Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szymański J.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szymański J.. Pokaż wszystkie posty

O tym, jak stałem się podobny do UFO i gorszy od antychrysta :-D

 


Mój słynny stary "przyjaciel" (było tutaj) szumnie zapowiedział drugą część swojej "strasznej zemsty", którą właściwie obiecał jeszcze na czerwiec. Przeszkodą w dotrzymaniu obietnicy byłem oczywiście ja i to nawet wespół z potężnymi siłami typu antychryst i UFO. Oddaję więc głos jemu samemu. 

Najpierw podaje powód, dla którego czuł się zmuszony do sprawy wyjaśnienia:


Jego stan duchowo-psychiczny w związku z zajmowaniem się moją skromną osobą okazał się wielokrotnie gorszy niż w okresie zajmowania się przez niego tematem antychrysta:


Najpierw wyznaje pośrednio, że do innych tematów nie musi się dobrze przygotować (co zresztą widać po ich jakości...):


Przeszkoda numer jeden jest iście szatańska - pracowitość robotników budowlanych i to nawet mimo upałów, o których mówi jako o następnej przeszkodzie:



Przeszkody numer trzy i cztery są nie mniej poważne:


Stąd zapowiedziana jest zemsta jeszcze okrutniejsza, w tym "nabijanka":



Szymański obiecuje swoje następne tematy, w których także spodziewa się "rogatych" przeszkód:


Osobiście najbardziej ciekaw jestem opowieści o UFO :-D

No cóż. Myślę, że komentarz z mojej strony jest zbędny. Stan duchowo-psychiczny tego człowieka jest dość czytelny także dla niefachowców. 

"Straszna zemsta" Jakuba Szymańskiego czyli "kilka prostych" (z post scriptum)

 


Niestety muszę się odnieść do następnego występu Jakuba Szymańskiego z megalomańskiego kanaliku na yt (było już tutaj). Uważam to za konieczne nie dlatego, że występ sprowadza się do nienawistnego plucia na moją skromną osobę, lecz dlatego, że są to nadal kłamliwe manipulacje obliczone na naiwność odbiorców. Zresztą Szymański wprost podaje, że chodzi mu o "straszną zemstę", nie o rzeczową dyskusję: 


Jego poziom ukazuje ponadto dość groteskowa groźba przemocy fizycznej, która świadczy o tym, że on widocznie nie bardzo panuje nad tym, co mówi:


Przyznaje się też do "zmęczenia psychicznego" (osobiście myślę, że problem jest poważniejszy):


Sam podaje związek przyczynowo-skutkowy między swoim "wykończeniem" a groźbą ukarania mnie:


Sprawa ma wymiar całkiem przyziemny, ale o tym na końcu. 

Najpierw parę uwag odnośnie rzekomego "rozsmarowania" mnie na ścianie. Ograniczę się do spraw zasadniczych, co powinno wystarczyć. Na prymitywne bluzgi oczywiście nie będę odpowiadał. Każdy sam łatwo może ocenić poziom, gdzie prócz pozorów rzeczowości i zaczepek w stylu nastolatków spod trzepaka właściwie nie ma nic. 

Przede wszystkim polecam zapoznanie się wpierw z moimi wpisami, do których odnosi się Szymański, gdyż on nadal widocznie albo nie zapoznał się z nimi rzetelnie, albo udaje i próbuje odwrócić uwagę swoich odbiorców od argumentów w nich zawartych. 

Pierwszy przykład to sprawa fałszerstwa w tekście koronki. Otóż napisałem wyraźnie (por. tutaj), że na dany moment nie jestem ustalić, kto dokonał fałszerstwa pierwotnego textu koronki - x. Andrasz czy x. Sopoćko. Wydanie textu koronki z 1937 r. nie jest mi znane. Text pokazany przez Szymańskiego jest o tyle ciekawy, że podaje tylko jakiś numer rzekomego "pozwolenia Władzy Duchowej", bez podania, kto i kiedy je wydał:


Natomiast cytowanie przez Szymańskiego fragmentu "Dzienniczka" mówiącego o tym wydaniu nie jest wystarczającym dowodem, ponieważ nie jest znany ówczesny oryginał "Dzienniczka". Ani obecnie rozpowszechniana oficjalna wersja drukowana, ani rękopis znany z lat 1970-ych nie muszą być zgodne z oryginałem, ponieważ brak jest badań naukowych odnośnie jego pochodzenia (ślepe wierzenie w narrację zainteresowanych nie jest racjonalne), i tym samym nie ma dowodu źródłowego, który przecież powinien być ogólnie dostępny przynajmniej w formie elektronicznej. Także Szymański nie pokazuje pierwotnego textu "Dzienniczka". Tym samym według Szymańskiego mamy ślepo wierzyć w autentyczność wersji podawanej obecnie, choć pierwotny text "Dzienniczka" nigdy nie był i nadal nie jest dostępny publicznie, a obecnie istnieją możliwości techniczne ku temu. To jest mentalność typowa dla sekt domagających się ślepej i wręcz irracjonalnej naiwności. 

Zresztą: jeśli wersja podana przez x. Sopoćkę jest autentyczna i pierwotna, to tym gorzej dla fanów s. Faustyny, gdyż wtedy jest oczywiste, że heretycka treść koronki pochodzi od niej i tym samym nie może to być autentyczne objawienie nadprzyrodzone, lecz tylko wymysłem jej fantazji bądź mamieniem szatańskim. 

Na podobnym poziomie jest obszernie i wylewnie omawiana przez niego sprawa rzekomej modlitwy św. Gertrudy. Także w tej kwestii Szymański albo nie doczytał mojego wpisu w tej sprawie (por. tutaj), albo mimo przeczytania działa u niego blokada umysłowa wyłączająca trzeźwe, rzeczowe myślenie. Zresztą pisałem już także o Manuale x. Schneider'a (por. tutaj). Do podanych przeze mnie argumentów Szymański w ogóle się nie odnosi, co świadczy znowu albo o niechlujstwie w przygotowaniu wystąpienia, albo o braku kontrargumentów, albo o oszukiwaniu swoich odbiorców, albo o wszystkim na raz. Po krótce:

Tzw. modlitwa św. Gertrudy wcale nie jest modlitwą św. Gertrudy pod względem źródłowym, gdyż pochodzi jedynie z opisu, którego autorką jest anonimowa zakonnica, przy czym także ów opis nie jest potwierdzony źródłowo jako autentyczny. Jego pierwsze wydanie ma dość dziwny charakter, na co już zwróciłem uwagę w odnośnym wcześniejszym wpisie. Tym samym Szymański okłamuje swoich odbiorców, twierdząc stanowczo, że chodzi o modlitwę św. Gertrudy, choć nie ma na to ŻADNYCH dowodów. Owa modlitwa pochodzi pierwotnie z dziełka pt. Preces Gertrudianae, ANONIMOWEGO i wydanego BEZ IMPRIMATUR, o czym będzie poniżej. 

Szymański szczególnie obszernie mówi o Manuale clericorum, rzekomo zawierającym ową modlitwę. Pokazuje przy tym jedynie stronę tytułową oraz imprimatur tej książki:


Jak każdy może sprawdzić (książka jest dostępna tutaj), Manuale zawiera trzy "modlitwy gertrudiańskie" (preces Gertrudianae), przy czym już sama nazwa wskazuje, że nie są to modlitwy św. Gertrudy, lecz pochodzące z tradycji gertrudiańskiej, czyli z modlitw przypisywanych świętej. 

Oto pierwsza modlitwa:



Druga modlitwa:


Trzecia modlitwa:



Jak widać, żadna z tych modlitw nie zawiera nic odnośnie ofiarowania Bóstwa, nawet pośrednio. Trzecia modlitwa mówi jedynie o ofiarowaniu przez Jezusa Chrystusa Jego niepokalanego Serca wraz ze wszystkimi dobrami w nim zawartymi. Jest to więc potwierdzenie, iż Jezus Chrystus ofiarowuje tylko Swoje Człowieczeństwo (gdyż Serce oznacza tutaj właśnie człowieczeństwo). 

Gwoli wyjaśnienia: Owszem, istnieje publikacja pod tytułem Preces Gertrudianae (tutaj wydanie z 1689 r.). Jest to dziełko ANONIMOWE i wydane BEZ imprimatur kościelnego, mimo że wówczas już był obowiązek aprobaty przez władze kościelne:


Już strona tytułowa zdradza fałsz i oszustwo, gdyż podaje, iż są to modlitwy "podyktowane" rzekomo przez samego Chrystusa oraz "objawione przez Ducha Świętego". Już to twierdzenie dyskwalifikuje to pisemko, zwłaszcza wobec faktu, że nie ma imprimatur kościelnego i tym samym zatwierdzenia rzekomych objawień prywatnych. 

Książeczka ta rzeczywiście zawiera modlitwę, o którą chodzi Szymańskiemu: 



Manuale w pierwotnym wydaniu z 1868 r. opatrzonym imprimatur biskupa Ratyzbony, podaje modlitwy na wizytację Najśw. Sakramentu, podczas Mszy św., oraz przed i po Komunii św. Także modlitwy podczas Mszy św. - od strony 323 do 341 - nie zawierają ANI SŁOWA o ofiarowaniu Bóstwa. Wyjątkiem jest strona 338, której brakuje w wydaniu, na które trafiłem (źródło tutaj):


Szymański pierwotnie opiera się na poważnie zmienionym wydaniu z 1877 r., które bezprawnie i fałszersko posługuje się imprimatur udzielonym dla wydania z 1868 r. Dopiero po moim wskazaniu na wydanie z 1868 r. podał miejsce owej modlitwy w tym wydaniu. 

Ta sprawa nie ma jednak wpływu na zasadniczą kwestię, mianowicie na fakt, że owa rzekoma modlitwa św. Gertrudy ukazała się pierwotnie w książce ANONIMOWEJ BEZ IMPRIMATUR (więcej tutaj i tutaj). 

Na koniec jeszcze znamienne fragmenty z jego groźby "rozsmarowania" mnie na ścianie, tym razem raczej płaczliwe:










Tak więc sprawa jest jasna: chodzi o pieniądze. Człowiek naprodukował się filmików o "wielkiej s. Faustynie", co jest oczywiście w modzie, na fali i nadal dość dochodowe. I oczywiście otwiera drzwi do establishmentu kościelnego w Polsce, gdzie "Dzienniczek" obecnie zastępuje już nie tylko katechizm lecz nawet Pismo św. A tu nagle okazuje się, że taki niegdyś spotkany "Dariuszek" śmie podważyć ten biznes, co oczywiście powoduje niemały kłopot, gdyż trzeba się tłumaczyć z wypowiedzianych bzdur, debilnych zachwytów i kłamstw, przy czym biznes już poważnie spadł w ciągu kilku tygodni. Tak więc sytuacja jest groźna finansowo, co pozwala zrozumieć wręcz groteskową agresję. Człowiek po prostu walczy o 2000 zł miesięcznie na swoje utrzymanie, i to zamiast zabrać się za normalną, uczciwą pracę. 

Oby nas Pan Bóg uchował przed takimi "apostołami". 



Post scriptum 1

Napawający optymizmem jest następujący komentarz Szymańskiego pod jego filmikiem na yt:


Zaznaczam: napawa optymizmem, ponieważ przyznaje, że do wielu osób dociera trzeźwa argumentacja. 

Zaś korekta jest jednak konieczna: koronkę s. Faustyny przestają odmawiać nie tylko "panienki", lecz wszyscy myślący trzeźwo w świetle wiary katolickiej wyznającej współistotowość Jezusa Chrystusa z Bogiem Ojcem. Osobiście znam przeważnie mężczyzn tak myślących, bo przyjmujących dobre argumenty. Deo gratias! 


Post scriptum 2


W reakcji na niniejszy wpis Szymański dopisał pod swoim filmikiem następujący komentarz rzekomo obalający mój dowód odnośnie modlitwy św. Gertrudy i zarzucający mi kłamstwo:


Odpowiadam:

Szymańskiemu widocznie nawet nie chciało się zajrzeć do zalinkowanego przeze mnie wydania Manuale clericorum (tutaj). Ponieważ Szymański nie podał wydania, na którym się opiera, sięgnąłem do wydania z 1868 roku, gdyż to właśnie znalazłem w internecie (mam zapisany ten exemplarz) i na ten rok datowane jest imprimatur, na które Szymański wskazuje:


Strona 316 wygląda w nim tak:

Natomiast modlitwa po elewacji znajduje się na innych stronach i brzmi tak: 




Jak widać, nie ma w tej modlitwie ani śladu ofiarowania Bóstwa, ani pochodzenia tej modlitwy od św. Gertrudy. 

Zajrzyjmy do wydania, na które powołuje się Szymański, pochodzącego z 1877 roku: 


Rzeczywiście na stronie 316 znajduje się zupełnie inna modlitwa, aczkolwiek nie ma ani słowa o tym, że pochodzi ona od św. Gertrudy:


Tak więc: podczas gdy wydanie z 1868 r. w wersji, której znalazłem w góglach (mam ścięgnięty exemplarz), nie zawiera ani śladu ofiarowania Bóstwa, to wydanie z 1877 r. podaje modlitwę, która to ofiarowanie zawiera. Na karcie tytułowej tego drugiego podane jest: Editio altera et emendata czyli "wydanie drugie i poprawione". Akurat ta modlitwa z całą pewnością nie jest poprawą lecz fałszem teologicznym. Jak należy wytłumaczyć ten fakt? 

Z danych biograficznych (dostępne tutaj) wynika, że x. Schneider zmarł w dość młodym wieku 60 lat w roku 1884. 


Teoretycznie mógł więc sam przygotować drugie wydanie, choć mieszkał w Rzymie i zajmował się czymś innym. 

Oczywiście ten fakt nie stanowi ŻADNEGO dowodu na poprawność teologiczną ofiarowania Bóstwa. 

Zaś znamienne jest, że to drugie wydanie widocznie wcale nie zostało sprawdzone przez cenzora, ponieważ posługuje się ono imprimatur z roku 1868 udzielonym dla wydania pierwszego. Oto dowód:



Tym samym wydawca wraz z autorem dopuścili się OSZUSTWA na czytelnikach, skoro sugerują, jakoby drugie wydanie - zawierające inne texty - miało dla nich imprimatur kościelne. To pasuje do oszustwa polegającego na umieszczeniu w Manuale przeznaczonym do formacji kleryków ewidentnie heretyckiej modlitwy pochodzącej pierwotnie z anonimowej i wydanej bez imprimatur kościelnego książeczki. Oto na jakich autorytetach opiera się Szymański...

Czy spokój rozwiązuje problem bluźnierstwa?

 


Pod szumnym tytułem "Działalność Apostolska" dołączył do grona jutjuberów we wrześniu 2018 anonimowy kanał, na którego istnienie dopiero właśnie zwrócono mi uwagę. Okazją jest ostatni jego filmik, w którym autor - jak sam szumnie wyznaje - atakuje mnie z powodu krytyki w temacie s. Faustyny, konkretnie słów koronki o ofiarowaniu Bóstwa. Autor się wprawdzie nie przedstawia, jednak dość łatwo mogłem go rozpoznać mimo upływu dwudziestu kilku lat od zapoznania się i ostatniego kontaktu, tudzież znacznie zmienionego wyglądu. Rzeczywiście dane mi było poznać Jakuba Szymańskiego początkiem września 1995 r. w Gdyni, gdzie byłem w celu pomocy jego koledze w przeprowadzce do seminarium Bractwa Kapłańskiego Św. Piotra w Niemczech (który stał się zresztą pierwszym Polakiem wyświęconym w nim). Szymański - będąc wówczas świeckim studentem teologii w Gdańsku - uczestniczył chyba po raz pierwszy we Mszy św. tradycyjnej, którą widocznie nie był zachwycony (powiedział, że czuł się malutki podczas tej Mszy św.). Kontakt się zakończył ponad 20 lat temu. To oczywiście nie upoważnia go do podawania nieprawdziwych informacyj odnośnie mojej biografii, których nawet nie próbował zweryfikować, choć mógł to bardzo łatwo uczynić chociażby pisząc przez formularz kontaktowy niniejszego bloga. Sprostowanie pominę, gdyż chodzi o nieistotne, choć proste fakty. 

Istotna jest natomiast jego polemika w sprawie koronki s. Faustyny. Otóż przede wszystkim wygląda na to, że Szymański nie zadał sobie nawet trudu zapoznania się z moimi wpisami w temacie, z którymi usiłuje polemizować i to aż do zadyszki i nerwowego wymachiwania rękami. 

Znamienne jest, że występuje anonimowo, nie przedstawia się ani imieniem i nazwiskiem, ani wykonywanym zawodem czy działalnością, a równocześnie podszywa się pod działalność apostolską, choć jako absolwent teologii powinien wiedzieć, kim są Apostołowie i ich następcy, to znaczy z całą pewnością nie osoba świecka, zwłaszcza ukrywająca swoją tożsamość. Ten fragment wypowiedzi wyjaśnia, świadcząc o samopoczuciu wypowiadającego...:


Całość wystąpienia jest tutajOdpowiadam po kolei. 

1. Rzekomo nasiąkłem duchem germańskim w teologii 😁 To jest pierwszy i główny - wielokrotnie powtarzany - "argument" Szymańskiego... 

2. Teologiczną krytykę sformułowania o ofiarowaniu Bóstwa Szymański sprowadza do "zadziałania diabełka". Na czym owo "zadziałanie" względnie moja "pomyłka" w sprawie s. Faustyny ma polegać, nie wiadomo, gdyż Szymański wskazuje tylko na jeden mój wpis w temacie, i to nie zasadniczy, w dodatku przekręcając (można sobie porównać tutaj). Otóż wykazałem, iż w tekście koronki wydanym przez o. Andrasza nie ma mowy o ofiarowaniu Bóstwa. Pojawia się ono natomiast w wersji wydanej przez x. Sopoćkę. Jedynym "argumentem" Szymańskiego jest, że on "nie wyobraża" sobie, iż "ksiądz Sopoćko zrobił podróbkę, bo był głównym dziedzicem, spadkobiercą przesłania s. Faustyny" i "jest kandydatem na ołtarze". Tak więc Szymański nawet nie próbuje zadać sobie trudu wyjaśnienia sprzeczności między wersją o. Andrasza i x. Sopoćki. Widocznie uważa, iż wymachiwanie rękami w zadyszce wystarczy...

3. Niemiecki Kościół był rzekomo przeciwny s. Faustynie i "blokowali". Odpowiadam: to jest zwykłe kłamstwo. Szymański sam zresztą wskazuje na rzekomą modlitwę niemieckiej zakonnicy św. Gertrudy mówiącą o ofiarowaniu Bóstwa, zawartą pierwotnie w anonimowo i bez imprimatur kościelnego wydanym w Niemczech modlitewniku, a przejętą następnie przez dwa modlitewniki niemieckich księży Wiedemann'a i Schneider'a (więcej tutaj i tutaj). Tak więc ofiarowanie Bóstwa jest widocznie wynalazkiem niemieckim, a raczej żydowsko-niemieckim, przyjętym najpierw i to widocznie bez sprzeciwu akurat w Niemczech. Natomiast teologowie zarówno polscy jak też rzymscy od razu dostrzegli problem głównie z ofiarowaniem Bóstwa (por. tutaj). Nie jest mi natomiast znana żadna krytyka ze strony jakiegokolwiek teologa niemieckiego. W Niemczech - i ogólnie na Zachodzie, nawet chyba na całym świecie, a do lat 1980-ych także w Polsce - temat był właściwie nieznany aż do czasu beatyfikacji s. Faustyny, czyli odgórnego wypromowania, po czym także został praktycznie zignorowany. W niemieckojęzycznych kręgach konserwatywno-katolickich, które Jana Pawła II zwykle darzą wielkim szacunkiem i zaufaniem, "Dzienniczek" i koronka są bardzo popularne. 

W tym miejscu muszę wspomnieć, iż dopiero w ostatnim czasie (od około roku) podzieliłem się zastrzeżeniami zarówno publicznie na pewnym niemieckojęzycznym teologicznym forum dyskusyjnym, jak też prywatnie wobec dwóch wybitnych teologów dogmatyków niemieckich, w tym jednego kardynała. Ten ostatni pisemnie potwierdził pośrednio moje zastrzeżenia, a drugi profesor, którego prosiłem o opinię co do moich zastrzeżeń, póki co milczy, co należy widocznie także rozumieć jako potwierdzenie (qui tacet consentire videtur). 

4. W "samej strukturze" koronki rzekomo "widać", że ofiarowanie Bóstwa jest właściwe. Przytoczę dosłownie, gdyż jest to wręcz zabawne:


Po pierwsze, nie wiem, czy Szymański zdaje sobie sprawę, ale tym samym de facto zanegował pochodzenie tych słów od Pana Jezusa, skoro twierdzi, że to s. Faustyna tak to sobie ułożyła. 

Po drugie, głównym argumentem jest dwoistość i rytm, co jest właściwie na poziomie absolwenta szkoły podstawowej, a nie kogoś po studiach teologii. Przy tym ewidentnym fałszem jest utożsamianie duszy z człowieczeństwem, gdyż człowiek nie składa się jedynie z duszy. Dla człowieka normalnie myślącego, nawet bez wykształcenia filozoficznego i teologicznego jasne jest, iż to ciało, krew i dusza razem wzięte stanowią człowieczeństwo. Ponadto teolog powinien wiedzieć, że w postaciach eucharystycznych obecna jest także dusza Jezusa Chrystusa, gdyż jest to żywe Ciało i żywa Krew. Tym samym "parą" dla Bóstwa nie jest sama dusza, lecz dusza wraz z Ciałem i Krwią. Tym samym "dwójki" podane przez Szymańskiego mogą być jedynie w rytmie, nigdy w elementarnie poprawnym rozumieniu teologicznym. 

Szymański brnie dalej i osiąga szczyt swojej "argumentacji":


Tutaj po pierwsze widać, że Szymański albo wcale nie czytał wpisu o interpretacji x. Różyckiego (por. tutaj), albo czytał i przekręca, albo ma urojenia, albo kłamie, albo wszystko na raz. Zresztą wykazując przy tym podstawową ignorancję w temacie arianizmu. Ktoś po studiach teologii - a nawet bez studiów, gdyż obecnie wystarczy zajrzeć do wiki - powinien wiedzieć, iż arianizm polega na negacji współistotności Ojca i Syna, nie na oddzielaniu Bóstwa i Człowieczeństwa Jezusa Chrystusa. Ta negacja jest zawarta w interpretacji x. Różyckiego, co jest oczywiście bluźnierstwem i apostazją. Każdy to może sprawdzić w podanym wpisie. 

Na koniec: Dobrze jest, że problem jest zauważany, nawet jeśli polemika z moimi zastrzeżeniami jest - delikatnie mówiąc - dość niskiego poziomu i wręcz groteskowa. Nerwowe, chaotyczne, niechlujne, niemerytoryczne, a równocześnie wyniosłe i złośliwe zachowanie Szymańskiego, które go właściwie kompromituje, jest dość typowe dla wyznawców koronki s. Faustyny. Jest to zachowanie sekciarskie i wręcz demoniczne, gdyż pomieszane i zakłamane. Owszem doceniam jego miłe osobiste uwagi i podkreślanie sympatii do mnie, choć są to zapewne jedynie zagrywki taktyczne wobec odbiorców (captatio benevolentiae). Zresztą także miło wspominam spotkanie z nim w 1995 r. (jedyne póki co). Nie wiem, jaki on ma osobisty interes w tego typu wystąpieniach. W każdym razie teologicznie wszedł na grunt bardzo grzęski, choć oczywiście zasadniczo nie neguję jego dobrej woli i chyba też gorliwości w modlitwie. Tym niemniej z serca polecam mu przede wszystkim

- najpierw zapoznanie się z wypowiedziami, z którymi chce polemizować,

- douczenie się w prawdach wiary katolickiej i teologii,

- więcej trzeźwości i rzetelności myślenia. 

Oby jego wypowiedź przyczyniła się do świadomości problemu. W każdym razie maniakalnie powtarzanie, że "koronka jest w porządku" niczego nie rozwiązuje, ani w niczym nie pomaga. Zwłaszcza nie pomaga w przezwyciężaniu zamieszania oraz ignorancji w sprawach wiary, tudzież zapaści wiarygodności Kościoła. 

Przy okazji wskażę jeszcze na tzw. owoce nachalnego forsowania "Dzienniczka" i koronki s. Faustyny:

- myślenie kategoriami fałszywego miłosierdzia bez sprawiedliwości, co musi demoralizować przynajmniej pośrednio,

- wypieranie różańca Najświętszej Mariji Panny, czyli modlitwy uświęconej wielowiekową praktyką Kościoła, umiłowaną i zalecaną przez wielu - właściwie wszystkich - świętych i papieży (różaniec jest de facto zastępowany koronką zarówno jako modlitwa osobista jak też wspólnotowa),

- odmóżdżenie katolików przez zmuszanie do ślepego odmawiania słów sprzecznych z wiarą i teologią katolicką, co musi prowadzić do mentalności sekciarskiej i apostazji. 

Tylko prawda jest ciekawa. Ona na pewno zwycięży. Nawet jeśli trzeba poczekać.