Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą exkomunika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą exkomunika. Pokaż wszystkie posty

Błogosławieństwo od heretyka


Obecne prawo kanoniczne nie zawiera kary za samo przyjęcie błogosławieństwa od heretyka. Raczej należy powiedzieć: w ogóle nie przewiduje takiej sytuacji. Z prostego powodu: nikt przed Janem Paweł II nie wpadł na pomysł, by udzielać błogosławieństwa wspólnie z heretykami, a nikt przed Franciszkiem nie wpadł na pomysł, by samemu przyjąć takie błogosławieństwo. 

O ile mi wiadomo, póki co nie ma teologicznego uzasadnienia takiego przyjęcia, ani ze strony przyjmującego, ani kogokolwiek. Pewne jest, że taki gest jest skandaliczny, gdyż sprawia wrażenie, jakoby heretycy mieli conajmniej takie same prawo i taką samą możliwość działania w imię Boga Trójjedynego dla zbawienia dusz jak prawowity Kościół Chrystusowy. Nie trudno dostrzec w tym poglądzie herezji przynajmniej materialnej, negującej jedyność widzialnego Kościoła Chrystusowego, który otrzymał od Zbawiciela misję ratowania dusz. Z kolei herezja - aczkolwiek dopiero formalna - skutkuje popadnięciem w automatyczną karę exkomuniki (latae sententiae), która powoduje też utratę wszystkich urzędów kościelnych.

Co do przynależności do masonerii, to obecny Kodex Prawa Kanonicznego nie wspomina jej z imienia, w przeciwieństwie do Kodexu z 1917 r. Mówi ogólnie o przynależności do stowarzyszeń wrogich Kościołowi i zwalczających Kościół, a to oznacza, iż także rotarianizm można zaliczyć do takich stowarzyszeń. Jednak obecny Kodex niestety nie nakłada kary ekomuniki za taką przynależność. Tym samym kwestia jest pozostawiona do indywidualnej oceny przez biskupa miejsca, a ostatecznie władz rzymskich. 


Co się stało 1 lipca AD 2026 w Écône?


Odpowiedź wydaje się prosta. Wydarzenie jest powszechnie znane. W międzyczasie pojawiły się też następne oficjalne dokumenty oraz liczne komentarze. Nie spotkałem jednak dotychczas syntezy wydarzeń, a otrzymałem kilka pytań w tej sprawie. 

Zacznijmy od samego wydarzenia. Nie będę referował, gdyż przypuszczalnie chyba wszyscy P. T. Czytelnicy widzieli przynajmniej fragmenty, jeśli nie całość. Najpierw zwrócę uwagę na kilka szczegółów, które mogą się wydawać drobne, a jednak są znaczące. Idźmy po kolei. 

Odczytanie przysięgi przez x. Schreiber'a było na poziomie średnio kumatego licealisty. Nawet jeśli nie jest biegły w czytaniu po łacinie, co samo w sobie jest nie do usprawiedliwienia w jego przypadku, to mógł się przygotować do tego odczytania, czego widocznie nie zrobił: 



Po drugie, podczas udzielania Komunii św. dwukrotnie pokazano kapłana, któremu usługiwał w roli ministranta z pateną człowiek świecki w garniturze, podczas gdy kleryk obsługiwał parasolkę. Można pytać, kto wpadł na pomysł takiego rozwiązania. W każdym razie nie świadczy ono ani o przestrzeganiu zasad Kościoła w liturgii, ani nawet o zdrowym rozsądku. 



Po trzecie, znamienna jest także fotka ujęta podczas przygotowań ołtarza, ukazująca, jak kleryk zapala świece ołtarzowe chodząc po ołtarzu. To jest właściwie skandal, nawet jeśli wyniknął on ze złego zaprojektowania ołtarza. Wystarczyło zachować pół metra odległości między tyłem ołtarza a tłem ("ścianą"), by można było tym właśnie z drabiny obsługiwać zapalanie i gaszenie świec. Wystarczyło pomyśleć o tym, że po ołtarzu się nie chodzi, także klerykalnymi stopami, zwłaszcza gdy jest możliwe inne rozwiązanie, a nie "wyższa konieczność"...


Po czwarte, w przebiegu ceremonii jest istotny moment w postaci prefacji przed namaszczeniem głów, gdyż jest prośba o "katedrę biskupią" dla święconych. To wprost przeczy fałszywej teorii, jakoby FSSPX udzielało jedynie biskupią władzę sakramentalną, a nie jurysdykcję (której może udzielić tylko papież):


Wyjaśniam: właśnie z tego powodu tzw. biskupi pomocniczy są zawsze mianowani jako biskupi tytularni, czyli przydziela im się stolicę biskupią historyczną, która obecnie nie istnieje. To jest właśnie zabieg prawny, który zachowuje zasadę związku sakry biskupiej z jurysdykcją. 

W komentarzach pojawiły się krytyczne głosy odnośnie do odpowiedzi na obrzędowe pytanie o mandat apostolski oraz co do przysięgi posłuszeństwa i wierności Leonowi XIV. Dokument odczytany w miejscu przewidzianym na nominacyjną bullę papieską jest w istocie odpowiedzią negatywną, a zarazem uzasadnieniem podjęcia własnej nominacji przez FSSPX. Przy tej okazji sformułowano zarzut wobec władzy rzymskich, który sprowadza się do popadnięcia w apostazję. Z tego właśnie powodu nielogiczne jest przysięganie poddania się temu, który skupia w sobie tę władzę. Logiczne i uczciwsze byłoby orzeczenie, że udzielenie sakry odbywa się z domyślnego mandatu apostolskiego w imię zapewnienia przekazywania wiary, sakramentów oraz hierarchicznej jedności z papieżami "przedsoborowymi", czyli do Piusa XII włącznie. 

Nasuwa się pytanie, dlaczego FSSPX oficjalnie głosi uznawanie "papieży soborowych", a równocześnie de facto nie poddaje się ich władzy, gdyż czyni wszystko zupełnie bez ich woli, a nawet wbrew ich woli. Modlitwa za nich oraz wymienianie ich imienia w kanonie Mszy św. z całą pewnością nie jest w stanie zastąpić realnego, faktycznego poddania się ich władzy. Wszystko wskazuje na to, że powody są pragmatyczne. Gdyby FSSPX ogłosiło, że nie ma papieża, to by z całą pewnością straciło większość wiernych, mianowicie tych, którzy są emocjonalnie przywiązani do papiestwa i nie byliby gotowi żyć w sytuacji vacatio sedis. Drugim powodem jest jest zapewne to, iż ogłoszenie nieuznawania uniemożliwiłoby zachowanie pozorów jedności hierarchicznej z władzą rzymską. Tutaj dochodzimy do kwestii kary, która została ogłoszona nazajutrz po konsekracji, mianowicie 2 lipca. 

Wydano dwa dokumenty: dekret orzekający zaistnienie kary exkomuniki latae sententiae na biskupa konsekratora oraz konsekrowanych, oraz "notę wyjaśniającą". Orzeczenie zajścia kary na biskupów nie jest zaskoczeniem. W dekrecie zawarte jest też wezwanie do kapłanów FSSPX i wiernych, by nie szli za schizmą, która przypisywana jest biskupom w związku z exkomuniką. Problem jest tutaj po pierwsze w utożsamieniu kary exkomuniki ze schizmą. Wynika to z zakwalifikowania udzielania sakry biskupiej bez mandatu papieża jako aktu schizmatyckiego. Tutaj problem jest tego rodzaju, czy jeden akt choćby nawet schizmatycki wystarczy do zajścia schizmy. Można mieć wątpliwości. Po drugie, sens wezwania skierowanego do kapłanów FSSPX i wiernych zależy od zajścia schizmy poprzez dokonanie sakry. 

Fundamentalny problem, w międzyczasie już dość szeroko omówiony w różnych źródłach (np. tutaj), polega na tym, że "nota wyjaśniająca" rozszerza zajście exkomuniki i schizmy na duchownych FSSPX oraz wiernych "formalnie przylegających". Jak zgodnie podają kanoniści, nałożenie czy choćby orzeczenie kary przez "notę wyjaśniającą" jest kanonicznie niemożliwe. Innymi słowy: kanoniczne jest jedynie orzeczenie kary zawarte w dekrecie, nie w "nocie". 

Dlaczego nie ma orzeczenia kary na kapłanów FSSPX i świeckich w dekrecie? Ano z powodu tego, co jest zawarte w stanowisku Papieskiej Rady ds. Interpretacji Textów Prawnych z 1996 r., na które powołują się autorzy dekretu i noty: do orzeczenia przynależności do schizmy konieczne jest spełnienie warunków zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych, a to z natury rzeczy musi zostać wpierw zbadane indywidualnie. Innymi słowy: kanonicznie niemożliwe jest orzeczenie popadnięcie w schizmę kapłanów FSSPX oraz świeckich przywiązanych do ich posługi. 

Nie może być prawdziwe i kanonicznie skuteczne także twierdzenie zawarte w "nocie", że kapłani FSSPX odtąd sprawują sakramenty pokuty i małżeństwa nieważnie. Otóż jurysdykcja została im udzielona na mocy dekretu papieskiego w 2015 r. i przedłużona na czas nieokreślony od 2016 r. Oznacza to, że tylko dekret papieski może tę jurysdykcję wycofać, a nie dekret dykasterii, a tym bardziej nie nota wyjaśniająca. Innymi słowy: owa nota jest kanonicznym bublem bez mocy prawnie wiążącej i oszukiwaniem publiczności. Czy León XIV jako kanonista z wykształcenia tego nie zauważył? A może jednak zauważył i świadomie chce takiego stanu rzeczy, żeby zachować furtkę dla dalszych działań względem FSSPX? Należy mieć na uwadze, że kara exkomuniki i to powiązana z orzeczeniem schizmy oznacza, iż papież nie ma już władzy kanonicznej wobec takiej osoby i że konieczne jest wpierw formalne pojednanie, czyli usunięcie exkomuniki, by mogły zostać podjęte jakiekolwiek kroki kanoniczne względem takiej osoby. Innymi słowy: jeśli by teraz ktoś wpadł na pomysł, by dekretem papieskim jeszcze raz orzec czy to exkomunikę dla całego FSSPX czy choćby odebranie jurysdykcji udzielonej przez Franciszka, to albo będzie to kanonicznie nieważne (jako że skierowane wobec osób już exkomunikowanych), albo będzie oznaczało anulowanie przynajmniej "noty wyjaśniającej" z 2 lipca 2026 r. Innymi słowy: to jest chaos kanoniczny i logiczny typowy dla całego modernizmu, zwłaszcza dla bandy bergogliańskiej, oczywiście w połączeniu z niekompetencją przynajmniej kanoniczną oraz zakłamaniem.   

