Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szatan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szatan. Pokaż wszystkie posty

Jak pomóc?


Po pierwsze, rzeczywiście takie zdarzenia mogą być skutkiem ataku złego ducha, a to nie dopiero w skutkach złorzeczenia (przekleństwa), lecz w samym złorzeczeniu, które już jest działaniem szatańskim. 

W tym opisie widzę błąd, gdy sakramenty nie są po to, by nas bronić przez złością szatańską, lecz po to, żeby nas wyposażyć w siłę - czyli Bożą łaskę - do walki. Nie należy się więc spodziewać ustania ataków szatańskich wskutek łaski sakramentalnej. Łaska sakramentalna jest dana dla zbawienia duszy i dla zyskiwania zasług, nie dla pomyślności doczesnej. Wręcz przeciwnie: wściekłość złego ducha zwykle jest skierowana przeciw duszom szczególnie bliskim Bogu, starającym się o świętość czyli wypełnianie woli Bożej. 

Taka osoba potrzebuje szczególnie dobrego towarzyszenia duchowego. Pewne jest, że Pan Bóg daje pomoc w odpowiednim czasie, nawet jeśli trzeba jakiś czas szukać i czekać. 


Czy szatan może opętać dziecko w łonie matki?

 


Szatan nigdy nie może przejąć całkowitej kontroli nad człowiekiem, także nad dzieckiem w łonie matki. Oczywiście stopień kontroli czyli "władzy" zależy od sprawności duchowej człowieka i tym samym zdolności do sprzeciwu i oporu. Ta sprawność rośnie wraz z rozwojem osobowości. Jeśli osobowość się rozwija prawidłowo, to tym trudniej jest szatanowi zawładnąć czy w ogóle wywierać wpływ na człowieka (stąd wielka odpowiedzialność wychowujących dziecko). Równocześnie jest też oczywiste, że szatan usiłuje zawładnąć szczególnie osobami słabszymi duchowo, a do nich należą dzieci, także te w łonie matki. Aczkolwiek w łonie matki korzystność sytuacji polega na tym, że matka swoim życiem duchowym ma ogromny wpływ na obecny i przyszły stan duchowy swego dziecka. Zagrożenie oczywiście jest. Dlatego tradycyjny obrzęd Chrztu św. zawiera exorcyzmy. Z ich treści wynika, że są stosowane jako środek przeciw wszelkiemu działaniu złego ducha w dzieciątku. Wiadomo, że szatan może władać człowiekiem tym bardziej im mniej człowiek używa rozumu. Natomiast zaletą stanu dziecka od poczęcia aż to tzw. wieku rozróżniana jest wolność od grzechów osobistych. Jeśli dojdzie wolność od winy grzechu pierworodnego dzięki łasce uświęcającej we Chrzcie św., to dzieciątko jest doskonale wyposażone duchowo przeciw działaniu złego ducha. Moim zdaniem pewną moc duchową - czyli znaczenie w porządku łaski czyli nadprzyrodzonym - ma już także wola rodziców, że dzieciątko będzie ochrzczone. To oczywiście nie jest to samo co udzielenie Chrztu św. Tym niemniej działa tutaj władza rodzicielska, która ma także wymiar duchowy i w jakiś sposób w i pewnym - może nawet istotnym - stopniu jest w stanie chronić dzieciątko, choć też - z drugiej strony - może też wydawać dziecko na pastwę szatana choćby pod pozorami dobra. Dlatego tak ważne jest niezwlekanie ze Chrztem św. 

Natomiast opętanie w sensie ścisłym - czyli pewnego rodzaju władanie przez szatana przynajmniej ciałem i psychiką człowieka (co nie musi być widocznie stale, lecz jedynie w pewnych momentach czy sytuacjach) - zawsze jest skutkiem wolnych wyborów człowieka czyli grzechów, zwłaszcza tych popełnianych z premedytacją i bez woli nawrócenia i poprawy. 


Zagrożenia duchowe: whisky i gry komputerowe



Jeśli dana rzecz jest przez jej twórcę w jakiś sposób dedykowana szatanowi, to szatan oczywiście uzurpuje sobie jakaś prawa także wobec osób, które przynajmniej lekkomyślnie tej rzeczy używają. O tyle używanie takiej rzeczy niesie ze sobą zagrożenie duchowe. Szatan może jednak działać tylko w ramach praw przyrodzonych (naturalnych). Oznacza to, że nie ma bezpośredniego wpływu na wolę człowieka, ale może wpływać na władze niższe, zwłaszcza na pożądliwość na najszerszym sensie, czyli na sferę doznań zmysłowych i uczuć. To jest właśnie dziedzina pokus duchowych i cielesnych. Innymi słowy: w takiej sytuacji może nastąpić przynajmniej nasilenie różnego rodzaju pokus, zwłaszcza duchowych, szczególnie wtedy, gdy dana osoba traktuje szatana z ciekawością czy sympatią, czy przynajmniej z obojętnością. 

Czy modlitwa do św. Michała Archanioła została prawidłowo przetłumaczona?


Cytowany fragment znaczy dokładnie: "niech Bóg mu rozkaże", "oby Bóg mu rozkazał". Tak więc tłumaczenie nie jest dosłowne, ale treściowo prawidłowe. Jest to prośba do św. Michała Archanioła o wstawiennictwo, żeby Bóg pogromił szatana. 

Jest natomiast inny problem w tłumaczeniu tej modlitwy. Otóż słowa "defende nos in proelio" zwykle są fałszywie tłumaczone jako "wspomagaj nas w walce", podczas gdy prawdziwie znaczą one "broń nas w walce". 

Czy szatan może pisać SMS-y ?


Przy okazji niedawnej dyskusji w sprawie filmu wchodzącego na ekrany kin, pojawił się wątek, pozornie groteskowy, który jednak skupia w sobie kwestie zarówno teologiczne jak też światopoglądowe. Jeden z dyskutantów, x. A. Kobyliński, ośmieszył twierdzenie, jakoby szatan mógł wysyłać SMS-y, nie podając jednak żadnych argumentów. Drugi z dyskutantów, red. M. Błochowiak, bronił tego twierdzenia, powołując się na Katechizm Kościoła Katolickiego:

https://www.youtube.com/watch?v=mf0y35hIqpo

Oto, co faktycznie mówi Katechizm, najpierw zasadniczo:


Następnie w temacie exorcyzmów:

Prawdopodobnie na tym drugim fragmencie p. Blochowiak opiera swoją tezę. Akurat niesłusznie. Czym innym jest bowiem "zawładnięcie" jakimś przedmiotem materialnym przez istotę duchową jak szatan, a czym innym posługiwanie się tym przedmiotem na sposób ludzki, czyli istoty duchowo-cielesnej. Według teologii katolickiej szatan jako istota stworzona nie jest w stanie przekraczać praw natury, który są stworzone przez Boga, lecz może działać w ich ramach, posługując się także ewentualnie jeszcze nieznanymi czy niezbadanymi empirycznie prawami naturalnymi. Posługiwanie się takim przedmiotem jak telefon przez istotę czysto duchową przekracza prawa natury, gdyż do tego konieczne jest oddziaływanie materialno-mechaniczne w połączeniu z inteligencją. Jak wiadomo, szatan nie ma ciała i nie może oddziaływać ani materialnie ani mechanicznie na przedmiot typu telefon ze skutkiem napisania wiadomości. Po prostu szatan nie ma palców, którymi mógłby pisać na telefonie. Nie jest też w stanie wpływać na elektronikę telefonu na sposób mechanizmu materialnego. Owszem, według nauczania wielu teologów, szatan jako upadły anioł ma swego rodzaju "postać" eteryczną, czyli coś w rodzaju "materii" czyli "ciała" eterycznego, które może w jakiś sposób oddziaływać także na przedmioty materialne, jednak jest to działanie z natury inne niż oddziaływanie "zwykłej", "twardej" materii na przedmioty materialne. Nie jest ono mechaniczne, bezpośrednie, lecz pośrednie, czyli poprzez sferę duchową człowieka. Konkretnie odnośnie tego przykładu: szatan może pisać SMS-y tylko posługując się palcami człowieka (czy innej istoty cielesnej).

Słuszny jest natomiast sprzeciw p. Blochowiaka odnośnie słów x. Kobylińskiego, który wydaje się negować zasadność i realność jakiegokolwiek wpływu rzeczywistości duchowej na przedmioty materialne. Wygląda na to, że w opinii x. Kobylińskiego exorcyzmowanie wody, soli czy innych przedmiotów, które jest zawarte w Rituale Romanum, jest jedynie zabobonem. Ta opinia jest ewidentnie niekatolicka i fałszywa. Jak mówi Katechizm, szatan może zawładnąć przedmiotami materialnymi (nie tylko człowiekiem, jak w przypadku opętania). Jednak to zawładnięcie ma jednoznaczne granice, określone przez prawa natury pochodzące od Stwórcy.

Czy internet jest wynalazkiem diabła?

 X. Grzegorz Śniadoch ponownie popełnił swoją słynną tezę, o której już niegdyś była mowa (por. tutaj):


No cóż. Pozostaje tylko skomentować: brak rozumowania i nauczania zgodnie z wiarą i teologią katolicką jest dziełem diabła. 

Wyjaśniam:
Wynalazkiem diabła jest grzech. A grzech polega na złym zastosowaniu rzeczy dobrej, stworzonej - pośrednio czy bezpośrednio - przez Boga. Nawet odnosząc do władzy duchowej, która jest narzędziem grzechu, czyli do wolnej woli, nie wolno zapominać, że jest ona stworzona przez Boga. Tym bardziej dzieła materialne, jak technika stworzona przez wolę i inteligencję człowieka, mogą być stosowane zarówno do dobra jak i do zła. Ich złe używanie jest dziełem diabła, gdyż jest grzechem, ale nie rzeczy same w sobie. Gdyby były dziełem szatana i tym samym złe same w sobie, to by nie mogły być stosowane dla dobra. Mówiąc najprościej: jeśli by prawdą było, iż internet jest dziełem diabła, to by oznaczało, że x. Śniadoch, występując w internecie, jest we spółce z diabłem. 

Fałszywe "orędzia" z biznesem

 

Wspomnianej strony dotychczas nie znałem. Przeglądnąwszy ją teraz pobieżnie, by sprawdzić, czy opis jest trafny, mogę potwierdzić, że zasadniczo jest. 

Odpowiedź jest dość prosta: powiązanie rzekomych objawień (które są wręcz ewidentnie fałszywe) z biznesem całkiem jednoznacznie wskazuje na fałsz i zwodzenie. Już samo promowanie niezatwierdzonych, a nawet odrzuconych przez Kościół rzekomych "objawień" względnie "orędzi" świadczy o pobudkach niekatolickich i bezbożnych, nawet wręcz demonicznych. Jak wskazałem w poprzednim wpisie (por. tutaj), takie postępowanie jest grzechem ciężkim przeciw wierze katolickiej, Kościołowi i Panu Bogu. Nie oznacza to, jakoby wszystkie treści podawane przez tę stronę były fałszywe i złe. Szatan w swojej perfidii lubi występować i działać w pozorach dobra i prawdy, a nawet w pozorach pobożności. Jednak zawsze można go rozpoznać po buncie przeciw boskiej konstytucji Kościoła i tym samym przeciw Bożemu Objawieniu. 

Tym samym zbędne jest rozeznawanie poszczególnych wpisów czy biznesu olejkowego uprawianego przez tę stronę. Wystarczy, że postawa jest niekatolicka i antykatolicka, mimo pozorów niby pobożności maryjnej. 

Dlatego stanowczo ostrzegam przed czytaniem, lajkowaniem czy jakimkolwiek popieraniem tej strony. To jest oczywiste oszustwo, żerujące na dobroduszności czy może wręcz naiwności pobożnych katolików. 

Moc szatana i opętania w terapiach

 
1. Granice wpływu szatana są wyznaczone przez porządek stworzenia oraz dopust Boży:
- Szatan i demony jako byty czysto duchowe mają przewagę na bytami materialnymi i materialno-duchowym (czyli ludźmi), tzn. mogą je poruszać, ale jedynie w ramach praw natury czyli porządku stworzenia i o ile Pan Bóg to działanie dopuszcza. W grę wchodzą nie tylko znane nam obecnie prawa natury lecz także nieznane, tzn. niezbadane i nieopisane naukowo.
- Wiadomo, że działanie szatana i jego demonów skierowane jest przeciw Bogu i człowiekowi. Pan Bóg to działanie dopuszcza po grzechu pierworodnym jako karę za grzech oraz dla wypróbowania i zasługi człowieka.
- Wpływ szatana i demonów na świat materialny ma na celu szkodzenie duszy człowieka oraz odciągnięcie go od Boga, ostatecznie pozbawienie go życia wiecznego z Bogiem.
- Pan Bóg dopuszcza ten wpływ wyłącznie w takim stopniu, jaki jest konieczny do wypróbowania człowieka i jego zasługi w walce o zbawienie swojej duszy. Równocześnie Pan Bóg daje człowiekowi łaski potrzebne w  tej walce, a także pomoc dobrych aniołów, zwłaszcza Anioła Stróża danego do końca życia, ale także innych aniołów, które czasowo czy okazyjnie wspierają i chronią człowieka.
Autentyczna fizjoterapia, czyli leczenie bez podtextów czy zamiarów pozafizykalnych i pozaterapeutycznych, porusza się w dziedzinie praw natury, częściowo może nie do końca opisanych fizykalnie i wyjaśnionych naukowo. Gdy tak jest stosowana, wówczas nie ma zastrzeżeń ze strony teologii katolickiej.

2. Opętanie (obsessioposessio) jest opanowaniem duchowych i wskutek tego także cielesnych władz człowieka przez szatana. Warunkiem jest własnowolne poddanie się przez człowieka temu wpływowi, czy to poprzez świadomy akt oddania się szatanowi, czy przez stopniowe uleganie i służenie mu poprzez grzeszne życie i brak pokuty, aż do zawładnięcia, które poważnie ogranicza władze i wolność człowieka. Tym samym terapia czysto fizykalna sama ze siebie nie może spowodować opętania, oczywiście o ile nie ma duchowego związku z grzechem i władzą szatana zarówno ze strony terapeuty jak też pacjenta. Doznania zmysłowe podczas terapii generalnie mogą mieć charakter przynajmniej pokusy zmysłowej i być okazją do grzechu, jednak nie stanowią grzechu, jeśli nie ma woli czy przynajmniej przyzwolenia na grzech.

3. Bioenergoterapia bazuje na tzw. magnetyźmie, czyli teorii w zasadzie okultystycznej, zwanej też mesmeryzmem (od nazwiska założyciela Mesmera). Jest więc podtext przynajmniej dwuznaczny i tym samym podatny na wpływy duchowe. Wprawdzie nie można z góry wykluczyć, że w tego typu metodzie stosuje się jedynie niezbadane prawa natury, jednak kontext ideologiczny, mianowicie powiązanie z poglądami twórcy magnetyzmu wskazuje przynajmniej na możliwość działań demonicznych czyli wpływu istot duchowych na sferę materialną, konkretnie cielesną. Tym samym z punktu widzenia teologicznego są poważne zastrzeżenia.

4. Istotne jest odróżnienie między schorzeniami organicznymi i funkcjonalnymi. Te ostatnie mają często charakter psychofizyczny i są tym samym podatne na wpływ duchowy w szerokim sensie, czyli zarówno psychiczny jak sugestia, jak też czysto duchowy w sensie bezpośredniego działania bytu niematerialnego. Szatan i demony jako byty stworzone mogą powodować jedynie "uzdrowienia" w ramach praw natury, tzn. czy to aktywizując zdolności duchowe pacjenta czy mechanizmy własne organizmu. Jest to działanie wyłącznie na zasadzie poruszania materii, nie ingerencji w prawa, które nią rządzą na zasadzie porządku stworzenia. Są to tzw. pozorne cuda, które mogą służyć uwiarygodnieniu kogoś, kto je sprawia i ma przy tym na celu poddanie człowieka wpływowi szatana. Tak więc istotna jest tutaj rola sprawcy ludzkiego. To działanie nie jest jednak wszechmocne i nie może prowadzić do opętania, gdy pacjent nie ulegnie świadomie temu wpływu bądź przynajmniej nie jest podatny na działanie szatańskie z powodu własnej grzeszności czyli własnowolnego ulegania pokusom.

5. Jest możliwe ujawnianie przez szatana informacyj nieznanych. Odbywa się to na zasadzie pewnego przeczucia, przypuszczenia, podejrzenia czy wręcz "natchnienia". Należy pamiętać, że szatan ma cel w takim działaniu i że tym celem jest zgubienie duszy człowieka, czy to pacjenta czy terapeuty. Dlatego jest mało prawdopodobne, by szatan dawał "natchnienie" terapeucie, który jemu nie służy, natomiast może dawać je takiemu, który jest jemu poddany czy to przez grzeszne życie czy wręcz nawet przez zamierzone korzystanie z siły demonów. Jeśli natchnienie jest dobre, tzn. ma cel dobry, czyli zbawienie duszy, to może pochodzić od dobrego ducha, czy to Anioła Stróża czy innego wysłannika Bożego. Dla rozróżnienia istotny jest zarówno kontext (powiązania) jak też cel.

Fałszywe "ostrzeżenie z zaświatów"

 


Pewne jest, że szatan posługuje się głównie fałszem i oszustwem, i to z reguły pod pozorem prawdy i dobra. Pewne jest także, że przedmiotem jego ataków są szczególnie dusze pobożne i gorliwsze. Im dusza jest czystsza i milsza Bogu, tym bardziej perfidne i wyrafinowane są podstępy szatana. Oznacza to, że takie dusze tym bardziej nie powinny polegać na własnych cnotach, zdolnościach i siłach, gdyż wówczas tym łatwiejszym staną się łupem wroga dusz ludzkich. 

Szatan zawsze posługiwał się i posługuje wszelkimi środkami, oczywiście zwykle za pośrednictwem swoich sług i niewolników, czyli ludzi mniej czy bardziej świadomych swego bycia narzędziem fałszu i zła. Współcześnie narzędziem są także nowoczesne środki, między innymi książki. Adresatami książek o tematyce religijnej są zasadniczo ludzie pobożni, szukający pogłębienia swojej wiary i modlitwy. Jednak także oni często nie są wolni od zwykłej ciekawości, szukania jedynie potwierdzenia dla swoich upodobań i poglądów, a zwłaszcza braku nawet podstawowej wiedzy katechizmowej i teologicznej, która by im zapewniła odpowiednie rozeznanie i choćby minimalną odporność na fałsze i zwodzenie pod pozorami religii, wiary i pobożności. Zwykle nie jest to ich wina, lecz przyczyną jest głównie zapaść przekazywania autentycznej wiary katolickiej na katechezie, w kazaniach, a nawet na wykładach z teologii. Gdy nie są nauczane podstawowe prawdy wiary w  sposób prosty i jasny, jak to miało miejsce przez wieki w Kościele, a zamiast tego usiłuje się budować przywiązanie do Kościoła przez mętne, a nawet wręcz heretyckie treści, z reguły przekazywane w kontekście i związku silnych przeżyć, to nie należy się dziwić, że taka "wiara" jest płytka, chwiejna i szukająca coraz to nowych bodźców emocjonalnych, nawet kosztem rzetelności intelektualnej czy choćby nawet zdrowego rozsądku. Na takiej kondycji przeciętnych katolików żerują przeróżni zwodziciele i oszuści, którzy szukają publiczności, a zwykle też po prostu korzyści materialnych, bezwzględnie wykorzystując dobroduszność czy wręcz naiwność skądinąd szczerych i gorliwych dusz. 

Taki to wstęp musiałem uczynić po lekturze pożyczonej mi - z życzliwości - książki pt. "Ostrzeżenie z zaświatów". Jest to tłumaczenie z niemieckiego. W internecie można sprawdzić, że książka została przetłumaczona na wiele języków i jest swego rodzaju bestsellerem w kręgach prostodusznych katolików o nastawieniu konserwatywnym. Faktycznie treści podane w tej książce kursują w tych kręgach. Dopiero zapoznawszy się z tą książką poznałem, skąd się bierze np. mniemanie, że Paweł VI chciał dobrze, lecz miał sobowtóra, którego winą są nieszczęsne i katastrofalne w skutkach zmiany wprowadzone po Vaticanum II... Myślę, że dalszy komentarz jest w tym miejscu zbędny. Oczywiście nie jestem w stanie udowodnić, że to mniemanie jest absurdalne i groteskowe, więc nawet nie próbuję. Muszę jednak zwrócić uwagę na fakty, które każdy może sprawdzić, oczywiście jeśli ma dobrą wolę i jest otwarty na prawdę. 

Wprawdzie podany jest autor książki, jednak nic o nim nie wiadomo. On sam nie zdradza niczego o sobie. Także w internecie nie ma nic o nim. W swojej przedmowie autor podaje jedynie, że znajduje się w miejscowości Trimbach, przy czym chodzi chyba o wioskę w północnej Szwajcarii. Podany autor mówi, że otrzymał tę książkę 18 kwietnia 1977 r. od "duszpasterza", którego tożsamości nie podaje. Można się jednak domyśleć, że chodzi chyba o  x. Arnolda Renz'a, salwatorianina znanego ze słynnych "exorcyzmów" przeprowadzonych na Anneliese Michel w Niemczech. Znaczną część książki zajmują rzekome treści ze spisanych słów innej opętanej, wypowiedzianych rzekomo przez demony na rozkaz exorcysty podczas exorcyzmu, który przeprowadził także x. Renz. Ponadto notatka biograficzna o nim wskazuje na to, że to on miałby być właściwym autorem tej książki czy przynajmniej dostarczycielem materiału do niej. Na ile to jest prawdziwe, trudno ocenić. W każdym razie autor wykorzystuje sławę x. Renz'a, czy właściwie niesławę, gdyż został on w 1978 r. prawomocnie skazany w związku ze śmiercią exorcyzmowanej przez niego A. Michel. 

X. Renz (1911-1986) pochodził z południowych Niemiec, blisko granicy ze Szwajcarią i Austrią. Po święceniach kapłańskich w 1938 r. jako salwatorianin pracował jako misjonarz i exorcysta w Chinach. Po powrocie w 1953 r. został proboszczem w północno-zachodniej Bawarii, w miejscowości znanej z tego, że żyła tam rzekoma mistyczka i wizjonerka Barbara Weigand (zm. 1943). Znamienne są słowa z jej rzekomych objawień, że "Luther podzielił Kościół na dwie części" (podane w zalinkowanym tekście na wiki), co jest oczywiście herezją,gdyż Kościół jest niepodzielny i nie może być podzielony, zaś Luther jako przywódca herezji odłączył dusze od Kościoła. Mimo tego x. Renz gorliwie zaangażował się w forsowanie jej procesu beatyfikacyjnego, co świadczy o braku kompetencji teologicznej. Warto zauważyć, że - jak podaje wiki (zalinkowane wyżej) - także ojciec Anneliese Michel, nad którą x. Renz później (1975-1976) sprawował exorcyzm, był pod wpływem owej "mistyczki". Te powiązania są zapewne znaczące. 

O kiepskich i wręcz fałszywych poglądach teologicznych x. Renz'a świadczy rozdział książki pt. "Co to jest opętanie", przypisany jego autorstwu, oczywiście o ile ten rozdział pochodzi rzeczywiście od niego. 

Na str. 22 czytamy: "Szczególnego rodzaju opętanie, jest opętanie tak zwane opętanie wynagrodzenia. Osoby takie spotyka to nie z osobistego przewinienia. Mogą one np. być przeklęte." Pomijając katastrofalną jakość tłumaczenia, które jest wręcz niepoprawne po polsku, należy zwrócić uwagę, że tego typu opętanie jest sprzeczne z katolickim pojęciem opętania i jego warunkami, i nie jest znane w literaturze teologicznej katolickiej. Ponadto jest tutaj problem stwierdzenia, jakoby dana osoba była bez winy, gdyż tylko Pan Bóg zna serce i stan duszy człowieka, oczywiście oprócz głosu sumienia jego samego, zaś otoczenie może jedynie z mniejszym czy większym prawdopodobieństwem ocenić, czy i jak dana osoba zgrzeszyła, gdyż można grzeszyć także w samotności, a ważniejsze są grzechy wewnętrzne, czyli myśli i akty woli, nie akty zewnętrzne znane otoczeniu. 

Następny fałsz to zdanie: "Nie można tego zaprzeczyć: Błogosławieństwo i przekleństwo mogą być równie skuteczne". Autor tego zdania widocznie zapomina, że błogosławieństwo jest wezwaniem Boga, zaś przekleństwo wezwaniem mocy zła czyli szatana. Tylko Bóg jest wszechmocny, zaś skuteczność szatana jest jedynie ograniczona i nigdy nie jest równa skuteczności Boga. Tym bardziej przekleństwo nie może skutkować opętaniem, ponieważ człowiek ma wolną wolę i jedynie przez swoje akty woli może poddać się działaniu szatana. Szatan nie ma zasadniczo możliwości wyłączenia wolnej woli w człowieku, gdyż mógłby to uczynić tylko Bóg (oczywiście jeśli by tego chciał) jako Stwórca natury człowieka. Szatan może jedynie kusić, mamić, zwodzić ku grzechowi, a zniewolenie przez niego jest zawsze skutkiem poszczególnych aktów i kroków poddania się jego działaniu przez człowieka. Wynika to z prawdy o człowieku, którą wiemy z Bożego Objawienia, oraz z odwiecznego doświadczenia Kościoła, opisanego zwłaszcza u świętych i mistrzów duchowych. 

Tym samym fałszem jest także zdanie: "Jeżeli niektórzy zgadzają się cierpieć za innych, może się to także zdarzyć w formie opętania". To zdanie oznacza, jakoby szatan - który jest sprawcą opętania - działał dla zbawienia dusz i na chwałę Bożą, skoro sprawia tzw. opętanie jako wynagrodzenie Bogu za grzechy ludzi. Co więcej, autor twierdzi, że w takim przypadku "Pan Bóg miał szczególny zamiar względem niej aby była ofiarą wynagradzającą (za grzechy świata)" (str. 23). Taki absurd może prezentować tylko ktoś, kto jest zupełnym analfabetą w teologii katolickiej, lub ma zupełnie niekatolickie, a nawet niechrześcijańskie przekonania co do pojęcia Boga i dzieła Zbawienia, jak też w kwestii takiej jak natura i rola szatana. 

Wobec tego wręcz bluźnierstwem jest nazwanie przypadku Anneliese Michel - uważanego przez autora za "opętanie wynagrodzenia" - "przeżyciem konania Chrystusa na krzyżu". Wystarczy choćby pobieżnie znać Ewangelie, by wiedzieć, że porównanie zachowania osoby opętanej z zachowaniem Pana Jezusa w męce i śmierci jest wręcz niesamowitym bluźnierstwem. 

Zupełnie demaskujące jest następujące zdanie: "Opętanie i szatan należą do rzędu rzeczy nadprzyrodzonych" (str. 23). Otóż zawarte jest tutaj niekatolickie i nieteologiczne, natomiast okultystyczne pojęcie nadprzyrodzoności. Otóż według teologii katolickiej - i każdej opartej na Piśmie św. - nadprzyrodzoność jest synonimem Boga i Jego działania. Innymi słowy: tylko Bóg jest ponad wszystkim stworzeniem, czyli tym, co jest przyrodą w znaczeniu filozoficznym, czyli ma początek jako byt stworzony. Tak więc także szatan jako byt stworzony należy do rzeczywistości przyrodzonej, nie boskiej. Oczywiście jego natura czyli przyrodzoność jest innego rodzaju niż natura ludzka i jest w pewnym sensie wyższa i doskonalsza. Jednak z całą pewnością nie należy do rzeczywistości nadprzyrodzonej, czyli boskiej, lecz do stworzonej, czyli od świata przyrody w znaczeniu filozoficznym, obejmującym wszystkie byty "rodzone" czyli mające początek. 

Co do samych rzekomych exorcyzmów, z których mają rzekomo pochodzić owe rzekome "wyznania" demonów: O ile książka nie jest jedynie wymysłem wybujałej fantazji i tym samym perfidnym oszustwem na czytelnikach, czyli podaje rzeczywiste przeprowadzone przez exorcystów "wywiady" z demonami, to owi exorcyści sprzeniewierzyli się kościelnemu obrzędowi exorcyzmu i tym samym popełnili grzech ciężki, który oczywiście - jak każdy grzech - pochodzi ostatecznie od szatana. Rubryki obrzędu exorcyzmu według księgi liturgicznej Kościoła Rituale Romanum zakazują bowiem wypytywania demonów o sprawy zbędne i służące ciekawości: 


Tym samym książka jako taka jest właściwie dziełem szatańskim, także co do sposobu powstania, nie tylko co do treści. Zresztą na ten charakter wskazuje już nawet chaotyczność podawanych treści. Widocznie także autor był pod wpływem szatańskim. Pan Bóg działa w harmonii i ładzie, miłuje porządek. Natomiast diabeł jest tym, który miesza, przewraca i sprawia chaos, na co wskazuje greckie słowo "diabolos" (od dia-ballo, czyli przewracać, mieszać). 

Te uwagi właściwie wystarczą dla jednoznacznej oceny: 

To jest książka podająca fundamentalne fałsze i błędy odnośnie pojęcia Boga oraz świata stworzonego, zwłaszcza szatana. Z tego względu w swoich zasadach nie jest ani katolicka, ani nawet chrześcijańska czy biblijna. Operuje raczej pojęciami i wyobrażeniami okultyzmu i satanizmu. Podawane w dalszej części książki quasi sensacyjne stenogramy słów rzekomo wypowiedzianych przez demonów w sprawach aktualnych mają widocznie przyciągnąć uwagę i dobrą wolę czytelników zwłaszcza o nastawieniu konserwatywnym i krytycznym wobec wydarzeń ostatnich dekad w Kościele i świecie. Nawet jeśli godna uwagi i uznania jest np. krytyka reformy liturgii i związanych z nią nadużyć (jak komunia dołapna, więcej tutaj), to jednak nie zmienia to faktu, że ma to widocznie służyć wpajaniu katolikom trucizny okultystycznego fałszu. 

Dlatego zdecydowanie zalecam: nie należy tej książki ani kupować, ani czytać. Jeśli ktoś już ją ma, powinien ją spalić. 

Czy można przekląć cebulę? (uzupełnione)


Po pierwsze jest kwestia faktyczności tego zdarzenia, tzn. czy rzeczywiście miało miejsce, a nie jest jedynie mniej czy bardziej oderwaną od rzeczywistości fantazją tej osoby. Różne rośnięcie dwóch roślin może mieć różne przyczyny. Najpierw konieczne by było wykluczenie zwykłych naturalnych przyczyn.

Po drugie, nie ma doświadczalnych dowodów na tego typu działanie ludzkich słów czy intencyj. Innymi słowy: nie ma sprawdzalnych danych doświadczalnych, by przekleństwo wypowiedziane przez człowieka miało moc ingerencji w naturalny proces zachodzący w roślinych czy innych stworzeniach nieduchowych.

Po trzecie, przekleństwo jest oczywiście przyzywaniem mocy szatańskiej (demonicznej). Jednak także szatan nie ma naturalnej mocy takiego wpływu na procesy w stworzeniach materialnych, tzn. ingerowania w działanie praw przyrody. Tylko Bóg jest Panem tych praw i procesów, tym samym może ingerować, co czyni w cudach.

Po czwarte, nie jest wykluczone, że szatan działa mocą niezbadanych jeszcze czy ukrytych praw przyrody. Istotne jest, że są to prawa naturalne, czyli należące do natury stworzonej i jej możliwości. Innymi słowy: szatan nie może działać cudów we właściwym sensie, czyli czegoś, co wykracza poza prawa naturalne. Jednak może działać posługując się nieopisanymi jeszcze naukowo mechanizmami i prawami przyrody. Trudność polega więc tutaj na stanie naszej wiedzy naukowej. Jednak istotna jest tutaj zasada koherencji praw naturalnych, która wynika z ładu w porządku stworzenia pochodzącego od Boga. Pan Bóg na pewno nie stworzył sprzecznych praw przyrody. Oznacza to, że także ewentualne nieznane czy niezbadane mechanizmy naturalne muszą być zgodne ze znanymi, choć mogą je przekraczać.

Podsumowując:
1. Tego typu przeklinanie przedmiotów, jak w podanym przykładzie, jest przywoływaniem mocy szatana i jest grzeszne niezależnie od skuteczności.
2. Osoba praktykująca takie przeklinanie współpracuje z szatanem, niezależnie od swojej świadomości.
3. Nie można wprawdzie całkowicie wykluczyć szatańskiej ingerencji w znane procesy naturalne, jednak taki przypadek jest nieprawdopodobny przynajmniej dopóki nie są wykluczone znane przyczyny naturalne.

Wiąże się z tym oczywiście kwestia exorcyzmowania rzeczy i przedmiotów, już chociażby w tradycyjnym obrzędzie poświęcenia wody. Znaczenie exorcyzmowania soli i wody jest dość jasno wyjaśnione w samym exorcyźmie. Nie ma w nim oczywiście mowy o opętaniu tych stworzeń, gdyż opętanie dotyczy wyłącznie ludzi. Exorcyzmowanie rzeczy jest jakby negatywną stroną poświęcenia, czyli wyrwaniem ich z posługiwania się nimi przez szatana. Natura i rodzaj tego możliwego posługiwania się, została wspomiana powyżej.


UZUPEŁNIENIE

W reakcji na tę odpowiedź otrzymałem wskazanie na fragment z Ewangelii św. Mateuszowej (21):

Paralele w dwóch innych Ewangeliach wskazują na dokładniejsze znaczenie tego wydarzenia.
U św. Marka (11) opis jest całkiem podobny:


Chodzi tutaj o działanie uczniów według przykładu Jezusa Chrystusa i woli Bożej. Drzewo figowe miało służyć pożywieniu, takie jest jego przeznaczenie w porządku stworzenia. Spowodowanie uschnięcia - uczynione wszechmocą Boską - obrazuje karę za bezużyteczność w świetle tego porządku. 

Warto wspomnieć także św. Łukasza (13), gdzie jest mowa o przypowieści, która ma znaczenie szersze, metaforyczne:
Tutaj Pan Bóg jest gospodarzem, który oczekuje owoców z drzewa. Ono jest metaforą narodu wybranego. Nie ma tutaj mowy o przekleństwie, jednak istotne przesłanie teologiczne jest takie samo: chodzi o władzę i wszechmoc Boga.

Otrzymałem także wskazówkę na text w tradycyjnym Rituale Romanum.  Chodzi o modlitwę przyzywającą przeciw szkodliwym zwierzętom:


Problem dotyczy ostatniego fragmentu czyli exorcyzmu, w którym przeklinane są szkodniki. Otóż ten text należy rozumieć w połączeniu i w świetle modlitwy poprzedzającej, w której kapłan prosi Boga o Jego działanie przeciw pladze szkodników. Tym samym nie chodzi tutaj o przeklinanie przez człowieka, lecz o działanie kapłana w imieniu Boga ku ochronie człowieka. Tak więc nie jest to wzywanie mocy szatana lecz wzywanie mocy Bożej ku pomocy człowiekowi. Jest to coś istotnie innego niż zawarty w pytaniu przykład z cebulą, gdyż oznacza on, że ktoś sobie z własnej woli, dla własnego widzimisię przeklął cebulę. Z pewnością nie było to wezwanie wszechmocy Pana Boga, gdyż nie chodziło o pomoc dla człowieka. Tak więc mogło oznaczać jedynie wezwanie mocy szatańskich czy okultystycznych.

Czy nakładanie rąk to magia?



W jednym z poprzednich wpisów zwróciłem już po krótce uwagę na biblijne korzenie i znaczenie gestu nakładania rąk:

https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/10/czy-naozenie-rak-zawsze-byo-w-kosciele.html

Pojawia się też słuszne pytanie o ogólne znaczenie, istotę oraz działanie nakładania rąk, niezależnie od jego stosowania poświadczonego w Piśmie św. oraz Tradycji Kościoła.

Odpowiedź jest o tyle prosta, że jako gest sakramentów i sakramentaliów Kościoła może mieć i faktycznie ma pochodzenie i znaczenie najpierw naturalne, podobnie jak inne znaki sakramentalne - woda, oliwa, chleb, wino, ślubowanie wierności małżeńskiej.

Nałożenie rąk jest więc pierwotnie znakiem naturalnym. Czy tylko znakiem w znaczeniu symbolu czy może czymś więcej, tzn. znakiem skutecznym naturalnie (tzn. poza skutecznością sakramentalną, gdy jest użyty w sprawowaniu sakramentów)? Rzecz się ma podobnie jak z naturalną skutecznością innych znaków, wody, oliwy itd. Jednak trudność polega na tym, że w odróżnieniu od nich trudno jest zbadać naukowo-fizykalnie i określić naturalną skuteczność nałożenia rąk. Tym niemniej można i należy przyjąć, że ono także ma swoją naturalną efektywność, mimo że - przynajmniej dotychczas - nie jesteśmy w stanie podać fizykalnego mechanizmu jego działania.

Pewne jest też, że szatan może się posługiwać mechanizmem naturalnym także w przypadku nałożenia rąk. Wynika to z katolickiej nauki o stworzeniu, dokładnej z angelologii jako działu dogmatyki.

Ponadto wiadomo, że szatan nie może działać bezpośrednio na materię (ponieważ nie ma naturalnego wewnętrznego związku z materią), lecz musi posługiwać się sferą duchowo-psychiczną człowieka, który się jemu oddaje czy pozwala posługiwać jako narzędzie. Dotyczy to także naturalnego działania gestu nałożenia rąk: szatan może się posługiwać mechanizmem naturalnym wykonywanym przez człowieka. Zależy to oczywiście od stanu duchowego człowieka, tzn. czy i na ile jest on oddany czy przynajmniej podatny na bycie narzędziem działania szatańskiego.

Tak więc sprawa dotyczy ostatecznie porządku stworzenia, dokładniej stosunku między duchem złym a światem materialnym (wraz z jego prawami także niezbadanymi naukowo), a także między tymże duchem a człowiekiem. Nie ma to nic wspólnego z magią w znaczeniu zabobonów. Jednak ma owszem związek z okultyzmem o tyle, gdy chodzi o posługiwanie się mechanizmami naturalnymi, które wymykają się dotychczas badaniom fizykalnym, aczkolwiek można z pewnością teologiczną (dogmatyczną) powiedzieć, że szatan nie może działać poza i wbrew prawom fizykalnym czyli w sposób nadprzyrodzony.

W temacie pojęcia nadprzyrodzoności będzie osobny wpis za niedługo.

Teologia zabłąkana czyli czy diabel nie istnieje?


Po wypowiedzi nowego generała zakonu jezuitów dla hiszpańskiego czasopisma "El mundo" odnośnie zła i diabła pojawiły się nie tylko ostre słowa krytyki, lecz także żarliwej obrony. W Polsce szczególnie głośna stała się ocena x. prof. Pawła Bortkiewicza z UAM w Poznaniu, który skonstatował herezję. Po niedługim czasie na portalu jezuitów deon.pl pojawił się wywiad z dwoma pracownikami krakowskiego PUJPII. Ten dziwny już co do formy dwugłos - jako że wszystkie wypowiedzi sygnowane są dwoma nazwiskami - należy widocznie potraktować jako odpowiedź polskich jezuitów ustami niejezuitów. Ciekawy zabieg. Mimo że widocznie nikt nie jest gotów wziąć osobistej odpowiedzialności za tę wypowiedź, ma być ona nie tylko obaleniem zarzutu x. Bortkiewicza, lecz także obroną wypowiedzi o. Sosa'y, a ponadto prezentacją szerszych, nawet fundamentalnych poglądów teologicznych przynajmniej xięży Wojciecha Grygiela i Damiana Wąska. 

Przyjrzyjmy się bliżej, krok po kroku. Dla jasności i rzetelności przytaczam poszczególne fragmenty, by następnie odnieść się do nich komentując. Z natury rzeczy nie do uniknięcia są powtórzenia, jako że rozmówcy dość często się treściowo powtarzają.

1. 
"Problemy z recepcją niektórych wypowiedzi teologicznych... Są one związane z oporem wobec pluralizmu teologicznego". 

Tak więc już na początku swej wypowiedzi xx. G. i W. sprowadzają sprawę do problemu z recepcją wypowiedzi o. Sosa’y. Problem upatrują oczywiście po stronie x. Bortkiewicza tudzież innych krytyków. Hasłem-wytrychem jest tutaj pluralizm teologiczny. Tym samym już przed wykazaniem prawdziwości wypowiedzi o. S. wyznaczają mu miejsce w panteonie różnych odmian teologij katolickich. Bez choćby śladu czy próby argumentowania.

2. 
"Wielu teologów i publicystów zdogmatyzowało we własnej głowie jeden system pojęć i jeden model myślenia o Bogu i Kościele." 

To jest następne dość bezczelne zdanie, liczące widocznie na to, że odbiorcy nie pamiętają czy nie wiedzą, o jaki temat chodzi, mianowicie o wypowiedź o. S. odnośnie zła i diabła. W tym temacie – ale nie tylko – są jednoznaczne dogmatyczne wypowiedzi Magisterium Kościoła:
- Sobór Laterański IV ogłosił uroczyście, że diabeł i inne demony zostały stworzone przez Boga jako dobre co do natury, lecz przez siebie (tzn. z własnej woli) stały się złe.
- Sobór Trydencki naucza, że w wyniku grzechu pierwszych rodziców diabeł ma pewnego rodzaju władzę nad ludźmi.
Można oczywiście przytaczać niezliczone fragmenty Pisma św. i Ojców Kościoła, na których opiera się to nauczanie.
Mówienie o „zdogmatyzowaniu we własnej głowie“ świadczy więc dość dobitnie o stanie głów xięży G. i W., czy to odnośnie wiedzy, czy zwykłej przyzwoitości w dyskusji.

3. 
 "Model proponowany przez św. Tomasza i Sobór Trydencki... to ślepa uliczka, ponieważ obraz świata generowany przez współczesne nauki może wymuszać reinterpretację tez teologicznych, formułowanych przy użyciu bazy pojęciowej klasycznej teologii."

Niemniej kłamliwe, bądź przynajmniej elementarnie ignoranckie jest nazwanie prawd wiary odnośnie istnienia i działania diabła „modelem“ św. Tomaszowym i trydenckim. Wygląda na to, że xx. G. i W. nie tylko nie znają Pisma św. i całego nauczania Kościoła w tej kwestii, lecz nie chcą znać. Przy okazji nazwanie nauczania św. Tomasza i Soboru Trydenckiego „ślepą uliczką“ jest nie tylko bezczelne i ignoranckie, lecz nieposłuszeństwem zarówno wobec encykliki „Aeterni Patris“ Leona XIII, jak też wobec Soboru Watykańskiego II („Optatam totius“, Paweł VI „Gravissimum educationis“ oraz „Lumen Ecclesiae“) oraz nowszych dokumentów jak chociażby Jana Pawła II (Codex Iuris Canonici, „Fides et ratio“), które wyraźnie zalecają szczególną, przewodnią rolę tomizmu w studiach teologicznych oraz jego bliski związek z odwiecznym nauczaniem Kościoła.
Ponadto twierdzenie, jakoby obraz świata generowany przez przyrodnictwo mógł wymuszać „reinterpretację“ tez klasycznej teologii katolickiej, ignoruje naturę zarówno przyrodnictwa jak też teologii. Po pierwsze zadaniem nauk przyrodniczych nie jest generowanie obrazu świata, lecz wyjaśnianie przyczynowo-skutkowe rzeczywistości dostępnej empirycznie według właściwych dla nich metod. Wychodzenie poza to zadanie jest przekraczaniem kompetencji i generowaniem zabobonów, które z naukowością nie mają właściwie nic wspólnego. Po drugie: właściwe, tzn. prawdziwe wyniki badań przyrodniczych mogą być pomocne w autentycznej interpretacji Bożego Objawienia, także w jej pogłębieniu i poszerzeniu. Dlatego właśnie Kościół zalecał i zaleca metodę tomistyczną, gdyż właśnie ona - w przyciwieństwie do innych - bazuje na filozofii arystotelesowskiej, która jest zarazem teoriopoznawczym fundamentem nauk przyrodniczych. Tym samym to właśnie tomizm jest gwarantem współpracy naukowej między teologią a przyrodnictwem, a nie jego wyrzucenie do śmietnika historii.

4. 
"...natura Objawienia wymaga ciągłego namysłu nad istotą Bożego przesłania. Zamykanie się w historycznych stwierdzeniach może być wyrazem pychy - przekonania, że objęliśmy już całość prawdy i pozostało nam jedynie powtarzanie."

To zdanie, o ile jest sensowne, niestety odrzuca ostateczność i niezmienność dogmatów czyli nieomylnych orzeczeń Magisterium Kościoła w sprawach wiary i moralności. Jako takie jest naczelną tezą herezji modernizmu potępionego przez Kościół (por. Vaticanum I, „Dei Filius“, Pius XII „Humani generis“, Vaticanum II „Dei Verbum“, instrukcja „Mysterium Ecclesiae“ z 1974 r.). Nazywanie niezmiennych dogmatów wiary „wyrazem pychy“ jest niesłychaną bezczelnością, niezależnie od tego, czy pochodzi z ignorancji czy z heretyckich przekonań. Stawianie zwykłego „powtarzania“ jako alternatywy świadczy o ubóstwie wiedzy i myśli autorów. Wg teologii katolickiej niezmienność i trwała obowiązywalność dogmatów nie oznacza i nigdy nie oznaczała jedynie powtarzania, lecz umożliwiała i prowadziła do rozwoju myśli teologicznej zarówno w zgłębianiu prawd wiary i ich obronie, jak też na płaszczyźnie wniosków i opinii teologów. Sprawa ma się podobnie jak we wszystkich innych naukach: aksjomaty nie zamykają dyskusji, lecz stanowią jej niezbędną podstawę i punkt wyjścia.

5. 
"...współczesny kryzys teologii spowodowany jest między innymi brakiem świeżości, zbyt niskim tempem zmian i zachowawczością na gruncie teologii potrydenckiej (K. Rahner), a więc podjęcie nowych wyzwań wymaga poszukiwania nowych dróg - jedynie wtedy teolog nie będzie piewcą mitów."

Xięża G. i W. są tutaj wierni swojej metodzie: opatrzenie pogardliwym opisem bez jakiejkolwiek próby uzasadnienia ma zastąpić merytoryczną wypowiedź. Powołanie się na K. Rahnera, którego wątpliwa oryginalność sprowadza się do przemycenia myślenia heglowsko-marxistowskiego do teologii katolickiej, ma widocznie stworzyć pozory powagi tej absurdalnej wypowiedzi na poziomie publicystyki brukowcowej. Zarzucanie „braku świeżości“, postulowanie „zmian“ bez konkretów, tudzież opatrzenie przeciwników pogardliwym określeniem „piewców mitów“ są wyczynami tak prymitywnymi i zarazem bezczelnymi, że nie zasługują na poważne traktowanie i poważny komentarz.

6. 
"...pluralizm we współczesnej filozofii pozwala na konstruowanie tez teologicznych w różnych systemach pojęciowych, co jest szansą a nie zagrożeniem."

Od kiedy to pluralizm jest właściwością jedynie „współczesnej filozofii“? Czyż filozofowie nie mieli od zarania dziejów tej nauki różne systemy pojęciowe? W tym miejscu szanowni naukowcy xięża G. i W. popisują się jaskrawą ignorancją już nawet w dziedzinie, która jest rzekomo specjalnością przynajmniej jednego z nich. Ponadto: czyżby uważali, że różne i sprzeczne ze sobą systemy filozoficzne wraz ze swoimi pojęciami są równowartościowymi narzędziami dla teologii? Dlaczego nie nazwą po imieniu choćby jednego systemu filozoficznego, który miałby czy móglby zastąpić tomizm w wyrażaniu prawd wiary? Takie zdanie bez niezbędnych doprecyzowań jest zwykłą demagogią i oszukiwaniem odbiorców.

7. 
 "prawd", których zaprzeczenie jest herezją, "jest bardzo mało, a ponad to, nawet tak zdefiniowane podlegają reinterpretacji. Sprawia to, że należy udowodnić potencjalnemu heretykowi, że zaprzeczył prawdzie i że to nie była próba reinterpretacji."

Znowu szanowni uczeni pomijają właściwy temat, mianowicie nauczanie Kościoła odnośnie zła i diabła. I znowu albo nie wiedzą, że są prawdy wiary w tej sprawie (wspomniane już wyżej), których zaprzeczenie jest herezją, albo świadomie oszukują odbiorców.

8. 
"O. Sosa bierze na poważnie osiągnięcia nauki, a więc zdaje sobie sprawę, że stwierdzenie stopnia odpowiedzialności człowieka za jego czyny jest coraz bardziej skomplikowane. Zgadzamy się z tym, ponieważ obserwujemy jak neuronauki wskazują na wiele determinizmów - skłania to teologów do kompatybilistycznych ujęć wolnej woli."

Xięża G. i W. albo nie czytali odnośnej wypowiedzi generała jezuitów, albo zakładają, że odbiorcy nie znają jej brzmienia. Jak każdy może sprawdzić w internecie, o. Sosa odpowiada na pytanie: “czy zło jest procesem z dziedziny ludzkiej psychologii, czy pochodzi od bytu wyższego?“ W swojej odpowiedzi twierdzi, że 1. zło stanowi część tajemnicy wolności, 2. że chrześcijanie wierzą, że jesteśmy stworzeni na Boży obraz i podobieństwo, oraz 3. że „uczyniliśmy postacie symboliczne (hemos hecho figuras simbólicas) jak diabeł, żeby wyrazić zło (para expresar el mal)“. I dodaje, że „także uwarunkowania społeczne reprezentują tę postać (diabła), tak jak są ludzie, którzy tak czynią, ponieważ znajdują się w otoczeniu, gdzie jest bardzo trudno czynić inaczej“. Tak więc wg o. Sosa‘y 1. diabeł jest produktem ludzkiej fantazji, który 2. jest wynikiem uwarunkowań społecznych. Żadne pseudouczone interpretacje nie są w stanie zmienić prostego i jednoznacznego sensu tej wypowiedzi. Siląc się na takowy zabieg xięża G. i W. kompromitują się tym bardziej przed powoływanie się na „determinizmy“ wskazywane przez neuronauki. W ten sposób oprócz ewidentnie heretyckiej i paramarxistowskiej wypowiedzi generała jezuitów mamy przed sobą opowiedzenie się przez jego obrońców za determinizmem neurobiologicznym, który ma rzekomo usprawiedliwiać herezję o. Sosa’y. No cóż, większego pomieszania pojęć, strzępów prawdy, ignorancji i ewidentnych absurdów nie sposób sobie wyobrazić. Dzielni obrońcy, posługując się – w żaden sposób nie wyjaśnionym – określeniem „kompatybilistyczne ujęcia wolnej woli“ usiłują stworzyć wrażenie uczoności, by w ten sposób zamydlić odbiorcę frazesem. Nie są bowiem w stanie ani obronić wypowiedzi o. Sosy ewidentnie sprzecznej z całym nauczaniem Kościoła, ani sensownie wykazać, że nauczanie Kościoła i teologii katolickiej odnośnie diabła jest błędne i konieczne do skorygowania. Mówiąc wprost: jest to jedynie rzucanie pseudonaukowymi frazesami dla sprawienia wrażenia na odbiorcach, którzy oczywiście – w ich mniemaniu – nie mają prawa ani zdolności intelektualnej upoważniająej do krytycznego podejścia do tych słów.

9. 
 "Teologia podpowiada, że w odniesieniu do rzeczywistości transcendentnych wszystkie terminy muszą być traktowane jako symbole czy metafory."

Nie wiem, jaką teologię mają na myśli. I skąd nagle, mimo postulowanego pluralizmu teologicznego, się bierze jedna jedyna teologia. W każdym razie z pewnością nie jest to teologia katolicka. Po pierwsze, wg teologii katolickiej diabeł nie jest rzeczywistością transcendentną, lecz stworzeniem Bożym. W pojęciu chrześcijańskim jedynie Bóg jest bytem transcendentnym. Po drugie, żaden dokument Kościoła ani teolog uznany przez Kościół za autorytet nie naucza, że wszystkie terminy teologiczne odnoszące się do Transcendencji są „symbolami czy metaforami“. Autorzy tych słów widocznie nie rozumieją nawet słownikowego znaczenia pojęć symbol i metafora, skoro używają je zamiennie. I widocznie mylą te pojęcia z pojęciem analogii. Bowiem wg teologii katolickiej potwierdzonej autorytetem Magisterium Kościoła nasze pojęcia odnoszące się do Boga mają charakter analogii, czyli wypowiadane są o Bogu jedynie na zasadzie podobieństwa, gdyż ich właściwy (dosłowny) sens pochodzi z poznania rzeczywistości stworzonej. Co to ma wspólnego z orzekaniem o diable, który jest wg nauczania Kościoła rzeczywistością stworzoną? Tak więc xięża G. i W. albo uważają diabła za rzeczywistość transcendentną czyli boską, i tym samym wyznają dualizm teistyczny (i są tym samym nie tylko heretykami, lecz apostatami), albo brakuje im podstawowej wiedzy i rozróżnień z dziedziny elementarza filozofii i teologii na poziomie licealnym.

10. 
 "Ks. profesor (Bortkiewicz) mówi w taki sposób, jakby pojęcia zaangażowane w sformułowanie dogmatu w sposób całkowity ujmowały treść odwzorowywanej przez nie rzeczywistości."

To jest niestety ponowne zaprzeczenie prawdziwości i adekwatności dogmatów wiary. I równocześnie liczenie na to, że odbiorcy nie wiedzą, czy nie pamiętają, o jaką wypowiedź o. Sosa’y chodzi. Albo nie potrafią elementarnie myśleć. Gdy z jednej strony Kościół naucza, że diabeł jest Bożym stworzeniem, a z drugiej strony o. Sosa naucza, że diabeł został stworzony przez ludzi jako „figura symboliczna“, to gdzie tu jest kwestia niecałkowitości dogmatu Kościoła? Jakże wypowiedź o. Sosa’y można przedstawiać jako rzekome uzupełnienie nauczania Kościoła odnośnie diabła? Taki zabieg może być jedynie kpiną z elementarnej zdolności czytania prostych słów i logicznego myślenia.

11. 
"Teologia jest spotkaniem ludzkiego rozumu z Objawieniem, a nie jedynie niewolniczym przedyktowaniem treści objawienia przez Boga niczym nie uwarunkowanemu ludzkiemu umysłowi. W zetknięciu tym pojawia się więc nieprzełamywalna dysproporcja pomiędzy skończonością ludzkiego umysłu a nieskończonością Boga. W rezultacie każdy dyskurs teologiczny ujmuje jedynie pewną nikłą część rzeczywistości nadprzyrodzonej, o której orzeka. Oznacza to, że dyskurs ten posiada kontekstualny charakter, wyrażający się w jego zależności od wykorzystanej bazy pojęciowej. (...) Wzrost tej świadomości spowodował, że Kościół odszedł od niewolniczego trzymania się tomizmu i otworzył się również na inne filozofie (fenomenologia, egzystencjalizm, filozofia dialogu, filozofia analityczna), co pozwala na kontemplację Boskiej natury z różnych punktów widzenia i myślenie o obiektywnej rzeczywistości Boga z kilku różnych perspektyw. (...) Nie jest to myśl nowa, ponieważ już w epoce patrystycznej mieliśmy do czynienia z refleksją na temat adekwatności pojęć używanych w opisie Boga. Refleksja takich myślicieli, jak przykładowo Pseudo-Dionizy Aeropagita, a później Mikołaj z Kuzy prowadziła do wniosku, że najwłaściwszym sposobem opisywania rzeczywistości Bożej naszymi terminami jest zaprzeczenie, ponieważ język ludzki przeznaczony jest do komunikacji o tym, co ziemskie i co dotyczy człowieka i świata."

Tutaj mamy do czynienia z kolejnym powtórzeniem wyrażonych już powyżej tez i pseudoargumentów, które mają się właściwie nijak do właściwego tematu, a widocznie mają na celu zaimponowanie rzekomą uczonością autorów. Jest tutaj znowu pomieszanie rzeczywistości Boga z rzeczywistością diabła. Jest znowu hejt na tomizm. Jest znowu pomieszanie teologii apofatycznej i roli analogii w teologii z relatywizmem filozoficznym (tak jakby systemy filozoficzne były równowartościowe) i tym samym agnostycyzmem. Zbędne jest tutaj wykazywanie absurdalności i ignoranctwa. W miarę ogarnięty student teologii czy już nawet filozofii dostrzeże tutaj jedynie demagogiczną wartość wypowiedzi.

12. 
"Zarówno wspomniani teologowie jak i większość autorów współczesnych podręczników do poznania teologicznego wskazuje, że orzekające o rzeczywistości transcendentnej terminy teologiczne sformułowane w języku pozytywnym (np. osoba itp.) mogą być używane tylko wtedy, gdy rozumie się je w znaczeniu metafory lub symbolu. Zaleca się więc równoczesne używanie języka negatywnego i pozytywnego, by nas chronić przed bałwochwalstwem i budować szacunek do tajemnicy."

Do tak absurdalnej akrobacji pojęć i bezsensu wypowiedzi – która jest właściwie tylko kolejnym powtórzeniem powiedzianego powyżej – jest zdolny tylko ktoś, kto jest przekonany o braku elementarnej wiedzy i sprawności intelektualnej odbiorców. Mogę zapewnić, że takowe zdanie nie znajduje się ani u żadnego teologa uznanego przez Kościół jako autorytet, ani w żadnym klasycznym podręczniku teologii katolickiej. Przyznam, że znam tylko niewiele podręczników tzw. współczesnych. Jednak śmiem wątpić, by szanujący się teolog mógł wygłaszać taką tezę.

13. 
"Ks. Bortkiewicz popełnia więc błąd nadmiernej obiektywizacji języka teologicznego twierdząc, że pojęcie osoby wyraża całość rzeczywistości zła. Mając na względzie fakt, że pojęcie osoby jest, jak wszystkie inne, skończonym tworem ludzkiego umysłu, można jedynie utrzymywać, że adekwatnie reprezentuje ono pewien aspekt rzeczywistości zła, natomiast nie ujmuje w sposób wyczerpujący jego treści. W takiej perspektywie wyrażenie o. Sosy, że zło osobowe symbolizuje rzeczywistość zła jest równoznaczne stwierdzeniu, że konceptualnie ,,chwyta’’ ono pewien aspekt rzeczywistości zła. Symbol bowiem, w przeciwieństwie do znaku, zawsze odwzorowuje jakiś aspekt rzeczywistości, do której się odnosi - otwiera, a nie zamyka perspektywy znaczeniowej. Jako ludzkie pojęcie zastosowane do transcendującej je rzeczywistości nie może uczynić niczego więcej."

To jest po pierwsze powtórzenie zawartej już powyżej tezy o nieadekwatności pojęć teologicznych, co jest absurdalne w odniesieniu do stworzeń i nieprawdziwe, tym samym niezgodne z nauczaniem Kościoła. Po drugie tutaj xięża G. i W. po prostu zmyślają, suponując stwierdzenia o. Sosa’y, które nie miały miejsca, zaś przemilczają jego właściwe, dość proste i jasne słowa, których nie da się obronić w świetle nauczania Kościoła.

14. 
"Mówienie o diable jako symbolu nie oznacza, że zło nie jest osobowe, ale jest czymś znacznie więcej, niż reprezentowane jako osobowe i przedstawia sobą dużo bardziej realną rzeczywistość, niż tę, którą mamy na myśli mówiąc o złu jako o osobie."

To jest ponowne przekręcenie wypowiedzi o. Sosa’y. Właściwie zafałszowanie, widocznie obliczone na nieznajomość sprawy u odbiorców.

15. 
 "Dokonując absolutyzacji osobowego charakteru zła, ks. prof. Bortkiewicz zbliża się do jakiejś formy racjonalizmu, wedle której rzeczywistości, przekraczające ludzką kondycję poznawczą, zamknąć można w pojęciach."

Tutaj jest już bezpośredni atak na wypowiedź x. prof. Bortkiewicza, która jest słuszną rzeczową krytyką. Atak chybiony, niemerytoryczny i w swej zasadzie, na którą się powołuje, fałszywy. Prawda o złu osobowym, które jest stworzone, jest czymś rodzajowo i gatunkowo innym niż prawda o Bogu, który jedyny jest transcenentny. Tym samym nie można twierdzić, jakoby nasze pojęcie w odniesieniu do rzeczywistości diabła były równie czy podobnie nieadekwatne jak w odniesieniu do Boga. A przy okazji nasi uczeni obrońcy o. Sosa’y wykazują ponownie mistrzostwo w popisowym nadużywaniu pojęć, tym razem na przykładzie absolutyzacji. Tak absurdalny zarzut może się zdarzyć tylko komuś, kto nie ma elementarnego szacunku chociażby do zwykłego znaczenia słów.

16. 
"...natura rzeczywistości transcendentnych nie pozwala na jednoznaczne ich definiowanie, więc dyskusja o możliwych formach ekspresji jest nie tylko możliwa, ale i konieczna. W swoim myśleniu ks. prof. Bortkiewicz zamyka przed teologią cenne ścieżki jej rozwoju. Czyni to broniąc się przed refleksją angażującą treściowo bogatsze systemy konceptualne, pozwalające na dużo głębsze penetrowanie rzeczywistości nadprzyrodzonej."

Także na koniec nie dowiadujemy się niczego nowego. Zaś potwierdza się pomylenie i pomieszanie elemenentarnych pojęć, tym razem nie tylko „rzeczywistości transcendentnych“ lecz także „rzeczywistońci nadprzyrodzonej“. Skoro xięża Grygiel i Wąsek tak uporczywie zaliczają diabła do rzeczywistości transcendentnej i nadprzyrodzonej (co jest charakterystyczne dla okultyzmu), to wniosek nasuwa się ponownie następujący: szanowni "naukowcy" albo nie rozumieją pojęcia Transcendencji i nadprzyrodzoności stosowanego w teologii katolickiej, albo uznają diabła za byt transcendentny, czyli niestworzony i „boski“, czyli wyznają dualizm teistyczny, który przeczy elementarnej prawdzie zawartej już w Starym Testamencie, i są tym samym apostatami, których myślenie jest bliższe pogańskiej gnozie i żydowskiej kabale niż chrześcijaństwu.


Szczegółowe podsumowanie naszej analizy jest zbędne. Wnioski są proste. Ta duetowa wypowiedź jest skandalicznym przykładem ignorancji, braku rzetelności zarówno naukowej jak też zwykłej co do publicznej wypowiedzi, a przy tym rzadkiej bezczelności zarówno w odniesieniu do nauczania Kościoła, jak też atakowanego przez nich x. prof. Bortkiewicza, oraz pogardy dla odbiorców, u których Grygiel i Wąsek widocznie zakładają brak zdolności czytania oraz elementarnego logicznego myślenia. Skoro takie osoby nauczają studentów na papieskim uniwersytecie, to należy być poważnie zatroskanym o jakość tych studiów oraz przyszłość Kościoła w Polsce.

Czy szatan rozpoznaje modlitwę myślną?


Oczywiście szatan nie ma bezpośredniego wglądu do wnętrza człowieka, jego myśli, aktów woli i uczuć, gdyż nie jest Bogiem. Jednak jako istota wysoce inteligentna jest w stanie rozpoznać stan wewnętrzny na podstawie zachowania człowieka, także nonwerbalnego. Tym samym może być też w stanie rozpoznać, gdy człowiek modli się jedynie w myślach.

Wprawdzie istotą modlitwy, według definicji Doktorów Kościoła, jest wzniesieniu umysłu ku Bogu, to jednak dobrze i słusznie jest, gdy człowiek modli się z udziałem możliwie wszystkich swoich władz, także zewnętrznych jak mowa i postawa ciała. Całościowe zaangażowanie zawiera więcej miłości, oczywiście przy zachowaniu prymatu sfery duchowej, czyli umysłu. Udział zewnętrzny sprzyja i pomaga aktywności ducha i nie powinien być lekceważony.

Jakie są właściwe przedstawienia Matki Bożej?




Rzeczywiście w literaturze odnoszącej się do tzw. prywatnych objawień w świetle teologii katolickiej podawane jest także kryterium odnośnie wyglądu postaci, która się zjawia. Jako istotny element rozpoznawczy podaje się, że Matka Boża zjawia się z odkrytymi stopami. Jest to nawiązanie do tzw. Protoewangelii w Księdze Rodzaju (3), gdzie jest mowa o zmiażdżeniu głowy szatana oraz o zmiażdżeniu pięty potomstwa Ewy, która jest prorockim obrazem Maryi.


Teologowie katoliccy zaznaczają, że szatan może się zjawiać także pod piękną postacią, także naśladującą Matkę Bożą czy Pana Jezusa. Decydującym kryterium w rozeznaniu jest przedstawienie stóp. Wzorem jest postać Matki Bożej z Lourdes, czyli figura sporządzona według wskazań św. Bernadetty, gdzie odsłonięta stopa miażdży głowę węża. Zjawy szatańskie rozpoznawane są po tym, gdy postać nie ma stóp ludzkich. Zasłonięcie stóp oznacza przynajmniej istotną różnicę względem  typowych i niewątpliwie autentycznych objawień Matki Bożej.


Na czym polegał grzech pierworodny?


Szatan jest istotą wysoko inteligentną. Dlatego jest mało prawdopodobne, właściwie wykluczone, by chciał zdetronizować Boga, gdyż byłoby to absurdalne zamierzenie, niegodne istoty rozumnej. Ojcowie Kościoła i wielcy teologowie podają inny motyw buntu szatana, mianowicie to, iż wiedział, że Bóg stanie się Człowiekiem, tzn. nastąpi Wcielenie Syna Bożego. Ta prawda spowodowała bunt pychy anioła, który przez to stał się przeciwnikiem Boga i wrogiem człowieka.

Szatan oczywiście nie jest i nie może być poruszycielem woli czy to innych aniołów czy ludzi w takim znaczeniu jak Bóg jest ich poruszycielem jako Stwórca. Szatan może kusić, może też gorszyć swoim przykładem. Może wpływać jedynie przez zmysły i uczucia, nigdy bezpośrednio na duszę. Jednak nie ma decydującego wpływu na wolną wolę człowieka i inne władze duchowe, tzn. nie może człowieka zupełnie zniewolić, aczkolwiek może poważnie ograniczyć wolną wolę, ale tylko dzięki poszczególnym grzesznym decyzjom człowieka.


Czy złe duchy znają myśli człowieka?

Demony nie mają bezpośredniego dostępu do wnętrza człowieka, tym samym do jego myśli. Mogą natomiast wnioskować z zachowania i to w sposób doskonalszy niż może to czynić najlepszy ludzki psycholog, gdyż demony mają większą inteligencję niż ludzie.