Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szustak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szustak. Pokaż wszystkie posty

Czy o. Szustak ma prawo promować S. Hołownię? (z Post scriptum)



Zwrócono mi uwagę na wystąpienie o. Szustaka, w którym deklaruje publicznie (od 3:35), że będzie głosował na Szymona Hołownię i to w kontekście faktu, że dotychczas nigdy nie brał udziału w wyborach, ponieważ "nie ma na kogo głosować".

Wypowiedź ta jest wyjątkowo skandaliczna z wielu względów:

1. O. Szustak zaznacza, że jest to jego "prywatna opinia". Jest tutaj oczywiście sprzeczność, świadcząca dobitnie o obłudzie. Gdyby to miała być opinia prywatna, to by jej nie wyrażał publicznie za pomocą popularnego kanału.

2. Obłudę potęguje zarzekanie się, że nie ma to być zachęta do takiego właśnie głosowania. Wiadomo przecież, że wypowiedzi o. Szustaka mają znaczny zasięg i że jest on dla wielu młodych naiwnych "autorytetem", nawet w znaczeniu swoistego "guru". Wykorzystywanie tej swojej pozycji - wypracowanej na tematyce wiary i Kościoły - do celów kampanii politycznej i to akurat na rzecz kandydata nie kryjącego swoich poglądów antykatolickich i antypolskich jest szczególnie perfidne.

3. Publicznie deklarowanie poparcia dla S. Hołowni oznacza popieranie tegoż poglądów, które we wielu sprawach są ewidentnie sprzeczne z nauczaniem Kościoła.

4. Wyrażanie tego poparcia w kontekście nauczania wiary katolickiej - a do tego pretenduje o. Szustak wypowiadając się jako zakonnik Kościoła katolickiego - jest kolejnym oszukiwaniem publiczności przez tegoż dominikanina.

5. Odwieczną zasadą Kościoła jest zachowywanie właściwego dystansu wobec frakcyj politycznych i też poszczególnych polityków, ponieważ Kościół zwraca się do wszystkich ludzi w nauczaniu zasad moralnych i prawa Bożego. Dlatego właśnie niebywałe i sprzeczne z zasadami Kościoła jest publiczne wyrażenie poparcia dla konkretnego kandydata w wyborach, tym bardziej że poglądy kandydata są dalekie od nauczania Kościoła.

Tym samym potwierdzona zostaje diagnoza uczyniona wielokrotnie już jakiś czas temu:







Zachęcam P. T. Czytelników do wysyłania protestów i skarg do władz kościelnych, zarówno zakonnych jak też episkopalnych.

Kuria generalna zakonu:

secretarius@curia.op.org

s.eurcent@curia.op.org


Kuria prowincji polskiej:

sekretariat@dominikanie.pl


Zarząd Polskiej Konferencji Biskupów:







Post scriptum

Widocznie po licznych protestach o. Szustak zamieścił nagranie, w którym 

- zaprzecza, że jego publiczne wyrażenie poparcia dla Hołowni jest częścią kampanii wyborczej tego polityka,

- twierdzi, że jego wypowiedź była "błędem" z powodu braku przemyślenia,

- przeprasza, że nie dotrzymał obietnicy nie angażowania się na swoim vlogu w politykę,

- nie odwołuje swojego poparcia ani dla poglądów Hołowni ani dla jego kandydatury,

- pluje na tych, którzy "bez miłości" wyrazili swoje zdanie o tym wystąpieniu.

Tym samym ta wypowiedź jedynie potwierdza, że o. Szustakowi nie zależy ani na wierności nauczaniu Kościoła, ani na zwykłej ludzkiej prawdzie i szczerości, a jedynie o uprawianie manipulacji na własny użytek. I widocznie ma ludzi za idiotów skoro próbuje wmówić, że ów rzekomy "błąd" nie był przemyślany i zaplanowany.



"Do k... nędzy" czyli stan umysłu oSzustaka

 


Niestety po raz kolejny czuję się w obowiązku poświęcić nieco uwagi wystąpieniu o. Adama Szustaka, znowu na prośbę kogoś z P. T. Czytelników:


Tym razem chodzi o pierwszy - póki co jedyny - wywiad, jakiego raczył on udzielić i to akurat niewierzącemu o nazwisku Karol Paciorek, który zaliczył zarówno w dzieciństwie udział w tzw. oazie jak też jakiś czas studiów na jezuickiej uczelni w Krakowie, co zapewne nie jest przypadkowe. Zresztą wywiad odbywa się w dość dziwnej - podyktowanej przez gospodarza - sytuacji typowej dla toalet publicznych i w związku z tym zaczyna się w sposób typowy dla nastolatków z zaburzonym stosunkiem do części ciała i sexualności: 



Wywiad nie wnosi istotnych nowości ani co do poglądów, ani co do osobowości oSz., lecz potwierdza dość dobitnie diagnozę, którą dane mi było uczynić już na niniejszym blogu (poprzednie wpisy można łatwo znaleźć obok po prawej pod etykietą "Szustak"). Idźmy po kolei.

1. O piekle:


Tutaj oSz. popełnia kilka kłamstw na raz, ponieważ:
- Stanięcie na sądzie Bożym nie oznacza możliwości podjęcia decyzji za czy przeciw Bogu. Sąd polega z definicji - i wyłącznie o takim sądzie mówi Pismo św. (por. Mt 25) - na wydaniu wyroku za czyny już dokonane, a nie na możliwości popełnienia względnie niepopełnienia już popełnionych czynów. 
- Ani w Piśmie św., ani w żadnym nauczaniu Doktorów czy Magisterium Kościoła nie ma mowy o możliwości decyzji dopiero na sądzie Bożym, czyli po śmierci. Całość Objawienia Bożego jest zgodna co do tego, że będziemy sądzeni z czynów dokonanych za życia (por. Łk 16, 19-31). Cała Ewangelia sprowadza się do wezwania do nawrócenia, by uniknąć potępienia wiecznego czyli piekła. Sam Pan Jezus wielokrotnie ostrzega przed tym potępieniem (Mk 9, 46nn; Mt 3, 12 itp.). Katechizm mówi: 


Tym samym oSz. perfidnie oszukuje odbiorców. 
Zaś jego fałszywy bełkot w temacie jest nie tylko absurdalny i bez podstaw w Bożym Objawieniu i teologii katolickiej, lecz bardzo  niebezpieczny. Jeśli ktoś bowiem uważa, że dopiero po śmierci Pan Bóg mu zaproponuje szczęście w niebie, to nie tylko się głęboko myli, lecz jest skłonny odkładać decyzję wiary - która wymaga przecież życia zgodnego z wiarą - aż do momentu śmierci czy nawet po śmierci. Natomiast wiara katolicka polega na tym, że człowiek wierzy w obietnicę szczęśliwości wiecznej, decydując się już teraz na drogę, która do niej prowadzi. Tak więc głoszony przez oSz. pomysł decyzji po śmierci
- po pierwsze, jest utwierdzeniem niewierzących i grzeszników w ich niewierze i grzesznym życiu,
- po drugie, zawiera wręcz bluźniercze założenie, jakoby Bóg w doczesnym życiu nie dawał nam wystarczającego światła i możliwości podjęcia decyzji prowadzącej do szczęśliwości wiecznej. 
Jest to więc bluźnierczy i wręcz szatański pomysł (nieco więcej w temacie tutaj). 


2. O autorytetach:


Ciekawe i zupełnie niezaskakujące jest to, kogo oSz. uważa za swój autorytet: kogoś, kto się z nim zgadza i go popiera, a najwyżej delikatnie zwraca mu na coś uwagę. I kto oczywiście jest tak samo "ewangeliczny" jak sam oSz. (więcej tutaj), co widać chociażby na powyżej wskazanym temacie piekła...

3. O filmach Sekielskich:


Tak więc oSzustaka cieszy przedstawianie Kościoła jako instytucji chroniącej pedofilów, bo do tego się sprowadzają owe filmiki. W nich nie chodzi o zwalczanie pedofilii oraz jej tuszowania, gdyż wówczas Sekielscy zajęliby się problemem także w innych środowiskach, gdzie rozmiar takich zjawisk jest o wiele większy. OSzustaka cieszy też bunt typu "strajk kobiet", który walczy o aborcję bez żadnych ograniczeń i o "prawa" dla LGBT. Komentarz zbędny, zgodnie z zasadą: pokaż mi, co cię cieszy, a powiem ci, kim jesteś...

4. O sakramentaliach: 


Tu jest kolejny przykład oszukiwania odbiorców. Wystarczy porównanie z tym, co katechizm rzeczywiście mówi:


Tak więc widocznie oSz. wynalazł swój własny katechizm. Otóż według katechizmu katolickiego sakramentalia działają nie mocą wiary danej osoby, lecz mocą modlitwy Kościoła. Oczywiście wiara danej osoby jest warunkiem przyjęcia tych skutków, gdyż dysponuje ku temu. Natomiast oSz. widocznie myśli kategoriami protestanckimi, gdzie subiektywny akt wiary stanowi istotę, nie obiektywna rzeczywistość działania Kościoła w porządku łaski. To jest istotne dla zrozumienia sensu i celowości nie tylko sakramentaliów lecz całej działalności Kościoła: jej akty zewnętrzne mają wartość nawet jeśli nie widać jej skutków wewnętrznych, czyli w porządku łaski wewnętrznej. 

Nie dziwi więc, że katolickie rozumienie np. używania wody święconej poświadczone w księdze liturgicznej Kościoła, jaką jest Rituale Romanum, oSz. nazywa dosłownie "bzdurą":


Oto jak Kościół modli się w obrzędzie poświęcenia wody, gdzie mówi wprost o wypędzaniu wszelkiej mocy złego ducha wraz z jego demonami:


Znamienny jest fałsz i wyraźnie emocjonalne zacietrzewienie oSz., gdy wyszydza i odrzuca tę modlitwę. 

5. O wniebowzięciu:

Tutaj oSz. wręcz bluźnierczo zrównuje zagadkowe - a raczej podejrzane - zaginięcie modernistycznego duchownego ze Wniebowzięciem Najświętszej Mariji Panny. Katechizm mówi dość jasno:


Skoro oSz. jest na tyle myślącym człowiekiem, by nie wierzyć w rzeczywiste wniebowzięcie x. Grzywocza (którego tajemnicze zniknięcie bez odnalezienia ciała czy choćby jego śladów można całkiem dobrze wytłumaczyć w sposób naturalny), to porównanie tej sprawy z chwalebnym Wniebowzięciem Matki Zbawiciela jest bezczelnym szyderstwem z prawdy wiary katolickiej. 

6. O homosexualiźmie:




Tak więc oSz. zrównuje heterosexualne grzechy rozwiązłości i niewierności małżeńskiej z grzechami homosexualnymi, które są przeciwne już samej naturze aktu sexualnego. Natomiast katechizm mówi wyraźnie o nieuporządkowaniu w znaczeniu nienaturalności:


Skoro oSz. uważa grzechy heterosexualne za tak samo "nienaturalne" jak akty homosexualne, to tym samym pośrednio neguje to, co je istotnie odróżnia, czyli odniesienie do natury aktu sexualnego, czyli tym samym nienaturalność skłonności homosexualnej oraz wynikających z niej aktów. Czyni to sprytnie przez nazwanie "nienaturalnymi" istotnie różnych grzechów. Na czym innym bowiem polega grzeszność aktów heterosexualnych pozamałżeńskich, a na czym innym grzeszność aktów homosexualnych.

7. O biskupach:

Nasuwa się pytanie: czego według oSz. należy oczekiwać od pasterzy Kościoła, jak nie właśnie troski o sprawowanie sakramentów i uczestniczenie w nich? Na to pytanie oSz. nie odpowiada. Jedynie artykułuje - w sposób wręcz skandalicznie wulgarny, niegodny człowieka o elementarnej kulturze - swój gniew z powodu troski właściwej Kościołowi i jego pasterzom. 

8. O katolikach:

To szyderstwo z katolików dość dokładnie pasuje do gniewu odnośnie powyższej troski pasterzy Kościoła. Nasuwa się pytanie, za kogo oSz. siebie uważa, skoro pogardliwie wyraża się o "frakcji katolickiej". 


