Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kapusta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kapusta. Pokaż wszystkie posty

Wymyślona "biblia" Mikołaja Kapusty




Ponownie zostałem poproszony o zajęcie się kolejnym wystąpieniem vlogera, który ostatnio włączył się w kampanię ataków na autorów filmu o Marcinie Zielińskim. Vloger Kapusta pomija całkowicie milczeniem merytoryczne zarzuty odnośnie jego poprzednich występów, gdzie popełnił cały szereg kłamstw i oszustw na odbiorcach:

https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/10/smutne-poczatki-kapanstwa-czyli-wesoe.html

Trzeba mieć nadzwyczajny - mówiąc bardzo oględnie - tupet, by bez cienia wstydu, przeprosin i autokorekty znowu pojawić się przed publicznością, i to, jak się okazuje, z następnymi oszustwami, choć z nieco stonowanym błazeństwem.

Tym razem jest to nie tylko obrona „charyzmatyka“ M. Zielińskiego, lecz frontalny atak zarówno na autorów filmu, zarazem twórców strony „zwiedzeni.pl“, jak też na duchowość katolicką, do której oni się przyznają. Przejdźmy po kolei.

1. Vloger Kapusta zarzuca „narrację tradycjonalistyczną“, która polega rzekomo na odrzuceniu nauczania Vaticanum II odnośnie protestantów. Powołuje się przy tym na dekret o ekumeniźmie „Unitatis Redintegratio“, który wymaga od katolików „uznania bogactw Chrystusowych u niekatolików“. Nie wiem, czy vloger Kapusta mówi to z nieznajomości nauczania Vaticanum II, czy kłamiąc z rozmysłem. Wystarczy bowiem znać fundamentalną eklezjologiczną wypowiedź tegoż soboru, by dostrzec kłamliwość wywodów vlogera Kapusty. Konstytucja dogmatyczna o Kościele „Lumen gentium“ (8) mówi bowiem:


Sprawa jest prosta: pełnia prawdy i środków zbawienia jest wyłącznie w Kościele rządzonym przez papieży. Tym samym poza nim nie ma nic, żadnej prawdy ani żadnego środka zbawienia, którego nie byłoby w tym Kościele. Tym samym zwykłym kłamstwem jest twierdzenie, jakoby dekret o ekumeniźmie wymagał od katolików przejmowania np. od protestantów czegoś, czego nie mają u siebie i to zawsze i nieutracalnie.

2. Vloger Kapusta twierdzi, że nie należy utożsamiać M. Zielińskiego z „ludźmi zza ocecanu“ (w sensie z Toronto Blessing i Bethel Church), gdyż „oni nie znają granic“, podczas gdy u Zielińskiego są tylko śmiechy. Nasuwa się proste pytanie: skoro u Zielińskiego są jedynie śmiechy dlatego, że on „zna granice“, to kto jest tego sprawcą, Zieliński czy Duch Święty? Czyżby Duch Święty słuchał Zielińskiego i - nie chcąc go skompromitować jako powiązanego z Bethel Church  - powodował jedynie chichoty, a nie zwierzęce ryczenie i tarzanie się po ziemi?

3. Vloger Kapusta broni twierdzenia M. Zielińskiego, jakoby niegdyś „w Kościele katolickim byli ludzie, którzy się tarzali i śmiali“. Po pierwsze, ani vloger Kapusta, ani M. Zieliński nie podają źródła tej swojej wiedzy. Po drugie, jeśli by rzeczywiście były tego typu zachowania podczas modlitwy, to by z całą zostały przez każdego zdrowego na umyśle katolika ocenione jednoznacznie jako demoniczne. Krótko: w całej historii Kościoła nie ma jednego przypadku pozytywnej oceny takiego zachowania ani ze strony teologów katolickich, ani władz Kościoła. Tym samym M. Zieliński kłamie i vloger Kapusta wraz z nim.

4. Głównym argumentem vlogera Kapusty w tym wystąpieniu jest mniemanie, jakoby nauczanie i działalność M. Zielińskiego były całkowicie „biblijne“, czyli wynikały wyłącznie z tego, że ów „po prostu naczytał się Ewangelii“. Swoje twierdzenie opiera głównie na Ewangelii św. Marka 16,17-18. Są to słowa skierowane przez Pana Jezusa do Apostołów przed Wniebowstąpieniem. Jest to nakaz misyjny adresowany jednoznacznie NIE do wszystkich wiernych, lecz właśnie do Apostołów. Pan Jezus mówi, że „tym, którzy uwierzą“, będą towarzyszyć znaki. Do właściwej interpretacji należy uwzględnić przede wszystkim bezpośredni kontext:



Z kontextu wynika więc jasno, że znaki towarzyszyły nauczaniu Apostołów („jedenastu“), potem oczywiście ich następcom, czyli duchownym, NIE wszystkim wiernym.

Ponadto istotny jest kontext dalszy, tzn. inne miejsca Pisma św. Z nich wynika jednoznacznie: jedynie Apostołowie (także św. Paweł) wkładali ręce na chorych i tylko przez nich Bóg uzdrawiał, mianowicie dla potwierdzenia prawdziwości, czyli Bożego pochodzenia nauczania. Pisałem o tym już jakiś czas temu:

https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/10/czy-naozenie-rak-zawsze-byo-w-kosciele.html

Mówiąc krótko: ani w Piśmie św., ani w całej historii Kościoła NIE ma praktyki wkładania rąk przez świeckich. Tym samym powoływanie się przez vlogera Kapustę i M. Zielińskiego na Pismo św. jest po prostu oszustwem.

5. Innym cytatem biblijnym przytaczanym przez vlogera Kapustę w obronie M. Zielińskiego są słowa św. Pawła w 1 Kor 2,2-3 oraz 14,1:



W tym pierwszym fragmencie nie ma więc ani śladu mówienia o wkładaniu rąk przez świeckich do działania cudów. Także ten drugi fragment nie zawiera nic, co by potwierdzało twierdzenie vlogera Kapusty. Tym samym jego powoływanie się tutaj jest kolejnym kłamstwem.

To samo dotyczy innych fragmentów Pisma św., którymi vłoger Kapusta próbuje usprawiedliwić „ubieganie się o dary duchowe“ M. Zielińskiego. ŻADEN z podanych przez niego cytatów nie zawiera uzasadnienia dla ubiegania się o charyzmat uzdrawiania i wskrzeszania. Podawane przez vlogera Kapustę rzekome dowody biblijne są jedynie kłamliwymi próbami perswazji i stworzenia pozorów argumentacji.

Wręcz przeciwnie, całe Pismo św. mówi wyraźnie, że moc działania cudów
- jest dana Apostołom, czyli hierarchii,
- służy ona potwierdzeniu nauczania prawdy objawionej, które również jest powierzone Apostołom, czyli hierarchii, NIE wszystkim wiernym,
- nie jest ona umiejętnością ani wyproszoną, ani tym bardziej wyuczoną czy wyćwiczoną w jakikolwiek sposób, lecz wyłącznie wolnym darem Bożym, którego Bóg sam udziela komu chce, kiedy chce i jak chce.


6. Wszystkie niby „biblijne“ argumenty vlogera Kapusty mają służyć wyszydzeniu i obaleniu duchowości św. Ludwika Grignon de Montfort’a, na której opierają się twórcy filmu o M. Zielińskim. Vloger Kapusta twierdzi, że jest to „teologia wymyślona“ oraz sprzeczna z Pismem św. Opiera się przy tym na jednym fragmencie z Traktatu o Tajemnicy Maryi, wyszydzając go w typowy dla siebie sposób. Chodzi mu głównie o dwie sprawy:
- oddawanie Maryi oglądania Boga, uniesień i radości,
- nazywanie się „niewolnikiem“.
Według vlogera Kapusty w obydwu punktach św. Ludwik znajduje się w sprzeczności z Pismem św.

Przyjrzyjmy się więc najpierw rzeczonemu traktatowi. Każdy może sam sprawdzić jego treść chociażby pod linkiem:
http://louisgrignion.pl/tajemnica-maryi.html?showall=1&limitstart=

Po pierwsze, już na pierwszy rzut oka widać, mianowicie po przypisach odnoszących się fragmentów biblijnych, że św. Ludwik w swej nauce często i skrupulatnie odwołuje się do Pisma św.

Po drugie, ktokolwiek czytał traktat, ten nie mógł nie zauważyć, że św. Ludwik wielokrotnie mówi o szczęściu i radości, jakie płyną z prawdziwego nabożeństwa do Matki Najświętszej:





Wszystkie te fragmenty poprzedzają cytat użyty przez vlogera Kapustę do wyszydzenia nauczania św. Ludwika jako rzekomo sprzecznego z Pismem św. Zaś sam cytat interpretuje fałszywie, tak jakby nie znał czy nie chciał znać jego kontextu i właściwego sensu, który nie odpowiada temu, co vloger Kapusta zarzuca:



Przy zestawieniu tych słów z szyderczym oskarżeniem ze strony vlogera Kapusty nasuwa się pytanie, czy on w ogóle zajrzał do traktatu, czy też mimo tego z rozmysłem przekręca treść.

W końcu zwróćmy uwagę, jakich argumentów biblijnów używa vloger Kapusta w tej sprawie.

Po pierwsze powołuje się na słowa Apokalipsy św. Jana 3,20. Wystarczy znać najbliższy kontext tego zdania, tzn. wersety sąsiednie, by dostrzec, jak kłamliwe jest posługiwanie się przez vlogera Kapustę tym fragmentem:

Tylko ktoś, kto albo nie zna zdań sąsiednich, albo bezczelnie oszukuje odbiorców, może używać zdania 3,20 jako argumentu przeciw ochoczemu przyjmowaniu cierpień itp. Jaką i czyją Biblię czyta i głosi vloger Kapusta?

Drugi cytatem biblijnym użytym przez vlogera Kapustę są słowa Pana Jezusa z Kazania na Górze: „wy jesteście światłem świata“ (Mt 5,24). Także tutaj vloger Kapusta albo nigdy nie czytał całości, albo liczy na to, że odbiorcy nie czytali i dlatego może im bezczelnie wmówić swoje własne treści, tak, jakby Pan Jezus nie błogosławił akurat smutnych, ubogich i prześladowanych:


Podobnie rzecz się ma z odrzuceniem przez vlogera Kapustę idei niewolnictwa wobec Maryi, tak jakby nie wiedział, że chociażby św. Paweł nazywa siebie dosłownie „niewolnikiem“ (δουλος) pięć razy:
Rz 1,1
2 Kor 4,3
Gal 1,10
Flm 1,1
Tt 1,1.
Widocznie według vlogera Kapusty także sam św. Paweł zaprzecza Pismu św.

Jest jeszcze więcej takich i tego typu absurdów i kłamstw vlogera Kapusty zarówno w tym wystąpieniu, jak właściwie w każdym innym. Nasuwa się więc pytanie, czy człowiek o normalnej kondycji umysłowej i moralnej jest w stanie działać i mówić w taki sposób. Jak widać, skala kłamstw i fałszerstw jest wręcz porażająca. W połączeniu z bezczelnością i błazeńsko-szyderczą formą przekazu wygląda to na działanie wybitnie w duchu „ojca kłamstwa“ (J 8,44), czyli demoniczne.

Niestety jest to przykład typowy dla tzw. charyzmatyzmu. I jest to tym samym dowód na to, że powoływanie się na Ducha Świętego nie daje gwarancji rzeczywistego pochodzenia i związku z Duchem Bożym. Szatan potrafi perfidnie kłamać i oszukiwać. Czego ilustracją jest posługiwanie się Pismem św. przez vlogera Kapustę.


Czy Bóg może kłamać? Czyli o pseudoracjonalnym katoliku

Ostatnio przypadkowo trafiłem na pewien dziwny profil na fb i zarazem na bloga. Oto wpis, do którego muszę się odnieść dla uświadomienia i przestrogi przed radosną twórczością tej osoby:



Są tutaj dwie istotne kwestie: 

- przedstawienie Zbawienia w Jezusie Chrystusie jako polegającego na kłamstwie,

- powiązanie tego kłamstwa z "niewiarygodnym Miłosierdziem", czyli z modnym obecnie zakłamanym "miłosierdziem" bez sprawiedliwości.

Otóż owa przypowieść z wypadkiem, szkodą i wybawicielem z kłopotu jest nie tylko absurdalna, lecz zakłamana i bluźniercza. Nie trzeba być znawcą Pisma św. i teologii, by wiedzieć, że Jezus Chrystus nigdy nie powiedział, jakoby cierpiał za Swoje winy, jakoby to On zgrzeszył. Tym samym autor popełnia fundamentalne zafałszowanie już nawet na poziomie faktów źródłowych. 

Mimo wskazania na problem, autor nadal brnie w tym bluźnierstwie:


Nie wiem, skąd ta osoba bierze swoje pojęcie expiacji. Może ono być tylko albo urojone, albo wzięte z innych, niebiblijnych i niechrześcijańskich źródeł, gdyż jest sprzeczne z Objawieniem biblijnym. Ani w Piśmie św., ani w żadnym innym źródle teologii nie jest powiedziane, by zwierzęta ofiarne zgrzeszyły, czy żeby Jezus Chrystus uznał grzechy ludzkości za Swoje. 

Delikwent brnie dalej w swoje absurdy:


Odpowiadam:
- Każde kłamstwo jest fałszywym świadectwem, czyli mówieniem czegoś, co jest sprzeczne z posiadaną wiedzą.
- Księga Tobiasza jest jedynie deuterokanoniczna, co ma wpływ na jej interpretację. Ponadto jest starotestamentalna, tym samym nie zawiera ostatecznej prawdy objawionej, czyli jest pod tym względem niedoskonała. W Nowym Testamencie nie jest nigdzie cytowana.
- Słowa Pana Jezusa w J 7,8 nie są kłamstwem, ponieważ jest jasno powiedziane w 7,9, że Pan Jezus pozostał w Galilei, więc nie skłamał. Chodziło o pielgrzymowanie razem z krewnymi. Czym innym jest późniejsze pójście ukryte, o którym mowa w 7,10. Powód jest podany wyraźnie: ponieważ jeszcze nie nadszedł Jego czas. 

I jeszcze raz ten sam kłamliwy absurd:


Odpowiadam: 
- Do spłacenia czyjegoś długu nie jest konieczne kłamanie. Wystarczy podjąć się spłaty. Widocznie delikwenta solidnie przyćmiło. Albo notorycznie kłamie. 

I robi się jeszcze ciekawiej, gdyż człowiek widocznie utożsamia Wcielenie ze stanem grzechu: 


Czyli dla delikwenta człowieczeństwo jest równoznaczne ze stanem grzechu tak, jakby człowiek nie został stworzony bez grzechu, czyli jakby grzech stanowił istotny składnik natury ludzkiej. No cóż, to jest kolejny absurd świadczący o braku elementarnej wiedzy teologicznej lub o negowaniu podstawowych prawd wiary. 

Przykład bankowy jest tutaj charakterystyczny (a swoją drogą świadczy o braku elementarnego logicznego myślenia,
gdyż czymś innym jest spłacenie za kogoś długu, a czymś innym powiedzenie, że się ten dług zaciągnęło). Otóż jego autor - pozostający anonimowy - przedstawia się następująco:

Tak więc autor jest po pierwsze widocznie z wykształcenia i zawodu związany z międzynarodówką bandycko-lichwiarską. Po drugie, widocznie nie ma żadnego wykształcenia teologicznego, natomiast ma "pasję w obszarze teologii" wykształconą w rozmowach z ateistycznym partnerem biznesowym, z którym się świetnie rozumie. 

Ciekawe i właściwie wyjaśniające są sympatie pseudoteologiczne, które wyznaje:



Najbardziej charakterystyczni są tutaj: krypto-okultystyczny miesięcznik (było o nim tutaj) oraz pseudocharyzmatyczny vloger Kapusta, o którego bezczelnych kłamstwach musiałem już kilkakrotnie traktować (tutaj, tutaj, tutaj, tutajtutaj i tutaj, jeszcze o herezjach jego ojca tutaj). 

Tak więc bluźnierstwo "racjonalnego katolika" odnośnie Jezusa Chrystusa i dzieła Zbawienia pasuje dość dokładnie do jego powiązań zawodowych i "autorytetów": to jest myślenie talmudyczne, realizowane zresztą także w islamie, gdzie Ałłah jest nazwany najwyższym kłamcą (porównaj tutaj). 

