś zupełnie innym są złe skłonności, przywiązania, czy skłonności do grzeszenia, zwane też pożądliwościami. W przypadku dusz będących w stanie łaski uświęcającej - a tylko takie mogą iść do czyśćca - pożądliwości kończą się w momencie śmierci, wraz z pokusami, gdyż ich siedliskiem jest ciało, od którego odchodzi dusza. 

Oczywiście czyściec NIE jest ogniem wiecznym, lecz karą tymczasową, przejściową, która kończy się najpóźniej w Dniu Ostatecznym. 

To jest materiał katechizmowy na poziomie właściwie już szkoły podstawowej. Może uczniowie "Szkoły Akwinaty" udzieliliby swojemu dyrektorowi korepetycji z katechizmu?


Post scriptum 1

Jest też reakcja delikwenta, który zachowuje się jak obrażona księżniczka:


Tak więc, zamiast odnieść się do problemu, który nawet jego fani dostrzegają, próbuje zemścić się przez porównanie mnie do x. Woźnickiego, uderzając perfidnie w moje dobre imię. 

Zgodnie z życzeniem słuchacz sformułował pytanie w samej sprawie i oto odpowiedź delikwenta:


No cóż. On widocznie ma ludzi za debili i wydaje mu się, że pokrętnym nawijaniem wraz z wymachiwaniem paluszkami uda mu się stworzyć wrażenie, że nie powiedział żadnego bełkotu, z którego powinien się wycofać. 
- Nie dociera do niego, że czym innym są złe skłonności, a czym innym grzechy lekkie i kary za grzechy? 
- Że skłonność nie jest ani grzechem, ani karą za grzech? 
- Że według wiary katolickiej czyściec polega na oczyszczeniu z grzechów lekkich i odbycie kary za odpuszczone grzechy -  i NIC więcej?
- Że zarówno złe skłonności jak też grzeszenie kończy się w momencie śmierci, a do czyśćca dusza idzie już tylko z karami za odpuszczone grzechy i z popełnionymi grzechami lekkimi? 
- Na jakiej podstawie ten nadęty pychą i bezmyślny, a perfidny ignorant twierdzi, że w czyśćcu wypalane są złe skłonności? 
Z całą pewnością dla tego twierdzenia nie ma choćby cienia podstawy u jakiekolwiek teologa katolickiego, ani tym bardziej w nauczaniu Magisterium. 

Odbiorca, będący zapewne wyznawcą FSSPX, który widocznie nawet nie raczył uważnie posłuchać pierwotnych słów delikwenta, pragnie także wyjaśnienia co do wieczności czyśćca, a to delikwent dość wyraźnie powiedział i z całą pewnością nie była to moja "nadinterpretacja":


Tutaj delikwent widocznie uważa, iż swoim bezczelnym śmieszkowaniem będzie w stanie zadowolić swoich wyznawców. Skoro twierdzi, że nie pamięta, co powiedział publicznie na vlogu dwa tygodnie temu, to albo rzeczywiście nie wie, co powiedział, i to by wskazywało na demencję (co jest oczywiście bardzo mało prawdopodobne), albo jednak doskonale wie, ale obłudnie nie chce się przyznać do palnięcia bełkotu, bo pycha mu nie pozwala na uderzenie się piersi. No cóż. Pycha, obłuda i zakłamanie to główne znamiona jego repertuaru. 

I jeszcze ostatnia kwestia, która wzbudziła ciekawość odbiorców:


Rzeczywiście kwestia wymaga wyjaśnienia. Pożądliwości mają swoje siedlisko w ciele w tym znaczeniu, że nie ma ich w duszy, która w stanie łaski uświęcającej oddziela się od ciała, co dzieje się w momencie śmierci człowieka umierającego w stanie łaski uświęcającej. Owszem, są też pożądliwości duchowe, jak zwłaszcza pycha czy zazdrość. Jeśli są one czysto duchowe, czyli niezależne od pożądliwości cielesnych - podobnie jak w przypadku złych duchów - to nie są wypalane ani w czyśćcu - bo w duszy będącej w stanie łaski uświęcającej nie ma pożądliwości duchowych, skoro jest w nich miłość Boga - ani w piekle, gdyż piekło nie oczyszcza, nie wypala, lecz jest karą bez nawrócenia i pokuty. Twierdzenie, jakoby do czyśćca szły dusze z pożądliwościami czysto duchowymi, które ze swej istoty są przeciwne miłości Boga i łasce uświęcającej, oznacza zanegowanie, że do czyśćca dostają się wyłącznie duszy będące w stanie łaski uświęcającej, a to jest herezja. 



Post scriptum 2

Popularność tego teologa garażowego siągnęła kręgów niby konserwatywno-politycznych typu tej pani, znanej do niedawna bardziej z rozbieranych - mówiąc wprost: pornograficznych - fotek (łatwo można jest znaleźć w internetach):


Oczywiście należy docenić poglądy tej pani, o ile są rzeczywiście konserwatywne i prokatolickie. Jednak jej poziom intelektualny widocznie odpowiada poziomowi zachwalanego przez nią kanału. 

Film "Czyściec"

 


Temat jest bardzo ważny i na czasie. Właściwie zawsze potrzebne jest informowanie o rzeczywistości czyśćca oraz potrzebie modlitwy za zmarłych. Zakładam, że takie są intencje filmu Michała Kondrata. To stanowi o jego wartości. Jeśli pobudza do reflexji i modlitwy, zwłaszcza ofiarowania Mszy św. za dusze zmarłych, to bardzo dobrze, że powstał i jest rozpowszechniany. 

Cenne są także informacje zwłaszcza o św. Stanisławie Papczyńskim, gdyż są mało znane. Książki Fully Horak nie znam i dlatego nie jestem w stanie ocenić jej treści teologicznej. Być może trzeba by się tym bliżej zająć. 

Jako że dzięki życzliwości pewnych osób dane mi było film obejrzeć, czuję się w obowiązku zwrócić uwagę na jego fragmenty, które z punktu widzenia teologii katolickiej wymagają korekty. Zresztą już taki szczegół jak ustawienie ciała zmarłego tyłem do ołtarza wskazuje na to, że film nie przeszedł solidnej konsultacji teologicznej i kościelnej. Według reguł Kościoła ciało zmarłego świeckiego jest ustawiane twarzą do ołtarza, czyli tak, jak zmarły uczestniczył w liturgii za życia. Jedynie ciało duchownych jest ustawiane twarzą do ludu, co oczywiście nie ma nic wspólnego z rozpowszechnionym kierunkiem celebracji w Novus Ordo, lecz wynika z funkcji nauczania przez duchownych w świątyni, co oczywiście zawsze odbywało się twarzą do ludu. 

Pierwszym poważnym błędem jest mówienie o "Sądzie Ostatecznym" po śmierci. Chodzi oczywiście o sąd partykularny czyli osobisty, który odbywa się nad każdym zmarłym osobno zaraz po śmierci. Natomiast Sąd Ostateczny będzie miał miejsce na końcu świata, po powtórnym przyjściu Zbawiciela. To o nim mówią zapowiedzi Ewangelii. Widocznie ktoś tu nie doczytał nawet w katechiźmie, a duchowni, z którymi film był konsultowany, nie zauważyli tak poważnego błędu. 

Poważny błąd - a nawet przekłamanie - zawarte jest w wystąpieniu kapucyna z San Giovanni Rotondo, gdy właściwie neguje on prawdę o sądzie Bożym, twierdząc, że po śmierci dusza nie jest sądzona, lecz sama decyduje o potrzebie oczyszczenia w czyśćcu. Jest to poniekąd miła fantazja tego kapucyna, nie ma ona jednak nic wspólnego z Pismem świętym i nauczaniem Kościoła. Jest po prostu wymysłem, który jest nie tylko groteskowy lecz także niebezpieczny, ponieważ sugeruje, jakoby dusza po śmierci mogła o czymkolwiek decydować. Według nauczania Kościoła w momencie przejścia do wieczności dusza podlega sądowi Bożemu i nie ma możliwości nawrócenia się. Z powodu oddzielenia od ciała nie ma też swojej woli i tym samym możliwości decydowania. Może jedynie doznawać albo radości wiecznej, albo cierpienia - czy to wiekuistego potępienia, czy przejściowego w czyśćcu. 

Bardzo poważny błędy zawarte są także w wypowiedzi lekarki, która opowiada o przeżyciach osób, które przeszły stan tzw. śmierci klinicznej. Fałszywie definiuje ona śmierć jako zanik aktywności pnia mózgu. Odnosi się widocznie do fałszywej teorii tzw. śmierci mózgu stworzonej na potrzeby biznesu transplantacyjnego, czyli dla usprawiedliwienia wyciągania organów z żywych ludzi, co do których "lekarze" orzekli "śmierć mózgową". Jest to sprzeczne nie tylko ze stanem solidnej wiedzy medycznej, lecz także z teologiczną definicją śmierci. 

- Tzw. teoria śmierci mózgowej opiera się na fałszywym założeniu, jakoby instrumenty pomiarowe były w stanie stwierdzić bądź wykluczyć aktywność mózgu (więcej tutaj).

- Fałszywe jest założenie, jakoby zanik stwierdzalnej przez urządzenia aktywności powierzchniowych areałów mózgu był równoznaczny ze śmiercią. Jest bowiem oczywiste, że ciało człowieka składa się nie tylko z mózgu, lecz także z innych organów, które mogą być - przez jakiś czas - podtrzymywane przy życiu bez udziału stwierdzalnej aktywności mózgu. 

Tym samym przeżycia w stanie tzw. śmierci klinicznej nie mogą dotyczyć stanu po momencie śmierci, lecz najwyżej stanu bliskiego śmierci. Dlatego właśnie wartość dowodowa takich doświadczeń jest właściwie zerowa w kwestii zaspokojenia ciekawości co do tego, co się dzieje z duszą w momencie przejścia do wieczności. 

W wypowiedzi o. A. Posackiego zawarta jest przynajmniej pewna nieścisłość. Nie pamiętam dokładnie każdego jego słowa, ale wydaje mi się, że pomieszał pojęcie nadprzyrodzoności i nadzwyczajności. Otóż działanie nadprzyrodzone pochodzi tylko od Boga, aczkolwiek jego narzędziem mogą być stworzenia. Natomiast działania nadzwyczajne mogą pochodzić także od stworzeń, konkretnie od szatana i demonów. Tutaj o. Posacki słusznie wskazał na istotne różnice między expresjami dusz czyśćcowych a zjawiskami o pochodzeniu demonicznym. 

Wiąże się z tym tematyka posługiwania się przedmiotami materialnymi zarówno przez dusze zmarłych jak też przez demony. Jest o tym mowa zwłaszcza w związku z tzw. muzeum dusz czyśćcowych przy pewnym kościele w Rzymie, oraz z rzekomymi fizycznymi napaściami szatana na św. o. Pio. To jest problematyka tak zwanych materializacyj, o których wypowiadałem się już obszerniej (tutaj). Nie znam tego muzeum, jego powstania i zawartości. Jeśli jego exponaty są wiarygodne, to można je teologicznie wyjaśnić w tego sposób, że Pan Bóg dokonał cudu znaków materialnych jako wezwanie do modlitwy za zmarłych. Każdy cud wyklucza działanie przyczynowosprawcze stworzeń. Dlatego musi być najpierw z całą pewnością wykluczone, że owe exponaty nie powstały w sposób naturalny, czyli że sprawcą nie jest ani człowiek, ani żadna przyczyna materialna, ani duchowa jak demony. 

Co do obrażeń cielesnych doznanych przez o. Pio, przypisywanych szatanowi, sprawa ma się podobnie. Jest oczywiste, że szatan jako istota wyłącznie duchowa nie ma naturalnej mocy ani tzw. materializowania, ani bezpośredniego oddziaływania na przedmioty materialne. Może natomiast mieć jakiś wpływ na istoty żywe czyli na ich ciało, a to poprzez duszę - wegetatywną u roślin, sensualną u zwierząt, duchową u człowieka. Tym samym niemożliwe jest np. bicie przez szatana łańcuchem, jak to zostało przedstawione w filmie. Taka scena jest pokroju okultystycznych opowiadań o rzekomym przesuwaniu mebli przez dusze zmarłych czy demony, co po pierwsze nie ma potwierdzenia empirycznego (te opowiadania pochodzą wyłącznie ze "świadectw" osób parających się okultyzmem czyli tzw. wtajemniczonych), a po drugie jest sprzeczne z filozofią realistyczną i teologią. 

Niejasne i częściowo mylne jest potraktowanie tematu dusz dzieci nienarodzonych. Modlitwa za nie sugeruje, jakoby znajdowały się w czyśćcu, co na pewno nie jest prawdą. Teologicznie dyskutowalne są natomiast takie kwestie jak "limbus puerorum", czyli stan naturalnej szczęśliwości bez oglądania Boga, oraz chrzest pragnienia, który zapewnia im zbawienie, podobnie jak w przypadku dziecka, które rodzice pragnęli ochrzcić, które jednak zmarło bez chrztu sakramentalnego. W tym drugim wypadku - jako że dziecko takie nie ma grzechu osobistego - można by te dusze prosić o wstawiennictwo. 

Na koniec jeszcze uwaga odnośnie jednej kwestii, co do której autor wypowiedzi nie ponosi odpowiedzialności, ponieważ wypowiada się w zaufaniu do oficjalnego uznania "Dzienniczka" s. Faustyny. X. Dominik Chmielewski cytuje jego fragment zapewne nie zdając sobie sprawy z tego, że jest on teologicznie fałszywy i wręcz bluźnierczy. Chodzi o rzekome słowa Pana Jezusa, że Jego miłosierdzie nie chce karania dusz w czyśćcu, lecz domaga się tego sprawiedliwość. Nawet jeśli przyjmiemy, że te słowa pochodzą od kogoś nie mającego pojęcia o teologii (i tym samym nie mogą pochodzić od Pana Jezusa), to jednak wymagają sprzeciwu i odrzucenia, gdyż sugerują jakby schizofrenię w Osobie Pana Jezusa i tym samym samego Boga. Do podstawowych prawd teologii katolickiej odnośnie pojęcia Boga należy, iż w Bogu nie ma i nie może być sprzeczności. Tym samym nie ma i nie może być sprzeczności także między Jego miłosierdziem i sprawiedliwością. Tym samym sedno treści "Dzienniczka", polegające po pierwsze na przeciwstawieniu miłosierdzia Boga i Jego sprawiedliwości, a po drugie na wywyższeniu tego pierwszego aż do - przynajmniej praktycznej - negacji tego drugiego przymiotu Boga, jest dogłębnie fałszywe, heretyckie i bluźniercze, nie mające nic wspólnego ani z teologią katolicką, ani nawet z Pismem świętym (więcej w temacie tutaj i tutaj oraz w linkach tam podanych).

Czy w czyśćcu spoczywają zmarli?

Zwrócono mi uwagę, że w ogłoszeniach jednej z parafij zawarte jest dziwne sformułowanie odnośnie intencji Mszy św. Sprawa ma widocznie szerszy zasięg i tym bardziej należy zwrócić uwagę i skorygować.



Sformułowanie zawiera dwa zasadnicze błędy, właściwie herezje:
1. w czyśćcu przebywają zmarli, którzy tam
2. spoczywają.

Nauczanie Kościoła mówi, że
1. śmierć jest odłączeniem nieśmiertelnej duszy od ciała, które umiera,
2. w czyśćcu znajduje się dusza nieśmiertelna, podczas gdy ciało spoczywa w grobie i ulega rozkładowi (zwykle),
3. czyściec jest miejscem nie spoczynku, lecz cierpienia jako oczyszczającej kary za grzechy.

Warto przytoczyć choćby następujące fragmenty Katechizmu Kościoła Katolickiego:



Podjąłem próbę rozmowy z autorem tego wpisu na stronie parafii, by go przekonać o błędności oraz o konieczności skorygowania dla dobra wiernych, których powinien nauczać wiary katolickiej. Oto wynik, niestety niepomyślny:








Rzeczywiście, pewne fragmenty oderwane od kontextu biblijnego są narażone na fałszywe interpretowanie. Dlatego obowiązuje rozumienie i interpretowanie poszczególnych fragmentów w świetle całego Bożego Objawienia podawanego w nauczaniu Kościoła.

Czy czyściec jest miejscem?


Czyściec jest zarówno stanem jak też miejscem. Chodzi o to, że dusza nie jest wszechobecna, lecz jako byt stworzony ma ograniczenie przestrzenno-czasowe. Po śmierci nie jest ani w ciele, ani wszędzie, lecz w "miejscu", które jest stworzone, aczkolwiek poza światem materialnym. Jest to oczywiście "miejsce" innego rodzaju niż miejsca w znaczeniu czasoprzestrzeni materialnej.

Modlitwa za zmarlych



Wraz ze śmiercią dusza przechodzi do wieczności, czyli wymiaru w swej istocie ponadczasowego. Czyściec jest stanem przejściowym, ograniczonym czasowo. Jest wprawdzie przedsionkiem nieba czyli szczęśliwości wiecznej, bez końca, ale w pewnym sensie jest jeszcze po stronie doczesności, właśnie z powodu ograniczenia czasowego.
Pod tym względem istnieje rzeczywiście analogia z tzw. limbus patrum, czyli miejscem przebywania sprawiedliwych przed przyjściem Jezusa Chrystusa we Wcieleniu. Wg teologii patrystycznej Jezus Chrystus przez swoje wstąpienie do otchłani śmierci i Zmartwywstanie wyprowadził te dusze do nieba.

Tym samym czas ofiarowania naszych modlitw, odpustów i Mszy św. za dusze zmarłych ma raczej znaczenie dla nas, nie dla dusz. Pan Bóg oczywiście przewiduje nasze dobre uczynki dla dusz zmarłych i czyni je skutecznymi zanim odbędą się w czasie. Tym niemniej lepiej jest nie zwlekać z tymi uczynkami, gdyż w modlitwie liczy się także udział naszego serca. Gorliwość serca może z czasem słabnąć, co pomniejsza wartość modlitwy.