Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cud. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cud. Pokaż wszystkie posty

Początek znaków


Ewangelia drugiej niedzieli po Objawieniu Pańskim (J 2,1-11) stanowi właściwie początek zwykłego okresu liturgicznego po świątecznym okresie Bożego Narodzenia. Ten okres zostaje potem przerwany przez Wielki Post i okres paschalny. W tradycyjnej liturgii rzymskiej niedziele po Objawieniu Pańskim i potem po Zesłaniu Ducha Świętego mówią przeważnie o cudach Jezusa Chrystusa. Jest to główna różnica względem porządku czytań niedzielnych Novus Ordo, gdzie większość perykop ewangelicznych ma charakter pouczeń moralnych, które w tradycyjnym porządku mają swoje miejsce we Wielkim Poście. W tym sensie można powiedzieć, że Ewangelia o cudzie w Kanie Galilejskiej otwiera treść niedziele roku liturgicznego i jest zarazem kluczem do ich właściwego zrozumienia. 

A trzeciego dnia było wesele w Kanie Galilejskiej i była tam matka Jezusa.

Zaproszono też Jezusa wraz z jego uczniami na to wesele.

A gdy zabrakło wina, rzekła matka Jezusa do niego: Wina nie mają.

I rzekł do niej Jezus: Czy to jest moja albo twoja sprawa, niewiasto? Jeszcze nie nadeszła godzina moja.

Rzekła matka jego do sług: Co wam powie, czyńcie!

A było tam sześć stągwi kamiennych, ustawionych według żydowskiego zwyczaju oczyszczenia, mieszczących w sobie po dwa lub trzy wiadra.

Rzecze im Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi.

Potem rzekł do nich: Zaczerpnijcie teraz i zanieście gospodarzowi wesela! A oni zanieśli.

A gdy gospodarz wesela skosztował wody, która się stała winem, (a nie wiedział, skąd jest, lecz słudzy, którzy zaczerpnęli wody, wiedzieli), przywołał oblubieńca

I rzekł do niego: Każdy człowiek podaje najpierw dobre wino, a gdy sobie podpiją, wtedy gorsze; a tyś dobre wino zachował aż do tej chwili.

Takiego pierwszego cudu dokonał Jezus w Kanie Galilejskiej; i objawił chwałę swoją, i uwierzyli weń uczniowie jego.


και τη ημερα τη τριτη γαμος εγενετο εν κανα της γαλιλαιας και ην η μητηρ του ιησου εκει

εκληθη δε και ο ιησους και οι μαθηται αυτου εις τον γαμον

και υστερησαντος οινου λεγει η μητηρ του ιησου προς αυτον οινον ουκ εχουσιν

λεγει αυτη ο ιησους τι εμοι και σοι γυναι ουπω ηκει η ωρα μου

λεγει η μητηρ αυτου τοις διακονοις ο τι αν λεγη υμιν ποιησατε

ησαν δε εκει υδριαι λιθιναι εξ κειμεναι κατα τον καθαρισμον των ιουδαιων χωρουσαι ανα μετρητας δυο η τρεις

λεγει αυτοις ο ιησους γεμισατε τας υδριας υδατος και εγεμισαν αυτας εως ανω

και λεγει αυτοις αντλησατε νυν και φερετε τω αρχιτρικλινω και ηνεγκαν

ως δε εγευσατο ο αρχιτρικλινος το υδωρ οινον γεγενημενον και ουκ ηδει ποθεν εστιν οι δε διακονοι ηδεισαν οι ηντληκοτες το υδωρ φωνει τον νυμφιον ο αρχιτρικλινος

και λεγει αυτω πας ανθρωπος πρωτον τον καλον οινον τιθησιν και οταν μεθυσθωσιν τοτε τον ελασσω συ τετηρηκας τον καλον οινον εως αρτιταυτην 

εποιησεν την αρχην των σημειων ο ιησους εν κανα της γαλιλαιας και εφανερωσεν την δοξαν αυτου και επιστευσαν εις αυτον οι μαθηται αυτου

U św. Jana każdy szczegół ma znaczenie, także liczby. Nie chodzi o to, jakoby Ewangelista dorabiał czy wymyślał liczby. Wszak nie sposób wykluczyć, że on tylko podaje fakty, które same w sobie są nośnikami treści. 

Już pierwsze zdanie, gdzie jest mowa o trzecim dniu, wskazuje zapewne na dzień Zmartwychwstania. Z kolei sześć stągwi kamiennych - o pojemności około 100 l każda - jest rozumiane przez Ojców Kościoła jako wskazanie na sześć dni stworzenia. Także gody mają znaczenie teologiczne już w Starym Testamencie (Oz 2,21-22), zaś w Apokalipsie "gody Baranka" (19,7-10) są spełnieniem historii Zbawienia i sensem historii Kościoła (por. Mt 25,1-13). Dopiero w tej perspektywie możemy prawdziwie zrozumieć zarówno całość tej perykopy jak też jej poszczególne składowe. 

Mamy tutaj ostatni dialog Jezusa z Matką i zarazem ostatnie Jej słowa w Piśmie świętym. Słusznie możemy to uznać za Jej testament dla Kościoła na wszystkie wieki: "czyńcie wszystko, cokolwiek wam powie!" Jest to równocześnie jakby wstęp do testamentu Jezusowego z krzyża, skierowanego poprzez Apostoła Jana dla całego Kościoła: "oto Matka twoja" (J 19,27). Już podczas godów w Kanie Marija okazał się uważną i troskliwą matką nie tylko Swojego Syna, lecz wszystkich, którym brakuje wina szczęśliwości wiecznej. Ona nie rozważała, czy Syn dostrzegł kłopotliwą sytuację gospodarzy. Jakby odruchowo, spontanicznie wyraziła Swoje zatroskanie, wręcz ponaglając Syna do działania. Jakże to bardzo matczyne! Tak jakby Jezus wciąż potrzebował Jej uważnej troski i pedagogicznego prowadzenia. Pobudziła Ją do tego pewność, że On zawsze chce pomóc, a być może także przeświadczenie i przeczucie, że to jest dla Niego sposobność objawienia i uwiarygodnienia się przed uczniami i przed społecznością. Tak właśnie zrozumiał to Jezus. Jego słowa do Matki, pozornie szorstkie i mylące, gdyż sprzeczne z tym, co następnie uczynił, są skierowane bardziej do nas niż do Niej. Właściwie można sobie łatwo wyobrazić, że w kontekście następnych czynów Pan Jezus wypowiedział te słowa jakby żartem i z porozumiewawczym uśmiechem, gdyż są one paradoxalne w tym zestawieniu. Nie mają więc racji ci, którzy dopatrują się tutaj przynajmniej braku szacunku Syna do Matki, a także niestosownego zachowania Matki wobec Boskiego Syna. Wszak On uczynił to, czego Marija z serca oczekiwała. A Ona zrozumiała i to Swoje zrozumienie przekazała sługom jako polecenie, które musiało być zadziwiające ówcześnie, gdyż niesłychane było, by niewiasta wydawała rozkazy zwłaszcza w nieswoim domu. 

W tym wydarzeniu zawarta jest sytuacja egzystencjalna zarówno indywidualna jak też powszechna i ogólnoludzka. Czyż nie doświadcza każdy z nas tego, iż mimo wszelkich starań brakuje czegoś i to w najważniejszych momentach? Czyż nie jest tak, że całej ludzkości brakuje trwałej radości, czego doświadczamy w chwilach i okazjach najmniej spodziewanych? 

Chrystus mógł oczywiście stworzyć wino z niczego. Woda, którą słudzy musieli napełnić stulitrowe stągwie aż po brzegi, musiała być mozolnie czerpana i być może przynoszona z odległej studni. Wesele trwało wówczas zwykle nawet przez cały tydzień, co lepiej wyjaśnia, że zabrakło wina. Nie wiemy, w którym dokładnie momencie ten brak wystąpił, jednak ze słów starosty można wnioskować, że było to pod koniec dni weselnych. Mimo tego Pan Jezus każe przynieść wodę. 

Skoro Ewangelista podaje właściwe przeznaczenie owych stągwi, to nie jest to bez znaczenia. Żydowskie oczyszczenia rytualne polegały na obmyciach i kąpielach. Wodę przynoszono ze studni do stągwi, skąd następnie czerpano do mycia. Nie były to więc naczynia zasadniczo przeznaczone do przechowywania wina. Związek godów z czystością staje się w pełni zrozumiały i oczywisty dopiero w tajemnicy Ofiary Nowego Przymierza. Oczyszczenie, które następuje w Chrzcie świętym, prowadzi do Eucharystii, która jest zadatkiem udziału w niebiańskiej Uczcie Baranka. Trud czerpania i starania o czystość jest warunkiem przygotowującym cud przemiany w niekończącą się i niewyczerpaną radość Zbawienia. Tym samym Pan Jezus nie tylko uczynił znak dla wiary Swoich uczniów, lecz także już wtedy zapowiedział znaki sakramentalne, zwłaszcza Chrztu świętego i Najświętszej Ofiary. Tylko On, przez Swoją krew przelaną na krzyżu, mógł dać to, czego ludzkim wysiłkom nie dostaje. 

Początek znaków wprowadza więc w koniec dziejów, w pełnię czasów. Na tę pełnię wskazuje napełnienie stągwi aż po brzegi. Na którym etapie historii się znajdujemy obecnie? Czy stągwie czystości już są napełnione po brzegi? Pewne jest, że jest to zadanie osobiste każdego z nas. Każdy uczeń Chrystusa ma napełnić stągwie aż po brzegi wodą życia i czystości. Wodą, która jest niezbędna do życia i codzienna, i stanowi zarazem "materiał" dla cudu przemiany. 

Słowa starosty weselnego do pana młodego odnoszą się do Bożej historiozofii. Także tutaj można sobie wyobrazić twarze zarówno uśmiechnięte jak też zdumione. Pewne jest, że w przemianie wody w wino to Jezus Chrystus objawia się jako właściwy Oblubieniec, który zapewnia radość godów. Na tej podstawie historiozofia Chrystusowa i chrześcijańska wyraźnie kontrastuje z pogańską. W mitologiach i "eschatologiach" pogańskich, których wyrazicielem był starosta weselny, złoty wiek pomyślności już minął, a świat jest skazany na dogorywanie w coraz większym niedostatku i beznadziei. Niesamowitość wiary w Jezusa Chrystusa polega na tym, że oczekuje ona, obiecuje i przygotowuje lepszą przyszłość przez przemianę, której może dokonać jedynie prawdziwy bo zmartwychwstały Oblubieniec. A Kościół - w tym każdy z nas - my czynić wszystko, cokolwiek On powie. 

Czy szatan może materializować? Czyli "Egzorcysta" zdemaskowany


W związku z niedawnym krytycznym komentarzem odnośnie dyskusji o exorccyzmach w XXI wieku (https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/10/czy-szatan-moze-pisac-sms-y.html) napisał do mnie jeden z jej uczestników, wydawca miesięcznika "Egzorcysta", Mariusz Błochowiak, domagając się skorygowania mojej opinii. Jako podstawę przysłał mi artykuł z owego miesięcznika pt. "Czym jest materializacja?" (wrzesień 2017). Jako autor jest podany "ks. prof. Gabriele Nanni (diecezja Aquila, Włochy), demonolog, egzorcysta i wykładowca Lateranum". Według danych dostępnych w internecie, dokładniej na stronie grupy "charyzmatyków", z którymi x. Nanni był (czy jest) związany (http://www.adimre.it/don-gabriele-nanni/),  niemal wszystkie podane tu informacje są fałszywe:
- nie był i nie jest profesorem
- nie był i nie jest wykładowcą na Uniwersytecie Laterańskim, lecz zdobył na nim jedynie licencjat z prawa kanonicznego
- nie był i nie jest exorcystą.
Nie są też znane żadne jego publikacje teologiczne oprócz pracy licencjackiej.

Co więcej. Strona internetowa wspólnoty, z którą x. Nanni był wcześniej przez długie laty związany, podaje inne, bardzo ciekawe informacje, które zaprzeczają także biografii podanej na rzeczonej stronie "charyzmatyków" (wyświęcony został nie w 1977 lecz 1997 r.). Wygląda na to, że mamy do czynienia z hochsztaplerem, aczkolwiek wyświęconym, choć po dość krętych drogach:


Szczególnie znamienne i interesujące jest autoświadectwo x. Nanni w procesie kościelnym, w którym on pełnił główną rolę:



Mówiąc krótko: już od strony autora to bardzo śmierdzi. 

Przejdźmy do treści w temacie. Tytuł artykułu jest bardzo zachęcający. Pan Błochowiak domagał się ode mnie odwołania sprzeciwu wobec jego wypowiedzi, jakoby szatan mógł pisać SMSy. Oprócz owego artykułu, powoływał się na rzekome fakty, tudzież na możliwość "naukową", podkreślając swoją kompetencję jako doktor fizyki, a równocześnie negując moją kompetencję naukową. 

Przede wszystkim ów artykuł miesza sprawy. Mówi o złorzeczeniach, ale jest to raczej jedynie haczyk i pretext do przemycenia właściwego przesłania, mianowicie istnienia tzw. materializacji. 

Zacznijmy od definicji pojęcia. Pojęcie jest dość obszernie opisane w parapsychologicznej "encyklopedii" węgierskiego żyda o nazwisku Nandor Fodor, który z czasem zdystansował się od okultyzmu, zbliżając się do psychoanalizy (https://en.wikipedia.org/wiki/Nandor_Fodor). W bardzo chaotycznym, właściwie bełkotliwym tekście (z 1932 r.), nie mającym wiele wspólnego z naukowością, znajdują się jednak niektóre podstawowe informacje:
- pojęcie "materializacja" pochodzi ze środowiska okultystycznego spirityzmu,
- odnosi się ono do (rzekomych) zjawisk mających miejsce w ramach seansów spirytystycznych,
- "zjawiskowość" tych zjawisk polega na "widzeniu" przed poszczególne osoby, czyli w sposób niebadalny i niesprawdzalny naukowo-empirycznie,
- od początku istniały próby nadania tym "zjawiskom" rangi faktów empirycznych wyjaśnialnych przyrodniczo-fizykalnie, jednak siłą faktów mogły to być jedynie próby interpretacji co najwyżej hipotetycznych, nieudowodnionych i niesprawdzalnych, a wysoce wątpliwych faktów, mające znamiona czy to urojeń czy mistyfikacji.  

Widać to w poniższym fragmencie:


Nawet wikipedia mówi wprost o zerowej wartości naukowej owego pojęcia, tudzież o wykazaniu oszustw:


Także naukowcy specjalizujący się w parapsychologii, badając współczesne przykłady tzw. materializacji (1994 r.), doszli do negatywnych rezultatów:


Innymi słowy: nie było i nie ma podstaw naukowych dla twierdzenia, jakoby istniało zjawisko materializacji. 

Nie jest w stanie tego zmienić także przytaczanie przykładu włoskiego okultysty-oszusta Gustavo Rol, którego "cuda" były jedynie seansami iluzjonistycznymi dla dobranego towarzystwa "wierzących": 



Wystarczy wejść na wikipedię, by dowiedzieć się, kto to był, i że nigdy nie pozwolił na zbadanie swoich rzekomych cudów, które miały charakter ewidentnie spirytystyczny: 


Zaś x. Nanni i p. Błochowiak wespół twierdzą (x. Nanni w artykule, p. Błochowiak w korespondencji do mnie), że materializacje  - względnie ich empiryczne dowody - mają miejsce podczas exorcyzmów jako "fakty". Jedynym "dowodem" owych faktów są słowa x. Nanni w tym artykule. P. Błochowiak potwierdza je swoim autorytetem jako "doktor fizyki". Chyba nie muszę tego obszernie komentować...

Obydwaj podpierają się autorytetem św. Tomasza, podając cytaty z jego pism. Czy słusznie? Przyjrzyjmy się. 

Pierwszego przytoczonego cytatu po prostu nie ma u św. Tomasza:


Każdy może sprawdzić  także w tłumaczeniu polskim. To jest istotne, gdyż na tych słowach opiera się cała ich argumentacja na korzyść materializacji. 

Drugi cytat brzmi:

Ten fragment (STh I, q. 110, a. 4 ad 2) jest cytowany słusznie w temacie, jednak wniosek - jakoby wg św. Tomasza demony mogły przemieszczać i materializować przedmioty - jest po prostu kłamstwem, gdyż nie ma jakichkolwiek  podstaw w cytacie. 

Jako trzeci argument ze św. Tomasza przytaczane są fragmenty z Summa contra Gentiles, aczkolwiek z błędnym podaniem miejsca (gdyż faktycznie chodzi o tom 3/2, ks. 3, rozdz. 105):


Tym razem autor z góry przedstawia następujące cytaty jako potwierdzenie poprzedniej tezy o materializacji, choć faktycznie nie ma w nich ani śladu twierdzenia o jej możliwości. Tak więc także tutaj mamy do czynienia po prostu z oszukiwaniem czytelnika.