Tym samym ów blog powinien się raczej nazywać: pseudoracjonalny bluźnierca, który ma niewiele wspólnego z katolicyzmem. 

Czy można dojść do Jezusa bez Mariji?



Ta kwestia łączy się zarówno z vlogowymi wystąpieniami syna autora powyższej wypowiedzi (tutajtutajtutajtutaj i tutaj), jak też z omówionym już pokrótce tematem powszechnego pośrednictwa Matki Bożej, gdzie łatwo wykazałem, że według nauczania Kościoła począwszy od pierwszych wieków nie ma innej drogi do Boga jak tylko przez Jezusa Chrystusa i nie ma innej drogi do Jezusa Chrystusa jak tylko przez Jego Matkę (zobacz tutaj, także tutaj). Innymi słowy: pośrednictwo Jezusa Chrystusa stanowi jedność z pośrednictwem Mariji, tak jak nie można oddzielić Zbawienia od Wcielenia Syna Bożego. Kto neguje pośrednictwo Mariji, ten neguje tym samym także pośrednictwo Jezusa Chrystusa i też Kościoła.

Ta rzekomo "bezpośrednia" droga do Boga jest zwykłym oszustwem. Coż bowiem oznacza w praktyce pójście wprost do Jezusa Chrystusa? Ano oznacza to jakby samodzielne czytanie Pisma św. na sposób protestancki, czyli z wykluczeniem Tradycji Kościoła, która jest bogatsza w treści o Matce Jezusa Chrystusa niż samo Pismo św. To odcięcie się od Tradycji oznacza de facto zafałszowanie także Pisma św., które jest właściwie częściowym zapisem ustnego nauczania Apostołów czyli Tradycji Kościoła.

A kto twierdzi, jakoby Pismo św. nie dawało podstaw do kultu Matki Chrystusowej nauczanego i praktykowanego przez Kościół, ten albo nie zna Pisma św., albo nie rozumie go w taki sposób, jak Kościół zawsze rozumiał, począwszy od Ojców Kościoła. Już bowiem w sporach chrystologicznych z arianizmem i innymi sektami III i IV wieku jasno wykształciły się zręby mariologii. Innymi słowy: rola Mariji w dziele zbawienia jest ściśle i nierozerwalnie związana z rolą Jej Syna i Kościoła. Kto twierdzi inaczej, ten albo nie zna czy nie rozumie wiary Kościoła, albo ją odrzuca i jest tym samym heretykiem, który popadł w automatyczną karę exkomuniki na podstawie Kodexu Prawa Kanonicznego:







Mówiąc najkrócej:
Stosunek do roli Matki Bożej w planie zbawienia jest miernikiem stosunku do Bożego Objawienia w Jezusie Chrystusie. Potwierdza to także historia Kościoła i teologii: wszyscy heretycy mieli jakiś problem z mariologią. W tej sposób potwierdza się prawda wyrażona już w tzw. Protoewangelii w Księdze Rodzaju o nieprzyjaźni między szatanem a "niewiastą". Ta prawda zawarta jest między innymi w pięknej antyfonie liturgii rzymskiej, opracowywanej także polifonicznie:


"Raduj się, Marijo Dziewico, któraś sama zmiażdżyła wszystkie herezje. Któraś uwierzyła w to, co powiedziane było przez Archanioła Gabriela. Kiedy to, Dziewico, zrodziłaś Boga i człowieka, a po urodzeniu pozostałaś Dziewicą nienaruszoną. Boga Rodzicielko, wstawiaj się za nami. Na całym świecie. Amen."

Komunia dołapna czyli Mikołaja Kapusty oszustw ciąg dalszy




Na wstępie zaznaczam, że świadomie i celowo niniejszym nie powstrzymuję emocyj, gdyż mimo merytorycznej rzetelności nie chcę ukrywać oburzenia w obliczu iście demonicznego fałszu i zakłamania w sprawie najświętszej na świecie, mianowicie eucharystycznej Obecności naszego Pana Jezusa Chrystusa, w którą perfidnie uderza w swoim kolejnym występie internetowy "magister teologii", nadal bez najmniejszych skrupułów popisujący się ignorancją i manipulacją, w połączeniu z bezczelną pewnością siebie. Czyni to zresztą nagminnie, o czym była już mowa (tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj).

Otóż Mikołaj Kapusta nie omieszkał zabrać głosu w aktualnej sprawie tzw. Komunii na rękę czyli dołapnej. Za okazję obrał sobie wystąpienie Wojciecha Cejrowskiego, krytykującego ową forsowaną obecnie praktykę.

1. Pierwszym "argumentem" pana Kapusty jest powiedzenie, że jest "magistrem teologii", w atmosferze powagi powstrzymującej się w znacznym stopniu od typowego błaznowania z nienormalnym śmiechem przed kamerą. Ile warte jest to jego magisterium, staje się tutaj znowu wyraźne.

2. Drugim "argumentem" jest powołanie się na fragment wypowiedzi w jednej z książek kard. Ratzinger'a. Popisuje się przy tym fałszywym poważaniem dla teologa Józefa Ratzinger'a, oczywiście na doraźny użytek. O pokazowej obłudzie świadczy już fakt, że nazywa kard. Ratzinger'a "przewodniczącym komisji wiary". Jak na "teologa", jest to dość kompromitujące, gdyż nie ma takiej funkcji w Stolicy Apostolskiej i tym samym kard. Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, nigdy takiej funkcji nie miał. Kapusta ma na myśli funkcję prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, najważniejszej dykasterii Kurii Rzymskiej. Niezdolność poprawnego podania tej nazwy świadczy dobitnie o kompetencji teologicznej czyli już nawet faktograficznej błaznującego "magistra teologii".

Podając fragment z jednej książki, Kapusta popełnia chytry zabieg:
- po pierwsze pomija, że chodzi o wypowiedź z 1978 roku,
- po drugie pomija kontext wypowiedzi, którego uwzględnienie jest konieczne dla poprawnej interpretacji,
- po trzecie pomija wszystkie inne wypowiedzi zarówno teologa i kard. Ratzinger'a, jak też Benedykta XVI, które dość wyraźnie, choć pośrednio krytykują także Komunię dołapną.

Chodzi o następujący fragment z książki "Gott ist uns nah. Eucharistie: Mitte des Lebens":






W kontekście jest dość jasne, że chodzi o starożytną formę udzielania Komunii św. Jest ona pod wieloma względami istotnie różna od obecnie stosowanej Komunii dołapnej. Ówczesny arcybiskup Monachium kard. Ratzinger wskazuje bowiem na słowa św. Cyryla Jerozolimskiego:



Istotne elementy to:
- ręce mają być ułożone w geście sakralnym, zupełnie innym niż sięganie po zwykły pokarm
- prawa ręka symbolizuje tron na przyjęcie Króla Jezusa Chrystusa, Ciała Pańskiego, czyli Osoby godnej najwyższej czci
- przyjęcie ma się odbyć ostrożnie z pieczołowitą uwagą, by nie utracić choćby cząstki Ciała Chrystusowego
- utrata choćby cząstki powinna zaboleć tak jakby to była utrata na własnym ciele czy utrata drogocennego złotego pyłu
- cząstki Ciała Pańskiego są warte o wiele więcej niż złoto i drogocenne kamienie.

Kapusta pomija wszystkie te punkty, sugerując kłamliwie, jakoby zarówno św. Cyryl jak też kard. Ratzinger świadczyli na korzyść obecnie stosowanej Komunii dołapnej, w której zupełnie nie zwraca się uwagi na cząsteczki Ciała Chrystusowego, co prowadzi do ich profanacji czyli bezczeszczenia.

Przy tym Kapusta przemilcza, że to właśnie Benedykt XVI powrócił do udzielania Komunii św. wyłącznie do ust i na klęcząco, a począwszy od 24 grudnia 2010 r. unieważnił indult zezwalający na udzielanie Komunii św. do ręki na mszach papieskich, czyli zakazał udzielania Komunii dołapnie. Jak już w 2008 r. oznajmił publicznie ceremoniarz papieski x. Guido Marini, Benedykt XVI chciał promować i de facto promował Komunię św. na klęcząco i do ust. Począwszy od święta Bożego Ciała w 2008 r. papież udzielał Komunii św. wyłącznie na klęcząco i do ust, jak poświadcza urząd celebracyj papieskich.




Tym samym powoływanie się na słowa kard. Ratzinger'a z 1978 r. i to wyrwane z kontextu, z równoczesnym przemilczaniem innych wypowiedzi oraz jednoznacznych działań Benedykta XVI jest kłamliwą manipulacją.

Już bowiem w książce o liturgii z 1981 r. ówczesny kard. Ratzinger krytykował degradowanie Komunii św. do codzienności i jej desakralizację:




Jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Ratzinger sam przyjmował Komunię św. na klęcząco i do ust, jako poświadczają naoczni świadkowie:


(źródło tutaj)

Po pierwsze, pomija napominania zawarte już chociażby u św. Cyryla Jerozolimskiego (zob. powyżej), by przyjmując Ciało Pańskie dołożyć wszelkich starań, aby nie uronić choćby cząsteczki Ciała Pańskiego.

Po drugie, pomija także brzmienie nawet samych dokumentów zezwalających na Komunię dołapną, gdzie także napomina się do zadbania, by cząsteczki Ciała Pańskiego nie zostały utracone:



(Memoriale Domini)

Także instrukcja De communione eucharistica wydana w 1972 r. przez Kongregację Doktryny Wiary, jak też instrukcja wydana w 1985 r. przez Kongregację Kultu Bożego i Dyscyplina Sakramentów odnośnie udzielania Komunii do ręki podkreślają, że należy zwracać uwagę, by cząsteczki Ciała Pańskiego nie zostały utracone.

Tak samo mówi Jan Paweł II w encyklice Ecclesia de Eucharistia z 2003 r.:



Także katechizm podkreśla:



Biskup Atanazy Schneider w swojej słynnej książce podaje dowody patrystyczne:














3. Trzecim "argumentem" Kapusty jest obszerne cytowanie bełkotliwych wywodów opublikowanych na stronie grupy "Mocni w duchu" prowadzonej przez jezuitów z Łodzi. Te wypociny sprowadzają się do maniakalnego powtarzania: Kościół wie, że podczas Komunii dołapnej okruchy Ciała Pańskiego są bezczeszczone i mimo tego na to pozwala. To twierdzenie jest pod wieloma względami kłamliwą manipulacją. Na te zasady zwrócili uwagę także katolicy świeccy, którzy wystosowali słuszne memorandum. Samouniżenie Boga nie upoważnia do tego, żeby Bóg był poniżany przez człowieka. W żaden sposób nie jest wykluczone, że Pan Jezus podawał im do ust. Wręcz przeciwnie: jest historycznie pewne, że ówcześnie w Izraelu był zwyczaj kładzenia pokarmu do ust przez ojca rodziny domownikom. Wynikało to nie tylko ze względów higienicznych (z braku wystarczającej ilości czystej wody nie wszyscy domownicy mogli zasiadać do stołu z czystymi rękami, żeby sięgać po pokarm ze wspólnego naczynia), lecz oznaczało ojcowskie karmienie na obraz Boga Stwórcy, który daje pokarm Swoim stworzeniom. Zwłaszcza skoro Pan Jezus powiedział, że to jest Jego Ciało, to je Apostołowie na pewno z całą miłością i pieczołowitością przyjęli, bacząc, by nie uronić choćby okruszyny. Ojcowski gest kładzenie pokarmu do ust jest także znakiem ojcowskiego charakteru kapłaństwa Chrystusowego trwającego w Kościele.

Warto zauważyć, że nie przypadkowo forsowanie tzw. nadzwyczajnych szafarzy zwykle idzie w parze z forsowaniem Komunii dołapnej: zatracenie związku udzielania Komunii św. z kapłaństwem zaciemnia związek kapłaństwa z Ofiarą Chrystusa, dającego Swoje Ciało na pokarm. Kapusta ten fakt zupełnie pomija i tym samym zakłamuje sprawę. Co teolog Ratzinger i później Benedykt XVI wcześniej czynił, pozostaje sprawą jego sumienia, zwłaszcza gdy wynikało to z przejęcia praktyki swojego poprzednika oraz uległości wobec tegoż ekipy. Istotne jest, jakie decyzje podjął samodzielnie, gdy miał taką możliwość w ramach polityki personalnej i strategii rządzenia.
Widocznie Kapusta nie chce nawet wiedzieć, że według przepisów liturgicznych nieprzerwanie nadal regularną formą Komunii także w Novus Ordo jest udzielanie do ust, zaś udzielanie na rękę jest dozwolone wyłącznie na zasadzie indultu czyli zezwolenia przez Stolicę Apostolską na prośbę konferencji biskupów. Przy okazji Kapusta pozwala sobie na groteskowy i zarazem perfidny zarzut, jakoby sprzeciw wobec Komunii dołapnej był przejawem protestantyzacji. Widocznie nie rozumie on ani istoty protestantyzmu, ani istoty i ustroju Kościoła. Kościół bowiem w znaczeniu katolickim nie jest strukturą absolutystyczną, w której sprawujący władzę dyktują myślenie i postępowanie. W Kościele Chrystusowym władza podporządkowana jest prawdom wiary i Tradycji Apostolskiej, nie jest więc władzą absolutną, lecz podrzędną. Tym samym żadna władza w Kościele nie stoi ponad prawdami wiary, a każdy dzierżący władzę może ją utracić i faktycznie traci wskutek popadnięcia w herezję i exkomunikę, i to automatycznie czyli bez karnego orzeczenia (latae sententiae). Niechże sobie Kapusta poczyta chociażby Kodex Prawa Kanonicznego.

Przy okazji znowu widać, że Mikołaj Kapusta jest właściwie tylko tubą i marionetką starszych i mniej medialnych lisów pseudocharyzmatyzmu typu jezuici z Łodzi. Ten człowiek ma poziom wiedzy teologicznej (w znaczeniu prawdziwej teologii katolickiej) bliski zeru. Co więcej: widocznie nie chce mieć tej wiedzy, przynajmniej nie z prawdziwych źródeł. Wydaje mu się chyba, że dla zaimponowania publiczności wystarczy błaznować wymachując Biblią i rzucając paroma wyrwanymi z kontextu i nieprzemyślanymi cytatami. Taka to jest wizytówka modernistyczno-paraprotestanckiego pseudokatolicyzmu, dokładnie pasująca do obrazu katolika na doraźny użytek wojującego ateizmu.

4. Czwartym "argumentem" Kapusty są bełkoty o rozdartej zasłonie świątyni, o Bogu jako domowniku, którego wolno dotykać, o bezpośrednim dostępie do Jezusa Chrystusa itd. Mówiąc o "zażyłości" Kapusta usprawiedliwia i postuluje brak wyrazów czci wobec Boga, a ostatecznie brak bojaźni Bożej, która jest jednym z darów Ducha Świętego. Oszustwo polega tutaj na tym, że pomija on zupełnie nakazy wyrazów czci dla Ciała Pańskiego (także w jego cząsteczkach), powtarzane stale także w dokumentach w związku z Komunią dołapną, na które wskazałem wyżej.

Przytoczę tutaj dodatkowo słowa Jana Pawła II z początku jego pontyfikatu (list apostolski Dominicae coenae):



Także z jego ostatniej encykliki (Ecclesia de Eucharistia):




Warto przytoczyć tutaj świadectwa podawane przez bpa Atanazego Schneider'a w jego cytowanej już powyżej książce Dominus est:






















