Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królestwo Boże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królestwo Boże. Pokaż wszystkie posty

Pszenica i kąkol

 

Przypowieść o pszenicy i kąkolu należy do tych nielicznych fragmentów Ewangelii, które są w stanie zbierać oklaski współczesnego świata. Czyż nie żyjemy w pluraliźmie i tolerancji? Czyż kaznodzieje pozujący na nowoczesnych nie napominają, że nie należy osądzać, nie należy nikogo wykluczać, ani oceniać czy nazywać zło i błąd po imieniu? Czyż nie jest wygodnie i nowocześnie pozwalać zasadniczo na wszystko i każdemu, przynamniej według norm i nakazów tzw. społeczeństwa otwartego? Przyjrzyjmy się tej przypowieści (Mt 13). 


Jest oczywiste, że siewcą jest Bóg. Nasieniem jest wszelkie dzieło Boże, gdyż wszystko, co Bóg uczynił i czyni, jest dobre, jak czytamy w Księdze Rodzaju (1). Tym nasieniem jest człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo samego Boga, czyli jako odblask Bożej doskonałości, wyrazistej w pierwotnej świętości przed grzechem pierworodnym. Człowiek został posiany przez Boga na ziemię pośród innych stworzeń, by przyniósł owoc jako dzieło dobroci Bożej. 

Człowiek otrzymał wszystko od Boga, wszelkie dobra - swoje istnienie, swoje zdolności i siły - i w tym znaczeniu jest glebą. Bóg nie zasiał tylko raz, lecz poprzez całe dzieje ludzkości zasiewał i nadal sieje swoje słowo, oświecając każdego człowieka, który na ten świat przychodzi, jak mówi św. Jan Ewangelista w Prologu, ale też przez swoich mędrców i proroków, pouczając przez nich i napominając ludzkość. Słowem Boga raz na zawsze wypowiedzianym, ostatecznym, zawsze żywym i obecnym jest Jego Syn - Jezus Chrystus. To Słowo, upadłszy w ziemię, nie przestaje przemawiać przez Kościół, w którym jest On obecny. 

Tak więc dobrym nasieniem jest najpierw dzieło stworzenia oraz pierwotna świętość człowieka, a w szczególności każde słowo pochodzące od Boga jako Jego Objawienie, poświadczone przez patriarchów i proroków, ostatecznie ukazane w Jego odwiecznym Synu, który stał się Człowiekiem. 

Jednak jest też inne nasienie - zasiane przez nieprzyjaciela, którym jest diabeł. Tłumaczenie greckiego słowa ζιζάνια jako "kąkol" nie jest trafne (por. tutaj). Słowo to bowiem oznacza właściwie życicę, czyli roślinę często występującą wówczas w Palestynie, a bardzo podobną do pszenicy. 

Dopiero gdy roślina wyda kwiaty a zwłaszcza owoce, można ją łatwo odróżnić od pszenicy. Zaś jej owoce są trujące zarówno dla człowieka jak też dla zwierząt, w przeciwieństwie do pszenicy, która była i jest cennym, codziennym pożywieniem. Tak więc diabeł zasiał - i nadal sieje - to, co szkodzi życiu i zabija, choć przez pewien czas nie jest łatwo rozpoznawalne jako takie. 

Bliższy opis tego zasiewu znajdujemy już w Księdze Rodzaju. Wobec pierwszych rodziców szatan zasiał nieufność i podejrzliwość wobec Boga, oraz pobudzenie ambicji do bycia "jako bogowie". To wszystko oczywiście sprytnie owinięte w kłamstwo i krętactwo. Szatan wmawia ludziom, że Bóg im czegoś skąpi, oraz podżega ich do buntu przeciw Bogu. Zamiast wdzięczności za dary Boże, wpaja im - i nam wszystkim po wsze czasy - idiotyczne pragnienie bycia równymi Bogu. To złe nasienie jest zasiane we wnętrzu człowieka, tuż obok dobrego nasienia pochodzącego od Boga. Gdy w duszy człowieka rośnie wiara, wtedy też pojawiają się przeciwności, lęki i wątpliwości. Gdy jaśnieje nadzieja, to też wkrada się zuchwałość. Gdy rozpala się miłość, to też wciska się egoizm, zapatrzenie w siebie i subtelna zazdrość. To są właśnie nasiona diabelskie. One sięgają głęboko, aż do samego serca człowieka, tam zapuszczają korzenie i wysysają z niego życiodajne soki, które powinny służyć dobru. Takie nasienie diabeł zasiał na początku dziejów ludzkości i sieje poprzez całe dzieje, także dzisiaj, i będzie to czynił aż do końca świata. 

Ważne są okoliczności tego diabelskiego posiewu: nieprzyjaciel posiał, gdy ludzie spali. Ludzie spali, nie gospodarz, którym jest Bóg. Gospodarz wie, gdy nieprzyjaciel w noc przychodzi, żeby zasiać chwast. Dlaczego na to pozwala? 

W świecie przyrody chwastów nie trzeba siać, one same wyrastają. Ludzie śpią, bo się nie spodziewają zasiewu chwastu, zwłaszcza w nocy. Ten nocny zasiew wyraźnie wskazuje na siewcę: jest nim ten, którego porą jest noc, ciemność, który unika światła. To jest taktyka złego. I jest to postępowanie każdego, kto czyni zło. Dlatego Pan Jezus powiedział do Nikodema (J 3):


Gdy diabeł siał, ludzie spali - mówi Pan Jezus w przypowieści. Czyż Ewa spała, gdy szatan zasiał w jej serce złe nasienie? Czyż Adam spał, gdy przyjął od niewiasty i zjadł owoc? Czyż śpią ci wszyscy, którzy przyjmują diabelskie nasienie grzechu do swoich serc? Tutaj nie chodzi o sen ciała, lecz o sen ducha. To z braku czujności, braku trzeźwości duchowej człowiek daje się zwieść szatanowi. Ileż grzechów byśmy uniknęli, gdybyśmy nie dali się omamić mrzonkami szczęścia, pozorami dobra czy choćby przyjemności? Czyż nie doświadczamy za każdym razem, że przyjemność płynąca z grzechu jest krótkotrwała, przelotna i płytka? Że ona już po chwili przemienia się w niesmak, gorycz, a z czasem w jeszcze większe i coraz większe łaknienie, które coraz trudniej zaspokoić? Wybujała zmysłowość usypia i zaćmiewa nawet zdrowy rozsądek, osłabia wolność woli i wypacza aktywność umysłu. Jakże głupie było marzenie pierwszych rodziców o byciu równymi Bogu? Jakże absurdalny jest każdy grzech, skoro nie daje i nie może dać zaspokojenia, które obiecuje... Tak to jest, ponieważ pochodzi od ojca kłamstwa i nieprzyjaciela Boga i rodzaju ludzkiego. 

Oto zasiane jest dobre nasienie i złe nasienie. Jedno i drugie wzeszło. Tak jest też w człowieku, w każdym z nas: gdy ukazują się zdolności, szlachetne pragnienia, pobożność, to widać też słabości, próżność, egocentryzm, pychę. 

A ludzie dziwili się, że wzeszły chwasty. Słusznie wiedzieli, że gospodarz zasiał dobre ziarno. To jest odwieczne pytanie o pochodzenie zła, podnoszone też regularnie przez ateistów. Tak niektórzy negują istnienie zła, twierdząc, że jest ono jedynie inną postacią dobra. Inni uważają, że zło pochodzi z ludzkich błędów, słabości i przeciwności. Według nich wady ludzkie są jedynie inną postacią cnót. To prowadzi do myślenia, że zło jest czymś dobrym jako inna forma dobra, i tym samym także pochodzi od Boga. Niepotrzebne jest więc Zbawienie, wewnętrzna przemiana w nawróceniu ku Bogu, niepotrzebny jest im Zbawiciel - ten, który niweczy wszelkie dzieło szatana przez działanie Ducha Świętego i łaskę uświęcającą. A to jest fundamentalne zakłamanie, pochodzące od samego szatana, blokujące w człowieku zdolność do nawrócenia i poprawy życia. 

Dlatego gospodarz odpowiada jasno: zło nie pochodzi od niego, ani nie zostało pierwotnie zasiane w serce człowieka, lecz przyszło dopiero później na ten świat jako dzieło tego, który jest nieprzyjacielem Boga i rodzaju ludzkiego. Dlatego wiemy też, że to dzieło szatańskie zostanie oddzielone od dzieła Bożego i precz wyrzucone. Nie ma, nie może być i nie będzie ani zgody, ani równowagi między nasieniem dobrym i nasieniem złym. Tym samym fundamentalnie chybione jest myślenie, jakoby nie było istotowej, wewnętrznej i absolutnej sprzeczności między dobrem a złem. Dlatego nie może być zgody na zło i dlatego właśnie w przyrzeczeniu chrzcielnym wyrzekamy się szatana i wszystkich spraw jego. 

Gdy słudzy usłyszeli, że chwast pochodzi od nieprzyjaciela, zapytali gospodarza: "chcesz, żebyśmy poszli i wyrwali chwast?". Pytanie ze wszech miar słuszne, gdyż jest to rzeczywiście sprawa gospodarza. Czyż sługa Boży nie dąży słusznie do wyrwania ze swojego serca i z serc bliźnich już nawet kiełkującego zła? Czyż nie życzymy sobie, by nie było złych ludzi na tym świecie? Czyż nie dlatego budowane i utrzymywane są więzienia, by złoczyńców odseparować od społeczeństwa, w ostatecznej konieczności przez wymierzenie kary śmierci? Czyż nie dążymy do wyeliminowania wszelkiego zła na tym świecie - przestępstw, zbrodni, chorób, cierpienia, nędzy? Poniekąd słusznie, jednak zbyt jednostronnie, gdyż myślimy wtedy tylko o chwaście, nie o pszenicy. Gospodarz natomiast dba bezwarunkowo o drogocenną pszenicę i dlatego nie pozwala na wyrwanie chwastu, by słudzy przy tym nie zaszkodzili pszenicy. I żeby oni i żebyśmy my wszyscy pamiętali, że to jest pole gospodarza, jego zasiew i jego dzieło, o które on dba najlepiej czyniąc wszystko we właściwym czasie, także nakazując sługom - czyli nam wszystkim - we właściwym czasie. 

Tę różnicę w podejściu widzimy wyraźnie we współczesnym rolnictwie: chwasty niszczone są chemicznie, nie bacząc na to, jakie to ma konsekwencje dla zboża. Gdy patrzymy wczesnym latem na pola zbożowe, to widzimy w zbożu nawet ślady kół po maszynach opryskujących pole trucizną herbicydową. To są ślady zniszczonego zboża, już nawet pomijając dostające się do niego substancje chemiczne, toksyczne dla człowieka i dla zwierząt, powodujące prawdopodobnie wiele chorób tzw. cywilizacyjnych, zwłaszcza nowotwory. Tak jest w dziedzinie rolniczej, a tym bardziej w dziedzinie duchowej. Dobro i zło zakorzenione w sercu człowieka istnieją nie obok siebie, lecz są splecione ze sobą. 

Nie oznacza to, jakoby nie było różnicy między pszenicą i chwastem, i że należałoby być obojętnym na tę różnicę (byłby to fatalny błąd indyferentyzmu). Wszak - jak mówi gospodarz - w swoim czasie dojdzie to wyrwania chwastu spośród pszenicy i zniszczenia go. Jednak trzeba cierpliwości, aż jedno i drugie dojrzeje, gdyż wtedy dopiero słudzy będą w stanie odróżnić chwast od pszenicy, żeby pszenica była bezpieczna. 

Widzimy to w naszym życiu duchowym: dążymy do osiągnięć w nauce, sporcie, w sztuce, co jest na pewno dobre, gdyż służy nie tylko danej jednostce, lecz także społeczności, nawet całej ludzkości. Jednak ambicja i sukces mają swoją ciemną stronę - bezwzględność, brak równowagi w innych dziedzinach życia, a zwłaszcza wyniosłość i pycha. Podobnie jest z codziennymi przeżyciami, zarówno zmysłowymi jak też duchowymi. Pan Bóg stworzył nas zdolnymi do odczuwania przyjemności w poznaniu prawdy, w doznaniu piękna, ale także z dobrego jedzenia i z miłości cielesnej. Jednak każdy rodzaj przyjemności może prowadzić do egoizmu i powodować uzależnienie, także bardzo destrukcyjne dla życia zarówno duchowego jak też biologicznego. Może to mieć miejsce również w czymś tak szlachetnym jak dawanie jałmużny: nawet gdy dajemy ją z dobroci serca, to jednak łatwo się może wmieszać zadowolenie ze siebie, wręcz duma, jak w przypadku faryzeusza, o którym mówił Pan Jezus (Łk 18, 9-14). 

Czyż nie widzimy wiele zła także w Kościele - niezdrowe ambicje, karierowiczostwo, zazdrość, obłudę? Czyż nie dostrzegamy w sobie samych egoizmu, pozowania, gnuśności, nawet wręcz podłości? Aż w świętych porywach duchowych wyrywa się z serca wołanie wraz z psalmistą: "stwórz, o Boże, we mnie serce czyste!" (Ps 51,12). Dlaczego Bóg nie uwolnił nas raz na zawsze od wszelkiego zła i ciągle musimy prosić "wybaw nas ode złego"? (Mt 6, 15) Gdy św. Paweł skarżył się Bogu na "posłańca szatana", który mu doskwiera, usłyszał odpowiedź: "wystarczy ci Mojej łaski" (2 Kor 12, 7-9). Tak więc oścień w ciele musiał pozostać, widocznie dla dobra duszy Apostoła i ku pouczeniu dla nas wszystkich. 

Może więc przynajmniej złych ludzi należy usunąć z tego świata, czy choćby wykluczyć ze społeczeństwa? Czyż świat nie byłby lepszy bez zbrodniarzy, oszustów, rozpustników, darmozjadów, głupich, podłych itd.? Ale czyż nie jest tak, że w każdym z nas tkwi coś z tego, czym gardzimy u innych? I odwrotnie: czy możemy z całą pewnością powiedzieć, że nawet w zbrodniarzu nie tli się jakiś choćby nikły płomyk dobra, który może go prowadzić do nawrócenia jak w przykładzie dobrego łotra na Golgocie? (Łk 23, 39-43)

Tak więc jeszcze raz: gospodarz nie pozwala sługom wyrwać chwastu przed czasem, ponieważ zależy mu na pszenicy, a słudzy, mimo szczerych chęci i dobrej gorliwości, mogliby jej zaszkodzić, gdyby zabrali się do oddzielenia bez nakazu gospodarza w odpowiednim czasie. Skoro gospodarz dopuścił zasianie chwastu przez nieprzyjaciela oraz pozwala mu rosnąć aż do czasu żniwa, to widocznie tak jest dobrze dla pszenicy. Pamiętajmy: żecica, o której tutaj mowa, jest trująca dla ludzi i zwierząt. Gdyby na polu rosła tylko pszenica, to by łatwo przyciągała zarówno dzikie zwierzęta jak też złodziei, którzy chcieliby żerować nie pracując dla plonów. Tak więc żecica chroni pszenicę i służy jej uprawie. Celem gospodarza jest zebranie pszenicy do swojego spichlerza, całego swojego zasiewu, a cenne jest każde źdźbło pszenicy. Dlatego właśnie nie pozwala sługom wyrywać chwastu przed czasem. 

A nieuchronnie nadchodzi czas żniwa. W czas zasiewu dobre ziarno było pierwsze. Teraz gospodarz nakazuje najpierw zebrać chwast i to nie byle jak, niechlujnie, lecz każe związać w pęczki, żeby żadne źdźbło nie zaginęło, żeby się nie rozproszyło, a wszystek chwast został dokładnie zebrany i spalony. Przez cały czas od zasiewu aż do żniwa zarówno pszenica jak i żecica czerpały pożywienie z tej samej gleby, wodę z tego samego deszczu, ciepło i światło z tego samego słońca. Teraz następuje oddzielenie - radykalne, dokładne, wręcz skrupulatne: chwast idzie na spalenie, natomiast pszenica do spichlerza gospodarza. To jest Sąd Ostateczny. Historia ludzkości i wszechświata dobiega końca. Zaś historia każdego człowieka kończy się wraz z jego odejściem z tego świata do wieczności: to jest dla każdego z osobna czas żniwa. 

Pan Bóg zasiał w każdym z nas Swoje dary przyrodzone i nadprzyrodzone. Każdemu dawał i daje łaski potrzebne do zbawienia, czyli żeby był urodzajną glebą i cenną pszenicą, którą chce mieć u Siebie w spichlerzu na zawsze. Jakim będę plonem? Co pozostanie we mnie po spaleniu tego, co pochodzi z wysiewu diabła?

Boże mój! Dziękuję za dobre ziarno, które posiałeś we mnie. Daj, proszę, żeby wydało owoc. Oczyść mnie ze wszelkiego nasienia, które pochodzi od złego. I zabierz mnie do Swojego wiekuistego spichlerza. Amen. 


---

Wersja do posłuchania i subskrybowania:

https://youtu.be/1OkjllV6UU4


Ziarno i zaczyn

 


Przypowieści ewangeliczne mają to do siebie, że na kanwie przykładów wziętych z życia codziennego opowiadają prawdy większe i wyższe. Nie jest też przypadkiem, że Pan Jezus szczególnie często nauczał o królestwie Bożym - nazywanym też "królestwem niebios" i "królestwem niebiańskim" -  i że posługiwał się wieloma przykładami dla wyłożenia wielorakich aspektów w tym temacie. 

Określenie "królestwo" (βασιλεια) oznacza panowanie, władanie, nawiązuje tym samym do ludzkiej, ziemskiej rzeczywistości władzy i jej sprawowania. Równocześnie bliższe określenie, że chodzi o panowanie Boga, panowanie niebiańskie, wskazuje na rzeczywistość transcendentną. Pojęcie "królestwa Boga" jest zakorzenione w Starym Testamencie (Ps 93, 95, 96, 99) i ma konkretną treść w znaczeniu porządku świata stworzonego, pochodzącego od Boga. Równocześnie jest ukierunkowane na rzeczywistość przyszłą, mesjańską, oczekiwaną wraz z przyjściem obiecanego przez proroków Mesjasza (Iz 24; 33; 52, 7). Stąd właśnie bierze się częstość i intensywność tego tematu w Ewangeliach i w ogóle w Nowym Testamencie (w sumie 122 razy). 

W Ewangelii św. Mateuszowej (Mt 13, 31-35) mamy zestawienie dwóch pozornie nie związanych ze sobą przypowieści i porównań. Ich wewnętrzny związek staje się widoczny w dokładniejszym rozważeniu. 


Znamienne jest najpierw to, że te dwa porównania umieszczone są między przypowieścią o pszenicy i chwaście (Mt 13, 24-30, por. tutaj) a jej wyjaśnieniem na prośbę uczniów (Mt 13, 36-43). Skoro uczniowie powracają do poprzedniej przypowieści, prosząc Pana Jezusa o jej wyjaśnienie, to widocznie albo uważali te dwie wtrącone przypowieści - o ziarnie gorczycy i zaczynie - za jasne i oczywiste, albo właśnie niewiele z nich zrozumieli. Ich treść rzeczywiście raczej wychodzi poza horyzonty myślenia uczniów Pana Jezusa i w ogóle słuchaczy. Pragnienie i oczekiwanie królestwa Bożego według ówczesnej mentalności dotyczyło właściwie tylko Izraela, czyli ludu w znaczeniu starotestamentalnym, ograniczonym do biologicznych potomków Jakuba-Izraela. Żywa była obietnica licznego potomstwa Abrahamowego - licznego jak ziarna piasku, jednak nie odnoszono jej do innych narodów i całej ludzkości. Z perspektywy Nowego Testamentu, zwłaszcza historii Kościoła, te przypowieści stają się jaśniejsze, bardziej zrozumiałe i nawet spełnione (św. Augustyn w De civitate Dei utożsamia "królestwo niebiańskie" z Kościołem). Jednak zredukowanie ich treści do wymiaru prorocko-historycznego byłoby poważnym skróceniem i spłyceniem. Nie należy bowiem zapominać o wymiarze duchowym i moralnym Pisma św., także w odniesieniu do tematu "królestwa niebiańskiego".

Wzrastanie należy do najbardziej codziennych procesów i doświadczeń. Każdy człowiek doświadcza tego na sobie, na bliźnich, także na zwierzętach, roślinach. Do czegoś tak naturalnego można tak przywyknąć, że przestaje się zwracać uwagę. A jest to proces fascynujący, zasługujący na reflexję i odkrycie głębszego znaczenia. Jak to możliwe, że z czegoś małego i niepozornego powstaje - czy może powstać - coś okazałego i wielkiego? Czyż dziecko nie chce stale i już być duże? Czyż my wszyscy nie wolimy mieć dużo, a nie mało - czy to zapasów na zimę, pieniędzy, czy wiedzy, znajomych, przyjaciół, dobrych ludzi wokół nas? Czyż nie krzywimy się gorzko, gdy zauważamy, że coś jest małe, że czegoś jest mało, że jest za mało? Przejście od małego ku dużemu i wielkiemu jest czymś tak zwykłym i naturalnym, że inaczej nie wyobrażamy sobie niczego. 

W przypowieści o ziarnku gorczycy paradoxalne jest to, że jest to roślina jednoroczna, czyli naturalnie nie staje się nawet krzewem, tym bardziej drzewem (por. tutaj). O tym zapewne wiedzieli uczniowie i słuchacze Pana Jezusa. Dlaczego więc Pan Jezus mówi, że z ziarna gorczycy wyrasta drzewo?

Z każdym ziarnem jest tak, że najpierw nieodzowne jest obumieranie. To należy do naturalnego procesu wzrostu ziarna. Podobnie jest z Kościołem i widać tutaj wyjątkową - na tle wszystkich innych religij - zgodność z porządkiem stworzenia. Bowiem Kościołowi obumieranie jest istotowo wpisane w jego tożsamość, skoro on został zrodzony i stale rodzi się na nowo z Ofiary na Krzyżu. Tej właśnie Ofierze - złożonej raz na zawsze i wciąż odnawianej - Kościół zawdzięcza swoje istnienie i wzrost. Inaczej być nie może. Dlatego właśnie diabelsko inteligentne ciosy wymierzone w Kościół zawsze godziły w tę życiodajną Ofiarę uobecnianą na ołtarzach świata. 

Z tej Ofiary zrodziły się wszelkie potężne dzieła Kościoła, począwszy od rozkrzewienia prawdy Ewangelii po całym świecie, poprzez okazałe świątynie, podziwiane nawet dzisiaj przez pogan jako pomniki kultury ludzkości, aż po przemianę mentalności społeczeństw w duchu poszanowania godności ludzkiej, także słabych i chorych. 

Ziarno gorczycy samo ze siebie, naturalnie nigdy nie może stać się drzewem. Tym samym chodzi tutaj o inny wzrost - nadprzyrodzony, który może pochodzić tylko bezpośrednio od Boga, w akcie jakby nowego stworzenia. Tym jest właśnie Kościół: bytem wyrastającym poza porządek naturalny. Jak gorczyca sama ze siebie nie może wyrosnąć jako drzewo, tak z garstki rybaków galilejskich, uczniów Pana Jezusa, naturalnie nie mógł powstać Kościół ogarniający całą ludzkość. Mogło się to stać jedynie przez moc nadprzyrodzoną. 

Znamienne są także słowa Pana Jezusa o "ptakach niebiańskich", które gnieżdżą się w gałęziach okazałego drzewa. Tutaj również zachodzi analogia między porządkiem naturalnym i nadprzyrodzonym. Dlaczego nie gnieżdżą się na drzewach ryby, płazy, czy choćby kury? Skoro drzewo wyrasta ku niebu, ku górze, w pewnym sensie ku nieskończoności, to jest odpowiednim mieszkaniem dla tych ptaków, które są niebiańskie, których środowiskiem jest niebo, czyli to, co w górze - wyższe, większe. 

Unoszenie się w powietrzu na wzór ptaka było chyba od zarania dziejów marzeniem człowieka. Według planu Bożej Opatrzności to marzenie ziściło się dopiero w epoce współczesnej. Latanie stało się wręcz powszechne - wprawdzie nie na własnych skrzydłach, ale jednak na wzór ptaka. Nawet najnowocześniejsza maszyna latająca nie jest w stanie uniknąć naturalnego kształtu ptaka stworzonego przez Boga. Czyż nie jest to lekcja pokory dla nas ludzi nowoczesnych, wierzących - nierzadko ślepo - w postęp techniki? Pokory uczą nas także katastrofy lotnicze. W dziejach świata żaden ptak nie spadł na ziemię i nie rozbił się wskutek wadliwości swojej techniki latania czy błędu pilota. Przysłowiowy ptasi móżdżek nigdy nie zawiódł, podczas gdy nawet najnowocześniejsza technologia - wykwit wybitnie inteligentnych mózgów ludzkich - niestety wielokrotnie zawiodła kosztem życia i zdrowia niewinnych ludzi.

Kimże są te ptaki niebieskie w słowach Pana Jezusa? To są mieszkańcy niebios, bywalcy tego, co wysoko, co nieskończone przynajmniej w sensie analogicznym. To jest kierunek, który wskazują gałęzie drzewa, nadany przez Stwórcę i Zbawiciela. 

Tak więc wydaje się, że przykład ziarna gorczycy wskazuje historiozoficznie na dzieje Kościoła Chrystusowego. To jest oczywiście trafne, co widać wyraźnie w faktach historycznych. Jednak istotny i ważniejszy jest aspekt duchowy: ukierunkowanie i wzrastanie ku górze, ku nieskończoności, ostatecznie ku Bogu samemu i życiu z Nim.

Podobnie ma się sprawa z drugim przykładem - zaczynem. Podczas gdy ziarno wskazuje na okazałość zewnętrzną, na expansję, to porównanie do zaczynu przywołuje moc przemieniającą od wewnątrz. Zaczyn stanowi niewielką ilość w porównaniu z całym ciastem. Ma jednak taką wewnętrzną siłę, że przemienia i podnosi, nawet pomnaża, gdyż z ciasta, które już sfermentowało, bierze się zaczyn do następnego, późniejszego chleba. 

Jakże wyglądałby nasz świat, nasza biedna ludzkość bez światła Ewangelii Chrystusowej, światła Bożego Objawienia? Jak by wyglądała cywilizacja? Która cywilizacja by dominowała? Może chińska? Germańska? Może żadna? Czyż ludzkość by się ostała? Czy ludzkość rozwinęłaby naukę i technikę, którą wszak zawdzięczamy szczęśliwemu połączeniu greckiego i rzymskiego umysłu z oczyszczającą mocą Bożego Objawienia? Czy mielibyśmy szpitale, przytułki, domy dziecka, czy raczej byśmy brnęli w wyniszczające i zabójcze wojny plemienne? Można by snuć rozważania i hipotezy. Z całą pewnością potwierdziłyby one kluczową, nawet decydującą i niezbędną rolę kulturotwórczą chrześcijaństwa, a to w oparciu o solidne podstawy źródłowe.

Jednak także tutaj ważniejszy jest wymiar bardziej duchowy i osobisty, gdyż jest on fundamentem dla przemian kulturowych i kulturotwórczych. Nie byłoby cywilizacji chrześcijańskiej i tych wszelkich dobrodziejstw wyrastających z niej gdyby nie było ludzi wewnętrznie przemienionych światłem i życiodajną mocą prawdy Bożego Objawienia, danej całej ludzkości przez Jezusa Chrystusa. Także obecnie, w obecnej zapaści moralnej, kulturowej, cywilizacyjnej, nie ma innej szansy odnowy i odrodzenia jak poddanie się przemieniającej sile prawdy i łaski. A to może i musi uczynić każdy sam, osobiście, choć więzi społeczne powinne pomagać i sprzyjać. 

Jakie wynikają stąd wnioski praktyczne, możliwe, a konieczne do realizowania dla każdego?

Po pierwsze, niezrażanie się w obliczu widocznej także w Kościele zapaści moralnej i duchowej. Kościół nigdy nie był za mały, by nie mógł być ziarnem gorczycy i zarazem zaczynem. Może właśnie dlatego w planie Opatrzności Bożej wierni Chrystusowi obecnie, jak co jakiś czas w historii. muszą się pomniejszyć, by przypominała się na nowo prawda o ziarenku gorczycy. Szczególnie obecnie wydaje się to aktualne, gdy jedynie garstki katolików - duchownych i świeckich - mogą się gromadzić na sprawowanie Najświętszej Ofiary, tej sprawowanej od początku Tradycji Apostołów i zgodnie z nią. Czyż to nam nie uświadamia, że każde dzieło Boże zaczyna się skromnie, niepozornie i pokornie? Czyż przykład zaczynu, który przemienia po cichu i powoli, bez rozgłosu i fajerwerków, nie powinien zachęcać do żmudnej, codziennej przemiany najpierw naszych serc w świetle Bożej prawdy?

Po drugie, to wzrastanie i przemiana muszą mieć konkretną, codzienną postać. To jest życie nieskażoną i niewypaczoną prawdą Bożego Objawienia, przekazywanego przez Kościół poprzez wieki. Dlatego konieczne jest przede wszystkim poznawanie prawd wiary i obyczajów chrześcijańskich. Wiąże się z tym ściśle sprawowanie i przyjmowanie sakramentów świętych, w miarę możliwości według przekazanych przez wieki ksiąg liturgicznych. W końcu niezbędne jest także tworzenie i budowanie więzi społecznych w duchu katolickim, kierujących się bezwzględnie prawdą Chrystusową nauczaną poprzez wieki w Kościele, gdyż tylko takie nauczanie ma certyfikat boskiego pochodzenia i życiodajnej niezniszczalności. 

Panie Jezu, Twoje słowa są duchem i życiem. Spraw, by okazywały się we mnie duchem i życiem. Uchroń mnie przed martwotą duchową. Ożywiaj i prowadź mnie mocą Twojego Ducha Świętego. Amen. 

----

https://www.youtube.com/watch?v=2lLEewPrQfM