W takiej sytuacji zbędne jest tutaj omawianie nauczania św. Tomasza w temacie. Zajęłoby to sporo miejsca. Wystarczy tymczasem nadmienić, że ani św. Tomasz ani żaden teolog katolicki, czy to starszy czy współczesny, nie dopuszczał możliwości materializacji. A to z prostego powodu: 
- po pierwsze nie ma ani stwierdzonych naukowo faktów, ani wiarygodnych świadectw o zjawiskach tego typu, 
- po drugie z punktu widzenia filozoficznego i teologicznego jest to niemożliwe. 
Podłożem tej koncepcji jest natomiast po pierwsze światopogląd spirytystyczno-okultystyczny, po drugie ostatecznie monizm filozoficzny, przypisujący bytom stworzonym właściwości i działania quasi boskie. 

Podsumowanie wystarczy krótkie: ten artykuł jest wybitnie perfidnym i bezczelnym oszustwem, i to już pod względem czysto metodologicznym. 
Po drugie jest fałszywy w treści, gdyż mieszając kwestie rzeczywistego działania szatania i skuteczności złorzeczeń, przemyca treści grubo spirytystyczne, które przeczą zarówno zdrowemu rozsądkowi, jak też elementarnym podstawom wszelkich nauk, od przyrodniczych, poprzez filozofię, aż po teologię. 
Po trzecie jest przewrotnie, wręcz szatańsko kłamliwy, gdyż imputuje św. Tomaszowi i teologii katolickiej stanowisko podpierające i zgodne ze spirytystyczną treścią i przesłaniem tego textu. 

Tym samym miesięcznik odwołujący się w swym tytule do katolickiej posługi uwalniania od złego ducha okazuje się być dokładnym zaprzeczeniem tej posługi i demaskuje się jako organ antychrześcijańskiego, okultystycznego spirytyzmu. Co na to władze kościelne? Czy nadal będą pozwalać na dystrybucję tego miesięcznika w księgarniach katolickich?


P. S.

Właśnie natrafiłem na materiał filmowy, w którym exorcysta diecezji bydgoskiej opowiada takie rzeczy, pokazując dzieciom w szkole gwoździe rzekomo wyplute przez osobę opętaną:


Charakterystyczne jest, że mówi, iż to on był świadkiem tego wyplucia. Oto jak oszust w sutannie szerzy okultyzm i to w ramach lekcji religii... 

Co się dzieje w cudzie eucharystycznym?

 


Ostatnio x. Szymon Bańka znów popisał się ignorancją pomieszaną z niechlujstwem teologicznym i brakiem myślenia w kategoriach teologii katolickiej. Oto jego wypowiedź (w odpowiedzi na zadane mu pytanie):

Te słowa świadczą, po pierwsze, o nieznajomości i niezrozumieniu dogmatu o Transsubstancjacji oraz pojęć w nim użytych. 

Po drugie, to niezrozumienie prowadzi do fałszywego wniosku, nie wiem czy samodzielnie wyciągniętego, czy zaczerpniętego od kogoś, co zresztą nie jest istotne. 

Otóż według dogmatyki katolickiej - co można sprawdzić w każdym katolickim podręczniku - Transsubstancjacja polega na zamianie substancji chleba na substancję ciała ludzkiego, dokładnie Ciała Jezusa Chrystusa, przy zachowaniu przypadłości chleba. Aparatem pojęciowym tej prawdy wiary katolickiej jest pojęcie każdego ciała (materii w sensie fizykalnym) jako składającego się - według metafizyki arystotelesowsko-tomistycznej - z substancji i przypadłości. W porządku naturalnym, czyli w normalnym biegu procesów fizycznych, substancja każdej materii (każdego ciała) jest stała, podczas gdy przypadłości mogą ulegać zmianom. Tak np. to samo jabłko jest najpierw małe i zielone, a po pewnym czasie, w normalnym rozwoju staje się znacznie większe i odpowiednio do gatunku zwykle czerwone. 