5. Piątym "argumentem" Kapusty jest: "Bóg nie boi się profanum", to my "jesteśmy skażeni starotestamentalnym myśleniem", a Pan Jezus "chciałby się wykruszyć wszędzie". Kapusta posługuje się przy tym wywodami jezuitów z Łodzi, nazywając je z zachwytem "głęboką teologią". Według niej Bóg wybrał na eucharystyczne ciało Chrystusa postać chleba dlatego, ponieważ się kruszy. Nasuwa się tutaj pytanie, czy jezuici z Łodzi wraz z Kapustą głoszą takie bełkoty tylko z ignorancji, czy także ze złej woli. Gdyby bowiem znali choćby pobieżnie katolickie podręczniki dogmatyki i liturgiki, to by wiedzieli, że jest istotna różnica między okruchami hostii a "pyłem" czyli ziarenkami mąki, które już nie są postacią chleba i tym samym Ciałem Chrystusa. Ponieważ w praktyce trudno jest oddzielić faktyczne odłamki konsekrowanej hostii od "pyłu", który oddzielił się od hostii, dlatego Kościół zawsze otaczał czcią wszystkie cząstki pochodzące z postaci eucharystycznej. Ponadto łódzcy jezuici i wraz z nimi Kapusta mieszają dwie różne sprawy: uniżenie Boga obecnego pod postacią chleba oraz postawę człowieka wobec tej obecności. Z uniżenia Boga w żaden sposób nie wynika upoważnienie do braku czci ze strony człowiek wobec Niego. Podkreślam:
Tym samym łódzcy jezuici i Kapusta wraz z nimi dopuszczają się iście diabelskiej manipulacji i oszustwa.

6. Kapusta wyszydza wskazany przez W. Cejrowskiego obrazek przedstawiający deptanie po Jezusie Chrystusie przy okazji i z powodu Komunii dołapnej.





Są to według niego mikroskopijne czy ledwo zauważalne okruchy, które upadają na ziemię także podczas Komunii udzielanej do ust, a Jezus tym "się nie przejmuje". Manipulacja także tutaj polega na ukrytej negacji obowiązku czci wobec Pana Boga. Nikt nie twierdzi, że w udzielaniu Komunii do ust całkowicie wykluczone jest upadanie cząstek Ciała Pańskiego. Jednak to nie zwalnia z obowiązku stosowania wszelkich środków dla zapobieżenia bezczeszczeniu, a jest to możliwe tylko w udzielaniu Komunii do ust, nie na rękę. 

7. Kolejną manipulacją Kapusty jest wskazanie na słowa Konsekracji: "Bierzcie i jedzcie". Tutaj Kapusta kłamliwie sugeruje, jakoby słowa te oznaczały branie ręką na sposób sięgania po chleb przy zwykłym posiłku. Dowodem ma być Ostatnia Wieczerza, podczas której Pan Jezus wypowiedział te słowa. Po pierwsze, w żadnym biblijnym języku nie ma mowy o chwytaniu ręką, lecz o przyjmowaniu (accipite, λάβετε, לקחת). Po drugie, jest powiedziane, że Pan Jezus dawał (ἔδωκεν), a nie że Apostołowie brali (Łk 22,19).






8. Kapusta kilkakrotnie zestawia słowa Cejrowskiego o profanacji i świętokradztwie z fotkami pokazującymi Benedykta XVI podczas udzielania Komunii dołapnej. Jak już wyżej wskazałem, fotki te pochodzą wyłącznie z pierwszego, wczesnego okresu pontyfikatu. Faktem jest, że wraz ze zmianami personalnym Benedykt XVI nie tylko przeszedł na udzielanie Komunii wyłącznie do ust i na klęcząco, lecz zakazał innego udzielania na swoich celebracjach.




9. Nie trudno więc zauważyć, że szczytem bezczelnego oszustwa są słowa "tak wierzy Rzym" w odniesieniu do Komunii dołapnej. Instrukcja Memoriale Domini mówi dokładnie odwrotnie:



W tym kontekście należy zaznaczyć, że to u kalwińskich protestantów pojawiła się najpierw praktyka Komunii dołapnej. Ich synody zakazywały klękania do Komunii św. i przyjmowania do ust, gdyż taki sposób oznaczał rzekomo oddawanie czci chlebowi. Jasne jest, że podłożem jest odrzucanie i zwalczanie prawdy o Realnej Obecności Jezusa Chrystusa w Eucharystii. Dla kalwinistów w Komunii przyjmuje się chleb, będący jedynie symbolem Chrystusa.

10. Kłamstwem jest także powtarzane przez Kapustę maniakalnie twierdzenie, jakoby stosowana obecnie Komunia dołapna była formą stosowaną pierwotnie w Kościele. Przeczą temu źródła. Starożytna forma polegała na tym, że kładziono w formie krzyża prawą rękę na lewą, po czym kapłan kładł hostię na prawą rękę, skąd wierny głęboko pochylony językiem spożywał Ciało Pańskie wraz z okruchami. Wierny nie brał więc hostii w palce, jak to ma miejsce zwykle obecnie, i tym samym nie zostawiał okruchów Ciała Pańskiego na dłoni, lecz wylizywał je ze swojej dłoni. Jest oczywiste, że był to sposób niehigieniczny, dlatego został zastąpiony we wszystkich obrządkach Kościoła przez podawanie Komunii z ręki kapłana do ust przyjmującego. Dopiero w zborach kalwińskich pojawiła się praktyka obecna, która nie ma nic wspólnego ze starożytną praktyką Kościoła, gdyż z góry wyklucza troskę o okruchy Ciała Pańskiego.

