Argument jest oczywiście fałszywy, aczkolwiek znaczący. Należy zacząć od jego korzeni. W konstytucji o liturgii "Sacrosanctum Concilium" nr 7 jest mowa o obecności Chrystusa w liturgii:
Wymienia się więc obecność- w osobie celebransa
- "maxime" czyli "najbardziej" w postaciach eucharystycznych
- w czynnościach sakramentalnych
- w słowie czyli czytaniu Pisma św.
- w modlitwie Kościoła czyli w zgromadzeniu modlitewnym.
Te słowa nie są fałszywe, jednak problem polega na tym, że są pomieszane i nieprecyzyjne teologicznie. Mimo tego nie jest powiedziane, że Pan Bóg jest obecny w "Ludzie Bożym", lecz jedynie wtedy, gdy Kościół się modli.
Sprawę nieco sprecyzował Jan Paweł II w swoim liście apostolskim na 25-lecie tejże konstytucji, gdzie napisał (źródło tutaj):
Oficjalne tłumaczenie na polski brzmi (źródło):
7. Dla urzeczywistnienia swojej Tajemnicy paschalnej Chrystus jest zawsze obecny w swoim Kościele, przede wszystkim w czynnościach liturgicznych. Dlatego Liturgia stanowi uprzywilejowane „miejsce” spotkania chrześcijan z Bogiem i z Tym, którego On posłał, Jezusem Chrystusem (por. J 17,3).
Chrystus jest obecny w Kościele gromadzącym się w Jego imię na modlitwie. I właśnie ten fakt sprawia, że chrześcijańskie zgromadzenie jest czymś, co stawia wymaganie braterskiego otwarcia się — posuniętego aż do przebaczenia (por. Mt 5,23-24) — i godnej postawy wyrażającej się w gestach i w śpiewach.
Chrystus jest obecny i działa w osobie odprawiającego kapłana, który nie tylko jest powołany do tej funkcji, lecz przez fakt otrzymanych święceń kapłańskich został posłany, aby działać „in persona Christi”. Tej godności powinna odpowiadać postawa wewnętrzna i zewnętrzna uwidoczniona także w szatach liturgicznych, w miejscu, które zajmuje i w słowach, które wypowiada.
Chrystus jest obecny w swoim Słowie, głoszonym w zgromadzeniu; ono to, wyjaśniane w homilii, powinno być słuchane z wiarą i przyswojone na modlitwie. To wszystko powinno objawiać się w godnym wyglądzie księgi i miejsca głoszenia Słowa Bożego, w postawie lektora, w jego świadomości, że jest rzecznikiem Boga wobec braci.
Chrystus jest obecny i działa mocą Ducha świętego w sakramentach, a w sposób szczególny i wzniosły (sublimiori modo) w Ofierze Mszy świętej pod postaciami eucharystycznymi, także wtedy, gdy są one przechowywane w tabernakulum dla Komunii świętej, przede wszystkim chorych, oraz dla adoracji przez wiernych. Pasterze mają obowiązek częstego przypominania w swych katechezach nauki wiary o tej rzeczywistej i tajemniczej obecności, którą wierni powinni żyć i którą teologowie winni zgłębiać. Wiara w obecność Pana zakłada pewne zewnętrzne oznaki szacunku dla kościoła, miejsca świętego, w którym Bóg objawia się w swojej tajemnicy (por. Wj 3,5), przede wszystkim podczas sprawowania sakramentów: rzeczy święte powinny być zawsze traktowane jako święte.
Kluczowe są słowa podkreślone na czerwono. Prawidłowe tłumaczenie brzmi: w sposób jedyny i wznioślejszy, czyli w sposób wyróżniający się od innych wymienionych sposobów obecności. To jest oczywiście coś zupełnie innego niż sposób szczególny i wzniosły, gdy każdy sposób jest szczególny i każdy sposób jest wzniosły.
Niestety brakuje tutaj sprecyzowania teologicznego, na czym ta wyjątkowość i wyższość polega, a to jest istotne.
Tradycyjnie w teologii katolickiej odróżnia się między obecnością istotową (substancjalną) a obecnością duchową. Ta pierwsza dotyczy wyłącznie postaci eucharystycznych po Przeistoczeniu i jest jasno określona w nauce Kościoła w dogmacie wiary o Transsubstancjacji. Drugi rodzaj obecności Chrystusa jest istotnie różny, to znaczy nie tylko co do stopnia. Otóż obecność duchowa nie polega na przemianie przedmiotu, materii czy człowieka, lecz na działaniu poprzez posługiwanie się przez Chrystusa. Innymi słowy: to jest obecność w narzędziowym posługiwaniu się, nie w przemianie istoty.
Natomiast w Novus Ordo widać dość wyraźnie tendencję do zrównania obecności substancjalnej i duchowej, czy raczej do zamazania tej pierwszej przez sprowadzenie jednej do drugiej, czyli w rezultacie do zatarcia różnicy. Dobitnym przykładem jest pomijanie i rugowanie przyklękania przed Najświętszym Sakramentem (czyli przed tabernakulum) przynajmniej podczas liturgii Novus Ordo (skłony do novusowego "ołtarza", wypinając pośladki do tabernakulum). To nie ma wprawdzie - dokładnie biorąc - podstaw w przytoczonych powyżej dokumentach (ani w żadnych innych), idzie jednak według w gruncie rzeczy heretyckiej tendencji zaciemniania i faktycznego negowania jedynej istotowej obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie.
Dopuścił się tego zresztą nowy metropolita łódzki w swoim pierwszym kazaniu, mianowicie już na ingresie, wzywając do szukania Chrystusa - bez żadnej różnicy - w ołtarzu novusowym, a ludziach, w słowie i w postaciach eucharystycznych:
To jest właściwie negacja wyjątkowej, jedynej w swoim rodzaju - jako że istotowej - obecności Chrystusa w postaciach eucharystycznych czyli herezja. Zabieg jest sprytny, gdyż Krajewski nie neguje wprost, jednak rezultat jest oczywisty, mianowicie zrównanie obecności Ciała i Krwi do obecności jedynie duchowej. To jest nic innego jak herezja protestancka, aczkolwiek perfidnie przemycona.
Post scriptum
Pojawił się w internetach text odnośnego dekretu:
Przede wszystkim jest tutaj zafałszowanie słów Pisma św., błąd teologiczny i herezja, mianowicie w słowach, jakoby Komunia św. była niebiańską Ucztą Baranka, o której mówi Księga Apokalipsy 19,7. Wystarczy uważnie czytać tę księgę, by wiedzieć, że po pierwsze nie jest mowa o uczcie, lecz o godach Baranka, a po drugie, że jest to wizja eschatologiczna, nie sakramentologiczna (czyli odnosząca się do sakramentu Eucharystii). Autor nawiązuje tutaj do słów, które zostały dodane do obrzędu Komunii w Novus Ordo: podczas gdy tradycyjna liturgia zawiera jedynie słowa "Ecce Agnus Dei, ecce qui tollit peccata mundi", to moderniści dodali "beati qui ad coenam Agni vocati sunt" (a w obecnie używanym mszale polskim słowa "coena Agni" zafałszowano na "Jego ucztę"). Innymi słowy: te zmiany zmierzają do protestanckiego ujmowania Eucharystii jako uczty, co jest oczywiście herezją. Nie dziwi, że skrajny modernista ze stajni Bugnini'ego i Marini'ego od tego zaczyna swoje rządy w diecezji.
Równocześnie, jak widać, nie nakazuje, lecz jedynie "prosi". A jest to wybitna obłuda.
Po pierwsze, pismo jest skierowane do wszystkich wiernych. Tym samym daje diecezjanom narzędzie, by domagać się od celebransa Komunii pod obydwiema postaciami. W razie gdyby celebrans nie chciał czy nie mógł tego uczynić, to każdy może poskarżyć się do centrali. Tym samym mówienie, że włodarz diecezji jedynie "prosi" jest skrajnie perfidne.
Ma to poważne konsekwencje praktyczne. Skąd na zwykłej parafii kapłan ma nagle wziąć odpowiednie naczynie liturgiczne? Tak więc prawie we wszystkich parafiach kapłani zostali de facto zmuszeni do korzystania z usług tzw. nadzwyczajnych szafarzy, czy to ustanowiony oficjalnie, czy ad hoc, czyli natychmiastowo bez jakiekolwiek przygotowania. To zapewne zostało tak właśnie zaplanowane, czyli jako dalsze oswajanie wiernych z brakiem szacunku do Najświętszego Sakramentu i to narzuconego przez włodarza diecezji, który jest - nota bene - z wykształcenia liturgistą.
A warto zwrócić uwagę, komu zawdzięcza swoją karierę. O niej mówi jego były biskup i poprzednik:
Zwróćmy uwagę: ceremoniarzowi Piero Marini'emo spodobał się wówczas młody alumn seminarium i to on planuje jego karierę, nie jego biskup. Biskupowi oczywiście nie wypada odmówić. A kim jest Piero Marini? Otóż podobnie jak Krajewski stał się jego pupilem, tak Marini był pupilem twórcy Novus Ordo, słynnego Annibale Bugnini, który za przynależność do masonerii został zesłany jako nuncjusz do Teheranu, mimo że nie miał żadnego przygotowania dyplomatycznego. Takie to są powiązania...
Mógłby Ksiądz wyjaśnić, jaka jest różnica pomiędzy zjednoczeniem duszy ludzkiej z Panem Jezusem przez stan łaski uświęcającej, a jaka jest podczas przyjmowania Komunii św. Duchowej? Na czym to zjednoczenie wtedy polega?
OdpowiedzUsuńw sumie, ciekawe pytanie
UsuńNa siłę próbowanie wytłumaczenia aberracji novusowych, ryt powstał w celach ekumaniackich, przypomina ryt Crammera, intencją było to aby nie drażnić "braci w wierze" protestantów i był z nimi opiniowany. A to musiało skutkować tym, że podstawowe katolickie prawdy wiary (jak transsubstancjacja czy ofiara) będą zaciemnione i schowane pod dywan, bo trzeba "dialogować" i "modlić się" z heretykami.... i jeszcze aby pewnie zadowolić rysiów tamtych czasów zamiast ofertorium wprowadzono judaszową modlitwę biesiadną, czy się mylę ?
OdpowiedzUsuń