Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewangelia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewangelia. Pokaż wszystkie posty

Dlaczego rozmnożenie chleba?



J 6, 1-15

Potem Jezus odszedł za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie.
A szedł za Nim liczny tłum, bo widzieli Jego znaki, jakie czynił na chorujących.
Zaś Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami.
Bowiem bliska była Pascha, święto żydów.
Podniósłszy tedy Jezus oczy i ujrzawszy, że liczny tłum idzie do Niego, mówi do Filipa: «Skąd kupimy chleba, aby oni zjedli?»
A mówił to wystawiając go na próbę, bowiem wiedział, co miał czynić.
Odpowiedział Mu Filip: «Za dwieście denarów nie wystarczy chleba dla nich, aby każdy z nich choć trochę otrzymał».
Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, mówi do Niego:
«Jest tutaj jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?»
Jezus zatem rzekł: «Każcie ludziom spocząć!» A w miejscu tym było wiele roślinności. Spoczęli więc mężczyźni w liczbie około pięciu tysięcy.
Jezus zaś wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, dał uczniom, zaś uczniowie tym, którzy leżeli, i podobnie z ryb tyle, ile chcieli.
A gdy się nasycili, mówi do uczniów swoich: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło».
Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów.
A ludzie widząc znak, który uczynił Jezus, mówili: «Ten prawdziwie jest prorokiem, który przyszedł na świat».

Jezus zaś wiedząc, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go uczynić królem, znów usunął się na górę sam.

μετα ταυτα απηλθεν ο ιησους περαν της θαλασσης της γαλιλαιας της τιβεριαδος
και ηκολουθει αυτω οχλος πολυς οτι εωρων αυτου τα σημεια α εποιει επι των ασθενουντων
ανηλθεν δε εις το ορος ο ιησους και εκει εκαθητο μετα των μαθητων αυτου
ην δε εγγυς το πασχα η εορτη των ιουδαιων
επαρας ουν ο ιησους τους οφθαλμους και θεασαμενος οτι πολυς οχλος ερχεται προς αυτον λεγει προς τον φιλιππον ποθεν αγορασομεν αρτους ινα φαγωσιν ουτοι
τουτο δε ελεγεν πειραζων αυτον αυτος γαρ ηδει τι εμελλεν ποιειν
απεκριθη αυτω φιλιππος διακοσιων δηναριων αρτοι ουκ αρκουσιν αυτοις ινα εκαστος αυτων βραχυ τι λαβη
λεγει αυτω εις εκ των μαθητων αυτου ανδρεας ο αδελφος σιμωνος πετρου
εστιν παιδαριον εν ωδε ο εχει πεντε αρτους κριθινους και δυο οψαρια αλλα ταυτα τι εστιν εις τοσουτους
ειπεν δε ο ιησους ποιησατε τους ανθρωπους αναπεσειν ην δε χορτος πολυς εν τω τοπω ανεπεσον ουν οι ανδρες τον αριθμον ωσει πεντακισχιλιοι
ελαβεν δε τους αρτους ο ιησους και ευχαριστησας διεδωκεν τοις μαθηταις οι δε μαθηται τοις ανακειμενοις ομοιως και εκ των οψαριων οσον ηθελον
ως δε ενεπλησθησαν λεγει τοις μαθηταις αυτου συναγαγετε τα περισσευσαντα κλασματα ινα μη τι αποληται
συνηγαγον ουν και εγεμισαν δωδεκα κοφινους κλασματων εκ των πεντε αρτων των κριθινων α επερισσευσεν τοις βεβρωκοσιν
οι ουν ανθρωποι ιδοντες ο εποιησεν σημειον ο ιησους ελεγον οτι ουτος εστιν αληθως ο προφητης ο ερχομενος εις τον κοσμον
ιησους ουν γνους οτι μελλουσιν ερχεσθαι και αρπαζειν αυτον ινα ποιησωσιν αυτον βασιλεα ανεχωρησεν παλιν εις το ορος αυτος μονος


Odnośnie do tej Ewangelii poniekąd słusznie pojawia się zastanowienie, jak to mogło się wydarzyć. Co widzieli świadkowie? W jaki sposób odbyło się to rozmnożenie? Miało ono miejsce w koszu? W rękach Pana Jezusa czy uczniów? U samych ludzi? Na te pytania zapewne nie będziemy mieli odpowiedzi, przynajmniej na tym świecie, choć jest wiele prób interpretacji, wyobrażeń i przedstawień. Widocznie Duch Święty chciał nam pozostawić to pytanie bez odpowiedzi, żeby zawsze było intrygujące, pobudzające wyobraźnię i refleksję. 

Intrygujące jest także pytanie, dlaczego akurat ten fragment Ewangelii ma swoje miejsce w liturgii w środku Wielkiego Postu, czasu pokuty i rozważania Męki Pańskiej. Co ma on wspólnego z tym okresem, oczywiście poza oczywistym związkiem z całością Objawienia i Odkupienia? Wszak zapewne nie chodzi o wzbudzanie pokus w sytuacji postu, jako że jest mowa nie o sutej uczcie, lecz o najprostszym pożywieniu. 

Św. Jan opowiada o tym samym rozmnożeniu chleba co Ewangelie synoptyczne, jednak podając nieco inaczej rozmowę Pana Jezusa z Apostołami. Zaznacza pedagogiczny charakter słów Zbawiciela, nie tylko dla Filipa. Widocznie wydarzenie to miało szczególnie bezpośrednie znaczenie dla uczniów i to takie, że szczegóły zewnętrzne nie były istotne.

Pan Jezus wystawił na próbę Filipa, a wraz z nim wszystkich uczniów, powołanych do pójścia za Nim. Wezwał ich do ofiarowania tego, co mieli, dla wyżywienia tłumu. Była to wieloraka prowokacja. Oblicza się, że podana suma dwustu denarów zwykle wystarczyła na kilkudniowe, może nawet tygodniowe wyżywienie dla kilkunastu mężczyzn. Filip wyraził gotowość Apostołów do ofiarowania tej sumy, wskazał jednak na realne możliwości. Podobnie Andrzej, który wspomniał o chłopcu z pięcioma chlebami i dwiema rybami. Tylko dary chłopca Pan Jezus wziął, pobłogosławił i rozdzielił. Dlaczego akurat wziął te chleby i ryby? 

W Piśmie św., zwłaszcza u św. Jana, liczby mają znaczenie. Liczba pięć to niepełna liczba dni stworzenia i też tygodnia pracy człowieczej. Także liczba dwa zapewne nawiązuje do Księgi Rodzaju, mianowicie do opisu stworzenia człowieka, gdy Pan Bóg powiedział, że niedobrze jest, by człowiek był sam. Parzystość jest głęboko wpisana zwłaszcza w naturę ludzką. To para jest płodna, nie jednostka. A jeśli jest jakiś rodzaj kreatywności jednostkowej, to zawsze odbywa się ona pomiędzy bytem a nicością, dobrem a złem, prawdą a fałszem, pięknem a brzydotą itd. Pięć chlebów wskazuje, że to, czym uczniowie wraz z tłumem dysponują, jest niekompletne, niedoskonałe. Ta wskazówka zawarta jest także w tym, że to chłopiec przyniósł, czyli ktoś niedorosły, niedojrzały, i miał to raczej nie ze swojej pracy lecz prawdopodobnie z wyposażenia w prowiant przez rodziców. Niepełność i zarazem znikomość pięciu chlebów względem zapotrzebowania przez tłum mężczyzn kontrastuje z symboliczną kompletnością dwóch ryb, która oczywiście także jest niewystarczająca w tym kontekście. Chleb człowiek musi zdobyć ciężką pracą na roli i niemniej żmudnym wysiłkiem wydobycia ziarna z kłosów i przetworzenia go w mąkę i ciasto do wypieku. Ryba natomiast jest dana przez Stwórcę bez wysiłku hodowania, choć pewnego trudu wymaga jej przyrządzanie do spożycia a także spożywanie. W tych dwóch znakach - chlebach i rybach - wyraża się zarówno wielkość jak i nędza tego, co człowiek może mieć i przynieść. W tym chłopcu ukazuje się cała ludzkość i całe dzieje ludzkości, które zawsze są i będą niedojrzałe, niekompletne i niewystarczające, mimo doskonałości Bożego dzieła stworzenia. Dopiero w rękach Boga-Człowieka dokonywane jest zaspokojenie głodu nie tylko cielesnego, lecz tego głodu, który zaprowadził tłumy do Niego. 

Niezwykłość czynu Pana Jezusa jest oczywista wobec obfitości resztek po nasyceniu tłumu, przewyższającej wielokrotnie pierwotną ilość. Liczba koszy z resztkami wskazuje na liczbę pokoleń Izraela. Ich zebranie oznacza zapowiedź zarówno zjednoczenia rozproszonych i zaginionych pokoleń, jak też utworzenia Nowego Izraela, żywionego na wieczność przez Mesjasza. Zachowanie tłumu, rozpoznającego w Jezusie “proroka” i chcącego Go za to obwołać królem czyli Mesjaszem, jest typowym nieporozumieniem współczesnych i nie tylko współczesnych, zresztą dość jasno odrzuconym przez Pana Jezusa już w kuszeniu na pustyni. Jezus nie jest Mesjaszem chleba doczesnego, aczkolwiek daje ludowi pożywienie jako znak życia trwałego, wiecznego. 

Bóg stworzył człowieka, podobnie jak wszystkie istoty żywe, czyniąc go zależnym od pokarmu czyli przyjmowania i przemiany materii z zewnątrz – darów Stwórcy. Tak było już w raju przed grzechem pierworodnym. Pożywienie stało się też okazją i narzędziem pierwszego grzechu. Po upadku i wypędzeniu z raju człowiek został skazany na zdobywanie chleba w pocie czoła, w mozole pracy, której owoc jednak nigdy nie jest gwarantowany, ponieważ zależy od wielu okoliczności w przyrodzie, ostatecznie od błogosławieństwa i dobroci Bożej. Nie jest więc przypadkiem, że starotestamentalne oczekiwanie Mesjasza miało charakter mocno przyrodzony, ziemski. Religia Chrystusowa także nie jest czysto duchowa, bezmaterialna, na co wskazuje właśnie opisane przez Ewangelistów rozmnożenie chleba. 

Rozważając to wydarzenie od wieków w kontekście paschalnym, Kościół dokonuje zarazem jego rozumienia i wykładni. Głód ciała i jego zbawcze zaspokojenie wskazują zarówno na elementarną strukturę człowieczeństwa, jak też na istotę Boga i Jego działania. Jak zawsze w Ewangelii, chodzi w tym nie o poznanie czysto teoretyczne, lecz wyzwanie dla nas i wytyczenie naszych zachowań i czynności zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych.

Cudowne rozmnożenie chleba jest zapowiedzią i zarazem jednym z aktów ustanowienia Kościoła, tego prawdziwego Kościoła, którego korzenie i konstytucja sięgają początków stworzenia, grzechu i Odkupienia. Wezwanie uczniów do troski o głodnych dotyczy nie tylko i nie przede wszystkim głodu ciała. Nieporozumienie nasyconego tłumu, chcącego obwołać Jezusa królem, zawiera słuszne rozpoznanie czasu Zbawienia, choć mylnie, bo w zawężeniu rozumianego. Ofiarność zarówno uczniów, gotowych poświęcić pieniądze przeznaczone na własne utrzymanie, jak też chłopca z tłumu, stała się narzędziem nie tylko znaku, lecz nawet realnego działania Zbawiciela. 

W chłopcu można dostrzec uosobienie wiecznej młodości Kościoła. Introibo ad altere Dei, ad Deum qui laetificat juventutem meam - tak od wieków kapłani modlą się na początku każdej Mszy św., co jest codziennym wyznaniem i znakiem dziecięcej ufności, prostoty ducha i wspaniałomyślności nie tylko kapłana lecz całego Kościoła. Ten chłopiec szedł widocznie sam za Jezusem, bez rodziny, choć wyposażony w prowiant dla siebie. Nie ukrywał  go dla siebie, być może już zaczął się nim dzielić, skoro uczniowie go dostrzegli. Słuchanie słów Chrystusa ten chłopiec łączył z postawą, która jest zwykle częstsza u ludzi młodych niż u starszych.

Nie wiemy o tym chłopcu nic więcej. Można jednak powiedzieć, że Pan Jezus uczynił go wzorem szczególnie na okres Wielkiego Postu, ostatecznie na całe życie chrześcijańskie w jego prostocie i cudowności. Na jego przykładzie Chrystus Pan ukazał, jak dokonuje się Jego własne mesjańskie posłannictwo w Kościele i poprzez Kościół. Tego znaczenia bynajmniej nie pomniejsza cały podniosły i szeroki teologiczny kontext: zbliżające się święto Paschy, podniesienie oczu na lud podążający za Nim, czyli spojrzenie jakby od dołu, z głębi, z otchłani, a także reminiscencja słów psalmisty w wezwaniu do spoczynku na wypełnionej roślinnością ziemi: “Pan moim pasterzem, nie brak mi niczego, pozwala im leżeć na zielonych pastwiskach” (Ps 23).

To wydarzenie na górze w Galilei ukazuje więc codzienny, niezwykły w swej zwykłości wymiar Chrystusowego dzieła Zbawienia: jak niewiele wystarczy i że z naszej strony nie potrzeba właściwie niczego nadzwyczajnego, by dokonała się chwała Jego obecności i działania dla nas. Wystarczy i trzeba ofiarowania wszystkiego, co mamy, a w tym powierzenia się w Jego ręce, w Jego dziele ratowania i udzielania życia w pełni i obfitości. 

Rozróżnianie duchów



Łk 11, 14-28

Gdy wyrzucał demona, który był niemy, stało się, że gdy demon wychodził, niemy przemówił i tłumy zdziwiły się. 
Lecz niektórzy z nich rzekli: «Przez Belzebuba, władcę demonów, wyrzuca demony». 
Inni zaś, wystawiając Go na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba. 
On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: «Każde królestwo wewnętrznie podzielone pustoszeje i dom na dom się wali. 
Jeśli więc i szatan w sobie jest podzielony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam demony. 
Lecz jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. 
A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam demony, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, w pokoju jest jego mienie. 
Lecz gdy mocniejszy od niego przychodząc zwycięży go, zabierze całe uzbrojenie jego, na którym polegał, i łupy jego rozda.
Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie, a kto nie gromadzi ze Mną, rozprasza.
Gdy duch nieczysty wyjdzie od człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku, a nie znajdując, mówi: “Wrócę do mego domu, skąd wyszedłem”. 
A przychodząc zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. 
Wtedy idzie i bierze siedem innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I rzeczy ostatnie owego człowieka stają się gorsze niż pierwsze».
Gdy On to mówił, jakaś kobieta wydając głos z tłumu powiedziała Jemu: «Szczęśliwe łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś». 
On zaś rzekł: «Bardziej szczęśliwi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je».

και ην εκβαλλων δαιμονιον και αυτο ην κωφον εγενετο δε του δαιμονιου εξελθοντος ελαλησεν ο κωφος και εθαυμασαν οι οχλοι

τινες δε εξ αυτων ειπον εν βεελζεβουλ αρχοντι των δαιμονιων εκβαλλει τα δαιμονια

ετεροι δε πειραζοντες σημειον παρ αυτου εζητουν εξ ουρανου

αυτος δε ειδως αυτων τα διανοηματα ειπεν αυτοις πασα βασιλεια εφ εαυτην διαμερισθεισα ερημουται και οικος επι οικον πιπτει

ει δε και ο σατανας εφ εαυτον διεμερισθη πως σταθησεται η βασιλεια αυτου οτι λεγετε εν βεελζεβουλ εκβαλλειν με τα δαιμονια

ει δε εγω εν βεελζεβουλ εκβαλλω τα δαιμονια οι υιοι υμων εν τινι εκβαλλουσιν δια τουτο κριται υμων αυτοι εσονται

ει δε εν δακτυλω θεου εκβαλλω τα δαιμονια αρα εφθασεν εφ υμας η βασιλεια του θεου

οταν ο ισχυρος καθωπλισμενος φυλασση την εαυτου αυλην εν ειρηνη εστιν τα υπαρχοντα αυτου

επαν δε ο ισχυροτερος αυτου επελθων νικηση αυτον την πανοπλιαν αυτου αιρει εφ η επεποιθει και τα σκυλα αυτου διαδιδωσιν

ο μη ων μετ εμου κατ εμου εστιν και ο μη συναγων μετ εμου σκορπιζει

οταν το ακαθαρτον πνευμα εξελθη απο του ανθρωπου διερχεται δι ανυδρων τοπων ζητουν αναπαυσιν και μη ευρισκον λεγει υποστρεψω εις τον οικον μου οθεν εξηλθον

και ελθον ευρισκει σεσαρωμενον και κεκοσμημενον

τοτε πορευεται και παραλαμβανει επτα ετερα πνευματα πονηροτερα εαυτου και εισελθοντα κατοικει εκει και γινεται τα εσχατα του ανθρωπου εκεινου χειρονα των πρωτων

εγενετο δε εν τω λεγειν αυτον ταυτα επαρασα τις γυνη φωνην εκ του οχλου ειπεν αυτω μακαρια η κοιλια η βαστασασα σε και μαστοι ους εθηλασας

αυτος δε ειπεν μενουνγε μακαριοι οι ακουοντες τον λογον του θεου και φυλασσοντες αυτον



Jednym ze szczególnie modnych słów zarówno w teologii i ogólnie w dziedzinie kościelnej jak też poza Kościołem jest “duchowość”. Mówi się o duchowościach różnych zakonów, o duchowości nowoczesnej i tradycyjnej. W księgarniach z regałem pod takową nazwą znajdziemy często pisaninę o treści ezoterycznej, mniej czy bardziej sprytnie przemyconej. Gatunek jest chodliwy, mimo powszechnych narzekań na generalną tzw. sekularyzację czy wręcz ateizację.

