Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dary Ducha Świętego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dary Ducha Świętego. Pokaż wszystkie posty

Wymyślona "biblia" Mikołaja Kapusty




Ponownie zostałem poproszony o zajęcie się kolejnym wystąpieniem vlogera, który ostatnio włączył się w kampanię ataków na autorów filmu o Marcinie Zielińskim. Vloger Kapusta pomija całkowicie milczeniem merytoryczne zarzuty odnośnie jego poprzednich występów, gdzie popełnił cały szereg kłamstw i oszustw na odbiorcach:

https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/10/smutne-poczatki-kapanstwa-czyli-wesoe.html

Trzeba mieć nadzwyczajny - mówiąc bardzo oględnie - tupet, by bez cienia wstydu, przeprosin i autokorekty znowu pojawić się przed publicznością, i to, jak się okazuje, z następnymi oszustwami, choć z nieco stonowanym błazeństwem.

Tym razem jest to nie tylko obrona „charyzmatyka“ M. Zielińskiego, lecz frontalny atak zarówno na autorów filmu, zarazem twórców strony „zwiedzeni.pl“, jak też na duchowość katolicką, do której oni się przyznają. Przejdźmy po kolei.

1. Vloger Kapusta zarzuca „narrację tradycjonalistyczną“, która polega rzekomo na odrzuceniu nauczania Vaticanum II odnośnie protestantów. Powołuje się przy tym na dekret o ekumeniźmie „Unitatis Redintegratio“, który wymaga od katolików „uznania bogactw Chrystusowych u niekatolików“. Nie wiem, czy vloger Kapusta mówi to z nieznajomości nauczania Vaticanum II, czy kłamiąc z rozmysłem. Wystarczy bowiem znać fundamentalną eklezjologiczną wypowiedź tegoż soboru, by dostrzec kłamliwość wywodów vlogera Kapusty. Konstytucja dogmatyczna o Kościele „Lumen gentium“ (8) mówi bowiem:


Sprawa jest prosta: pełnia prawdy i środków zbawienia jest wyłącznie w Kościele rządzonym przez papieży. Tym samym poza nim nie ma nic, żadnej prawdy ani żadnego środka zbawienia, którego nie byłoby w tym Kościele. Tym samym zwykłym kłamstwem jest twierdzenie, jakoby dekret o ekumeniźmie wymagał od katolików przejmowania np. od protestantów czegoś, czego nie mają u siebie i to zawsze i nieutracalnie.

2. Vloger Kapusta twierdzi, że nie należy utożsamiać M. Zielińskiego z „ludźmi zza ocecanu“ (w sensie z Toronto Blessing i Bethel Church), gdyż „oni nie znają granic“, podczas gdy u Zielińskiego są tylko śmiechy. Nasuwa się proste pytanie: skoro u Zielińskiego są jedynie śmiechy dlatego, że on „zna granice“, to kto jest tego sprawcą, Zieliński czy Duch Święty? Czyżby Duch Święty słuchał Zielińskiego i - nie chcąc go skompromitować jako powiązanego z Bethel Church  - powodował jedynie chichoty, a nie zwierzęce ryczenie i tarzanie się po ziemi?

3. Vloger Kapusta broni twierdzenia M. Zielińskiego, jakoby niegdyś „w Kościele katolickim byli ludzie, którzy się tarzali i śmiali“. Po pierwsze, ani vloger Kapusta, ani M. Zieliński nie podają źródła tej swojej wiedzy. Po drugie, jeśli by rzeczywiście były tego typu zachowania podczas modlitwy, to by z całą zostały przez każdego zdrowego na umyśle katolika ocenione jednoznacznie jako demoniczne. Krótko: w całej historii Kościoła nie ma jednego przypadku pozytywnej oceny takiego zachowania ani ze strony teologów katolickich, ani władz Kościoła. Tym samym M. Zieliński kłamie i vloger Kapusta wraz z nim.

4. Głównym argumentem vlogera Kapusty w tym wystąpieniu jest mniemanie, jakoby nauczanie i działalność M. Zielińskiego były całkowicie „biblijne“, czyli wynikały wyłącznie z tego, że ów „po prostu naczytał się Ewangelii“. Swoje twierdzenie opiera głównie na Ewangelii św. Marka 16,17-18. Są to słowa skierowane przez Pana Jezusa do Apostołów przed Wniebowstąpieniem. Jest to nakaz misyjny adresowany jednoznacznie NIE do wszystkich wiernych, lecz właśnie do Apostołów. Pan Jezus mówi, że „tym, którzy uwierzą“, będą towarzyszyć znaki. Do właściwej interpretacji należy uwzględnić przede wszystkim bezpośredni kontext:



Z kontextu wynika więc jasno, że znaki towarzyszyły nauczaniu Apostołów („jedenastu“), potem oczywiście ich następcom, czyli duchownym, NIE wszystkim wiernym.

Ponadto istotny jest kontext dalszy, tzn. inne miejsca Pisma św. Z nich wynika jednoznacznie: jedynie Apostołowie (także św. Paweł) wkładali ręce na chorych i tylko przez nich Bóg uzdrawiał, mianowicie dla potwierdzenia prawdziwości, czyli Bożego pochodzenia nauczania. Pisałem o tym już jakiś czas temu:

https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/10/czy-naozenie-rak-zawsze-byo-w-kosciele.html

Mówiąc krótko: ani w Piśmie św., ani w całej historii Kościoła NIE ma praktyki wkładania rąk przez świeckich. Tym samym powoływanie się przez vlogera Kapustę i M. Zielińskiego na Pismo św. jest po prostu oszustwem.

