Sprawa jest oczywiście zarazem tragiczna i delikatna. Tym niemniej z powodu jej nagłośnienia i zasięgu muszę się odnieść do tytułowego wątku, gdyż on nie tylko sam w sobie jest dość ważny, lecz spotykany jest nagminnie w ostatnich dziesięcioleciach, a wymaga skorygowania. Chodzi o następujące słowa jednego z poszkodowanych księży o nazwisku Adrian Mantykiewicz (nazwisko jest regularnie przemilczane):
Dlaczego więc x. Adrian powiedział taką bzdurę? Ano dlatego, że od czasu wojtyliańskiego przepraszania wszystkich za wszystko w imieniu Kościoła - nie tyle obecnego, co raczej wszystkich wieków - nadal ma się dobrze patologiczna intelektualnie i duchowo przebaczoza. Jest ona oczywiście obliczona na poklask przekaziorów i wszystkich łasych na jakiekolwiek przejawy zarówno przyznawania się przez Kościół do win wszelakich, jak też na jego kajanie się przed trybunałem pseudoautorytetów pseudomoralnych. Taki pseudopobożny debilizm widocznie wpojono x. Adrianowi najpóźniej w seminarium, a teraz akurat miał wyjątkową sposobność popisania się nim na szerokim forum publicznym.
Wpisuje się to dość wyraźnie w fałszywą ideologię faustyno-sopoćkową, która otwarcie głosi, iż im większy grzesznik, tym większe ma prawo do "miłosierdzia". Co jest oczywiście bluźnierstwem i to demoralizującym, a jego owoce są coraz bardziej widocznie zwłaszcza w Polsce.
Zresztą autor tego wystąpienia ma ciekawą drogę kapłańską (źródło tutaj):
Pochodzi z Czeladzi, wyświęcony w Olsztynie, a wylądował w Archidiecezji Przemyskiej. Wygląd - jak widać - ma wybitnie niekapłański. Zaś nazwisko - regularnie pomijane w mediach - jest mało polskie. To też może mieć znaczenie.
Zaś na nagrodę nie trzeba było czekać, gdyż niemal natychmiast przyznało mu nagrodę tzw. Towarzystwo im. Jana Karskiego (źródło tutaj):
To towarzystwo jest dość charakterystyczne (źródło tutaj):
Myślę, że dalsze komentarze są zbędne.