Na czym polega cud eucharystyczny? Przede wszystkim zmienia się widzialna postać, przypominająca bardziej ciało ludzkie niż chleb. Dochodzi więc, jak x. Bańka słusznie zauważa, do zmiany przypadłości. Jednak to nie wszystko. W badaniach naukowych stwierdza się, o ile dany cud jest autentyczny, zmianę także w materii, czyli w substancji o tyle, że zamiast substancji chleba znajduje się substancja ciała ludzkiego. Dotyczy to zwykle nie całej hostii, lecz jej części. 

Słuszne jest więc pytanie kluczowe: czy po takiej zamianie mamy nadal to czynienia z realną obecnością Jezusa Chrystusa? Oczywiście tak. Dowodem jest m. in. fakt, że Kościół zawsze otaczał i otacza te postacie czcią należną Ciału Chrystusa. Gdyby to nie było realnie Ciało Chrystusa, to Kościół popełniałby bałwochwalstwo. Można tylko spierać się, czy dla takiej obecności - w tkankach ciała ludzkiego powstałych w sposób nadprzyrodzony - adekwatne jest określenie "obecność eucharystyczna", czyli sakramentalna. 

W swojej błędnej odpowiedzi x. Bańka widocznie miesza i myli cud eucharystyczny z rozkładem materii chleba, np. wskutek zepsucia czy rozpuszczenia w płynie, gdyż wskutek tych naturalnych procesów dochodzi to przemiany materii (substancji i przypadłości) chleba w inny rodzaj materii, jakim są substancje chemiczne powstałe po rozkładzie chleba. 

Co się dzieje we Mszy św.?

 



Msza św. jest uobecnieniem Ofiary Krzyżowej. Czyli Pan Jezus ofiarowuje się tak samo, aczkolwiek sakramentalnie, czyli pod postaciami chleba i wina. Nie umiera ponownie, lecz się ofiarowuje przez uobecnienie.

Stąd wynikają cuda: pod postacią chleba i wina staje się obecne Ciało i Krew Pana Jezusa, tzn. chleb i wino stają się Jego Ciałem i Krwią. Jest do Ciało i Krew uwielbiona, bo po zmartwychwstaniu. Dlatego może być równocześnie na wielu ołtarzach świata, bo jest już poza prawami natury także co do ilości.

Czy Marcin Zieliński działa cuda?

 


Przede wszystkim należałoby ustalić fakty, tzn. sprawdzić, czy i na ile opowiadanie tej osoby o dobroczynnych skutkach spotkania z Zielińskim odpowiada prawdzie. 

Po drugie: jeśli takowe skutki są obiektywnie i bezsprzecznie pewne, to należy następnie rozważyć inne przyczyny. Przyczyny mogą być różne i wielorakie. Chodzi oczywiście o przyczyny naturalne. Skoro bowiem Zieliński wytwarza na swoich seansach emocjonalną atmosferę, to emocje danych osób mogą mieć istotny wpływ czy wręcz sprawiać dane skutki. Jest to zupełnie naturalne w sprawach takich jak nałogi czy pożycie małżeńskie, gdyż dotyczy to sfery psychicznej i tym samym emocyj. Każde intensywne emocjonalnie przeżycie może wywrzeć znaczny, a nawet decydujący wpływ na osobowość, mniej czy bardziej trwały (aczkolwiek przemiany na płaszczyźnie emocjonalnej charakteryzują się nietrwałością). 

W końcu: jeśli dane dobroczynne skutki mogą zostać powiązane przyczynowo wyłącznie z "modlitwą" Zielińskiego - a nie chociażby jego sugestii emocjonalnej - wówczas należy mieć na uwadze, że to także nie stanowi dowodu jego właściwości moralnych, duchowych i religijnych. Gdy bowiem ktoś w dobrej wierze i ze szczerym sercem uczestniczy w takim spotkaniu, prosząc Boga o łaski, to Pan Bóg może ich udzielić także mimo obecności Marcina Zielińskiego. Innymi słowy: działanie łaski nie jest zależne od "posługi" Zielińskiego, lecz istotna jest dyspozycja osoby, która o nią prosi. Pan Bóg może udzielać łaski mimo obecności Zielińskiego, nie musi ich udzielać przez niego. 

Jest owszem mało prawdopodobne, by Pan Bóg udzielał Swoich łask przy okazji obecności czy na spotkaniu, któremu przewodniczy oszust, gdyż wówczas mogłoby to zostać odebrane jako potwierdzenie dla oszusta. Dlatego niezbędne jest zwracanie uwagi na trwałe skutki i to przede wszystkich duchowe: działanie łaski jest dogłębne i trwałe, natomiast działanie naturalne, w tym także sugestia, jest kruche i nietrwałe. 

Tak więc istotne jest, czy dane skutki

- są z natury duchowe, wykazujące działanie łaski ku zbawieniu duszy, a nie jedynie emocjonalne,

- są trwałe, czyli wytrzymujące próbę czasu, powodując autentyczne nawrócenie i trwanie w łasce uświęcającej. 

Kto dokonał rozmnożenia chleba?




Odpowiedź jest prosta: Bóg dokonał, ponieważ tylko Bóg może działać cuda.

Pozostaje kwestia interpretacji danego fragmentu Pisma św. 
Zgodnie z zasadami poprawnej egzegezy i hermeneutyki, nie można tego fragmentu oddzielić od całości Pisma św., zwłaszcza Nowego Testamentu. Chodzi tutaj o pytanie, kim jest Jezus Chrystus, czyli tematykę chrystologiczną. 

Zacznijmy od samego fragmentu. Jezus zwraca się w modlitwie do Ojca, podobnie jak często przy innych okazjach, szczególnie w kontekście cudów. Jednak Ewangelie opowiadają też o wielu cudach, w których nie ma zwrócenia się do Ojca, lecz Pan Jezus działa Swoją mocą, która jest w sposób oczywisty boska. Tym samym modlitwa przed rozmnożeniem chleba ma znaczenie w kontekście tego wydarzenia. Należy zwrócić uwagę, że jest to modlitwa błogosławieństwa, czyli znana w Starym Testamencie modlitwa dziękczynienia Bogu za dary pożywienia. Tym samym Pan Jezus modli się jak pobożny wyznawca religii Mojżeszowej. Równocześnie jest to Jego działanie, gdyż to On rozdaje rozmnożony chleb. Działa tutaj podobnie jak Mojżesz w drodze do Ziemi Obiecanej, który wypraszał od Boga pożywienie dla ludu na pustkowiu. Tą historię dobrze znali świadkowie, zarówno uczniowie Pana Jezusa jak też obecny lud. W ten sposób Pan Jezus ukazał się im jako nowy Mojżesz. Obfitość pożywienia oznacza przewyższenie cudów, które wypraszał Mojżesz według Księgi Wyjścia. 

Rozmnożenia chleba nie można oddzielić od kontextu nauczania Pana Jezusa, gdyż to z powodu Jego nauki tłum się zgromadził wokół niego. A treścią nauki było spełnienie się proroctw mesjańskich, a także wymagania moralne. A te mogły pochodzić tylko od Boga. Równocześnie, jak widać niemal w każdym fragmencie Ewangelij, Pan Jezus bardzo rzadko ukazywał Swoją Boską godność, choć stale ukazywał Swoją boską moc, nie tylko w cudach, lecz także w nauczaniu mocą boskiego autorytetu. Ten sposób postępowania można nazwać Boską pedagogią, która w sposób najodpowiedniejszy doprowadziła z czasem i stopniowo do zrozumienia, że On jest prawdziwym Człowiekiem i zarazem prawdziwym Bogiem. Cud rozmnożenia chleba temu nie zaprzecza, lecz potwierdza, aczkolwiek jedno wydarzenie nie jest w stanie wyrazić całości tej wielkiej i niepojętej do końca prawdy. 

Innymi słowy: ani ten, ani żaden inny fragment nie przeczy Boskiej mocy i godności Jezusa Chrystusa, choć wzięty sam w sobie nie wyraża i nie jest w stanie wyrazić całej prawdy, zwłaszcza w oderwaniu od całości Ewangelij. 

Jak należy rozumieć nakaz uzdrowień?


Problem zawarty w pytaniu wynika z nieznajomości czy z niestosowania elementarnych zasad egzegezy biblijnej czy właściwego rozumienia Pisma św. według reguł zarówno naukowych jak też kościelnych. Te zasady to przede wszystkim:
- zgodność z intencją oraz
- z kontextem bliższym i dalszym Pisma św. oraz Tradycji Kościoła.

