Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natanek P.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natanek P.. Pokaż wszystkie posty

Działalność x. Piotra Natanka


Nie śledziłem, ani nie śledzę działalności x. Natanka. Okazyjnie coś do mnie docierało i dociera. Myślę, że na tyle wystarczająco, by mieć odpowiednie zdanie. 

Przyznam, że nie mam pewnej wiedzy co do tego, co było pierwsze w jego problemach z przełożonymi kościelnymi - jego conajmniej dziwne nauki czy raczej publiczne oskarżenia w odniesieniu do jego ordynariusza, kard. Stanisława Dziwisza. Pewne jest natomiast, że x. Natanek regularnie wykazuje przynajmniej brak znajomości elementarza teologii katolickiej, a także poważne, choć proste błędy teologiczne. Jest to o tyle znamienne, że zdobył stopnie naukowe z teologii, wprawdzie dokładniej z historii Kościoła, jednak powinien dysponować elementarną wiedzą teologiczną, której mu ewidentnie brak. Nie wiem, czy w wyniku braku pilności czy braku dobrej woli. Aczkolwiek pod tym względem nie jest niestety wyjątkiem w środowisku kościelno-krakowskim, w którym wręcz roi się od przykładów różnego rodzaju mieszanek ignorancji teologicznej z herezjami. Dlatego bardziej prawdopodobne jest, że źródłem i powodem jego problemów z przełożonymi nie są względy teologiczne, lecz kościelno-polityczne. Hierarchia wojtyliańska wykazuje skłonność do daleko idącej tolerancji nawet dla ewidentnie heretyckich i apostackich poglądów, o ile mieszczą się one w ramach lojalności wobec siebie. 

Mało wiarygodne, a nawet wręcz niewiarygodnie wydaje się przyswojenie sobie przez x. Natanka liturgii tradycyjnej, którą zresztą miesza z własnymi pomysłami pseudoliturgicznymi (stąd pojawiło się określenie "ryt grzechińsko-katolicki"). On tej liturgii ani gruntownie nie poznał, ani jej sobie autentycznie nie przyswoił. Jest stosowanie wynika raczej ze względów taktycznych, to znaczy jest wyjściem na przeciw upodobaniom konserwatywnych katolików i zapotrzebowaniu. 

Szczególnie haniebne jest posługiwanie się - i to nawet publiczne i zadeklarowane - rzekomymi objawieniami niejakiej Agnieszki, co świadczy o zupełnej pogardzie dla najprostszych tradycyjnych zasad Kościoła już na poziomie zdroworozsądkowym. 

Demaskująca jest także jego pozytywna reakcja na nominację Grzegorza Rysia na arcybiskupa krakowskiego i ogólnie pochlebna o nim opinia. Oto dowód:  

Ma to zresztą związek zapewne z faktem, że obydwaj są uczniami x. Jana Kracika, powiązanego dość wyraźnie z kręgami masońskimi i antykościelnymi (w czym zresztą nie był wyjątkiem pośród profesorków krakówkowych). 

W sumie wygląda na to, że x. Natanek w obliczu konfliktu z przełożonymi chwyta się wszelkich środków, które mogą mu zdobyć i przysporzyć zwolenników, a tym samym popularności i wsparcia także materialnego. Posłuch, jaki ma u wielu nawet szczerze pobożnych katolików świadczy nie tyle o poziomie jego posługi, co o nędzy teologicznej, duchowej, intelektualnej i duszpasterskiej w strukturach regularnych Novus Ordo. Ludzie, którzy są zniesmaczeni przynajmniej nijakością życia parafialnego i spragnieni duchowego przywódcy, trafiają na kogoś, kto przez swoisty radykalizm zdobywa ich sympatię i zaufanie. 

Osobiście uważam, że z całości sprawy wynika, iż x. Natanek działa dla poczucia własnej wartości, a brak mu autentycznej pobożności, życia wewnętrznego i ducha kapłańskiego, w czym jest niestety dość typowym produktem systemu modernistycznego, mimo że formalnie od niego się zdystansował. 

Oczywiście zapewne zdarza mu się mówić rzeczy dobre i słuszne, co mu właśnie zjednuje zwolenników. Nie chcę też tracić nadziei na jego autentyczne nawrócenie. Póki co niestety nic nie wskazuje na jego gotowość do tego. Ponadto nie sądzę, by obecnie był w stanie zbudować coś autentycznie katolickiego, gdyż on działa bardziej według zasad przywódcy sekty niż prawdziwego duszpasterza, choć potrafi sprytnie wykorzystać deficyty typowe dla środowisk novusowych.