Tym samym "nota wyjaśniająca" po pierwsze wprowadza w błąd co do stanu prawnego, ma więc znaczenie jedynie psychologiczne. Po drugie, ona właściwie niczego nie wyjaśnia, lecz mąci co do stanu prawnego oraz podjudza do nagonki względem kapłanów FSSPX oraz wiernych świeckich z nimi związanych, a to z powodu bezsilności pod względem kanonicznym, gdyż orzeczenie ich za exkomunikowanych i schizmatyków, które musiałoby być indywidualne, jest praktycznie niemożliwe. 

Doszedł element trzeci, mianowicie wytyczne odnoszące się do tego, jak należy postępować z tymi, którzy chcą wyjść ze schizmy. To zakłada oczywiście przyznanie się do przynależności do schizmy, co bardzo ułatwia postępowanie. Pierwsze owoce już się pojawiły: prowincjał dominikanów w Polsce wydał ostrzeżenie przed działalnością o. Wojciecha Gołaskiego, określając go jako exkomunikowanego i schizmatyka. Dochodzą też wieści z różnych diecezyj, że wierni znani z udzielania się zarówno w duszpasterstwach indult owych jak też lefebvriańskich są wzywani do zerwania z FSSPX pod groźbą orzeczenia o przynależności do schizmy i popadnięcia w karę exkomuniki. Modernistów nie interesują względy kanoniczne, czyli kanoniczna nieskuteczność nałożenia kary przez "notę wyjaśniającą". Oni od dawna czekali na ukaz, który da zielone światło do polowania na tradziuchów-schizmatyków. Możliwość wykupienia się też została określona, a warunkiem przygarnięcia na łono modernizmu jest wyznanie wiary w "sobór" oraz Novus Ordo. 

Wygląda na to, że w Watykanie zatrąbiono do Endlösung na tradziuchach. Do tego zmierzano zresztą od początku pontyfikatu bergogliańskiego, a właściwie już począwszy od abdykacji Benedykta XVI. Moim zdaniem został dlatego zmuszony do ustąpienia, ponieważ nie udało mu się wciągnąć FSSPX do regularnych struktur, a zamiast tego poważnie wzmocnił "tradycjonalizm" w wersji indultowej. Posunięcia Franciszka - najpierw "przemiłosierne" potraktowanie FSSPX począwszy od przyznania jurysdykcji od 2015 r., a następnie jeszcze bardziej "miłosierne" uderzenie w indultowców poprzez perdifne "Traditionis Custodes" - są częścią tej taktyki. Jak już zaznaczałem wielokrotnie od lat, jemu chodziło nie o dobro duchowe wiernych przywiązanych do FSSPX, lecz o wepchnięcie w ramiona FSSPX jak największej części katolików tradycyjnych, by następnie wygodnie ich wraz z FSSPX exkomunikować i tym samym "oczyścić" "Kościół synodalny" z tych, którzy się jemu opierają chociażby w myślach. Obecny moment - czyli podjęta konsekracja biskupów - był do przewidzenia i stał się sposobnością dla realizacji tego planu. 

