X. Piotr Piekart, o którym była niedawno tutaj mowa w związku z jego wypowiedzią o "koroneczce", zaskoczył właśnie chwalebnie swoją inną wypowiedzią, mianowicie w ramach "synodu" Archidiecezji Krakowskiej. Oto jest słowa:
Problem jest o tyle typowy, że powinien go zauważyć każdy, kto myśli po katolicku, czyli wierzy zgodnie z wiarą Kościoła, iż Jezus Chrystus jest obecny w każdej cząstce eucharystycznej postaci chleba. Doskonale to wyraża tradycyjna liturgia rzymska, zwłaszcza w geście złączenia palców celebransa począwszy od Konsekracji aż do puryfikacji po Komunii św. Natomiast w Novus Ordo tej świadomości nie ma, gdyż została ono systemowo wyrugowana przez:
- brak złączenia palców
- brak pateny (nie jest wymagana)
- puryfikowanie pateny przez ściąganie cząsteczek do kielicha puryfikaterzem, co jest o tyle absurdalne, że partykuły z natury przywierają do puryfikaterza, skąd mogą się rozproszyć praktycznie wszędzie
- Komunię dołapną.
Wprawdzie nie jest to przewidziane w żadnym oficjalnym dokumencie, jednak z czasem rozpowszechnił się zwyczaj kreślenia znaku krzyża dzieciom na czole tym samym palcem, którym się podaje Ciało Pańskie w Komunii. Niby szczegół, ale pasujący do całości.
Należy zauważyć, że problemem nie jest znaczenie czoła dziecka krzyżykiem, lecz brak złączenia palców. Można bowiem znaczyć resztą dłoni, trzymając złączony kciuk i palec wskazujący.
Dobrze, że "wiejski wikary" wskazał na problem. Niestety jednak chyba nie całkiem jest gotów wyjść poza schemat myślenia jedynie w kategoriach Novus Ordo. Oby jednak - przynajmniej z czasem - dostrzegł, w czym jest właściwy problem, mianowicie w samym Novus Ordo, aczkolwiek w nim nie ma zakazu złączenia palców.
Wypowiedź x. Piekarta wywołała oburzoną reakcję rektora krakowskiego seminarium duchownego, x. Roberta Woźniaka, który jest równocześnie wykładowcą dogmatyki:
Nie wiem, co ten człowiek wykłada alumnom seminarium i innym studentom. Pewne jest, że albo ma wiedzę poniżej poziomu katechezy na poziomie podstawowym, albo jest heretykiem negującym podstawową prawdę wiary katolickiej, mianowicie o istotowej obecności Jezusa Chrystusa w Eucharystii. Było już o tym szerzej (tutaj). W skrócie: jeśli ktoś nie potrafi odróżnić obecności duchowej od istotowej (substancjalnej), to jest teologicznym analfabetą. A jeśli powołuje się przy tym na Ojców Kościoła, to jest też oszustem, gdyż żaden z nich nie negował wyjątkowej, realnej obecność wyłącznie w Najświętszym Sakramencie. Jest poważnym skandalem, że ktoś taki pełni funkcję wykładowcy teologii, a nawet kogoś odpowiedzialnego za formację przyszłych duchownych.