Czy liturgia jest sprawą prywatnej pobożności?




Odpowiedź jest prosta i krótka: nie jest. Wynika to już z pojęcia liturgii. Jest ona bowiem publicznym kultem Kościoła, nie prywatną praktyką pobożnościową. Owszem, liturgia może i powinna żywić, pobudzać, formować i też korygować pobożność osobistą. Jednak jest to funkcja wtórna, drugorzędna i podrzędna, nie istotna i nie decydująca. Wartość osobista - pod względem czy to przywiązania, czy upodobania czy jakiejkolwiek więzi uczuciowej - nie ma istotnego znaczenia dla liturgii. Nadrzędne wobec liturgii są wyłącznie prawdy wiary katolickiej, w których świetle należy oceniać jej słowa i czynności.

Zresztą cała powyższa wypowiedź jest bełkotliwa. Jej tezy - tak jak ta powyżej oceniona zasadnicza - są fałszywe i mętne, wręcz kłamliwe, zarówno teologicznie jak też co do faktów. Nawet pomijając pseudopsychologiczne bluzgi w związku z urojonym "tradsizmem", urojonymi "rówieśnikami", urojonymi "starszymi", nie sposób wyłuskać choćby jednego sensownego zdania będącego czymś więcej niż deklaracją własnej pozycji, która sprowadza się do tego, że powodem "zaangażowania" autora "w tradycję" jest irracjonalne "docenienie VOM".

Autor odrzuca "pastwienie się nad NOMem", sam się pastwiąc niewybrednie na tymi "niektórymi tradsami", którzy krytykują NOM, bo wybrali VOM nie z powodu własnej pobożności, lecz z powodu wierności wierze katolickiej. 

Autor sprytnie podszywa się pod "rówieśników", którzy, nie mając ani solidnej wiedzy teologicznej czy choćby katechizmowej, są pociągani do liturgii tradycyjnej najpierw przez niewątliwie wartościowe wrażenia estetyczne. Perfidia autora polega jednak na tym, że próbuje zakazać wyjścia poza i ponad sferę przeżyciowo-uczuciową, ku wymiarowi intelektualnemu, który nieuchronnie prowadzi do dyskursu teologicznego, zwłaszcza apologetycznego. Ten dyskurs jest dla autora "sekciarski", "zdziwaczały", "niskim i prostym krytykanctwem", "działaniem na negatywnych emocjach", "zacietrzewiem", "fatalizmem", "nieumiejętnością wyważenia sądów", "postawą infantylną i niekonstruktywną" itd. Sam autor oczywiście unosi się ponad taką nikczemnością, pragnąc porwać za sobą "rówieśników", by uchronić ich przed "tradycjonalistyczną bańką", "zamykaniem się w twierdzy" i "ofensywną postawą wobec innych form pobożności"... No cóż, repertuar bluzgów jest iście godny szefa propagandy stanu wojennego. I też taka sama jest ich wartość merytoryczna. Jedynym przesłaniem jest: 
- nie wolno krytykować NOM,
- zaś VOM wolno doceniać wyłącznie jako osobiście, irracjonalnie podobającą się "formę pobożności". 
W przeciwnym razie należy się do zamkniętych w "bańce" staruchów, którzy chodzą całą rodziną na VOM.

Aż trudno uwierzyć, by coś takiego mógł pisać ktoś, kto ukończył chociażby gimnazjum. Wystarczy umieć liczyć do 100, by wiedzieć, że pokolenie pamiętające jako tako liturgię tradycyjną sprawowaną powszechnie urodziło się najpóźniej do 1955 r. i tym samym liczy obecnie około ponad 60 lat. Pokolenie młodsze - a jest to już pokolenie rodziców autora -  zostało wychowane na NOMie i pod tym względem nie różni się od obecnej młodzieży. Obecna młodzież jest natomiast o tyle w lepszej sytuacji, że ma znacznie szerszy i łatwiejszy dostęp do liturgii tradycyjnej niż pokolenie poprzednie (do którego zalicza się także piszący te słowa). Ta dostępność sprzyja porównaniu i refleksji nad przyczynami i skutkami. Nie sprzyja temu natomiast brak styczności, czy to z NOMem czy z VOMem. Każdy myślący choćby zdroworozsądkowo człowiek ma zdolność do analizy porównawczej i wyciągnięcia wniosków zarówno natury poznawczej jak też praktycznej. Ani kłamliwe zaklinanie rzeczywistości - jakoby NOM i VOM byli równorzędnymi "formami pobożności" - ani próba zakazu myślenia i tym samym oceniania nie są w stanie wytrzymać próby czasu, zwłaszcza długoterminowo. Nasuwa się więc pytanie, co tu jest głównym problemem: czy odmóżdżenie autora czy podjęta przez niego próba odmóżdżenia czytelników.

Pytanie to można pozostawić otwarte. Odpowiedź staje się bardziej oczywista wobec powiązań autora ze środowiskiem, które się nazywa "lewicą katolicką" wraz z jej organem: 


Tak ten organ sam się prezentuje:





Wydawcą jest niesłynne środowisko pseudokatolickich wywrotowców:


 
Zaś jako autorzy współpracują m. in. takie sławy: 


Dalszy komentarz jest właściwie zbędny. 
Na koniec wypada jeszcze raz ostrzec przed tego typu "aktywistami".

Czy koszulki ze świętymi wizerunkami są OK?


Samo noszenie wizerunków na odzieniu nie jest bluźnierstwem. Zależy jednak od charakteru i wymowy tych wizerunków na danej części garderoby. 

Problem jest owszem z takową koszulką, ponieważ jest ona pierwotnie częścią bielizny, nie normalnym odzieniem publicznym. Jako taka nie jest ubiorem godnym i wyrażającym szacunek i cześć. Sprawę komplikuje fakt, że obecnie nie ma świadomości takiego charakteru koszulki, gdyż stała się powszechnym ubiorem w lecie. Oczywiście brak świadomości nie usprawiedliwia, jednak pomniejsza winę. Istotne są obiektywne kryteria, jak charakter danego obrazu, czyli treść i sposób przedstawienia. To jest kwestia trzeźwego wyczucia. Człowiek o normalnym wyczuciu nie kupi i nie ubierze takiej koszulki np. z wizerunkiem Jasnogórskim czy z Całunu Turyńskiego. Powodem jest szacunek dla osób, które te wizerunki przedstawiają. Wprawdzie nie można wykluczyć, że ktoś nosi takie koszulki z przywiązania dla Pana Jezusa czy Matki Najświętszej czy dla zamanifestowania wiary. Jednak to subiektywne nastawienie nie jest w stanie zastąpić obiektywnej oceny co do miejsca wizerunków takich Osób. 
Nie ma natomiast problemu odnośnie napisów czy symboli, jak np. krzyża, ryby (ΙΧΘΥΣ) itp. 

Czy Pan Jezus jest lwem?



Biznes jest pomysłowy. I wykorzystuje także uczucia religijne. Zwłaszcza gdy brakuje wiedzy religijnej i trzeźwego myślenia.

Ocena jest krótka i jednoznaczna: taka koszulka jest bluźniercza, nawet jeśli jej autorzy, producenci i handlarze nie zdają sobie z tego sprawy.

Jest taka z następujących powodów:

Po pierwsze:
Można się domyśleć, że chodzi o nawiązanie do Apk 5, 5-10:
  • "I mówi do mnie jeden ze Starców: Przestań płakać: Oto zwyciężył Lew z pokolenia Judy, Odrośl Dawida, tak że otworzy księgę i siedem jej pieczęci. I ujrzałem między tronem z czworgiem Zwierząt a kręgiem Starców stojącego Baranka jakby zabitego, a miał siedem rogów i siedmioro oczu, którymi jest siedem Duchów Boga wysłanych na całą ziemię. On poszedł, i z prawicy Zasiadającego na tronie wziął księgę. A kiedy wziął księgę, czworo Zwierząt i dwudziestu czterech Starców upadło przed Barankiem, każdy mając harfę i złote czasze pełne kadzideł, którymi są modlitwy świętych. I taką nową pieśń śpiewają: «Godzien jesteś wziąć księgę i jej pieczęcie otworzyć, bo zostałeś zabity i nabyłeś Bogu krwią twoją [ludzi] z każdego pokolenia, języka, ludu i narodu, i uczyniłeś ich Bogu naszemu królestwem i kapłanami, a będą królować na ziemi."
To jest z kolei nawiązanie do Rdz 49, 8-10:
  • "Judo, ciebie sławić będą bracia twoi, twoja bowiem ręka na karku twych wrogów! Synowie twego ojca będą ci oddawać pokłon! Judo, młody lwie, na zdobyczy róść będziesz, mój synu: jak lew czai się, gotuje do skoku, do lwicy podobny - któż się ośmieli go drażnić? Nie zostanie odjęte berło od Judy ani laska pasterska spośród kolan jego, aż przyjdzie ten, do którego ono należy, i zdobędzie posłuch u narodów!". 
Tym samym jasne jest, że lwem jest nazwane pokolenie Judy, nie Mesjasz. Zaś powyższe słowa w Apk 5,5 po pierwsze są słowami jednego ze starców czyli przedstawicieli Starego Testamentu, który w tych słowach poświadcza spełnienie się proroctwa z Rdz 49. To spełnienie się oznacza także właściwą interpretację, wypełnienie i korektę: Jezus Chrystus, potomek Dawida z pokolenia Judy, jest kluczem do właściwego zrozumienia proroctwa. Dopiero w tym wypełnieniu proroctwo zyskuje właściwy sens: potomek Judy będzie zwycięski. To zwycięstwo jest bliżej wyjaśnione w następnych wersetach Apk 5, 6-10, gdzie centralną postacią jest Baranek. Jest to tytuł nadany Zbawicielowi przez największego z proroków, św. Jana Chrzciciela, a to na podstawie proroctwa Izajasza 53,7:
  • "Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich."
Tak więc księga Apokalipsy prowadzi od znaku lwa, który jest prorocką zapowiedzią, do znaku baranka ofiarnego, który jest spełnieniem. Innymi słowy: w Baranku, na którego wskazał Jan Chrzciciel, spełnia się proroctwo o zwycięstwie lwa z Judy. Tym samym właściwym znakiem jest Baranek, nie lew, już chociażby dlatego, że Mesjasz nie jest pokoleniem Judy, lecz potomkiem z pokolenia Judy, którego zwycięstwo jest diametralnie innego rodzaju. Tym samym utożsamienie lwa z Jezusem Chrystusem jest kłamliwe i nie ma podstaw.

Po drugie:
W całej ikonografii chrześcijańskiej nie ma przedstawiania Jezusa Chrystusa jako lwa czy za pomocą symbolu lwa. Jest zrozumiałe z powyższych powodów i powiązań teologicznych.

Po trzecie:
Przedstawianie Jezusa Chrystusa w symbolu lwa nie ma żadnych podstaw teologicznych w ramach teologii chrześcijańskiej. Podstawą może być jedynie wyciąganie wyrażenia z kontextu wraz z odwróceniem jego sensu: sprowadzenie misji Jezusa Chrystusa do zbudowania potęgi Judy czyli narodu żydowskiego.

Po czwarte:
Odbywa się to kosztem prawdy o Jezusie Chrystusie, prawdy Ewangelii. Nie chodzi o waleczność, gdyż należy ona do istoty Ewangelii. Bardziej istotny pod względem teologicznym jest stosunek między Starym a Nowym Testamentem. Użycie symbolu lwa dla Jezusa Chrystusa jest nie tylko zakłamaniem właściwego znaczenia tego symbolu, lecz stawia jego treść ponad właściwą treścią Ewangelii. Zwycięstwo i potęga Mesjasza jest zwycięstwem i potęgą Jego Ofiary Krzyżowej.

Po piąte:
Symbol lwa ma w całym Piśmie św. znaczenie raczej pejoratywne: św. Piotr porównuje szatana do ryczącego żarłocznego lwa (1 P 5, 8). Tym samym lew jak przenośnia jest znacznie bliższy szatanowi niż Jezusowi Chrystusowi. Do Jezusa Chrystusa odnosi się jedynie pośrednio i w znaczeniu prorockiej, niewyraźnej i ograniczonej przepowiedni, odnoszącej się bezpośrednio do pokolenia Judy. Jej spełnienie w Jezusie Chrystusie miało miejsce wraz z korektą za pomocą symbolu baranka.

Jaka muzyka w kościołach?



Temat muzyki wykonywanej w kościołach pojawia się dość często na różnych forach dyskusyjnych. Nie brakuje też textów i rozważań w temacie, zarówno mniej czy bardziej naukowych jak też publicystycznych. Temat ożył szczególnie rok temu w związku z wydaniem przez Komisję Liturgiczną KEP nowej instrukcji, która wywołała różne reakcje. O niej na końcu, jako że jest najnowszym dokumentem w kwestii. Nie brakuje dokumentów oficjalnych i wypowiedzi mniej czy bardziej kompetentnych osób. Jednak kwestia zasadnicza jest nadal niejasna, mianowicie: jaką muzykę wolno wykonywać podczas liturgii i w kościołach?

Przejdźmy chronologicznie dokumenty Kościoła w tej sprawie, szukając odpowiedzi na to pytanie. 


Papieże w ciągu wieków dość często wydawali dekrety i wskazanie odniośnie muzyki w liturgii:
- Jan XXII wydał bullę „Docta Sanctorum Patrum“ 

(https://fr.wikipedia.org/wiki/Docta_Sanctorum_Patrum)
- Sobór Trydencki w dekrecie o nadużyciach (Sess. XXII) zwrócił uwagę także na muzykę w liturgii.
- Rubryki Missale Romanum oraz Caeremoniale Episcoporum również regulują wiele spraw.
- Dekrety Świętej Kongregacji Obrzędów traktykują zwykle o konkretnym stosowaniu ogólnych norm.
- Aleksander VII wydał Konstytucję Apostolską „Piae sollicitudinis studio“.
- Innocenty XII wydał edykt o muzyce kościelnej.
- Benedykt XIV obszernie zajął się w encyklice „Annus qui hunc“.
- Święta Kongregacja Obrzędów wydała dekret „Ordinatio quoad sacram musicem“.
- Leon XIII wydał dekret „Quod sanctus Augustinus“.

Początkiem najnowszej historii w tej dziedzinie jest słynne motuproprio św. Piusa X „De musica sacra“ (zwane też „Inter plurimas“ czy po włosku „Tra le sollecitudini“) z 1903 r. 






http://promusicasacra.pl/pomoce/dokumenty-koscielne/motu-proprio-sw-piusa-x-o-muzyce-swietej-inter-pastoralis-officii-sollicitudines/
 

Dokument odnosi się jednoznacznie do muzyki wykonywanej w świątyniach i podczas liturgii. Papież nadał temu dokumentowi charakter i rangę dosłownie „kodexu prawa muzyki kościelnej“, którego celem jest takie uporządkowanie, by Zbawiciel nie miał powodu powrozem wypędzać ze świątyni tych, którzy ją bezczeszczą.

Pojęciem głównym jest tutaj „musica sacra“, co w przekładzie polskim przetłumaczono dowolnie - nawiązując widocznie do niemieckiego Kirchenmusik - jako „muzyka kościelna“. Jest to „część spajająca uroczystej liturgii“ i jako taka należy do celu samej liturgii, którym jest chwała Boża oraz uświęcenie wiernych i który jest jej pierwszą naczelną zasadą. Służy ozdobie textów liturgicznych, by wierni byli pobudzani do pobożności a ich serca zostały przygotowane do przyjęcia owoców łaski, płynących ze świętych tajemnic.

Drugą naczelną zasadą jest charakter tej muzyki (1-2). Musi ona być
- święta, tzn. nie powinna zawierać świeckości (profana) i to zarówno w treści jak też w formie,
- doskonała w formie czyli zdolna wpływać na słuchających, oraz
- powszechna, tzn. musi odpowiadać normom wydanym dla całego Kościoła na całym świecie.

Papież wymienia też konkretnie rodzaje muzyki sakralnej (3-6):
Przede wszystkim jest to śpiew gregoriański, który jest właściwą muzyką Kościoła Rzymskiego. Powinien on być przywrócony zarówno generalnie jak też do śpiewania przez lud.
Na drugim miejscu jest polifonia, szczególnie tzw. Szkoły Rzymskiej, czyli tworzonej dla potrzeb i pod pieczą papieży.
Na trzecim miejscu Papież wymienia tzw. muzykę współczesną (musica hodierna), o ile jest łagodna i nie zawiera nic, co by było niegodne niegodne świętości liturgii. Tutaj należy szczególnie zważać, by nie dopuszczać w kościołach muzyki, która jest w stylu teatralna czy świecka, czy jest obca liturgii co do formy. Konkretnie Papież odrzuca muzykę w „stylu teatralnym“ czyli operowym, która były popularna w XIX w. zwłaszcza we Włoszech. Ten styl ze swojej natury jest sprzeczny ze śpiewem gregoriańskim i klasyczną polifonią i tym samym z przepisami liturgicznymi. Struktura tego stylu, jego rodzaj i konwencja nie dają się pogodzić z potrzebami muzyki sakralnej.

Odnośnie warstwy słownej Papież mówi, że texty należy wykonywać po łacinie i nie wolno ich zastępować śpiewami w języku narodowym, ani części stałych, ani zmiennych, ani innymi śpiewami.

Papież podaje też zasady komponowania muzyki sakralnej. Naczelnymi zasadami są: musi ona być skomponowana do textów liturgicznych i wzorowana co do formy na śpiewie gregoriańskim.

Odnośnie śpiewaków Papież przypomina, że wykonują oni posługę liturgiczną i dlatego mogą to być tylko mężczyźni. Powinni oni przywdziewać suknię i komżę.

W ramach konkretnych przepisów Papież zakazuje
- długich preludiów czy przerywników (intermezzo) organowych,
- używanie instrumentów rozrywkowych jak cymbały i fortepian, bęben, kocioł, talerze, dzwonki itp.
- występowanie zespołów muzycznych od muzyki świeckiej
-  w wyjątkowych przypadkach biskup miejsca może zezwolić na orkiestry dęte, o ile pełnią funkcję taką jak organy czyli podtrzymywanie śpiewu.


Mało znana jest konstytucja apostolska Piusa XI „Divini cultus sanctitatem“ z 1928 r. o liturgii oraz śpiewie gregoriańskim i świętej muzyce.  


 


http://w2.vatican.va/content/pius-xi/la/apost_constitutions/documents/hf_p-xi_apc_19281220_divini-cultus-sanctitatem.html

Przypominając motuproprio swojego poprzednika św. Piusa X i nawiązując doń, Papież w stanowczym tonie nakazuje:
- Zarówno kandydaci do kapłaństwa jak też duchowni diecezjalni i zakonni mają być od początku i regularnie kształceni w chorale gregoriańskim i świętej muzyce (musica sacra);
- Przy katedrach, kapitułach i domach zakonnych należy pielęgnować Oficjum chóralne zgodnie z przepisami;
- Kapituły kanoników i zakonne mają ustanowić experta odpowiedzialnego za wykonywanie śpiewu według autentycznych ksiąg wydanych przez Stolicę Apostolską;
- Przynajmniej przy znaczniejszych kościołach należy tworzyć chóry do wykonywania chorału gregoriańskiego i w drugiej kolejności także polifonii;
- Pierwszeństwo i właściwe miejsce w liturgii ma mieć muzyka, w której główną rolę odgrywa ludzki głos, nie instrumenty (jak w muzyce orkiestrowej);
- Organy są „własnym instrumentem muzycznym Kościoła“ (Ecclesiae proprium musicum instrumentum) i jako takie służą czy to towarzyszeniu śpiewom, czy wypełnianiu ciszy przy milczeniu chóru, przy czym należy unikać pomieszania tego, co święte (sacrum), z tym, co świeckie (profanum), co oznacza, że wolno grać w kościele tylko to, co wyraża majestat miejsc oraz świętość obrzędów;
- Należy wiernych nauczać chorału gregoriańskiego w częściach, które ich dotyczą, szczególnie w szkołach i domach wychowawczych;
- Należy kształcić nauczycieli muzyki sakralnej, zakładać i popierać takie szkoły i instytucje edukacyjne.

Także następca, Pius XII troszczył się w tej sprawie, wydając encykliikę o liturgii „Mediator Dei“: 




https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_xii/encykliki/mediator_dei_20111947.html

Potwierdzając nakazy swoich poprzedników, Papież podkreśla pierwszeństwo i główną rolę chorału gregoriańskiiego jako właściwego liturgii rzymskiej, zachęcając do śpiewania go przez lud w odpowiednich częściach. Równocześnie akceptuje stosowanie w kulcie katolickim inne rodzaje muzyki współczesnej i śpiewu (hodiernae musices modos atque concentus), o ile nie zawierają one czegoś świeckiego (profanum) i są godne świętości miejsca i akcji liturgicznej, a nie pochodzą z próżnego szukania podziwu i niezwykłości, lecz służą blaskowi świętych obrzędów, podniesieniu umysłów ku rzeczom wyższym oraz pobożności. Ponadto Papież zachęca biskupów, by otaczali opieką i popierali religijny śpiew ludowy (popularis ad religionem pertinens cantus), by wykonywany z godnością rozpalał wiarę i pobożność wiernych.

Wydając w 1955 r. encyklikę „Musicae sacrae disciplina“ o muzyce kościelnej, tenże sam Papież nawiązuje, powołuje się, potwierdza i przypomina nauczanie św. Piusa X.

https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_xii/encykliki/musicae_sacrae_25121955.html
 

Encyklika zawiera jednak sporo nowości, szczególnie pod względem teologicznym. Nowością jest pewien zarys historii muzyki w kontekście antropologicznym i religijnym, począwszy od pogan aż do liturgii Kościoła. Święty śpiew (cantus sacer) to przede wszystkim psalmy i hymny, lecz także nowe formy (novae formae) i nowe rodzaje śpiewów (nova canticorum genera), które z czasem powstawały. Oprócz chorału gregoriańskiego Papież wymienia pieśni religijne (carmen religiosum), które powstawały także w językach narodowych, oraz wprowadzenie używania organów oraz innych instrumentów, a także śpiew polifoniczny. Przypomina jednak, że w trakcie rozwoju i ubogacania muzyki kościelnej konieczne było czuwanie Kościoła, by nie zostały przekroczone właściwe granice przez wprowadzenie tego, co świeckie i obce świętemu kultowi (profanum aliquid et a sacro cultu alienum).

Odnośnie zasad dotyczących musica sacra Papież mówi, że są one takie jak co do każdej sztuki religijnej (ars religiosa):
- ukierunkowanie na Boga, Jego chwałę i uwielbienie, co jest właśnie celem człowieka;
- podporządkowanie prawu Bożemu, czyli wbrew absolutnej wolności sztuki i artysty;
- pożytek dla pobożności wiernych;
- artysta musi sam być wierzący, by miał wyczucie dla spraw świętych;
- służebna rola wobec liturgii, zwłaszcza jej treści.

Papież docenia także tzw. musica religiosa, która nie służy bezpośrednio liturgii, oraz śpiew ludowy (genus populare), który jest wykonywany czy to w kościołach poza liturgią czy poza kościołami w uroczystościach religijnych. Mają one wartość zarówno pedagogiczną jak też katechetyczną. Pod tym wgzlędem muzyka kościelna ma charakter apostolski: muzycy są sługami Chrystusa i współpracownikami w duszpasterstwie.

Przypominając zaakcentowane przez św. Piusa X istotne cechy muzyki kościelnej (świętość, doskonałość formy i powszechność), Pius XII podkreśla naczelne miejsce chorału gregoriańskiego, jako że ucieleśnia on te cechy. Papież przestrzega przed rozszerzaniem zezwoleń na wyjątkowe stosowanie innej muzyki w liturgii. Tam, gdzie od niepamiętnych czasów istnieje taki zwyczaj, można nadal wykonywać ludowe śpiewy (popularia vulgaris sermonis cantica), oczywiście nie zastępującym nimi textów liturgicznych. Nie ma też przeszkód w wykonywaniu liturgicznych śpiewów innych obrządków zarówno zachodnich jak też wschodnich.

Odnośnie śpiewu polifonicznego Papież potwierdza jego godność i miejsce po chorale gregoriańskiim. Zauważa jednak, że w ciągu wieków nierzadko miał miejsce wpływ świeckiego rodzaju muzyki, co odnosi się zapewne do kompozycyj orkiestrowych. Papież odrzuca  taki rodzaj, który przysłania i zaciemnia słowa liturgii i same święte obrzędy. To samo odnosi do używanych instrumentów: zwłaszcza organy odpowiadają świetności i godności, będąc w stanie porwać i podnieść umysły wiernych ku Bogu, ale także instrumenty, jak np. smyczkowe, o ile nie mają charakteru świeckiego i nie są hałaśliwe czy wrzaskliwe.