Jest pewne, że FSSPX - przynajmniej w dużej części - już w latach 80-ych przestało chcieć uregulowania kanonicznego, które by oznaczało faktyczne poddanie się władzy rzymskiej ze wszystkimi tego konsekwencjami, które stały się naoczne za pontyfikatu bergogliańskiego (Franciszkanie Niepokalanej, diecezja Ciudad del Este w Paragwaju, diecezja Fréjus-Toulon we Francji itp.). Już abp M. Lefebvre prowadził rozmowy w latach 1987-1988 bez przekonania w możliwość kontynuowania swojej działalności w podległości władzom rzymskim. Tak samo zachowywali się jego następcy aż do pontyfikatu Franciszka. Z drugiej strony władze rzymskie nigdy nie były gotowe się zgodzić na działalność FSSPX w takim kształcie, jaki ona miała, czyli wraz z krytykowaniem "soboru" oraz sakramentów Novus Ordo. Maxymalna doza wspaniałomyślności miała miejsce dopóki miał coś do powiedzenia w Watykanie kardynał J. Ratzinger i potem Benedykt XVI. On dążył do stanu takiego, jaki jest w przypadku instytutów podległych nieboszczce Papieskiej Komisji "Ecclesia Dei", czyli FSSP, ICRSS, IBP itp.: przyznanie prawa do sprawowania liturgii tradycyjnej, w zamian za wyrzeknięcie się atakowania "soboru" i "Novus Ordo". Te warunki są dość logiczne i zrozumiałe, mianowicie z perspektywy utrzymania słynnej "jedności" także ze skrajnymi modernistami: gdyby władze rzymskie nie stawiały takich wymagań wobec tradziuchów, to by zostały oskarżone przez skrajnych modernistów o zdradę "soboru", a to by spowodowało już otwarty bunt i schizmę przynajmniej ze strony takich zamożnych episkopatów jak niemiecki czy usański i kanadyjski. Dziwne, że FSSPX tego albo nie rozumie, albo nie chce rozumieć. Władze rzymskie, jak każda władza, myśli kategoriami ilościowymi: odpadnięcie modernistycznych episkopatów i tym samym zamożnych diecezyj byłoby o wiele boleśniejsze i poważniejsze w skutkach niż ogłoszenie schizmy z tradziuchami. Aczkolwiek jest oczywiste, że także w Rzymie nie brakowało i nie brakuje modernistów, którzy dążą do przekształcenia Kościoła na sposób niemieckiej "synodalności", więc pozbycie się problemu tradziuchów jest dla nich bardzo dogodne. 

Dlatego właśnie zaproszenie wystosowane do FSSPX przez "Tucho" Fernandez'a z lutego bieżącego roku do dialogu teologicznego, jak też wezwanie przez Leona XIV z 29 czerwca do zaniechania sakry zaplanowanej na 1 lipca nie mogło być poważne. Szczególnie groteskowe jest powiedzenie, jakoby papieże doceniali kultywowanie liturgii tradycyjnej oraz formację kapłańską w FSSPX. (Dowodem tego "docenienia" jest los wszystkich tych kapłanów znajdujących się w strukturach oficjalnych, którzy z przekonania sprawowali mniej czy bardziej oficjalnie liturgię tradycyjną i nauczali prawd wiary katolickiej: począwszy od usuwania z parafii, co zwykle oznaczało pozbawienie środków do życia, poprzez wysyłanie do psychologów i psychiatrów, aż do skazania na dożywotny stan nieokreślony, bo ukarać kanonicznie nie było za co, a pozwolić na normalną działalność nie chciano.) Te wszystkie niby zaproszenia i upomnienia tylko gra pozorów na użytek kłamliwej propagandy. Oni wiedzieli, że rozmowy nie mają sensu, gdyż obydwie strony nie chcą porozumienia, skoro FSSPX nie chce się poddać władzom rzymskim, by nie zostać potraktowane jak chociażby Franciszkanie Niepokalanej, zaś władze rzymskie w obecnych tam osobach szczerze nienawidzą nie tylko liturgii tradycyjnej lecz także wszystkiego, co nie pasuje do ich "Kościoła soborowego". 

Jaki będzie dalszy rozwój wydarzeń?

Wygląda na to, że obecnie w Rzymie nadal nadają ton siły skrajnie modernistyczne wrogie katolikom tradycyjnym. Leon XIV albo do nich należy, albo jest, póki co, pod ich wpływem. Jest dość prawdopodobne, że nie rozumie przywiązania do liturgii tradycyjnej, mimo że musiał ją poznać w dzieciństwie. Być może ma jakiś uraz. Raczej myśli o tej kwestii jedynie w kategoriach posłuszeństwa, a także ilościowo, skoro tradziuchy to tylko "krzykliwa" a znikoma mniejszość rzędu jakichś promili. Równocześnie, jak pokazał w swojej pierwszej encyklice, nie stroni od nowości, a tym samym trzymanie się Tradycji czy to liturgicznej czy też doktrynalnej nie jest dla niego ideałem, mówiąc oględnie. Z takiego punktu widzenia także indultowcy mogą przeszkadzać. Matematyk lubi porządek, a liczą się dla niego bardziej abstrakty niż realia i prawda. Jeśli rachunek końcowy się zgadza, to błędy w rozumowaniu się nie liczą. To pokazały jego posunięcia w sprawie FSSPX: cel pozbycia się problemu "uświęca" posługiwanie się ewidentną nieprawdą. 

Możliwe są więc różne dalsze scenariusze. Po pierwsze, może być tak, że indulty chwilowo odetchną, być może będą nawet chwilami głaskane, choć raczej tylko symbolicznie. Nic nie zwiastuje istotnej zmiany postępowania względem indulciarzy. Obecnie raczej wzmocni się inwigilacja i badanie prawilnomyślności, czyli tropienie "kryptolefebvryzmu", by zbierać dowody na konieczność całkowitego zakazu liturgii tradycyjnej, czyli de facto zepchnięcia szczerych tradycyjnych katolików do "schizmy lefebviańskiej". 

Po drugie, może być tak, że sytuacja będzie stabilizowana w obecnych stanie, czyli liczenie na biologiczne rozwiązanie indultyzmu. Szczerze myślący tradycyjnie katolicy odejdą do "bractwa", a w indultach zostaną mniej czy bardziej niedojrzałe chłopaczki ze zboczeniem paleo-fetyszyzmu, co wcześniej czy później musi skończyć się wymarciem. 

Po trzecie, jest też wariant optymistyczny, choć raczej zbyt optymistyczny, by był realistyczny w niedalekiej przyszłości, aczkolwiek ostatnio właśnie głosy na jego rzecz się nasiliły, mianowicie wezwania ratzingerianów (kard. F. Müller, abp G. Gänswein, bp A. Schneider) do restytuowania statusu liturgii tradycyjnej według motu proprio "Summorum Pontificum" z 2007 r. Te zacne osoby mają oczywiście rację. Póki co jednak nic nie wskazuje na to, by Leon XIV poważnie brał pod uwagę głosy tych osób. On dość wyraźnie słucha niemal wyłącznie bandy odziedziczonej po swoim poprzedniku i nie zanosi się na zmianę. 

Podsumowując:

1 lipca 2026 r. oraz w dni następne - poprzez opublikowane dokumenty - sytuacja stała się bardziej klarowna: władze rzymskie potraktowały ostrzem orzeczenia o exkomunice deklaracje ze strony FSSPX, jakoby ono uznawało władzę Leona XIV i jego "posoborowych" poprzedników. Władze pokazały tym samym, że żądają faktycznej i bezwzględnej podległości, a nie deklaracji. Z kolei FSSPX okazało, że nie zamierza faktycznie poddać się tej władzy, dopóki ona sama nie odstąpi od "soboru" i "Novus Ordo". Nie wiem, czy wierchuszka FSSPX rzeczywiście wierzy w realność tego scenariusza. Pewne jest, że ten, kto w coś takiego wierzy, albo bardzo liczy na spektakularny dziejowy cud, albo utracił kontakt z rzeczywistością. Dla FSSPX bardzo wygodne jest trwanie w obecnej sytuacji: robią, co chcą, i budują sobie sławę jedynych wiernych Tradycji Kościoła katolików, niesprawiedliwie prześladowanych ze wszech stron, mianowicie nie tylko ze strony "modernistycznego Rzymu", lecz także indultowców i sedewakantystów. Rosną w siłę, powoli ale stale. Ten trend raczej się nie załamie, przynajmniej dopóki władze rzymskie nie otworzą znów możliwości rozwoju dla liturgii tradycyjnej w ramach oficjalnych struktur. Jednak modernistom bardziej pasuje monopol FSSPX w liturgii tradycyjnej niż wolność dla niej. Paradoxalnie jest tutaj zbieżność interesów. 

Oczywiście nie można wykluczyć, że to będzie sygnał do następnych prześladowań wewnątrz struktur oficjalnych. Moderniści nie są w stanie zniszczyć FSSPX, dopóki ono im nie podlega. Są oni jednak w stanie niszczyć duchownych i świeckich, którzy są w oficjalnych strukturach. Tu się odbywa heroiczne wyznawanie wiary i autentyczne męczeństwo. I stąd tylko może nadejść odnowa Kościoła. Dlatego właśnie FSSPX usilnie stara się wmawiać zarówno sobie jak też całemu światu, że nie jest poza Kościołem, poza jego widzialnymi strukturami, nawet jeśli władze rzymskie orzekły - czy usiłują orzekać - inaczej. Dla odnowy Kościoła oczywiście byłoby znacznie lepiej, gdyby wszyscy wierzący po katolicku - z sedewakantystami włącznie - nie walczyli przeciwko sobie, lecz ze wspólnym wrogiem, jakim są apostaci modernistyczni na stołkach kościelnych różnych szczebli. 

Dlatego istotne jest docenienie tego, co łączy, mianowicie wiara katolicka. Ona równocześnie oddziela nas od apostatów modernistycznych. To nie wyklucza, lecz wręcz zakłada wzajemne upominanie co do błędów, które uderzają w naszą wiarygodność. To nie upominanie godzi w nią, lecz nieżałowane i niekorygowane błędy. 

Pierwszym i najważniejszym orężem jest umiłowanie prawdy, nawet jeśli godzi ona we własny egoizm. Modernizm buduje na fałszu i kłamstwie, i to są jego główne narzędzia, co widać na co dzień i też w uroczystych dekretach. Nie wolno nam posługiwać się takimi samymi środkami, choć wielu w FSSPX - zwłaszcza z sekty stehliniańskiej - tego nie rozumie. 

Drugim narzędziem jest zdobywanie solidnej wiedzy teologicznej, czego brakuje dość wyraźnie akurat w FSSPX, nawet jeśli ich poziom jest znacznie lepszy niż u absolwentów seminariów modernistycznych. Rzetelna teologia chroni zarówno przed herezjami jak też przed nieroztropnością w praktyce. 

Po trzecie, ćwiczenie się w ofiarności przeciw egoizmowi i szukaniu własnych korzyści (czy to materialnych czy bardziej wysublimowanych jak popularność), także w interesie grupowym. Pod tym względem Kościół szczególnie różni się od wszelkich sekt: w Kościele rządzi prawda i szczera, ofiarna miłość, natomiast w sektach fałsz, zakłamanie oraz interes czy to indywidualny czy grupowy. I to Kościół będzie ostatecznie tryumfował, nawet jeśli doznaje ucisku, a nie jakakolwiek sekta pod jakąkolwiek nazwą czy podszywająca się pod Kościół Chrystusowy. 

W tym znaczeniu 1 lipca wydarzyło się wiele. Nie tylko to, że cały świat zobaczył kapłanów, kleryków i tysiące wiernych przywiązanych do Tradycji Kościoła. Zobaczył także zakłamanie, nawet wręcz perfidię ze strony tych, którzy występują niby ze strony Kościoła. Pewne jest, że człowiek, który z czystym sercem szuka prawdy, dość łatwo rozpozna, komu warto zaufać, kto reprezentuje prawdę Chrystusową. Ostre, a właściwie pokrętne pisma mogą pociągnąć najwyżej tych, których myślenie ogranicza się do kibicowania swoim. 

Oczywiście należy docenić istotny wkład śp. abpa M. Lefebvre'a oraz jego FSSPX w sprawę zachowania Tradycji doktrynalnej i liturgicznej Kościoła. Bez wątpienia FSSPX jest największą i najbardziej prężną organizacją, która stawia sobie taki cel, co wynika zapewne z geniuszu jego założyciela. Historia pokaże, czy istnienie FSSPX jest dowodem na to, że trzymanie się Tradycji jest ważniejsze dla Kościoła niż absolutne poddanie się władzy kościelnej, czy odwrotnie, czyli na to, że to poddanie się władzy jest ważniejsze i niezbędne. A to zależy przede wszystkim od tego, czy i na ile FSSPX stale zachowa wierność dla Tradycji, którą deklaruje i sobie stawia za cel. Do tego nie wystarczy stosowanie tradycyjnej liturgii Kościoła, choć jej porzucenie musi prowadzić przynajmniej do poważnych zawirowań, jeśli nie wręcz do zerwania z Tradycją także doktrynalną, czego jesteśmy świadkami od lat 60-ych i to coraz bardziej. Pewne jest, że FSSPX przetrwa próbę czasu tylko wtedy, gdy trwale zachowa wiarę katolicką nieskażoną i nieskażone sakramenty, nawet jeśli to będzie czynić wbrew woli aktualnych władz kościelnych. Pozostaje jednak pytanie, czy w oderwaniu od aktualnej władzy kościelnej praktycznie możliwe będzie trwałe zachowanie czystej doktryny katolickiej. Czas pokaże. 

Spowiedź a exkomunika


Słuszne pytanie. Wynika ono z tego, że formuła rozgrzeszenia w novusiźmie została zmieniona i wyrzucono z niej słowa o zdjęciu kar kościelnych, co jest warunkiem udzielenia rozgrzeszenia. 

Nie wiem, jak to jest teraz nauczane w seminariach. Osobiście zawsze używam tradycyjnej formuły rozgrzeszenia. 

Czy abp Carlo Maria Viganó jest exkomunikowany? (z post scriptum)


Głośnymi echami odbiła się w ostatnich tygodniach wieść zarówno o groźbie i stwierdzeniu kary exkomuniki dla słynnego w ostatnich latach hierarchy arcybiskupa Carlo Maria Viganó, jak też o jego obronie, a właściwie uzasadnieniu swego zachowania w obliczu groźby. W reakcjach niestety regularnie przewija się ignorancja zarówno kanoniczna jak i teologiczna, którą należy skorygować. 

Historię wypowiedzi i działań abpa Viganó z ostatnich lat pominę w tym miejscu. Zainteresowani mogą się z tym zapoznać w internecie, aczkolwiek nie znam dotychczas całościowego przedstawienia sprawy. Zaznaczę jedynie, że nie zgadzam się ze wszystkimi jego działaniami, zwłaszcza z dość naiwnymi wypowiedziami odnoszącymi się do obecnego włodarza Kremla i Rosji. Zresztą ta sprawa nie jest istotna. Istotne są wypowiedzi Arcybiskupa w kwestiach stricte teologicznych i kościelnych. W tej dziedzinie nie sposób zaprzeczyć jego kompetencji i wysokiemu poziomowi, choć również nie zgadzam się w niektórych szczegółach. Na szybko wystarczy skupić się na kwestii exkomuniki, wiązanej od kilku tygodni z jego nazwiskiem. 

Oto komunikat prasowy w tej sprawie:

Dekret watykański orzekający karę exkomuniki powołuje się na następujące kanony:


Dekret więc nie wymierza kary, lecz jedynie ogłasza zajście kary za popadnięcie w schizmę, która to kara zachodzi mocą samego prawa (latae sententiae). 

Problem polega na tym, że abp Viganó dość wyraźnie nie odmawia uznania zwierzchności Biskupa Rzymskiego lub utrzymywania wspólnoty z członkami Kościoła, lecz że nie uznaje Franciszka za papieża, co też dość obszernie uzasadnił (por. tutaj). Tak więc jest to kwestia natury historycznej, nie ściśle teologicznej, dogmatycznej, czy choćby dyscyplinarnej. Jeśli abp Viganó popełnia błąd tego rodzaju, to jest to błąd historyczny i sprawa podlega dyskusji i wyjaśnieniu, a nie karze kościelnej za popadnięcie w schizmę. Tym bardziej nie podlega karze latae sententiae czyli na mocy samego prawa, jak wyznaczają podane wyżej kanony 1323 i 1324. 

Mówiąc najkrócej: w świetle obowiązującego Kodexu Prawa Kanonicznego kara exkomuniki moim zdaniem nie zaszła. Twierdzę tak na podstawie następujących kanonów:


O co tu chodzi? Otóż kanony te stanowią dość wyraźnie, iż nie zachodzi kara z mocy samego prawa (latae sententiae), jeśli osoba działała pod wpływem bojaźni, konieczności lun ciężkiej niedogodności. Te okoliczności w sposób dość wyraźny mają miejsce w przypadku abpa Viganó, o czym świadczy jego działanie od wielu lat. W skrócie można powiedzieć, że jego działanie - wypowiedzi odnoszące się do obecnej sytuacji w Kościele - jest w sposób dość wyraźny powodowane troską o Kościół, wiarę katolicką, zbawienie dusz oraz godność władzy kościelnej. Jest to okoliczność istotna dla kwestii kary, nawet jeśli byłaby to okoliczność jedynie subiektywna, czyli czysto subiektywne przekonanie abpa Viganó bez obiektywnie wystarczających powodów. 

Wygląda więc na to, że działania dykasterii, która orzekła karę exkomuniki dla abpa Viganó, są niezgodne z obowiązującym Kodexem Prawa Kanonicznego. 


Post scriptum

Warto zwrócić uwagę na okoliczności wskazane przez amerykańskiego kapłana x. Gene Gomulka (źródło tutaj):


W skrócie: Już od roku 2018 abp Viganó publicznie oskarżał Franciszka o chronienie przestępców sexualnych w szeregach duchowieństwa, zwłaszcza skazanego przęstepcę byłego kardynała Theodore McCarrick'a. Przez cały czas aż do maja 2024 roku nie pojawiła się żadna reakcja z Watykanu w sprawie abpa Viganó, mimo że on regularnie ostro krytykował rządy i zachowanie Franciszka. Dopiero dwa tygodnie po tym, jak abp Viganó publicznie oskarżył Franciszka o nadużycia sexualne wobec nowicjuszy z czasu bycia przełożonym jezuitów w Argentynie, dykasteria kierowana przez jego pupila "Tucho" wystosowała oskarżenie o schizmę. To zapewne nie jest przypadkowy zbieg okoliczności. Nie jest też zapewne przypadkowe, że Tucho jest homosexualistą, jak zdradziła publicznie zaprzyjaźniona z Franciszkiem zakonnica:



Exkomunika a spowiedź




Pytanie jest słuszne, ale zrozumiałe tylko na tle formy spowiedzi w Novus Ordo. Otóż tradycyjna formuła rozgrzeszenia zawiera uwolnienie od kar kościelnych przed udzieleniem rozgrzeszenia:

Dominus noster Jesus Christus te absolvat et ego auctoritate ipsius te absolvo ab omni vinculo excumanicationis et interdicti...

Natomiast mankamentem nowej formy jest to, że ma w niej mowy o zdjęciu exkomuniki. Dlatego pytanie jest słuszne. Można to intepretować w ten sposób, że jest zawarta pośrednio, tzn. bez wyraźnego zaznaczenia. Jednak problem jest w tym, że zwykle nawet kapłani wychowani na Novus nie mają świadomości, co w sytuacji spowiedzi zrobić z exkomuniką. W tradycyjnej formie rozgrzeszenia sprawa jest oczywista i prosta.  

Czy polityk głosujący za "in vitro" popada w exkomunikę?

 


Kodeks Prawa Kanonicznego mówi o automatycznej karze exkomuniki za udział w dokonanym zabiciu płodu ludzkiego:


Nie wystarczy więc zamiar, ani pozwolenie na zabicie, także prawne, by zaszła automatyczna exkomunika (latae sententiae), czyli kara nie wymagająca wymierzenia przez dekret biskupi. 

Kluczowe pojęcie "procurat" odnosi się do każdego sposobu udziału w dokonanym zabiciu, nie tylko do fizycznego wykonania przez lekarza. Może to dotyczyć także stworzenia warunków prawnych czyli legalności zabicia. Trudność jednak polega na wykazaniu bezpośredniego związku między danym aktem prawnym, którego sprawcą jest polityk, a dokonanym zabiciem, przy czym istotna jest także świadomość przyczynienia się do zabicia. 

Warto się zapoznać z wyjaśnieniem Kongregacji Nauki Wiary:



Analogicznie kanon należy odnieść do tzw. zapłodnienia in vitro, które samo w sobie zakłada i zawiera zabicie ponadliczbowych zarodków (embrionów) czyli istot ludzkich. Także tutaj istotny jest bezpośredni związek oraz świadomość w zachowaniu danego polityka. 

Jeśli nie jest jasne zachodzenie automatycznej kary exkomuniki, biskup miejsca powinien wyjaśnić oraz nałożyć karę dekretem (ferendae sententiae). Wskazane jest, by konferencja biskupów danego kraju podjęła wspólne adekwatne kroki prawne. 

Czy duszpasterz może wykluczyć zwolenników x. Natanka od Komunii św.?


O ile mi wiadomo, na zwolenników x. Natanka nie została nałożona żadna kara kościelna, ani exkomuniki, ani interdyktu. Tym samym duszpasterz nie ma prawa odmówić udzielenia Komunii św. takim osobom, oczywiście pod zwykłymi warunkami dotyczącymi wszystkich wiernych.

Czy katolik może słuchać i podziwiać Mozarta?


To pytanie pojawiło przy okazji tematu innego kompozytora, właśnie zmarłego.
Przytaczam uczynione wpisy wraz z dyskusją.






Oto dowody z prywatnych listów:




Z listu do ojca z dnia 4.IV.1787:
"Dziękuję mojemu Bogu, że mi dał to szczęście skorzystania ze sposobności, żeby poznać Go jako klucz dla naszej prawdziwej szczęśliwości"



Z listu do żony z dnia 25.VI.1791:

"Jutro ze świecą w ręku pójdę w procesji" (chodzi o procesję Bożego Ciała)




W tym temacie wywiązała się niestety niemiła dyskusja, również niemiło zakończona:










Ostatni okres życia Mozart'a zawiera wiele dziwności i tajemnic. Wiadomo, że w ostatnich miesiącach życia pracował nad zleconą operą "Czarodziejski flet" (Die Zauberflöte), która miała prapremierę 30 września 1791 r. Znane są jej wątki rozumiane jako masońskie. Równocześnie pracował nad Requiem zleconym mu anonimowo przez hrabiego Franciszka von Walsegg, który wydał je potem pod swoim swoim nazwiskiem, przypisując sobie autorstwo. Wiadomo, że hrabia był także masonem:





(źródło tutaj)

Czy exkomunika skazuje na piekło?


Exkomunika jest karą kościelną. Jak wszystkie kary kościelne, exkomunika ma na celu uleczenie grzesznika, czyli nawrócenie, nie jego potępienie.

Exkomunika powoduje wykluczenie z widzialnej wspólnoty Kościoła, czyli pozbawienie praw katolika aż do momentu nawrócenia, pokuty oraz powrotnego przyjęcia na łono Kościoła.

Kościół nie przestaje się modlić także za exkomunikowanych i pragnie ich powrotu do swojej wspólnoty. Drogą powrotu jest przystąpienie do Spowiedzi św., podczas której spowiednik w pewnych przypadkach może zdjąć karę exkomuniki, jeśli jest do tego upoważniony. W innych przypadkach - jak publiczne odstępstwo od wiary katolickiej czyli apostazja - konieczny jest formalny akt zdjęcia exkomuniki przez biskupa miejsca.

Oczywiście warunkiem zdjęcia kary jest skrucha, nawrócenie i wola powrotu na łono Kościoła. Jeśli ktoś z takim wewnętrznym nastawieniem odejdzie z tego świata bez formalnego zdjęcia exkomuniki, wówczas można przyjąć, że to nastawienie ma znaczenie na Sądzie Bożym.

Kogo dotyczy kara exkomuniki w związku z aborcją?


Automatyczną karę exkomuniki (latae sententiae) zaciągają na siebie osoby uczestniczące bezpośrednio w zabiegu tzw. aborcji czyli zamordowania dziecka nienarodzonego. Są to zwykle: matka, lekarz, personel asystujący, także ojciec, ile nakłaniał do tego czynu czy przynajmniej umożliwil finansowo, także inne osoby, które to finansowały.

Ta kara nie dotyczy polityków stanowiących prawo umożliwiające czy legalizujące mordowanie dzieci nienarodzonych, gdyż nie jest to bezpośredni udział w zabójstwie. Tym niemniej przygotowywanie ustaw umożliwiających czy legalizujących, tudzież głosowanie za ich przyjęciem, stanowi jaskrawą sprzeczność z nauczaniem Kościoła i z prawem Bożym, i jako takie podlega karze, która może i powinna zostać wymierzona (ferendae sententiae). Może to być także kara exkomuniki, a przynajmniej interdytku czyli zakazu przyjmowania Sakramentów Świętych. Kara powinna zostać wymierzona przez ordynariusza miejsca.

Ponadto szafarz Komunii św. ma prawo i obowiązek odmówić udzielenia Komunii św. osobie, która publicznie opowiada się za dopuszczalnością aborcji czy jako polityk w tym sensie zagłosowała, a nie wyraziła publicznie skruchy i nie podjęła zadośćuczynienia.