Natomiast opętanie w sensie ścisłym - czyli pewnego rodzaju władanie przez szatana przynajmniej ciałem i psychiką człowieka (co nie musi być widocznie stale, lecz jedynie w pewnych momentach czy sytuacjach) - zawsze jest skutkiem wolnych wyborów człowieka czyli grzechów, zwłaszcza tych popełnianych z premedytacją i bez woli nawrócenia i poprawy.
Odpowiadam w oparciu o Tradycję, Pismo św. oraz dokumenty Magisterium Kościoła. Nazywam się Dariusz Józef Olewiński. Jestem kapłanem Archidiecezji Wiedeńskiej. Tytuł doktora teologii przyznano mi na Uniwersytecie w Monachium na podstawie pracy doktorskiej przyjętej przez późniejszego Prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, kard. Gerharda L. Müllera oraz examen rigorosum z oceną "summa cum laude". Od 2005 r. prowadziłem seminaria na uniwersytecie w Monachium oraz wykłady w seminarium duchownym.
Czy szatan może opętać dziecko w łonie matki?
Natomiast opętanie w sensie ścisłym - czyli pewnego rodzaju władanie przez szatana przynajmniej ciałem i psychiką człowieka (co nie musi być widocznie stale, lecz jedynie w pewnych momentach czy sytuacjach) - zawsze jest skutkiem wolnych wyborów człowieka czyli grzechów, zwłaszcza tych popełnianych z premedytacją i bez woli nawrócenia i poprawy.
Udzielanie Komunii św. niemowlętom
Sprawa jest nieco złożona.
Należy zacząć od powodów i przyczyn tej praktyki.
Przyczyną historyczną jest upowszechnienie udzielania Chrztu św. niemowlętom, co miało miejsce już w starożytności wraz z pojawianiem się rodzin chrześcijańskich czyli z rodzeniem się dzieci w takich rodzinach, które chciały też swoje dzieci wychowywać we wierze w Chrystusa. Sprowadziło to kwestię obrzędu, jaki należy wykonać wobec dzieci. Najprostszym rozwiązaniem było zastosowanie tych wszystkich obrzędów, które były stosowane też wobec dorosłych, czyli wraz z udzieleniem Komunii św. i Bierzmowania.
Na terenach obrządku łacińskiego nastąpiło dostosowanie obrzędu do niemowląt, czyli oddzielenie pierwszego udzielenia Komunii św. oraz Bierzmowania od Chrztu św. Jest to jak najbardziej słuszne duszpastersko i owocne.
Przyznaję, że nie jestem w stanie się wypowiedzieć stanowczo co do stanu tej kwestii we wszystkich obrządkach wschodnich, zarówno historycznie jak też co do stanu obecnego. Prawdopodobne jednak wydaje mi się, że taka praktyka dotyczy ich wszystkich, przynajmniej aktualnie. Zaś za przyczynę należy uznać niepełną, nie dość rozwiniętą i tym samym wybrakowaną doktrynę odnośnie do grzechu pierworodnego i tym samym teologiczno-sakramentologicznego znaczenia sakramentu Chrztu św. Mówiąc w skrócie można powiedzieć, że w rozumieniu obrządków wschodnich ten sakrament jest włączeniem w Kościół czyli wspólnotę mistycznego Ciała Chrystusowego, co daje też pełnię łaski oraz praw i obowiązków wynikających z tejże przynależności. Oczywiście nie jest to rozumienie fałszywe, jednak w pewnym sensie niezupełne i jednostronne. Pomija bowiem znaczenie wolnej woli człowieka, czyli jego wolnego wyboru wiary w Jezusa Chrystusa wraz z odpowiednimi decyzjami życiowymi i moralnymi. Te dziedziny myśli teologicznej zostały rozwinięte w teologii łacińskiej począwszy od starożytności i to miało wpływ na odpowiednią praktykę sakramentologiczną w tymże obrządku.