5. Innym cytatem biblijnym przytaczanym przez vlogera Kapustę w obronie M. Zielińskiego są słowa św. Pawła w 1 Kor 2,2-3 oraz 14,1:



W tym pierwszym fragmencie nie ma więc ani śladu mówienia o wkładaniu rąk przez świeckich do działania cudów. Także ten drugi fragment nie zawiera nic, co by potwierdzało twierdzenie vlogera Kapusty. Tym samym jego powoływanie się tutaj jest kolejnym kłamstwem.

To samo dotyczy innych fragmentów Pisma św., którymi vłoger Kapusta próbuje usprawiedliwić „ubieganie się o dary duchowe“ M. Zielińskiego. ŻADEN z podanych przez niego cytatów nie zawiera uzasadnienia dla ubiegania się o charyzmat uzdrawiania i wskrzeszania. Podawane przez vlogera Kapustę rzekome dowody biblijne są jedynie kłamliwymi próbami perswazji i stworzenia pozorów argumentacji.

Wręcz przeciwnie, całe Pismo św. mówi wyraźnie, że moc działania cudów
- jest dana Apostołom, czyli hierarchii,
- służy ona potwierdzeniu nauczania prawdy objawionej, które również jest powierzone Apostołom, czyli hierarchii, NIE wszystkim wiernym,
- nie jest ona umiejętnością ani wyproszoną, ani tym bardziej wyuczoną czy wyćwiczoną w jakikolwiek sposób, lecz wyłącznie wolnym darem Bożym, którego Bóg sam udziela komu chce, kiedy chce i jak chce.


6. Wszystkie niby „biblijne“ argumenty vlogera Kapusty mają służyć wyszydzeniu i obaleniu duchowości św. Ludwika Grignon de Montfort’a, na której opierają się twórcy filmu o M. Zielińskim. Vloger Kapusta twierdzi, że jest to „teologia wymyślona“ oraz sprzeczna z Pismem św. Opiera się przy tym na jednym fragmencie z Traktatu o Tajemnicy Maryi, wyszydzając go w typowy dla siebie sposób. Chodzi mu głównie o dwie sprawy:
- oddawanie Maryi oglądania Boga, uniesień i radości,
- nazywanie się „niewolnikiem“.
Według vlogera Kapusty w obydwu punktach św. Ludwik znajduje się w sprzeczności z Pismem św.

Przyjrzyjmy się więc najpierw rzeczonemu traktatowi. Każdy może sam sprawdzić jego treść chociażby pod linkiem:
http://louisgrignion.pl/tajemnica-maryi.html?showall=1&limitstart=

Po pierwsze, już na pierwszy rzut oka widać, mianowicie po przypisach odnoszących się fragmentów biblijnych, że św. Ludwik w swej nauce często i skrupulatnie odwołuje się do Pisma św.

Po drugie, ktokolwiek czytał traktat, ten nie mógł nie zauważyć, że św. Ludwik wielokrotnie mówi o szczęściu i radości, jakie płyną z prawdziwego nabożeństwa do Matki Najświętszej:





Wszystkie te fragmenty poprzedzają cytat użyty przez vlogera Kapustę do wyszydzenia nauczania św. Ludwika jako rzekomo sprzecznego z Pismem św. Zaś sam cytat interpretuje fałszywie, tak jakby nie znał czy nie chciał znać jego kontextu i właściwego sensu, który nie odpowiada temu, co vloger Kapusta zarzuca:



Przy zestawieniu tych słów z szyderczym oskarżeniem ze strony vlogera Kapusty nasuwa się pytanie, czy on w ogóle zajrzał do traktatu, czy też mimo tego z rozmysłem przekręca treść.

W końcu zwróćmy uwagę, jakich argumentów biblijnów używa vloger Kapusta w tej sprawie.

Po pierwsze powołuje się na słowa Apokalipsy św. Jana 3,20. Wystarczy znać najbliższy kontext tego zdania, tzn. wersety sąsiednie, by dostrzec, jak kłamliwe jest posługiwanie się przez vlogera Kapustę tym fragmentem:

Tylko ktoś, kto albo nie zna zdań sąsiednich, albo bezczelnie oszukuje odbiorców, może używać zdania 3,20 jako argumentu przeciw ochoczemu przyjmowaniu cierpień itp. Jaką i czyją Biblię czyta i głosi vloger Kapusta?

Drugi cytatem biblijnym użytym przez vlogera Kapustę są słowa Pana Jezusa z Kazania na Górze: „wy jesteście światłem świata“ (Mt 5,24). Także tutaj vloger Kapusta albo nigdy nie czytał całości, albo liczy na to, że odbiorcy nie czytali i dlatego może im bezczelnie wmówić swoje własne treści, tak, jakby Pan Jezus nie błogosławił akurat smutnych, ubogich i prześladowanych:


Podobnie rzecz się ma z odrzuceniem przez vlogera Kapustę idei niewolnictwa wobec Maryi, tak jakby nie wiedział, że chociażby św. Paweł nazywa siebie dosłownie „niewolnikiem“ (δουλος) pięć razy:
Rz 1,1
2 Kor 4,3
Gal 1,10
Flm 1,1
Tt 1,1.
Widocznie według vlogera Kapusty także sam św. Paweł zaprzecza Pismu św.

Jest jeszcze więcej takich i tego typu absurdów i kłamstw vlogera Kapusty zarówno w tym wystąpieniu, jak właściwie w każdym innym. Nasuwa się więc pytanie, czy człowiek o normalnej kondycji umysłowej i moralnej jest w stanie działać i mówić w taki sposób. Jak widać, skala kłamstw i fałszerstw jest wręcz porażająca. W połączeniu z bezczelnością i błazeńsko-szyderczą formą przekazu wygląda to na działanie wybitnie w duchu „ojca kłamstwa“ (J 8,44), czyli demoniczne.

Niestety jest to przykład typowy dla tzw. charyzmatyzmu. I jest to tym samym dowód na to, że powoływanie się na Ducha Świętego nie daje gwarancji rzeczywistego pochodzenia i związku z Duchem Bożym. Szatan potrafi perfidnie kłamać i oszukiwać. Czego ilustracją jest posługiwanie się Pismem św. przez vlogera Kapustę.


Kto jest świątynią Ducha Świętego?


 Nie ma jasnej definicji, jak należy dokładnie rozumieć słowa św. Pawła z 1. Listu do Koryntian 6, 19. Apostoł napomina w nich do świętego życia, czyli unikania grzechów. 

Katechizm rozciąga to określenie na cały Kościół, gdy mówi:


Odnośnie poszczególnego człowieka określenie "świątynia" należy oczywiście rozumieć w sensie przenośnym, który oznacza, że

- człowiek jest dziełem Ducha Świętego, jako stworzony przez Trójcę Przenajświętszą,

- człowiek ochrzczony, czyli włączony w mistyczne Ciało Syna Bożego, otrzymał dary Ducha Świętego, udzielone zwłaszcza w sakramencie bierzmowania, 

- jest prowadzony drogą zbawienia przez te dary i natchnienia, które oczywiście nie niweczą wolności człowieka, czyli możliwości zgrzeszenia. 

Każdy grzech odwodzi człowieka od drogi, którą prowadzi go Duch Święty. Grzech ciężki pozbawia łaski uświęcającej, czyli obecności życia nadprzyrodzonego, które jednoczy człowieka z Trójcą Przenajświętszą, w tym także oczywiście z życiem Ducha Świętego. Jednak także największy grzesznik zachowuje w sobie "obraz" Boga Stwórcy. Tym obrazem są duchowe zdolności człowieka, czyli rozum i wola, które grzech wprawdzie osłabia, ale nie może zniweczyć. 

Każdy grzech jest zaprzeczeniem godności człowieka w wymiarze zarówno nadprzyrodzonym jak też naturalnym. Człowieka żyjącego w grzechu ciężkim można porównać do konsekrowanej świątyni, która jest profanowana, brudzona i niszczona od wewnątrz, która jednak nieutracalnie zachowuje przeznaczenie dla kultu Bożego i tym samym swoją godność, mimo że jest traktowana sprzecznie z tą godnością. 

Aktywność sportowa sama w sobie z całą pewnością nie stanowi o godności bycia świątynią Ducha Świętego. Może jednak wynikać z tej godności, ponieważ dar życia jest także zobowiązaniem do odpowiedniej dbałości także o swoje siły fizyczne i kondycję zdrowotną. W takim sensie brak należytej, godziwej dbałości o swoje ciało jest grzechem. Oczywiście ta dbałość nie może być sprzeczna czy stawiana ponad dbałość o życie duszy, czyli życie w łasce uświęcającej.

Czy Pan Jezus był charyzmatykiem?


Najpierw należy określić znaczenie słowa "charyzmatyk". W kontekście podanej wypowiedzi oznacza ono kogoś, kto czyni "znaki" charakterystyczne dla protestanckiego pentekostalizmu oraz jego odnogi w łonie Kościoła czy tzw. charyzmatyzmu. Są to:
- "mówienie językami" oraz
- uzdrowienia (rzekome, gdyż nie są znane przypadki uzdrowień zbadanych i stwierdzonych według zasad, które Kościół stosuje odnośnie tego typu zjawisk).

W tzw. trzeciej fali pentekostalizmu, czyli w ruchu wywodzącym się z Toronto Blessing, doszły inne, nieznane dotąd "znaki", jak
- tzw. spoczynek w Duchu Świętym
- głośny śmiech podczas modlitwy
- drgawki (różnego rodzaju i o różnym natężeniu), przypominające ataki epileptyczne, 
- tarzanie się po ziemi i inne tego typu zjawiska.

Z tych wszystkich zjawisk jedynie rzekome uzdrowienia mają jakiś odpowiednik w Piśmie św. i Tradycji Kościoła. Biblijnie poświadczona glossolalia jest czymś zgoła innym, gdyż były to rzeczywiste słowa prorockie w rzeczywistym języku, które mogły być tłumaczone, o czym wyraźnie mówi św. Paweł. Natomiast w pentekostaliźmie i charyzmatyźmie są to mniej czy bardziej wymyślone zlepki niewielu sylab, które z całą pewnością nie przedstawiają treści w jakimkolwiek języku i tym samym są niemożliwe do przetłumaczenia. Jest to jedynie alogiczny, mniej czy bardziej fantazyjmy bełkot obliczony czy to na kreatywność autoexpresji czy na wywarcie wrażenia na obecnych świadlkach, czy też na jedno i drugie.

Na podstawie tych faktów nasuwa się prosta odpowiedź: Pan Jezus NIE był charyzmatykiem w znaczeniu tzw. pentekostalizmu i charyzmatyzmu.

Czy był charyzmatykiem w innym znaczeniu? Odpowiedź zależy nie tylko od znaczenia tegoż pojęcia, lecz od szerszego kontextu teologicznego.

Rozumiejąc pod pojęciem "charyzmatyk" kogoś, kto jest obdarzony szczególnymi darami Ducha Świętego opisanymi chociażby przez św. Pawła, musimy wziąć pod uwagę stosunek między Jezusem Chrystusem a Duchem Świętym. A jest on istotnie i fundamentalnie różny od stosunku między nami ludźmi a Duchem Świętym: Syn Boży Jezus Chrystus jest odwiecznie istotowo zjednoczony z Duchem Świętym w tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Tym samym Duch Święty nie mógł dać niczego, czego by Syn Boży nie posiadał. W perspektywie chrystologicznej człowieczeństwo Jezusa Chrystusa zostało przebóstwione Bóstwem Syna Bożego, które jest zarazem Bóstwem Ojca i Ducha Świętego. Innymi słowy: Jezus Chrystus ma Boską moc nie z Ducha Świętego, lecz z boskiej natury Trzech Osób Trójcy Przenajświętszej. Tym samym fałszywe jest mówienie o obdarowaniu Jezusa Chrystusa charyzmatami Ducha Świętego.

Podsumowując: nazwanie Jezusa Chrystusa "charyzmatykiem" jest de facto negacją Jego Boskiej natury i własnej Boskiej mocy, i tym samym herezją, a nawet apostazją, gdyż zaprzecza podstawowej prawdzie chrześcijańskiej zawartej już w Piśmie św. Celem takiego nazwania jest dość widocznie fałszywa próba uzasadnienia, usprawiedliwienia i nobilitacji praktyk pentekostalizmu i tzw. charyzmatyzmu, i to kosztem bluźnierstwa przeciw Boskiej godności i mocy Syna Bożego Jezusa Chrystusa.


P. S.
Właśnie dowiedziałem się, skąd pochodzi podany wyżej fragment:
http://snegliwice.org/stare/index.php?option=com_content&view=article&id=163&Itemid=267&fbclid=IwAR0pGMmH0zbT8KzatnX03nUVNLjFNL2b501pTZgr2hfg-W2M_gqISxllgZk


No cóż. Jestem wstrząśnięty, jakie treści są nauczane pod szumną nazwą "nowej ewangelizacji". Jest to de facto niestety antyewangelizacja, jako że jest to wpajanie herezyj.

KYRIE ELEISON!

Czy istnieje droga łaski bez Maryi?



Pośrednictwo Najświętszej Matki Jezus Chrystusa jest nieodłączne od Jego pośrednictwa. Tak Kościół zawsze nauczał i nie zostało to w żaden sposób pomniejszone czy odwołane przez Sobór Watykański II (por. "Lumen gentium" rozdz. VIII).

Bóg przemówił do nas ostatecznie przez Jezusa Chrystusa, czyli Wcielonego Syna Bożego, i tym samym przez Jego Najświętszą Matkę, z której Syn Boży przyjął Swoje Człowieczeństwo w pełnym sensie, tzn. nie tylko ciało w sensie biologicznym, lecz jako Jej dziecko w pełnym znaczeniu tego słowa. Pod względem czysto ludzkim Jezus Chrystus był podobny do Swojej Matki i tylko do Niej w jedyny i wyłączny sposób. Tym samym nie można miłować Jezusa Chrystusa - a to oznacza zarówno Bóstwo jak też Człowieczeństwo wzięte właśnie z Maryi - bez miłowania Jego Matki. Dlatego miernikiem i kryterium stosunku do Zbawiciela i ostatecznie do prawdziwego Boga jest stosunek człowieka do Najświętszej Maryi Panny.

Oczywiście stosunek zależy od stopnia i rodzaju znajomości. Gdy ktoś zna Maryję - na podstawie zarówno Pisma św. jak też nauczania Kościoła na przestrzeni wieków - a ma z Nią problem, tzn. nie miłuje i nie czci Jej jak przysługuje to Matce Zbawiciela, to świadczy to nie tylko o stosunku do prawdy objawionej przez Boga, lecz także do samej Osoby Jezusa Chrystusa i do Boga prawdziwego.

Gdy ktoś nie zna Matki Jezusa Chrystusa bądź Ją zna jedynie niewystarczająco i fałszywie, wówczas także rodzaj i jakość stosunku do Niej zależy od stosunku do prawdy o Niej poświadczonej w Piśmie św. i Tradycji Kościoła. Przykładowo: gdy komuś nie podoba się, że była pokorną Służebnicą Pańską, oddaną Matką w domowym zaciszu wypełniającą codzienne prace, pośredniczką w troskach ludzi, na mocy testamentu Jej Syna dana Kościołowi jako także jego Matka ze wszystkimi prawami i obowiązkami wobec Niej, wówczas ktoś taki ma także problem z Jezusem Chrystusem i jedynym prawdziwym Bogiem.

Jest wolą Boga i tym samym pragnieniem także Matki Najświętszej jest zbawienie wszystkch ludzi, także schizmatyków, heretyków, apostatów, żydów i pogan. W tym znaczeniu Maryja jest Matką wszystkich ludzi, jako powołanych do włączenia w jedyny prawdziwy Kościół Jej Syna. Ona przyjęła swoje zadanie w historii Zbawienia dla wszystkich ludzi i pragnie zbawienia wszystkich. Jej pośrednictwo nie jest ograniczone, gdyż także pośrednictwo Jej Syna obejmuje wszystkich.

Czy mogą więc istnieć dary Ducha Świętego poza Jej pośrednictwem? Otóż nie mogą, tak samo jak nie mogą istnieć bez pośrednictwa Jej Syna. Innymi słowy: podobnie jak Pan Jezus mógł powiedzieć, że o Nim już Mojżesz mówił (J 1,45; 5,46), tak samo można powiedzieć, że już Stary Testament mówił o Maryi, zwłaszcza już w Księdze Rodzaju w tzw. Protoewangelii (Rdz 3,15).

Duch Boży jest Duchem Jezusa Chrystusa i tym samym też Duchem, który w Maryi zdziałał pełnię łaski, dosłownie "przeniknięcie łaską" (Łk 1,28: κεχαριτομενη). To ten sam Duch zstąpił na Nią i to On Ją osłonił, zanim zstąpił na Apostołów w Dniu Pięćdzisiątnicy. To Ona była przygotowaniem i zarazem Pośredniczką zesłania Ducha Świętego na Apostołów. Kto tego nie uznaje i nie przyjmuje, ten tym samym odrzuca działanie Duch Świętego i Duch Święty w rzeczywistości nie działa w nim i przez niego, mimo jakichkolwiek deklaracyj i haseł.


Dary Ducha Świętego a działalność tzw. charyzmatyków



O dary Ducha Świętego konieczne do zbawienia można i należy prosić. Kościół to zawsze czynił i czyni. Także sprawuje posługę tych darów w Sakramentach.


Darami Ducha Świętegp według nauczania katechizmu na podstawie Pisma świętego (Iz 11,2):
dar mądrości, rozumu, rady, męstwa, umiejętności, bojaźni Pańskiej i pobożności.
Ponadto św. Paweł podaje owoce Ducha Świętego, czyli bardziej zewnętrze przejawy Jego działania:
"miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie" (Gal 5,22).

Natomiast tzw. charyzmatami są nazywane nadzwyczajne uzdolnienia, których celem nie jest własne zbawienie lecz dobro Kościoła i zbawienie innych, jak mówi Katechizm:

Można się o ich udzielenie sobie modlić tylko warunkowo, tzn. o ile ich udzielnie w tym wypadku jest zgodne z wolą Bożą i jej celami. Tym samym nikt nie może sobie wybrać danego charyzmatu, gdyż Pan Bóg przydziela według Swojej woli i planu zbawienia. Owszem, charyzmaty mogą się zgadzać z naturalnymi predyspozycjami człowieka. Jednak zwykle Duch Święty działa niespodziewanie i też wbrew naturalnym słabościom danego człowieka, często nawet wbrew jego pragnieniom. Pragnienie konkretnego uzdolnienia, które jest wykonywane, wskazuje raczej na jego ludzkie pochodzenie, być może nawet demoniczne, nie nadprzyrodzone.

Sposób i oznaki działania Ducha Świętego są podane wielokrotnie zarówno w Piśmie św. jak też w pismach Ojców Kościoła, świętych Pańskich oraz mistrzów duchowych. Nie ma koniecznego związku z darem uzdrawiania. Powód jest prosty: sam Pan Jezus, będąc kuszonym na pustyni, odrzucił szatańską sugestię bycia mesjaszem widowiskowych cudów. W każdym uzdrowieniu zwracał uwagę na jego istotę, mianowicie na uzdrowienie duszy przez odpuszczenie grzechów, czyli nawrócenie, oraz wiarę, że On jest Mesjaszem, który przynosi Zbawienie przez Mękę i Zmartwychwstanie. Droga uzdrowienia dusz czyli Zbawienia wiecznego jest szczególnie opisana przez samego Pana Jezusa w Ośmiu Błogosławieństwach (Mt 5), które wskazują nie na pomyślność doczesną, lecz na obietnice wieczne. Tym samym działalność głosicieli tzw. prosperity Gospel (Ewangelii sukcesu) jaskrawie zaprzecza nauczaniu Jezusa Chrystusa i oznacza cofnięcie się do starotestamenalno-rabinicznych wyobrażeń i oczekiwań odnośnie Królestwa Bożego.

Należy wząć pod uwagę, że istnieją też "cuda" demoniczne. Mówi o tym już także Pismo św., aczkolwiek nie wyjaśniając precyzyjnie. W drugim Liście do Tesaloniczan jest mowa o cudach antychrysta:

 W świetle teologii katolickiej pewne jest, że szatan może działać w sposób przewyższający zdolności człowieka, także posługiwać się siłami niezbadanymi przez człowieka, jednak nie może działać prawdziwych cudów, czy znaków wykraczających poza prawa przyrody i siły stworzeń, w tym poza zdolności szatańskie. Dlatego Kościół badając domniemane czy rzekome uzdrowienia stosuje pewne kryteria, które pozwalają rozeznać. Tzw. charyzmatycy zwykle nie poddają się temu badaniu czy go wręcz unikają.

Pogoń za nadzwyczajnymi przeżyciami, doświadczeniami czy zjawiskami świadczy przede wszystkim o braku cnoty nadprzyrodzonej wiary, także o braku dojrzałości duchowej i zdrowego rozsądku. Czytając uważnie Ewangelię, dowiadujemy się, że cuda mają jedynie towarzyszyć głoszeniu Ewangelii i potwierdzać jej pochodzenie od Boga, nie ją zastępować. Bóg sam decyduje, komu w jaki sposób pomaga we wierze, czy i przez jakie znaki prowadzi do nawrócenia i pokuty. Zwykle jest to droga nie związana z widowiskowymi wydarzeniami. Dlatego nie należy oczekiwać cudów jako warunku dla aktu wiary, gdyż byłaby to postawa faryzejska i przeciwna prawdzie.


Modlitwa o uwolnienie w Czatachowej


Odnośnie wskazanych fragmentów nie mam istotnych zastrzeżeń doktrynalnych. Modlitwa w tych fragmentach jest w zasadniczej treści podobna do modlitw liturgicznych, zwłaszcza błogosławieństw i exorcyzmów.

Są jednak następujące zastrzeżenia:

1. Ogłaszanie, że Pan Jezus robi to czy tamto, nie tylko zawiera zdolność jasnowidztwa, lecz także chlubienie się nią.

2. Niezrozumiały bełkot (o brzmieniu jakby hebrajsko-podobnym) nie jest ani formułą modlitwy, ani oznajmieniem treści, gdyż jest niezrozumiały. Jest więc pytanie o sens i cel tego bełkotu, tym samym także o jego pochodzenie.

W obydwu przypadkach nasuwa się podejrzenie o próżność, a to jest niepokojące. Według wszystkich katolickich mistrzów duchowych, nauczających o rozeznawaniu duchów, próżność jest cechą szatana.

Jak należy teologicznie ocenić tzw. "zaśnięcia w Duchu Świętym"?


Chodzi o fenomen pochodzący od tzw. Toronto blessing, a pierwotnie z pogańskiego kultu kundalini (rodzaj jogi).



Jak w każdej tego typu kwestii należy wziąć pod uwagę zarówno aspekt zewnętrzny, czy warstwę wyrazu (fenomenologiczną), jak też aspekt wewnętrzny, treściowy. Ponadto istotne są zarówno okoliczności jak też cel.
Najważniejszymi kryteriami, o których mówi każdy podręcznik teologii fundamentalnej czy teologii duchowości, są:
- zgodność z Bożym Objawieniem podanym w Tradycji Kościoła, Piśmie św. oraz dokumentach Magisterium, oraz
- ukierunkowanie na zbawienie dusz, czyli cel nadprzyrodzony.

Abstrahując od kwestii pochodzenia należy wziąć pod uwagę:

1. Tzw. spoczynek w Duchu Świętym w tej formie - czyli upadnięcie w tył połączone z utratą świadomości-  nie jest znany w całej literaturze chrześcijańskiej, począwszy już od Starego Testamentu, poprzez Nowy Testament, aż po dzieje Kościoła.

2. Jego treścią jest
- od strony osoby poddanej doznanie "spokoju" czy "odpoczynku",
- od strony osoby sprawującej okazanie pewnej mocy sprawczej (nawet jeśli jest ona rozumiana jako instrumentalna wobec Ducha Świętego).

3. Tak więc celem jest jedynie takie doznanie, bez innej treści duchowej pochodzącej czy wskazującej na Ewangelię.

Tymczasem według Pisma św. i Tradycji Apostolskiej:

1. Działanie Ducha Świętego jest związane - zarówno w Starym jak też Nowym Testamencie - z prorockim wezwaniem do nawrócenia czyli wierności przykazaniom Bożym i wypełniania woli Bożej.

2. W Nowym Testamencie jest szczególnie związane ze świadczeniem o Jezusie Chrystusie jako Mesjaszu, który został ukrzyżowany za nasze grzechy i zmartwychwstał, wyznaczając drogę Swoim wiernym.

3. Duch Święty jest nieprzerwanie obecny i działa w Kościele, zarówno w jego wymiarze instytucjonalnym - Sakramentach świętych i rządzeniu - jak też spontanicznym (prorockim w węższym sensie), czyli w świętych Pańskich.

Porównanie daje dość jednoznaczny wynik:
- Tzw. spoczynek nie wiąże się w żaden sposób z wezwaniem do nawrócenia. Doznanie go może być różnie interpretowane i używane, także jako utwierdzenie w dotychczasowej drodze życiowej, która może być też grzeszna i bardzo grzeszna.
- Już w warstwie zewnętrznej nie jest oddaniem czci Bogu (co wyraża upadnięcie na twarz), lecz odrzuceniem, co wyraża upadnięcie w tył.
- Nie ma żadnego związku z celem nadprzyrodzonym, czyli zbawieniem duszy, które odbywa się poprzez dobrowolne poddanie się prawdzie objawionej, czyli przez oddawanie czci Bogu i posłuszeństwo Jego woli.

Podsumowując:
Ten fenomen nie ma żadnych znamion pochodzenia nadprzyrodzonego, czyli od Boga. Owszem, ma znamiona działania sił ponadludzkich. Tym samym wszystko wskazuje na pochodzenie demoniczne.


Post scriptum:
W Piśmie św. jest mowa o tego typu upadkach, mianowicie w księdze Izajasza 28:
Wymowa jest jednoznaczna: są to słowa skierowane przeciw niegodziwym kapłanom i prorokom. Upadek na wznak jest oznaką karcenia i karania.
To potwierdza powyższe stwierdzenia.

W ODPOWIEDZI NA POLEMIKĘ x. Tomasza Szałandy

ad 1. Twierdzenie, jakoby omawianie tej sprawy w kategorii proroctwa świadczyło o braku kompetencji czy precyzji i solidności jest, oględnie mówiąc, groteskowe. Autor widocznie nie zna dzieł wielkich teologów katolickich w tej tematyce. Oczywiście nikt nikomu nie zabrania omawiać tej kwestii w ramach traktatów o pneumatologii czy charytologii. Jednak po pierwsze klasyczna teologia katolicka zajmuje się tym tematem w traktacie o Objawieniu Bożym. Po drugie aprioryczne przyporządkowanie do pneumatologii czy charytologii trąci dość wyraźnie prostym błędem logicznym petitio principii: z góry zakłada się, że chodzi o działanie Ducha Świętego względnie łaski, podczas gdy kwestią pierwszą i zasadniczą jest rozeznanie pochodzenia danego fenomenu.

ad 2. W kontekście jest dość jasne i też zostało jasno powiedziane. Przykład Apostołów i świętych w całej historii Kościoła jest jednoznaczny: naśladowanie Chrystusa i działanie w mocy Ducha Świętego zawsze związane było z drogą rad ewangelicznych. Marcin sam wyznaje, że nie musiał nawet ze studiów zrezygnować i też nie zamierza zrezygnować z rodziny. Tak więc z całą pewnością nie jest to droga całkowitego oddania się na posługę ewangeliczną. Jak on sobie wyobraża wychowywanie dzieci w sytuacji jeżdżenia po Polsce i świecie z "posługą"?

ad 3. Grożenie procesem o zniesławienie za zwrócenie uwagi na grymasy, które każdy sam może zobaczyć na publicznym kanale, lecz również groteskowe. I żałosne. Świadczy o stanie intelektualnym, duchowym i psychicznym.

ad 4. Jeśli ktoś powtarza ciągle ten sam czy nieznacznie modyfikowany zlepek sylab, które nie są i nie mogą być językiem (język to według definicji lingwistycznej system znaków służący komunikacji werbalnej), to nie jest to naturalne, ani nie może być nadprzyrodzone w znaczeniu teologii katolickiej. Sprecyzuję: mam podejrzenie, że Marcin sobie ten zlepek sylab sam wymyślił (w tym znaczeniu jest on czymś sztucznym), następnie go sobie wpoił, by nie wysilać swojej fantazji za każdym razem (w tym znaczeniu jest to wyuczone). Zaznaczam: mówię o moim wrażeniu i uzasadnionym podejrzeniu. Podstawą badawczą jest, że, jak sami "charyzmatycy" przyznają, w lingwistyce nie są znane języki, którymi się oni posługują (aczkolwiek można rozpoznać pewne elementy czy strzępy, bądź pewne podobieństwa zwłaszcza do hebrajskiego). Zgodnie z naukową zasadą parsymonii należy szukać wyjaśnienia w przyczynach bliższych, nie w dalszych. Pomysłowość i zaradność Marcina wystarczy jako wyjaśnienie, więc odwoływanie się do Ducha Świętego jako przyczyny jest nie tylko zbędne lecz wręcz bluźniercze.

ad 5. Wyrywanie zdań z kontextu nie jest uczciwym podejściem. Powtarzam: emocje nie mogą kłamać. Im więcej opanowania, tym bardziej możliwe jest oszustwo. Aczkolwiek nigdy nie twierdziłem, by spokój i opanowanie samo w sobie świadczyło o oszustwie.

ad 6. Bluźnierstwem jest powiedzenie, że ktoś chodzi "w ciąży z Bogiem", czego "proroczym obrazem" jest Matka Boża. Polecam posłuchać wystąpienie podane na youtube pt. Jezus na Stadionie 2017 - Nauczanie II Marcin Zieliński, od minuty około 9:25 (https://www.youtube.com/watch?v=TjDCTqyknYU). Jest bluźnierstwo wielorakie. Polega na
- nazwaniu Wcielenia w Maryi Dziewicy "proroczym obrazem", gdyż obraz jest jedynie obrazem, nie właściwą rzeczywistością,
- interpretowaniu św. Pawłowej metafory o chrześcijaninie jako "świątyni Ducha Świętego" przez mówienie o "chodzeniu w ciąży z Bogiem" i "rodzeniu Chrystusa w ludziach" przez "dawanie doświadczenia Boga", gdyż miesza obecność duchową z obecnością fizyczną, oraz jedyną w swoim rodzaju rolę Matki Bożej z rolą uczniów Chrystusa.
Oczywiście można założyć dobre intencje Marcina i poniekąd "usprawiedliwić" te wręcz skandaliczne słowa brakiem wiedzy i wyczucia teologicznego. Tym samym jest to jeden z niezliczonych dowodów na to, że do poprawnego rozumienia i godnego nauczania Ewangelii nie wystarczą jakieś kursy przyparafialne. Tym niemniej zgorszenie miało miejsce i, o ile wiem, nie zostało dotychczas skorygowane.

ad 7. Marcin mówi kilkakrotnie w wywiadzie w Zambrowie, że uzdrawianie zawsze było jego marzeniem i że tak właśnie rozumie swoje "posługiwanie" (https://www.youtube.com/watch?v=sBcPOQt3ftw). Każdy może to sprawdzić.

ad 8. Owszem, obowiązkiem biskupa miejsca jest powołanie komisji kanonicznej do zbadania rzekomych uzdrowień. Do momentu orzeczenia przez takową komisję o nadprzyrodzonym charakterze tych uzdrowień, obowiązuje według zasad Kościoła ostrożność i sceptycyzm. Tymczasem ma miejsce postępowanie zgoła przeciwne. Motywowanie go Ewangelią byłoby groteskowe, gdyby nie było kpiną, a właściwie paraprotestancka pogardą dla reguł Kościoła w takich sprawach. A szkodzi to powadze i autorytetowi Kościoła, narażając go na drwiny i posądzanie o łatwowierność.

ad 9. Szanowny Autor ponownie fałszywie posługuje się przykładami. O ŻADNYM świętym Kościoła nie jest poświadczone, by podczas wspólnotowej modlitwy doświadczał napadu chichotu, co by następnie było rozumiane - czy to przez niego czy kogoś innego - jako przejaw działania Ducha Świętego.

ad 10. Autor popełnia kolejny raz podstępne imputowanie wypowiedzi, które nie padły. W kontekście tej sprawy nigdy nie wypowiadałem się odnośnie działania Ducha Świętego poza widzialnym Kościołem. Kwestia jest inna. Polecam rzetelnie przeczytać to, co napisałem był, i uczciwie zinterpretować. Jeszcze raz: to tzw. charyzmatycy sugerują, a nierzadko wprost głoszą, jakoby w Kościele nie było charyzmatów od starożytności i że musiały one zostać dopiero wniesione czy "przebudzone" przez protestantów. I jeszcze raz: jest to herezja, a właściwie apostazja negująca świętość i niezniszczalność widzialnego Kościoła.

ad 11. Tutaj x. Tomasz Szałanda zdradza przynajmniej brak elementarnej wiedzy z sakramentologii katolickiej, skoro nie odróżnia istoty i charakteru Sakramentów świętych od charyzmatów, także autentycznych. Czyżby świadomie i z przekonaniem negował działanie łaski Bożej w Sakramentach niezależnie od godności i usposobienia szafarza? Wyjaśnia: według nauczania Kościoła mamy gwarancję działania łaski w Bożej w sakramentach, jeśli spełnione są warunki co do intencji, formy i materii. Zupełnie inaczej ma się sprawa z tzw. znakami, gdyż każdy przypadek musi być poddany zbadaniu przez Kościół. Kościół orzeka w kadym wypadku na podstawie kryteriów pozytywnych i negatywnych. Dopiero w razie orzeczenia o nadprzyrodzoności ("constat de supranaturalitate") wolno mówić o pochodzeniu od Ducha Świętego i posługiwać się tym przypadkiem w nauczaniu wiary. Takie są odwieczne reguły Kościoła, określone także obecnie kanonicznie. Tzw. charyzmatycy nagminnie popełniają wykroczenia przeciw nim i wyrażają tym samym pogardę dla hierarchicznego ustroju Kościoła, w czym naśladują dość wiernie protestantów.

ad 12. Skoro Autor ponownie porównuje Marcinową "posługę uzdrawiania" do sprawowania Sakramentu Chorych, to najwidoczniej ma właściwie zero wiedzy w sakramentologii katolickiej. A jeśli ma wiedzę, to brakuje mu widocznie przekonania w prawdziwość tego, jak Kościół rozumie sakramenty. No cóż. Tak wyraźnym świadectwem własnej heretyckości można być tylko zaszokowanym. I to ze strony opiekuna duchowego i mentora Marcina Zielińskiego...

ad 13. Ponownie typowy zabieg erystyczny, dość prymitywny zresztą: jest założenie a priori, że coś pochodzi od Boga, więc ten, kto ma zastrzeżenia czy wątpi, nie zasługuje na doktorat z teologii. No cóż. Pozostaje już tylko pokłonić się w skruszeniu przed autorytetem teologicznym w osobie x. Tomasza Szałandy...

Zakończenie jest godne całości tej dość żałosnej, wręcz kompromitującej - zarówno dla samego Autora jak też dla jego podopiecznego - polemiki. Nie warto byłoby poświęcić temu ani słowa, gdyby nie była to dobitna i typowa ilustracja stanu intelektualnego i duchowego środowiska, o które chodzi. Jest to nic innego jak 1. brak wiedzy w teologii katolickiej, a raczej nawet programowa pogarda dla niej, 2. za to kompensowana schematami myślenia przynajmniej paraprotestanckimi, jeśli nie wręcz protestanckimi i apostackimi, 3. co jest obficie podlewane zakłamanym pomieszaniem, przeinaczaniem i atakami osobistymi, bez jakiejkolwiek podstawy w meritum. Tym samym jest to kolejny z niezliczonych dowodów na to, że w takim środowisku, w takiej formacji, w takiej "duchowości" z całą pewnością nie działa Duch Święty.