Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stehlin K.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stehlin K.. Pokaż wszystkie posty

Kto oszukał? Czyli brak zaufania a "teologia" lefebvriańska


W obecnych ostatnich tygodniach przed zapowiedzianą sakrą biskupią w FSSPX pojawiają się nadal komentarze do co tego wydarzenia, także ze strony zwolenników. Do nich należy Dawid Mysior, o którym już była mowa wielokrotnie (por. tutaj, tutaj), a teraz udzielił on na swoim kanale głosu przywódcy sekty (nie całego FSSPX), tytułując go przy tym zresztą wyjątkowo czule, co potwierdza, że cierpi na odmóżdżający komplex dewocyjny: 


Tym niemniej cenne są słowa owego przywódcy, gdyż są demaskujące, mianowicie kłamliwe już nawet co do faktów, choć w zamyśle mają być zapewne obronno-ofensywne. Oto istotny fragment:


W skrócie: 

Arcybiskup M. L. podpisał 5 maja 1988 r. "jakiś protokół", który nie był porozumieniem z Rzymem, i został "wprowadzony w błąd", w domyśle przez Rzym. Następnie abp M. L. "wycofał się z tego protokołu", "powiedział, że rezygnuje z tego", "powiedział, że wycofuje swój podpis".  Powodem było to, że został poproszony przez kardynała Ratzinger'a o wysłanie listu do papieża przepraszającego za wszystkie błędy oraz proszącego o biskupa jako swojego następcę. W tym widział, "że to była pułapka", i od tego momentu był zdecydowany samodzielnie dokonać sakry biskupiej. 

Nasuwają się pytania: Skoro to był tylko protokół, to co w nim było zaprotokołowane? Na czym polegał błąd, w który abp M. L. został wprowadzony? Pod czym wycofał swój podpis i w jaki sposób? Z czego zrezygnował? Na czym miała polegać owa "pułapka"? Te pytania powinien był zadać Mysior, gdyby miał włączony rozum, a nie swój dewocyjny komplex uwielbienia dla "drogiego księdza Karola". Powinien też dopytać, z jakiej racji diakon Karl Stehlin trafił na misje do Afryki, podczas gdy jego koledzy kursowi otrzymali już święcenia kapłańskie. Ciekawe, czy by się dowiedział, że diakonowi Karl'owi zostały dyscyplinarnie wstrzymane święcenia prezbiteratu i został karnie wysłany jako diakon na misje, gdzie zresztą podczas jego bytności tam miała miejsce afera pedofilska jego współbraci z FSSPX, dopiero po latach ujawniona (więcej tutaj). 

W każdym razie x. Stehlin opisuje wydarzenia w sposób istotnie sprzeczny z innymi źródłami, w tym także ze słowami samego śp. abpa M. Lefebvre'a, które wypowiedział podczas konferencji prasowej dnia 15 czerwca 1988 r., czyli na około dwa tygodnie przed zapowiedzianą sakrą biskupią. 

Oto jego słowa w skrócie (całość jest tutaj): 

Arcybiskup wspomina cios, jaki go spotkał w roku 1976 r., mianowicie jako suspensa. Chce przedstawić kontext swojej decyzji konsekrowania biskupów dnia 30 czerwca 1988 r. Mówi o swojej walce przeciw modernizmowi i przeciw błędom, które mu się wydają nie do pogodzenia z wiarą katolicką, począwszy od soboru, nie tylko od momentu założenia Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X w 1970 r. Swój opór przeciw tym błędom uważa za fundament problemu, w jakim się znalazł. Jako przykłady wymienia: akceptację praw człowieka, prawa cywilne dla każdej religii, zasad świeckości państwa, ekumenizm i stowarzyszenie wszystkich religij (Asyż, Kyoto, wizyty w synagodze, w zborach protestanckich), a wewnątrz Kościoła do kolegialność biskupów, zmiany liturgii, zmiany w katechizacji, zwiększenie uczestniczenia świeckich w sferze religijnej. Uważa to za negację przeszłości Kościoła i wynikające stąd dążenie do zniszczenia Tradycji Kościoła, co odbywa się przez ciągłe prześladowanie tych, którzy chcą pozostać katolikami, jakimi byli przed Vaticanum II. My kontynuujemy to, czego papieże nauczali i co czynili przed Vaticanum II, a sprzeciwiamy się temu, co czynią Jan XXIII, Paweł VI i Jan Paweł II, ponieważ oni zerwali z tym, co czynili poprzedni papieże. Preferujemy Tradycję Kościoła zamiast papieży, którzy się odcięli od swoich poprzedników. Jednak chcieliśmy utrzymać kontakt z Rzymem w nadziei, że kiedyś Tradycja znów znajdzie swoje prawa w Rzymie. 

Oto kluczowy fragment:


Czyli abp M. L. wyjaśnia, że wobec tego, iż Rzym nie pozwolił na powrót do Tradycji, a on już jest w podeszłym wieku, prosił wielokrotnie Rzym o pozwolenie na wyświęcenie swojego następcy, żeby zapewnić swoim seminarzystom święcenia. Dlatego zapowiedział 29 czerwca 1987, że podejmie sakrę biskupią; jeśli Rzym nie odpowie na prośbę, to konsekruje biskupów 25 października jako swoich następców. Wtedy Rzym zareagował listem z 28 lipca, a przedtem odbył spotkanie z kardynałem Ratzinger'em 14 lipca, żeby powiedzieć, iż albo Rzym pozwoli na sakrę, albo on sam podejmie. W liście z 28 lipca kardynał Ratzinger odpowiedział, że najpierw trzeba, by FSSPX zostało uznane przez Kościół, a być może przyzna się prawo do tradycyjnej liturgii, prowadzenia seminariów duchownych, ale najpierw trzeba zrobić wizytację, żeby poznać sytuację w FSSPX. Abp M. L. wahał się, czy podjąć tą propozycję, czy ją odrzucić, gdyż nie miał zupełnie żadnego zaufania do władz rzymskich:


Mówi: byliśmy prześladowani, "nie mieliśmy zaufania, żeby oddać się w ręce Rzymu, który zwalczał Tradycję". Ale jednak postanowiliśmy spróbować wysondować, jakie jest nastawienie Rzymu wobec nas. W tym duchu udałem się do Rzymu i przyjęliśmy wizytację kardynała Gagnon'a. Mówi się, że ta wizytacja była przychylna. Po tej wizytacji zaproponowano nam rozmowy, by sporządzić protokół dla przygotowania porozumienia:


Abp M. L. wysłał do Rzymu swoich przedstawicieli do prowadzenia rozmów (x. Tissier de Mallerais oraz x. Roche). Celem było uregulowanie kwestij doktrynalnych i dyscyplinarnych. To oznaczało zrozumienie ze strony Rzymu, że są trudności doktrynalne. Ponadto nie wymagano od nas uznania tych elementów w dokumentach soborowych, w liturgii i prawie kanonicznym, które nam się wydają nie całkowicie do pogodzenia z Tradycją, czyli pozwolono na dyskutowanie o nich: 


Z powodu takiego satysfakcjonującego porozumienia w kwestiach doktrynalnych abp M. L. podpisał protokół. Pozostały do ustalenia kwestie dyscyplinarne, zwłaszcza kwestia sakry biskupiej oraz "biura" w Rzymie, które miało służyć rozwiązywaniu bieżących problemów (chodzi o komisję tego typu co późniejsza Papieska Komisja "Ecclesia Dei", która regulowała relacje między wspólnotami tradycyjnymi a władzami diecezjalnymi). Siedmiu członków tego grona miało być mianowanych przez papieża, a dwóch delegowanych przez FSSPX. Status miał być taki, że FSSPX miało być wyjęte spod władzy biskupów diecezjalnych (exempcja). Drugie spotkanie w ramach rozmów odbyło się z udziałem kardynała Ratzinger'a i abpa M. L. W ich rezultacie utrwalono na piśmie ustalenia, które zostały przez kardynała Ratzinger'a podpisane 4 maja, a przez abpa M. L. 5 maja 1988 r.:


Abp M. L. wyznaje, że jednak ciągle towarzyszyła mu nieufność i myśl, że wszystko, co "oni" robią, ma prowadzić do tego, żebyśmy zaakceptowali sobór i reformy posoborowe:


Następnie abp M. L, cytuje swoją rozmowę z kardynałem (chyba Ratzinger'em), który go prosił, żeby nie budował Kościoła równoległego:


Odpowiedź abpa M. L. jest znamienna i kluczowa dla zrozumienia jego decyzji co do sakry biskupiej: to nie my budujemy Kościół równoległy, bo my kontynuujemy Kościół taki, jaki był zawsze, lecz wy budujecie równoległy do niego Kościół soborowy, nowy Kościół z nowym katechizmem, z nowym sakramentami, z nową liturgią. 

Następnie abp M. L. mówi o momencie krytycznym zerwania rozmów:


Mówi, że podczas rozmów miał odczucie, iż to jest próba doprowadzenia FSSPX do uznania soboru V2. Jednak podpisał protokół porozumienia doktrynalnego, żeby pokazać swoją dobrą wolę. Pozostała kwestia dyscyplinarna w postaci sakry biskupiej. Abp M. L. otrzymał obietnicę, że zasadniczo jest na to zgoda i że ma podać listę trzech kandydatów, spośród których papież wybierze. Gdy zapytał o datę, sugerując 30 czerwca, otrzymał odpowiedź, że to niemożliwe, ponieważ to jest zbyt krótki czas na takie procedury w Rzymie. Zaproponował 15 sierpnia, na co otrzymał odpowiedź, że to wakacje i wtedy nikogo nie ma w Rzymie. Zaproponował 1 listopada, na co otrzymał odpowiedź, że nie można tego obiecać. Tak samo z datą na Boże Narodzenie. To było widocznie podczas rozmów z kardynałem Ratzinger'em. Jego odpowiedzi są o tyle zrozumiałe, że to nie on decydował o procedurze nominacyj biskupich, lecz Kongregacja ds. Biskupów, a ostatecznie papież, a nigdy nie wyznacza się terminu sakry przed nominacją. Wtedy abp M. L. stracił całkowicie zaufanie i napisał list do papieża, w którym zadeklarował, że nie widzi sensu kontynuowania rozmów. Zauważmy: NIE odwołał swojego podpisu pod protokołem dotychczasowych uzgodnień, lecz zerwał rozmowy w dalszych kwestiach, zwłaszcza co do konsekrowania swojego następcy. Następnie abp M. L. przywołuje kilka znanych przykładów na stałe dążenie władz rzymskich do narzucenia wszystkim nowej liturgii: opactwo we Flavigny, opactwo w Fontgombault, seminarium "Mater Ecclesiae" w Rzymie, utworzone dla byłych seminarzystów z Ecône. To są według niego dowody na to, że Rzym chce wszystkich doprowadzić do reform soborowych i dlatego nie ufa w ustalenia zawarte w podpisanym protokole. Szczególnie znaczące są słowa końcowe tego wystąpienia:


Tutaj każde słowo jest ważne: W razie przyznania jego Bractwu statusu kanonicznego abp M. L. nie wyobrażał sobie współpracy ze strukturami Novus Ordo. Wobec jego wycofania się z dalszych rozmów i samodzielnego podjęcia sakry biskupiej spodziewa się ogłoszenia przez Rzym schizmy i dodaje: "Exkomunika przez kogo? Przez Rzym modernistyczny. Przez Rzym, który już nie ma w sposób doskonały wiary katolickiej, który już nie myśli po katolicku, który już nie działa po katolicku." Manifestacjami tego są takie wydarzenia jak spotkanie międzyreligijne w Asyżu (1986 r.), spotkanie w Kyoto, słowa Jana Pawła II w synagogach, ceremonia w kościele rzymskim Santa Maria in Trastevere (1987 r.) - to są wydarzenia skandaliczne i niekatolickie. "Będziemy exkomunikowani przez modernistów, przez ludzi, którzy zostali potępieni przez poprzednich papieży... To nie będzie miało żadnej wartości." I dalej: "Schizma z kim? Z papieżem jako następcą św. Piotra? Nie. Schizma z papieżem modernistą? Tak." I jeszcze: "Osobiście nie mam intencji zrywania z Rzymem. Chcemy trzymać z Rzymem tym, który był zawsze... Kontynuujemy to w naszych seminariach, w kazaniach, w całym naszym życiu, w życiu chrześcijan, którzy idą za nami, jak to było przed Soborem Watykańskim II... Nie chcemy współpracować w niszczeniu Kościoła." Tym niemniej abp M. L. deklaruje na koniec, że przełożony generalny FSSPX, x. Franz Schmidberger, także po dokonaniu sakry biskupiej będzie chciał utrzymywać kontakty z Rzymem. 

Ten opis wydarzeń potwierdza inny świadek owego czasu, mianowicie x. Engelbert Recktenwald, który wówczas był jednym z wykładowców seminarium FSSPX w Zaitzkofen, a z powodu sakry biskupiej 30 czerwca 1988 r. odszedł i wraz z innymi byłymi kapłanami i seminarzystami FSSPX założył Bractwo Kapłańskiej Św. Piotra. Oto jego niedawno zarejestrowane wspomnienia (całość tutaj):


W skrócie: W 1987 r. abp M. L. był tak zbulwersowany wydarzeniami takimi jak spotkanie w Asyżu (jesień 1986 r.), że zapowiedział 29 czerwca podjęcie sakry biskupiej dla zapewnienia swojemu Bractwu biskupa-następcy. Na to zareagował kard. Ratzinger, oferując listownie rozmowy w celu przyznania FSSPX statusu kanonicznego jako wspólnoty na prawie papieskim oraz nieograniczonego stosowania liturgii tradycyjnej. Abp M. L. właściwie nie chciał podjąć oferty. Jednak większość kapłanów FSSPX niemieckojęzycznych opowiadała się za porozumieniem z Rzymem. Także jego rada generalna (do które należeli: x. F. Schmidberger, przełożony generalny, x. B. Tissier de Mallerais, późniejszy biskup, oraz x. J. Bisig, późniejszy przełożony generalny FSSP) popierała dążenie do porozumienia i przekonali abpa M. L., żeby skorzystał z oferty: 


W ramach wizytacji przeprowadzonej przez kardynała E. Gagnon'a w listopadzie 1987 r. prowadzone były rozmowy zarówno ze wszystkimi członkami FSSPX jak też z przedstawicielami wiernych świeckich korzystających z ich posługi. X. Recktenwald odniósł wrażenie, że ze strony wizytatorów nastawienie było życzliwe i że była szczera wola znalezienia dobrego rozwiązania dla FSSPX. W ustaleniach, które były wynikiem wizytacji, władze rzymskie przyznały abpowi M. L. wszystko, o co się przez lata daremnie starał, mianowicie nieograniczone stosowanie liturgii tradycyjnej, uznanie wszystkich placówek oraz seminariów FSSPX. W sprawach doktrynalnych ustalono kompromis polegający na tym, że nie narzucono bezwarunkowego przyjęcia nauczania V2 i po V2, zaś FSSPX miało się zobowiązać do studiowania dokumentów oraz powstrzymania się od polemiki. Takie ustępstwa ze strony Rzymu budziły sprzeciw u niektórych biskupów:


Z drugiej strony, dla abpa M. L. ustępstwa władzy rzymskiej były niewystarczające i po podpisaniu protokołu porozumienia wysuwał dalsze żądania. Niepokój budził u niego zwłaszcza brak ustalenia daty sakry biskupiej oraz zasada, że to Rzym miał wybrać biskupa dla FSSPX, a nie on:


Drugą kwestią sporną był skład komisji, która miała zostać powołana do regulowania trudności w relacja FSSPX z biskupami diecezjalnymi. Władze rzymskie przyznały dwa miejsca w tej komisji członkom FSSPX, natomiast abp M. L. chciał mieć większość, co było oczywiście iluzoryczne, gdyż wtedy komisja byłaby organem FSSPX, a nie watykańskim: 


Trzecim powodem do nieufności był dla abp M. L. fakt, że Rzym nie był zadowolony z jego propozycji trzech kandydatów i prosił o inne propozycje:


Tym niemniej podczas konferencji prasowej 15 czerwca 1988 r. abp M. L. powiedział, że ustalenia zawarte w protokole podpisanym przez niego 5 maja są do przyjęcia. Tak samo w swoim liście z 6 maja (skierowanym chyba do kardynała Ratzinger'a) napisał, że podpisał tej protokół z zadowoleniem, ale jednak podejmie udzielenie sakry biskupiej 30 maja i że będzie to więcej biskupów, nie jeden (jak było ustalone z Rzymem):


Co więcej, przełożony generalny, x. Franz Schmidberger, w wewnętrznym liście do kapłanów FSSPX z dnia 9 maja 1988 r. napisał, że dzięki wstawiennictwu Matki Bożej Fatimskiej udało się osiągnąć porozumienie z Rzymem:


Dopiero na spotkaniu xięży niemieckiego dystryktu dnia 13 czerwca x. Schmidberger poinformował ich, że porozumienie jednak nie jest doskonałe, ponieważ nie doszło do ustalenia daty, oraz liczby i osób kandydatów:


Jak zaznacza x. Recktenwald, na podstawie tego porozumienia powstało i istnieje Bractwo Kapłańskie Św. Piotra oraz inne instytuty tradycyjne utworzone przez - rozwiązaną za rządów bergogliańskich - Papieską Komisję "Ecclesia Dei". W tym znaczeniu Rzym na pewno dotrzymał słowa i nie oszukał. 

Myślę, że mój komentarz jest zbędny, gdyż wielorako poświadczone fakty w zestawieniu ze słowami x. Karl'a Stehlin'a mówią za siebie. 

Zakończę więc jedynie tak i to z całą odpowiedzialnością za te słowa: x. Karl Stehlin jest notorycznym kłamcą i oszustem. Sapienti sat. 












Jak lefebvrianie bronią koronkę s. Faustyny? (z post scriptum)

Okazuje się, że lefebvrianie podejmują próby obrony koronki s. Faustyny. Robią to nie z miłości do Jana Pawła II, lecz dla usprawiedliwienia swego przywódcy na Polskę, x. Karl'a Stehlin'a, który w swoim "dziele" o objawieniach fatimskich naiwnie i zarazem ignorancko, bez choćby cienia elementarnej krytyki źródłowej podaje tzw. modlitwę anioła z Fatimy, zawierającą także słowa o ofiarowaniu Bóstwa Jezusa Chrystusa. Tenże przywódca zresztą od dawna nie widzi żadnego teologicznego problemu w koronce, łącząc ją regularnie z - zresztą fałszywie przez niego przedstawianymi - objawieniami fatimskimi jak chociażby tak (źródło tutaj):


Tak więc x. Stehlin po pierwsze samozwańczo uznaje tzw. objawienia anioła z Fatimy za autentyczne i wchodzące w skład uznanych przez Kościół objawień w Fatimie, co jest kłamstwem. Po drugie uznaje tzw. modlitwę anioła z Fatimy z jej słowami o ofiarowaniu Bóstwa Jezusa Chrystusa (więcej tutaj) za autentyczną i zgodną z teologią katolicką, co jest także kłamstwem. Oto wypowiedź jednego z jego wiernych pachołków, zresztą dość wiernie oddająca propagandę łagiewnicką:





Sprawę już wielokrotnie omawiałem (wpisy można znaleźć tutaj pod etykietą "koronka do miłosierdzia Bożego"). Jednak odniosę się także do tej wypowiedzi, która próbuje stworzyć pozory rzetelności teologicznej, a faktycznie jest jedynie mieszającym ignoranckim bełkotem. Po kolei. 


ad 1/

Tylko zupełny ignorant w teologii i liturgii może twierdzić, jakoby w modlitwie ofiarowania podczas Offertorium, czyli przed Konsekracją chodziło o ofiarowanie całego Jezusa Chrystusa. Już dziecko pierwszokomunijne wie, że w tym momencie na ołtarzu jeszcze nie jest obecne Ciało Jezusa Chrystusa i tym samym Jego Bóstwo. Potwierdza to modlitwa ofiarowania wina, która mówi wprost o "kielichu zbawiennym", nie o Jezusie Chrystusie. Jest więc jasne, że w tym momencie ofiarowywany jest chleb i wino jako dary stworzone - postacie przeznaczone do tego, by się stały Ciałem i Krwią Chrystusa. Jest to więc jedynie przygotowanie do Konsekracji, podczas której dopiero pod postaciami chleba i wina staje się obecne Ciało i Krew Chrystusa. Tak więc modlitwy ofiarowania chleba i wina dowodzą raczej przeciwieństwa tego, co pisze autor owego bełkotu: tutaj ofiarowywane są dary stworzone, a nie Ciało i Krew Chrystusa. 

Mówienie o ofiarowywaniu całego Chrystusa wraz z Bóstwem świadczy również o zupełnej ignorancji teologicznej. Otóż we Mszy św. ofiarujemy to, aż to i tylko to, co ofiarował sam Jezus Chrystus na krzyżu. Czy ofiarował On także Swoje Bóstwo? Oczywiście nie. Komuż miałby ofiarował je ofiarować? Wszak Bóg Ojciec jest tym samym Bogiem co i Syn, czyli ma TO SAMO (nie tylko TAKIE samo) Bóstwo. Zauważył to nawet główny apologeta koronki s. Faustyny x. Ignacy Różycki (więcej tutaj). 

Ponadto: u żadnego teologa katolickiego i też oczywiście w żadnym dokumencie Magisterium Kościoła na przestrzeni wieków nie ma twierdzenia, jakoby Jezus Chrystus ofiarował Swoje Bóstwo. Z prostej przyczyny: to by oznaczało, iż Jego Bóstwo nie jest tym samym, co Bóstwo Boga Ojca, a to jest herezja ariańska. 

Apologeci koronki s. Faustyny regularnie popełniają tutaj dość prymitywny błąd: z faktu, iż pod postaciami eucharystycznymi obecne jest Człowieczeństwo i Bóstwo Jezusa Chrystusa (jak mówi o tym słusznie całe nauczanie Kościoła wraz z Soborem Trydenckim), chcą wyciągać wniosek, iż we Mszy św. ofiarowywane jest także Bóstwo Jezusa Chrystusa. To jest po pierwsze nielogiczne, ponieważ czym innym jest obecność a czy innym jest czynność ofiarowania, a po drugie jest herezją polegającą na oddzieleniu Ofiary Mszy św. od Ofiary Krzyżowej. Jeśli - zgodnie z nauczaniem Kościoła - przyjmujemy, że we Mszy św. nie odbywa się nic innego jak uobecnienie Ofiary Jezusa Chrystusa na krzyżu, to także we Mszy św. nie może być ofiarowywane nic innego niż to, co sam Jezus Chrystus ofiarował na krzyżu, a z całą pewnością nie było to Jego Bóstwo, ponieważ umarł jedynie co do Swojego Człowieczeństwa (tylko natura ludzka jest śmiertelna), natomiast co do Swojego Bóstwa - wszak tożsamego z Bóstwem Ojca - nie mógł umrzeć, gdyż natura boska - czyli jedno Bóstwo Ojca i Syna i Ducha - jest nieśmiertelna. To są proste sprawy i wystarczy trzymanie się prostej logiki. Tutaj widocznie sekta faustyno-sopoćkańska i sekta stehliniańska mają ten sam problem. 

Przy tej okazji autor powyżej podanego bełkotu wykazuje swoją ignorancję teologiczną odnośnie do nestorianizmu. Otóż istotą nestorianizmu jest negowanie, że podmiotem w Jezusie Chrystusie jest Osoba Syna Bożego współistotnego Ojcu i nierozerwalnie zjednoczona z Ojcem. Jeśli ktoś twierdzi, że we Mszy św. ofiarowane jest Bóstwo Jezusa Chrystusa, a nie neguje tożsamości sakramentalnej Mszy św. z Ofiarą na krzyżu, to twierdzi, że Jezus Chrystus czyli Syn Boży będący w istotowej jedności z Ojcem ofiarował Ojcu to Bóstwo, które jest też Bóstwem Ojca, a to jest absurd. Innymi słowy: z jedności natury ludzkiej i natury boskiej w Osobie Syna Bożego wcale nie wynika, jakoby Syn Boży złożył Ojcu ofiarę zarówno ze Swego Człowieczeństwa jak i ze Swego Bóstwa. Wręcz przeciwnie: Boskość Osoby Jezusa Chrystusa (jeśli rozumiemy są jako współistotną Ojcu) oznacza jedność z Ojcem co do Bóstwa i tym samym wyklucza tegoż ofiarowanie. Jak zauważył nawet x. Różycki, nie ma innej logicznej i tym samym teologicznej możliwości: albo ofiarowanie Bóstwa Jezusa Chrystusa jest niemożliwe, albo rozumie się to Bóstwo jako różne od Bóstwa Boga Ojca, a to jest herezja ariańska. 


ad 2/ 

Tutaj autor ponownie wykazuje brak elementarnej logiki w myśleniu. Otóż czym innym jest kwestia, co jest ofiarowane, a czym innym jest kwestia, kto ofiarowuje. 

Bezsprzecznie jedynie sam Bóg mógł dokonać doskonałą ofiarę dla zbawienia świata. A jak to było możliwe? Właśnie tylko przez Wcielenie Syna Bożego czyli przyjęcie przez Niego stworzonej ludzkiej natury, ponieważ tylko to, co stworzone, może być ofiarowane. Gdyby można było ofiarować Bogu Bóstwo, to Wcielenie byłoby zbyteczne, a Pan Bóg nie czyni nic, co byłoby zbyteczne (lex parsomoniae). 


ad 3/ 

Także tutaj zachodzi brak elementarnej logiki i tym samym prawidłowości teologicznej. Czym innym jest kwestia, kim jest Jezus Chrystus, a czym innym kwestia, co Jezus Chrystus złożył w ofierze na krzyżu. To jest elementarne rozróżnienie między podmiotem ofiary a przedmiotem ofiary. To jest logika na poziomie szkoły podstawowej. Zaś w wymiarze teologicznym chodzi o rozróżnienie między obecnością na ołtarzu, a ofiarowaniem na ołtarzu. Teologicznie pewne jest, że po Konsekracji na ołtarzu obecny jest Jezus Chrystus w Swoim Bóstwie i Człowieczeństwie. Z tego nie wynika jednak w żaden sposób, jakoby Jezus Chrystus ofiarował na krzyżu zarówno Swoje Człowieczeństwo jak i Bóstwo. Skoro Jezus Chrystus nie ofiarował na krzyżu Ojcu Swojego Bóstwa, ponieważ to Bóstwo jest tożsame z Bóstwem Ojca, to także we Mszy św. nie odbywa się ofiarowanie Bóstwa Jezusa Chrystusa lecz Jego Człowieczeństwa. O nieskończonej wartości tej ofiary decyduje fakt, że jest to Człowieczeństwo Syna Bożego, a nie to, że ofiarowane jest Jego Bóstwo. 


Inne twierdzenia autora to:


4) 

Ponowne pomylenie kwestii, co przyjmujemy w Komunii św. (czyli kwestii obecności eucharystycznej), oraz kwestii, co Jezus Chrystus ofiarował na krzyżu. Wyłożyłem to już wyżej. 

Dochodzi oczywiście kwestia autentyczności i wiarygodności tzw. modlitwy anioła z Fatimy. Ponieważ nie należy ona do uznanych przez Kościół objawień w Fatimie, katolikowi pod grzechem ciężkim NIE WOLNO uznawać jej za autentyczną i wiarygodną. Gdyby były uznana, to by było wolno uznawać ją za taką, ale nie byłoby takiego obowiązku, jak w przypadku każdego uznanego przez Kościół objawienia prywatnego. Tym samym powoływanie się na tę modlitwę w argumentacji teologicznej świadczy o elementarnej ignorancji co do zasad teologii katolickiej, bądź o świadomym ich odrzucaniu, co jeszcze gorzej świadczy o kimś takim, gdyż zdradza mentalność bardziej podobną do sekt protestanckich niż typową dla katolika. 


5)

Zarzut, jakoby odrzucenie ofiarowania Bóstwa oznaczało "rozdzielenie Chrystusa":

Także tutaj przejawia się ignorancja teologiczna połączona z brakiem elementarnego logicznego myślenia. Odróżnianie nie jest rozdzielaniem, a brak odróżnienia świadczy o pomieszaniu Bóstwa i Człowieczeństwa, co jest właśnie herezją. Jeszcze raz: czy Pan Jezus na krzyżu rozdzielił Swoje Bóstwo i Człowieczeństwo? Oczywiście nie. Według teologii katolickiej - poświadczonej nawet w książeczce "Ćwiczeń duchowych" św. Ignacego z Loyoli, którego lefebvrianie rzekomo bardzo cenią - w śmierci Jezusa Chrystusa na krzyżu umarło Jego ciało, zaś dusza - wszak jest nieśmiertelna - pozostawała cały czas zjednoczona z Bóstwem. Doszło więc do rozdzielenia wewnątrz Człowieczeństwa Jezusa Chrystusa, to znaczy oddzielenia duszy od ciała, co oznacza śmierć czyli ofiarę życia. Skoro dusza jako nieśmiertelna nie umarła, lecz doznała oddzielenia od ciała, to tym bardziej nie mogło umrzeć Bóstwo Jezusa Chrystusa, które jest tożsame z Bóstwem Ojca. Jedynie "bóstwo" ujmowane jako różne od Bóstwa Boga Ojca mogłoby umrzeć czy doznać jakiejś zmiany oznaczającej ofiarę. Jednak przypisywanie takiego "bóstwa" Jezusowi Chrystusowi jest herezją i potężnym bluźnierstwem. 


6) 

Zarzut sprzeczności z nauczaniem Soboru Trydenckiego:

Tutaj autor popisał się już bardzo wybitnie albo urojeniami, albo bezczelnym wprowadzaniem w błąd. Ani Sobór Trydencki, ani żaden inny dokument Magisterium Kościoła, ani nawet żaden teolog katolicki nigdy nie nauczał, jakoby Jezus Chrystus ofiarował się Trójcy Przenajświętszej z ciałem, krwią, duszą i bóstwem. Nie wiem, skąd ów autor bierze taki bełkot. Jest owszem nauczanie (poświadczone chociażby w podręczniku dogmatyki katolickiej x. Ludwig Ott, więcej tutaj), że w Ofierze Krzyżowej - i tym samym we Mszy św. - Jezus Chrystus jako Syn Boży czyli jedna Osoba bosko-ludzka jest zarówno podmiotem (czyli ofiarnikiem-kapłanem) jak też adresatem ofiary jako Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej. Tym bardziej nie jest możliwe, by ofiarował coś innego niż Swoje Człowieczeństwo, dokładniej Swoje doczesne życie. 


7) 

Zarzut "niweczenia" dzieła Zbawienia:

To jest już zupełny odlot autora. Szczegóły wyłożyłem już powyżej. 


Podsumowując:

Mamy tutaj do czynienia z wyjątkowo bezczelną ignorancją teologiczną, która obraża nawet elementarną logikę, bez której nie ma solidnej i zdrowej teologii. Równocześnie jest to świadectwo nędzy zarówno intelektualnej jak i moralnej, skoro ktoś nie dysponując widocznie nawet podstawową wiedzą teologiczną porywa się na taką pseudoargumentację i to formułując tak absurdalne zarzuty. Sapienti sat. 



Post scriptum

W łonie FSSPX są jednak myślący krytycznie i mający odwagę wyrazić publicznie krytykę. Przykład tutaj


Krytyka ogranicza się niestety tylko do kwestii dyscyplinarnej. 

Kto może spowiadać na całym świecie?


Niedawno temu musiałem korygować wystąpienie x. Piotra Świerczka (tutaj), byłego kapłana diecezji tarnowskiej, który przeszedł do FSSPX. Teraz okazuje się, że on sam nie wymyślił bajki o wyjątkowej jurysdykcji dla kapłanów FSSPX, lecz że jest to widocznie mit, którym systematycznie podniecają się przeoraty FSSPX. Oto dowód:


Nie wiem, czy x. Karl Stehlin FSSPX - przełożony na Europę Środkowo-Wschodnią - jest aż tak niedouczony w prawie kanonicznym, czy z rozmysłem kłamie. Mam nadzieję, że to pierwsze, choć to mu też nie przynosi chluby. Otóż według aktualnego Kodexu Prawa Kanonicznego każdy kapłan, który otrzymał jurysdykcję do spowiadania od swojego biskupa (biskupa miejsca), równocześnie ma jurysdykcję do spowiadania na całym świecie: 


Istnieje owszem pewna różnica między kapłanami diecezjalnymi a zakonnymi, gdyż ci drudzy muszą prosić o jurysdykcję danego biskupa miejsca, gdzie rezydują, podczas gdy kapłani diecezjalni otrzymują jurysdykcję zawsze od swojego własnego biskupa diecezjalnego. 

Wyjątkowość jurysdykcji udzielonej kapłanom FSSPX przez Franciszka polega jedynie na tym, że to on im udzielił jurysdykcji, z pominięciem biskupów diecezjalnych. NIC więcej. Ważność tej jurysdykcji na całym świecie nie jest niczym wyjątkowym, wbrew temu, co głosi x. Stehlin i jemu podobni. 

O niedouczeniu bądź wybujałym ego świadczy także końcowe zachowanie x. Stehlin'a przy tej samej okazji:


Otóż po pierwsze nie ma takiego błogosławieństwa kapłańskiego w obrzędach katolickich, a po drugie jest to dość niechlujne pomieszanie błogosławieństwa kapłańskiego z błogosławieństwem biskupim. Czyżby x. Stehlin przygotowywał publiczność na swoje biskupstwo? Nawet jeśli on wie coś, co nie jest wiadome publicznie, to nie ma prawa tworzyć formuły błogosławieństwa, która nie jest ani błogosławieństwem zwykłym kapłańskim, ani biskupim. 

Prawda wyzwala czyli moje doświadczenia z FSSPX (z aktualizacją)



Dla tych P. T. Czytelników, którzy nie wiedzą, co oznacza skrót FSSPX, wyjaśniam, że po polsku oznacza on: Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X. Założone ono zostało przez abpa Marcel'a Lefebvre w 1970 r. jako "pobożne stowarzyszenie" (pia unio) na prawie diecezjalnym z aprobatą biskupa szwajcarskiej diecezji Fribourg na okres próbny (ad experimentum) 3 lat, co następnie zostało przedłużone na następne 3 lata. Od nazwiska założyciela bierze się nazwa "lefebvryści" stosowana pogardliwie, a bardzo nielubiana przez członków i zwolenników, choć przecież istnieje tego typu określenie dla zgromadzenia jak np. orioniści. Moim zdaniem neutralne jest określenie "lefebvrianie", podobnie jak augustianie, dominikanie, franciszkanie itp. Resztę szczegółów można łatwo znaleźć w internecie.

Dlaczego poruszam ten temat? Ano dlatego, że ma on ścisły związek z niniejszym blogiem, co wyjaśnię poniżej, a temat pojawia się dość często przy różnych okazjach. Kilkakrotnie odpowiadałem na powiązane pytania. Niestety musiałem tutaj też kilkakrotnie korygować słowa i czyny członków FSSPX, zwłaszcza x. Szymona Bańki. Teraz nastąpił czas na ogólniejsze uwagi i poniekąd podsumowanie, które z konieczności musi zawierać także wątek autopsyjno-autobiograficzny, co wyjaśnię w trakcie. 

Moje doświadczenia z FSSPX zaczęły się w 1997 r. w konsekwencji mojej wydanej wówczas książki pt. W obronie Mszy św. i Tradycji katolickiej, której kupowanie zresztą stanowczo odradzam, ponieważ wydawca Marcin Dybowski mnie oszukał i nie płaci honorarium autorskiego (według umowy 10% ceny książki), a obecnie przygotowuję drugie, poszerzone wydanie. Otóż w tej książce zawarłem też rozdział dotyczący nauczania i postępowania abpa M. Lefebvre'a, a to na podstawie jego kazań opublikowanych po polsku. Wyprowadziłem z nich wniosek, że stanowisko Arcybiskupa wobec Jana Pawła II w ciągu lat stopniowo się radykalizowało, co doprowadziło do udzielenia przez niego w 1988 r. sakry biskupiej czterem ze swoich kapłanów i wskutek tego do orzeczenia exkomuniki na niego i wyświęconych biskupów (która to kara została uchylona przez Benedykta XVI w 2009 r.). Według mojej ówczesnej oceny wyjaśnieniem - i poniekąd usprawiedliwieniem - tego czynu abpa M. Lefebvre'a był fakt, że w jego wypowiedziach w okresie przed tą decyzją można zauważyć ukryty sedewakantyzm. Wówczas nie wiedziałem nic o usuwaniu przez niego z FSSPX kapłanów, którzy otwarcie głosili sedewakantyzm, co miało miejsce już w latach 70-ych, gdy stanowisko Arcybiskupa jeszcze nie było tak radykalne jak w 1988 r. W każdym razie treść książki także w innych kwestiach wzbudziła oburzenie ze strony x. Karl'a Stehlin'a, który wówczas rozwijał działalność FSSPX w Polsce. W czasopiśmie "Zawsze wierni" opublikował nie tyle polemikę, co raczej osobisty atak na moją osobę, nazywając mnie "konserwatywnym modernistą". O dziwo opublikowano także moją replikę. Prawdopodobnie zawdzięczam to ówczesnemu redaktorowi naczelnemu - obecnie słynnemu - Sławomirowi Cenckiewiczowi. X. Stehlin jednak się nie poddawał i znów mnie zaatakował. Na to również odpowiedziałem, jednak tym razem moja replika nie została opublikowana. Natomiast zadzwonił do mnie p. Cenckiewicz z propozycją publicznej debaty z x. Stehlinem. Moderatorem miał być redaktor modernistycznego organu KAI Krzysztof Gołębiowski. W odpowiedzi postawiłem warunek wstępny: publiczne odwołanie przez x. Stehlina obraźliwego określenia mnie "konserwatywnym modernistą". Warunek nie został spełniony i na tym sprawa się zakończyła. 

Drugi mój kontakt z FSSPX miał miejsce w Monachium, gdy posługiwałem w słynnej parafii św. Piotra w centrum miasta, najstarszej parafii stolicy Bawarii. Sprawowałem tam regularnie także Msze św. według mszału św. Piusa V, co przyciągało m. in. wiernych, którzy uczęszczali także do przeoratu FSSPX. To dzięki nim nawiązał ze mną kontakt x. Robert Schmitt FSSPX, który był wyznaczony przez swoich przełożonych do kontaktów z kapłanami spoza FSSPX. Odwiedził mnie i zaprosił na spotkania dla kapłanów organizowane w seminarium w Zaitzkofen. Równocześnie dość wyraźnie zaproponował mi wstąpienie do FSSPX. W spotkaniach uczestniczyłem dwa razy (chyba w roku 2009), po czym nie byłem już zapraszany (nie wiem właściwie dlaczego, być może dlatego, że nie zostawiłem żadnej "ofiary", a nie zostawiłem, ponieważ nie przyszło mi na myśl, że tak trzeba, skoro zostałem zaproszony bez żadnej choćby sugestii opłaty). Podczas jednego ze spotkań ówczesny rektor seminarium, x. Franz Schmidberger, wspomniał o x. Stehlinie. Odniosłem wrażenie, że znał moje doświadczenie z nim, a równocześnie próbował mnie zachęcić do nawiązania kontaktu i współpracy. 

Kolejny epizod nastąpił dopiero w 2020 r., gdy zamieszkałem w Rzeszowie. Otóż niegdyś w kontekście posługiwania w parafii w Monachium pewne zaprzyjaźnione małżeństwo wspomniało o swojej dawnej, z czasu młodości zażyłej znajomości z x. Anselmem Ettelt'em, pochodzącym z okolic Monachium, a posługującym obecnie w kaplicy FSSPX w Rzeszowie oraz w Jarosławiu. Przy pewnej sposobności poznałem go osobiście. Gdy z początkiem tego roku osiedliłem się w miejscowości rodzinnej, a nie miałem jeszcze urządzonej kaplicy domowej, poprosiłem x. Ettelt'a o możliwość sprawowania Mszy św. w kaplicy w Jarosławiu przez kilka dni, gdyż od lipca 2021 r. - wskutek motu proprio "Traditionis custodes" - niestety nie mam możliwości sprawowania w kościele parafialnym. X. Ettelt się zgodził i z tego wynikł kontakt z miejscowymi wiernymi, którzy chętnie uczestniczyli we Mszy św. Natychmiast też wystąpili z propozycją, bym regularnie sprawował dla nich Msze św., gdyż kapłani FSSPX przyjeżdżają do Jarosławia tylko na niedziele. W myśl kanonu 1752 Kodexu Prawa Kanonicznego (salus animarum suprema lex) zgodziłem się i zgodził się także x. Ettelt. Po kilku tygodniach, w lutym x. Ettelt poinformował mnie, że x. Stehlin życzy sobie rozmowy ze mną. Ów napisał do mnie z propozycją rozmowy: 

Rozmowa była kilkunastominutowa. Odbyła się w przyjaznej atmosferze i x. Stehlin zaproponował mi współpracę. Powiedział, że prawie wszyscy księża FSSPX zgadzają się ze mną w sprawie koronki s. Faustyny. Wspomniał też o blogu i przyznał, że sprawa tego chóru ustawionego pośladkami do Najświętszego Sakramentu (por. tutaj) jest rzeczywiście skandaliczna. Przyznał też, że sam nie czyta bloga, ale doszły do niego głosy, że mam "ostry język". Z mojej strony obiecałem, że przejrzę moje wpisy w temacie x. Szymona Bańki i że usunę wszystkie wyrażenia, które mogłyby zostać interpretowane jako atak na FSSPX. Tak też uczyniłem. 

W trakcie Wielkiego Postu pojawiło się ze strony wiernych życzenie sprawowania Triduum. Skontaktowałem się więc z x. Ettelt'em w tej sprawie, który mi polecił zwrócenie się do x. Stehlina, co uczyniłem:

Odpowiedź przyszła dość rychło:


Tak więc zgoda była jednoznaczna, co jest istotne dla dalszego biegu wydarzeń. Na początku Wielkiego Tygodnia napisał do mnie x. Ettelt:

W mojej odpowiedzi jest oczywiste, że zgodnie z ustaleniem liturgia odbędzie się według formy starszej, gdyż to w niej we Wielki Piątek nie ma Komunii św. dla wiernych:


W odpowiedzi x. Ettelt nie wyraża jakichkolwiek zastrzeżeń: 


Jednak dokładnie w tym samym czasie, na początku Wielkiego Tygodnia, jedna z kobiet (Jolanta N.), dowiedziawszy się o planowanej formie wszczęła zamęt w imię swoiście rozumianej wierności dla FSSPX. Jej małżonek (Klaudiusz N.) według pierwotnego planu miał pomagać w przygotowaniach do liturgii oraz służyć jako ministrant. Jednak nagle (chyba we wtorek Wielkiego Tygodnia) poinformował inne osoby - pomijając mnie - że ani on ani jego rodzina nie będzie uczestniczyła w Triduum. Równocześnie powiedziano mi, że Jolanta N. wysuwa jakieś bliżej nieokreślone zarzuty wobec mnie. W związku z tym zatelefonowałem do niej, prosząc o wyjaśnienie czy raczej o powtórzenie tego wobec mnie, co twierdziła o mnie wobec innych osób. Jolanta N. nie podjęła wcale tematu i po kilku wykrętnych zdaniach zakończyła rozmowę. Od tego też czasu wszczęła nagonkę na moją osobę. Pośrednio dotarło do mnie, że chodziło o bloga. Podobno twierdziła, że gdyby księża FSSPX znali bloga, to by mnie od razu wyrzucili z kaplicy. W obawie przed skutecznością jej poczynań wierni wystosowali w czerwcu pismo do x. Stehlin'a z podziękowaniem za moją posługę. Nie dostali żadnej odpowiedzi, co już świadczy o potraktowaniu ich przez x. Stehlin'a. Tymczasem Jolanta N. nie ustawała w swoich wysiłkach. W końcu x. Hubert Kuszpa FSSPX, który jest "przeorem" na tym terenie i to bardzo uwielbianym przez Jolantę N., zapowiedział wizytę x. Stehlin'a w Jarosławiu, która miała przynieść rozwiązanie konfliktu o moją skromną osobę. X. Stehlin poprosił o rozmowę ze mną:


W krótkiej rozmowie oznajmił od razu, że "musimy zakończyć" moje Msze św., a uzasadnił to tym, że powstało wzburzenie z powodu tego, iż on mi pozwolił na starszą formę Triduum, bo też inni kapłani, zwłaszcza ci, którzy przeszli z diecezyj do FSSPX, chcieliby dostać takie pozwolenie, a to by spowodowało zamieszanie. Podkreślił, że oprócz Jolanty N. nikt z wiernych w Jarosławiu się na mnie nie skarżył, ale on musi dbać o jedność w łonie FSSPX w Polsce. Przyjąłem to do wiadomości, nie domagając się dalszych wyjaśnień, gdyż nie sprawowałem tam Mszy św. we własnym interesie (przez ponad dziewięć miesięcy dojeżdżałem na swój koszt, aczkolwiek w tym czasie dwukrotnie od dwóch osób otrzymałem ofiarę na paliwo), lecz na prośbę i dla dobra wiernych. Tym niemniej takie uzasadnienie wydawało mi się bardzo dziwne, skoro decyzja zapadła dopiero ponad pół roku po Triduum i to bez żądania dostosowania się przeze mnie w tej kwestii na przyszłość. Post factum okazało się, że błędem z mojej strony było przyjęcie zaproszenia do rozmowy zarówno w lutym jak też ostatnio w październiku, gdyż post factum i wobec innych osób x. Stehlin przedstawił zupełnie inną wersję rozmowy i wydarzeń. 

Otóż po rozmowie ze mną x. Stehlin miał jeszcze spotkanie z wiernymi, które poświęcił swojej decyzji usunięcia sprawowania Mszy św. przeze mnie. Nie byłem obecny na tym spotkaniu, a o jego treści poinformowało mnie sukcesywnie w sumie 7 osób, niektóre także pisemnie. Wszystkie te osoby wyraziły swoje zaskoczenie, zasmucenie i oburzenie decyzją x. Stehlin'a, moim zdaniem zupełnie słusznie. Mnie natomiast zaskoczyła i zbulwersowała treść jego wystąpienia wobec wiernych, które z natury rzeczy dotyczyło mojej osoby. W takiej sytuacji zażądałem od x. Stehlin'a wyjaśnień:



W odpowiedzi x. Stehlin zastosował swoją typową taktykę - chciał załatwić sprawę w rozmowie, żeby uniknąć dowodów i móc przedstawiać fałszywą wersję wydarzeń:


Tym razem już nie byłem naiwny i nalegałem na pisemną odpowiedź:


Jednak nie było łatwo, bo x. Stehlin próbował dowiedzieć się najpierw, kim są "donosiciele":


Widocznie puściły mu nerwy, bo poczuł, że łajdaczenie nie będzie tym razem proste. Tym samym się zdemaskował, bo zamiast odpowiedzi na proste pytania wzięła go złość na tych, którzy nie posłuchali jego szantażowania na spotkaniu 9 X, jakoby "szemranie" przeciw jego decyzji było rzekomo grzechem przeciw posłuszeństwu, być może nawet ciężkim. Jednak nie poddałem się:


Po dłuższym namyśle i naradach ze wspólnikami odpowiedział jednak następująco, aczkolwiek nie mniej kłamliwie:



No cóż. To są szczyty zakłamania i obłudy. Zwrócę uwagę tylko na jeden znamienny szczegół: to wprawdzie jest kłamstwo, ale ciekawe jest, że niby żądał ode mnie usunięcia wpisów o Bańce, natomiast od Bańki chciał żądać tylko unikania przyszłej polemiki ze mną, czyli że Bańce w istniejących już i mających pozostać wystąpieniach wolno nadal bredzić i oszukiwać ludzi, a mnie nie wolno wykazywać, że Bańka bredzi i oszukuje. No cóż, mistrz dyplomacji... Odpowiednio mu odpisałem:


Sprawa ma też szerszy zasięg, który znowu poświadcza zakłamanie i obłudę tego grona. 

Otóż, jak wspomniałem, x. Stehlin zostawił wiernych ze swoją zaskakującą i niezrozumiałą dla nich decyzją, tudzież z kłamliwym uzasadnieniem wraz z szantażem emocjonalnym o rzekomym grzechu - może nawet ciężkim - w razie oporu wobec jego decyzji. Uzasadnienie było wprawdzie inne niż wobec mnie, ale również mętne i pokrętne, wskutek czego wierni byli zdani na domysły. Te domysły szły w kierunku doszukiwania się mojej winy, co dopiero pośrednio i stopniowo do mnie docierało. Wpierw nie przejmowałem się tym wcale. Jednak wiernym sprawa nie dawała spokoju i zaprosili mnie na spotkanie dnia 21 X w domu państwa S. w Jarosławiu, którzy zresztą należą do głównych utrzymujących działalność FSSPX w tym mieście. Z razu nie wyczułem stanu rzeczy, ale okazało się, że po pierwsze zostałem przesłuchany co do mojej wersji sprawy, a po drugie oczekiwano jakichś ruchów czy "poprawy" z mojej strony, by FSSPX łaskawie wyraziło zgodę na mój powrót do kaplicy. Z mojej strony zaoferowałem skontaktowanie się z x. Stehlin'em oraz z Jolantą N., która sprawiła bieg wydarzeń i ostatecznie taką a nie inną decyzję x. Stehlin'a. W podanej wyżej poczcie zacząłem od wyjaśnienia sprawy uzasadnienia jego decyzji wobec wiernych (z rezultatem jak wyżej). Dwa dni po spotkaniu dotarło do mnie, że syn państwa S., Michał S., który jest (czy był) głównym z ministrantów, twierdził, jakoby powodem decyzji x. Stehlin'a było moje nieposłuszeństwo co do formy Triduum. W skrócie: Michał S. twierdził, że x. Stehlin dał najpierw pozwolenie na starszą formę, ale potem odwołał pozwolenie, o czym ja zostałem rzekomo poinformowany, a mimo tego nie odstąpiłem od starszej formy. Michał S. twierdził, że wie to od x. Ettelt'a, ale wobec mnie nigdy takiego zarzutu nie wyraził, lecz wobec osób trzecich, co ponownie ukazuje mentalność i metody postępowania tego grona. Wobec tego poprosiłem go o wyjaśnienie, które okazało się znów zakłamane:



Podsumowuję: Michał S. stanowczo twierdzi, że byłem przez x. Ettelt'a informowany o wycofaniu zgody na starszą formę i to wycofanie zignorowałem. To jest oczywista nieprawda, skoro nawet we Wielkim Tygodniu x. Ettelt wiedział o tym, że będzie starsza forma, i w żaden sposób wobec mnie nie wspomniał o wycofaniu zgody x. Stehlin'a. Reszta nie jest istotna. Nawet gdyby Michał S. polecał mi kontaktowanie się z x. Hubertem Kuszpą, to niby w jakim celu, skoro o sprawie decydował jego przełożony czyli x. Stehlin? W takim stanie sprawy musiałem zażądać wyjaśnienia także od x. Ettelt'a: 


Odpowiedź otrzymałem wprawdzie znów mętną i pokrętną, jednak demaskującą, gdyż wynika z niej, że nie było żadnego wycofania zgody na starszą formę:



Musiałem jednak dopytać:


Otrzymałem odpowiedź:



Odpowiedź jest wprawdzie znów mętna i pokrętna, jednak obala jednoznacznie zarzut, jakoby było wycofanie zgody na starszą formę Triduum, które zlekceważyłem. Ponadto mówi wprost, że powodem decyzji x. Stehlin'a nie była sprawa Triduum, lecz treść niniejszego bloga. A to jest sprzeczne z uzasadnieniem podanym przez niego zarówno wobec mnie jak też wobec wiernych. 

Mamy więc do czynienia z rutynowym i bezwzględnym zakłamaniem. Tu nie chodzi o mnie, ponieważ robiłem to dla wiernych, nie dla siebie. To przede wszystkim wierni zostali nie tylko pozbawieni Mszy św. i spowiedzi w tygodniu, lecz zostali okłamani i oszukani. Tym samym stało się oczywiste, że x. Stehlin'owi nie zależy na sakramentach dla wiernych, lecz na dość specyficznie pojętym interesie FSSPX, nawet za cenę prawdy i udzielania sakramentów wiernym. To wierni utrzymują kaplicę w Jarosławiu, pokrywając koszty czynszu i opłat (obecnie 3000 zł miesięcznie), a drugie tyle (podobną sumę) wpłacają jako ofiarę na konto FSSPX, otrzymując za to od FSSPX tylko Msze św. w niedziele po południu (czyli FSSPX zarabia za jeden przyjazd przynajmniej 600-700 zł na czysto). I oczywiście traktowanie ich jak durne owce, którym x. Stehlin wmawia grzech nieposłuszeństwa, jeśli nie będą potulnie i "bez szemrania" przyjmować wszystkiego, co on zechce dla nich postanowić, nawet jeśli jest to na ich niekorzyść. 

Dla mnie osobiście ta historia jest bardzo pouczająca. Tak okazało się, kim niestety jest x. Karl Stehlin oraz FSSPX, o ile on je reprezentuje. Być może mieli nadzieję, że dla bezinteresownego posługiwania wiernym w ich kaplicy poświęcę ukazywanie prawdy na blogu, także tej niewygodnej dla nich. Głównym motorem decyzji x. Stehlin'a był przypuszczalnie x. Szymon Bańka, który ma widocznie dość ciekawą pozycję w FSSPX, mimo że jest w gruncie rzeczy nadętym pychą ignorantem, którego musi słuchać nawet sam x. Stehlin, posuwając się wręcz do oszukiwania wiernych. W każdym razie ta sprawa dość wyraźnie śmierdzi i ujawnia patologiczny stan wewnątrz FSSPX, który ma znamiona sekciarstwa. Tyle póki co pod rozwagę. 


Post scriptum 1

Ujęcie na obrazku pochodzi z wystąpienia x. Stehlina w kaplicy w Nagasaki:



Post scriptum 2

Akurat w tym samym czasie co afera jarosławska, czyli w tygodniach przed świętami wielkanocnymi 2023 r., rozegrał się dramat wewnętrzny w FSSPX w Polsce. Otóż x. Dawid Wierzycki - wspomniany w podanej wyżej korespondencji z x. Ettelt'em - porzucił kapłaństwo, a chyba też wiarę katolicką. Nie jest to błahy przypadek, gdyż jako bardzo młody kapłan był tzw. pierwszym asystentem przełożonego dystryktu Europy Środkowo-Wschodniej, czyli samego x. Karl'a Stehlin'a, czyli pierwszą osobą po nim w hierarchii całego dystryktu. 


To stanowisko świadczy o wyjątkowym, ogromnym zaufaniu wobec niego zwłaszcza ze strony x. Stehlin'a, ale też całego FSSPX. Jest bardzo znaczące, gdy akurat ktoś taki popełnia apostazję z kapłaństwa i chyba też z Kościoła. 
W maju 2024 r. przełożeni FSSPX oficjalnie ogłosili, że Dawid Wierzycki nie jest już kapłanem, przy czym chodzi o członkostwo w FSSPX. Nieoficjalnie krążą pogłoski, że równocześnie z opuszczeniem placówki FSSPX w marcu 2023 r. związał się z kobietą. Zaś obecnie tak oto prezentuje swoje usługi w internecie:


Cóż, tragiczna historia. Aczkolwiek, przyznam szczerze, w kontekście moich doświadczeń z FSSPX nie jest zaskakująca. On przynajmniej miał odwagę wyciągnąć konsekwencje z faktu utraty wiary, którą otrzymał od FSSPX i która mu zapewniła zawrotną karierę w strukturach FSSPX. Także to jest owoc, po którym można poznać.