Co do nabożeństwa tzw. Drogi Krzyżowej nie ma przepisów liturgicznych, ponieważ nie jest to nabożeństwo liturgiczne lecz paraliturgiczne. Tym niemniej także do takiego nabożeństwa nabożeństwa należy stosować zasady liturgiczne analogicznie i adekwatnie.
Właściwym miejscem dla nabożeństw są pomieszczenia sakralne czyli poświęcone dla kultu Bożego. Wynika to z dwóch przyczyn:
- uczestnictwo w kulcie Bożym zarezerwowane jest dla katolików
- pomieszczenie sakralne zapewnia skupienie odpowiednie dla godnego sprawowania kultu
Owszem, tradycja liturgiczna Kościoła zna procesje jako część składową nabożeństw, jednak nigdy jako samodzielne nabożeństwo.
Moda na Drogę Krzyżową po ulicach miasta wzięła się ze swoistej euforii po odzyskaniu wolności sprawowania nabożeństw w przestrzeni publicznej. Chodziło tutaj nie tyle o kult Boży i skupioną, godną modlitwę co raczej o manifestację (rzekomej) potęgi Kościoła oraz specyficzną formę tzw. ewangelizacji. Czy coś takiego rzeczywiście mogło przyciągnąć kogoś do wiary katolickiej i Kościoła, jest wątpliwe. Wiąże się z tym jakość takiego "nabożeństwa", wynikająca z poziomu stosowanych textów, które są z reguły lepiej czy gorzej wymyślone jako środek nauczania czy pouczania. Czy są tego jakieś dobre owoce pod względem zbawienia dusz, trudno powiedzieć. Na pewno nie przyciągnęło to mas do wiary katolickiej i Kościoła, choć oczywiście możliwe, że komuś przypadkiem przypomniało o Wielkim Poście i nadchodzących świętach. Najbardziej natomiast służyło samopoczuciu proboszcza czy innego duszpasterza, czyli dowartościowania jego umiejętności zgromadzenia ludzi i wyprowadzenia ich na ulice. To pomieszanie celu modlitewnego, który przecież zakłada wiarę, z celem pouczania i nauczania, jest typowe dla mentalności modernistycznej, a to kosztem przejrzystości Kościoła.
Oczywiście nie twierdzę, że takie nabożeństwa nie mogą mieć dobrych owoców. Jeśli przez nie choćby jedna dusza zyskała jakąś pomoc, to warto coś takiego robić. Obawiam się jednak, że takie wydarzenia mogą być bardziej obciążone ludzką ambicją, a nawet zgorszeniem. Myślący człowiek wie, że takie wydarzenie jest skierowane ku tym, którzy nie uczęszczają do kościoła. Może poczuć się sprowokowany i to słusznie. Czy go to przyciągnie do wiary katolickiej i Kościoła? Raczej nie.
Przejrzysty i uczciwy sens Drogi Krzyżowej ulicami miasta może być wtedy, gdy jest swoistą pielgrzymką do sanktuarium czy przynajmniej do kaplicy czy do krzyża choćby do cmentarza na terenie miasta i to jako procesja pokutna połączona z takim nabożeństwem. Tutaj nie jest istotny dzień tygodnia. Jest wtedy pewna analogia do rzymskich nabożeństw stacyjnych. Wtedy nie jest to pomysłowa prowokacja lecz szczera praktyka pobożna związana z miejscami kultu.
Problem jest więc przede wszystkim w myśleniu duszpasterzy i osób odpowiedzialnych. Jeśli robią to jako prowokacyjną manifestację, to powinni być pewni, że tego pokrętnego zamiaru nie da się ukryć na dłuższą metę. Jeśli natomiast intencje są szczere i przejrzyste, to odniesie to na pewno dobre owoce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz