Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmarli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmarli. Pokaż wszystkie posty

Czy można ofiarować Bogu zmarłe ciało?

 

Ta sytuacja wraz z towarzyszącymi i uzasadniającymi słowami jest pod wieloma względami skandaliczna, niezależnie od powagi chwili jaką jest modlitwa za osobę zmarłą, zwłaszcza obrzęd pogrzebowy. 

Skandaliczność polega już na absurdalności i to nawet zwykłej zdroworozsądkowej: uzasadnienie słowne tego wymyślonego pseudoobrzędu wnoszenia trumny z ciałem jako procesji na ofiarowanie świadczy o elementarnym braku poprawności pojęć i rozumowania według podstawowych prawd wiary katolickiej. Absurdalne jest rzekome ofiarowanie życia przez wnoszenie trumny z martwym ciałem, które akurat jest naocznym wyrazem śmierci i śmiertelności. 

Po drugie, ofiarować można tylko swoje życie, nie czyjeś. Za czyjeś życie można tylko dziękować Pan Bogu, także poniekąd danej osobie. 

Po trzecie, tutaj sugerowana jest rzekoma analogia do darów ofiarnych, czyli chleba i wina, które podczas Mszy św. stają się Ciałem i Krwią Chrystusa, czyli postaciami żywej, realnej Obecności Jezusa Chrystusa. Martwe ciało osoby zmarłem z całą pewnością nie ma nic wspólnego z tymi postaciami, oprócz tego, że za życia przyjmowało Ciało Chrystusa, co jednak wraz ze śmiercią definitywnie się zakończyło. Jeśli dana osoba żyła w łasce uświęcającej, to oczywiście była duchową świątynią Boga, ale nigdy nie była postacią realnej, istotowej Obecności, w którą wierzy Kościół katolicki. I nigdy nie będzie taką postacią, także po chwalebnym zmartwychwstaniu do życia wiecznego w niebie. 

Innymi słowy: 

Ofiarowanie Bogu martwego ciała ludzkiego jest - zwłaszcza w kontekście Mszy św. - bluźnierczym szyderstwem z Ofiary Eucharystycznej, niezależnie od motywów czy intencyj tego pomysłu. Skandalem jest wykorzystywanie pogrzebu własnej matki do promowania poglądów sprzecznych z wiarą katolicką. 

Zmarłe ciało przedstawia bowiem przede wszystkim śmierć, czyli karę za grzech pierworodny. Owszem, ciału zmarłego należy się odpowiedni szacunek przez nabożny pochówek ze względu na to, że było naczyniem duszy nieśmiertelnej i jest przeznaczone do zmartwychwstania. Jednak tylko Pan Bóg wie, czy dla danej osoby będzie to zmartwychwstanie chwalebne, czyli z przejściem do chwały niebiańskiej, czy na wieczne potępienie. Sugerowanie w obrzędzie pogrzebowym jakby pewności co do chwały niebiańskiej dla danej osoby jest szydzeniem z sądu Bożego i Bożego Objawienia, które jasno podaje, tylko sam Bóg sądzi człowieka, nie ludzie. 

Czy zmarłe dziecko ochrzczone powiększa grono aniołków?

 


Biorąc dokładnie, taki napis jest niepoprawny teologicznie, ponieważ człowiek nie jest i nie może być aniołem, i odwrotnie. Taki napis można uratować jedynie wtedy, gdy określenie "aniołek" rozumie się w sensie potocznym, nie teologicznym. Określenie to ma swoje źródło chyba w barokowych przedstawieniach aniołków w postaci małych dzieci. Istnieje więc związek bardziej w wyobraźni artystycznej niż teologiczny. Aczkolwiek w niebie jest oczywiście wspólnota wielbienia Boga przez dusze świętych wraz z aniołami, czyli bezcielesnymi istotami. 

Rzeczywiście trudno jest znaleźć odpowiednie, czyli zręczne, sympatyczne i zarazem teologicznie poprawne określenie. Najbardziej odpowiednim jest nazwa "niewiniątka". Wprawdzie kojarzy się ona z niewiniątkami męczennikami, zamordowanymi przez Heroda, jednak nie pomniejsza to prawdy teologicznej. 

Film "Czyściec"

 


Temat jest bardzo ważny i na czasie. Właściwie zawsze potrzebne jest informowanie o rzeczywistości czyśćca oraz potrzebie modlitwy za zmarłych. Zakładam, że takie są intencje filmu Michała Kondrata. To stanowi o jego wartości. Jeśli pobudza do reflexji i modlitwy, zwłaszcza ofiarowania Mszy św. za dusze zmarłych, to bardzo dobrze, że powstał i jest rozpowszechniany. 

Cenne są także informacje zwłaszcza o św. Stanisławie Papczyńskim, gdyż są mało znane. Książki Fully Horak nie znam i dlatego nie jestem w stanie ocenić jej treści teologicznej. Być może trzeba by się tym bliżej zająć. 

Jako że dzięki życzliwości pewnych osób dane mi było film obejrzeć, czuję się w obowiązku zwrócić uwagę na jego fragmenty, które z punktu widzenia teologii katolickiej wymagają korekty. Zresztą już taki szczegół jak ustawienie ciała zmarłego tyłem do ołtarza wskazuje na to, że film nie przeszedł solidnej konsultacji teologicznej i kościelnej. Według reguł Kościoła ciało zmarłego świeckiego jest ustawiane twarzą do ołtarza, czyli tak, jak zmarły uczestniczył w liturgii za życia. Jedynie ciało duchownych jest ustawiane twarzą do ludu, co oczywiście nie ma nic wspólnego z rozpowszechnionym kierunkiem celebracji w Novus Ordo, lecz wynika z funkcji nauczania przez duchownych w świątyni, co oczywiście zawsze odbywało się twarzą do ludu. 

Pierwszym poważnym błędem jest mówienie o "Sądzie Ostatecznym" po śmierci. Chodzi oczywiście o sąd partykularny czyli osobisty, który odbywa się nad każdym zmarłym osobno zaraz po śmierci. Natomiast Sąd Ostateczny będzie miał miejsce na końcu świata, po powtórnym przyjściu Zbawiciela. To o nim mówią zapowiedzi Ewangelii. Widocznie ktoś tu nie doczytał nawet w katechiźmie, a duchowni, z którymi film był konsultowany, nie zauważyli tak poważnego błędu. 

Poważny błąd - a nawet przekłamanie - zawarte jest w wystąpieniu kapucyna z San Giovanni Rotondo, gdy właściwie neguje on prawdę o sądzie Bożym, twierdząc, że po śmierci dusza nie jest sądzona, lecz sama decyduje o potrzebie oczyszczenia w czyśćcu. Jest to poniekąd miła fantazja tego kapucyna, nie ma ona jednak nic wspólnego z Pismem świętym i nauczaniem Kościoła. Jest po prostu wymysłem, który jest nie tylko groteskowy lecz także niebezpieczny, ponieważ sugeruje, jakoby dusza po śmierci mogła o czymkolwiek decydować. Według nauczania Kościoła w momencie przejścia do wieczności dusza podlega sądowi Bożemu i nie ma możliwości nawrócenia się. Z powodu oddzielenia od ciała nie ma też swojej woli i tym samym możliwości decydowania. Może jedynie doznawać albo radości wiecznej, albo cierpienia - czy to wiekuistego potępienia, czy przejściowego w czyśćcu. 

Bardzo poważny błędy zawarte są także w wypowiedzi lekarki, która opowiada o przeżyciach osób, które przeszły stan tzw. śmierci klinicznej. Fałszywie definiuje ona śmierć jako zanik aktywności pnia mózgu. Odnosi się widocznie do fałszywej teorii tzw. śmierci mózgu stworzonej na potrzeby biznesu transplantacyjnego, czyli dla usprawiedliwienia wyciągania organów z żywych ludzi, co do których "lekarze" orzekli "śmierć mózgową". Jest to sprzeczne nie tylko ze stanem solidnej wiedzy medycznej, lecz także z teologiczną definicją śmierci. 

- Tzw. teoria śmierci mózgowej opiera się na fałszywym założeniu, jakoby instrumenty pomiarowe były w stanie stwierdzić bądź wykluczyć aktywność mózgu (więcej tutaj).

- Fałszywe jest założenie, jakoby zanik stwierdzalnej przez urządzenia aktywności powierzchniowych areałów mózgu był równoznaczny ze śmiercią. Jest bowiem oczywiste, że ciało człowieka składa się nie tylko z mózgu, lecz także z innych organów, które mogą być - przez jakiś czas - podtrzymywane przy życiu bez udziału stwierdzalnej aktywności mózgu. 

Tym samym przeżycia w stanie tzw. śmierci klinicznej nie mogą dotyczyć stanu po momencie śmierci, lecz najwyżej stanu bliskiego śmierci. Dlatego właśnie wartość dowodowa takich doświadczeń jest właściwie zerowa w kwestii zaspokojenia ciekawości co do tego, co się dzieje z duszą w momencie przejścia do wieczności. 

W wypowiedzi o. A. Posackiego zawarta jest przynajmniej pewna nieścisłość. Nie pamiętam dokładnie każdego jego słowa, ale wydaje mi się, że pomieszał pojęcie nadprzyrodzoności i nadzwyczajności. Otóż działanie nadprzyrodzone pochodzi tylko od Boga, aczkolwiek jego narzędziem mogą być stworzenia. Natomiast działania nadzwyczajne mogą pochodzić także od stworzeń, konkretnie od szatana i demonów. Tutaj o. Posacki słusznie wskazał na istotne różnice między expresjami dusz czyśćcowych a zjawiskami o pochodzeniu demonicznym. 

Wiąże się z tym tematyka posługiwania się przedmiotami materialnymi zarówno przez dusze zmarłych jak też przez demony. Jest o tym mowa zwłaszcza w związku z tzw. muzeum dusz czyśćcowych przy pewnym kościele w Rzymie, oraz z rzekomymi fizycznymi napaściami szatana na św. o. Pio. To jest problematyka tak zwanych materializacyj, o których wypowiadałem się już obszerniej (tutaj). Nie znam tego muzeum, jego powstania i zawartości. Jeśli jego exponaty są wiarygodne, to można je teologicznie wyjaśnić w tego sposób, że Pan Bóg dokonał cudu znaków materialnych jako wezwanie do modlitwy za zmarłych. Każdy cud wyklucza działanie przyczynowosprawcze stworzeń. Dlatego musi być najpierw z całą pewnością wykluczone, że owe exponaty nie powstały w sposób naturalny, czyli że sprawcą nie jest ani człowiek, ani żadna przyczyna materialna, ani duchowa jak demony. 

Co do obrażeń cielesnych doznanych przez o. Pio, przypisywanych szatanowi, sprawa ma się podobnie. Jest oczywiste, że szatan jako istota wyłącznie duchowa nie ma naturalnej mocy ani tzw. materializowania, ani bezpośredniego oddziaływania na przedmioty materialne. Może natomiast mieć jakiś wpływ na istoty żywe czyli na ich ciało, a to poprzez duszę - wegetatywną u roślin, sensualną u zwierząt, duchową u człowieka. Tym samym niemożliwe jest np. bicie przez szatana łańcuchem, jak to zostało przedstawione w filmie. Taka scena jest pokroju okultystycznych opowiadań o rzekomym przesuwaniu mebli przez dusze zmarłych czy demony, co po pierwsze nie ma potwierdzenia empirycznego (te opowiadania pochodzą wyłącznie ze "świadectw" osób parających się okultyzmem czyli tzw. wtajemniczonych), a po drugie jest sprzeczne z filozofią realistyczną i teologią. 

Niejasne i częściowo mylne jest potraktowanie tematu dusz dzieci nienarodzonych. Modlitwa za nie sugeruje, jakoby znajdowały się w czyśćcu, co na pewno nie jest prawdą. Teologicznie dyskutowalne są natomiast takie kwestie jak "limbus puerorum", czyli stan naturalnej szczęśliwości bez oglądania Boga, oraz chrzest pragnienia, który zapewnia im zbawienie, podobnie jak w przypadku dziecka, które rodzice pragnęli ochrzcić, które jednak zmarło bez chrztu sakramentalnego. W tym drugim wypadku - jako że dziecko takie nie ma grzechu osobistego - można by te dusze prosić o wstawiennictwo. 

Na koniec jeszcze uwaga odnośnie jednej kwestii, co do której autor wypowiedzi nie ponosi odpowiedzialności, ponieważ wypowiada się w zaufaniu do oficjalnego uznania "Dzienniczka" s. Faustyny. X. Dominik Chmielewski cytuje jego fragment zapewne nie zdając sobie sprawy z tego, że jest on teologicznie fałszywy i wręcz bluźnierczy. Chodzi o rzekome słowa Pana Jezusa, że Jego miłosierdzie nie chce karania dusz w czyśćcu, lecz domaga się tego sprawiedliwość. Nawet jeśli przyjmiemy, że te słowa pochodzą od kogoś nie mającego pojęcia o teologii (i tym samym nie mogą pochodzić od Pana Jezusa), to jednak wymagają sprzeciwu i odrzucenia, gdyż sugerują jakby schizofrenię w Osobie Pana Jezusa i tym samym samego Boga. Do podstawowych prawd teologii katolickiej odnośnie pojęcia Boga należy, iż w Bogu nie ma i nie może być sprzeczności. Tym samym nie ma i nie może być sprzeczności także między Jego miłosierdziem i sprawiedliwością. Tym samym sedno treści "Dzienniczka", polegające po pierwsze na przeciwstawieniu miłosierdzia Boga i Jego sprawiedliwości, a po drugie na wywyższeniu tego pierwszego aż do - przynajmniej praktycznej - negacji tego drugiego przymiotu Boga, jest dogłębnie fałszywe, heretyckie i bluźniercze, nie mające nic wspólnego ani z teologią katolicką, ani nawet z Pismem świętym (więcej w temacie tutaj i tutaj oraz w linkach tam podanych).

Czy można rozmawiać ze zmarłymi?

 


Pytanie nawiązuje do poprzedniego, czyli odnośnie prośby o wstawiennictwo. 

Oczywiście nie może chodzić o rozmowę w zwykłym tego słowa znaczeniu, ponieważ zmarli nie mówią i nie mogą mówić z oczywistych względów. Jeśli ktoś uważa, że rozmawia ze zmarłymi, to świadczy to o wybujałej fantazji, urojeniach bądź kłamstwie. 

Zasadne jest natomiast pytanie o możliwość komunikowania się ze zmarłymi, niezależnie od tego, jak się to nazwie. 

Zrozumiała jest potrzeba jakiegoś choćby duchowego kontaktu z bliskimi i ukochanymi osobami zmarłymi. Wynika to z więzi miłości, której nie zrywa śmierć. W wyznaniu wiary wyznajemy przekonanie o "świętych obcowaniu", co odnosi się także do tych, którzy nie są oficjalnie ogłoszeni przez Kościół jako święci. Ich czci dedykowane jest właśnie święto Wszystkich Świętych. Pozostaje jednak pytanie, czy jest możliwe komunikowanie się ze zmarłymi ogólnie, czyli wszystkimi, oraz w jaki sposób. 

Najpierw należy odróżnić naturalną ludzką potrzebę zwracania się do ukochanych zmarłych od praktyk okultystycznych, czyli tzw. wywoływania duchów. W praktykach tego typu zachodzi albo oszustwo, albo działanie demoniczne. Demony są mistrzami kłamstwa i tym samym mogą się podszywać pod dusze zmarłych, zwłaszcza tych, którzy oddali się mocy złego. Istotną cechą tych praktyk jest wywołanie sensacji czy zaspokojenie ciekawości, a nie miłość do dusz zmarłych, gdyż miłość jest odrazą dla demonów. Tym samym, jeśli ktoś ze szczerej miłości zwraca się sercem ku umiłowanej osobie zmarłej, przede wszystkim prosząc Pana Boga o przebaczenie i miłosierdzie dla niej, czy też dziękując za dobro otrzymane przez tę osobę, to można być pewnym, że nie zachodzi niebezpieczeństwo działania demonicznego. 

Natomiast nie musi być wolne od działania demonicznego zwracanie się czy przynajmniej myślenie o osobie zmarłej w kategoriach żalu do niej, wyrzutów, czy też oczekiwania spełnienia swoich życzeń czy potrzeb w znaczeniu jakby magicznym, bez prośby skierowanej ostatecznie do Pana Boga z poddaniem się Jego woli. 

Może występować także "rozmowa" w znaczeniu psychologicznym, czyli jakby opowiadanie zmarłej osobie o swoich troskach, radościach itp. Jeśli powodem takiej "rozmowy" jest wiara w świętych obcowanie w połączeniu z miłością do tej osoby, wówczas nie ma zastrzeżeń teologicznych, oczywiście o ile nie oczekuje się od osoby zmarłej konkretnej odpowiedzi, gdyż byłoby to nierozumne. Taka "rozmowa" może mieć wartość psychologiczną, czyli koić ból z powodu odejścia umiłowanej osoby do wieczności. Należy jednak pamiętać, że także umiłowana osoba uważana przez nas prywatnie za świętą może potrzebować naszej modlitwy i ofiary, czego nie należy zaniedbywać. Jeśli "rozmowa"wiąże się z zaniedbywaniem modlitwy i ofiarowania odpustów za zmarłych, wówczas może być furtką dla działania złego ducha, gdyż pochodzi bardziej z egoizmu niż z miłości. 

Czy można prosić zmarłych o wstawiennictwo?

 

Jeśli ktoś jest zasadnie przekonany, że dana osoba zmarła doznała już szczęśliwości wiecznej, czyli osiągnęła niebo, wówczas może prywatnie zwracać się do niej o wstawiennictwo. Dotyczy to zasadniczo osób zmarłych w opinii świętości. Ma to wyraz w spontanicznym nawiedzaniu grobu takich osób, co jest wyrazem czci i zaufania w ich wstawiennictwo. 

Nie powinno to jednak mieć charakteru kultu przodków, czyli wzywanie ich wszystkich o wstawiennictwo, bez różnicy co do prawdopodobieństwa osiągnięcia przez nich nieba. Taki kult nie jest zgodny z wiarą i praktyką Kościoła. Natomiast można i należy modlić się za dusze zmarłych, zwłaszcza krewnych i przyjaciół, nawet jeśli zasadnie można przyjąć, że prawdopodobnie są już w niebie. Także w takim razie modlitwy za nich nie będą daremne, lecz będą miały wartość prośby o wstawiennictwo. 

Na czym polega prywatny kult osób zmarłych w opinii świętości?



Poprzednie pytanie wywołało pytanie dalsze związane: czy zgodne z wiarą katolicką jest prywatne przemawianie do osób zmarłych, zwłaszcza do zmarłych w opinii świętości?

Po pierwsze, jest to coś istotnie innego niż publiczne przemawianie do osoby zmarłej, zwłaszcza podczas kazania. 

Po drugie, opinia świętości nie jest beatyfikacją lecz spontaniczną reakcją wiernego ludu. Okazuje się to szczególnie przy grobie tej osoby, nie tylko podczas pogrzebu. Wierni okazują swoje przywiązanie do niej, zwykle przez zapalanie świec, składanie kwiatów. Niekiedy pojawiają się też prośby modlitewne o wstawiennictwo tej osoby.

Po trzecie, poprawnie powinne one być skierowane do Pana Boga ze wskazaniem na wstawiennictwo. Osoby bez wiedzy teologicznej nierzadko proszą spontanicznie wprost osobę zmarłą, co nie jest poprawne teologicznie. Do tzw. kultu prywatnego wystarczy skierować prośbę do Pana Boga wskazując na wstawiennictwo danej osoby.

Taki kult prywatny jest ważnym argumentem w procesie beatyfikacyjnym. Istotne jest, żeby był spontaniczny, tzn. niesterowaną i niepromowaną odgórnie - także przez władze kościelne - inicjatywą własną wiernych, oraz trwały, tzn. trwał przez dłuższy czas, także w pokoleniu, które nie znało danej osoby osobiście.

Jaki jest sens i cel żałoby w Kościele?


Sensem i celem żałoby w Kościele jest modlitwa za zmarłych, czy to konkretną osobę czy za wielu czy wszystkich wiernych zmarłych. Równocześnie jest to przypomnienie żyjącym o nieuchronnej skończoności życia na ziemi oraz rzeczach ostatecznych, czyli sądzie, niebie, piekle i czyśćcu.

Generalnie nie mamy wiedzy odnośnie losu dusz zmarłych. Jedynie w wypadku osób kanonizowanych Kościół ogłasza, że w wyniku znaków Bożych oraz wnikliwego zbadania ich życia (w procesie kanonicznym według odwiecznych reguł Kościoła) możemy stwierdzić, iż są w chwale niebieskiej. Wówczas nie sprawuje się już obrzędów żałobnych za dusze tych zmarłych.