9. O sobie i to nawet dość szczerze, co oczywiście należy docenić:


Tutaj oSz. oczywiście się myli, twierdząc, jakoby sama świadomość bycia osobowością narcystyczną niweczyła niebezpieczeństwo. Otóż sama świadomość nie wystarcza, lecz konieczny jest krytyczny stosunek do siebie oraz praca nad sobą, której u oSz. niestety nie widać, o czym świadczą następujące słowa: 






Typowe i właściwe raczej dla niedorozwiniętych osobowości starokawalerskich jest następujący sposób rozwiązywania problemów życiowych: 



W tej wypowiedzi o sobie i zarazem o zbawieniu wszystkich pojawia się klucz do całej działalności oSz., który wyjaśnia jego niesamowitą bezczelność i brak szacunku dla wiary Kościoła i już nawet zwykłej prawdy co do prostych faktów:


Godna uwagi jest szczególnie deklaracja odnośnie własnej modlitwy:


Widocznie oSz. nie modli się modlitwą "Ojcze nasz" - zresztą podaną przez samego Jezusa Chrystusa - gdyż składa się ona akurat z próśb. Taka to jest jego wiara, widocznie daleka nawet od Pisma św. i źródeł chrześcijaństwa. 


10. O planie na przyszłość i zarazem deklaracja odnośnie dotychczasowej działalności:


Nawiązanie do marxistowskiego określenia religii "opium ludu" właściwie nie zaskakuje na tle całej działalności oSz. i głoszonych przez niego poglądów. 

Podsumowując:

Ten dość szczery wywiad jest przede wszystkim swego rodzaju autoafirmacją i manifestem. Dobrze, że się pojawił. Zapewne jest on ważnym punktem w działalności oSz., zwłaszcza jako zwiastun następnych jego posunięć. Prawdopodobnie jest to z jego strony następny test, na ile może się posunąć w swojej już zupełnie nieukrywanej niechęci i wręcz wrogości nie tylko dla instytucji Kościoła, lecz jeszcze bardziej dla jego wiary i pobożności. 

Czy podjęte zostaną wobec niego jakieś kroki dyscyplinujące? Jest to mało prawdopodobne, gdyż po pierwsze widocznie ma poparcie swoich przełożonych zakonnych, a po drugie ma protektora w osobie abpa Rysia, który jest w stanie go wybronić nie tylko wobec konferencji biskupów polskich lecz jeszcze bardziej wobec władz rzymskich. Nie przypadkowo oSz. regularnie deklaruje swój podziw i wręcz uwielbienie dla Franciszka. To jest istotny element jego strategii. 

Pewne jest, że oSz. chodzi o rozszerzanie czy przynajmniej umacnianie swojej popularności. W imię tego celu jest gotów zaprzeczać nawet swoim wypowiedziom. Stąd nie jest wykluczone, że skoryguje czy odwoła swoje niektóre słowa, jeśli będzie to w interesie własnej popularności. Ta gra z naiwną publicznością i zarazem bezradną hierarchią będzie trwała tak długo, jak długo oSz. będzie się tym dobrze - to znaczy przyjemnie dla siebie - bawił. Z osobowości jest to duży narcystyczny dzieciak, co zwykle z czasem przeradza się w mniej czy bardziej brutalny despotyzm. Dopóki będzie miał z tego wymierne korzyści - w postaci popularności i też dochodowości materialnej - gra będzie trwała. Gdy przestanie go to bawić, zmieni reguły gry, dyktując oczywiście swoje, albo poszuka sobie innej zabawy, która będzie łechtała jego wybujałe ego. Należy się obawiać, że jego nienawiść dla katolicyzmu w połączeniu z zimną kalkulacją, iż będąc wewnątrz struktur kościelnych jest w stanie bardziej szkodzić Kościołowi i wierze naiwnych katolików niż poza nimi, będzie go motywowała do kontynuowania działalności w obecnej formie, przynajmniej dopóki nie zabraknie mu pomysłów dla tych ram. Iście demoniczna obłuda i przebiegłość będą mu w tym pomocne. Tym samym raczej nie należy się spodziewać formalnego zerwania z Kościołem z jego strony, chyba że zapragnie ułożyć sobie spokojniejsze życie u boku jakiejś niewiasty, zadowalając się exploatowaniem popularności zdobytej w habicie dominikańskim, zresztą skazanej na nieuchronne bladnięcie przynajmniej w Polsce. Mógłby oczywiście zacząć np. karierę polityczną o boku swojego byłego współbrata i poplecznika Hołowni. Jednak zapewne zdaje sobie sprawę z tego, iż jako polityk nie może liczyć na taką naiwność i szacunek pospólstwa jak ktoś występujący przynajmniej co jakiś czas w habicie. 

Na koniec jeszcze parę uwag o tym, jakie są przyczyny aż takiej popularności tego człowieka. 

Po pierwsze, jego talent medialny wraz z widocznym świetnym samopoczuciem przed kamerą. Jego wyraźnie bawi popisywanie się swoją gadatliwością, minami, gestami, a zwłaszcza tym, że się to ludziom podoba. Ten luzacki, zabawowy nastrój jest działaniem na uczucia, dzięki czemu odbiorcy łykają nawet grube absurdy, brednie i zaprzeczanie samemu sobie. 

Po drugie, profesjonalizm filmików, czyli wsparcie ludzi potrafiących to dobrze robić. 

Po trzecie, fatalny stan wiedzy religijnej wśród katolików, zwłaszcza młodych, co czyni ich bardzo łatwym łupem tego typu zwodzicieli medialnych (oSz. nie jest jedynym, aczkolwiek chyba najbardziej znanym i najbardziej profesjonalnym).

Po czwarte, kiepska jakość przekazu zarówno bezpośredniego jak też medialnego większości duchownych. Mam tutaj na myśli pewną widoczną sztuczność zachowania i mówienia, co jest odbierane jako brak autentyczności. Tutaj oSz. przebija swojskim, quasi autentycznym - choć dokładnie wytrenowanym - stylem, który sięga wręcz bezczelności i skandaliczności. To jest możliwe oczywiście dzięki pewności siebie, czyli pewności, że nic mu nie grozi ze strony przełożonych i władz kościelnych, cokolwiek by zrobił i powiedział. On jest sobą, bo wie, że może sobie na to pozwolić. 

Oczywiście dopiero współgranie i współdziałanie tych czynników składa się na jego sukces. Nie znam początków jego działalności, zwrócono mi na nią uwagę dopiero w związku ze sprawą Marcina Zielińskiego. 

Na pewno dochodzi jeszcze jeden czynnik, mianowicie powiązanie, a raczej nawet przynależność do sitwy tzw. charyzmatyków, czyli protestanckiej sekty pentekostalnej grasującej w ramach Kościoła katolickiego. W sposób oczywisty oSz. jest produktem i szczególnie wyexponowanym składnikiem podboju katolicyzmu w Polsce przez tę sektę. To dzięki jej poparciu i wypromowaniu oSz. osiągnął sukces medialny, czyli biznesowo-popularnościowy, niestety z fatalnymi skutkami dla Kościoła i stanu katolicyzmu w Polsce. 

Cóż pozostaje katolikom w takiej sytuacji?
Po pierwsze, modlić się i ofiarować za jego nawrócenie oraz otrzeźwienie dla gawiedzi, która naiwnie daje się zwodzić. 
Po drugie, należy demaskować jego fałsze, kłamstwa, błędy i herezje, ostrzegając nieświadomych i niekumatych. 
Po trzecie, należy słać skargi do władz kościelnych, zarówno zakonnych jak też diecezjalnych i rzymskich, domagając się przykładnego ukarania oSz. w celu nakłonienia go do nawrócenia i pokuty za zło wyrządzane duszom odbiorców i całemu Kościołowi. 


Post scriptum


Na prośbę P. T. Czytelników podaję najważniejsze adresy do pisania skarg:

Padre Gerard Francisco Parco Timoner III
Piazza Pietro d'Illiria, 1
00153 Rome
Italy
Phone: +39 06.579401
secretarius@curia.op.org


Sua Eminenza il Cardinale Prefetto
Piazza Pio XII, n. 3
00193 Roma
Italy
formularz kontaktowy: tutaj


Konferencja Episkopatu Polski
Skwer kard. Stefana Wyszyńskiego 6
01-015 Warszawa
centrala: 22 530 48 00, 22 530 48 01
fax: 22 838 09 67
e-mail: skep@episkopat.pl


Polska Prowincja Zakonu Kaznodziejskiego (oo. Dominikanów)
ul. Freta 10
00-227 Warszawa
tel.: +48 22 831 48 31
fax.: +48 22 635 74 39

Skargi najlepiej jest napisać własnymi słowami, konkretnie i zwięźle. Można się posłużyć krytyką podaną na niniejszym blogu. 

Czy wszyscy pochodzimy od Ewy?


Najpierw zasadniczo polecam nie słuchać o. Szustaka. Jak już wielokrotnie musiałem wykazywać (por. tutaj i wcześniejsze wpisy o jego wystąpieniach), popełnia on nagminnie głoszenie herezyj i fałszów. O wiele korzystniej można spędzić czas i poświęcić swoją energię na czytanie dzieł świętych Pańskich, dokumentów Kościoła, tradycyjnych podręczników teologii, czy chociażby katechizmu. Już w katechiźmie można znaleźć zasadniczą wiedzę zarówno co do charakteru Pisma św. i właściwego sposobu jego czytania, jak też co do biblijnej historii pierwszych rodziców. Zachęcam! 

Zaś co do pochodzenia od Ewy, to oczywiście nauczaniem Kościoła zawsze był i jest i obowiązuje monogenizm, czyli wspólne pochodzenie wszystkich ludzi. Podkreślił to ostatnio papież Pius XII w encyklice "Humani generis". To nie jest wprawdzie definicja dogmatyczna, ale prawda zawarta już w PIśmie św. i tym samym obowiązująca już na mocy autorytetu Pisma św. jako natchnionego przez Boga źródła Bożego Objawienia. 

Czy Kościół musi runąć?

 


Właściwie można przyjąć, że o. Adam Szustak już od dawna nie jest w stanie zaskoczyć (jedynym zaskoczeniem byłoby to, gdyby się nawrócił i odpokutował zatruwanie mentalne i emocjonalne, które od lat uskutecznia). Pisałem już parokrotnie o jego oszustwach i herezjach (por. tutaj). Tym razem przeszedł jednak samego siebie, już dość otwarcie opowiadając się nie tylko po stronie motłochu wylegającego na ulice w imię zabijania dzieci nienarodzonych i manifestującego swoją nienawiść do Kościoła. Otóż popełniając znowu bezczelnie następne fałszerstwa w posługiwaniu się Pismem św. dla swoich kłamliwo-manipulatorskich wywodów, zdemaskował się już dość wyraźnie, widocznie wciąż licząc na naiwność swoich fanów, tudzież bezkarność ze strony władz kościelnych (co w obecnym układzie jest niestety dość prawdopodobne). 

- O. Szustak mówiąc, że w tzw. aborcji dziecko "traci życie", unika powiedzenia, że ono jest po prostu bestialsko zabijane. Ten werbalny zabieg zapewne wynika z tego, że nie chce on urazić tych, którzy to popełniają, co świadczy o zwykłym tchórzostwie i obłudzie. 

- Twierdzi, że prawny zakaz aborcji "nic nie zmienia, bo to się dzieje w sercach ludzi". Widocznie nie słyszał nic ani o funkcji pedagogicznej prawa, ani o faktycznej skuteczności prawnego zakazu przynajmniej u bezmyślnych, którzy nie są zdolni do racjonalnej oceny moralnej, a jedynie groźba kary powstrzymuje ich od złego czynu. Tym samym o. Szustak powinien konsekwentnie opowiedzieć się także za legalizacją kradzieży, chuligańskiego bicia bezbronnych, narkotyków itd. itp. 

- Całe wystąpienie jest wręcz wesołe i to nie tylko spontanicznie, lecz widocznie jako takie zamierzone, w pełni świadomie i z uzasadnieniem. Już sam fakt takiej reakcji w obliczu ataków agresywnego wulgarnego motłochu nie tylko na kościoły, czyli budynki, lecz na Kościół jako taki, jest wyśmienitą autodemaskacją, niezależnie od zawartej w tym wręcz demonicznej bezczelności.  

- Nie mniej demoniczne, a to dogłębnie zakłamane jest, gdy tę swoją diabelską radość nazywa "wielką nadzieją", powołując się na przykład św. Pawła jako "świadka nadzieji". Trudno sobie wyobrazić większą bezczelność: apologeta motłochu domagającego się zupełnej bezkarności zabijania dzieci nienarodzonych przyrównuje siebie do Apostoła narodów. To byłoby nawet groteskowe, gdyby nie tragizm sytuacji, że ten człowiek od lat w habicie zakonu (niegdyś) katolickiego oszukuje ludzi, zwłaszcza młodych, wykorzystując bierność i zagubienie mentalno-teologiczne osób sprawujących obecnie władzę w Kościele.  

- Groteskowe, aczkolwiek świadczące albo o utracie kontaktu z rzeczywistością, albo znowu o dogłębnym zakłamaniu (albo o jednym i drugim) jest, gdy mówi, że mu "przed oczami stanęła Apokalipsa". Chodzi oczywiście o motłoch skandujący wulgarne nienawistne hasła w stronę świątyń katolickich. Znowu nasuwa się reflexja, czy on w ogóle zdaje sobie sprawę z tego, co mówi. Widocznie wystarczy mu upajanie się liczbą kliknięć, lajków i fanów, którą widocznie traktuje jako upoważnienie do sprzedawania im - także dosłownie przez Patronite'a - następnych bzdetów serwowanych z mieszanką kokieterii, błaznowania i zadowolenia ze siebie. 

- Natomiast bardzo poważne jest, gdy do swoich zakłamanych i dogłębnie obłudnych wywodów używa słów Pisma św. i to nawet przekręcając ich właściwą treść.  

Powołuje się na Łk 21, 25, a wystarczy spojrzeć na ten fragment, by wiedzieć, że nie ma on nic wspólnego z ulicznymi atakami motłochu na Kościół, państwo i świątynie: 


Jeszcze bardziej niesamowicie kłamliwe i zarazem bezczelne jest wykorzystanie słów Pana Jezusa w  
Łk 12, 49: 


O. Szustak, którego z powodu notorycznego bezwzględnego fałszowania nawet słów Pisma św. można nazwać trafnie oszustakiem, przyrównuje ogień, o którym mówi Pan Jezus, do nienawiści motłochu i swojej nienawiści, skierowanej bezpośrednio do Kościoła i sprawiedliwego wyroku Trybunału Konstytucyjnego, a ostatecznie do Bożego prawa naturalnego i Objawienia, które nakazują ochronę szczególnie bezbronnych i najsłabszych. 






Tym samym nie powinno właściwie dziwić nazwanie Kościoła "ladacznicą polityczną" i "nierządnicą babilońską". 





To pierwsze określenie jest przewrotnie kłamliwe i obłudne, ponieważ odnosi się do tego, że wyrok TK jest zgodny z nauczaniem Kościoła, co jest właśnie powodem ulicznego (i nie tylko) buntu lewactwa. Tym samym nie może być mowy o sprzedawaniu się Kościoła czy kogokolwiek, ponieważ na wyroku zyskują wyłącznie dzieci nienarodzone. Notabene: jedynym, kto się tutaj sprzedaje, jest właśnie o. Szustak, kasujący grube tysiące za obłudne bzdety wkładane do głów naiwnych. 



Natomiast nazwanie Kościoła "nierządnicą babilońską" - w nawiązaniu do Księgi Apokalipsy św. Jana, rozdziały 17-18 - świadczy znowu nie tylko o elementarnej nieznajomości Pisma bądź świadomym fałszowaniu jego teści, lecz zwłaszcza o kategoriach i horyzontach myślowych tego człowieka. Otóż zarówno z treści samej księgi (zwłaszcza Ap 17, 9.18) jak też z całej Tradycji począwszy od Ojców Kościoła aż do exegetów współczesnych wynika, że to określenie wskazuje na imperium rzymskie w znaczeniu typicznym, czyli imperium ziemskiego wrogiego wobec Chrystusa. Już chociażby św. Ireneusz z Lyonu, św. Hipolit Rzymski, Kasjodor i św. Andrzej z Cezarei i właściwie wszyscy teologowie katoliccy tak właśnie interpretują te słowa. Dopiero heretycy tacy jak Martin Luder i Savonarola odnosili to określenie do Kościoła rzymsko-katolickiego, czyli rządzonego przez papieży. Tym samym o. Szustak ponownie zdemaskował się jako myślący kategoriami antykatolickimi i heretyckimi. 

Na koniec jeszcze odpowiedź na pytanie tytułowe, dotyczące głównej tezy oszustaka.



Można by zapytać, czy rzeczywiście go aż tak zaćmiło na umyśle, że w ferworze nienawiści do Kościoła i zarazem miłości dla hołoty lewackiej, której zanosi herbatkę (jak sam się chwali pod koniec wystąpienia), zapomniał o słowach Pana Jezusa:

"A ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go" (Mt 16,18).

Oczywiście oszustak pokrętnie bredzi, że chodzi mu o "ten Kościół", a nie Kościół "ewangeliczny", tak jakby to były dwie różne rzeczywistości, tzn. jakoby istniał inny "Kościół ewangeliczny" i inny "Kościół ten". No cóż, wszyscy heretycy i herezjarchowie chcieli innego Kościoła, nie tego realnego, zbudowanego na fundamencie Apostołów, czyli Tradycji Apostolskiej i Piśmie św., którym oszustak - jak wszyscy heretycy w historii - kłamliwie się posługuje do swoich perfidnych bełkotów. Oszustakowi się marzy "mała trzódka", czyli on życzy sobie, by większość ludzi była z dala od Kościoła i prawdy Bożego Objawienia w Chrystusie. Dlatego właśnie popiera lewackie bunty i antychrześcijańskie, antyludzkie i ludobójcze prawodawstwo. Takie poglądy może głosić tylko zdeterminowany wróg Kościoła i Chrystusa, niezależnie od tego, jakim statusem czy szatą się posługuje.

Jak wytępić pogan, czyli kolejny fałsz o. Szustaka


W ramach urozmaicenia swojej taktyki o. Szustak posłużył się ostatnio cytatem z wypowiedzi Jana XXIII.
Sama ta wypowiedź ma wartość najwyżej aforystyczną, choć, dokładnie biorąc, jest dość bzdurna. Oczywiście można - przy odpowiedniej dozie wolnej woli - dopatrzeć się dobrej intencji tego zdania, ze strony zarówno Jana XXIII jak też o. Szustaka, mianowicie jako wezwania do wierności zasadom chrześcijaństwa, co jest oczywiście słuszne. Jednak także słuszne wezwanie czy napomnienie powinno mieć solidne podstawy teologiczne, gdyż w przeciwnym razie naraża się na słuszne zarzuty i tym samym podważenie.

Przypatrzmy się nieco bliżej.
Po pierwsze, cóż oznacza "zachowywanie się jak prawdziwy chrześcijanin"? Nie wynika to w żaden sposób z tego wystąpienia. Tym samym odbiorca może włożyć taki sens, jaki mu pasuje czy akurat się nadarza. Jest dość prawdopodobne, że będzie w tym przynajmniej poważna domieszka niewiedzy, samowoli i fałszu.
Po drugie, można oczekiwać powszechnej zgody na następującą odpowiedź: wyznacznikiem bycia chrześcijaninem jest przykład i wskazania Jezusa Chrystusa. Czy o. Szustak o tym pomyślał? Widocznie nie pomyślał. Gdyby bowiem pomyślał, to by sobie uświadomił, że nauczanie i przykład nawet samego Jezusa Chrystusa nie spowodował wyrugowania Jego wrogów nawet w najbliższym otoczeniu. Co więc stoi za tym bzdurnym i - można zupełnie spokojnie powiedzieć - durnym zdaniem?

Teologicznie sprawę biorąc, stoi za tym zaprzeczenie faktowi, że ateizm (bo chyba o to tutaj chodzi) jest grzechem, czyli wolnym wyborem, który obciąża odpowiedzialnością i winą tak wybierającego. Oczywiście wiele jest przyczyn i czynników prowadzących do tego, że ktoś jest czy staje się ateistą. Do nich należy także zgorszenie, za które odpowiadają chrześcijanie. Należy jednak równocześnie pamiętać, że - a należy to do Bożej ekonomii zbawienia - nigdy nie będzie tak, że wszyscy chrześcijanie będą świętymi. Zresztą także święci nie powodowali masowych nawróceń w swoim otoczeniu, ani tym bardziej zupełnego zaniku niewiary i zła.

Tak więc prawdziwy i wyważony apel powinien zostać skierowany zarówno do wierzących, nawołując ich do wierności prawdzie, w którą wierzą, jak też do niewierzących, którzy bardzo chętnie usprawiedliwiają swoją niewiarę zgorszeniem, którego sprawcami są chrześcijanie. Jednego i drugie niestety brakuje w wystąpieniach o. Szustaka.

Czy Kościół został stworzony przez człowieka?



To już właściwie nie jest wcale zaskakujące, że o. Szustak "zaskoczył" kolejnym wystąpieniem (o poprzednich jest tutaj wraz z linkami do wcześniejszych), które jest mieszanką herezji, niedouczenia i arogancji. Mieszanka została podana znowu sugestywnie z pozą mającą stworzyć pozory kompetencji, oryginalności i miłości do odbiorcy.

Po kolei:

1. O. Szustak cytuje słowa swojego współbrata Jacka Szymczaka, przeciwstawiające "religijność" z jednej strony i "wiarę" z drugiej. To odróżnienie o. Szustak uważa za "kluczowe": "religijność odpowiada na pytanie: co robić, natomiast wiara odpowiada na pytanie: kim jestem". Na tych słowach opiera swoje wywody.

Jest to właściwie nic innego jak podwórkowa wersja poglądu słynnego protestanckiego teologa Karl'a Barth'a:
"Religia jest niewiarą. Religia jest sprawą, należy wręcz powiedzieć: jest sprawą bezbożnego człowieka."

(źródło tutaj)


To bzdurne zdanie protestanta należy rozumieć w kontekście fałszywego, typowego dla protestantyzmu przeciwstawienia uczynków w znaczeniu czynnej religijności z jednej, a "wiary" rozumianej jako irracjonalny akt z drugiej strony. W myśleniu protestanckim natura człowieka jest wskutek grzechu pierworodnego tak skażona grzechem i zepsuta, że nie jest zdolna do dobrych uczynków. Dlatego człowiek jest zdany na uczuciową wiarę, która właściwie nie musi i nie może prowadzić ani do praktyk religijnych ani do moralnego życia. No cóż. Dobrze wiedzieć, jakie zasady głosi swoim odbiorcom o. Szustak. Dlatego nie dziwi, że ma tyle fanów, skoro według niego wystarczy mieć naiwną, uczuciową "wiarę", nie związaną z żadnymi wymaganiami praktycznymi.


2. O. Szustak odróżnia i przeciwstawia "religijny system kościelny" w znaczeniu "kościołów, liturgii, administracji, zasad kościelnych, prawa kościelnego", które nazywa "ustanowionymi przez człowieka", "prawdziwej wierze nastawionej na spotkanie z Bogiem", czyli "bycie religijnym" w znaczeniu "zachowań, praktyk, zwyczajów" z jednej strony oraz "bycie wierzącym" z drugiej.



Wygląda na to, że o. Szustak albo nie wie, że liturgią jest sprawowanie sakramentów ustanowionych przez Jezusa Chrystusa (czemu zaprzeczają apostaci), albo odrzuca katolicką prawdę wiary, że sakramenty są ustanowione przez Jezusa Chrystusa, nie przez Kościół. A wystarczy znać nowy katechizm:


Według nauczania Kościoła sprawowanie i przyjmowanie sakramentów jest nie tylko czynnością wiary, lecz także wymaga spełnienia odpowiednich kryteriów moralnych, zarówno poprzedzających jak też wynikających z sakramentów. Kto oddziela wiarę od praktyk sakramentalnych i moralnych, ten nie tylko wzywa do bezczeszczenia sakramentów, lecz także do lekceważenia wymagań wynikających z wiary.


3. Pochwalenie "załamania systemu kościelnego", mianowicie faktu, że "zamarł Kościół instytucjonalny, liturgiczny, sakramentalny w jego najbardziej powszechnym znaczeniu".



Te słowa świadczą, że o. Szustak albo nie zna i nie rozumie wartości sakramentów według nauczania Kościoła, albo tę wartość odrzuca, albo jedno i drugie. Katechizm naucza:


W każdym razie jego entuzjastycznego zachwytu faktem "zamarcia" sprawowania sakramentów świętych nie można nazwać inaczej jak wręcz diabelskim.


4. "Wiara potrzebuje, ale nie w sposób konieczny, swojego wyrazu w instytucjach, w praktykach, zwyczajach, zachowaniach, nabożeństwach, sakramentach itd.", ponieważ "wiara się w nich wyraża", ale "bez nich wiara nie znika", "bez nich wiara nie przestaje być pusta, dlatego, że to ona jest sednem, a nie te praktyki są sednem"; "wiara bez religijności może istnieć".



Mamy tutaj znowu dowód nie tylko braku katolickiego rozumienia sakramentów, lecz ich fałszywe ujęcie, mianowicie protestanckie. Jak mówi już wyżej podany cytat z katechizmu, sakramenty są zbawczym działaniem Jezusa Chrystusa przez posługę Kościoła, a nie wyrazem wiary, zwłaszcza nie w tym sensie, jak ją ujmuje o. Szustak, czyli niezobowiązującego uczucia.

Ponadto o. Szustak popełnia w tym miejscu zdanie (min 6:30), które samo w sobie jest absurdalne, ale pasuje do o. Szustakowego pojęcia "wiary" (nawet jeśli to zdanie jest pomyłką Freudowską, czyli nieopacznym powiedzeniem czegoś, czego się nie chciało powiedzieć, a co świadczy o myśleniu):


 Rzeczywiście wiara, którą głosi o. Szustak jest pusta. Bo nie jest to wiara katolicka.


5. "Pan Bóg zabrał nam to" czyli praktyki religijne, "sytuacja nam ucięła naszą religijność i chwała Bogu". 

Tutaj znowu o. Szustak się mota w swoich myślach i słowach, bo raz mówi, że Pan Bóg zabrał, co jest bluźnierstwem, a potem wymyka się powiedzeniem, że to sytuacja jest winna, ale jednak dziękuje Panu Bogu za to i tym samym przypisuje odpowiedzialność, czyli potwierdza bluźnierstwo. A jest ono fałszywe zarówno faktograficznie, gdyż to rządzący nałożyli zakaz publicznego sprawowania liturgii, jak też teologicznie, gdyż Panu Bogu nie można przypisywać odpowiedzialności za złe decyzje i czyny ludzkie.


6. "Sednem nie są sakramenty (...) w znaczeniu tej zewnętrznej otoczki, którą im nadaliśmy". 

O. Szustak znowu się plącze, próbując zasugerować, jakoby nie powiedział tego, co powiedział. I popełnia przy tym nie tylko kłamstwo lecz następną bzdurę. Wiadomo przecież, że obecnie ograniczenia nie dotyczą tylko "otoczki" sakramentów, lecz w ogóle ich sprawowania, przynajmniej z udziałem ludu, a nawet zupełnie. Czy jedynie "otoczką" jest uczestniczenie wiernych we Mszy św. i przyjmowanie Komunii św.? Czyż "otoczką" jest przystępowanie do spowiedzi świętej, chrzczenie dzieci, udzielanie bierzmowania itd.? Czyżby o. Szustak tak był skupiony na maskowaniu swego krętactwa, że nawet nie zauważa, jakie kłamstwa i bzdury plecie?


7. Zgodnie ze swoją exponowaną manierą rzekomego miłośnika i znawcy Pisma św., o. Szustak w swoim obrzydzaniu praktyk religijnych podpiera się słowami proroka Izajasza. Jednak widocznie nie doczytał do końca fragmentu, na który się powołuje, gdyż zawiera on wprost wskazanie na zobowiązania do praktyk moralnych:


Ponadto powoływanie się na ten fragment w argumentacji przeciw sakramentom Kościoła jest bluźnierczym pomyleniem ich z kultem starotestamentalnym, który był jedynie niedoskonałą zapowiedzią prawdziwego kultu Nowego Testamentu, do którego istoty należą zobowiązania moralne i wewnętrzne, właśnie czystość serca oraz czynne wypełnianie przykazania miłości Boga i bliźniego. 


8. Kończąc wątek, będąc widocznie świadomym bzdurności tego, co powiedział, słusznie się spodziewa krytyki, którą odrzuca jednym zdaniem: "wiem, że zaraz będą głosy: Szustak oczywiście zanegował sakramenty, zanegował instytucję Kościoła, nie, nie zanegował, tylko o co tak nam na prawdę chodzi?". 

W taki to krętacki sposób o. Szustak próbuje wyszydzić tych, który ośmielają się wskazać na jego bzdurne, heretyckie i bluźniercze wywody zwodzicielskie. I widocznie uważa swoich odbiorców za idiotów, którzy nie potrafią dostrzec krętactwa i obłudy, a łykają zupełnie bezkrytycznie każde jego zdanie, nawet jeśli jest ono ewidentnie sprzeczne z prostymi faktami i jego innymi zdaniami. 


9. "Ogromna część naszej wiary katolickiej jest zbudowana na zabobonach, na strachu, na prymitywnych lękach, na niewiedzy, na przesądach, na chęci poczucia bezpieczeństwa, i dlatego łapiemy się najprostszych wyjaśniających rzeczywistość ideologii, które nie mają nic wspólnego z tajemnicą Ewangelii, z tajemnicą tego, czym jest rzeczywistość, kim jest Pan Bóg, z tajemnicą Boga itd."

Cóż. Także to zdanie stanowi mieszankę kłamstwa, obłudy, bluźnierstwa i bezczelności. W najlepszym wypadku o. Szustak widocznie nie wie, na czym zbudowana jest wiara katolicka, której najwidoczniej nie zna, gdyż głosi treści o wiele bardziej protestanckie niż katolickie. Tym samym jego wiara ewidentnie nie jest wiarą katolicką.

Oczywiście słuszna jest krytyka i odrzucenie budowania swojej osobistej "wiary" - w znaczeniu prezentowanym przez o. Szustaka - na prywatnych objawieniach, zwykle fałszywych, czy prywatnych naukach wygłaszanych w stylu quasi prorockim. Brakuje tu jednak powiedzenia, jakie są prawdziwe podstawy wiary katolickiej. Dlaczego o. Szustak tego nie mówi, a mówi jedynie tajemniczo o "tajemnicach"? Powodu można się domyślać na podstawie całości "nauczania" o. Szustaka: jego źródła widocznie są tego samego rodzaju, mianowicie niekatolickie, lecz protestanckie i paraprotestanckie - fałszywe ideologie pseudocharyzmatyków i tym podobnych sekciarzy.

Wskazuje na to wyszydzenie "chęci poczucia bezpieczeństwa". Widocznie o. Szustakowi nie podoba się, że wiara katolicka, która jest oparta na Bożym Objawieniu, właśnie daje poczucie bezpieczeństwa, czyli pewność trwania w prawdzie objawionej przez samego Boga. Właśnie ten, kto nie przyjmuje tej pewności - jak protestanci i pochodzące od nich sekty - szuka bezpieczeństwa w sensacjach i przeżyciach łechtających uczucia i ciekawość. Dlatego podatność na fałszywych "proroków" jest ściśle powiązana z protestantyzacją, którą o. Szustak tak perfidnie uprawia.

Czy Pan Jezus był świeckim?


W związku z powyższym wystąpieniem o. Szustaka otrzymałem prośbę o wyjaśnienie:



Odpowiadając w skrócie niestety muszę stwierdzić, że o. Szustak ponownie wprowadza publiczność w błąd. Nawet jeśli czyni to z niewiedzy, to jest ona poważna, zawiniona i karygodna, ponieważ kapłan ma obowiązek i możliwość zdobyć wiedzę w temacie zanim się wypowie, gdyż są to sprawy ogólnodostępne chociażby w podręcznikach teologii i nawet w katechiźmie.

Zwrócę uwagę na główne kwestie.

1. O. Szustak twierdzi, że wraz z Wielkim Czwartkiem kończy się Wielki Post. Otóż się myli. Powinien sobie chociażby przeliczyć dni od Środy Popielcowej, a wtedy będzie wiedział, kiedy się kończy okres 40-dniowy (odejmując niedziele, gdyż są one "małym Zmartwychwstaniem"). Zarówno liczebnie jak też liturgiczne Wielki Post się kończy dopiero Wigilią Paschalną. Oczywiście jego trzy ostanie dni - Triduum Sacrum - mają szczególny charakter. Należą one jednak także do okresu pokutnego i szczególnego rozpamiętywania Męki Pańskiej.

2. O. Szustak twierdzi, że brak błogosławieństwa we Wielki Czwartek i Piątek oznacza trwanie i jedność liturgii Triduum. Jest to znowu tylko domorosła teoryjka, nie mająca żadnych podstaw ani w teologii ani w samej liturgii. Gdyby o. Szustak miał pojęcie o liturgii tradycyjnej, to by wiedział, że nie ma w niej żadnych błogosławieństw w liturgii żałobnej. Ten charakter żałobny został przeniesiony do liturgii Triduum także w Novus Ordo.

3. Delikatnie mówiąc dziwna - i to bardzo - jest wspomniana przez o. Szustaka a stosowana w klasztorze dominikanów w Krakowie praktyka spożywania konsekrowanych hostij "garściami". Mam nadzieję, że chodzi o spożywanie w ramach Komunii św., a nie w sensie objadania się opłatkami. Szkoda, że o. Szustak tego bliżej nie wyjaśnił, żeby uniknąć nieporozumień i tym samym możliwego zgorszenia.

4. Najszerzej potraktowaną kwestią jest charakter Wielkiego Czwartku w związku z ustanowieniem kapłaństwa, a dokładniej sakramentu święceń. Tutaj o. Szustak twierdzi wprost, że
- Pan Jezus "był świeckim"
- chodzi o kapłaństwo na "wasz" i "mój sposób"
- to samo kapłaństwo Chrystusowe "wyraża się na różny sposób"
- istota kapłaństwa Chrystusowego "wyraża się w służbie"
- dlatego "dzień kapłaństwa" to "dzień tych, którzy służą"

No cóż, taki stek przekłamań, przekręceń i bzdetów, nie zawsze zdarza się nawet o. Szustakowi.

Po pierwsze, o. Szustak powinien przynajmniej określić, co rozumie przez bycie świeckim. Prawdą jest, że Jezus Chrystus nie pochodził z pokolenia kapłaństwa starotestamentalnego czyli Lewiego. Jednak gdyby o. Szustak znał Pismo św., zwłaszcza List do Hebrajczyków, to by wiedział, że Pan Jezus jest w nim nazwany "kapłanem według porządku Melchizedeka" (Hb 5, 6-10):


Tak samo Pan Jezus nie był świeckim ani co do swej Osoby ani posłannictwa ani stylu życia. Pod wszystkimi względami był o wiele bardziej duchownym niż kapłani starotestamentalni, którzy poza okresową, turnusową służbą w świątyni prowadzili zwykłe życie świeckie, w tym także rodzinne. Zawężanie pojęcia stanu kapłańskiego do dziedzicznego kapłaństwa starotestamentalnego jest więc zarówno historycznie jak też teologicznie fałszywe. Szczególnie ważny jest aspekt chrystologiczny, czyli boskie pochodzenie i godność Jezusa Chrystusa oraz Jego zbawcze pośrednictwo między Bogiem a ludźmi. Doprawdy nie do pojęcia jest powiedzenie, że Pan Jezus był osobą świecką. To można właściwie zakwalifikować do bluźnierstwa.

Podobnie jest z twierdzeniem o. Szustaka, że udział świeckich i duchownych w kapłaństwie Jezusa Chrystusa różni się "sposobem", niczym więcej. Widocznie o. Szustak nie zna nawet nauczania Vaticanum II, które wyraźnie mówi:


Podsumowując:
Niestety znowu widać zarówno poważne braki w wykształceniu teologicznym, nawet w znajomości Pisma św., jak też znaczące skrzywienie poglądów ku protestantyzmowi. Tym samym o. Szustak oraz jego przełożeni mają na sumieniu wprowadzanie w błąd i w heretyckie, nawet bluźniercze poglądy, tych, którzy odbierają jego wystąpienia. Tym samym nadal trwa zwodzenie i oszukiwanie ludzi, którzy pragnąc nauczania Kościoła faszerowani są fałszywymi treściami.



Post scriptum

1.
W związku z tym otrzymałem pytanie wymagające dopowiedzenia:



Odpowiedź jest krótka: 
Fakt wypowiedzenia kłamstwa przez bpa Rysia nie sprawia, że przestaje być kłamstwem. 

Zresztą akurat bp Rysiowi nierzadko się to zdarza. Już jego książka o celibacie, napisana w czasie gdy był jeszcze profesorem historii Kościoła, jest niestety jednym wielkim - choć objętościowo małym - kłamstwem i oszustwem na czytelnikach. 


2. 
I jeszcze jedno dopowiedzenie na życzenie:



1. Zasada domniemania niewinności dotyczy stanu przed zbadaniem sprawy i orzeczeniem winy. W tym wypadku sprawa jest zbadana i oczywista, gdyż 
- wypowiedzi są ewidentnie fałszywe w sprawach, na które wskazałem,
- o. Szustak ma obowiązek przygotowania się do publicznej wypowiedzi przynajmniej na podstawie katechizmu i podręczników teologii.
Tak więc wina polega przynajmniej na tym, że się nie przygotował, a to jest nie do usprawiedliwienia, gdyż to są sprawy z zakresu podstawowej wiedzy teologicznej przerabianej na zasadniczych studiach. Tym samym de facto o. Szustak w sposób zawiniony wprowadza ludzi w błąd, sugerujący przy tym, że jest osobą kompetentną i przygotowaną do nauczania wiary katolickiej. Przynajmniej na tym polega kłamstwo i oszustwo. 

2. Nie wiem, skąd pochodzi podany cytat. W każdym razie głosi nieprawdę. Wystarczy sobie policzyć dni od Środy Popielcowej. A wypada umieć liczyć w takim zakresie.