Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skrzypczak R.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skrzypczak R.. Pokaż wszystkie posty

Przywódca sekty dolindowców kłamie


W sprawie x. Dolindo i około już się wypowiadałem (tuta i tutaj). Oto ostatnio sam główny promotor tego oszustwa w Polsce, x. Robert Skrzypczak, już zupełnie się zdemaskował u jak zwykle dobroduszno-naiwnego pana Janka Pospieszalskiego. Chodzi o tę wypowiedź:


Przyznam, że nie ogarniam, jak można bezczelnie kłamać, mówiąc, że nie było żadnych dowodów do procesu kanonicznego i ukarania x. Dolindo. Wystarczy spojrzeć do książki kolabarantki x. Skrzypczaka, do której on zresztą oczywiście napisał wstęp, gdzie w przypływie szczerości jest wzmiankowana sprawa niejakiej Serafiny:





Podane fragmenty są oczywiście zretuszowane względem rzeczywistości i próbują wybronić x. Dolindo. To jednak nie może się udać. Sprawa jest właściwie prosta: jeśli kapłan zamiast prostych teologicznych kryteriów rozróżniania duchów kieruje się tym, jak się czuje w obecności danej osoby, to nie jest tylko zupełnie nie kompetentny, lecz groźny dla dusz. Jeśli ktoś mimo tego prostego przykładu, twierdzi, że nie było powodów do procesu przed Świętym Oficjum, to bezczelnie łże i oszukuje publiczność. 

Osobną kwestią jest sprawa inkardynacji. X. Skrzypczak powinien właściwie wiedzieć, że kapłan bez inkardynacji jest tym samym suspendowany i nie ma prawa sprawować sakramentów. Nie badałem biografii x. Dolindo, ale o ile gdzieś tam wyczytałem, w ostatnich dekadach życia jednak sprawował Mszę św. Na jakiej podstawie to czynił, nie wiem. Trzeba by to wyjaśnić. 

Sprawa x. Dolindo


Już kilka lat temu byłem pytany o opinię w sprawie x. Dolindo Ruotolo. Zacząłem wtedy zapoznawać się z dostępnym materiałem. Dość rychło zauważyłem, że mamy do czynienia z następnym modernistycznym oszustwem typu zjawy w Medjugorje i s. Faustyny Kowalskiej, aczkolwiek w fazie jeszcze nie tak zaawansowanej. Główny propagator sławy x. Dolindo w Polsce, x. Robert Skrzypczak, zresztą otwarcie głosi powiązania i pewne pokrewieństwo między kultem faustyno-sopoćkowym a tymże bohaterem. 

Być może nadejdzie czas na obszerniejsze, naukowe opracowanie w temacie. Tymczasem podzielę się kilkoma spostrzeżeniami, które powinne pomóc ku własnemu krytycznie racjonalnemu podejściu, czego bardzo brakuje w mentalności kształtowanej i promowanej przez modernizm. 

Mówiąc najkrócej, sprawa x. Dolindo jest jednym z narzędzi promowania czarnej narracji odnośnie do najważniejszej instytucji Kurii Rzymskiej czyli Świętego Oficjum, zwłaszcza za pontyfikatu św. Piusa X i potem za Piusa XI, za których to pontyfikatów nałożone zostały na idola x. Skrzypczaka kary kościelne jako na heretyka "formalnego i dogmatyzującego". To, co opowiada x. Skrzypczak i jego wspólniczka Joanna Bątkiewicz-Brożek, sprowadza się do hejtowania tegoż urzędu rzymskiego jako rzekomo niesłusznie prześladującego i znęcającego się nad uczonym i świątobliwym kapłanem z Neapolu. Pani Joanna posuwa się nawet do publicznego wylewania łez z tego powodu na licznych - uwiecznionych w internetach - spotkaniach promocyjnych swoich książek w temacie. Któż nie byłby wrażliwy na łzy ładnej niewiasty... Zaś w biznesie to na pewno pomaga. 