Temat nie jest też wcale nowy, lecz prastary, właściwie sięgający samych początków ludzkości. Właściwie chyba nie ma religii, która by nie znała istnienia i działania istot duchowych, choć różnie pojmowanych, zwłaszcza w oddziaływaniu na człowieka i jego sprawy. Nie dziwi więc, że tematyka znajduje się także w Ewangeliach. Nie dziwi też, że w jego ramach miała miejsce konfrontacja Jezusa Chrystusa ze współczesnymi.

Problematyka rozróżniania duchów jest obecna już na pierwszych kartach Pisma św., w Księdze Rodzaju, i ciągnie się aż do ostatniej księgi – Apokalipsy św. Jana. W biblijnej wizji rzeczywistości, rozróżniającej między Bogiem i stworzeniami, a w obrębie tych ostatnich duchy dobre i złe mają dostęp i wpływ na człowieka, którego istnienie ma wymiar zarówno materialny jak też duchowy. Jezus Chrystus nie tylko był poddany rozróżnianiu duchowemu przez swoich współczesnych, lecz także – to jest właściwy cel tego poddania – dał nam naukę i pomoc ku właściwemu, prawdziwemu rozróżnianiu. Uczynił to przede wszystkim w spektakularnym kuszeniu na pustyni. W dzisiejszej Ewangelii temat jest w odmienny sposób przedstawiony i rozwinięty.

Pierwszą jest kwestia pochodzenia czynów Jezusa, konkretnie dokonanego przez Niego uzdrowienia z mocy demonicznej, która upośledza naturalne zdolności człowieka. Jego wrogowie nie zadali sobie trudu – widocznie wcale nie chcieli sobie zadać – uczciwego zbadania sprawy, lecz użyli pozornego rozróżnienia do bezpodstawnego ataku, bez żadnych racjonalnych przesłanek. Ten mechanizm psychologiczny jest ponadczasowy: gdy kogoś nie lubimy, gdy kogoś uważamy za wroga czy przynajmniej zagrożenie dla naszych interesów czy chociażby samopoczucia czy poczucia własnej wartości, wówczas jesteśmy mniej czy bardziej skłonni umiejscowić tę osobę po stronie zła, w języku religijnym po stronie złych mocy duchowych, nie zważając czy zbyt mało zważająca na naturę sprawy i czynów danej osoby. 

Inni świadkowie działania Pana Jezusa byli rozsądniejsi, domagając się “znaku z nieba” na poświadczenie i potwierdzenie Jego boskiego posłannictwa. Oczywiście Zbawiciel nie uczynił znaku na zawołanie, lecz zaapelował do zdrowego rozsądku i racjonalnego namysłu, gdyż to jest normalna, zasadnicza droga człowieka do prawdy. Jednak akurat to podejście ludzi zostało na zawsze zachowane w Kościele, głównie w procedurach kanonizacji oraz oceny tzw. prywatnych objawień. Nie chodzi przy tym o żądanie znaków, regularnie odrzucane przez Zbawiciela, który wszak właśnie czynił wiele cudów, w tym także największy cud, jakim jest Zmartwychwstanie. Religia objawiona jako pierwsza i właściwie jedyna charakteryzuje się także widzialną ingerencją Boga w historię, jak w cudownym wyprowadzeniu Izraelitów z Egiptu, poprzez wiele znaków zdziałanych przez proroków, aż do działalności Jezusa Chrystusa, Apostołów i Kościoła aż po nasze czasy. Tak więc oczekiwanie cudów należy poniekąd do logiki naszej religii, aczkolwiek nie jako żądanie w znaczeniu wystawiania Boga na próbę, jak w kuszeniu szatańskim wobec Jezusa, lecz w prośbie i pozostawieniu Panu Bogu wyboru co do czasu, rodzaju i sposobu działania. 

Pewne jest, że Pan Bóg każdemu i w każdym czasie daje wystarczające i czytelne znaki, które wskazują na Jego prawdę i wolę. Reszta jest zadaniem dla człowieka, który powinien posługiwać się daną mu przez Stwórcę zdolnością rozumowania. Ta czynność musi się opierać na pewnych przesłankach zarówno objawionych jak też naturalnych.

Główną, fundamentalną zasadą jest jedność i spójność działania Bożego. Bóg działa zawsze jako ten sam, począwszy od stworzenia, poprzez dzieło Zbawienia, aż do skończenia świata i Sądu Ostatecznego. Sama znajomość prawd religii nie wystarcza, lecz konieczne jest ich zastosowanie w konkretnym razie. Do tego konieczna jest dobra wola i niezbędna doza obiektywizmu, czyli gotowość do dystansu wobec własnych przywiązań emocjonalnych. Dlatego Pan Jezus wzywa swoich wrogów do refleksji i szczerej oceny w zestawieniu z czynami ich “synów”, co do których zapewne mieli dobrą wolę.

Następną naczelną zasadą jest boska godność i moc Jezusa Chrystusa. Wszystko ma być mierzone zgodnością z Jego słowem i działalnością. To właśnie oznacza bycie z Nim. Równocześnie swoją działalność Pan Jezus nazywa “zbieraniem”, czyli gromadzeniem, jednoczeniem. Chodzi oczywiście o jedność z Nim, czyli Bogiem, który się nie zmienia, jest stale ten sam i taki sam. Nie może być prawdziwego “zbierania” bez Niego. Wszelkie inne łączenie, to znaczy jednoczenie bez Niego czy wbrew Niemu jest rozpraszaniem, mimo pozorów jedności. Tylko sam Bóg, który jest prawdą, ma moc jednoczącą. Nie ma i nie może być jedności bez Niego i wbrew Niemu. Wykazują to wszystkie przykłady takowych prób w dziejach ludzkości, zarówno te zapisane w Piśmie św. jak też znane z nowszej historii.

Rozróżnianie duchowe nie jest abstrakcją czy jakąś czystą teorią, lecz konkretną diagnozą. Dlatego konieczna jest znajomość i zważanie na typowy sposób działania złego ducha. Uwolnienie od jego ataku nie jest jednostkowym dokonaniem raz na zawsze. Konieczna jest stała czujność. Pan Jezus mówi o stanie tych, którzy oczyszczeni duchowo czują się pewni siebie i bezpieczni, podczas gdy są szczególnie atrakcyjnym obiektem zainteresowania demonów. Upadły grzechowo anioł zachował wyczucie piękna duchowego, aczkolwiek żywi doń nienawiść wynikającą z grzechu głównego zazdrości. Jezusowe porównanie do zamieszkania jest typowe dla Ewangelii: wszystkie dokonane przez Niego exorcyzmy odbywają się na zasadzie wyrzucenia z miejsca przebywania, którym stał się dla złego ducha człowiek. Podstawą jest tutaj porządek stworzenia: duch wchodzi w materię jako czasoprzestrzeń bądź z niej wychodzi. Jako byt wyższy od materii ma nad nią pewną władzę. W przypadku człowieka dochodzi istnienie jego duszy duchowej, która jest jakby konkurentem i przeszkodą dla złego ducha, który oczywiście chciałby sam zawłaszczyć ciałem, co jest możliwe jedynie przez opanowanie i podporządkowanie sobie duszy człowieka. Jako istoty bytowo wyższe duchy złe mogą mieć i faktycznie mają – w różnym stopniu w zależności – wpływ na zmysłowe i cielesne władze człowieka, nawet jeśli jego dusza nie jest im oddana. Tą dziedziną rządzą proste prawidła, nawet jeśli konkretne przypadki są zwykle dość skomplikowane.