Kładzenie Ciała Pańskiego bezpośrednio do ust przyjmującego było stosowane przez papieży najpóźniej już w V wieku, o czym poświadcza choćby św. Grzegorz Wielki (Dial. III, 3) mówiąc o swoim poprzedniku:



Jeszcze raz oddaję głos bpowi Schneider'owi:



























Podsumowując:
Wywody Kapusty ponownie świadczą o tym, że widocznie nie przeczytał ani dokumentów Magisterium Kościoła w temacie, ani podstawowych książek chociażby kard. Ratzinger'a, na którego się powołuje, ani choćby najnowszych jak niewielka a treściwa pozycja bpa A. Schneider'a. Wiedza błaznującego "magistra teologii" ogranicza się do wypocin jezuitów z Łodzi i tym podobnych protestanckich, paraprotestanckich i kłamliwych pisemek. Z tym większą pewnością siebie - a właściwie bezczelnością - Kapusta pozuje na kogoś pretendującego do miana "teologa", nie tylko pouczającego masy naiwnych i mało myślących ignorantów, lecz z niesłychaną butą szydzącego ze świętych, prawdziwych teologów Kościoła jak Ludwik Maria Grignon de Montfort.


Na koniec kilka uwag w kwestii, która się tutaj nasuwa: Jak to możliwe, że ktoś taki jak jezuici z Łodzi i Kapusta wraz z nimi mogą bez przeszkód siać kłamliwą propagandę i to powołując się na "Kościół"? Jak to możliwe, że niektórzy biskupi w Polsce ochoczo wykorzystali obecną histerię z corona-wirusem do forsowania Komunii dołapnej i to wbrew nie tylko Tradycji Kościoła lecz także dokumentom Novus Ordo?
Są dwa główne powody:
Po pierwsze, istnienie tej praktyki na tzw. Zachodzie oraz chęć dopasowania polskiego katolicyzmu. A skąd się wzięła ta praktyka na Zachodzie? Niewielu wie, a zwykle nie chce się wiedzieć, że została wprowadzona przez nieposłuszeństwo czyli wbrew obowiązującemu prawu w latach bezpośrednio po Vaticanum II i to jeszcze zanim ukazał się mszał Pawła VI. Powodem tego wprowadzenia były antykatolickie poglądy niektórych teologów negujących prawdę wiary o Realnej Obecności Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, w powiązaniu z zapałem ekumaniackim, czyli bratania się i upodobniania do zwyczajów protestanckich.
Po drugie więc chodziło i chodzi o praktyczne podważanie prawd wiary katolickiej (przy równoczesnym obłudnym ich wyznawaniu), uważanych za przeszkodę w ekumaniactwie oraz w dostosowywaniu życia Kościoła do niewiary w prawdy wiary katolickiej.

Nie twierdzę, że wszyscy zwolennicy Komunii dołapnej są świadomi tych powodów i je podzielają. Z pewnością wielu jest takich, którym wystarczy argument typu: "Kościół pozwolił, więc jest OK, a trzeba iść z duchem czasu". Jest to myślenie na poziomie najwyżej nastolatka, a raczej analfabety niezdolnego do samodzielnego myślenia i krytycznej oceny w świetle podstawowej wiedzy katechizmowej. Co nie znaczy, że tego typu mentalności nie reprezentują osoby nawet z wyższym wykształceniem, które w dziedzinie religii zatrzymały się na poziomie przedszkolnym.

Ogólnie mówiąc, sprawa Komunii św. skupia jak w soczewce obecne problemy Kościoła: zamieszanie, dezorientację, podziały, a przede wszystkim odejście od podstawowych prawd wiary. Wystarczy bowiem wiedzieć, co a właściwie Kogo przyjmujemy w Komunii św., by dojść całkiem krótką drogą do odpowiednich wniosków praktycznych także co do sposobu przyjmowania. Wtedy wystarczy już prosta i odważna konsekwencja, nawet wbrew bełkotowi głoszonemu przez duchownych czy uzurpatorów świeckich.

Tym samym mamy do czynienia z próbą zarówno wiary jak też charakterów. Na podstępne i podłe podkopywanie i podważanie wiary Kościoła i rdzenia jego życia jakim jest Najświętszy Sakrament należy odpowiedzieć zdecydowanie i odważnie. Niezależnie od ceny, jaką trzeba będzie za to zapłacić.



Na koniec małe post scriptum:



Przy okazji dodam: Młody x. J. Ratzinger robił karierę naukową w Monachium u x. prof. Gottlieb'a Söhngen‘a, który pochodził z mieszanego małżeństwa katolicko-protestanckiego (zawartego wbrew ówczesnym zakazom Kościoła) i miał już z tej racji ciągoty ekumaniackie, zarówno osobiste jak też teologiczne. Ponadto był pod wyraźnym wpływem heglizmu oraz zwalczał tomizm w teologii. Przykładem są jego sarkastyczne wypowiedzi o słynnym neotomiście o. Garrigou-Lagrange OP, znanego wówczas jako "młot na modernizm":







W takiej oto atmosferze teologicznej wychował się późniejszy kard. Ratzinger i Benedykt XVI. Nie trudno zauważyć zarówno rozdwojenie w jego myśleniu (z jednej strony tendencje modernistyczne w myśleniu, z drugiej pragnienie wierności wierze katolickiej) jak też pewien rozwój, na który często wskazują jego koledzy teologowie z młodych jak chociażby apostata i mason H. Küng, zarzucający zdradę młodzieńczej "otwartości" i "nowoczesności". Oczywiście nie pomniejsza to zasług kard. Ratzinger'a i Benedykta XVI dla odnowy Tradycji Kościoła zwłaszcza za jego pontyfikatu, któremu zawdzięczamy dowartościowanie i potwierdzenie stałego miejsca liturgii tradycyjnej w życiu Kościoła. Tym niemniej zarówno teolog J. Ratzinger jak też Benedykt XVI jest i pozostanie postacią niejednoznaczną i tym samym w pewnym sensie tragiczną.

I jeszcze jedno dopowiedzenie:




I jeszcze taki kwiatek rzekomego apologety: