Po pierwsze, słowa pożegnania wygłaszane przez osoby świeckie nie powinny mieć miejsca w liturgii, ponieważ w liturgii jest miejsce wyłącznie na urzędowe nauczanie wiary katolickiej. Właściwym miejscem takiej mowy jest cmentarz i to po zakończeniu właściwego obrzędu pogrzebowego.
Po drugie, pytanie jest o tyle słuszne, że także taka mowa w wykonaniu katolika powinna się kierować zasadami wiary katolickiej i też zwyczajów zgodnych z tą wiarą. W tym świetle nic nie przemawia za tym, by nie miały to być wspomnienia osób bliskich. Aczkolwiek należy wziąć pod uwagę, że mowa publiczna musi brać pod uwagę obecność różnych odbiorców. Tym samym właściwe jest, by to były słowa osobiste, choć z pewnym wyważeniem, czyli ograniczeniem do tego, co powinno czy może być pożyteczne dla słuchających.
Co do zwracania się do osoby zmarłej w drugiej osobie już wyraziłem zastrzeżenia wraz z uzasadnieniem (por. tutaj). Mówiąc w skrócie, powodem jest prosty fakt tego rodzaju, że nie wiemy, czy i na ile dusza jest w stanie odebrać słowa wypowiadane w doczesności, a ciało osoby zmarłej na pewno nie jest tego w stanie uczynić. Katolicka rozwaga i rozumność muszą się z tym faktem liczyć, gdyż nie wolno powodować nieporozumienia u osób postronnych, ani narażać wiary katolickiej na wyśmianie czy wręcz szydzenie, które w takim wypadku byłoby poniekąd zrozumiałe. Wiadomo, że serce bliskich osób wręcz wyrywa się do przemawiania do zmarłej osoby, co jest po ludzku zrozumiałe. Jako spontaniczny odruch nie jest to złe samo w sobie, jeśli jest przejawem wiary w obcowanie świętych. Jednak czym innym jest wystąpienie publiczne i to zarówno osoby świeckiej jak też tym bardziej kapłana, który jeszcze bardziej jest zobowiązany do umiaru i roztropności ze względów teologicznych.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz