Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo kanoniczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo kanoniczne. Pokaż wszystkie posty

Co jest przedstawieniem? X. T. Jakubiak a małżeństwo



Tenże duchowny - który już niegdyś "zasłynął" apologią błogosławienia par cudzołożnych i jednopłciowych (por. tutaj) - w odpowiedzi na zadane pytanie niby zasadniczo odpowiedział prawidłowo, jednak wmieszał zdanie, które jest niestety sprzeczne z Kodeksem Prawa Kanonicznego i z teologią katolicką:


Jak widać, wykładowca w dziedzinie prawa kanonicznego ma z nim poważny problem. Otóż Kodeks mówi wyraźnie, że dla osoby ochrzczonej wyłącznie małżeństwo sakramentalne jest małżeństwem ważnym:


Owszem, tutaj jest mowa wprost o małżeństwie między ochrzczonymi. Jednak w całej logice prawa kanonicznego małżeństwo zawierane między katolikiem a niekatolikiem - czy to ochrzczonym czy nieochrzczonym - jest traktowane tak samo: w jednym i drugim przypadku zachodzi przeszkoda tzw. oddzielająca, czyli uniemożliwiająca zawarcie sakramentalnego czyli ważnego związku małżeńskiego, i dopiero udzielenie dyspensy uwarunkowanej zgodą obydwu stron co do katolickiego rozumienia małżeństwa umożliwia zawarcie ważnego małżeństwa, które dla strony ochrzczonej jest sakramentem (nie jest rozwiązywane przez Kościół). 

Dlaczego więc ów osobnik kłamie? Ano zapewne po to, żeby "dowartościować" związki niesakramentalne przez przyznanie im ważności czyli mocy wiążącej kanonicznie. A to jest sprzeczne z katolickim rozumieniem małżeństwa. 

Owszem, według teologii katolickiej istnieje także tzw. małżeństwo naturalne, które jest wiążące na zasadzie prawa naturalnego (i nie jest sakramentalne czyli nierozerwalne). Istnieje ono jednak wyłącznie między osobami nieochrzczonymi, więc nie jest możliwe wtedy, gdy choćby jedna strona związku jest ochrzczona. 


Błogosławieństwo od heretyka


Obecne prawo kanoniczne nie zawiera kary za samo przyjęcie błogosławieństwa od heretyka. Raczej należy powiedzieć: w ogóle nie przewiduje takiej sytuacji. Z prostego powodu: nikt przed Janem Paweł II nie wpadł na pomysł, by udzielać błogosławieństwa wspólnie z heretykami, a nikt przed Franciszkiem nie wpadł na pomysł, by samemu przyjąć takie błogosławieństwo. 

O ile mi wiadomo, póki co nie ma teologicznego uzasadnienia takiego przyjęcia, ani ze strony przyjmującego, ani kogokolwiek. Pewne jest, że taki gest jest skandaliczny, gdyż sprawia wrażenie, jakoby heretycy mieli conajmniej takie same prawo i taką samą możliwość działania w imię Boga Trójjedynego dla zbawienia dusz jak prawowity Kościół Chrystusowy. Nie trudno dostrzec w tym poglądzie herezji przynajmniej materialnej, negującej jedyność widzialnego Kościoła Chrystusowego, który otrzymał od Zbawiciela misję ratowania dusz. Z kolei herezja - aczkolwiek dopiero formalna - skutkuje popadnięciem w automatyczną karę exkomuniki (latae sententiae), która powoduje też utratę wszystkich urzędów kościelnych.

Co do przynależności do masonerii, to obecny Kodex Prawa Kanonicznego nie wspomina jej z imienia, w przeciwieństwie do Kodexu z 1917 r. Mówi ogólnie o przynależności do stowarzyszeń wrogich Kościołowi i zwalczających Kościół, a to oznacza, iż także rotarianizm można zaliczyć do takich stowarzyszeń. Jednak obecny Kodex niestety nie nakłada kary ekomuniki za taką przynależność. Tym samym kwestia jest pozostawiona do indywidualnej oceny przez biskupa miejsca, a ostatecznie władz rzymskich. 


Jak zostać biskupem? Wybór biskupów w historii Kościoła


 W Nowym Testamencie jest mowa o wielorakim sposobie wyboru następców Apostołów:

Dz 14,23 - ustanowienie przez Apostołów
Tt 1,5 - ustanowienie przez ucznia Apostołów
Dz 1,15-26 oraz Dz 6,1-7 - wybór przez losowanie

Za każdym razem odbywało się to w obecności wspólnoty wiernych.

Z czasów poapostolskich, z końca pierwszego wieku mamy świadectwo w pierwszym liście św. Klemensa (44,3), według którego prezbiterzy (wówczas nie było jasnego odróżnienia między biskupami a prezbiterami) w Koryncie byli ustanawiani przez Apostołów lub innych poważanych mężów "wraz ze zgodą całego Kościoła". 

W Didache (15,1) natomiast znajduje się wezwanie do wyboru przez społeczność: "wybierajcie sobie biskupów i diakonów, którzy są godni Pana". Brak jest jednak opisu procedury wyboru. Widocznie nie było jednej, powszechnie ustalonej. 

W Traditio Apostolica (2) przypisywanej biskupowi rzymskiemu Hipolitowi (początek II wieku) widnieje wymaganie, by był święcony na biskupa ktoś, kto jest wybrany przez wszystek lud ("electus ab omni populo"). 

Ta zasada jest zawarta także w powstałych później świadectwach jak Constitutiones Apostolorum oraz Testamentum Domini:

(źródło tutaj)

(źródło tutaj)

W pismach św. Cypriana z Kartaginy (†258) jest wiele wzmianek o udziale całej wspólnoty danej gminy w wyborze biskupa. W jednym z listów (Epistula 55, 8) mówi, że prawowity wybór został dokonany z osądu Boga i Jego Chrystusa, ze świadectwa prawie wszystkich duchownych, z poparcia obecnego ludu, z kolegium starych kapłanów i dobrych mężów ("factus est Cornelius episcopus de Dei et Christi eius iudicio, de clericorum paene omnium testimonio, de plebis quae tunc adfuit suffragio, de sacerdotum antiquorum et bonorum virorum collegio"). 

W innym liście (Epistula 59,5 - CSEL III/2, 672) mówi o osądzie Bożym, o wsparciu ludu i o zgodzie współbiskupów: 


Orygenes natomiast podkreśla wybór hierarchiczny, mówiąc o ustanowieniu przez Mojżesza przywódcy ludu jako swojego następcy (Hom. in Num XXII, 4 - źródło tutaj):


Po uzyskaniu wolności przez Kościół za panowania cesarza Konstantyna Wielkiego (306-337) nie doszło do istotnych zmian w procedurze wyboru biskupów. Gdy wówczas - w pewnej analogii do struktury imperium rzymskiego - doszło do ukształtowania prowincyj kościelnych (metropolij), nabrały one także znaczenia w tej kwestii. 

Sobór w Ankyrze (314) mówi o biskupach, którzy nie zostali przyjęci w diecezjach, w których zostali nominowani, a usiłują objąć urząd biskupi w diecezji innego biskupa, że powinni zostać  usunięci (źródło tutaj):


Na soborze w Arles (314) pojawiła się zasada, że nikt nie powinien konsekrować biskupa sam, lecz przy udziale siedmiu innych biskupów, a przynajmniej trzech: "De his qui usurpant sibi quod soli debeant episcopos ordinare, placuit ut nullus hoc sibi praesumat nisi assumptis secum aliis septem episcopis. Si tamen non potuerit septem, infra tres non audeat ordinare." (canon 20, Mansi II, 473 - źródło tutaj). 

Podobnie mówi Sobór Nicejski I (325), wprowadzając zasadę udziału biskupów danej prowincji kościelnej: "Episcopum convenit máxime quidem ab ómnibus qui sunt in provincia episcopis ordinari. Si autem hoc difficile fuerit, aut propter instantem necessitatem, aut propter itineris longitudinem tribus tamen omnimodis in idipsum convenientibus, et absentibus quoque pari modo decernentibus, et per scripta consentientibus, tunc ordinatio celebretur. Firmitas autem eorum quae geruntur, per unamquamque provinciam metropolitano tribuatur episcopo." (Mansi II, 679 - źródło tutaj)

Te zasady nie usunęły udziału ludu w wyborze, o czym świadczą nie tylko wspomniane już Constitutiones Apostolorum powstałe w drugiej połowie IV w., lecz także św. Ambroży, który został zresztą wybrany przez aklamację. W jednym ze swoich listów pisze, że biskup powinien być wybrany przez wszystkich (Epistula 63,46; PL XVI, 1253 - źródło tutaj):


Z czasem w cesarstwie wschodnim pojawia ograniczenie udziału ludu. Cesarz Justynian I (527-565) w swoim prawodawstwie reguluje w ten sposób, że duchowni oraz zacni świeccy mają przedłożyć metropolicie listę trzech kandydatów, z których ten wybiera najgodniejszego do konsekracji. W praktyce wkradło się wywieranie wpływu czy wręcz nacisków przez władców świeckich, zwłaszcza przez cesarza. W reakcji na to Sobór Nicejski II (787) orzekł, że wybór biskupów dokonany przez władcę świeckiego jest nieważny, zaś ważnego wyboru dokonują jedynie biskupi danej prowincji kościelnej. 

Nieco inaczej wyglądał rozwój w chrześcijaństwie zachodnim. Papież Celestyn I (422-432) sformułował zasadę, że nie należy narzucać biskupa, lecz konieczna jest zgoda i pragnienie duchowieństwa i ludu (PL 50, 434 - źródło tutaj):

Papież Leon I Wielki (440-461) sformułował zasadę, że ten kto na stać na czele wszystkich, powinien być przez wszystkich wybrany źródło 
(Epistula X, 6; PL 54, 634 - źródło tutaj):


Pewnym przełomem było pojawienie się państwa Franków oraz wpływ jego germańskiej cywilizacji na życie Kościoła. Polegał on na ingerencji władzy świeckiej w wyborze biskupów. V sobór w Orleanie (549) przyznał królowi Merowingów prawo udziału w wyborze, właściwie gwarancję, że nikt nie zostanie wyświęcony wbrew jego woli
 ("cum voluntate regis iuxta electionem cleri et plebis"). W praktyce zdarzało się, że królowie samodzielnie mianowali biskupów, co było sprzeczne z prawem kościelnym. Napotkało to na wyraźny sprzeciw ze strony Kościoła, który potępił tę praktykę chociażby na soborze paryskim w 557 r. (kanon VIII, Mansi 9, 746 - źródło tutaj): 


Także papież Grzegorz I Wielki upominał władców, domagając się od nich respektowania praw Kościoła czyli zachowania kanonicznego. Mimo tych napomnień władcy z dynastii Merowingów a następnie Karolingów uzurpowali sobie prawo do desygnowania biskupów, pozostawiając duchownym jedynie udzielenie święceń biskupich. Gdy Karol Wielki (768-814) uważał, jakoby mianowanie biskupów wynikało z powierzonej mu przez Boga władzy, papież Hadrian I (772-795) usilnie go upomniał, by respektował wybory dokonywane kanonicznie, czyli przez duchowieństwo i lud katolicki (Codex Carolinus, źródło tutaj, str. 517):


Syn Karola, Ludwik Pobożny (814-840) zapewnił wobec soboru w Akwizgranie, że biskupi mają być wybierani zgodnie z kanonami prawa kościelnego przez duchowieństwo i lud ze względu na zasługi życiowe oraz wyposażenie w mądrość by przewodzić im (źródło tutaj, s. 397):

To jednak nie powstrzymało na trwałe zapędów cesarzy, którzy poczęli traktować biskupstwa jak swoje lenne księstwa, roszcząc sobie prawo do udzielania pierścienia biskupiego i pastorału (inwestytura) jako atrybutów władzy biskupiej, pozostawiając duchowieństwu jedynie udzielanie samych święceń. Papieże nie zaprzestawali protestowania przeciw tej praktyce, jak chociażby papież Mikołaj I (858-867) w liście do biskupów (Mansi 15, 7 i 350). 

W XI wieku, po wiekach przykrych doświadczeń z wpływem władzy świeckiej na urzędy kościelne, ukształtował się mocny sprzeciw. Dążono nie tylko do przywrócenia starożytnej zasady elekcji przez duchowieństwo lokalne i lud. Wprawdzie jeszcze sobór w Reims z 1049 r. - pod przewodnictwem papieża Leona IX (1049-1054) - zadekretował zasadę, że nikt nie może zostać powołany na urząd kościelny bez wyboru przez duchowieństwo i lud (Mansi 19, 741). W roku 1059 sobór rzymski zarządził, że wyboru biskupa Rzymu mają dokonywać wyłącznie kardynałowie, czyli duchowni, oraz zakazał przyjmowania urzędu kościelnego z rąk świeckich (Mansi 19, 898). Papież Grzegorz VII (1073-1085) nie tylko dekretował zakaz przyjmowania inwestytury z rąk świeckich, lecz w słynnym "Dictatus papae" z 1075 r. wprowadził zasadę, że tylko Biskup Rzymski ma prawo ustanawiania i odwoływania biskupów.  Sobór rzymski w 1080 r. wydał ponadto kanony regulujące powoływania biskupów (Mansi 20, 533). Według nich obsadzanie wakujących stolic biskupich miało się odtąd odbywać pod nadzorem wizytatora wyznaczonego albo przez Stolicę Apostolską albo przez metropolitę. Wizytator miał czuwać nad tym, by wybór został dokonany przez duchowieństwo i lud, z wyłączeniem wpływu władzy świeckiej, a za zgodą albo papieża, albo metropolity. Jeśli by wybór został dokonany wbrew tej procedurze, to został określony jako nieważne kanonicznie i w takiej sytuacji wyboru biskupa miał dokonać albo papież albo metropolita. 

Te starania papieża doprowadziły do ostrego konfliktu z cesarstwem znanego w historii jako spór o inwestyturę. Zakończył się on dopiero po ponad pół wieku dzięki zawarciu tzw. konkordatu w Wormacji w 1122 r. W tej ugodzie cesarz Henryk V (1106-1125) wyrzekł się udzielania insygniów biskupich (pierścienia i pastorału) i zapewnił Kościołowi na terenie swojego imperium wolny od jego wpływów kanoniczny wybór i konsekrowanie biskupów, zastrzegając sobie jednak przyznawanie berła jako insygnium władzy. Natomiast papież - Kalikst II (1119-1124) przyznał cesarzowi prawo obecności podczas wyborów biskupów i opatów na terenie imperium. Ponadto w razie niezgody między stronnictwami cesarz miał mieć prawo do wsparcia wraz z metropolitą i biskupami danej prowincji stronnictwa "zdrowszego" ("sanior pars"), czyli bardziej odpowiadającego zasadom i dobru Kościoła. 

W rok później obradującym I Soborze Laterańskim (1123) omawiano tenże konkordat. Wydano jednak tylko dość ogólny kanon, według którego wolno udzielać sakry biskupiej jedynie temu, kto został kanonicznie - czyli zgodnie z prawem kościelnym - wybrany ("Nullus in episcopum nisi canonice electum consecret"). 

Sobór Laterański II (1139) zakazał ograniczenia grona wybierającego biskupów do kanoników katedralnym, czyli wykluczenia z wyborów reszty duchowieństwa i mnichów. Zakaz obowiązywał pod sankcją anatemy (czyli exkomuniki) i nieważności wyboru. 

Wkrótce po tym soborze, w roku 1140 powstał dokument bardzo ważny dla historii prawa kościelnego, znany pod nazwą "Concordia discordantium canonum" jak też "Decretum Gratiani". Odnośnie do wyboru biskupów podaje on zasadę (opierając ją na licznych źródłach), że wyboru biskupa dokonuje duchowieństwo, zaś ludowi przysługuje jedynie wyrażenie zgody (consensus). To dość szerokie sformułowanie było następnie różnie interpretowane przez poszczególne szkoły kanonistów co do określenia zarówno grona duchownych, którym przysługiwało prawo wyboru, jak też udziału świeckich, czyli ich realnego wpływu na wybór. Następni papieże - Innocenty III (1198-1216) oraz Grzegorz IX (1227-1241) - ograniczyli prawo wyboru do kapituł katedralnych. Odpowiadało to kanonowi 42 Soboru Laterańskiego IV, według którego ma zostać uznany za wybranego ten kandydat, na którego zagłosowała większość albo zdrowsza część kapituły katedralnej ("is collatione habita eligatur, in quem omnes, vel maior et sanior pars capituli consentit"). To niejasne sformułowanie oczywiście nie mogło zapobiec dalszym sporom. 

Doprowadziło to do tego, że coraz częściej zwracano się do Stoilicy Apostolskiej z prośbą o rozstrzygnięcie. W takiej sytuacji papież Aleksander IV (1254-1261) postanowił w roku 1257, że wybory biskupów należą do "causae maiores" i jako takie wyposażone zostają w środek prawny w postaci możliwości apelacji do papieża. Liczebność apelacyj za pontyfikatu Grzegorza X (1271-1276) skłoniła go na soborze w Lyon w roku 1274 do zastąpienie zasady "pars sanior" zasadą większości 2/3 głosów. Jednak to także nie zapobiegło nadużyciom i sporom. Równocześnie nastąpił proces wzmacniania władzy papieży. Już Klemens IV (1265-1268) zarezerwował sobie w roku 1265 prawo nadawania wszystkich wakujących niższych beneficjów kościelnych. Od Bonifacego VIII (1294-1303) znacznie powiększyła się liczba liczby rezerwacyj papieskich co do powoływania biskupów. Jego następca, Klemens V (1305-1314) - zresztą pierwszy papież awinioński - rozciągnął rezerwację na wszystkie wakujące stolice patriarsze, metropolitalne i biskupie. Jan XXII (1316-1334) objął tym wszystkie wakaty powstałe w wyniku działań Stolicy Apostolskiej, niezależnie od sposobu ich zaistnienia, czy to z powodu orzeczenia nieważności wyboru, oddalenia postulacji czy rezygnacji z urzędu na ręce papieża. W końcu Urban V (1362-1370) ogłosił w 1363 roku rezerwację papieską do obsadzania wszystkich patriarchatów, metropolij i biskupstw, niezależnie od sposobu zaistnienia wakatu ("reservatio generalis"). Sprzyjało to niestety nadużyciom tego rodzaju jak udzielanie beneficjów swoim krewnym i zaufanym, co wiązało się oczywiście z korzyściami materialnymi. Otwarło to drogę także do instytucji tzw. biskupów pomocniczych: podczas gdy ordynariusz albo wcale nie zajmował się swoją diecezją, albo jedynie korzystaniem z profitów, pozostawiał on sprawowanie sakramentów swoim podwładnym kapłanom wyposażonym w sakrę biskupią. 

Do pewnego ograniczenia tej zgoła absolutystycznej władzy papieży doszło dopiero dzięki soborom w XV w. i w wyniku konkordatów zawieranych z władcami świeckimi. Sobór w Bazylei (1433) usunął z obiegu prawnego wszystkie szczególne i ogólne rezerwacje, które nie były zawarte w Corpus Iuris Canonici, oraz postulował powrót do wcześniejszej praktyki wyboru biskupów. Równocześnie sobór zakazał pobierania opłat za udzielenie urzędu kościelnego oraz od ubiegania się o beneficjum, co oczywiście odzwierciedla rozpowszechnioną praktykę. 

To nie zakończyło trwającego od wieków ścierania się interesów zarówno papiestwa jak też władzy świeckiej czyli cesarstwa. Jednak obydwie strony widziały potrzebę współdziałania. Tak w roku 1448 doszło do podpisania tzw. konkordatu wiedeńskiego między papieżem Mikołajem V (1447-1455) a cesarzem Fryderykiem III (1440-1493). W tym akcie papież przywrócił kapitułom katedralnym wolny wybór biskupa (tym samym odwołał rezerwacje wydane przez Urbana V), zarezerwował sobie jednak prawo zatwierdzania wyboru oraz obsadzanie wszystkich stanowisk kurialnych ("apud Sedem Apostolicam") tudzież stolic biskupich podległych bezpośrednio Stolicy Apostolskiej (czyli ustanowionych przez papieży, nie przez władców świeckich). Ta rozwiązanie obowiązywało zasadniczo aż do tzw. wielkiej sekularyzacji na początku XIX wieku, gdy to doszło do zerwania dotychczasowych uregulowań w stosunkach między Kościołem a cesarstwem. 

Od XVI w., gdy to zarówno jedność Kościoła jak też cesarstwa została poważnie zagrożona i uszczerbiona, wykształcił się dobry zwyczaj zgodnego współdziałania między papiestwem, lokalnymi strukturami kościelnymi i władzą świecką we wspólnym interesie zachowania wiary katolickiej i państwowości. Zasadniczo wyboru biskupa dokonywały kapituły czy to metropolitalne czy katedralne. Po dokonaniu wyboru następował proces informacyjny o elekcie, prowadzony przez nuncjusza apostolskiego, jeśli był ustanowiony na danym terenie. Procedurę kończyło zatwierdzenie przez papieża oraz udzielenie insygniów władzy przez cesarza. Poza terytorium cesarstwa istniała także praktyka odmienna, sięgająca już XV w., gdy to papieże starający się ograniczyć wpływ postanowień soboru w Bazylei przyznawali władcom świeckim - na zasadzie indultu bądź konkordatu - prawo do nominowania biskupów na ich terytorium. Zasłynął zwłaszcza tzw. konkordat francuski z 1516 r., w którym papież przyznał królowi Francji prawo nominowania opatów i biskupów w jego państwie. To prawo uzyskał z czasem także cesarz austriacki w swoich terytoriach koronnych (Austria, Czechy, Morawy), w Hiszpanii, Portugalii i w koloniach. Podobnie było w księstwach takich jak Sabaudia i Piemont. Dotyczyło to tylko nominowania, gdyż ustanowienia urzędowego dokonywał papież. 

Podobnie było w katolickiej Bawarii od zawarcia konkordatu w 1817 r., w którym papież przyznał monarsze prawo nominowania. Takiego prawa nie przyznawano natomiast władcom niekatolickim. Dlatego w innych częściach Rzeszy niemieckiej nadal wyboru dokonywały kapituły katedralne. Władzy świeckiej zezwolono jedynie na skreślanie z listy kandydatów osób, wobec których zachodziły zastrzeżenia. 

Kodex Prawa Kanonicznego z 1917 dokonał scentralizowania i ujednolicenia prawa także w kwestii wyboru biskupów. Kanon 329 stanowił, że papież jest wolny w ustanawianiu biskupów, o ile w danym przypadku nie jest związany prawem do prezentowania kandydata przez inne instytucje. W poszczególnych krajach szczegóły były uregulowane przez konkordaty, które niekiedy gwarantowały kapitułom prawo wyboru. Ciekawym przykładem jest konkordat z państwem bawarskim z 1924 roku, według którego papież w sposób wolny ustanawia biskupów, aczkolwiek jest związany listami kandydatów, które episkopat oraz kapituły katedralne dostarczają Stolicy Apostolskiej co trzy lata. W innych częściach Niemiec biskupa wybiera kapituła katedralny spośród trzech kandydatów przedłożonych przez Stolicę Apostolską. Władze państwowe o tyle biorą udział w procedurze wyboru, że organ kościelny - czy to władze rzymskie czy kapituła - zapytuje rząd danego kraju, czy wysuwa zastrzeżenia co do nominata. Ostateczną decyzję podejmuje jednak papież. Podobnie jest w archidiecezji austriackiej Salzburg oraz w szwajcarskich diecezjach Chur, Sankt Gallen i Bazylea. Poza tym na całym świecie papież mianował biskupów w sposób zupełnie wolny, o ile nie było w poszczególnych przypadkach specjalnych uprawnień czy to kapituł czy władzy świeckiej. 

Kodex Prawa Kanonicznego z 1983 r. (can. 377) przejął zasadę wolnego wyboru przez papieża. Mówi jednak o dwóch sposobach nominowania: wolny wybór przez papieża albo zatwierdzenie prawowitego wyboru. W istocie nie stanowi to istotnej zmiany względem poprzedniego prawa. 

Tyle z faktów kanoniczno-historycznych w skrócie. Na ich podstawie należy oczywiście przeprowadzić teologiczną reflexję analityczno-syntetyczną. Skrótowo jej wynik przedstawia się następująco:

1. Od zarania Kościoła aż do czasów współczesnych nie było i nie ma jednolitej procedury wyboru biskupów. 

2. Celem każdej kościelnej procedury było zapewnienie nieskażonego i niewypaczonego przekazywania Tradycji Kościoła w nauczaniu, sakramentach i obyczajach. 

3. Ingerencja papiestwa w wybór biskupów miała ten sam cel i pojawiła się stopniowo jak środek zabezpieczenia tego celu. 

Myślę, że to wystarczy jako podsumowanie. 

Czy jest stan wyższej konieczności? (z post scriptum)


Można mówić o wszystkim, byle poważnie, sensownie i zgodnie z prawdą. 

Określenie "stan wyższej konieczności" jest regularnie używane w kontekście zarówno sakry przez śp. abpa M. Lefebvre'a w 1988 r. jak też obecnie. A jest ono słowno-pojęciowym dziwolągiem i nie istnieje w języku Kościoła. 

Kodex Prawa Kanonicznego z 1917 r. mówi po prostu o konieczności, gdyż konieczność nie jest stopniowalna:


Tak samo jest w KPK z 1983 r.:


Różnica polega na tym, że według wcześniejszego Kodexu konieczność usuwa winę jedynie wtedy, gdy chodzi o przepisy prawa czysto kościelnego, czyli nie z prawa naturalnego i Bożego Objawienia (czyli prawd wiary), zaś nowy Kodeks rozszerza, dodając do czynów wewnętrznie złych zgubę dusz, co pozostawia bardzo szerokie pole do interpretacji. 

Sporna jest kwestia, czy udzielenie sakry biskupiej wbrew woli papieża dotyczy jedynie prawa kościelnego czy prawa Bożego w znaczeniu pochodzącej od Boga konstytucji Kościoła, gdzie papież jest najwyższym pasterzem i widzialną głową w zastępstwie Jezusa Chrystusa. Owszem, praktyka co do wpływu papieża na nominacje biskupie zmieniała się w ciągu wieków i przez długie wieki papieże jedynie zatwierdzali wybór dokonany przez lokalne duchowieństwo czy narzucony przez władców świeckich. Jednak o kształcie tej praktyki decydowali papieże (mniej czy bardziej dobrowolnie), a w ostateczności nakładali karę exkomuniki, gdy nie zgadzali się na daną nominację, ku czemu musiały być powody kanoniczne, czyli wynikające z prawa kościelnego. 

Ci, którzy mówią o konieczności dla uzasadnienia słuszności owych sakr biskupich bez mandatu papieskiego, regularnie nie określają tej konieczności, a jedynie wskazują na obecny stan Kościoła, konkretnie na różnego rodzaju skandale, jak ostatnio papier Dykasterii Doktryny Wiary co do tytułów Najświętszej Mariji Panny czy wizyta pani przebranej za arcybiskupkę anglikańską, podejmowaną w Watykanie ze wszelkimi honorami. To są rzeczywiście skandale i można by podawać wiele innych. Pozostaje jednak kwestia, jak one się mają do konieczności w znaczeniu teologiczno-kanonicznym. 

Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X nie precyzuje owego "stanu wyższej konieczności", a jedynie powtarza, że krok, który zamierza, służy dobru Kościoła. Nie wyjaśnia natomiast, jak należy rozumieć konieczność. Pewne jest, że sakra biskupów dla FSSPX jest konieczna dla przetrwania tej wspólnoty oraz ich duszpasterstw. Czy można to utożsamić z przetrwaniem Kościoła? Oczywiście nie, chyba że rozumie się FSSPX jako jedyną ostoję wiary katolickiej, sakramentów katolickich i prawowitej hierarchii katolickiej, a w takiej mentalności tresowani są regularnie jego zwolennicy, co widać szczególnie w Polsce. Oczywiście należy uznać zasługi tej wspólnoty, a także jej założyciela, dla przetrwania zwłaszcza tradycyjnej liturgii rzymskiej. O wiele gorzej jest pod względem doktrynalnym i teologicznym, choć należy docenić szczerą wolę trzymania się ortodoxji katolickiej, co obecnie niestety nie jest regułą zwłaszcza w strukturach Novus Ordo. Należy jednak rozróżnić między koniecznością a pożytecznością. 

O nędzy teologicznej w kręgach FSSPX było mi dane niestety już wielokrotnie pisać. Pisałem też o problemie z ważnością święceń przyjętych przez św. abpa M. Lefebvre'a, tym samym także święceń przez niego udzielanych. Co do prawowitości hierarchicznej także niestety można mieć przynajmniej zastrzeżenia. FSSPX powołuje się na tzw. jurysdykcję nadzwyczajną, co jest o tyle uzasadnione, że w ramach fałszywego miłosierdzizmu bergogliańskiego otrzymali oficjalną jurysdykcję do spowiadania i możliwość ubiegania się o jurysdykcję do sakramentu małżeństwa. Żeby było jasne: z serca życzę im, by wszystkie te wątpliwości i niedostatki zostały usunięte i właśnie dlatego regularnie w razie konieczności staram się korygować bzdety głoszone zwłaszcza bez internetową gwiazdę Sz. B. Tyle jest w mojej mocy. Problem polega na tym, że oni widocznie zupełnie nie zauważają, a chyba nawet nie chcą zauważać tych niedostatków, które są dość istotne zarówno dla ich katolickości jak też dla ich służby Kościołowi, którą regularnie deklarują. 

Odpowiadając w skrócie: 

Stan konieczności usprawiedliwiający działanie wbrew prawu kościelnemu musiałby dotyczyć przynajmniej jednego z istotnych znamion Kościoła, czyli
- nauczania wiary
- ważnego udzielania sakramentów
- jedności hierarchicznej z Następcą św. Piotra i biskupami jemu podległymi. 

FSSPX wskazuje póki co jedynie na mankamenty czy wręcz błędy doktrynalne w dokumentach V2 i w późniejszych. Wskazywanie na skandale nie ma znaczenia prawnego, lecz najwyżej psychologiczne. Natomiast po swojej stronie ma problem z ważnością sakramentów przez siebie udzielanych, a także z realną - a nie tylko deklarowaną - jednością z papieżem, którego oficjalnie czyli formalnie uznają. 

Moim zdaniem konieczność jest, ale inna, mianowicie naprawa wewnątrz FSSPX. Jeśli temu będzie służyć sakra 1 lipca 2026 r., to będzie to główny i właściwy argument na jej korzyść. 

Tymczasem można mówić jedynie o pożytkach większych czy mniejszych działalności FSSPX. O ile gwoli tych pożytków konieczne jest konsekrowanie własnych biskupów, o tyle może to być usprawiedliwione moralnie i teologicznie, być może nawet kanonicznie. 

Jednak także przy tej okazji przedstawiciele FSSPX wykazują dwie brzydkie cechy, niegodne zwłaszcza katolika tradycyjnego:
- pomieszanie myślowe, czyli chaos teologiczny i ogólnie intelektualny, który nie jest ani katolicki, ani tradycyjny,
- zakłamanie, a to już jest nawet problem moralny i duchowy. 

Wiem, że zarówno wśród duchownych FSSPX jak też wśród ich wiernych jest sporo ludzi szczerze wierzących po katolicku, czy przynajmniej tego pragnących, szczerze pobożnych i oddanych dla sprawy wiary katolickiej i Kościoła. Problem jest natomiast w doborze głównych postaci, zwłaszcza w Polsce. Jeśli główne postacie zarówno decyzyjne jak też medialne wykazują się wybitną ignorancją nawet w prostych kwestiach teologicznych, tudzież specyficznym zakłamaniem, to niestety rzutuje to nie tylko na całość tej wspólnoty, lecz ma katastrofalne skutki także dla wiernych, którzy poddają się ich prowadzeniu w zaufaniu na prawdziwie katolickie duszpasterstwo. 

Z tego właśnie względu istnieje spore zagrożenie tym, że FSSPX wskutek sakry i z tym związanej formalnej exkomuniki podryfuje coraz bardziej w kierunku sekciarstwa, gdzie nie prawda jest najważniejsza, lecz interes grupowy oraz wola przywódcy. Tego im ani ich wiernym, ani całemu Kościołowi oczywiście nie życzę. 



Post scriptum

Otrzymałem prośbę o doprecyzowanie, czy kanon 1323 punkt 4 ma zastosowanie w przypadku zapowiedzianej sakry biskupiej w FSSPX. Nie jestem kanonistą i nie mam możliwości sprawdzenia w komentarzach do Kodexu. Jednak biorąc pod uwagę kontext słowa "konieczność" (necessitas), mianowicie "ciężki lęk", "przymus", "ważka niedogodność", myślę, że w tym kanonie w tym słowie nie chodzi o czyn typu sakra biskupia. Najbardziej by w tej sprawie pasował "ciężki lęk" (metus gravis), gdyż rzeczywiście zachodzi lęk o przetrwanie FSSPX bez tej sakry. To musi być połączone z przekonaniem, że przetrwanie FSSPX jest niezbędne dla przetrwania Kościoła. To już prowadzi dość prostą drogą do przekonania, że nie ma papieża, skoro nie papież lecz FSSPX ma się troszczyć o przetrwanie Kościoła oraz decydować o tym, co jest ku temu niezbędne. 

Innymi słowy: postawa FSSPX jest psychologicznie zrozumiała i należy docenić szczerą wolę służenia przetrwania Kościoła. Tym niemniej teologicznie i nawet czysto zdroworozsądkowo to się nie klei. Na szczęście nie jestem w pozycji upoważniającej do urzędowego osądzania tego czynu i nie zamierzam sobie tego uzurpować. Mogę jednak powiedzieć, że nawet zakładając, iż ten akt będzie grzeszny (charakter schizmatycki to osobna sprawa), to jednak pod względem teologicznym są obecnie o wiele poważniejsze grzechy przeciw wierze, sakramentom oraz dyscyplinie hierarchicznej, i to powszechnie. Dlatego ani nie pochwalam, ani nie potępiam, a to nie z powodu relatywizmu teologicznego, lecz z wyważenia różnych aspektów i wymiarów sprawy. Powtarzam jeszcze raz: największym zagrożeniem dla jedności i misji Kościoła nie jest sakra w FSSPX, a największym zagrożeniem dla FSSPX nie jest brak nowych biskupów. Idealnie byłoby zarówno dla całego Kościoła jak też dla FSSPX, gdyby FSSPX reprezentowało prawdziwie katolicką, solidną teologię, oraz sprawowało niewątpliwe co do ważności sakramenty. Wtedy kwestia posłuszeństwa oraz jedności kościelnej dałaby się rozwiązać wcześniej czy później (możliwe są różne scenariusze). Jeśli natomiast obydwie strony będą trwały w swoich conajmniej wątpliwych pozycjach - a właściwie nędzach - teologicznych, oraz jedna strona będzie chciała drugiej stronie pokazać swoją wyższość, to nie będzie zbliżenia, lecz gra na wymarcie drugiej strony. 

Jak się zachować w sytuacji - dość prawdopodobnej - gdy dojdzie do ogłoszenia kary exkomuniki czy to odnośnie do samach biskupów FSSPX czy też całego FSSPX? 

Przede wszystkim należy mieć na uwadze, że każda kara kościelna, także ta najsurowsza, którą jest exkomunika, jest naprawcza, czyli jej celem jest poprawa winnego, co się oczywiście wiąże z żalem za czyn i nawróceniem. Tym samym nie będzie to wyrok dożywotni czy wieczny, czego dowodem jest decyzja Benedykta XVI z 2009 r. usuwająca karę ogłoszoną w 1988 r. na dwóch biskupów konsekrujących i czterech konsekrowanych. Ewenementem było, że po zdjęciu kary pozwolono im - wbrew zwyczajowi Stolicy Apostolskiej, czyli nadzwyczaj wspaniałomyślnie - na dalsze sprawowanie funkcyj biskupich i kapłańskich. Wynikało to zapewne ze względów duszpasterskich, a szczytem było posunięcie Franciszka w ramach "roku miłosierdzia" o udzieleniu jurysdykcji, co zresztą jest dziwolągiem kanonicznym, ponieważ formalnie nie zdjęto z kapłanów FSSPX kary suspensy. Tutaj zarówno FSSPX jak też ich wierni powinni dążyć do rychłego uleczenia faktycznego rozłamu, a nie utwierdzać się w postawie niezależności czyli faktycznej schizmy mimo deklarowania jedności. 

Po drugie, należy wziąć pod uwagę, że istnieje zagrożenie mentalności schizmatyckiej, co w historii Kościoła wiązało się chyba zawsze z popadnięciem w błędy teologiczne i herezje. A jest to w przypadku FSSPX o tyle prawdopodobne, że regularnie widać u nich nędzę teologiczną, połączoną z naginanem tradycyjnego nauczania Kościoła - któremu rzekomo chcą być wierni - do swoich potrzeb propagandowych, które mają uzasadnić czy raczej usprawiedliwić ich samodzielność (mówiąc delikatnie) względem oficjalnych struktur kościelnych. Modlitwa za papieża i za biskupa miejsca, oraz wymienianie ich po cichu w kanonie Mszy św. oczywiście nie jest w stanie zastąpić realnego poddania się ich jurysdykcji, skoro FSSPX całkowicie samodzielnie, a nawet wbrew woli biskupów i papieży sprawuje sakramenty (w tym święcenia), naucza, zakłada kaplice, buduje kościoły itd. 

Po trzecie, każdy sam - o ile jest w stanie - powinien zarówno respektować formalny stan prawny czyli ogłoszoną exkomunikę, jak też wyższość prawd wiary katolickiej oraz sakramentów ponad kwestiami dyscyplinarnymi, jak to zawsze było w Kościele. Innymi słowy: jeśli katolik w ramach oficjalnych struktur, czy to tzw. indultowych czy Novus Ordo (choć staje się niestety coraz rzadsze) ma zapewnione autentyczne nauczanie wiary oraz sprawowanie sakramentów według Tradycji Kościoła, to powinien z tego korzystać. Moralnie dozwolone będzie korzystanie z posługi FSSPX tylko wtedy, gdy oficjalne struktury kościelne nie zapewniają nieskażonego błędami nauczania wiary oraz tradycyjnego sprawowania sakramentów. 

Jakie znaczenie ma nakrywanie głowy?


Rzeczywiście czynności i zachowanie związane z głową mają szczególne znaczenie już w Starym Testamencie. Jest mowa o posypywaniu głowy prochem (Hiob 1,12; Lam 2,10; Ap 18,19), popiołem (2Sam 13,19), ziemią (Neh 9,1), o goleniu głowy, czyli strzyżeniu na łyso (Jer 48, 37; Ez 7,18), o jej zasłanianiu (2Sam 15,30; Jer 14,4). Ten ostatni gest jest tutaj wyrazem smutku, żalu, zmartwienia. Przypuszczalnie stąd się wziął żydowski - znany także obecnie - zwyczaj modlenia się mężczyzn z zakrytą głową. 

Zarówno żydzi jak i pogańscy kapłani modlili się z zakrytą głową na znak skupienia i szacunku. Natomiast chrześcijańscy mężczyźni, jak poświadcza już Tertulian, modlą się z głową odkrytą, ponieważ nie muszą się wstydzić (por. tutaj i tutaj). 

Równocześnie mamy też regułę, że niewiasty w miejscach publicznych mają mieć nakrytą głowę, nawet i twarz (Rdz 24,65; Pnp 5,7; Jer 2,32). O tym właśnie mówi św. Paweł w 1 Kor 11, aczkolwiek w odróżnieniu od zwyczaju żydowskiego mówi o tym, że mężczyzna powinien modlić się i prorokować z odkrytą głową, w odróżnieniu od niewiast. Tę regułę Apostoł uzasadnia nie obyczajem czy kulturowo, lecz ściśle teologicznie. 

Według exegetów św. Paweł odnosi się do następującej sytuacji: Z jednej strony mężczyźni z wyższych warstw społecznych występowali w liturgii z nakryciem głowy dla podkreślenia swej rangi społecznej i godności tak, jak to miało miejsce w rytuałach pogańskich. Z drugiej strony niewiasty z wyższych warstw odsłaniały swoje głowy dla podkreślenia swojej godności i równości z mężczyznami, mimo ogólnej rzymsko-kulturowej zasady zakrywania głowy w miejscu publicznym jakim jest oczywiście także liturgia chrześcijańska. Wobec takich zachowań Apostoł apeluje o zachowanie jednolitych reguł na podstawie przesłanek teologicznych, które mają wyznaczać ogólne, równe zasady zachowań dla wszystkich chrześcijan niezależnie od pochodzenia i rangi społecznej. 

Tłumaczenie tego fragmentu (1Kor 11) w popularnej i używanej w lekcjonarzu mszalnym tzw. Biblii Tysiąclecia jest wadliwe i może prowadzić do nieporozumień: 


Chodzi zwłaszcza o wers 10 (źródło tutaj):

Są różne interpretacje zarówno co do tego, co powinna niewiasta mieć na głowie, jak też co do tego, czy chodzi o aniołów, czy wysłanników czyli świadków wysłanych z innych gmin chrześcijańskich. Zwykle εξουσιαν rozumie się jako znak czy symbol władzy mężczyzny nad niewiastą, co wynika z kontextu. Natomiast jako aniołów rozumie się albo wysłanników Boga, którzy są obecni podczas liturgii (1 Kor 4,9; 1 Tym 5,21; Ps 138,1), albo złych aniołów pożądliwych sexualnie (Rdz 6,2; 2 P 2,4), czy po prostu posłańców wspólnot chrześcijańskich, którzy przybywali do Koryntu. 

W każdym razie pewne jest, że reguły, co do których napomina św. Paweł mają podstawy i umocowanie w prawdach wiary: w porządku stworzenia, czyli różnicy płci, oraz w podporządkowaniu Chrystusowi, co wyraża porządek i zachowanie w liturgii (choć nie tylko). 

Tym samym pewne jest, że te zasady nie mają jedynie uwarunkowań kulturowo-historycznych, które są zmienne, lecz są uwarunkowane głęboko teologicznie czyli niezmiennie. 

Czy abp Carlo Maria Viganó jest exkomunikowany? (z post scriptum)


Głośnymi echami odbiła się w ostatnich tygodniach wieść zarówno o groźbie i stwierdzeniu kary exkomuniki dla słynnego w ostatnich latach hierarchy arcybiskupa Carlo Maria Viganó, jak też o jego obronie, a właściwie uzasadnieniu swego zachowania w obliczu groźby. W reakcjach niestety regularnie przewija się ignorancja zarówno kanoniczna jak i teologiczna, którą należy skorygować. 

Historię wypowiedzi i działań abpa Viganó z ostatnich lat pominę w tym miejscu. Zainteresowani mogą się z tym zapoznać w internecie, aczkolwiek nie znam dotychczas całościowego przedstawienia sprawy. Zaznaczę jedynie, że nie zgadzam się ze wszystkimi jego działaniami, zwłaszcza z dość naiwnymi wypowiedziami odnoszącymi się do obecnego włodarza Kremla i Rosji. Zresztą ta sprawa nie jest istotna. Istotne są wypowiedzi Arcybiskupa w kwestiach stricte teologicznych i kościelnych. W tej dziedzinie nie sposób zaprzeczyć jego kompetencji i wysokiemu poziomowi, choć również nie zgadzam się w niektórych szczegółach. Na szybko wystarczy skupić się na kwestii exkomuniki, wiązanej od kilku tygodni z jego nazwiskiem. 

Oto komunikat prasowy w tej sprawie:

Dekret watykański orzekający karę exkomuniki powołuje się na następujące kanony:


Dekret więc nie wymierza kary, lecz jedynie ogłasza zajście kary za popadnięcie w schizmę, która to kara zachodzi mocą samego prawa (latae sententiae). 

Problem polega na tym, że abp Viganó dość wyraźnie nie odmawia uznania zwierzchności Biskupa Rzymskiego lub utrzymywania wspólnoty z członkami Kościoła, lecz że nie uznaje Franciszka za papieża, co też dość obszernie uzasadnił (por. tutaj). Tak więc jest to kwestia natury historycznej, nie ściśle teologicznej, dogmatycznej, czy choćby dyscyplinarnej. Jeśli abp Viganó popełnia błąd tego rodzaju, to jest to błąd historyczny i sprawa podlega dyskusji i wyjaśnieniu, a nie karze kościelnej za popadnięcie w schizmę. Tym bardziej nie podlega karze latae sententiae czyli na mocy samego prawa, jak wyznaczają podane wyżej kanony 1323 i 1324. 

Mówiąc najkrócej: w świetle obowiązującego Kodexu Prawa Kanonicznego kara exkomuniki moim zdaniem nie zaszła. Twierdzę tak na podstawie następujących kanonów:


O co tu chodzi? Otóż kanony te stanowią dość wyraźnie, iż nie zachodzi kara z mocy samego prawa (latae sententiae), jeśli osoba działała pod wpływem bojaźni, konieczności lun ciężkiej niedogodności. Te okoliczności w sposób dość wyraźny mają miejsce w przypadku abpa Viganó, o czym świadczy jego działanie od wielu lat. W skrócie można powiedzieć, że jego działanie - wypowiedzi odnoszące się do obecnej sytuacji w Kościele - jest w sposób dość wyraźny powodowane troską o Kościół, wiarę katolicką, zbawienie dusz oraz godność władzy kościelnej. Jest to okoliczność istotna dla kwestii kary, nawet jeśli byłaby to okoliczność jedynie subiektywna, czyli czysto subiektywne przekonanie abpa Viganó bez obiektywnie wystarczających powodów. 

Wygląda więc na to, że działania dykasterii, która orzekła karę exkomuniki dla abpa Viganó, są niezgodne z obowiązującym Kodexem Prawa Kanonicznego. 


Post scriptum

Warto zwrócić uwagę na okoliczności wskazane przez amerykańskiego kapłana x. Gene Gomulka (źródło tutaj):


W skrócie: Już od roku 2018 abp Viganó publicznie oskarżał Franciszka o chronienie przestępców sexualnych w szeregach duchowieństwa, zwłaszcza skazanego przęstepcę byłego kardynała Theodore McCarrick'a. Przez cały czas aż do maja 2024 roku nie pojawiła się żadna reakcja z Watykanu w sprawie abpa Viganó, mimo że on regularnie ostro krytykował rządy i zachowanie Franciszka. Dopiero dwa tygodnie po tym, jak abp Viganó publicznie oskarżył Franciszka o nadużycia sexualne wobec nowicjuszy z czasu bycia przełożonym jezuitów w Argentynie, dykasteria kierowana przez jego pupila "Tucho" wystosowała oskarżenie o schizmę. To zapewne nie jest przypadkowy zbieg okoliczności. Nie jest też zapewne przypadkowe, że Tucho jest homosexualistą, jak zdradziła publicznie zaprzyjaźniona z Franciszkiem zakonnica:



Kiedy duchowny ma obowiązek bycia ubranym w sutannę?



Prawnie jest nakazany obowiązek stroju duchownego, a według obecnego prawa kanonicznego nie musi to być sutanna, lecz w zależności od przepisów lokalnych. Nie jest doprecyzowane, czy i w jakich okolicznościach musi być sutanna czy ubiór duchowny, a kiedy nie musi. Dokładniej było i jest to regulowane w statutach diecezjalnych i zakonnych, nie w ogólnokościelnym prawie kanonicznym. Lefebvrianie (FSSPX) mają swoją zasadę, że nigdy nie wolno pokazać się bez sutanny, ale to jest ich prawo wewnętrzne, nie ogólnokościelne. 

Jakie są obecnie przepisy co do miejsca celebracji? (z post scriptum)


Niedawno (tutaj) przedstawiłem stan prawny co do miejsca celebracji Mszy św. według Kodexu Prawa Kanonicznego z 1917 r., który obowiązywał do wydania nowego Kodexu w 1983 r. 

Nowy Kodex w tej sprawie daje regulację o wiele luźniejszą (oryginał zamieszczony wyżej):

- Celebrować należy w miejscu świętym, czyli poświęconym do kultu Bożego, o ile w poszczególnym przypadku nie ma konieczności celebrowania w innym miejscu. 

- W tym ostatnim przypadku jedynym wymogiem jest, że ma to być miejsce godziwe (locus honestus) wyposażone w "odpowiedni stół" z obrusem i korporałem.

- Do celebrowania w innym miejscu (miejscu godziwym) nie jest konieczne pozwolenie ani Stolicy Apostolskiej, ani biskupa miejsca czy przełożonego zakonnego. 

- Nie jest podana definicja miejsca świętego (locus sacrus), czyli nie jest wymagane oficjalne poświęcenie tego miejsca czy pozwolenie ordynariusza miejsca na poświęcenie. 

- Wyraźnie pozwolenie ordynariusza miejsca jest wymagane jedynie w przypadku celebrowania w świątyni należącej do wspólnot niekatolickich. 



Post scriptum

Lefebvrianie pozwalają sobie na wiele więcej, gdyż dla nich nawet piknik jest powodem do celebrowania poza miejscem świętem, co jest oczywiście bezczelnym nadużyciem:


Oczywiście nadużyciem jest także nazywanie tego "piknikiem Tradycji". To jest szyderstwo z Tradycji Kościoła, skoro z okazji rozrywkowej łamie się zasadę Tradycji Kościoła co do miejsca celebracji. 

Tak ta lefebvriańska "tradycja" wygląda w rzeczywistości: 







Czy w piątek Oktawy Paschalnej obowiązuje abstynencja?


Wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych obowiązuje tradycyjnie - według Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1917 r. - we wszystkie piątki, czyli także w Oktawie Paschalnej.

Jedynie tzw. święto nakazane - czyli takie, w który przypada obowiązek uczestniczenia we Mszy św. oraz powstrzymania się od pracy służebnej i od handlu - znosi wstrzemięźliwość piątkową. 

Oto brzmienie kanonów:


Jakie zasady obowiązują osoby mundurowe w kościele?

 


Kwestia dotyczy wprost autonomii Kościoła, w odpowiednim sensie stosunków między Kościołem a państwem. 

W tej kwestii są dwie zasadnicze podstawy prawne: konstytucja RP oraz konkordat. Obydwie ustawy mówią wyraźnie o autonomii Kościoła, zwłaszcza w dziedzinie kultu:

Konstytuja RP: 


Konkordat z 1993 r.:


W świetle tych przepisów prawnych jasne jest, że

- Kościół ma zupełną autonomię czyli niezależność od państwa w dziedzinie sobie właściwej, do której należy zwłaszcza sprawowanie kultu,

- jedyną podstawą prawną w tej dziedzinie jest prawo kanoniczne, czyli prawo własne Kościoła, 

- tym samym żadne przepisy państwowe ani działania państwa nie mają prawa ingerowania w tę dziedzinę. 

Wprawdzie w artykule 8 konkordatu wmontowane są pewne wytrychy, które mogą sprzyjać pokusie ingerowania państwa w życie Kościoła. Należy jednak mieć na uwadze, że dotyczy to tylko bieżącego organizowania kultu publicznego Kościoła, czyli że władze kościelne są zobowiązane działać w zgodzie z przepisami prawa państwowego. Konkretnie chodzi o przepisy dotyczące porządku publicznego, jak np. organizowanie masowych nabożeństw czy pielgrzymek itp. Nie ogranicza to jednak w żaden sposób - ani nie może ograniczać - ani prawnego regulowania spraw Kościoła według norm prawa kanonicznego, ani zasadniczej autonomii Kościoła w jego dziedzinie. 

Tym samym: regulowanie przez państwo zachowania się osób mundurowych podczas sprawowania publicznego kultu Kościoła jest już zasadniczo sprzeczne z prawem, nielegalne i nieobowiązujące. Dochodzi sprzeczność szczegółowa, mianowicie sprzeczność z zasadą prawa kościelnego o zasadniczej równości wszystkich wiernych:


Tym samym wszystkich wiernych - zwłaszcza uczestniczących w kulcie publicznym Kościoła - obowiązują te same zasady określone w prawie kościelnym, które jest jedynym obowiązującym w tej dziedzinie. 

Dotyczy to także zachowania podczas liturgii, czyli postawy oraz nakrycia głowy. Jedyną obowiązującą normą w tej kwestii jest prawo kościelne, także choćby zwyczajowe. Państwo ani jego organa nie mają ŻADNEGO prawa ingerowania w tę dziedzinę. 

Tym samym:

- Nielegalne i sprzeczne z prawem jest takie zachowanie osób mundurowych podczas liturgii i w miejscu sakralnym, które odbiega od zachowania innych wiernych co do postawy (klękanie, stanie) oraz nakrycia głowy. 

- Nielegalne i sprzeczne z prawem jest także takowe zachowanie pseudosłużb mundurowynch jak harcerze, korporacje, bractwa itp. 

- Podawany często przykład gwardii papieskiej widocznej na fotografiach w pełnym rynsztunku wraz z nakryciem głowy podczas liturgij papieskich jest nietrafny z tego względu, że ta gwardia pełniła - zarówno pierwotnie jak też obecnie - realną funkcję ochrony bezpieczeństwa papieża, a nie funkcję paradną. Nakrycie głowy oraz postawa stojąca są wymagane jako gotowość do realnej reakcji w razie zagrożenia życia i zdrowia papieża. 

- Haniebny jest brak sprzeciwu władz kościelnych na tego typu praktyki, gdyż świadczy albo o braku wiedzy prawnej i liturgicznej, albo o braku dbałości o te sprawy, albo o jednym i drugim.