Zakończenie dzisiejszej perykopy tylko z pozoru nie pasuje do kontextu. Podając całość zdarzenia dla zupełności, zawiera ono w sobie treść i pouczenie właśnie w tej tematyce. Ten fragment jest z reguły używany – zwłaszcza przez przeciwników katolickiej pobożności maryjnej – jako argument na rzekomo chłodny stosunek Pana Jezusa do Matki. Kobieta, która wypowiedziała pochwałę i uwielbienie Matki Jezusowej, była narzędziem pouczenia dla nas. Każda normalna kobieta nosi w sobie instynkt macierzyński, który jest tak silny, że myśli ona w jego duchu właściwie nieustannie. Nawet chociażby podświadomie wczuwa się jakby w odczucia matki, w okolicznościach zarówno przykrych jak i radosnych. Głos tej niewiasty nawiązuje – raczej bezwiednie – do wcześniejszego Jezusowego wskazania na “synów” słuchaczy. W ich wypadku ludzkie rodzinne przywiązanie miało być pomostem ku przezwyciężeniu uprzedzeń wobec Jezusa. Tutaj natomiast Pan Jezus wskazuje na istotę postawy Swej Matki, którą tym samym stawia jako wzór: istotne jest słuchanie słowa Bożego i jego zachowywanie, coby nie było jedynie przelotnym wrażeniem czy przeżyciem, lecz stałym wyznacznikiem. To stanowi zarazem właściwą broń przed zakusami złego ducha.

Marija jest mistrzynią i nauczycielką tego słuchania i zachowywania. Pismo św. wzmiankuje o tej postawie w momentach dla Niej przykrych, bolesnych czy przynajmniej zapowiadających cierpienie. Dla Niej słowo Boże oznaczało błogosławieństwo, pełnię łaski, jedyne w historii ludzkości wyjątkowe wyróżnienie, a równocześnie zadanie, posłannictwo, które jak u każdej matki, a tu szczególnie i nieporównywalnie oznaczało boleść i to właściwie bez żadnych zaszczytów. Jej jedyną radością była tajemnica Syna, której się wystraszyła nie tylko przy zwiastowaniu, lecz która aż do końca napełniała Ją świętą bojaźnią Bożą. W ten sposób wypełniła się zapowiedź Protoewangelii z Księgi Rodzaju: “Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, między potomstwo twoje a potomstwo jej. Ono zmiażdży ci głowę…” (3, 15).

Jest dość prosta reguła, sprawdzona i wyraźnie wypowiedziana przez wielu świętych Pańskich: miłość do Matki Zbawiciela jest potężnym orężem w walce ze złym duchem i zarazem wyraźnym znamieniem tych, którzy podążają za Chrystusem. To się sprawdza regularnie, aczkolwiek nie chodzi przede wszystkim o zewnętrzne okazywanie czci, lecz o wewnętrzną cześć, która zawsze oznacza duchowe przejęcie i naśladowanie.

Czas Wielkiego Postu to też czas maryjny. To z Nią właśnie, Królową boleści, rozpamiętujemy Mękę i Śmierć Jej Syna. Powinniśmy to czynić nie jedynie z ckliwości i współczucia, lecz w postawie wsłuchiwania się w słowo Boże z gotowością pójścia za nim na wzór Maryi: “oto ja służebnica Pańska”. Jej odpowiedź, dana nie tylko słowami lecz całym wolnym od grzechu życiem, jest zmiażdżeniem szatańskiego “non serviam” – “nie będę służył”. To było i jest służenie nie sobie, nie swoim interesom, nawet pod pozorem służenia bliskim czy bliźnim, lecz służenie Bogu według Jego planu i zadań przez Niego wyznaczonych. W ten sposób każdy z nas może i powinien być narzędziem dla palca Bożego.


Wybranie



Mt 17, 1-9: 

Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. 
I został przemieniony wobec nich i zajaśniała twarz Jego jak słońce, zaś Jego szaty stały się białe jak światło. 
A oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz rozmawiający z Nim. 
Odpowiadając zaś Piotr rzekł Jezusowi: «Panie, pięknie jest nam tutaj być; jeśli chcesz, zrobimy tutaj trzy namioty: Tobie jeden, Mojżeszowi jeden i Eliaszowi jeden». 
Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, i oto z obłoku głos mówiący: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!» 
Usłyszawszy to uczniowie upadli na twarz i bardzo się zlękli. 
A Jezus zbliżając się dotknął ich i rzekł: «Wstańcie i nie lękajcie się!» 
Zaś podniósłszy swoje oczy nikogo nie widzieli jak tylko samego Jezusa. 
A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu tego widzenia, dopóki Syn Człowieczy nie powstanie z martwych».

και μεθ ημερας εξ παραλαμβανει ο ιησους τον πετρον και ιακωβον και ιωαννην τον αδελφον αυτου και αναφερει αυτους εις ορος υψηλον κατ ιδιαν

και μετεμορφωθη εμπροσθεν αυτων και ελαμψεν το προσωπον αυτου ως ο ηλιος τα δε ιματια αυτου εγενετο λευκα ως το φως

και ιδου ωφθησαν αυτοις μωσης και ηλιας μετ αυτου συλλαλουντες

αποκριθεις δε ο πετρος ειπεν τω ιησου κυριε καλον εστιν ημας ωδε ειναι ει θελεις ποιησωμεν ωδε τρεις σκηνας σοι μιαν και μωση μιαν και μιαν ηλια

ετι αυτου λαλουντος ιδου νεφελη φωτεινη επεσκιασεν αυτους και ιδου φωνη εκ της νεφελης λεγουσα ουτος εστιν ο υιος μου ο αγαπητος εν ω ευδοκησα αυτου ακουετε

και ακουσαντες οι μαθηται επεσον επι προσωπον αυτων και εφοβηθησαν σφοδρα

και προσελθων ο ιησους ηψατο αυτων και ειπεν εγερθητε και μη φοβεισθε

επαραντες δε τους οφθαλμους αυτων ουδενα ειδον ει μη τον ιησουν μονον

και καταβαινοντων αυτων απο του ορους ενετειλατο αυτοις ο ιησους λεγων μηδενι ειπητε το οραμα εως ου ο υιος του ανθρωπου εκ νεκρων αναστη


Wybranie jest czymś Bożym i ludzkim zarazem. Nasze życie składa się z wyborów zarówno świadomych jak i niezależnych od naszej świadomości. Wynika to z ograniczoności naszego istnienia. Nie można mieć wszystkiego na raz. I nie byłoby to dla nas dobre. Bóg ma wszystko i to wszystko równocześnie. On działając w świecie dla nas, dokonuje wyborów, ustanawia czas, miejsce, osoby.

Trzej uczniowie – Szymon Piotr, Jakub i Jan – stanowili najbliższe grono przy Panu Jezusie ze Jego wyboru. Tylko oni byli świadkami wskrzeszenia córki Jaira, tylko oni uczestniczyli w Przemienieniu na Górze, to właśnie oni towarzyszli Mistrzowi podczas modlitwy w Ogrodzie Oliwnym u początku Męki, zresztą zachowując się dość niegodnie, ze słabości. Otrzymali oni też specjalne zadania w planie Bożym: Piotr stał się Opoką dla Kościoła, Jakub został pierwszym zabitym w świadectwie krwi, Jan, ten szczególnie umiłowany, przebywał najdłużej na ziemi, opiekował się Matką Mistrza po Jego Śmierci, nauczał Kościół najdłużej z Apostołów i przekazał mu Księgę Apokalipsy – pouczenie, ostrzeżenie i pocieszenie na wszystkie czasy, aż do skończenia świata.

Trzy różne posłannictwa, jednak mające to samo źródło i ten sam fundament – poznanie prawdy i tajemnicy Jezusa Chrystusa. Wydarzenie na górze było dla nich zarówno czytelne, jak też przedziwne, zaskakujące i zachwycające. 
Światłość jest powszechnym symbolem Boskości. Postacie Mojżesza i Eliasza to główni reprezentanci Objawienia Starego Przymierza. Obłok był znany z Księgi Wyjścia jako znak tajemniczej i potężnej obecności Boga. Uczniowie byli najpierw widzami i słuchaczami rozmowy Jezusa z Mojżeszem i Eliaszem. Piotr, jak zwykle skory do mówienia i działania, miał natychmiast odpowiedni pomysł. Uczniowie zostali jednak napomniani przez sam głos z obłoku do posłuszeństwa Mistrzowi, do uczenia się i słuchania Jego. Tym samym zostali wezwani, by nie zatrzymywali się na zachwycie wrażeniem wizualnym. To przeżycie może być właściwie zrozumiane i przyjęte jedynie według nauczania i prowadzenia przez Jezusa. Tego Jezusa, który krótko przedtem zapowiedział Swoją Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie.

Myśmy przywykli powierzchownie przynajmniej do mówienia o tych sprawach. Inną sprawą jest, czy rzeczywiście trafiają one do nas, mimo dorocznych obchodów liturgicznych. Celebrowanie pamiątki wydarzeń paschalnych ma właśnie ten sens, że powinno nas poruszyć przynajmniej cząstkowo w taki sposób, jak poruszało uczniów wtedy. Gdy słyszeli Jezusową zapowiedź Męki i Zmartwychwstania, była ona dla nich czymś odległym, abstrakcyjnym aż do momentu spełnienia. Ich reakcja była rodzajem sprzeciwu czy wręcz buntu. Słusznie wyczuwali, że chodzi także o ich własny, osobisty los, o ich przyszłość.

Przemienienie na górze stało się udziałem akurat tych Apostołów, którzy najbardziej sprzeciwiali się perspektywie Krzyża, przynajmniej według danych zawartych w Piśmie św.: Piotr wprost robił wyrzuty Jezusowi z powodu zapowiedzi Męki, o zaszczytne miejsca w Królestwie mesjańskim dla swoich synów prosiła matka Jakuba i Jana, bez sprzeciwu z ich strony. Tak więc wybranie do widzenia na górze nie było wyróżnieniem z dowolnej sympatii, lecz miało realne podstawy w osobowościach i postawach tych właśnie uczniów. Jeszcze wyraźniej ukazuje się ten związek w Ewangelii św. Łukaszowej, gdzie podane jest, że Mojżesz i Eliasz rozmawiali z Jezusem o Męce. To połączenie perspektywy cierpienia z doznaniem zachwytu i bojaźni wobec tajemnicy jest adresowane nie tylko do tych trzech uczniów wówczas, lecz do każdego człowieka w sposób i na miarę jego wybrania do udziału w Krzyżu i promieniowaniu Boskości. 

Piotr, Jakub i Jan zostali przez Jezusa zobowiązani do zachowania tajemnicy aż do Zmartwychwstania, czyli objawienia uwielbionego Ciała. Człowieczeństwo Jezusa Chrystusa było stale zjednoczone z Jego Bóstwem. Owo pozostawało jednak na co dzień ukryte. Ujawniane było jedynie w znakach Bożej wszechmocy czyli cudach. Czekanie do spełnienia się zapowiedzi Męki, Śmierci i Zmartwychwstania było konieczne z tego powodu, że uczniowie mieli być naocznymi świadkami tych wszystkich wydarzeń, które dopiero w całości doświadczone mogły być prawdziwie przyjęte i przekazywane. Do tej koniecznej zupełności brakowało przytomności ukrzyżowania Mistrza, które było dla uczniów doznaniem także osobistej klęski, rozczarowania, słabości i upadku. 

Widząc świetlisto-chwalebną postać Mistrza Apostołowie zostali umocnieni na czas nadchodzącej próby wiary. W świetle Ewangelii wygląda na to, że to umocnienie jedynie u Jana okazało się skuteczne, który jako jedyny towarzyszył Jezusowi aż po grób. Zapewne jednak miało ono znaczenie także dla Piotra i Jakuba, choć mogło zaowocować dopiero w ich późniejszym życiu i działalności. Ich widzenie przekazane nam przez Ewangelistów także dla nas ma być umocnieniem we wierze, zwłaszcza na czas próby w doświadczeniu cierpienia, klęski i słabości.

Syn Boży wszedł w nasz świat ukrywając swoją Boską chwałę nie tylko zewnętrznie. On stał się Człowiekiem, czyli pod względem człowieczeństwa jednym z nas. Jego przejmująca Męka i Śmierć dowodzą wewnętrznego wzięcia całej i dogłębnej nędzy naszego człowieczeństwa przez Niego. On wziął ją na siebie, do siebie i w siebie nie przestając być Bogiem – po to, żeby żadna nędza, żaden ból, żadna ciemność naszej egzystencji nie pozostawały poza Jego światłością, która jest prawdą miłości. 

Dlatego właśnie wybrał na zawsze ciemność cierpienia i śmierci na sanktuarium dla swojej chwały – Najświętszą Ofiarę. Dlatego w centrum Jego świątyń znajduje się Krzyż. Dlatego też każde cierpienie, każdy cierpiący człowiek, każdy dom naznaczony cierpieniem – cielesnym czy duchowym – może być i przynajmniej potencjalnie jest wybranym, świętym miejscem dla Jego chwały. 

Ta prawidłowość ukazuje się najczęściej dopiero po czasie. W chwilach mrocznych zwątpienia czy rozpaczy zwykle nie widać żadnego światła, nawet pomimo promyków ludzkiej nadziei, współczucia czy dobroci. Wtedy właśnie człowiek staje się gotowy doświadczyć, że tylko Bóg, który jest światłością nieprzeniknioną, może rozjaśnić i opromienić przepaści zła, bólu i strachu. 

Wiara przekazana nam przez Apostołów, dana nam z wybrania Bożego, jest dla nas i po wsze czasy naszą Górą Tabor. W jej świetle widzimy Boską chwałę Jezusa Chrystusa, który dla nas stał się Człowiekiem i dał się ukrzyżować. On nam daje również szczególne chwile i miejsca (zwłaszcza na modlitwie czy to indywidualnej czy wspólnotowej), dzięki którym możemy także pośród i pomimo ciężkich i przykrych prób doznać przynajmniej duchowo Jego bliskości chwalebnej, miłującej, umacniającej, pocieszającej, rozpraszającej mroki. “Dobrze nam tu być” – dobrze jest trwać w świetle wiary prawdziwej, w łasce wybrania. 

Pokuszenie


Mt 4, 1-11

Wtedy Jezus został przez Ducha wyprowadzony na pustynię, aby był kuszony przez diabła. 
A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. 
Wtedy przystąpił kusiciel i kusząc rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem». 
Lecz On w odpowiedzi mówi: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdą mową, która pochodzi przez usta Boga». 
Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni 
i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, bo jest napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie i na rękach nosić cię będą, byś nie uraził swej nogi o kamień». 
Rzekł mu Jezus: «Ale jest napisane także: Nie będziesz kusił Pana, Boga swego». 
Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich wspaniałość 
i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadając oddasz mi pokłon». 
Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz». 
Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.

τοτε ο ιησους ανηχθη εις την ερημον υπο του πνευματος πειρασθηναι υπο του διαβολου

και νηστευσας ημερας τεσσαρακοντα και νυκτας τεσσαρακοντα υστερον επεινασεν

και προσελθων αυτω ο πειραζων ειπεν ει υιος ει του θεου ειπε ινα οι λιθοι ουτοι αρτοι γενωνται

ο δε αποκριθεις ειπεν γεγραπται ουκ επ αρτω μονω ζησεται ανθρωπος αλλ επι παντι ρηματι εκπορευομενω δια στοματος θεου

τοτε παραλαμβανει αυτον ο διαβολος εις την αγιαν πολιν και ιστησιν αυτον επι το πτερυγιον του ιερου

και λεγει αυτω ει υιος ει του θεου βαλε σεαυτον κατω γεγραπται γαρ οτι τοις αγγελοις αυτου εντελειται περι σου και επι χειρων αρουσιν σε μηποτε προσκοψης προς λιθον τον ποδα σου

εφη αυτω ο ιησους παλιν γεγραπται ουκ εκπειρασεις κυριον τον θεον σου

παλιν παραλαμβανει αυτον ο διαβολος εις ορος υψηλον λιαν και δεικνυσιν αυτω πασας τας βασιλειας του κοσμου και την δοξαν αυτων

και λεγει αυτω ταυτα παντα σοι δωσω εαν πεσων προσκυνησης μοι

τοτε λεγει αυτω ο ιησους υπαγε σατανα γεγραπται γαρ κυριον τον θεον σου προσκυνησεις και αυτω μονω λατρευσεις

τοτε αφιησιν αυτον ο διαβολος και ιδου αγγελοι προσηλθον και διηκονουν αυτω


Przedostatnia prośba modlitwy “Ojcze nasz” – “nie wódź nas na pokuszenie” – tak często odmawiana, może budzić pytania i wątpliwości. Ich śladem jest chociażby fakt, że tzw. Biblia Tysiąclecia właściwie nie tłumaczy odnośnego wersetu (Mt 6, 13), lecz dokonuje teologicznej interpretacji (“nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie”).

Problem polega głównie na pojęciu “pokuszenie”. Biblijne słowo greckie oznacza próbę, doświadczanie, także usiłowanie, zmaganie. Polskie słowo “pokusa” ma znaczenie specyficznie moralno-religijne, co stanowi pewne zawężenie. Ma to odniesienie głównie do dzisiejszej Ewangelii, gdzie jest mowa o wyprowadzeniu Jezusa przez Ducha na pustkowie, aby był “próbowany” przez diabła. Jest dość jasne, że istnieje związek między tym wyprowadzeniem Jezusa a modlitwą o to, byśmy nie byli wodzeni na wypróbowanie przez diabła.

Po tym wyprowadzeniu Jezus pościł, jakby prowokując kuszenie. Czas trwania postu – czterdzieści dni i czterdzieści nocy – nawiązuje zarówno do wędrówki Izraela przez pustynię po wyzwoleniu z Egiptu, jak też do czasu przebywania Mojżesza na górze Synaj podczas objawienia Dekalogu. Jest tu więc zawarty aspekt zarówno porzucenia i uwolnienia, jak też obdarowania i zobowiązania, początku czegoś nowego. Absolutna nowość i niepowtarzalność jest wyrażona przez post, który nie był i nie jest możliwy dla nikogo innego. Po tym następuje zbliżenie diabła i poddanie próbie przez niego, właściwie starcie z nim. To starcie jest o tyle znamienne, że Pan Jezus pozwala diabłowi zbliżyć się do Siebie, rozmawia z nim, daje się nawet zaprowadzić do Jerozolimy na szczyt świątyni, czyli na najwyższy punkt miasta i zarazem - w rozumieniu żydów - centrum świata, w końcu na wysoką górę z widokiem na cały świat.

Pociągające dla każdego są już przeżycia i widoki doświadczone pod przewodnictwem diabła, nie tylko jego obietnice. Tu więc diabeł wodzi na pokuszenie, nie Bóg. Nie trzeba jednak być wybitnym teologiem, by wiedzieć, że także w tej sytuacji diabeł może działać i działa tylko w ramach przyzwolenia Bożego. Podobnie jak zresztą w sprawie starotestamentalnego Hioba, gdy ma miejsce zakład między Bogiem i diabłem o wierność sprawiedliwego męża: Bóg zezwala na próbowanie człowieka, szatan działa. 

Jeśli Pan Jezusa każe nam prosić Boga o nie prowadzenie na pokuszenie, to dlatego, że po pierwsze ostatecznie wszystko jest w rękach Boga, a po drugie dlatego, że do diabła nie wolno się modlić, tym bardziej nie wolno go prosić.

Dlaczego więc Bóg pozwala na wodzenie i zwodzenie nas przez diabła? Po co ten cały teatr, skoro Bóg chce naszego zbawienia? Po co w ogóle istnieje szatan i jego diabły? Po co grzech i wszelkie zło na świecie i w ludziach? Dlaczego Bóg zezwala na porażki i klęski ludzi w kuszeniu diabelskim? Czyż to nie Bóg właśnie ponosi ostatecznie odpowiedzialność za tragedię grzechu?

Szczgólną odpowiedzią na te pytania jest właśnie kuszenie i zwycięstwo Jezusowe. Jezus Chrystus działa w nim jako Bóg i jako Człowiek. Jego bycie wyprowadzonym na kuszenie nadaje właściwy sens prośbie, byśmy my nie byli wodzeni na pokuszenie. Ta nasza prośba, wynikająca zarówno z poczucia własnej słabości, jak też z ufności w dobroć Bożą, jest wskazaniem na Chrystusowe pokuszenie i pokonanie szatana, a tym samym pogodzeniem się z wolą Bożą, gdy nastaje dla nas czas i sytuacja próby.

Są zasadniczo dwa rodzaje wypróbowania, podobnie jak dwa zasadnicze starcia Jezusa Chrystusa z szatanem: 1. codzienne potrzeby, dążenia i cele, w tym także podjęte z własnej woli zadania i wyzwania, 2. cierpienie, każde bolesne doświadczenie, niechciane, niemiłe, nielubiane, nawet niespodziewane i nieoczekiwane. Tym samym właściwie nie możemy uciec przed pokusami, nawet jeśli sam Zbawiciel każe nam modlić się o zachowanie przed nimi. Próba, a tym samym ryzykowność i niepewność sytuacji stanowią niezbywalny aspekt naszego życia. W taką sytuację zostaliśmy wprowadzeni wraz z zaistnieniem. Każdy, nawet najmniej zauważalny proces biologiczny i biochemiczny w naszym ciele jest wypróbowaniem i próbą sił, sprawdzeniem i zwycięstwem silniejszego, tego, co ma przetrwać. W człowieku nma przetrwać i zwyciężyć to, co w nim boskie, stworzone na Boży obraz i podobieństwo. Tym obrazem jest rozumność i wolność, czyli zdolność do wolnego, duchowego wyboru, wyboru według poznania prawdy, które jest duchowe. Zwycięstwa nie ma bez walki i dlatego właśnie konieczne jest pokuszenie. 

Tym niemniej każdy rozumny, znający swoją ludzką kondycję, obawia się próby i słusznie. Każdy zna mniej czy większy lęk przed egzaminem. Normalny człowiek odczuwa obawę przynajmniej o życie i dobro swoich bliźnich, jeśli nie swoje. Każdy, kto był zakochany, wie jak bardzo boli już chociażby przelotna myśl o możliwej utracie ukochanej osoby. Któż mógłby o sobie powiedzieć, że wytrzyma próbę, że się jej nie boi?

Czytając, słysząc czy widząc relacje o losie ludzi w łagrach, obozach koncentracyjnych, nieludzkich warunkach więziennych, czy aktualnie o sytuacji chrześcijan wyżynanych i wypędzanych przez zbrodniarzy muślimskich, czyż nie przychodzi nam na myśl wątpliwość, czy i jak bylibyśmy w stanie przetrwać i wytrzymać czas i sytuację takiego pokuszenia?

Kuszenie Jezusowe poucza i daje siłę ducha także na takie sytuacje, mianowicie przez wskazanie, że chodzi o walkę zasadniczo i przede wszystkim duchową. Tym samym żadne niesamowite i bolesne doświadczenie nie musi nas zastać zupełnie nieprzygotowanymi. Już tu i teraz, w tym Wielkim Poście, który dla każdego może być ostatnim tu na ziemi, możemy i powinniśmy podjąć przygotowanie do przyszłych pokuszeń, także na ostatnie kuszenie w godzinie śmierci. Już tu i teraz możemy i powinniśmy ucieleśnić postawę, że nie samym chlebem żyje człowiek, że nie wolno używać Pana Boga do swoich celów, do realizacji swoich ambicyj, że tylko Bogu samemu należy się najwyższe uwielbienie i poddanie. Tę postawę można zdobyć jedynie w uznaniu swojej słabości i niewystarczalności, wpatrując się w postawę i zwycięstwo naszego Zbawiciela. I naśladując Go w walce z szatanem. 

Serce piękne i dobre


Ciekawe jest historia pojęć także tych powszechnych i codziennych. Ciekawe jest przede wszystkim to, jak daleko niektóre pojęcia odsuwane są od ich źródła i pochodzenia, ulegając przy tym także zafałszowaniu. Wynika to głównie z zatarcia czy zapomnienia genezy, a za to odpowiedzialni są zwłaszcza ci, których zadaniem jest wierność pojęciom, a razie konieczności prostowanie ich. 

W obecnym obiegu publicznym określenie kogoś, że ma dobre serce, niemal zanikło. Zanika też, według mojej obserwacji, w życiu codziennym prywatnym. Gdy się jednak pojawia, to zwykle w ograniczeniu do sfery emocjonalnej w odniesieniu do kogoś, kto jest wrażliwy na potrzeby czy życzenia innych, nawet aż do naiwności i poddawania się wykorzystaniu. 

Mało kto obecnie zdaje sobie sprawę z tego, że przenośnie i symboliczne znaczenie słowa "serce" ma swoje korzenie w języku biblijnym, zarówno Starego jak zwłaszcza Nowego Testamentu. Dlatego warto sięgnąć do tego źródła. Jedną z głównych, a rzadko w tym świetle odczytywanych perykop jest przypowieść o siewcy w Ewangelii św. Łukaszowej 8, 4-15:

συνιοντος δε οχλου πολλου και των κατα πολιν επιπορευομενων προς αυτον ειπεν δια παραβολης

εξηλθεν ο σπειρων του σπειραι τον σπορον αυτου και εν τω σπειρειν αυτον ο μεν επεσεν παρα την οδον και κατεπατηθη και τα πετεινα του ουρανου κατεφαγεν αυτο

και ετερον επεσεν επι την πετραν και φυεν εξηρανθη δια το μη εχειν ικμαδα

και ετερον επεσεν εν μεσω των ακανθων και συμφυεισαι αι ακανθαι απεπνιξαν αυτο

και ετερον επεσεν επι την γην την αγαθην και φυεν εποιησεν καρπον εκατονταπλασιονα ταυτα λεγων εφωνει ο εχων ωτα ακουειν ακουετω

επηρωτων δε αυτον οι μαθηται αυτου λεγοντες τις ειη η παραβολη αυτη

ο δε ειπεν υμιν δεδοται γνωναι τα μυστηρια της βασιλειας του θεου τοις δε λοιποις εν παραβολαις ινα βλεποντες μη βλεπωσιν και ακουοντες μη συνιωσιν

εστιν δε αυτη η παραβολη ο σπορος εστιν ο λογος του θεου

οι δε παρα την οδον εισιν οι ακουοντες ειτα ερχεται ο διαβολος και αιρει τον λογον απο της καρδιας αυτων ινα μη πιστευσαντες σωθωσιν

οι δε επι της πετρας οι οταν ακουσωσιν μετα χαρας δεχονται τον λογον και ουτοι ριζαν ουκ εχουσιν οι προς καιρον πιστευουσιν και εν καιρω πειρασμου αφιστανται

το δε εις τας ακανθας πεσον ουτοι εισιν οι ακουσαντες και υπο μεριμνων και πλουτου και ηδονων του βιου πορευομενοι συμπνιγονται και ου τελεσφορουσιν

το δε εν τη καλη γη ουτοι εισιν οιτινες εν καρδια καλη και αγαθη ακουσαντες τον λογον κατεχουσιν και καρποφορουσιν εν υπομονη


A gdy się zeszło wiele tłumu i z miast przybywali do niego, rzekł przez podobieństwo:

Wyszedł siewca rozsiewać ziarno swoje. A gdy siał, jedno padło na drogę i zostało zdeptane, a ptaki nieba zjadły je.

A inne padło na ziemię skalistą, a gdy wzeszło, uschło, bo nie miało wilgoci.

A inne padło między ciernie, a ciernie razem z nim wzrosły i zadusiły je.

A jeszcze inne padło na ziemię dobrą i, gdy wzrosło, wydało plon stokrotny. To mówiąc, wołał: Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha.

I pytali go jego uczniowie, czymże jest to podobieństwo.

A On im rzekł: Wam dane jest poznać tajemnice królestwa Bożego, ale reszcie w podobieństwach, aby widząc nie widzieli, a słuchając nie rozumieli.

A tym jest to podobieństwo: Ziarnem jest słowo Boże.

A tymi na drodze są ci, którzy wysłuchali; potem przychodzi diabeł i wyrywa słowo z serca ich, aby nie uwierzywszy nie byli zbawieni.

A tymi przy skale są ci, którzy, gdy usłyszą, z radością przyjmują słowo, ale korzenia nie mają, do czasu wierzą, a w chwili pokusy odstępują.

A to, które padło między ciernie, to ci, którzy usłyszeli, ale idąc drogą wśród trosk, bogactw i rozkoszy życia, ulegają przyduszeniu i nie dochodzą do dojrzałości.

A to, które padło na piękną ziemię, to ci, którzy pięknym i dobrym sercem usłyszawszy słowo, zachowują je i w wytrwałości wydają owoc.


Nie trudno zauważyć, że cała przypowieść zmierza do pojęcia "serce piękne i dobre" (εν καρδια καλη και αγαθη) jako ideału człowieka, który słucha słowa Bożego. Jak należy je rozumieć, wynika z całości przypowieści, która jest oczywiście znowu jednym z niedoścignionych przykładów genialnej psychologii Ewangelii Jezusa Chrystusa. 

Interpretacja tej przypowieści wydaje się stosunkowo łatwa, gdyż sam Pan Jezus ją wyjaśnia. Najbardziej tajemnicze i niejasne jest właśnie określenia serca, które jest żyzną glebą dla słowa Boga. 

W czasach biblijnych greckie słowo καρδια było rzadko używane w przestrzeni świeckiej czyli niebiblijnej. Istotne znaczenia nabrało ono dopiero w Nowym Testamencie jako centrum życia człowieka nie tylko cielesnego lecz także duchowego: jako ośrodek i źródło myślenia, woli i odczuwania, aczkolwiek z przewagą zdolności i czynności rozumowo-duchowych, ale także wyborów i decyzyj moralnych, w tym także zarówno cnót jak też wad, pragnień i pożądliwości, ale również miłości czy to duchowej czy bardziej zmysłowej. Oznacza ono więc całościowo wnętrze człowieka, jego właściwości i poruszenia tak duchowe jak i zmysłowe i afektywne, i tak łączy w sobie pojęcia takie jak umysł, charakter i osobowość. Dlatego właśnie możliwe jest określenie serca pięknym i dobrym. 

To wyrażenie jest w tłumaczeniach zwykle przeinaczane, prawdopodobnie w ślad za Wulgatą ("in corde bono et optimo"), która w tym miejscu raczej zaciemnia niż tłumaczy. Natomiast oryginał grecki dość wyraźnie nawiązuje do klasycznego pojęcia καλοκἀγαθία znanego już od Sokratesa i jego ucznia Xenofona. To określenie wyraża typowo greckie połączenie piękna z dobrem i odwrotnie, przy czym piękno odnosi się bardziej do sfery cielesnej, widzialnej, podczas gdy dobroć jest kwalifikacją moralną czyli odnoszącą się do cnót jako sprawności umysłu i woli. Chodzi więc tutaj o całościową harmonię człowieka jako istoty cielesno-duchowej. 

W przypowieści Pana Jezusowej oczywiście nie chodzi o cielesne cechy serca. Tym niemniej zapewne chodzi o harmonię duchową człowieka, jego wnętrza wraz z władzami, zdolnościami i dążeniami. Analogia do uprawy rośliny pomaga w ujęciu głębokich zasad w życiu duchowym, które są przedmiotem pouczenia w przypowieści. 

Po pierwsze, należy tutaj mówić o zasadzie wzrostu, który pochodzi od Boga. Człowiek potrzebuje słowa, czyli pouczenia ku poznaniu i wskazania ku działaniu, aby nie być glebą bezużyteczną duchowo. Pan Jezus nie precyzuje, czym jest ziarno słowa Bożego. Z teologii katolickiej, zakorzenionej w Bożym Objawieniu, wiemy, że Bóg przemawia zarówno już w dziele stworzenia (liber creationis) jak też w dziele Zbawienia, czyli począwszy od patriarchów i proroków Starego Przymierza aż do pełni w Jezusie Chrystusie, przekazanej Apostołom i przez nich Kościołowi. W szczególny sposób Pan Jezus ma zapewne na myśli Swoje nauczanie, choć nie wyłącznie to, którego uczniowie byli świadkami w tym momencie. Na pewno pojęcie "słowo Boga" należy poszerzyć o znaczenie podane w Prologu Ewangelii św. Janowej:

εν αρχη ην ο λογος και ο λογος ην προς τον θεον και θεος ην ο λογος

ουτος ην εν αρχη προς τον θεον

παντα δι αυτου εγενετο και χωρις αυτου εγενετο ουδε εν ο γεγονεν

εν αυτω ζωη ην και η ζωη ην το φως των ανθρωπων


Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo.

Ono było na początku u Boga.

Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało, co powstało.

W nim było życie, a życie było światłością ludzi.

Mimo fachowo exegetycznych względów w odróżnianiu tej Ewa
ngelii od textów synoptycznych, nie trudno zauważyć pewien związek z przypowieścią o siewcy: Słowo Boga daje życie i poznanie, które oświeca drogę człowieka i jego wzrost. Człowiek dlatego jest zdolny przyjąć to Słowo, ponieważ całe stworzenie stało się przez nie, także każdy człowiek i cała ludzkość. 


Tak więc pierwszym warunkiem płodności duchowej jest uznanie swojej zależności od pouczenia pochodzącego od Boga. Główną przeszkodą jest bowiem brak tego pouczenia i to nie z powodu jego nieobecności, lecz z powodu jego nieprzyjęcia i oporu przed przyjęciem. 

Oprócz przeszkody w samym człowieku, są też uwarunkowania zewnętrzne, które uniemożliwiają wzrost i owocowanie prawdy Bożej w nim. Jest to po pierwsze szatan, czyli działanie złego ducha w połączeniu z zawinioną słabością i brakiem odporności na jego działanie, po drugie powierzchowność i niestałość, po trzecie szeroko rozumiany materializm i hedonizm. Przeciwieństwem tych cech i zachowań jest właśnie piękno i dobroć serca. 

Należy mieć na uwadze, że Pan Jezus nie tyle opisuje lecz o wiele bardziej apeluje i to w sposób - według powszechnej obecnie "wrażliwości" - mało uprzejmy i zupełnie nie dyplomatyczny: "kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!" Mówi tym samym nie mniej ni więcej jak to, że piękno i dobroć serca polega na używaniu i rozwoju zdolności już danych człowiekowi. Ziemia udeptana na drodze może stać się glebą. Nawet skała może stać się glebą przynajmniej po jakimś czasie, a wiemy przecież, że nawet w szczelinach skalnych i też w szczelinach betonowych dróg dość łatwo i szybko zagnieżdża się i rozwija roślinność przynajmniej mniej wymagająca co do warunków. Ziarno rzucone w glebę nie jest także zupełnie bezbronne wobec ptactwa przygodnego zgłodniałego. Nie jest skazane na przegranie wyścigu wzrostu z chwastami. Normalny gospodarz zabezpiecza odpowiednio wysiane ziarno, tym bardziej czyni to Boski Siewca. 

W gruncie rzeczy każdy człowiek jest zasadniczo glebą zarówno ubitą, skalistą i zachwaszczoną, jak też żyzną i zadbaną. Nigdy nie jest tak, że jest skazany na bezowocność. Siewca nie przestaje dbać o glebę serca i siać ziarna prawdy aż do ostatniego tchnienia doczesnego życia człowieka. Zwykle jest tak, że serca dziecka jest piękniejsze i lepsze niż serce dorosłego, a to wtedy, gdy człowiek w ciągu swego życia przez swoje wolne wybory staje się glebą twardą, skalistą i zachwaszczoną. Jednak także wtedy Siewca nie skąpi siewu, dopóki jest choćby skrawek otwarty na ziarno i żyzny w sercu człowieka. 

Płodność znamionuje wszystkie istoty żywe, stanowi ich cechę istotną. Tylko to, co wzrasta, przemienia się i wydaje owoc, a tym samym przekazuje siebie i trwa w nowym życiu, jest żywe. Tak jest począwszy od najprostszych żywych organizmów jednokomórkowych aż do człowieka.

Płodność oznacza nie tylko dawanie siebie, lecz równocześnie spotkanie. Wyższy poziom płodności, takiej, która prowadzi do powstania nowej, niepowtarzalnej jakości, wymaga połączenia i przyjęcia, i to wielostopniowego i różnorodnego. Ma to miejsce już w świecie roślin na co dzień nas otaczających, począwszy od najmniejszej trawki przydrożnej i rośliny doniczkowej aż po okazałe drzewa. Tak Bóg urządził świat, widzialny dla nas, który jest odbiciem i obrazem, ilustracją i niejako objawieniem prawdy o samym Stwórcy i rzeczach niewidzialnych.


Przypowieść o siewcy i różnych typach gleby wydaje się przy pierwszym zetknięciu irytująca i tragiczna, poniekąd nawet absurdalna. Pozostaje taka – i staje się wręcz jeszcze bardziej – nawet w połączeniu z jej wyjaśnieniem w drugiej części perykopy. Cóż to za siewca, który wysiewa na drogę, na skały, pośród wybujałe ciernie? Zdumione pytanie uczniów jest więc zupełnie zrozumiałe. Byli zapewne na tyle pojętni i na tyle znali już styl nauczania Mistrza, że wiedzieli, iż ma na myśli sprawy wyższe, duchowe. Nie byłoby dziwne, gdyby przynajmniej część z nich od razu pojęła, że chodzi o plon duchowy, o dzieło Boże zakładające sens, dobroć i wspaniałość stworzenia.


Wyjaśnienie Jezusowe jest bardzo proste, właściwie oczywiste, przynajmniej dla nas. Zaskakujące jest Jezusowe wprowadzenie do wyjaśnienia: wskazanie na wybranie, Boże obdarowanie uczniów tak daleko idące, że udzielające poznania “tajemnic Królestwa Bożego”. Co to są za tajemnice? Dlaczego Bóg sprawia różnicę inaczej traktując wielki tłum i uczniów, których Jezus powołał do pójścia za Nim? Przecież także do tych ostatnich skierowana była przypowieść, skoro prosili o jej wyjaśnienie. Zaś wyjaśnienie nie wydaje się zawierać jakiejś tajemnej wiedzy. Czyż ono udziela wglądu w tajemnice, daje ich zrozumienie?


Nie samo wyjaśnienie przypowieści jest przywilejem i wyróżnieniem. Nie jest wykluczone, że pośród tłumu byli słuchacze na tyle inteligentni, że bez wyjaśnienia Jezusowego zrozumieli, iż ziarno oznacza słowo Jezusowe, a gleba to serca ludzkie. Tym niemniej dla każdego słuchacza – wówczas tak samo jak dzisiaj – było i jest irytujące i nurtujące pytanie, dlaczego siewca cenne ziarno wyrzucał na podeptanie, wyżarcie przez ptaki i zagłuszenie przez ciernie. To jest właśnie tajemnica Królestwa Bożego.


Tę tajemnicę poznają wybrani do bliskości, zażyłości z Jezusem. U nich pojawia się nie tylko dociekliwość o sens przypowieści, lecz także, a nawet przede wszystkim pytanie: jaką glebą jest moje serce? Przy tym serce oznacza w języku biblijnym - jak już zaznaczyłem wyżej - nie tylko i nie przede wszystkim sferę emocjonalną czyli uczucia, lecz centrum osoby, ośrodek zarówno cielesny jak też duchowy, podmiot całościowego poznania oraz działania.


To refleksyjne pytanie, jeśli dotyka i wychodzi z głębi serca, zawiera niepewność siebie, także pewien niepokój, zatroskanie o siebie. Miało ono miejsce zapewne u uczniów, może nawet powodując lęk o siebie i obawy. To może i powinno nastąpić także u nas. Jak Pan Jezus na to odpowiada? Właśnie wskazaniem na wybranie przez Boga w postaci powołania do bycia Jego uczniem. 


Pan Jezus nie mówi, jakoby to powołanie oznaczało samo przez się bycie żyzną glebą dla słowa Bożego. Wybranie w tym kontekście oznacza nie tyle upodobanie co obdarzenie z hojnej, wręcz niesłychanie rozrzutnej miłości. Tej Bożej rozrzutności jest świadom każdy, kto trzeźwo spogląda zarówno na swoje życie jak też na niewdzięczność, zaślepienie, otępiałość i zatwardziałość serc ludzkich wokół siebie. Równocześnie to właśnie nasze własne niewdzięczne zaskorupienie, rozproszenie i wybujałość w rzeczach przyziemnych i szkodliwych stanowi o rodzaju spotkania naszego serca ze słowem Bożym, które jest przehojne, szczodre, a równocześnie delikatne, nie zadające gwałtu. 


Klasyfikacja rodzajów gleby w przypowieści nie jest wyrokiem lecz wezwaniem. Wezwaniem typowym dla prawdziwego Boga, który tak urządził świat, że ze skruszonych skał powstaje gleba, zaś człowiekowi powierzył troskę o uprawę ziemi, w tym także trud rozróżniania ziarna pożytecznego, życiodajnego według czasu i miejsca. Człowiek ma nie tylko możliwość i władzę rozpoznawania gleby żyznej od nieurodzajnej, lecz nawet przemiany pustkowia w ziemię uprawną i płodną. Przede wszystkim każdy z nas ma zdolność uprawiania swego serca, czyli osobowej gotowości na przyjęcie życiodajnego, rozrzutnego z miłości słowa prawdy – o Bogu i o sobie.