Odnośnie pieśni ludowych warto zacytować istotny fragment:



Pod koniec pontyfikatu Piusa XII (1958 r.) wydano instrukcję  „De musica sacra“, która podaje bardziej szczegółowe przepisy.

https://media.musicasacra.com/pdf/1958-de-musica-sacra.pdf

Najpierw rozróżnia między liturgią, która jest kultem publicznym Kościoła sprawowanym według ksiąg liturgicznych zatwierdzonych przez Stolicę Apostolską, a „nabożeństwami“ (pia exercitia). Tych rodzajów nie wolno ze sobą mieszać, gdyż mają różne uregulowania prawne.

Istotne w naszym temacie jest pojęcie „musica sacra“ czyli "muzyki kościelnej". Instrukcja zalicza do niej:
- śpiew gregoriański
- polifonię kościelną
- nowoczesną muzykę kościelną czyli nowoczesne kompozycje do textów liturgicznych po łacinie
- muzykę organową
- ludowe pieśni religijne (cantus popularis religiosus)
- muzykę religijną (musica religiosa), który z intencji autora jak też z charakteru i celu samego dzieła dąży do wyrażenie i pobudzenia „uczuć pobożnych i religijnych“ (sensus pios ac religiosos); ponieważ nie jest ukierunkowana na liturgię, nie jest dopuszczona podczas czynności liturgicznych; jej właściwym miejscem są sale koncertowe, a jedynie w poszczególnych przypadkach za pozwoleniem biskupa miejsca może być wykonywana w kościele.
 


W przededniu soboru w 1962 r. Konferencja Episkopatu Polski opublikowała swoje „Dyrektywy w związku z Instrukcją Kongregacji Obrzędów“ z 1958 r. Text tych dyrektyw jest niestety niedostępny w sieci, jest tylko omówienie:

http://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/bwmeta1.element.ojs-doi-10_21906_rbl_2951

Godne uwagi jest, że Dyrektywy powołują się na specjalne pozwolenia Kongregacji Obrzędów z 1961 r. odnośnie stosowania języka polskiego także w częściach stałych Mszy św., mimo że jest to wbrew Instrukcji Kongregacji z 1958 r. Pod tym względem biskupi polscy uprzedzili reformy posoborowe.

Sobór Watykański II w konstytucji o liturgii zasadniczo potwierdził dotychczasowe normy, nie zajmując się szczegółami:

 



Kilka lat później (1967 r.) wydano instrukcję „Musicam sacram“, która jest stosuje już reformy:
https://www.asmkrakow.pl/pliki/musicam_sacram.pdf

Niezmienione jest pojęcie „musica sacra“: oznacza ono muzykę
1° stworzoną dla celebracji kultu Bożego (ad cultum divinum celebrandum creata),
2° nacechowaną świętością i doskonałością form.
Jako rodzaje są wymienione:
- śpiew gregoriański
- polifonia klasyczna i nowoczesna
- muzyka organowa i dla innych dozwolonych instrumentów
- śpiew ludowy (cantus popularis) zarówno liturgiczny jak też religijny.

Wraz z reformą mszału oraz dopuszczeniem szerszego stosowania języków narodowych, nastąpiło też pewne pomieszanie w stosowaniu rodzajów muzyki. W celebracji po łacinie chorał gregoriański ma wprawdzie swoje właściwe miejsce i pierwszeństwo, jednak dopuszcza się nie tylko polifonię, lecz także inne rodzaje musica sacra.

Instrukcja podaje zasady komponowania melodij do textów liturgicznych w językach narodowych: zaleca się połączenie tradycyj ludowych z prawidłami muzyki kościelnej. Nowe melodie muszą uzyskać zatwierdzenie władz kościelnych danego kraju.

W oparciu o dokumenty posoborowe Konferencja Episkopatu Polski wydała w 1979 r. instrukcję o muzyce liturgicznej:

https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WE/kep/kkbids/muzyka_08021979.html

Instrukcja wprowadza własne pojęcie, mianowicie „muzyki liturgicznej“, którą definiuje:

Muzyką liturgiczną nazywamy tę muzykę, która może być używana przy sprawowaniu kultu Bożego. Zgodnie z treścią Instrukcji Musicam Sacram powinna się ona odznaczać charakterem sakralnym oraz doskonałością formy (MS nr 4a).
Celem Muzyki Liturgicznej jest "chwała Boża i uświęcenie wiernych" (KL nr 112), tak wykonawców jak i pozostałych uczestników liturgii.
Do Muzyki liturgicznej zaliczamy: śpiew jednogłosowy (chorał gregoriański i śpiew ludowy, śpiew wielogłosowy (polifonia dawna i nowsza) oraz muzykę instrumentalną (MS nr 4b).


Istotne jest zawężenie poprzez następującą normę ogólną:

Wszystkie śpiewy przeznaczone do użytku liturgicznego mają mieć aprobatę Konferencji Episkopatu Polski, albo przynajmniej Władzy Diecezjalnej. Nie wolno w liturgii wykonywać utworów o charakterze świeckim.

Brzmi to rygprystycznie, jednak de facto daje właściwie nieograniczoną dowolność, powierzając odpowiedzialność władzom diecezjalnym.

Warto zacytować poszczególne przepisy odnośnie liturgii mszalnej, dla prostego porównania z obecną praktyką:

12. Zamiast przepisanych w Graduale Romanum śpiewów procesyjnych na wejście, przygotowanie darów i Komunię św. można stosować pieśni zatwierdzone przez Konferencję Episkopatu Polski zawarte w "Śpiewniku Mszalnym" lub w innych Śpiewnikach mających aprobatę Władz Diecezjalnych zgodnie z postanowieniem Instrukcji Musicam Sacram (MS nr 32).
13. Śpiewu stałych części Mszy św. a także psalmu responsoryjnego i śpiewu przed Ewangelią, które stanowią integralną cześć liturgii słowa (WOMR nr 36), nie wolno zastępować pieśniami nawet mającymi Imprimatur władzy kościelnej:
14. Ponieważ Modlitwa eucharystyczna stanowi kulminacyjny moment Mszy św. dlatego nie wolno podczas niej wykonywać jakiejkolwiek muzyki (WOMR nr 54). Jedynie celebrans może wykonać śpiewem niektóre części samej Modlitwy eucharystycznej (prefacja, słowa konsekracji i in.).
15. Zabrania się wykonywania w ramach liturgii piosenek religijnych których tekst często nie jest w ogóle religijny, a muzyka z reguły posiada charakter świecki.
16. We wszystkich kościołach w Polsce należy wprowadzać śpiewy zalecone przez Konferencję Episkopatu Polski, np. Mszę Pielgrzymów. Przyczyni się to bowiem do czynniejszego udziału wiernych w uroczystościach ogólnopolskich lub międzydiecezjalnych.
17. Ponieważ "śpiew gregoriański Kościół uznaje za własny śpiew liturgii rzymskiej, dlatego w czynnościach liturgicznych powinien on zajmować pierwsze miejsce wśród innych równorzędnych rodzajów śpiewu" (KL nr 116).
Zgodnie z zaleceniem Konstytucji o świętej liturgii wierni powinni umieć śpiewać po łacinie niektóre części Mszy św. ze względu na celebrację w tym języku w grupach międzynarodowych (KL nr 54). Zestaw takich śpiewów zawiera wydany w Rzymie, z okazji Roku Świętego, śpiewnik Jubilate Deo.
18. Podczas liturgii Mszy św. zaleca się wykonywane polifonii dawnej i nowszej w języku łacińskim i polskim, tak jednak, by nie wyłączać wiernych całkowicie z udziału w śpiewie. Muzykę wielogłosową, szczególnie dawnych mistrzów, Kościół zawsze uważał za nieoceniony skarbiec i dobro kultury.
19. Na organach i innych instrumentach wolno akompaniować do śpiewu przez cały rok liturgiczny. Wyłączone są od tego jedynie śpiewy solowe celebransa i diakona, np. prefacja, Ewangelia itp. Natomiast solowa gra na instrumentach zabroniona jest od zakończenia śpiewu hymnu Chwała na wysokości Bogu we Mszy Wieczerzy Pańskiej do zakończenia tego hymnu we Mszy Wigilii Paschalnej.
20. Podczas liturgii nie wolno wykonywać muzyki mającej charakter wyraźnie świecki np. jazzu, big-beatu itp. Muzyka ta nie jest zgodna z duchem i powagą liturgii, nie sprzyja jej refleksyjnemu przeżywaniu, a ponadto często wyłącza całe zgromadzenie wiernych od udziału w śpiewie.
Poza liturgią można urządzać specjalne nabożeństwa gromadzące młodych ludzi uprawiających ten rodzaj muzyki. Duszpasterze mają obowiązek tak kierować tymi nabożeństwami, by miały one charakter religijny i by zawsze z nich płynęło dobro duchowe uczestników.


Wprawdzie zachowana jest różnica między liturgią a nabożeństwami, jednak granica jest płynna, skoro w liturgii wolno stosować śpiewy w języku narodowym.

Jaśniejsze jest ograniczenie odnośnie instrumentów:

28. "W Kościele łacińskim należy mieć w wielkim poszanowaniu organy piszczałkowe jako tradycyjny instrument muzyczny, którego brzmienie dodaje ceremoniom kościelnym majestatu, a umysły wiernych pod nosi do Boga i spraw niebieskich" (KL nr 120). Akompaniament organowy podtrzymuje śpiew, ułatwia udział w czynnościach liturgicznych i przyczynia się do głębszego zjednoczenia wiernych (MS nr 64).
Organy powinno znajdować się we wszystkich kościołach w Polsce. Tzw. organy elektronowe dopuszcza się do użytku jako instrument tymczasowy, Natomiast tam, gdzie ze względu na brak miejsca nie da się zbudować organów piszczałkowych, można je instalować zamiast fisharmonium.
29. Poza organami wolno używać w liturgii innych instrumentów z wyjątkiem tych, które są zbyt hałaśliwe lub wprost przeznaczone do wykonywania współczesnej muzyki rozrywkowej. Wyłącza się z użytku liturgicznego, zgodnie z tradycją, takie instrumenty, jak fortepian, akordeon, mandolina, gitara elektryczna, perkusja, wibrafon itp.

 

Niestety także pod tym względem praktyka poszła swoją drogą, zwłaszcza w tzw. ruchach.

Najnowszym urzędowym dokumentem ogólnokościelnym w sprawie muzyki jest instrukcja z 1987 r. o koncertach w kościołach, czyli o muzyce poza liturgią:

https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/kongregacje/kkultu/instrukcja_koncerty_05111987.html

Ma ona znaczenie ogólne i doniosłe, gdyż przypomina zasady ogólne odnośnie przeznaczenia i charakteru kościoła jako miejsca świętego, poświęconego do sprawowania kultu Bożego:

Zgodnie z tradycją, którą ukazuje ryt poświęcenia kościoła i ołtarza, świątynie są przede wszystkim miejscem, w którym gromadzi się lud Boży. Lud Boży, "zgromadzony w jedności Ojca, Syna i Ducha Świętego, jest Kościołem, świątynią Boga zbudowaną z żywych kamieni, gdzie w duchu i prawdzie wielbi się Ojca. Już w najdawniejszych czasach pojęciem kościół został objęty również budynek, w którym wspólnota chrześcijańska gromadziła się, by słuchać słowa Bożego, razem się modlić, przyjmować sakramenty, sprawować Eucharystię" i wielbić ją tam jako trwający nieustannie sakrament (1).
Tak więc kościołów nie można uważać za zwyczajne miejsce "publiczne", mogące służyć wszelkiego rodzaju zgromadzeniom. Są to miejsca święte, przeznaczone wyłącznie i na stałe, od momentu ich konsekracji lub poświęcenia, do sprawowania kultu Bożego.
Świątynie są widzialnym znakiem Kościoła pielgrzymującego na ziemi i zapowiedzią niebieskiego Jeruzalem; miejscami, w których już teraz, na tym świecie, urzeczywistnia się tajemnica komunii pomiędzy Bogiem i ludźmi. Zarówno w miastach, jak i na wsiach, kościół jest uważany także dzisiaj jako dom Boży, czyli znak Jego zamieszkania wśród ludzi. Pozostaje on miejscem świętym również wtedy, gdy nie odbywają się w nim obrzędy liturgiczne.

(…)
Użytkowanie kościołów reguluje kanon 1210 Kodeksu Prawa Kanonicznego: "W miejscu świętym dopuszcza się tylko to, co służy sprawowaniu i szerzeniu kultu, pobożności i religii, a zabrania się tego, co jest obce świętości miejsca".

Użyte w instrukcji pojęcie „musica sacra“ jest rozumiane tradycyjnie jako „muzyka, która służy sprawowaniu kultu Bożego i jako taka odznacza się charakterem sakralnym i łagodnością form“, czyli skomponowana do celów liturgicznych. Oprócz tego instrukcja mówi o „muzyce religijnej“ - „to znaczy oparta na tekstach biblijnych lub mszalnych, bądź odnosząca się do Boga, Najświętszej Panny, świętych czy Kościoła, może być wykonywana w świątyni poza obrzędami liturgicznymi“, nie w liturgii. Takie utwory mają „służyć i sprzyjać pogłębianiu pobożności i ducha religijnego“.

Na zasadzie wyjątku i za jednostkowym zezwoleniem dopuszcza się w kościołach koncerty:
„Biskup diecezjalny, jeśli uzna to za niezbędne, może - zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego - przeznaczyć kościół nie służący już kultowi Bożemu na audytorium, w którym będą się odbywały koncerty muzyki sakralnej lub religijnej, a także muzyki świeckiej, pod warunkiem, że nie będzie się to sprzeciwiało świętości miejsca.“

Wydana około rok temu instrukcja Konferencji Episkopatu Polski o muzyce kościelnej powołuje się na wszystkie dotychczasowe dokumenty w tej sprawie, zarówno sprzed jak też po Vaticanum II:

https://episkopat.pl/instrukcja-konferencji-episkopatu-polski-o-muzyce-koscielnej/

Zawiera ona przypomnienie szeregu słusznych zasad praktycznych, np. co do używania instrumentów w liturgii. Jednak nie trudno zauważyć fundamentalną nowość polegającą na zdefiniowaniu pojęć, które nie ma podstaw w żadnych poprzednich dokumentach Kościoła:

 



Te definicje czerpią wprawdzie poszczególne określenia ze wcześniejszych dokumentów, jednak zamieniają je na zupełnie inne pojęcia. Pojęcie „musica sacra“ zawsze oznaczało muzykę liturgiczną czyli związaną ściśle z textami liturgii i skomponowaną do wykonywania w liturgii i było używane zamiennie z muzyką kościelną (w języku polskim i niemieckim) i liturgiczną (to jest nowe pojęcie wprowadzone w instrukcji z 1979 r.). Zupełną nowością jest pojęcie „muzyki religijnej“, które, biorąc dokładnie, odnosi się nie tylko do religii chrześcijańskiej, lecz także do judaizmu, islamu i innych wierzeń.

Jak zauważyliśmy powyżej, polskie pojęcie „muzyka kościelna“ (zaczerpnięte z niemieckiego Kirchenmusik, co oznacza także muzykę zborów protestanckich) było pierwotnie używane jako tłumaczenie łacińskiego „musica sacra“ czyli muzyki przeznaczonej do kultu Bożego według ksiąg liturgicznych Kościoła. Rozszerzenie go na „chrześcijańskie wspólnoty wyznaniowe“ - czyli także np. protestantów - nie tylko nie ma podstaw językowych lecz zawiera fałszywą, niekatolicką eklezjologię, gdyż sugeruje przynależność heretyków do Kościoła.

Ponadto bezpodstawne teologicznie (w znaczeniu teologii katolickiej) i zarazem brzemienne w skutkach jest rozróżnienie między muzyką sakralną a muzyką liturgiczną. Oznacza ono, że zgodnie z przepisami liturgicznymi w skład liturgii wchodzą kompozycje, które nie powstały z przeznaczeniem dla liturgii i nie są z natury sakralne. Jedynym kryterium jest fakt dopuszczenia przez władze kościelne - także diecezjalne - do użytku w liturgii. Czy autorzy tego textu zdawali sobie z sprawę z tej sprzeczności?

Odnośnie historii powstania tej instrukcji można się dowiedzieć sporo ciekawostek z relacji głównego odpowiedzialnego za jej powstanie:

https://www.youtube.com/watch?v=kfhZ--wxfaM




Czy postać i myślenie emerytowanego biskupa legnickiego są kluczem do takich ustaleń pojęciowych? Więcej o tym będzie przy następnej okazji.

Czy ślub cywilny jest ważny?


Katolik zawiera sakramentalne i tym samym nierozerwalne małżeństwo zgodnie z katolicką formą czyli przepisanego przez Kościół obrzędu. Tzw. ślub cywilny nie stanowi takiego małżeństwa.

Wprawdzie jest możliwość późniejszego zatwierdzenia związku zawartego bez katolickiej formy, o ile jest wola takiego związku według istotnych przymiotów małżeństwa (jedność, nierozerwalność i wydanie potomstwa), ale konieczna jest do tego procedura kościelnokanoniczna (tzw. sanatio in radice). Dopiero po jej przeprowadzeniu i orzeczeniu przez Kościół małżeństwo takie jest uznawane jako sakramentalne.

Sam związek cywilny, choć nie jest sakramentalny, powoduje jednak zobowiązania moralne, szczególnie gdy jest potomstwo. Dlatego każdy przypadek, gdy osoba po takim związku pragnie zawrzeć sakramentalne małżeństwo z inną osobą, powinien być badany indywidualnie zgodnie z rozeznaniem duszpasterskim. Chodzi bowiem o godne zawarcie związku sakramentalnego. Gdy nie ma odpowiedniej postawy moralnej wobec zobowiązań naturalnych wynikających ze związku niesakramentalnego, wówczas pod znakiem zapytania jest dyspozycja do przyjęcia sakramentu. Oczywiście możliwe jest nawrócenie i wola poprawy. W gestii duszpasterza leży zbadanie sprawy oraz rozpoznanie dyspozycji.

Dlaczego Bóg nie uzdrowił trędowatych?



Pytanie zawiera przynajmniej dwa zasadnicze i obszerne problemy teologiczne:
- kwestia właściwego rozumienia Starego Testamentu, oraz
- kwestia istnienia chorób i wszelkiego cierpienia.

Oczywiście nie mogę tutaj obszernie rozwinąć tych tematów. Wskażę na wątki istotne dla odpowiedzi.

Po pierwsze, nakaz izolowania trędowatych miał na celu ochronę przed zarażeniem zdrowych, gdyż jest to choroba wysoce zakaźna. Trąd stał się uleczalny dopiero w XX w. i do tej pory głównym środkiem medycznym odnośnie chorych było izolowanie ich od zdrowych.

Po drugie, Stary Testament jest jedynie przygotowaniem do pełnego Objawienia Bożego w Nowym Testamencie i ma charakter tymczasowy, tzn. do momentu przyjścia Zbawiciela. Jezus Chrystus objawił pełnię prawdy i środków Zbawienia, nakazując m. in. troskę o chorych. Dlatego Kościół od zarania swoich dziejów jako pierwsza instytucja w dziejach ludzkości zakładał szpitale, także leprozoria czyli miejsca opieki nad trędowatymi.

Po trzecie, sam Jezus Chrystus został zapowiedziany przez proroka Izajasza (53, 4) jako "trędowaty", tzn. że będzie uznany przez własny naród jakby za trędowatego, czyli wykluczonego ze społeczności. Jest to zapowiedź cierpienia Mesjasza, który przynosi Zbawienie.

Po czwarte, każde cierpienie, także straszliwa choroba trądu, jest w perspektywie teologicznej skutkiem grzechu pierworodnego. Oznacza to, że nie można zrozumieć cierpienia bez zrozumienia grzechu i ostatecznie relacji między człowiekiem a Bogiem, której grzech dotyczy.

Po piąte, teologicznie pewne jest także, że Pan Bóg nigdy nie przyglądał się cierpieniu bezczynnie, lecz już w raju, natychmiast po upadku grzechowym pierwszych rodziców, zapowiedział Zbawienie i zwycięstwo nad szatanem, który spowodował grzech i tym samym cierpienie.

Po szóste, jest oczywiście pytanie, dlaczego Pan Bóg nie zdziałał od razu Zbawienia od grzechu i cierpienia, lecz czyni to w ciągu historii, stopniowo, może się wydawać, że powoli i zwlekając. Oczywiście nie znamy zupełnego wyjaśnienia dla takiego planu, jednak możemy wnioskować z przesłanek teologicznych. Główną przesłanką jest historyczna natura dzieła stworzenia, które nie jest tylko jednorazowym wydarzeniem w przeszłości, u zarania istnienia wszechświata, lecz trwa jako podtrzymywanie w istnieniu i działanie Boga w nim (jako Opatrzność Boża). Pewne jest, że sposób działania Zbawienia odpowiada zarówno istocie i naturze Boga jak też naturze człowieka i całego stworzenia. Wiemy, że Bóg jest miłością i to doskonałą, tym samym dzieło zarówno stworzenia jak też Zbawienia pochodzi z miłości. Oczywiście jest to miłość inna niż nasze, ludzkie pojęcia i wyobrażenia o miłości, gdyż są one ograniczone i ułomne, jako że nasze poznanie jest niedoskonałe a nierzadko wręcz błędne, także odnośnie miłości, której właściwie każdy człowiek pragnie i szuka.

To jest jedynie kilka głównych wątków gwoli odpowiedzi. Pytanie sprowadza się ostatecznie do pytania osobistego, które każdy sobie zadaje wcześniej czy później: dlaczego Bóg zsyła mi cierpienie i nie wyzwala mnie z niego? Warto w taki sposób zastanowić się nad pytaniem. W szczerości serca i z szacunkiem należnym Panu Bogu.

Czy protestanci są w stanie wyrzucać złe duchy?



Wyrzucanie złych duchów, zwane exorcyzmem, ma swój początek i źródło w działalności Jezusa Chrystusa. On Swoją publiczną działalność rozpoczął 40-dniowym postem oraz odparciem ataków szatana. Potem nie tylko uzdrawiał chorych, lecz także exorcyzmował opętanych. Były to czyny-znaki Królestwa Bożego, które On ustanowił i które trwa w Kościele. To w Kościele przez Niego założonym trwa Jego dzieło, tzn. Jezus Chrystus działa w Kościele i przez Kościół, który właśnie do tego celu został przez Niego utworzony i ustanowiony. Jako Bóg, Jezus Chrystus oczywiście może działać także poza Kościołem i nie posługując się nim. Jednak także wtedy nie może samemu Sobie zaprzeczyć, ponieważ jest Prawdą (por. J 14, 6).

Co wynika z tych zasad odnośnie do postawionego pytania?

Po pierwsze, zwyczajną i właściwą drogą działania zbawczego Jezusa Chrystusa jest Kościół, jego sakramenty i sakramentalia. Takim sakramentale są exorcyzmy sprawowane w liturgii tradycyjnej począwszy od namaszczenia katechumenów, poprzez liczne exorcyzmy nad rzeczami poświęcanymi (w błogosławieństwach rzeczy, benedictiones), aż do exorcyzmów zarezerwowanych do stwierdzonych przypadków opętań szatańskich. W ten sposób Kościół sprawuje swoją misję uświęcania, której nie można oddzielić od całości jego misji, czyli także nauczania i rządzenia. Wynika stąd, że ktoś odrzucający Kościół Chrystusowy, który jest jeden, święty, katolicki i apostolski, nie może działać w imię i w mocy Jezusa Chrystusa, nawet jeśli by się na Niego powoływał. Innymi słowy: heretyk, czyli ktoś odrzucający Boże Objawienie dane przez Jezusa Chrystusa i nauczane przez Kościół, nie jest w stanie de facto, autentycznie i prawdziwie działać w Jego imieniu i mocy. Dlatego właśnie nie są znane potwierdzone medycznie cuda zdziałane w obrębie protestantyzmu czy innych religij. Dotyczy to także exorcyzmów, przy czym stwierdzenie skuteczności należy bardziej do dziedziny teologii niż nauk przyrodniczych.

Po drugie, nie jest wykluczone, że Pan Jezus działa także w kręgu osób i przez poszczególne osoby nie należące do Jego Kościoła, jak heretycy, żydzi czy poganie. Jednak pewne jest, że wtedy to działanie jest ukierunkowane na doprowadzenie do prawdy objawionej i do Kościoła, bądź przynajmniej do zbawienia dusz na drodze nadzwyczajnej. Konkretnie: gdy heretyk, żyd czy poganin prosi Jezusa Chrystusa o uzdrowienie czy uwolnienie od złego ducha, a ten skutek nie jest sprzeczny ze zbawieniem dusz, co oznacza także, że zamiarem tej prośby nie jest zaprzeczenie czy odwiedzenie od Bożej prawdy i prawdziwego Kościoła, wówczas można przyjąć, że Pan Bóg, Jezus Chrystus, działa czy może działać, gdyż zgodne jest to z Jego Objawieniem i zwyczajną drogą Zbawienia w Kościele.

Wynika stąd następujące kryterium rozróżniania:
Gdy ktoś nie będący katolikiem powołuje się w swoim działaniu na Jezusa Chrystusa, a nie ma choćby ukrytego zamiaru zaprzeczania Kościołowi Jezusa Chrystusa i odciągania od niego, wówczas owo działanie może być narzędziem działania Jezusa Chrystusa, czyli nadzwyczajną drogą Zbawienia.

Czy kłamstwo zawsze jest grzechem?




Podobna kwestia była już poruszana:
https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/10/do-czego-odnosi-sie-viii-przykazanie.html

Przytoczę ponownie słowa Patrona teologów moralnych św. Alfonsa de Liguori:

z: Theologia moralis

Streszczając: św. Alfons rozróżnia między symulacją formalną i materialną. Pierwsza polega na takiej różnicy między słowami (czy zachowaniem zewnętrznym) a wewnętrzną wiedzą (czy postawą), że okłamuje się co do faktów, tym samym jest grzeszna i niedozwolona. Symulacja materialna natomiast nie ma na celu oszukanie czyli wyrażenie zewnętrzne czegoś sprzecznego z wiedzą wewnętrzna, lecz ma inny cel i jest dozwolona ze słusznego powodu. Jako przykłady święty Doktor podaje zachowanie Jozuego w sytuacji wojny (Joz 8) oraz Pana Jezusa, który wobec uczniów w drodze do Emaus zachował się tak, jakby chciał iść dalej, gdyż chciał pokazać, że zostanie z nimi na ich prośbę (Łk 24).

Tak więc kłamstwo we właściwym sensie, czyli mówienie nieprawdy z zamiarem przedstawienia sprzecznego ze stanem rzeczy (faktem) jest zawsze grzeszne i tym samym niedozwolone moralnie. Takie było zawsze nauczanie Kościoła i jest ono niezmienne.

Różne były opinie teologów jedynie odnośnie tzw. restrictio mentalis, czyli zachowania prawdy w umyśle bez jej uzewnętrzniania, czyli dopuszczając różnicę między prawdą w umyśle a tym, co jest komunikowane zewnętrznie, bez zamiaru przedstawienia czegoś sprzecznego z prawdą wewnętrzną (czyli w umyśle). 

Czy gregorianka daje gwarancję?





Tzw. Msze św. gregoriańskie mają swoje źródło w opowiadaniu papieża św. Grzegorza Wielkiego (Dial IV 55 ), gdzie jest mowa o tym, jak opatowi klasztoru św. Andrzeja ukazał się zmarły mnich po tym jak sprawowano za jego duszę Mszę św. przez 30 kolejnych dni. To ukazanie się miało oznaczać, iż dusza została wyzwolona z czyśćca.






W średniowieczu praktyka ta - opierająca się na starotestamentalnym czasie żałoby (Li 20, 29 oraz Pwt 34, 8) - była bardzo popularna. Wyposażona była nawet w osobne formularze mszalne na każdy dzień. Mszał Rzymski św. Piusa V zawiera tylko praktykę w siódmy, trzydziesty i rocznicowy dzień po śmierci. 

Sobór Trydencki w osobnym dekrecie o nadużyciach nakazuje, że należy usunąć zabobonne przekonanie o określonej liczbie Mszy św. i świec, zaś pouczać ludo tym, skąd pochodzi bogaty i niebiański owoc Najświętszej Ofiary:



Oczywiście nie jest to skierowane przeciw praktyce Mszy św. gregoriańskich lecz przeciw ich zabobonnemu rozumieniu i traktowaniu. 

Szereg papieży zalecało ich praktykowanie:
- Benedykt XIV wydał specjalny dekret odnośnie ołtarza do takich celebracyj.
- Leon XIII również zachęcał do tej praktyki, pochwaląc zaufanie wiernych:


- Św. Pius X wydał dekret odnośnie ołtarza i odpustów:


Po Soborze Watykańskim II praktyka ta została potwierdzona, o czym świadczy wyjaśnienie wydane przez Kongregację Soboru z 1967 r. odnośnie przerwania trzydziestu dni:



Wyjaśnione jest, że w razie konieczności przerwania 30 dni przez kapłana z powodu ważnej przyczyny jak choroba, kapłan może kontynuować, przez co nie jest pomniejszona wartość Mszy św.

Podsumowując:
- Nie ma gwarancji w znaczeniu zabobonnym czyli automatycznej skuteczności. We wierze katolickiej każda Msza św. ma wartość nieskończoną jako uobecnienie Ofiary Krzyżowej.
- Powtarzanie i liczba Mszy św. ma znaczenie i wartość odnośnie działania ("uczynków") Kościoła (w tym kapłana), które jest ograniczone i tym samym może i powinno być powtarzane i pomnażane ku chwale Boga i zbawieniu dusz.

Czy odgrywanie obrzędów pogańskich jest grzechem?


Po pierwsze jest kwestia celu tego typu rekonstrukcji. Odgrywanie obrzędów pogańskich jest de facto ich odtwarzaniem, nawet jeśli odbywa się to tylko dla zabawy czy pokazu quasi historycznego. Ktoś nie podzielający wierzeń pogańskich musi mieć do nich obrzydzenie. Jeśli ktoś bierze udział w takiej zabawie, to jest kwestia sensu przynajmniej dla niego. Jako zabawa nie ma właściwie sensu, gdyż nie należy się bawić religią także fałszywą, bo to jest poważna dziedzina. Jako pokaz jest to zbędne, gdyż do celu edukacyjnego wystarczy opis słowny.

Ponadto jest kwestia skutków takiej rekonstrukcji, zarówno dla rekonstrukorów jak też dla świadków. Skutkiem dla tych pierwszych jest strata czasu i środków w najlepszym przypadku na bezsensowną zabawę, która może być szkodliwa przynajmniej dla tych, którzy przez to być może zainteresują się fałszywymi kultami.

Tak więc dla oceny moralnej są następujące aspekty:
- poświęcanie czasu i środków na coś przynajmniej potencjalnie szkodliwego dla innych,
- godzenie się na potencjalną szkodliwość przez interesowanie czy inspirowanie do fałszywych kultów,
-  narażanie siebie na ryzyko duchowe oraz zgorszenie.

Sprawa dotyczy więc zarówno pierwszego przykazania Dekalogu jak też miłości bliźniego. Z tego powodu w pierwszych wiekach Kościół zakazywał udziału nawet udziału w przedstawieniach teatralnych i nie przyjmował do Kościoła aktorów, gdyż ich rzemiosło miało ścisły związek z kultami pogańskimi.

Jak odnosić się do objawień prywatnych?



Wiara katolicka dotyczy prawd objawionych przez Boga a przekazanych w Tradycji i Piśmie św. oraz nauczanych przez Kościół. Jest to tzw. depositum fidei, czyli prawdy wiary powierzone Apostołom i Kościołowi do głoszenia i zachowywania. Są one nazywane w teologii Objawieniem publicznym w tym sensie, że jest ono raz na zawsze dane dla całej ludzkości. 

Oprócz Objawienia publicznego, zawartego w Tradycji Kościoła i Piśmie św., mają miejsce w historii Kościoła tzw. objawienia prywatne. Są to wydarzenia, gdy Pan Bóg przez wybrane osoby daje pouczenie, przypomnienie czy napomnienie dla Kościoła i ludzkości na dany czas, czyli są prorockie. Katechizm mówi: 




Są to objawienia prywatne w tym znaczeniu, że
- są jedynie wskazaniem danym na konkretny czas w historii, oraz
- wskazują na Objawienie publiczne. 

Tym samym są jedynie podrzędne i względne, dlatego nie ma obowiązku wierzenia w nie, nawet jeśli są uznane przez Kościół. 

Obowiązuje natomiast ostrożność wobec rzekomych objawień nieuznanych Kościół, tym bardziej wobec odrzuconych tzn. uznanych za nie pochodzące od Boga. Wiara w takowe rzekome objawienia niesie ze sobą niekiedy poważne niebezpieczeństwa dla czystości wiary oraz życia duchowego i moralnego. 


Gdzie wolno sprawować Mszę św.?



W Novus Ordo nie ma obowiązku relikwij ani portatylu. Jednak istotne jest miejsce sprawowania Mszy św. Jest ono dość jasno określone w Kodexie Prawa Kanonicznego:


http://www.trybunal.mkw.pl/Kodeks%20Prawa%20Kanonicznego.pdf


Oznacza to:

1. Nie ma obowiązku codziennego sprawowania Mszy św., tym bardziej gdy nie ma odpowiednich warunków miejsca.

2. Obowiązkowym miejscem sprawowania jest miejsce poświęconego do kultu Bożego, czyli kościół lub przynajmniej kaplica.

3. Jedynie w sytuacji konieczności dopuszczalne jest sprawowanie w innym, odpowiednim miejscu. Odpowiednim miejscem nie jest oczywiście każde dowolne miejsce, lecz musi ono być odpowiednie, tzn. mieć coś wspólnego z miejscem świętym, jak np. krzyż przydrożny, kapliczka, oratorium domowe.

4. Koniecznością oczywiście nie jest z góry zaplanowana wycieczka, którą można i należy tak zaplanować, by Msza św. mogła się odbyć w miejscu świętym.

5. Wykroczenia przeciw tym przepisom są poważnym nadużyciem. Popełniający jest kapłan grzeszy ciężko i t ym samym celebruje świętokradzko, gorsząc wiernych.

6. Wykroczenia tego typu należy zgłaszać niezwłocznie biskupowi miejsca i biskupowi ordynariuszowi danego kapłana. W razie braku odpowiedniej reakcji należy wysłać skargę do Stolicy Apostolskiej.


Jaką przysięgę składali papieże po wyborze na Stolicę Piotrową?




Od pewnego czasu kursuje w internecie text rzekomej przysięgi papieskiej bez podania źródła. Warto poznać źródłową wersję, którą każdy może sam sprawdzić. Pochodzi ona z dokumentów Kancelarii Papieskiej, dokładniej ze zbioru znanego jako "Dziennik Biskupów Rzymskich" (Liber diurnus Romanorum Pontificum). Bliższe informacje o tym wydaniu można znaleźć m. in. tutaj:
https://en.wikipedia.org/wiki/Liber_Diurnus_Romanorum_Pontificum

Text został wydany m. in. w zbiorze Patrologia Latina, tom 105, kolumny 39-44:
 https://archive.org/details/patrologiaecurs166unkngoog/page/n24

Jest to pierwsza przysięga nowowybranego papieża, zwana "wyznaniem wiary" (professio), i zarazem pierwszy, otwierający obrzęd rozbudowanej ceremonii objęcia władzy papieskiej. W swej prostocie są to słowa szczególnej wagi, ukazujące dobitnie katolickie rozumienie urzędu i władzy papieskiej:




Streszczając:
- Papież Elekt przysięga świętemu Piotrowi oraz całemu Kościołowi wierność swemu urzędowi oraz zachowanie prawierności wiary Apostołów oraz poprzedników na Stolicy Piotrowej.
- Przysięga wierność nauczaniu soborów, w tym także potępianie heretyków, których sobory potępiły. 
- Przysięga zachowywanie dekretów kanonicznych swoich poprzedników oraz obrzędów, tudzież zachowanie i niepomniejszanie dóbr kościelnych. 
- Przysięga, że nie będzie odejmował, ani zmieniał nic w Tradycji swoich poprzedników, ani dopuszczał do dodawania czegoś nowego.

Text tej przysięgi papież podpisywał przy grobie św. Piotra.


Czy piekło jest bezcelowe?



Wątpliwość jest nader słuszna, choć dość często podnoszona.

Po pierwsze, należy być ostrożnym z przykładaniem własnej, ludzkiej miary to działania i właściwości Boga. To nasze czyny i postawy powinne być mierzone miarą Bożą, nie odwrotnie. To Bóg jest doskonały, a rzeczywistość stworzona, także ludzka, jest tylko odblaskiem i pochodną Jego doskonałości.

Po drugie, należy pamiętać, że każde działanie Boga, także każde dzieło, postanowienie i rozporządzenie wynika z Jego istoty, która, będąc miłością doskonałą, łączy w sobie także miłosierdzie i sprawiedliwość, które w Bogu są jednością, nie przeciwieństwem czy sprzecznością. Dotyczy to także piekła: jako kara wieczna jest dziełem zarówno sprawiedliwości jak też miłosierdzia. Owszem, jedną z głównych funkcyj kary jest poprawa czyli funkcja pedagogiczna. Jednak dotyczy ona nie tylko samego winowajcy lecz także innych osób. Ukaranie przestępcy ma odstraszyć nie tylko jego samego przez popełnianiem następnych przestępstw lecz także ewentualnych naśladowców przestępstwa.

Po trzecie, człowiek ma prawo wyznaczać karę jedynie w imieniu Boga i zgodnie z Jego wolą. Orzekanie winy przez ludzi jest zawsze tylko prawdopodobne, ograniczone i omylne, gdyż opiera się tylko na danych zewnętrznych i nie ma wglądu we wnętrze człowieka. Tylko Bóg zna serce człowieka. Dlatego kara wyznaczona przez instancję ludzką nie może być wieczna. Stąd w dziedzinie ludzkiej istnieją tylko kary czasowe: także dożywotnie więzienie i kara śmierci są w tym znaczeniu czasowe, że nie sięgają wieczności, tzn. kończą się wraz ze śmiercią. Jedynie kara wieczna jest trwała.

Po czwarte, jest pewne, że Pan Bóg najpierw i przede wszystkim stosuje kary doczesne, i nie tylko za życia (cierpienie), lecz także po śmierci (czyściec). Doświadczenie uczy, że kary doczesne niekiedy, nawet dość często niestety okazują się nieskuteczne, tzn. nie prowadzą do poprawy. Oczywiście wynika to z woli człowieka, tzn. braku woli poprawy, nie z braku działania Boga. Znanych jest wiele przypadków, że zbrodniarze nawet w obliczu kary śmierci nie okazują skruchy i tym samym nawet ta kara okazuje się nieskuteczna, czego przykładem jest zły łotr ukrzyżowany razem z Jezusem Chrystusem. Czy Pan Bóg ma być wobec tego bezradny?

Podam przykład nawiązujący do sytuacji własnej wspomnianej przez pytającego. Gdy ojciec rodziny, mając kilkoro dzieci, po wielu wysiłkach wychowawczych, w tam także karach ku poprawie, widzi, że jedno z dzieci nie tylko nie wykazuje żadnej woli poprawy, lecz ma także negatywny wpływ na inne dzieci, przeciwdziałając wysiłkom wychowawczym, to czyż nie weźmie pod uwagę osobnego i do trwałego ukarania gorszyciela ze względu na dobro pozostałych dzieci? Czy takie wyjątkowe potraktowanie tego jednego jest okrucieństwem czy przejawem sadyzmu? Czyż sadyzmem jest dożywotnie więzienie czy też kara śmierci dla seryjnego mordercy, który nie okazuje żadnej woli poprawy?

Oczywiście, to jest tylko przykład wzięty z naszej ludzkiej rzeczywistości. Jednak ukazuje on zasady ogólny:
- człowiek jest w stanie uparcie trwać w grzechu i woli grzeszenia, tym samym
- zasługuje na karę odpowiednią dla tego stanu, a to jest właśnie kara wieczna czyli piekło.
Inna kara byłaby w takim wypadku sprzeczna z Bożą sprawiedliwością, które jest zarazem miłosierdziem zwłaszcza wobec tych, którzy przez tą karę są skłaniani ku nawróceniu. Prawdziwe miłosierdzie nigdy nie jest sprzeczne ze sprawiedliwością.

X. Oko a prawda

  Już od dłuższego czasu bywam pytany o x. Dariusza Oko, który staje się coraz słynniejszy. Wpierw nie wiedziałem wiele o nim, właściwie nic...