Teologia zabłąkana czyli czy diabel nie istnieje?


Po wypowiedzi nowego generała zakonu jezuitów dla hiszpańskiego czasopisma "El mundo" odnośnie zła i diabła pojawiły się nie tylko ostre słowa krytyki, lecz także żarliwej obrony. W Polsce szczególnie głośna stała się ocena x. prof. P. Bortkiewicza z UAM w Poznaniu, który skonstatował herezję. Po niedługim czasie na portalu jezuitów deon.pl pojawił się wywiad z dwoma pracownikami krakowskiego PUJPII. Ten dziwny już co do formy dwugłos - jako że wszystkie wypowiedzi sygnowane są dwoma nazwiskami - należy widocznie potraktować jako odpowiedź polskich jezuitów ustami niejezuitów. Ciekawy zabieg. Mimo że widocznie nikt nie jest gotów wziąć osobistej odpowiedzialności za tę wypowiedź, ma być ona nie tylko obaleniem zarzutu x. Bortkiewicza, lecz także obroną wypowiedzi o. Sosa'y, a ponadto prezentacją szerszych, nawet fundamentalnych poglądów teologicznych przynajmniej xięży W. Grygiela i D. Wąska. Przyjrzyjmy się bliżej, krok po kroku. Text wywiadu znajduje się pod linkiem:
https://m.deon.pl/…/art,3819,w-obronie-generala-jezuitow-ro…

Dla jasności i rzetelności przytaczam poszczególne fragmenty, by następnie odnieść się do nich komentując. Z natury rzeczy nie do uniknięcia są powtórzenia, jako że rozmówcy dość często się treściowo powtarzają.

1. "Problemy z recepcją niektórych wypowiedzi teologicznych... Są one związane z oporem wobec pluralizmu teologicznego".
Tak więc już na początku swej wypowiedzi xx. G. i W. sprowadzają sprawę do problemu z recepcją wypowiedzi o. Sosa’y. Problem upatrują oczywiście po stronie x. Bortkiewicza tudzież innych krytyków. Hasłem-wytrychem jest tutaj pluralizm teologiczny. Tym samym już przed wykazaniem prawdziwości wypowiedzi o. S. wyznaczają mu miejsce w panteonie różnych odmian teologij katolickich. Bez choćby śladu czy próby argumentowania.

2. "Wielu teologów i publicystów zdogmatyzowało we własnej głowie jeden system pojęć i jeden model myślenia o Bogu i Kościele."
To jest następne dość bezczelne zdanie, liczące widocznie na to, że odbiorcy nie pamiętają czy nie wiedzą, o jaki temat chodzi, mianowicie o wypowiedź o. S. odnośnie zła i diabła. W tym temacie – ale nie tylko – są jednoznaczne dogmatyczne wypowiedzi Magisterium Kościoła:
- Sobór Laterański IV ogłosił uroczyście, że diabeł i inne demony zostały stworzone przez Boga jako dobre co do natury, lecz przez siebie (tzn. z własnej woli) stały się złe.
- Sobór Trydencki naucza, że w wyniku grzechu pierwszych rodziców diabeł ma pewnego rodzaju władzę nad ludźmi.
Można oczywiście przytaczać niezliczone fragmenty Pisma św. i Ojców Kościoła, na których opiera się to nauczanie.
Mówienie o „zdogmatyzowaniu we własnej głowie“ świadczy więc dość dobitnie o stanie głów xięży G. i W., czy to odnośnie wiedzy, czy zwykłej przyzwoitości w dyskusji.

3. "Model proponowany przez św. Tomasza i Sobór Trydencki... to ślepa uliczka, ponieważ obraz świata generowany przez współczesne nauki może wymuszać reinterpretację tez teologicznych, formułowanych przy użyciu bazy pojęciowej klasycznej teologii."
Niemniej kłamliwe, bądź przynajmniej elementarnie ignoranckie jest nazwanie prawd wiary odnośnie istnienia i działania diabła „modelem“ św. Tomaszowym i trydenckim. Wygląda na to, że xx. G. i W. nie tylko nie znają Pisma św. i całego nauczania Kościoła w tej kwestii, lecz nie chcą znać. Przy okazji nazwanie nauczania św. Tomasza i Soboru Trydenckiego „ślepą uliczką“ jest nie tylko bezczelne i ignoranckie, lecz nieposłuszeństwem zarówno wobec encykliki „Aeterni Patris“ Leona XIII, jak też wobec Soboru Watykańskiego II („Optatam totius“, Paweł VI „Gravissimum educationis“ oraz „Lumen Ecclesiae“) oraz nowszych dokumentów jak chociażby Jana Pawła II (Codex Iuris Canonici, „Fides et ratio“), które wyraźnie zalecają szczególną, przewodnią rolę tomizmu w studiach teologicznych oraz jego bliski związek z odwiecznym nauczaniem Kościoła.
Ponadto twierdzenie, jakoby obraz świata generowany przez przyrodnictwo mógł wymuszać „reinterpretację“ tez klasycznej teologii katolickiej, ignoruje naturę zarówno przyrodnictwa jak też teologii. Po pierwsze zadaniem nauk przyrodniczych nie jest generowanie obrazu świata, lecz wyjaśnianie przyczynowo-skutkowe rzeczywistości dostępnej empirycznie według właściwych dla nich metod. Wychodzenie poza to zadanie jest przekraczaniem kompetencji i generowaniem zabobonów, które z naukowością nie mają właściwie nic wspólnego. Po drugie: właściwe, tzn. prawdziwe wyniki badań przyrodniczych mogą być pomocne w autentycznej interpretacji Bożego Objawienia, także w jej pogłębieniu i poszerzeniu. Dlatego właśnie Kościół zalecał i zaleca metodę tomistyczną, gdyż właśnie ona - w przyciwieństwie do innych - bazuje na filozofii arystotelesowskiej, która jest zarazem teoriopoznawczym fundamentem nauk przyrodniczych. Tym samym to właśnie tomizm jest gwarantem współpracy naukowej między teologią a przyrodnictwem, a nie jego wyrzucenie do śmietnika historii.

4. "...natura Objawienia wymaga ciągłego namysłu nad istotą Bożego przesłania. Zamykanie się w historycznych stwierdzeniach może być wyrazem pychy - przekonania, że objęliśmy już całość prawdy i pozostało nam jedynie powtarzanie."
To zdanie, o ile jest sensowne, niestety odrzuca ostateczność i niezmienność dogmatów czyli nieomylnych orzeczeń Magisterium Kościoła w sprawach wiary i moralności. Jako takie jest naczelną tezą herezji modernizmu potępionego przez Kościół (por. Vaticanum I, „Dei Filius“, Pius XII „Humani generis“, Vaticanum II „Dei Verbum“, instrukcja „Mysterium Ecclesiae“ z 1974 r.). Nazywanie niezmiennych dogmatów wiary „wyrazem pychy“ jest niesłychaną bezczelnością, niezależnie od tego, czy pochodzi z ignorancji czy z heretyckich przekonań. Stawianie zwykłego „powtarzania“ jako alternatywy świadczy o ubóstwie wiedzy i myśli autorów. Wg teologii katolickiej niezmienność i trwała obowiązywalność dogmatów nie oznacza i nigdy nie oznaczała jedynie powtarzania, lecz umożliwiała i prowadziła do rozwoju myśli teologicznej zarówno w zgłębianiu prawd wiary i ich obronie, jak też na płaszczyźnie wniosków i opinii teologów. Sprawa ma się podobnie jak we wszystkich innych naukach: aksjomaty nie zamykają dyskusji, lecz stanowią jej niezbędną podstawę i punkt wyjścia.

5. "...współczesny kryzys teologii spowodowany jest między innymi brakiem świeżości, zbyt niskim tempem zmian i zachowawczością na gruncie teologii potrydenckiej (K. Rahner), a więc podjęcie nowych wyzwań wymaga poszukiwania nowych dróg - jedynie wtedy teolog nie będzie piewcą mitów."
Xięża G. i W. są tutaj wierni swojej metodzie: opatrzenie pogardliwym opisem bez jakiejkolwiek próby uzasadnienia ma zastąpić merytoryczną wypowiedź. Powołanie się na K. Rahnera, którego wątpliwa oryginalność sprowadza się do przemycenia myślenia heglowsko-marxistowskiego do teologii katolickiej, ma widocznie stworzyć pozory powagi tej absurdalnej wypowiedzi na poziomie publicystyki brukowcowej. Zarzucanie „braku świeżości“, postulowanie „zmian“ bez konkretów, tudzież opatrzenie przeciwników pogardliwym określeniem „piewców mitów“ są wyczynami tak prymitywnymi i zarazem bezczelnymi, że nie zasługują na poważne traktowanie i poważny komentarz.

6. "...pluralizm we współczesnej filozofii pozwala na konstruowanie tez teologicznych w różnych systemach pojęciowych, co jest szansą a nie zagrożeniem."
Od kiedy to pluralizm jest właściwością jedynie „współczesnej filozofii“? Czyż filozofowie nie mieli od zarania dziejów tej nauki różne systemy pojęciowe? W tym miejscu szanowni naukowcy xięża G. i W. popisują się jaskrawą ignorancją już nawet w dziedzinie, która jest rzekomo specjalnością przynajmniej jednego z nich. Ponadto: czyżby uważali, że różne i sprzeczne ze sobą systemy filozoficzne wraz ze swoimi pojęciami są równowartościowymi narzędziami dla teologii? Dlaczego nie nazwą po imieniu choćby jednego systemu filozoficznego, który miałby czy móglby zastąpić tomizm w wyrażaniu prawd wiary? Takie zdanie bez niezbędnych doprecyzowań jest zwykłą demagogią i oszukiwaniem odbiorców.

7. "prawd", których zaprzeczenie jest herezją, "jest bardzo mało, a ponad to, nawet tak zdefiniowane podlegają reinterpretacji. Sprawia to, że należy udowodnić potencjalnemu heretykowi, że zaprzeczył prawdzie i że to nie była próba reinterpretacji."
Znowu szanowni uczeni pomijają właściwy temat, mianowicie nauczanie Kościoła odnośnie zła i diabła. I znowu albo nie wiedzą, że są prawdy wiary w tej sprawie (wspomniane już wyżej), których zaprzeczenie jest herezją, albo świadomie oszukują odbiorców.

8. "O. Sosa bierze na poważnie osiągnięcia nauki, a więc zdaje sobie sprawę, że stwierdzenie stopnia odpowiedzialności człowieka za jego czyny jest coraz bardziej skomplikowane. Zgadzamy się z tym, ponieważ obserwujemy jak neuronauki wskazują na wiele determinizmów - skłania to teologów do kompatybilistycznych ujęć wolnej woli."
Xięża G. i W. albo nie czytali odnośnej wypowiedzi generała jezuitów, albo zakładają, że odbiorcy nie znają jej brzmienia. Jak każdy może sprawdzić w internecie, o. Sosa odpowiada na pytanie: “czy zło jest procesem z dziedziny ludzkiej psychologii, czy pochodzi od bytu wyższego?“ W swojej odpowiedzi twierdzi, że 1. zło stanowi część tajemnicy wolności, 2. że chrześcijanie wierzą, że jesteśmy stworzeni na Boży obraz i podobieństwo, oraz 3. że „uczyniliśmy postacie symboliczne (hemos hecho figuras simbólicas) jak diabeł, żeby wyrazić zło (para expresar el mal)“. I dodaje, że „także uwarunkowania społeczne reprezentują tę postać (diabła), tak jak są ludzie, którzy tak czynią, ponieważ znajdują się w otoczeniu, gdzie jest bardzo trudno czynić inaczej“. Tak więc wg o. Sosa‘y 1. diabeł jest produktem ludzkiej fantazji, który 2. jest wynikiem uwarunkowań społecznych. Żadne pseudouczone interpretacje nie są w stanie zmienić prostego i jednoznacznego sensu tej wypowiedzi. Siląc się na takowy zabieg xięża G. i W. kompromitują się tym bardziej przed powoływanie się na „determinizmy“ wskazywane przez neuronauki. W ten sposób oprócz ewidentnie heretyckiej i paramarxistowskiej wypowiedzi generała jezuitów mamy przed sobą opowiedzenie się przez jego obrońców za determinizmem neurobiologicznym, który ma rzekomo usprawiedliwiać herezję o. Sosa’y. No cóż, większego pomieszania pojęć, strzępów prawdy, ignorancji i ewidentnych absurdów nie sposób sobie wyobrazić. Dzielni obrońcy, posługując się – w żaden sposób nie wyjaśnionym – określeniem „kompatybilistyczne ujęcia wolnej woli“ usiłują stworzyć wrażenie uczoności, by w ten sposób zamydlić odbiorcę frazesem. Nie są bowiem w stanie ani obronić wypowiedzi o. Sosy ewidentnie sprzecznej z całym nauczaniem Kościoła, ani sensownie wykazać, że nauczanie Kościoła i teologii katolickiej odnośnie diabła jest błędne i konieczne do skorygowania. Mówiąc wprost: jest to jedynie rzucanie pseudonaukowymi frazesami dla sprawienia wrażenia na odbiorcach, którzy oczywiście – w ich mniemaniu – nie mają prawa ani zdolności intelektualnej upoważniająej do krytycznego podejścia do tych słów.

9. "Teologia podpowiada, że w odniesieniu do rzeczywistości transcendentnych wszystkie terminy muszą być traktowane jako symbole czy metafory."
Nie wiem, jaką teologię mają na myśli. I skąd nagle, mimo postulowanego pluralizmu teologicznego, się bierze jedna jedyna teologia. W każdym razie z pewnością nie jest to teologia katolicka. Po pierwsze, wg teologii katolickiej diabeł nie jest rzeczywistością transcendentną, lecz stworzeniem Bożym. W pojęciu chrześcijańskim jedynie Bóg jest bytem transcendentnym. Po drugie, żaden dokument Kościoła ani teolog uznany przez Kościół za autorytet nie naucza, że wszystkie terminy teologiczne odnoszące się do Transcendencji są „symbolami czy metaforami“. Autorzy tych słów widocznie nie rozumieją nawet słownikowego znaczenia pojęć symbol i metafora, skoro używają je zamiennie. I widocznie mylą te pojęcia z pojęciem analogii. Bowiem wg teologii katolickiej potwierdzonej autorytetem Magisterium Kościoła nasze pojęcia odnoszące się do Boga mają charakter analogii, czyli wypowiadane są o Bogu jedynie na zasadzie podobieństwa, gdyż ich właściwy (dosłowny) sens pochodzi z poznania rzeczywistości stworzonej. Co to ma wspólnego z orzekaniem o diable, który jest wg nauczania Kościoła rzeczywistością stworzoną? Tak więc xięża G. i W. albo uważają diabła za rzeczywistość transcendentną czyli boską, i tym samym wyznają dualizm teistyczny (i są tym samym nie tylko heretykami, lecz apostatami), albo brakuje im podstawowej wiedzy i rozróżnień z dziedziny elementarza filozofii i teologii na poziomie licealnym.

10. "Ks. profesor (Bortkiewicz) mówi w taki sposób, jakby pojęcia zaangażowane w sformułowanie dogmatu w sposób całkowity ujmowały treść odwzorowywanej przez nie rzeczywistości."
To jest niestety ponowne zaprzeczenie prawdziwości i adekwatności dogmatów wiary. I równocześnie liczenie na to, że odbiorcy nie wiedzą, czy nie pamiętają, o jaką wypowiedź o. Sosa’y chodzi. Albo nie potrafią elementarnie myśleć. Gdy z jednej strony Kościół naucza, że diabeł jest Bożym stworzeniem, a z drugiej strony o. Sosa naucza, że diabeł został stworzony przez ludzi jako „figura symboliczna“, to gdzie tu jest kwestia niecałkowitości dogmatu Kościoła? Jakże wypowiedź o. Sosa’y można przedstawiać jako rzekome uzupełnienie nauczania Kościoła odnośnie diabła? Taki zabieg może być jedynie kpiną z elementarnej zdolności czytania prostych słów i logicznego myślenia.

11. "Teologia jest spotkaniem ludzkiego rozumu z Objawieniem, a nie jedynie niewolniczym przedyktowaniem treści objawienia przez Boga niczym nie uwarunkowanemu ludzkiemu umysłowi. W zetknięciu tym pojawia się więc nieprzełamywalna dysproporcja pomiędzy skończonością ludzkiego umysłu a nieskończonością Boga. W rezultacie każdy dyskurs teologiczny ujmuje jedynie pewną nikłą część rzeczywistości nadprzyrodzonej, o której orzeka. Oznacza to, że dyskurs ten posiada kontekstualny charakter, wyrażający się w jego zależności od wykorzystanej bazy pojęciowej. (...) Wzrost tej świadomości spowodował, że Kościół odszedł od niewolniczego trzymania się tomizmu i otworzył się również na inne filozofie (fenomenologia, egzystencjalizm, filozofia dialogu, filozofia analityczna), co pozwala na kontemplację Boskiej natury z różnych punktów widzenia i myślenie o obiektywnej rzeczywistości Boga z kilku różnych perspektyw. (...) Nie jest to myśl nowa, ponieważ już w epoce patrystycznej mieliśmy do czynienia z refleksją na temat adekwatności pojęć używanych w opisie Boga. Refleksja takich myślicieli, jak przykładowo Pseudo-Dionizy Aeropagita, a później Mikołaj z Kuzy prowadziła do wniosku, że najwłaściwszym sposobem opisywania rzeczywistości Bożej naszymi terminami jest zaprzeczenie, ponieważ język ludzki przeznaczony jest do komunikacji o tym, co ziemskie i co dotyczy człowieka i świata."
Tutaj mamy do czynienia z kolejnym powtórzeniem wyrażonych już powyżej tez i pseudoargumentów, które mają się właściwie nijak do właściwego tematu, a widocznie mają na celu zaimponowanie rzekomą uczonością autorów. Jest tutaj znowu pomieszanie rzeczywistości Boga z rzeczywistością diabła. Jest znowu hejt na tomizm. Jest znowu pomieszanie teologii apofatycznej i roli analogii w teologii z relatywizmem filozoficznym (tak jakby systemy filozoficzne były równowartościowe) i tym samym agnostycyzmem. Zbędne jest tutaj wykazywanie absurdalności i ignoranctwa. W miarę ogarnięty student teologii czy już nawet filozofii dostrzeże tutaj jedynie demagogiczną wartość wypowiedzi.

12. "Zarówno wspomniani teologowie jak i większość autorów współczesnych podręczników do poznania teologicznego wskazuje, że orzekające o rzeczywistości transcendentnej terminy teologiczne sformułowane w języku pozytywnym (np. osoba itp.) mogą być używane tylko wtedy, gdy rozumie się je w znaczeniu metafory lub symbolu. Zaleca się więc równoczesne używanie języka negatywnego i pozytywnego, by nas chronić przed bałwochwalstwem i budować szacunek do tajemnicy."
Do tak absurdalnej akrobacji pojęć i bezsensu wypowiedzi – która jest właściwie tylko kolejnym powtórzeniem powiedzianego powyżej – jest zdolny tylko ktoś, kto jest przekonany o braku elementarnej wiedzy i sprawności intelektualnej odbiorców. Mogę zapewnić, że takowe zdanie nie znajduje się ani u żadnego teologa uznanego przez Kościół jako autorytet, ani w żadnym klasycznym podręczniku teologii katolickiej. Przyznam, że znam tylko niewiele podręczników tzw. współczesnych. Jednak śmiem wątpić, by szanujący się teolog mógł wygłaszać taką tezę.

13. "Ks. Bortkiewicz popełnia więc błąd nadmiernej obiektywizacji języka teologicznego twierdząc, że pojęcie osoby wyraża całość rzeczywistości zła. Mając na względzie fakt, że pojęcie osoby jest, jak wszystkie inne, skończonym tworem ludzkiego umysłu, można jedynie utrzymywać, że adekwatnie reprezentuje ono pewien aspekt rzeczywistości zła, natomiast nie ujmuje w sposób wyczerpujący jego treści. W takiej perspektywie wyrażenie o. Sosy, że zło osobowe symbolizuje rzeczywistość zła jest równoznaczne stwierdzeniu, że konceptualnie ,,chwyta’’ ono pewien aspekt rzeczywistości zła. Symbol bowiem, w przeciwieństwie do znaku, zawsze odwzorowuje jakiś aspekt rzeczywistości, do której się odnosi - otwiera, a nie zamyka perspektywy znaczeniowej. Jako ludzkie pojęcie zastosowane do transcendującej je rzeczywistości nie może uczynić niczego więcej."
To jest po pierwsze powtórzenie zawartej już powyżej tezy o nieadekwatności pojęć teologicznych, co jest absurdalne w odniesieniu do stworzeń i nieprawdziwe, tym samym niezgodne z nauczaniem Kościoła. Po drugie tutaj xięża G. i W. po prostu zmyślają, suponując stwierdzenia o. Sosa’y, które nie miały miejsca, zaś przemilczają jego właściwe, dość proste i jasne słowa, których nie da się obronić w świetle nauczania Kościoła.

14. "Mówienie o diable jako symbolu nie oznacza, że zło nie jest osobowe, ale jest czymś znacznie więcej, niż reprezentowane jako osobowe i przedstawia sobą dużo bardziej realną rzeczywistość, niż tę, którą mamy na myśli mówiąc o złu jako o osobie."
To jest ponowne przekręcenie wypowiedzi o. Sosa’y. Właściwie zafałszowanie, widocznie obliczone na nieznajomość sprawy u odbiorców.

15. "Dokonując absolutyzacji osobowego charakteru zła, ks. prof. Bortkiewicz zbliża się do jakiejś formy racjonalizmu, wedle której rzeczywistości, przekraczające ludzką kondycję poznawczą, zamknąć można w pojęciach."
Tutaj jest już bezpośredni atak na wypowiedź x. prof. Bortkiewicza, która jest słuszną rzeczową krytyką. Atak chybiony, niemerytoryczny i w swej zasadzie, na którą się powołuje, fałszywy. Prawda o złu osobowym, które jest stworzone, jest czymś rodzajowo i gatunkowo innym niż prawda o Bogu, który jedyny jest transcenentny. Tym samym nie można twierdzić, jakoby nasze pojęcie w odniesieniu do rzeczywistości diabła były równie czy podobnie nieadekwatne jak w odniesieniu do Boga. A przy okazji nasi uczeni obrońcy o. Sosa’y wykazują ponownie mistrzostwo w popisowym nadużywaniu pojęć, tym razem na przykładzie absolutyzacji. Tak absurdalny zarzut może się zdarzyć tylko komuś, kto nie ma elementarnego szacunku chociażby do zwykłego znaczenia słów.

16. "...natura rzeczywistości transcendentnych nie pozwala na jednoznaczne ich definiowanie, więc dyskusja o możliwych formach ekspresji jest nie tylko możliwa, ale i konieczna. W swoim myśleniu ks. prof. Bortkiewicz zamyka przed teologią cenne ścieżki jej rozwoju. Czyni to broniąc się przed refleksją angażującą treściowo bogatsze systemy konceptualne, pozwalające na dużo głębsze penetrowanie rzeczywistości nadprzyrodzonej."
Także na koniec nie dowiadujemy się niczego nowego. Zaś potwierdza się pomylenie i pomieszanie elemenentarnych pojęć, tym razem nie tylko „rzeczywistości transcendentnych“ lecz także „rzeczywistońci nadprzyrodzonej“. Skoro xięża Grygiel i Wąsek tak uporczywie zaliczają diabła do rzeczywistości transcendentnej i nadprzyrodzonej (co jest charakterystyczne dla okultyzmu), to wniosek nasuwa się ponownie następujący: szanowni naukowcy albo nie rozumieją pojęcia Transcendencji i nadprzyrodzoności stosowanego w teologii katolickiej, albo uznają diabła za byt transcendentny, czyli niestworzony i „boski“, czyli wyznają dualizm teistyczny, który przeczy elementarnej prawdzie zawartej już w Starym Testamencie, i są tym samym apostatami, których myślenie jest bliższe pogańskiej gnozie niż chrześcijaństwu.

Szczegółowe podsumowanie naszej analizy jest zbędne. Wnioski są proste. Ta duetowa wypowiedź jest skandalicznym przykładem ignorancji, braku rzetelności zarówno naukowej jak też zwykłej co do publicznej wypowiedzi, a przy tym rzadkiej bezczelności zarówno w odniesieniu do nauczania Kościoła, jak też atakowanego przez nich x. prof. Bortkiewicza, oraz pogardy dla odbiorców, u których xięża Grygiel i Wąsek widocznie zakładają brak zdolności czytania oraz elementarnego logicznego myślenia. Skoro takie osoby nauczają studentów na papieskim uniwersytecie, to należy być poważnie zatroskanym o jakość tych studiów oraz przyszłość Kościoła w Polsce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co Czcigodny Sługa Boży x. prof. Wincenty Granat sądził o koronce s. Faustyny?

  Dzięki wskazówce życzliwego czytelnika trafiłem na książkę z wypowiedzią bodaj najwybitniejszego polskiego dogmatyka katolickiego w okresi...