Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojsko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojsko. Pokaż wszystkie posty

Formacja kapelanów wojskowych


 Nie z
Nie znam podręcznika katolickiej teologii moralnej, który by wprost wypowiadał się w temacie. Kwestia dotyczy zarówno kwestii prawdomówności jak też udziału duchownych w działaniach wojskowych. Bezpośredni udział w walce był duchownym zawsze zakazany przez prawo kościelne. Mówiło się "z orężem w ręku", ale moim zdaniem dotyczy to także udziału w działaniach wywiadowczych itp. Co do prawdomówności to zasada dotyczy tak samo duchownych jak i świeckich. Pozostaje kwestia, czy fałszowanie tożsamości jest moralnie dopuszczalną metodą ukrywania prawdy. Moim zdaniem należy odróżnić tożsamość w znaczeniu nazwiska od tożsamości związanej z wyznaniem wiary. Nazwisko jest sprawą umowną i zmienną, natomiast wyznanie wiary jest zasadniczo niezmienne. Dlatego podawanie przybranego doraźnie nazwiska nie uznałbym za grzech, natomiast podawanie fałszywego wyznania już grzechem jest.

Wiadomo natomiast, że już przed II wś. w Polsce miała miejsce infiltracja Kościoła - nawet hierarchii na wysokim szczeblu - przez kręgi piłsudczykowsko-masońskie. Dowodem są fałszerstwa nawet w dziedzinie liturgii, jak fałszywe tłumaczenie aktu poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, gdzie "populus olim electus" zostało bluźnierczo zafałszowane na "naród niegdyś szczególnie umiłowany", jakoby Pan Bóg jeden naród miłował bardziej niż inne narody. 


Czy katolikowi wolno unikać służby wojskowej?


Pytanie dotyczy zwłaszcza dwóch kwestij:

- obowiązku obrony ojczyzny
- wojny sprawiedliwej

Służba wojskowa nie oznacza automatycznie udziału w wojnie, lecz ma z nim związek przynajmniej potencjalnie. Jednak związek nie jest tożsamością. 

Kwestia obrony ojczyzny jest dość szeroka. Z obowiązków wobec społeczności nie wynika samo przez się obowiązek walki zbrojnej, ani tym bardziej obowiązek służby wojskowej. Chodzi oczywiście o obowiązek moralny, nie nakaz ustawowy. Nakaz ustawowy powinien być mierzony obowiązkiem moralnym. 

Mówiąc w skrócie: obowiązek obrony kraju i państwa jest podrzędny wobec obowiązków rodzinnych. On czerpie swoją moc z powinności wobec rodziny, nie odwrotnie. Analogicznie także służba wojskowa musi być podporządkowana dobru rodziny, a dopiero w dalszej kolejności dobru państwa. Oczywiście dobro rodziny może wymagać zbrojnej służby w obronie suwerenności państwa, jednak nie jest tożsame ze służbą wojskową. Tym samym może zachodzić sprzeczność między dobrem społeczności jaką jest rodzina a wypełnieniem nałożonego przez państwo obowiązku wojskowego. Wówczas unikanie a nawet sprzeciw jest nie tylko moralnie dopuszczalny lecz moralnie obowiązujący, tym bardziej jeśli dana władza działa w sposób sprzeczny czy to z dobrem rodziny i tym samym narodu, czy nie do pogodzenia z etycznymi zasadami wojny sprawiedliwej. Przykład z historii: moralnym obowiązkiem było unikanie służby wojskowej w armii hitlerowskiej, o ile było jasne rozeznanie co do zbrodniczych celów i działań tej armii. 

Jak zaznaczyłem, sama służba wojskowa nie musić oznaczać udziału w wojnie, to znaczy w danym momencie zwykle nie wiadomo, do jakich celów władza zechce użyć wojska. Jeśli z prawdopodobieństwem można założyć, że dane państwo nie użyje swego wojska do wojny niesprawiedliwej, wówczas wolno brać udział w służbie wojskowej, która zwykle jest przygotowaniem do działań wojennych przynajmniej potencjalnych. 

Wchodzi tutaj kwestia, czy lepszym rozwiązaniem dla obronności kraju jest armia zawodowa czy też powszechny obowiązek służby wojskowej. Z całą pewnością powszechny obowiązek nie może stać w sprzeczności ani z dobrem rodzin, ani z wolnością sumienia. Innymi słowy: państwo nie ma prawa narzucać udziału w działaniach wojennych ani w ich przygotowaniu (w postaci obowiązkowej służby wojskowej), jeśli nie istnieje konieczność zbrojnej obrony dobra wspólnego, a nie tylko interesów danej władzy. 

Oczywiście jest tutaj kwestia oceny zarówno konieczności jak interesów. Kryteria powinne być tutaj obiektywne, czyli zgodność z prawem naturalnym, a równocześnie państwo powinno respektować osąd sumienia, który jest zgodny z tym prawem. Także państwo nie ma prawa działać wbrew prawu naturalnemu, czyli wbrew dobru rodzin, czy w sprzeczności z zasadami wojny sprawiedliwej.

Podsumowując:
Unikanie narzuconej przez państwo służby wojskowej jest moralnie w porządku, o ile ten obowiązek nie wynika bezpośrednio z prawa naturalnego, konkretnie z obowiązku obrony naturalnej podstawowej komórki społecznej jaką jest rodzina. Dotyczy to także już przygotowania do życia w rodzinie. Przynajmniej teoretycznie może być tak, że obowiązek służby wojskowej służy przygotowaniu do życia rodzinnego i społecznego. To musi być jednak wyraźnie zamierzone oraz zasadniczo realizowane, by wynikał z tego moralny obowiązek udziału w służbie wojskowej. 

Na koniec parę uwag historycznych:
Wprawdzie już w starożytnej republice rzymskiej - ale nie w imperium rzymskim - istniał rodzaj powszechnego obowiązku wojskowego, a władcy w swoich państwach dorywczo i doraźnie zobowiązywali swoich poddanych do walki zbrojnej (jak król szwedzki Gustaw II Adolf w XVII w. oraz inni władcy protestanccy), to jednak dopiero rewolucja masońska we Francji wprowadziła w 1793 r. powszechną rekrutację do służby wojennej (levée en masse). W te ślady poszły Prusy w 1871 r. oraz Rosja w 1874 r. Powszechna służba wojska umożliwiła uformowanie masowych armij, co z kolei umożliwiło wojny światowe w XX w., czyli masowe zabijanie i niszczenie w skali nieznanej dotychczas w historii. 
Zaś pod względem prawnym powszechna służba wojskowa jest właściwie okresową pracą przymusową, co stanowi problem pod względem przynajmniej moralnym i jest co do definicji, dokładnie biorąc, sprzeczne z tzw. europejską konwencją praw człowieka (według art. 4 stanowi wyjątek sprzeczny z ogólną zasadą wolnego wyboru pracy).