Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bałemba J.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bałemba J.. Pokaż wszystkie posty

Kto ma coś z głową?

 


Ponieważ wielokrotnie byłem pytany odnośnie wypowiedzi x. Michała Woźnickiego z 12 lipca br. na mój temat, czuję się zobowiązany do publicznej reakcji. 

Z powodów technicznych znowu muszę podać ową wypowiedź w częściach, co zresztą ułatwi przejrzystość wypowiedzi. 


1. Po raz pierwszy dowiaduję się, że obradowano zaplecowo na temat mojej skromnej osoby, mimo że zarówno x. J. Bałemba, jak też przynajmniej małżeństwo, które znam od kilkunastu lat, mogli bez problemu się ze mną skontaktować i poprosić o wyjaśnienie sprawy. Nie uczyniono tego, natomiast popełniono grzech obmowy, a nawet oszczerstwa, bądź przynajmniej doprowadzono do oszczerstw, które tutaj popełnia x. Woźnicki (o czym poniżej). 

2. Nigdy i wobec nikogo nie deklarowałem, że wykluczam sprawowanie Novus Ordo. Z następujących powodów:

- jak powszechnie wiadomo, zostałem wyświęcony w Novus Ordo i przyrzekałem sprawować sakramenty w łączności z moim biskupem, któremu nadal podlegam,

- nie widzę powodów do zanegowania sakramentalnej ważności sprawowania sakramentów według rytu Novus Ordo, choć dostrzegam jego wady na płaszczyźnie teologicznej i duszpasterskiej, 

- uważam, że nie ma wystarczających i koniecznych powodów teologicznych do zerwania łączności ze strukturami Novus Ordo, czyli do faktycznego wejścia w stan schizmy. 

Jeśli ktoś sobie wyobraził takową deklarację z mojej strony, to jest to dzieło fantazji względnie urojeń. Równocześnie prawdą jest, że od zakończenia posługi parafialnej w 2005 r. de facto sprawuję wyłącznie liturgię tradycyjną, poza jednostkowymi wyjątkami z powodu potrzeby duszpasterskiej. 

3. Osobą, o której mówi x. Woźnicki, jest znana mi od kilkunastu lat matka byłego kleryka FSSP. Nigdy ze mną nie rozmawiała na ten temat. Natomiast okazała się rozczarowana, gdy odpowiadając na prośbę wiernych z Olsztyna i okolic (do których ona należy) nawiązałem kontakt z jednym z proboszczów, który w zamian za regularne celebracje liturgii tradycyjnej u niego w parafii poprosił o pomoc względnie zastępstwo w duszpasterstwie parafialnym. Co więcej: pośpieszyła donieść o tym x. Woźnickiemu, który jest znany ze złośliwego przekręcania faktów i to w ramach swoich "ogłoszeń" wygłaszanych w miejscu kazania podczas Mszy św. No cóż, ciekawy musi być stan sumienia tych osób...

Ciąg dalszy: 


4. Tutaj jest następne poważne zafałszowanie faktów, na co są świadkowie. Po pierwsze, stosując się do instrukcji Redemptionis Sacramentum (nr 89), konsekrowałem podczas Mszy św. hostie do Komunii św. dla wiernych:


Ponieważ tych hostij zabrakło, dla reszty wiernych wziąłem hostie z tabernakulum. O ten fakt chodzi x. Woźnickiemu i jego zwolennikom. Uczyniono mi z tego zarzut, stawiając mnie quasi przed trybunałem, któremu przewodniczył x. Woźnicki. On zapytał mnie jakby na przesłuchaniu, czy mam pewność, że były to ważnie konsekrowane hostie. Odpowiedziałem, że nigdy nie ma całkowitej pewności, gdyż nigdy nie można mieć do końca pewności co do intencji celebransa, który dane hostie miał konsekrować. Zostałem zakrzyczany przez x. Woźnickiego i jego zwolenników, gdy chciałem jeszcze wyjaśnić, że zasadniczo uznając ważność Novus Ordo nie mam powodów do zasadniczego kwestionowania ważności konsekracyj hostij znajdujących się w tabernakulum. Tym samym w swoich "ogłoszeniach" x. Woźnicki przekręcił zarówno sam zaistniały fakt jak też moje słowa. A miał możliwość skontaktowania się ze mną, by sprawę wyjaśnić, zanim publicznie ogłosił swoje fałszywe oskarżenie, jakobym świadomie udzielał w Komunii św. hostie wątpliwie konsekrowane. No cóż, to niestety pasuje do całej linii zachowania i postępowania x. Woźnickiego. 

Wyjaśniam: Mszę św. w Olsztynie sprawowałem za zgodą, wiedzą i błogosławieństwem tamtejszego Arcypasterza w terminie ustalonym już w kwietniu. Okazało się, że w tym samym dniu wierni związani z x. Bałembą i x. Woźnickim odbywali swoją pielgrzymkę do Gietrzwałdu i przybyli na Mszę św. sprawowaną przeze mnie. W dzień następny zostałem zaproszony na spotkanie w domu wspólnych znajomych. Zaproszenie przyjąłem, choć przyjazne mi głosy odradzały. Przyjąłem, żeby skorzystać z okazji do osobistego braterskiego upomnienia x. Woźnickiego odnośnie linii jego postępowania. Uczyniłem to, poprosiwszy o rozmowę w cztery oczy. Z przykrością muszę stwierdzić, że moje upomnienie nie tylko okazało się bezowocne, lecz spotkanie, na które się zgodziłem dla ratowania duszy jego i dusz jego zwolenników, zostało odwrócone przeciwko mnie i to w sposób zakłamany i złośliwy. Oczywiście ani x. Woźnicki, ani nikt z jego otoczenia nawet nie próbuje wykazać, w czym rzekomo mam związek z modernizmem, co dowodzi podłości tego zarzutu jako publicznego oszczerstwa. 

Na koniec jeszcze szczyt perfidii, aczkolwiek z pewnym przebłyskiem, gdy mówi o "diabelskiej satysfakcji", w czym zapewne ma rację niechcący: 


5. Na jakiej podstawie x. Woźnicki twierdzi, jakobym się "intelektem zeszmacił", pozostaje tajemnicą jego umysłu. Nie był bowiem obecny ani na żadnym moim egzaminie, ani chyba nawet nie czytał żadnej z moich prac naukowych. 

6. Oczywiście niezasłużoną nobilitacją dla mnie jest porównanie do x. arcybiskupa Lengi. Równocześnie znowu widać, że w umyśle x. Woźnickiego nie ma prawdziwych katolików oprócz niego samego i jego zwolenników, oraz x. Bałemby, który go widocznie duchowo wspiera. Jednak nie to jest istotne. Istotne jest, że ten zagubiony ex-salezjanin wykorzystuje święty czas i okoliczność Mszy św. na swoje nienawistne i w znacznej mierze kłamliwe ataki na wszystkich, którzy nie popierają całkowicie jego zachowania i postępowania. Tym samym jest dość jasne, jaki duch go pędzi. Na pewno nie Duch Święty. 

Na koniec jeszcze jedna osobista dygresja. Otóż przez ostatnie kilkanaście lat pobytu w Monachium celebrowałem w kościele parafialnym (w soboty, niedziele i święta), gdzie proboszczem był salezjanin, zresztą były przełożony kolegium salezjańskiego w tym mieście. Obydwaj od początku wiedzieliśmy, że mamy dość różne zarówno poglądy teologiczne jak też upodobania liturgiczne. Mimo tego doznałem ze strony proboszcza jak też jego ekipy parafialnej wiele życzliwości i pomocy. Przykład: parafialny stolarz specjalnie sporządził tron na krzyż ołtarzowy, żebym nie musiał stawiać krzyża na stosie mszałów i lekcjonarzy. Parafia w swoich ogłoszeniach podawała moje Msze św. (jako "trydenckie"), choć większość wiernych uczęszczających była spoza parafii. Życzliwości oraz kilkunastoletniej gościnności dla celebracji doznałem nawet od włoskich misjonarzy scalabrinianów, którzy mi udostępniali kaplicę zawsze w dni powszednie. W zamian nie żądano ode mnie niczego, nawet zwrotu kosztów za prąd i ogrzewanie. Natomiast najgorsze doświadczenia miałem z duchownymi związanymi z sektą medjugorjańską, polskim jezuitą, który był proboszczem w sąsiedniej parafii, oraz z polskimi redemptorystami. 

Nie jestem ani nie chcę być stroną w sporze między x. Woźnickim a jego byłą wspólnotą zakonną, ponieważ nie znam całości i szczegółów sprawy. Obecnie - na podstawie osobistego doświadczenia, o którym tutaj mowa - mam jednak pewność, że zachowanie i postępowanie x. Woźnickiego dalekie jest nie tylko od ducha kapłańskiego, kościelnego i zakonnego, lecz nawet od ogólnoludzkiej przyzwoitości. A miałem nadzieję, że może jednak zastanowi się nad sobą i okaże choćby trochę uznania swoich błędów, skruchy i woli nawrócenia. Jest bowiem niestety powodem i głównym sprawcą zgorszenia, które uderza zwłaszcza w kapłanów i wiernych sprawujących tradycyjną liturgię. Pozostaje już tylko modlitwa i post o jego nawrócenie i zadośćuczynienie za szkody duchowe, które wyrządził i póki co nadal wyrządza Kościołowi.