Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Jak legalnie bronić się przed przymusem?




Ostatnio stała się głośna sprawa kapłana, który został aresztowany za płatne pośredniczenie w uzyskiwaniu fałszywego poświadczenia o wiadomym zabiegu. Nie znam szczegółów, ale sprawa jest oczywiście bulwersująca.


Z drugiej strony niestety mamy ze strony przedstawicieli hierarchii nachalne zachęcanie czy wręcz naleganie na poddawanie się wiadomemu zabiegowi. To jest nie mniej skandaliczne pod każdym względem, zarówno zdroworozsądkowym, jak też moralnym i teologicznym. Przygotowuję właśnie swoją teologiczną wypowiedź w tej kwestii. 


Tymczasem na szybko pragnę przedstawić rozwiązanie, o którym się właśnie dowiedziałem, a które w Polsce jest chyba jeszcze nie znane. Prezentuje je austriacka telewizja internetowa AUF1


Po krótce zasady:


1. Przede wszystkim bardzo zachęcam każdego do zapoznania się z ulotką przypisaną do danego preparatu, wydaną przez producenta. Bez jej uważnego przeczytania i zrozumienia, nie należy przyjmować preparatu. Lekarz czy osoba podająca preparat ma obowiązek wyjaśnić wszelkie niejasności i wątpliwości. Tym bardziej nie należy przyjmować preparatu, jeśli osoba podająca go nie okazuje ulotki czy jej nie potrafi wystarczająco wyjaśnić. 


2. W każdej ulotce medycznej przypisanej do danego preparatu jest podane, że nie należy go stosować u pacjentów z alergią na któryś ze składników preparatu. Te składniki oczywiście muszą być również podane. Jest ich zwykle spora ilość. Jeśli nie wiemy, czy nie mamy alergii na którykolwiek składnik - a tego nie wiemy bez specjalistycznego badania, wówczas powinniśmy i mamy prawo odmówić przyjęcia preparatu. Lekarz wydaje wtedy skierowanie na specjalistyczne badanie alergologiczne, za które powinno płacić NFZ. Dopiero gdy zostanie ono wykonane, wówczas może zostać wydana opinia lekarska orzekająca, że dana osoba nie ma alergii na dane składniki i jest tym samym zdolna do przyjęcia danego preparatu. Taka opinia oznacza, że dany lekarz bierze na siebie odpowiedzialność za ewentualne niepożądane skutki przyjęcia preparatu. Raczej trudno będzie znaleźć lekarza, który wyda taką pozytywną opinię popierającą przyjęcie preparatu. 


3. Dopóki nie ma pozytywnej opinii, wystarczy wydane przez lekarza zaświadczenie, że pacjent jest w toku badania zdolności do przyjęcia preparatu. To zaświadczenie chroni prawnie przed przymusem przyjęcia preparatu. W razie groźby utraty pracy czy jej wypowiedzenia mamy w ręce mocne narzędzie dochodzenia swoich praw w sądzie. 


Rozwiązanie to jest oferowane w kilku językach na stronie internetowej liberation express. Niestety nie ma jej jeszcze w języku polskim. Wzywam polskich lekarzy i prawników do stworzenia tego typu pomocy dla tych, którzy nie chcą się poddać przymusowi przyjmowania wiadomego preparatu.



---

Wersja do posłuchania:


https://youtu.be/6NfYItspDes



Czy katolikowi wolno unikać służby wojskowej?


Pytanie dotyczy zwłaszcza dwóch kwestij:

- obowiązku obrony ojczyzny
- wojny sprawiedliwej

Służba wojskowa nie oznacza automatycznie udziału w wojnie, lecz ma z nim związek przynajmniej potencjalnie. Jednak związek nie jest tożsamością. 

Kwestia obrony ojczyzny jest dość szeroka. Z obowiązków wobec społeczności nie wynika samo przez się obowiązek walki zbrojnej, ani tym bardziej obowiązek służby wojskowej. Chodzi oczywiście o obowiązek moralny, nie nakaz ustawowy. Nakaz ustawowy powinien być mierzony obowiązkiem moralnym. 

Mówiąc w skrócie: obowiązek obrony kraju i państwa jest podrzędny wobec obowiązków rodzinnych. On czerpie swoją moc z powinności wobec rodziny, nie odwrotnie. Analogicznie także służba wojskowa musi być podporządkowana dobru rodziny, a dopiero w dalszej kolejności dobru państwa. Oczywiście dobro rodziny może wymagać zbrojnej służby w obronie suwerenności państwa, jednak nie jest tożsame ze służbą wojskową. Tym samym może zachodzić sprzeczność między dobrem społeczności jaką jest rodzina a wypełnieniem nałożonego przez państwo obowiązku wojskowego. Wówczas unikanie a nawet sprzeciw jest nie tylko moralnie dopuszczalny lecz moralnie obowiązujący, tym bardziej jeśli dana władza działa w sposób sprzeczny czy to z dobrem rodziny i tym samym narodu, czy nie do pogodzenia z etycznymi zasadami wojny sprawiedliwej. Przykład z historii: moralnym obowiązkiem było unikanie służby wojskowej w armii hitlerowskiej, o ile było jasne rozeznanie co do zbrodniczych celów i działań tej armii. 

Jak zaznaczyłem, sama służba wojskowa nie musić oznaczać udziału w wojnie, to znaczy w danym momencie zwykle nie wiadomo, do jakich celów władza zechce użyć wojska. Jeśli z prawdopodobieństwem można założyć, że dane państwo nie użyje swego wojska do wojny niesprawiedliwej, wówczas wolno brać udział w służbie wojskowej, która zwykle jest przygotowaniem do działań wojennych przynajmniej potencjalnych. 

Wchodzi tutaj kwestia, czy lepszym rozwiązaniem dla obronności kraju jest armia zawodowa czy też powszechny obowiązek służby wojskowej. Z całą pewnością powszechny obowiązek nie może stać w sprzeczności ani z dobrem rodzin, ani z wolnością sumienia. Innymi słowy: państwo nie ma prawa narzucać udziału w działaniach wojennych ani w ich przygotowaniu (w postaci obowiązkowej służby wojskowej), jeśli nie istnieje konieczność zbrojnej obrony dobra wspólnego, a nie tylko interesów danej władzy. 

Oczywiście jest tutaj kwestia oceny zarówno konieczności jak interesów. Kryteria powinne być tutaj obiektywne, czyli zgodność z prawem naturalnym, a równocześnie państwo powinno respektować osąd sumienia, który jest zgodny z tym prawem. Także państwo nie ma prawa działać wbrew prawu naturalnemu, czyli wbrew dobru rodzin, czy w sprzeczności z zasadami wojny sprawiedliwej.

Podsumowując:
Unikanie narzuconej przez państwo służby wojskowej jest moralnie w porządku, o ile ten obowiązek nie wynika bezpośrednio z prawa naturalnego, konkretnie z obowiązku obrony naturalnej podstawowej komórki społecznej jaką jest rodzina. Dotyczy to także już przygotowania do życia w rodzinie. Przynajmniej teoretycznie może być tak, że obowiązek służby wojskowej służy przygotowaniu do życia rodzinnego i społecznego. To musi być jednak wyraźnie zamierzone oraz zasadniczo realizowane, by wynikał z tego moralny obowiązek udziału w służbie wojskowej. 

Na koniec parę uwag historycznych:
Wprawdzie już w starożytnej republice rzymskiej - ale nie w imperium rzymskim - istniał rodzaj powszechnego obowiązku wojskowego, a władcy w swoich państwach dorywczo i doraźnie zobowiązywali swoich poddanych do walki zbrojnej (jak król szwedzki Gustaw II Adolf w XVII w. oraz inni władcy protestanccy), to jednak dopiero rewolucja masońska we Francji wprowadziła w 1793 r. powszechną rekrutację do służby wojennej (levée en masse). W te ślady poszły Prusy w 1871 r. oraz Rosja w 1874 r. Powszechna służba wojska umożliwiła uformowanie masowych armij, co z kolei umożliwiło wojny światowe w XX w., czyli masowe zabijanie i niszczenie w skali nieznanej dotychczas w historii. 
Zaś pod względem prawnym powszechna służba wojskowa jest właściwie okresową pracą przymusową, co stanowi problem pod względem przynajmniej moralnym i jest co do definicji, dokładnie biorąc, sprzeczne z tzw. europejską konwencją praw człowieka (według art. 4 stanowi wyjątek sprzeczny z ogólną zasadą wolnego wyboru pracy). 

Czy wolno posługiwać się fałszywym dokumentem odnośnie tzw. szczepionki? (z post scriptum)


Temat był już poruszany w innym kontekście (por. tutaj). Obecny kontext jest o tyle innego rodzaju, że chodzi nie o fakt przyjęcia wiary i Chrztu św., czyli wyznanie wiary i jej poświadczenie, lecz o fakt przyjęcia pewnego środka chemicznego, którego skład i działanie słusznie budzi przynajmniej zastrzeżenia i może stanowić ryzyko dla życia i zdrowia. Istotny jest przymus tego przyjęcia, czyli obrona przed tym przymusem. Pewna analogia zachodziłaby wtedy, gdyby chodziło o zmuszanie do przyjęcia Chrztu św., czy o obronę przed przymusem. 

Rozważając kwestię od strony samego poświadczenia nieprawdy, mogę jedynie powtórzyć już raz powiedziane: moralnie dopuszczalne jest tzw. restrictio late mentalis, czyli wypowiedź niejednoznaczna, która może być zrozumiana wbrew prawdzie. Tak np. sformułowanie "osoba XY przyjęła szczepionkę" może oznaczać fakt, że ta osoba przyjęła ampułkę ze szczepionką i ją następnie wyrzuciła, a zamiast tego dała sobie wstrzyknąć inną substancję. 


Post scriptum

Ktoś zadał słuszne pytanie:


Cytowane zdania są wyrwane z kontextu, a dotyczą różnych spraw. Przyznaję, że wyraziłem się był w sposób zbyt uproszczony, mało zróżnicowany i być może mylący. Dlatego pytanie jest ze wszechmiar słuszne. 

Po pierwsze, należy zwrócić uwagę, że jest różnica między odpowiedzialnością osoby, która poświadcza nieprawdę, a winą osoby, która się posługuje takim poświadczeniem, nawet jeśli te osoby współdziałają. Zarówno u osoby poświadczającej jak też korzystającej z poświadczenia istotna jest motywacja - czyli sprawiedliwa i wystarczająca przyczyna (iusta causa sufficiens) - wraz z okolicznościami. Sprawa dotyczy zwłaszcza kwestii tzw. współdziałaniu w złem (cooperatio in malum).

Po drugie, ważna jest dziedzina oraz przedmiot poświadczenia.

Innymi słowy: właściwego znaczenia ósmego przykazania nie można oddzielić od etyki wartości czyli cnót, zwłaszcza cnoty miłości (Boga i bliźniego) oraz sprawiedliwości. Jest to zaznaczone już w samym przykazaniu w słowach "przeciw bliźniemu swemu", przy czym pośrednio powiedziane jest także "przeciw Bogu", czyli wbrew czci i miłości należnej Bogu. 

Odnosząc te zasady do niniejszego przypadku:

- Niezgodne z prawdą poświadczenie wprost, że ktoś został zaszczepiony, jest grzechem. Grzechem jest także poproszenie o takowe poświadczenie, ponieważ stanowi zgorszenie, czyli spowodowanie czyjegoś grzechu. Okoliczności pomniejszające winę i tym samym ciężar grzechu są oczywiste: przymus przyjęcia tzw. szczepionki, który może być różnego rodzaju i mieć różne stopnie.  

- Nie jest natomiast grzechem umówienie się np. na takie rozwiązanie: w sytuacji przymusu i dla uniknięcia poważnych skutków szkodliwych dla zdrowia czy dobrostanu swojego czy bliźnich moralnie dozwolone jest upozorowanie zaszczepienia, np. przez wstrzyknięcie w rękaw, czy w odzież, zamiast do ciała. Można to zgodnie z prawdą nazwać przyjęciem szczepionki, ponieważ to określenie jest wieloznaczne. Tutaj należy jednak wziąć pod uwagę także zgorszenie, gdyż inne osoby nieświadome upozorowania mogą zostać zmotywowane do przyjęcia nieupozorowanego, co może być szkodliwe dla ich zdrowia. Ponadto takie uleganie zbrodniczemu procederowi tzw. szczepienia, czyli brak sprzeciwu wobec tyranii władzy (jak w każdym systemie totalitarnym), jest grzechem przeciw sprawiedliwości oraz przeciw miłości Boga i bliźniego. 

Jak pomóc dziecku?

 


W takim wypadku nie ma innej metody jak tylko cierpliwe wyjaśnianie i przekonywanie. Jedynie rodzice czy opiekunowie mogą mieć wpływ na to, co dziecko czyta, ogląda, słucha. Aczkolwiek obecnie w dobie smartfonów raczej nie jest możliwa zupełna kontrola. 

W każdym razie podstawą i warunkiem skuteczności starań wychowawczych jest zaufanie dziecka. Z wiekiem trudniej jest je zdobyć, a łatwiej utracić i bardzo trudno odzyskać. 

Dlatego należy przede wszystkim dbać o dobrą relację z dzieckiem. Oczywiście nie za cenę prawdy. Dość powszechne jest niestety przeświadczenie, że kłamstwo, oszukiwanie czy manipulacja jest koniecznym i skutecznym środkiem wychowawczym. Jest to fałszywe przeświadczenie. Taka metoda może mieć oczekiwany skutek najwyżej doraźnie i krótkotrwale, a w rezultacie jest toxyczna i zabójcza dla relacji, gdyż niszczy zaufanie dziecka, które jest potem bardzo trudno odbudować, niekiedy nawet niemożliwe. Należy pamiętać, że dziecko, które czuje się okłamane i oszukiwane, jest skłonne raczej z góry odrzucić nawet dobre i słuszne pouczenia czy próby pomocy. 

Także zaufania nie można zdobyć podstępem, lecz jedynie szczerością i dobrocią. Oczywiście nie oznacza to zasadniczego pobłażania. Istotne jest, by dziecko wiedziało, że może na danej osobie polegać, że danej osobie zależy na dobru dziecka, a nie na narzucaniu swojej woli, nawet jeśli ta wola jest słuszna. 

Argumenty racjonalne trafiają do dziecka dopiero wtedy, gdy relacja jest zdrowa emocjonalnie i to z obydwu stron. To wymaga od osoby wychowującej także dojrzałości emocjonalnej i osobowej. Wtedy można stać się dla dziecka autorytetem nie z przymusu czy z pozycji, lecz w jego rozeznaniu. Jego zdolności rozeznania nie należy lekceważyć, lecz ją budować i wspierać. Na tym właśnie polega dobre wychowanie. 

Osoba nie będąca rodzicem ma tą korzystną sytuację, że jest przynajmniej w znacznym stopniu poza relacją między dzieckiem a rodzicami i tym samym ma szansę być osobą zaufania w problemach, którymi dziecko nie chce czy nie może podzielić się z rodzicami, np. z lęku przed przykrymi konsekwencjami. Im większa otwartość dziecka, której zresztą nie można wymusić, tym większa jest szansa na skuteczność pouczeń i wskazówek. 

Wymaga to oczywiście zarówno spędzania czasu z dzieckiem, jak też okazywania zainteresowania jego problemami i potrzebami, oczywiście bez wchodzenia z butami w jego świat wewnętrzny i zewnętrzny. To wymaga odpowiedniej delikatności, taktu i wyczucia. Dziecko, zwłaszcza w okresie dojrzewania, jest wrażliwe na punkcie swojej wolności, a równocześnie ma często niezaspokojoną potrzebę podzielenia się swoimi problemami. 

Czy katolik ma obowiązek sprzeciwu wobec tzw. szczepionki? (z post scriptum)

 


Nie ustaje dyskusja w temacie tzw. szczepionki, nazywanej słusznie experymentalnym preparatem. Używam liczby pojedynczej umownie dla preparatów pochodzących od różnych producentów, gdyż łączy je ten sam problem moralny, mianowicie związek z procederem tzw. aborcji. Pomijam tutaj kwestię czysto medycznej skuteczności i celowości owych preparatów, choć pośrednio ma to także związek z tematem.

Dyskusja jest nakręcana przez dalsze kroki sprawujących władzę, stanowiących de facto zmuszanie do przyjmowania owego preparatu pod rygorem nawet bardzo dotkliwych szykan i sankcyj. Ostatnio pojawiło się w necie wystąpienie przełożonego generalnego Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa, mające wyjaśnić i uzasadnić wydane kilka miesięcy temu pisemne stanowisko teologiczne tegoż Bractwa. Już od około roku istnieją także deklaracje wydane przez urzędy watykańskie oraz wypowiedzi Franciszka w temacie. Zdecydowane odrzucenie poddawania się procedurze stosowania owego preparatu pochodzi jedynie od pojedynczych hierarchów. Teologowie moraliści potulnie milczą w temacie, zapewne pod wpływem głosów z Watykanu, tudzież z obawy przed sankcjami kościelnymi i zlinczowaniem ze strony przekaziorów głównego ścieku. 

Pominę tutaj analizę poszczególnych wypowiedzi i stanowisk. Każdy może się sam z nimi zapoznać. Ograniczę się do skrótowego uporządkowania i wniosków. 

Otóż moralna dopuszczalność owego preparatu jest uzasadniana następująco:

1. Związek preparatu z tzw. aborcją jest jedynie pośredni, tzn. preparat nie zawiera komórek dzieci zabitych w wyniku aborcji.

2. Wolno korzystać z czynu złego moralnie (takim jest aborcja), o ile nie ponosi się odpowiedzialności za ów czyn.

3. Sytuacja przymusu do przyjęcia owego preparatu zwalnia z odpowiedzialności za to przyjęcie oraz za implikacje moralne owego preparatu.

Na podstawie zasad katolickiej teologii moralnej, wyłożonej zarówno w tradycyjnych podręcznikach jak też przez św. Tomasza (zwłaszcza Summa Theologiae I-II q. 18) odpowiadam:

ad 1.

Sam fakt, że ów preparat nie zawiera komórek dzieci zabitych w wyniku tzw. aborcji, owszem osłabia związek, jednak go nie niweczy. Nie ulega wątpliwości, że tzw. aborcja jest promowana i dokonywana nie tylko w interesie - specyficznie i wąsko pojmowanym - danej kobiety (i osób powiązanych), lecz także w interesie branży tzw. medycznej i farmaceutycznej. Wszelka korzyść z danego zabicia dziecka stanowi o związku z owym zabiciem, o ile ta korzyść została z góry założona. W tym wypadku korzyść musiała zostać założona, skoro komórki do wyprowadzenia linii komórkowej w celu wyprodukowania preparatów zostały pobrane z żyjącego jeszcze dziecka, które wskutek tegoż pobrania zostało ostatecznie zabite. Zaś korzyść nie musi być rozumiana materialnie jako korzyść finansowa. Korzystaniem są także korzyści zdrowotne (w tym wypadku zresztą bardzo wątpliwe). Innymi słowy: jeśli ktoś korzysta z owego preparatu w celu własnym zdrowotnym, to ponosi także odpowiedzialność za procedurę, która doprowadziła do wyprodukowania tegoż preparatu. 

ad 2.

Tutaj należy odróżnić. Jeśli np. korzystamy z kradzionego mienia nie wiedząc, że pochodzi ono z kradzieży, wówczas nie ponosimy odpowiedzialności moralnej (o to właśnie chodzi św. Tomaszowi, na którego się wielu powołuje). Jeśli natomiast wiemy o pochodzeniu z kradzieży, wówczas niemoralne jest korzystanie. Jedynie w sytuacji extremalnej, tzn. konieczności ratowania życia jest moralnie usprawiedliwione korzystanie z czynu złego bądź jego skutków, tzn. gdy brakuje innych środków czy sposobów ratowania życia (tu wchodzi temat medycznej skuteczności owych preparatów, która jest przynajmniej bardzo wątpliwa). Podobnie jest z owym preparatem: wystarczy wiedzieć o choćby pośrednim związku z tzw. aborcją, by uznać jakiekolwiek korzystanie z niego za niemoralne. Gdyby nikt nie chciał, czy przynajmniej znaczna liczba osób nie chciała korzystać z tak powstałego preparatu, wówczas jego produkowanie byłoby przynajmniej mniej rentowne, co być może pobudziłoby sumienia także innych ludzi. 

ad 3.

Sytuacja przymusu nie zwalnia z odpowiedzialności moralnej, choć może ją pomniejszyć. Nikt nie twierdzi np., że wykonywanie rozkazów nazistów jest usprawiedliwione przez sytuację przymusu instytucjonalnego. Oczywiście są sytuacje dramatyczne, gdy np. ojciec rodziny jest de facto zmuszany do przyjęcia owego preparatu pod groźbą utraty pracy i tym samym źródła utrzymania dla swojej rodziny. Jednak w obecnej sytuacji jest raczej brak rąk do pracy, nawet jeśli nie zawsze można znaleźć pracę w swoim zawodzie. Tym samym wybór nie jest na płaszczyźnie środków utrzymania albo ich braku, lecz na płaszczyźnie komfortu zawodowego i osobistego. Zresztą: gdyby katolicy - począwszy od służb medycznych aż po policję, sądownictwo i wojsko - zwarcie przeciwstali się tzw. reżimowi sanitarnemu, to by władza nie miała praktycznej możliwości jego exekwowania przynajmniej w Polsce.  

Podsumowując:

Nie ma moralnego usprawiedliwienia ani dla promowania owego preparatu (nawet pomijając czysto medyczny aspekt jego skuteczności i skutków ubocznych), ani dla jego przyjmowania. 

Przedstawiciele Kościoła poddający się propagandzie ws. owego preparatu czy wręcz kolaborujący z nią nie tylko wykazują brak teologiczno-moralnej kompetencji, lecz dopuszczają się haniebnej zdrady odwiecznego nauczania Kościoła oraz Bożego Objawienia. 

Obowiązkiem każdego katolika jest

- przeciwstawianie się stosowaniu owego preparatu na sobie i bliźnich,

- uświadamianie bliźnich pod względem zarówno medycznym i zdroworozsądkowym, jak też teologiczno-moralnym.

Na koniec dobre zebranie problematyki w wykonaniu dzielnej niewiasty (Kaja Godek):


I jeszcze inne źródła w temacie:





Post scriptum

Słusznie zwrócono mi uwagę na text znanego amerykańskiego filozofa Edwarda Feser'a, nawróconego ateisty, wykładającego na publicznej uczelni w Kaliforni, w temacie obowiązku sprzeciwu wobec tzw. szczepionki na C19. Autor wprawdzie podaje źródła, na których się opiera. Niestety jednak - mimo pozorów - podchodzi do tematu dość niesolidnie, gdyż 
- nie podaje argumentów, ograniczając się jedynie do wskazania na autorytety, zresztą traktowane pobieżnie i powierzchownie, bez choćby próby analizy i zważenia ich argumentów,
- ograniczając się do żonglowania hasłami takimi jak rygoryzm i laxycyzm, atakując przy tym jedynie emocjonalnie tych, którzy są przekonani o obowiązku sprzeciwu wobec stosowania owego preparatu (mówię zbiorowo o preparatach różnych firm). 

Innymi słowy: text Feser'a jest niegodny rzetelnego myśliciela. Pewnym usprawiedliwieniem może być fakt, że Feser nie jest teologiem i tym samym nie ma obowiązku wyczucia teologicznego, które jest konieczne dla właściwego ujęcia i rozwiązania kwestii. Jednak skoro zabrał głos w temacie teologicznym - choć nie wyłącznie teologicznym - to podlega także odpowiednim kryteriom oceny. Przejdźmy do szczegółów. 

Na początku Feser powołuje się na 

Natomiast warto się zapoznać z textem dominikanów Sullivan i Pereira, opublikowanym w szwajcarskim czasopiśmie teologicznym Nova et Vetera. Autorzy przytaczają podstawowe fakty odnośnie do wykorzystywania ciał dzieci zabitych w ramach tzw. aborcji. Istotne jest, że dzieci przeznaczone do takiego procederu są wyciągane z łona matki żywe, po czym zostają zabijane w pobieraniu komórek z ich ciała: 







Istotne jest także, że wbrew temu, co twierdzi dokument KNW, potwierdzone oficjalnie jest, że komórki wykorzystywane w produkcji tzw. szczepionki na C19 pochodzą od przynajmniej czwórki dzieci, przy czym w celu uzyskania komórek zabito w specyficzny sposób przynajmniej kilkadziesiąt dzieci, a proceder ten nadal trwa. Tak więc autorzy dokumentu z KNW albo nie zapoznali się nawet z danymi ogólnie dostępnymi, albo skłamali w celu pomniejszenia zła związanego z tzw. szczepionką. Jest zresztą oczywiste, że także zabicie choćby jednego dziecka w celu uzyskania jego komórek jest zbrodnią wołającą o pomstę do nieba. 

Autorzy słusznie podkreślają, iż zamiar wykorzystania komórek dzieci zabitych w aborcji do produkcji preparatów medycznych, czyli w zamiarze ratowania życia, nie niweczy ani nie pomniejsza zła aborcji: 


Słuszne jest także porównanie argumentacji na rzecz wykorzystania ciał dzieci nienarodzonych dla produkcji szczepionek do argumentacji zbrodniarzy hitlerowskich prowadzących experymenty pseudomedyczne na więźniach:


Zbrodnicza natura aborcji przechodzi więc na proceder wykorzystywania ciał zabitych dzieci, czyli to wykorzystywanie także jest działaniem złym moralnie:


Dalszy ciąg rozważań autorów tego textu jest słaby teologicznie, gdyż zajmuje się ważeniem autorytetów: dokumentów dykasteriów watykańskich począwszy od Benedykta XVI z jednej strony, oraz wypowiedzi poszczególnych biskupów z drugiej. Warto zauważyć, że dopiero za Benedykta XVI zaczęły się wypowiedzi urzędów watykańskich na korzyść przyjmowania preparatów medycznych powstałych z użyciem materiału pochodzącego ze zbrodniczego procederu aborcji. Wpisuje się to w fakt, że kardynał Ratzinger jeszcze jako prefekt KNW chwalił się posiadaniem tzw. paszportu transplantacyjnego, czyli de facto popieraniem mafii transplantacyjnej z jej kłamliwą teorią tzw. śmierci mózgu, służącą wycinaniu z żywego organizmu organów do przeszczepów. Dopiero gdy był papieżem Watykan oznajmił, że jego paszport transplantacyjny pochodzący z lat 70-ych stracił swoją ważność (źródło tutaj). Widać więc, że Ratzinger był już wtedy przynajmniej niedoinformowany co do procederu przeszczepów, co jest oczywiście skandalem w przypadku duchownego na tak wysokiej pozycji. 

W tym kontekście słuszne jest powiązanie poparcia ludzi z Watykanu dla mafii farmaceutycznej ze sponsorowaniem przez nią wydarzeń w Watykanie i zapewne nie tylko:



Jest to dowód na haniebne praktyki mające obecnie miejsce. 

Słuszna jest uwaga, że wypowiedzi Franciszka nt. szczepionki nie mają żadnej rangi magisterialnej, lecz są jedynie prywatną opinią:


Główna teza autorów brzmi, że dokumenty watykańskie z 2008 i 2020 r. są dokumentami Magisterium Kościoła i według nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego wymagają posłuszeństwa, choć nie są niezmienne. Istotne jest, że orzeczenie o moralnej dopuszczalności poddania się tzw. szczepionkom wyprodukowanym z wykorzystaniem zbrodni aborcji obwarowane jest warunkami tej dopuszczalności:



Tymi warunkami są więc:
1. poważny powód skorzystania z tzw. szczepionki, czyli ratowanie życie i zdrowia,
2. brak innych równie skutecznych metod ochrony życia i zdrowia,
3. unikanie zgorszenia, czyli wyrażenie sprzeciwu wobec sposobu wyprodukowania tzw. szczepionki z wykorzystaniem zbrodniczej aborcji.

Wystarczy zapoznać się z podstawowymi faktami, dostępnymi zwłaszcza poza oficjalną propagandą, by wiedzieć, że te warunki nie są spełnione, gdyż 
- nie jest w żaden sposób wykazane, że tzw. szczepionki na C19 skutecznie ratują zdrowie i życie, 
- nie innych środków leczenia (słynna sprawa dr Bodnara i innych),
- nikt z przedstawicieli hierarchii promujących tzw. szczepionkę nie wyraża sprzeciwu wobec procederu wykorzystywania zbrodni aborcji do produkcji tzw. szczepionek. 
Innymi słowy: głosy z Watykanu werbujące nachalnie i głośno na rzecz tzw. szczepionki wręcz bezczelnie nie przestrzegają nawet dokumentu, na który się obłudnie powołują. 

Autorzy podsumowują następująco:


Tak więc autorzy niestety pomijają następujące istotne aspekty sprawy:

1. Dokumenty z 2008 i 2020 r. nie mają rangi nieomylności i tym samym mają moc wyłącznie o tyle, o ile są zgodne z tradycyjnym nauczaniem Kościoła w kwestii tzw. współpracy do złego (cooperatio ad malum). 

2. To dokumenty nie zwalniają katolika ani z obowiązku przestrzegania stałego, tradycyjnego nauczania Kościoła, ani z osądu własnego sumienia w świetle tegoż nauczania. 

3. Autorytatywność tychże dokumentów watykańskich - dokładniej, ich ranga magisterialna - dotyczy wyłącznie argumentacji z autorytetu, a nie innych dróg poznania jak dedukcja z pewnych zasad czy doświadczenie. Jak wiadomo z teorii poznania, argumentowanie z autorytetu jest najsłabszą drogą rozumowania. Tym samym owe dokumenty bynajmniej nie zwalniają katolika z obowiązku poprawnego, samodzielnego rozumowania w świetle prawd wiary oraz własnego doświadczenia. Owe dokumenty podają bowiem nie prawdy wiary, lecz opinię teologiczną w pewnej aktualnej kwestii moralnej. Swoją moc mogą czerpać jedynie ze zgodności z Bożym Objawieniem oraz z dotychczasowym, odwiecznym nauczaniem Kościoła. 

Rozważając kwestię od strony wewnętrznej, czyli analitycznej oceny moralnej przyjmowania tzw. szczepionki na C19, autorzy operują wprawdzie terminologią tradycyjnej teologii moralnej (jak cooperatio formalis, materialis itd.) i podają poprawną definicję współdziałania formalnego:

Jest istotne, ponieważ katolicka teologia moralna nie dopuszcza formalnej współpracy ze złem, a z drugiej strony dokument KNW z 2020 r. kwalifikuje stosowanie szczepionki na C19 jako materialną współpracę ze złem, która jest moralnie dopuszczalna. 

Następnie jednak, w sprzeczności do powyższego rozumienia, autorzy dochodzą do następujących mętnych i absurdalnych tez odnośnie do kluczowej kwestii:


Tak więc najpierw autorzy podają poprawną definicję współpracy formalnej, która polega na tym, że współdziałający podziela intencję złoczyńczy co do przedmiotu czynu. Według tego każdy, kto podziela intencję dokonania aborcji w celu wykorzystania komórek zabitego dziecka, współdziała formalnie do złego. Tak więc, wbrew temu, co twierdzą autorzy, szczepionka wykonana z wykorzystaniem aborcji, która została dokonana dla uzyskania komórek z ciała zabitego dziecka, jak najbardziej jest związana per se z dokonaną aborcją i tym samym stanowi formalne współdziałanie do złego. Dlatego nie jest istotne, że dana aborcja została dokonana w przeszłości. Istotne jest, że 
- aborcja została dokonana w celu uzyskania komórek wykorzystanych w powstaniu szczepionki, oraz że
- osoba korzystająca ze szczepionki podziela tę intencję, czyli zgadza się na dokonanie aborcji w celu uzyskania komórek wykorzystanych w tworzeniu szczepionki. 
Tym samym własny dobry cel szczepionki, czyli ochrona zdrowia, nie jest w stanie zniwelować zła moralnego, którym jest dokonanie aborcji w celu uzyskania komórek wykorzystanych w tworzeniu szczepionki. Wręcz przeciwnie: taka szczepionka stanowi współpracę w złu, czyli aborcji, i to współpracę formalną, jeśli współpracujący podziela intencję dokonania aborcji w celu uzyskania komórek dziecka. 

Autorzy rozwijają swoją koncepcję dozwoloności tzw. pasywnego materialnego współdziałania ze złem na kilku przykładach z teologii katolickiej. 

Pierwszym przykładem jest nauczanie św. Pawła odnoszące się do spożywania mięsa pochodzącego z pogańskich ofiar. Popełniają tutaj elementarny i poważny błąd logiczny, zrównując moralnie mięso pochodzące z idolatrii pogańskiej z komórkami dzieci zabitych w ramach aborcji. Oczywiście nie ulega wątpliwości, że idolatria jest złem przeciwnym pierwszemu przykazaniu. Problem polega na tym, że celem składania ofiar bożkom nie jest sprzedaż mięsa na pożywienie. Natomiast aborcja, z której pozyskiwane są komórki dla koncernów farmaceutycznych, jest wykonywana w dany sposób właśnie w celu ich wykorzystania w procesie tworzenia szczepionki. Innymi słowy: analogia między ofiarą dla bożków a aborcją istniała by wtedy, gdyby właściwym celem tych ofiar była sprzedaż mięsa na pożywienie związane z kultem pogańskim. A jest odwrotnie: właściwym celem jest kult pogański, zaś wykorzystanie na pożywienie jest skutkiem ubocznym. Innymi słowy: zwierzęta są zabijane dla ofiarowania bożkom, a wynikiem jest mięso, które mogłoby powstać także bez ofiarowania bożkom. Między kultem a mięsem nie ma koniecznego związku przyczynowo-skutkowego, ponieważ istnieje mięso nie związane z kultem. Dlatego św. Paweł uczy, że należy to mięso traktować jak zwykły pokarm, czyli rzecz neutralną moralnie, mimo że sama idolatria jest grzechem. Zaś z całą pewnością nigdy by nie powiedział, jakoby istniały neutralne moralnie komórki pochodzące z aborcji przeprowadzanej w sposób specyficzny dla wykorzystania w przemyśle farmaceutycznym, ani szczepionka pochodząca w jakikolwiek sposób z tego wykorzystania. Innymi słowy: nie ma komórek pochodzących z żywego płodu ludzkiego, które by zostały uzyskane w sposób moralnie neutralny. Tutaj związek przyczynowo-skutkowy jest konieczny czyli istotny. 

Innymi słowy, istotna i zasadnicza różnica między korzystaniem z mięsa pochodzącego z idolatrii a korzystaniem z komórek dzieci zabitych w aborcji dla wykorzystania w przemyśle farmaceutycznym polega na tym, że korzystanie z mięsa jest czymś naturalnym, podczas gdy korzystanie z komórek zabitych dzieci nie jest naturalne, lecz wręcz diabelsko perwersyjne. Ten zasadniczy fakt pomijają autorzy niestety. 

Drugim przykładem jest nauczanie św. Tomasza zawarte w Summa Theologiae II-II q. 78 dotyczące moralnej dopuszczalności zaciągania pożyczki u lichwiarzy. Oczywiście tłem jest grzeszność lichwy. Autorzy słusznie zwracają uwagę, że według Akwinaty warunkami są: konieczność pożyczki u lichwiarza oraz próba przekonania lichwiarza do pożyczki bez lichwy. To są istotne elementy. Przekładając na kwestię szczepionek, warunkami godziwości są: 
- konieczność korzystania zarówno z komórek dzieci zabitych w aborcji, jak też konieczność przyjęcia szczepionki dla ratowania życia i zdrowia,
- przekonywanie wszystkich biorących udział w tym procederze do niekorzystania z ciał dzieci zabitych w aborcji.