Mówiąc prościej: właściwe znaczenie danego fragmentu należy odczytywać biorąc pod uwagę zarówno całość nauczania Pana Jezusa zawartego w Piśmie św. jak też jego rozumienie niespisanym biblijnie przekazie ustnym Apostołów.

W świetle tych zasad jasne jest po pierwsze, że słowa Pana Jezusa z misji dla Apostołów odnoszą się bezpośrednio do nich. O ich wypełnieniu świadczą zarówno Dzieje Apostolskie jak też listy Apostołów zawarte w Piśmie św. Już w tych pierwszych i najbliższych świadectwach działanie cudów przez Apostołów zajmuje jedynie niewiele miejsca, aczkolwiek jest wyraźnie poświadczone. Jest to jasne, że nie jest ono w centrum działalności Apostołów. Apostołowie nigdy nie działają cudów z własnej inicjatywy lecz jedynie odpowiadają na prośby potrzebujących oraz działają jako pośrednicy mocy Bożej.

Ten sposób postępowania jest kontynuowany w Kościele do czasów apostolskich do dziś. Kto zna chociażby modlitwy błogosławieństw zawarte w Rytuale Rzymskim, ten wie, że Kościół wiernie realizował i realizuje misję daną Apostołom i całemu Kościołowi do końca czasów. Konkretne skutki tego działania zależą oczywiście od Pana Boga i znane są najczęściej jedynie osobom, których bezpośrednio dotyczą. Bardziej nagłaśniane i znane są cuda związane czy to z żyjącymi niedawno osobami jak o. Pio z Pietrelciny czy cuda związane z kandydatami na ołtarze czy błogosławionymi i świętymi, a przede wszystkim z objawieniami Matki Bożej. Są to tysiące przypadków poświadczonych ze wszelką solidnością historyczną i przyrodniczą, które są specyficzne jedynie dla Kościoła katolickiego. Żadna inna religia i żadna inna wspólnota ochrzczonych (heretycka czy schizmatycka) nie jest w stanie wykazać tego typu wydarzeń tak solidnie i krytycznie zbadanych i sprawdzonych. Nie dziwi więc, że powstały w łonie protestantyzmu ruch tzw. pentekostalny usiłuje dorównać Kościoła i go nawet prześcignąć, pokazując rzekome spełnianie się u nich misji danej Apostołom oraz znaków obiecanych przez Zbawiciela. Nie przypadkowo jednak nie ma u nich choćby nawet namiastki krytycznego, naukowo-teologicznego badania rzekomych uzdrowień, a są najwyżej emocjonalne opowieści przeżyć. Zwykle fenomeny typowe dla grup pentekostalnych oraz tzw. charyzmatycznych są już prima facie zupełnie odległe od działania Ducha Świętego i mogą zwodzić jedynie osoby całkowicie nieobeznane w temacie a łatwo poddające się manipulacji i zwodzeniu.

Czy wskrzeszanie zmarłych jest zgodne z nauczaniem Kościoła?

Odpowiedź wymaga najpierw doprecyzowania.

Oczywiście, jak wiemy z Pisma św. oraz Tradycji Kościoła, wskrzeszenie zmarłych jest możliwe jako cud czyli nadprzyrodzone działanie Boga, które ingeruje w przebieg historii i procesy naturalne. Jak każdy cud, może być sprawione wyłącznie mocą Bożą, czyli przez Pana Boga bezpośrednio czy poprzez osoby, którymi Pan Bóg zechce się posłużyć.

To Pan Bóg decyduje, czy, kiedy i przez kogo chce dokonać cudu, także cudu wskrzeszenia. Człowiek może jedynie prosić o cud. Człowiek nie może przypisywać sobie ani mocy sprawczej cudu, ani nawet roli narzędzia cudu, gdyż to sam Pan Bóg wybiera sposoby, środki i osoby.

Tym samym proszenie Pana Boga o dar wskrzeszania dla siebie jest właściwie bluźnierstwem, przynajmniej poważnym nieporozumieniem, jeśli nie wręcz oszustwem.

Innymi słowy: każdy może prosić Pana Boga o cud, jednak przypisywanie sobie jakiejkolwiek roli w działaniu cudu jest fałszywą uzurpacją i zuchwałością. Tym samym świadczy nie o działaniu Ducha Świętego, lecz ducha pychy i kłamstwa.