Kluczowym wydarzeniem w życiu x. Dolindo była sprawa pewnej kobiety, która swojego wychowanka podawała jako wcielenie Ducha Świętego, a x. Dolindo wydał w jej sprawie pozytywną opinię, broniąc jej prawowierności. Tak może się zachować jedynie zupełny ignorant co do wiary katolickiej na poziomie choćby katechizmowym. Nikogo więc nie powinno dziwić a tym bardziej oburzać - jak czyni to ekipa x. Skrzypczaka - że x. Dolindo pojawił się na celowniku Świętego Oficjum, które zresztą wykazało dużo cierpliwości. Wszak jest zrozumiałe, że nie można kapłanowi o tak elementarnym braku wiedzy i rozeznania duchowego pozwolić na opiekę nad duszami. 

Drugi znaczący element. Ekipa x. Skrzypczaka w zachwycie opowiada, iż x. Dolindo był prekursorem tzw. spotkań biblijnych, czy czytania i omawiania Pisma św. w grupach po domach. Obecnie niestety powszechnie nie zauważa się w tym problemu, gdyż pokolenia wychowane na paraprotestanckich praktykach blachnicyzmu uważają coś takiego za coś niby normalnego. To jednak nigdy nie było normalne w Kościele katolickim, lecz pochodzi z obyczajów sekt protestanckich i to raczej tych nowszych. Problem polega na tym, że Pismo św. nigdy w Kościele nie było wydane do prywatnego użytku. Kościół zawsze otaczał Pismo św. jako świadectwo Bożego Objawienia pieczołowitą opieką (więcej tutaj), a to z tego prostego względu, że po pierwsze jego właściwe zrozumienie wymaga odpowiedniego przygotowania teologicznego i duchowego, a po drugie wszyscy heretycy w historii posługiwali się właśnie Pismem św. dla swoich przewrotnych nauk. Skoro x. Dolindo coś takiego praktykował i propagował, to wykazywał przynajmniej pogardę dla zasad duszpasterskich Kościoła w obchodzeniu się z Pismem św. Nie powinno więc dziwić, iż także z tego powodu spotkały go kary kościelne i to całkowicie słuszne. 

Po trzecie, ekipa x. Skrzypczaka zachwyca się tym, że x. Dolindo napisał 33-tomowy komentarz do Pisma św., co czynił głównie w latach, gdy był suspendowany, a "dzieło" to zostało przez Stolicę Apostolską umieszczone na Indeksie Ksiąg Zakazanych. Nie miałem dotychczas sposobności zapoznania się choćby z fragmentami. Istotna jest jednak następująca okoliczność: rzetelne studium Pisma św. - a to jest podstawa dla rzetelnego komentowania - wymaga dobrej znajomości przynajmniej języków biblijnych czyli hebrajskiego i greckiego. Nic nie wskazuje na to, by x. Dolindo tą umiejętnością dysponował. Był więc najwyżej w stanie pisać swoje prywatne rozważania, aczkolwiek pod warunkiem znajomości istniejących badań naukowych w przedmiocie exegezy danych ksiąg Pisma św. Także tej znajomości x. Dolindo nie wykazywał, a nawet wręcz odnosił się z pogardą do ówczesnej exegezy biblijnej, zresztą o wiele bardziej katolickiej i wiarygodnej niż mamy to obecnie. Nie trudno więc zauważyć jego zuchwałość, która jest rodzajem pychy, a to jest zawsze dobitnym dowodem nie tylko przeciw osobistej świętości lecz także przeciw solidności teologicznej.  

W sprawie x. Dolindo zagadkowa jest rola o. Stefano Manelli, założyciela konserwatywnego zakonu "Franciszkanów Niepokalanej". Nie miałem jeszcze możliwości bliższego zbadania tej roli. Prawdopodobne wydaje się jej wypaczanie i wykorzystywanie w interesie propagandy fanów x. Dolindo i to w sytuacji, gdy sam o. Manelli, objęty prześladowaniami ze strony ekipy bergogliańskiej, w bardzo podeszłym wieku i schorowany, nie jest w stanie się bronić. Uważam za bardzo mało prawdopodobne, wręcz niemożliwe, by ktoś z elementarnym katolickim wykształceniem teologicznym i ze zdrowym rozeznaniem duchowym mógł angażować się w propagowanie kultu x. Dolindo czy choćby sławy.