Chodzi o karę automatycznej exkomuniki za przestępstwa takie jak apostazja, herezja i schizma. Z jednej strony można owszem mówić o materialnym popełnieniu w tym wypadku wszystkich trzech przestępstw. Z drugiej strony jednak postulaty tzw. drogi synodalnej są tak sprytnie ujęte, że formalnie trudno jest udowodnić winę. Konieczne byłoby wszczęcie procedury przedstawienia zarzutów, przesłuchania i wezwania do odwołania błędów. W obecnej sytuacji personalnej i politycznej w Watykanie jest to niestety mało prawdopodobne. O tym wiedzą przywódcy tzw. drogi synodalnej i właśnie dlatego pozwalają sobie na tego typu excesy. Zresztą nie są one nowością, gdyż tego typu poglądy i postulaty są prezentowane od dziesięcioleci zarówno na ambonach i salach wykładowych, jak też w mediach skrajnie modernistycznych. Dopiero za rządów Franciszka odważono się je sformułować na takim poziomie w dość otwarty sposób. Innymi słowy: apostazja establishmentu modernistycznego jedynie ujawniła się bardziej otwarcie, choć de facto ma miejsce od dawna i to już mniej więcej od Vaticanum II.