Co do skutków praktyki wschodniackiej należy odróżnić między porządkiem łaski (czyli charytologii) a porządkiem pastoralnym. Pod tym pierwszym względem udzielenie Komunii św. niemowlęciu jest cenne, choć nie konieczne dla zbawienia jego duszy. Pod drugim względem może być to o tyle niekorzystne, o ile oznacza brak sposobności i też dbałości o pouczanie dziecka wraz z jego dorastaniem w prawdach wiary i o pedagogiczne oddziaływanie nań dla wdrożenia w życie chrześcijańskie, co wymaga zarówno odpowiedniej, dostosowanej do wieku wiedzy jak też ćwiczenia w cnotach, czemu służy głównie sakrament Pokuty czyli spowiedź sakramentalna. Oddzielenie Komunii św. od tego sakramentu może mieć poważne i bardzo zgubne skutki dla duszpasterstwa i stanu dusz.
Dlaczego dzieci umierają?
Okres świąt i same święta, w szczególności święta Bożego Narodzenia, które są świętem rodznnym, bywają bolesne dla osieroconych rodziców. Podczas gdy inni rodzice są zajęci przygotowaniem prezentów dla swoich dzieci, to rodzice, którym śmierć odebrała dziecko, przeżywają wspomnienia przynajmniej z nostalgią, zadumą i tęsknotą, a zwykle z odświeżonym bólem po stracie. Jak teolog może pomóc takim rodzicom, oprócz zrozumienia i współczucia? Za dramatycznym osobistym pytaniem: "dlaczego Pan Bóg dopuścił na mnie coś takiego?" znajduje się pytanie ogólne, teologiczne: dlaczego Pan Bóg nie tylko dopuszcza taki dramat rodziców i rodziny, lecz widocznie umieścił go w swoim planie stworzenia i zbawienia? Rozważenie tego pytania nie tylko wymaga pewnego uspokojenia emocji, zarówno buntu jak też współczucia, by być w stanie do racjonalnej reflexji. Reflexja w świetle wiary pomaga i warunkuje uspokojenie odruchów i uczuć.
Po pierwsze, śmierć dziecka, także dorosłego, oznacza, że wychowujemy dzieci nie dla siebie i ostatecznie nie dla potrzeb i zadań doczesnych, lecz dla wieczności, do życia wiecznego. Niezbędna jest więc troska o duszę dziecka, o jej kondycję i zbawienie. O tym właśnie zwykle zapominają nawet rodzice wierzący i uważający się za dobrych katolików.
Po drugie, odejście dziecka do wieczności, a to w nadzieji szczęśliwości wiecznej, odnawia i wzmacnia naszą tęsknotę ku niebu, ku życiu z Bogiem, gdzie będziemy bezpieczni. Ta nadzieja jest szczególnie aktualna w sytuacji utraty doczesnej każdej ukochanej osoby, także dorosłej i starszej. Jednak w przypadku odejścia dziecka jego nieobecność oznaczająca utratę ziemskich planów, pragnień i nadzieji jest szczególnym wyzwaniem i próbą nadprzyrodzonej cnoty nadziei, wypływającej z wiary.
W świetle tych prawd takie bolesne doświadczenie jawi się jako szczególna pomoc w zbawieniu dusz nas, którzy jeszcze żyjemy w doczesności.
Jakie są obowiązki dziadków?
Chodzi oczywiście o dziadków w znaczeniu obojga będących rodzicami rodziców. W innych językach są szczęśliwsze określenia, jak angielskie grandparents, niemieckie Großeltern, francuskie grands parents. Polskie określenie nawiązuje prawdopodobnie do łacińskiego avi (gen. avorum), przy czym avus to dziadek, zaś avia to babka.
Należy odróżnić obowiązki wobec siebie nawzajem od obowiązków względem swoich dzieci, następnie względem ich potomstwa, mimo oczywistych styczności i powiązań.
Obowiązki wobec siebie nawzajem wynikają ze stanu małżeńskiego, zwłaszcza z sakramentu małżeństwa. Nie wchodząc na tym miejscu w problematykę celów małżeństwa, ich kolejności i priorytetów, wystarczy stwierdzić, że wraz ze spełnieniem obowiązku wydania na świat i wychowania potomstwa po osiągnięciu przez nie dojrzałości i samodzielności pozostaje do spełnienia niezmiennie obowiązek wierności, czyli wzajemnej pomocy duchowo-cielesnej, zgodnie z naturą małżeństwa (już nawet naturalnego, a tym bardziej sakramentalnego). Ten cel małżeństwa nabiera wagi, gdy dorosłe dzieci żyją niezależnie od rodziców. Wówczas małżonkowie mogą więcej uwagi poświęcić sobie nawzajem, swojej relacji, swojemu i wspólnemu dobru duchowo-cielesnemu, a także aktywności dla szerszej społeczności, czy to świeckiej, czy religijnej, oczywiście nie wyłączając swoich dzieci i wnuków.
Obowiązki wobec swoich dzieci ulegają naturalnej zmianie, gdy one są dorosłe i zdolne do zapewnienia sobie utrzymania, a zwłaszcza do założenia swojej rodziny. Chodzi o zdolność zwykłą, czyli wtedy, gdy na przeszkodzie dla samodzielności nie stoi poważna niepełnosprawność fizyczna czy psychiczna. Taką przeszkodą nie są wady osobowości, gdyż nad wadami można i należy pracować, i można je przezwyciężyć, także w wieku dojrzałym. Jeśli rodzice w procesie wychowania zaniedbali obowiązku właściwego ukształtowania osobowości dziecka, czy też z innych powodów doszło do niedorozwoju czy skrzywienia osobowości, to rozwiązaniem nie jest utwierdzanie dziecka w tym stanie, lecz - oczywiście odpowiednie do wieku - staranie i pomoc ku właściwemu rozwojowi i osiągnięciu samodzielności. Przykładowo: jeśli dziecko mimo dorosłego wieku i wystarczającej sprawności przynajmniej fizycznej nie zapewnia sobie utrzymania, to rozwiązaniem - i zarazem obowiązkiem rodziców - nie jest dawanie utrzymania, lecz takie działanie, by dziecko samo zapewniło sobie utrzymanie. Oczywiście mogą występować sytuacje, gdy dziecko dorosłe przejściowo potrzebuje pomocy rodziców także materialnej, na przykład by zdobyć nowe czy inne odpowiednie kwalifikacje zawodowe. Wówczas musi być jasne, że rodziców stać na taką pomoc i że będzie to pomoc doraźna, wyjątkowa i skuteczna, czyli rozwiązująca problem, a nie będzie sposobem na jednorazowe czy regularne wykorzystywanie dobroci czy naiwności rodziców.
Nierzadko się zdarza, iż zaniedbania w procesie wychowania są później zastępowane nadtroskliwością i to o znamionach wręcz destrukcyjnej patologii, jeszcze bardziej szkodliwej dla osobowości dziecka, a także dla jego ewentualnej rodziny. Obydwie skrajności są od złego i obydwóch należy się pilnie wystrzegać. Konieczne jest przestrzeganie zasad wynikających wprost czy pośrednio z prawa naturalnego i objawionego, zwłaszcza z sakramentalnego charakteru związku małżeńskiego. W skrócie:
1. Wydanie i wychowanie potomstwa nie jest prywatną sprawą rodziców, lecz wynika z istoty małżeństwa jako instytucji społecznej. Tym samym dzieci nie są własnością rodziców ani w momencie poczęcia, urodzenia, na jakimkolwiek etapie rozwoju i wychowania, a także wtedy, gdy są już dorosłe i przynajmniej powinny być zdolne do samodzielnego życia.
2. Wynika z tego nie prawo do braku staranności i odpowiedzialności w wychowaniu, lecz wręcz przeciwnie: skoro dziecko jest powierzone rodzicom do wychowania na chwałę Bożą i na pożytek dla rodzaju ludzkiego, to oznacza to tym większą wagę i odpowiedzialność.
3. Wynika z tego także respektowanie godności ludzkiej i tym samym wolności dziecka, która oczywiście nie jest i nie może być absolutna, lecz zawsze tylko względna, to znaczy zależna od porządku prawdy i dobra, który jest obiektywny i normatywny. Zadaniem rodziców jest ukazanie dziecku tego porządku oraz wyposażenie go w sprawność w jego respektowaniu, czyli w cnoty.
4. Wykonywanie tego zadania zależy od etapu rozwoju dziecka i od jego stanu. Na czym innym polega wychowanie w wieku dziecięcym, następnie w wieku młodzieńczym i potem dorosłym. W pewnym sensie wychowanie i troska dotyczą także dorosłego i samodzielnego dziecka, aczkolwiek w innym sposób. Zwykle zachodzi pokusa traktowania dorosłego dziecka, nawet takiego, które założyło własną rodzinę, na poziomie młodzieńczym czy wręcz dziecięcym. Z całą pewnością nie jest to pomocne w żaden sposób, choć może być dla którejś ze stron, niekiedy nawet dla obydwóch, łatwiejsze i komfortowe. Szczególnie groźną pokusą jest ingerowanie w życie małżeńskie dorosłego dziecka, co nierzadko prowadzi do rozbicia rodzin i tragedii życiowych. Szczególnej roztropności wymaga dostosowanie troski rodzicielskiej do problemów dorosłego dziecka. Tzw. ślepa miłość, czyli przerost uczuć nad zdrowym rozsądkiem, czym grzeszą zwykle matki, zwykle nie tylko potęguje, lecz często wręcz powoduje problemy w rodzinie dziecka.
5. Lekarstwem na skrzywione czy wręcz patologiczne stosunki jest prawda Boża. Jej główne składniki to
- grzeszność każdego i konieczność nawrócenia,
- spełnienie człowieczeństwa jedynie w autentycznej miłości Boga i bliźniego,
- co zakłada zarówno prawo naturalne poznawalne rozumowo, jak też prawo Boże objawione, czyli prawdziwą religię, jaką jest katolicyzm (oczywiście ten autentyczny, nieskażony modernizmem).
Dlatego najważniejszym środkiem jest regularna i szczera spowiedź na zasadzie kierownictwa duchowego czy przynajmniej stałej opieki duszpasterskiej. Mądry duszpasterz powinien rozeznać sytuację rodzinną przez wysłuchanie wszystkich stron konfliktu. W razie konieczności powinien skierować do poradnictwa specjalistycznego, oczywiście mając na uwadze przede wszystkim zbawienie dusz, a nie powodzenie doczesne. Wiele problemów, o ile nie wszystkie biorą się z odwrócenia priorytetów, gdy na pierwszym miejscu stawia się dobra doczesne, a brakuje troski o zbawienie dusz. Tutaj oczywiście istnieje problem wolnej woli, gdyż nikogo nie można zmusić ani do nawrócenia, ani do starania o zbawienie swojej duszy. Wówczas swoistym wyzwaniem dla wierzących jest takie kierowanie swoim postępowaniem, by nie dawać powodów do zgorszenia, a starać się przez cierpliwą postawę chrześcijańską - która oczywiście nie może oznaczać uległości czy pobłażliwości dla zła - zdobyć dusze bliźnich dla Bożej łaski.
6. Szczególnym przypadkiem jest stosunek do zięcia czy synowej, oraz ich dzieci czyli wnuków. Tutaj także naczelną zasadą jest jedność małżeńska. Oznacza to, iż jedność i trwałość małżeństwa jest nadrzędna względem relacji między rodzicami i ich dzieckiem. Zaistnienie zięcia czy synowej konstytuuje nową, inną relację między rodzicami a dzieckiem. W pewnym sensie ich rodzicielstwo rozkłada się odtąd także na zięcia czy synową. Równocześnie nie kończy się relacja między zięciem czy synową a jego czy jej rodzicami, aczkolwiek także staje się - powinna się stać - nowa i inna. Odtąd staraniem obydwu par rodziców (czyli teściów) powinno być przede wszystkim pomaganie w utrzymaniu i pogłębianiu jedności małżeńskiej, a nie jakiekolwiek zatrzymywanie swojego dziecka dla siebie. To nastawienie powinno określać także stosunek do wnuków jako owoców jedności małżeńskiej. Na pewno fałszywe byłyby próby przeciągnięcia ich na swoją stronę, jakkolwiek byłyby podejmowane. Jedność małżeńska rodziców - a nie dobrobyt materialny - jest najwyższym dobrem doczesnym dla dziecka, przynajmniej do osiągnięcia wieku dorosłego. Dlatego rodzice (teściowie) powinni wystrzegać się wszystkiego, co mogłoby zagrażać tej jedności, czy choćby naruszać zgodę i pokój w rodzinie swego dziecka. Oczywiście zgoda międzyludzka nie jest dobrem najwyższym, lecz jest nim zbawienie dusz. Równocześnie działanie czy zachowanie godzące w sakrament małżeństwa - wraz z jego obowiązkami wobec współmałżonka i dzieci - z całą pewnością nie służy zbawieniu dusz, lecz mu szkodzi, a nawet poważnie zagraża.
7. Rodzice zasadniczo nie mają żadnych zobowiązań materialnych ani wobec swoich dorosłych i samodzielnych dzieci, ani wobec ich dzieci, czyli swoich wnuków. Chrześcijański obowiązek pomocy także wobec własnych dzieci i wnuków zachodzi tylko w przypadku nadzwyczajnej, losowej konieczności, jak choroba czy inne ciężkie sytuacje życiowe, jak np. niezawiniona utrata pracy czy środków do życia. Oczywiście dziadkowie mogą z własnej dobrej woli i według swoich możliwości wspierać swoje dzieci i wnuków, choćby dla wyrażenia swojej życzliwości i troski. Czymś innym jest - i zwykle zawodnym - jest wyrachowane kupowanie sobie wdzięczności dorosłych dzieci i wnuków. Wyrachowanie jest dość łatwo wyczuwalne i dlatego skazane na porażkę. O wiele lepiej sprawdza się szczery, otwarty układ polegający na notarialnym czy testamentalnym zapisie swoich dóbr w zamian za opiekę na starość. Wprawdzie nie daje to gwarancji na godną i spokojną starość, gdyż nie jest w stanie wykluczyć podłości ludzkiej i nadużyć. Dlatego także tutaj należy się kierować bardziej zdrowym rozsądkiem niż uczuciami czy sympatiami. Niekiedy rozsądniejsze może być powierzenie swojej starości godnej zaufania osobie czy osobom spoza rodziny, oczywiście pod warunkiem uczciwości i spolegliwości.
8. Dzięki wolności od materialnej troski o swoje dzieci i wnuki dziadkowie tym bardziej powinni się angażować w troskę o zbawienie ich dusz. Polega ona przede wszystkim na
- modlitwie za nich,
- dobrym przykładzie życia chrześcijańskiego, czyli miłości Boga i bliźniego,
- cennym darze, jakim jest poświęcenie uwagi i czasu, czego potrzebują zwłaszcza wnuki i to od najmłodszych lat (zabawianie ich pożytecznymi opowiadaniami, dobrymi bajkami, dobrą grą, wycieczkami rozwijającymi wiedzę i umiejętności itp.),
- życzliwym pouczeniu, upomnieniu i doradzeniu na podstawie prawd wiary katolickiej i swojego doświadczenia życiowego.
Ten naczelny obowiązek jest obecnie szczególnie zaniedbywany, nawet wręcz notorycznie zapominany i pomijany, akurat na rzecz trosk i roszczeń materialnych, które raczej szkodzą zbawieniu dusz. Tutaj duszpasterze powinni przypominać, pouczać i napominać, gdyż od tego zależy także zbawienie dusz dziadków, czyli seniorów. Jest to zadanie szczególnej wagi w sytuacji zmian demograficznych, gdy procentowo rośnie liczba seniorów, a maleje liczba dzieci i młodzieży, maleje także liczba świadomych, przekonanych i aktywnie wierzących katolików. Zaniedbanie właściwych obowiązków seniorów przekłada się także na zapaść moralną i religijną w młodszych pokoleniach. Nie wystarczy narzekać na młodzież. Ona jest zwykle niewinną ofiarą poczynań dorosłych, przynajmniej w istotnej mierze. Rozchwianie czy wręcz destrukcja porządku naturalnego w dziedzinie rodziny wynika z winy starszych. Zrzucanie odpowiedzialności na tzw. dzisiejszy świat, telewizję, internet, smartfony itp. niczego nie rozwiązuje i w niczym nie pomaga. Wystarczy natomiast, by każdy robił to i tyle, co jest jego powinnością według porządku Bożego i woli Bożej. Reszty dokona Pan Bóg w swoim czasie i według Swojego planu zbawienia.
Jak pomóc dziecku?
W takim wypadku nie ma innej metody jak tylko cierpliwe wyjaśnianie i przekonywanie. Jedynie rodzice czy opiekunowie mogą mieć wpływ na to, co dziecko czyta, ogląda, słucha. Aczkolwiek obecnie w dobie smartfonów raczej nie jest możliwa zupełna kontrola.
W każdym razie podstawą i warunkiem skuteczności starań wychowawczych jest zaufanie dziecka. Z wiekiem trudniej jest je zdobyć, a łatwiej utracić i bardzo trudno odzyskać.
Dlatego należy przede wszystkim dbać o dobrą relację z dzieckiem. Oczywiście nie za cenę prawdy. Dość powszechne jest niestety przeświadczenie, że kłamstwo, oszukiwanie czy manipulacja jest koniecznym i skutecznym środkiem wychowawczym. Jest to fałszywe przeświadczenie. Taka metoda może mieć oczekiwany skutek najwyżej doraźnie i krótkotrwale, a w rezultacie jest toxyczna i zabójcza dla relacji, gdyż niszczy zaufanie dziecka, które jest potem bardzo trudno odbudować, niekiedy nawet niemożliwe. Należy pamiętać, że dziecko, które czuje się okłamane i oszukiwane, jest skłonne raczej z góry odrzucić nawet dobre i słuszne pouczenia czy próby pomocy.
Także zaufania nie można zdobyć podstępem, lecz jedynie szczerością i dobrocią. Oczywiście nie oznacza to zasadniczego pobłażania. Istotne jest, by dziecko wiedziało, że może na danej osobie polegać, że danej osobie zależy na dobru dziecka, a nie na narzucaniu swojej woli, nawet jeśli ta wola jest słuszna.
Argumenty racjonalne trafiają do dziecka dopiero wtedy, gdy relacja jest zdrowa emocjonalnie i to z obydwu stron. To wymaga od osoby wychowującej także dojrzałości emocjonalnej i osobowej. Wtedy można stać się dla dziecka autorytetem nie z przymusu czy z pozycji, lecz w jego rozeznaniu. Jego zdolności rozeznania nie należy lekceważyć, lecz ją budować i wspierać. Na tym właśnie polega dobre wychowanie.
Osoba nie będąca rodzicem ma tą korzystną sytuację, że jest przynajmniej w znacznym stopniu poza relacją między dzieckiem a rodzicami i tym samym ma szansę być osobą zaufania w problemach, którymi dziecko nie chce czy nie może podzielić się z rodzicami, np. z lęku przed przykrymi konsekwencjami. Im większa otwartość dziecka, której zresztą nie można wymusić, tym większa jest szansa na skuteczność pouczeń i wskazówek.
Wymaga to oczywiście zarówno spędzania czasu z dzieckiem, jak też okazywania zainteresowania jego problemami i potrzebami, oczywiście bez wchodzenia z butami w jego świat wewnętrzny i zewnętrzny. To wymaga odpowiedniej delikatności, taktu i wyczucia. Dziecko, zwłaszcza w okresie dojrzewania, jest wrażliwe na punkcie swojej wolności, a równocześnie ma często niezaspokojoną potrzebę podzielenia się swoimi problemami.
Od kiedy należy prowadzić dzieci do kościoła?
Tradycja i prawo kościelne podają zasadę, że od wieku rozróżniania należy dziecko przygotować do spowiedzi i Komunii św., co oczywiście wiąże się z wypełnianiem przykazań Bożych i kościelnych, także odnośnie uczęszczania na Mszę św. Mówi o tym dekret "Quam singulari" (do poczytania tutaj). To oczywiście zależy od indywidualnego rozwoju dziecka.
Tym samym nie ma obowiązku prowadzenia dzieci do kościoła wcześniej, lecz jest o tyle wskazane, o ile służy wychowaniu we wierze i wprowadzaniu w obowiązek uczęszczania na Mszę św. Rodzice powinni to rozeznać, przy pomocy oczywiście duszpasterzy.
Natomiast poważnym nadużyciem i grzechem przeciw Panu Bogu i Kościołowi jest takie urządzanie tzw. Mszy dla dzieci, które jest sprzeczne z ogólnymi przepisami liturgicznymi. Jest to fałszywe także psychologicznie i właściwie antypedagogiczne. Jeśli tzw. Msza dla dzieci wyraźnie różni się od "zwykłej" Mszy św., to dzieci na pewno nie są prowadzone do uczestnictwa w tej ostatniej, gdyż przywykają do czegoś innego, co w tym wieku głęboko zapada w pamięci, mentalności i wrażliwości.
Prowadząc dziecko do kościoła rodzice oczywiście mają obowiązek zadbać o to, by dziecko nie przeszkadzało w przebiegu liturgii. W przeciwnym razie to oni - a nie dziecko - zaciągają na siebie winę bezczeszczenia kultu Bożego i tym samym przestępstwa przeciw chwale Bożej.
Czy oglądanie bajek może być niebezpieczne dla dzieci?
Rzeczywiście nierzadko można dostrzec w bajkach dla dzieci, czy to książkowych czy filmowych, treści o podtextach okultystycznych. Zwykle są one prezentowane niepozornie i jakby tylko w kontekście, nawet z pewnym dobrym morałem. Słuszne jest pytanie o ocenę z punktu widzenia katolickiego.
Wyróżnić tutaj należy kilka aspektów, ponieważ ocena katolicka jest zasadniczo ogólna i całościowa.
1. Filozoficzno-światopoglądowy. Warto zwrócić uwagę, jak obraz rzeczywistości i jako pogląd na rzeczywistość prezentuje dana bajka. Dzieci są nie tylko w pewnym sensie naiwne i łatwowierne, lecz także wyczulone na prawdę i prawdomówność. Wprawdzie do pewnego wieku nie są jeszcze w stanie odróżnić zabawy i fantazji od rzeczywistości. Przemawia to jednak tym bardziej za odpowiedzialnością dorosłych za treści im prezentowane. Oczywiście nie chodzi o robienie dzieciom wykładów filozoficznych. Tym niemniej opowieści zupełnie fantazyjne w tym sensie, że opisane wydarzenia są po prostu niemożliwe i zupełnie oderwane od rzeczywistości, jak różnego rodzaju czary i "cuda", są fałszywe (co do prawdziwości) i dlatego szkodliwe dla procesu uczenia się świata, czyli zjawisk i praw nim rządzących, nawet jeśli istotne przesłanie (tzw. morał) jest moralnie pouczające. Wcześniej czy później dziecko dostrzeże sprzeczność z rzeczywistością i wówczas utraci dla niego znaczenie także pouczenie moralne przekazane za pomocą sprzecznej fantazji.
2. Aspekt teologiczny. Jest on rozwinięciem i poszerzeniem poglądu na rzeczywistość, a dotyczy szczególnie prawdy o Bogu i norm moralnych. Treści wzniosłe teologicznie czy etycznie nie mogą być wiarygodnie i trwale przekazane w sposób gruntownie fałszujący rzeczywistość. Owszem, także Pismo św. posługuje się językiem obrazowym i opowiadaniami o pewnych cechach wyobrażeń mitycznych i legendarnych. Jednak dotyczy to jedynie warstwy literackiej, nie samej treści. Innymi słowy: chociażby opis stworzenia w Księdze Rodzaju jest rodzajem poezji z pewną dozą ludzkich wyobrażeń charakterystycznych dla epoki powstania, jednak zupełnie odpowiada - oczywiście w odpowiednim odczytaniu - prawdzie poznawalnej naukowo-empirycznie. Podobnie jest z innymi tematami i opowiadaniami: nie przeczą one prawdzie objawionej o Bogu, człowieku i świecie. Tak np. czym innym jest opowiadanie o cudach sprawionych w imieniu Boga przez ludzi wybranych, a czym innym bajki o wróżce czy czarodzieju, które sugerują niezwykłe, tajemne moce człowieka. Przykładem może być też św. Mikołaj. Katolicki zwyczaj przebranej postaci z podarkami jest sposobem przekazania dzieciom prawdy o świętym Kościoła. Jeśli jest to zgodne z prawdą historyczną, to jest w porządku. Czym innym jest natomiast postać pajaca przebranego na czerwono, mimo że jest tak samo nazywany.
3. Aspekt pedagogiczny. Nie trudno zauważyć, że spostrzeżenie przez dorastające dziecko sprzeczności między "światem" bajek a realnym doświadczeniem i poznaniem może mieć i zwykle ma poważne konsekwencje dla jego stosunku do rodziców i otoczenia dorosłych, niekiedy do całej rzeczywistości. Uderza po prostu we wiarygodność i wywołuje bunt, poniekąd słuszny, przynajmniej zrozumiały psychologicznie. Nikt nie lubi być okłamywany, także dzieci.
Zwykle rodzice czy wychowawcy zajmują dzieci bajkami dla własnej wygody i też z braku pomysłu na zajęcie dla dzieci. Często kryje się pod tym fałszywe przekonanie, jakoby dzieci pragnęły bajek. Jest dokładnie odwrotnie: dzieci chcą uczestniczyć w życiu i zajęciach dorosłych i nic ich tak nie interesuje jak to, czym zajmują się dorośli. Tworzenie dzieciom specjalnego "dziecięcego" czy raczej bajkowego świata jest więc rodzajem gwałcenia ich naturalnych potrzeb i pragnień. Oczywiście udział dzieci w życiu dorosłych wymagania odpowiedniego przystosowania, przygotowania, opieki i wysiłku. Wiadomo, że dzieci nie mogą uczestniczyć we wszystkim i nie mogą robić wszystkiego, co robią dorośli. To jest pewna trudność. Kochający rodzic jednak znajduje odpowiedni sposób, także przez dzielenie się zajęciami między rodzicami: pewne zajęcia dzieci mogą wykonywać z ojcem, a inne z matką.
Oczywiście takim zajęciem może być czytanie dzieciom odpowiednich dla nich historyjek, starannie dobranych. Ideałem są biblijne opowieści dla dzieci. Jednak mogą być też inne opowiadania o treści realistycznej i budującej, głównie z żywotów świętych.
Mówiąc krótko: nie przywiązanie do ekranu służy rozwojowi dziecka, lecz czas spędzany z rodzicami czy innymi wychowującymi. Służy to też najlepiej zdrowej więzi między nim a rodzicami, która jest trwała i rzutuje na przyszłe relacje.
-
Chociaż już od dłuższego czasu odpowiadam na tego typu pytania, to jednak widocznie nadal są niejasności i potrzeba dalszych wyjaśnień...
-
Niestety mamy kolejny skandal w wykonaniu słynnej internetowej gwiazdy stehlinizmu, ponownie świadczący o wręcz niewyobrażalnej i karygodnej...
-
Dla tych P. T. Czytelników, którzy nie wiedzą, co oznacza skrót FSSPX, wyjaśniam, że po polsku oznacza on: Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X. Z...
-
Odpowiedź wydaje się prosta. Wydarzenie jest powszechnie znane. W międzyczasie pojawiły się też następne oficjalne dokumenty oraz liczne kom...
-
Odbyła się zapowiadana szumnie "debata" dwóch głośnych twarzy internetowych: Marcina Zielińskiego (więcej tutaj i tutaj ) oraz D...
-
Już kilka lat temu byłem pytany o opinię w sprawie x. Dolindo Ruotolo. Zacząłem wtedy zapoznawać się z dostępnym materiałem. Dość rychło zau...
-
Pytanie dotyczy dwóch zasadniczych kwestij teologicznych: 1. pojęcia ofiarowania, czyli ofiary kultowej, w świetle zwłaszcza Bożego Obj...
-
Tutaj mamy oficjalny komunikat opublikowany we wielu językach na stronie (czy stronach) internetowej lefebvrianów. Kwestia sakry biskupiej w...
-
Przy okazji aktualnej sprawy posła Grzegorza Brauna (więcej tutaj ) słusznie nasuwa się pytanie, czy katolikowi wolno uczestniczyć w świętow...
-
Piękno teologii katolickiej jako nauki polega między innym na tym, że nie tylko ogarnia ona jakby z lotu ptaka wszystkie inne nauki i d...



