Pytanie dotyczy właściwie żony Kaina, pierworodnego syna Adama i Ewy. Z Księgi Rodzaju wynika, że Adam i Ewa mieli więcej dzieci niż tylko Kaina, Abla i Seta. Musieli mieć także córki. Tym samym poślubienie młodszej siostry było dla Kaina możliwe i konieczne. Wówczas nie było jeszcze zakazu kazirodztwa. Powodem tego zakazu była troska o zdrowie rodzaju ludzkiego i nie ma on znaczenia absolutnego, tzn. Bóg mógł zwolnić zarówno z zakazu jak też uchronić od ewentualnych negatywnych biologicznych skutków.
Odpowiadam w oparciu o Tradycję, Pismo św. oraz dokumenty Magisterium Kościoła. Nazywam się Dariusz Józef Olewiński. Jestem kapłanem Archidiecezji Wiedeńskiej. Tytuł doktora teologii przyznano mi na Uniwersytecie w Monachium na podstawie pracy doktorskiej przyjętej przez późniejszego Prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, kard. Gerharda L. Müllera oraz examen rigorosum z oceną "summa cum laude". Od 2005 r. prowadziłem seminaria na uniwersytecie w Monachium oraz wykłady w seminarium duchownym.
Skąd się wzięła żona Kaina?
Pytanie dotyczy właściwie żony Kaina, pierworodnego syna Adama i Ewy. Z Księgi Rodzaju wynika, że Adam i Ewa mieli więcej dzieci niż tylko Kaina, Abla i Seta. Musieli mieć także córki. Tym samym poślubienie młodszej siostry było dla Kaina możliwe i konieczne. Wówczas nie było jeszcze zakazu kazirodztwa. Powodem tego zakazu była troska o zdrowie rodzaju ludzkiego i nie ma on znaczenia absolutnego, tzn. Bóg mógł zwolnić zarówno z zakazu jak też uchronić od ewentualnych negatywnych biologicznych skutków.
Jak należy ocenić rzekome objawienia x. Guido Bortoluzzi?
Pojawiły się po polsku - zarówno w internecie jak też w wersji drukowanej - publikacje rzekomych objawień danych włoskiemu xiędzu o nazwisku Guido Bortoluzzi (1907-1991). Istnieje też wielojęzyczna strona internetowa propagująca owe rzekome objawienia, które dotyczą nowej, a mającej godzić wiarę i naukę interpretacji pierwszych rozdziałów biblijnej Księgi Rodzaju. Główną osobą zajmującą się tą propagandą jest w międzyczasie starsza kobieta o nazwisku Renza Giacobbi. W internecie można znaleźć jej wystąpienia. Wygląda na to, że udało jej się rozkręcić spory interes, aczkolwiek zapewne nie działa sama, a jest - według własnych informacyj - spadkobierczynią pism i całej spuścizny owego xiędza. Doprowadziła ona do wydania rękopisów x. Bortoluzzi, opatrując je wstępami i komentarzami.
Ponieważ wskazano mi na te publikacje, wypowiadam się z duszpastersko-teologicznego obowiązku. Zapoznawszy się z kilkoma wystąpieniami pani Giacobbi dostępnymi w internecie oraz z jej wstępami do publikacji wywodów x. Bortoluzzi, tudzież przeglądnąwszy te wywody, muszę stwierdzić, że wszystko wskazuje na oszustwo czy to ludzkie, czy szatańskie, czy też na połączenie obydwu, aczkolwiek więcej wskazuje na wymysły i ambicje czysto ludzkie. Tym samym zbędne jest szczegółowe analizowanie samych wywodów x. Bortoluzzi w kwestii interpretacji biblijnej Księgi Rodzaju. Jako kapłan był on proboszczem małych wiejskich parafij i nie przeszedł żadnych studiów teologicznych oprócz seminaryjnych. Mógł być więc jedynie samoukiem. Według zarysu biografii autorstwa p. Giacobbi, gromadził książki i chyba je też czytał, aczkolwiek wyboru dokonywał specyficznie, skoro np. twórcę psychonanalizy S. Freud'a nazywa "naukowcem", zaś sama p. Giacobbi w swojej prezentacji książki wskazuje na związek z poglądami (nie)słynnego jezuity P, Teilhard'a de Chardin, który był właściwie apostatą i upadłym zakonnikiem (żył w podejrzanej relacji z kobietą). Nietrudno więc dostrzec po pierwsze brak kompetencji naukowej, zwłaszcza teologicznej, która jest kluczowa w tej sprawie.
Drugim kluczowym faktem jest mniemanie, jakoby podawana przez x. Bortoluzzi i p. Giacobbi nowatorska interpretacja Księgi Rodzaju pochodziła z objawienia prywatnego danego temuż kapłanowi, czyli miała charakter nadprzyrodzony. To twierdzenie jest nie tylko groteskowe i zwodnicze, lecz jako takie stanowi dowód przeciw nadprzyrodzoności, skoro jest to samozwańcze orzeczenie, a nie orzeczenie kompetentnej władzy kościelnej. Zresztą wobec takiej a nie innej treści owych rzekomych objawień pozytywne orzeczenie Kościoła jest niemożliwe. Widocznie dlatego właśnie p. Giacobbi wzięła sprawę w swoje ręce i konsekwentnie działa wbrew zasadom Kościoła, publikując po całym świecie rzekome objawienia, które nie tylko nie są uznane przez Kościół, lecz z powodu ewidentnych, aczkolwiek sprytnie podanych bzdur nie mogą być nigdy uznane. Oto kilka przykładów (źródło tutaj - są to obszerne fragmenty książki rzekomych objawień w formacie pdf, za wydanie drukowane trzeba oczywiście zapłacić):
W swoim wstępie p. Giacobbi pisze o celu rzekomych objawień, jakim jest przezwyciężenie konfliktu między ewolucjonizmem i kreacjonizmem:
Metoda x. Bortoluzzi'ego (albowiem to są z całą pewnością jego wymysły, a nie żadne objawienia pochodzące od Boga) polega na usiłowaniu pogodzenia ewolucjonizmu z treścią Pisma św., dokonując interpretacji tego ostatniego na własny sposób, nie oparty na żadnych źródłach teologicznych - ani patrystycznych, ani magisterialnych, ani exegetycznych. Innymi słowy: jedyną podstawą słuszności tej "nowej wiedzy" jest jej rzekome pochodzenie od Boga, czyli nadprzyrodzony charakter. Tym samym p. Giacobbi stawia wywody x. Bortoluzzi'ego na pozycji zupełnie wyjątkowej, a nawet gatunkowo wyższej od całego dorobku teologicznego Kościoła, począwszy od Ojców Kościoła, poprzez Doktorów Kościoła, aż po exegetów współczesnych i dokumenty Magisterium.
Tutaj p. Giacobbi myli tchnienie duchem czyli danie życia duszy, z udzieleniem Ducha Świętego w znaczeniu nadprzyrodzonym. Owszem, pierwsi rodzice byli obdarzeni łaską uświęcającą, którą następnie utracili przez grzech pierworodny. Jednak czym innym jest życie naturalne, które polega na obecności duszy w ciele, a czym innym udzielenie Ducha Świętego w znaczeniu nadprzyrodzonego dziecięctwa Bożego. Pomieszanie tych porządków jest typowe dla fałszywej teologii modernistów, a polega na cichej negacji porządku nadprzyrodzonego przez sprowadzenie go do porządku naturalnego. W tym wypadku p. Giacobbi utożsamia udzielenie "tchnienia życia" materii, która staje się przez to człowiekiem w porządku naturalnym, z udzieleniem Ducha Świętego, czyli daru nadprzyrodzonego.
W biografii x. Bortoluzzi czytamy:
Nie wiem, czy p. Giacobbi zdaje sobie sprawę z tego, że poświadczyła tutaj kłamstwo popełnione przez alumna seminarium, mianowicie przez podanie fałszywego powodu nie przyłączenia się do franciszkanów. Byłoby to niemoralne już w przypadku normalnego alumna, a cóż dopiero u kogoś, kto już wtedy był rzekomo obdarzony darem przewidywania przyszłości. Kłamstwo wszelkiego rodzaju pochodzi od szatana i nie da się tego pogodzić z działaniem Ducha Świętego i Jego szczególnymi darami.
Dalej p. Giacobbi opowiada, iż późniejszy święty don Calabria rzekomo przepowiedział przyszłemu x. Guido już jako alumnowi wyjątkową misję w wyjaśnianiu Księgi Rodzaju. Ale nie tylko on, gdyż także ojciec duchowny miał rzekomo dar przewidywania przyszłości:
Wkrótce miała nastąpić następna, trzecie przepowiednia tego rodzaju:
No cóż. Takie nagromadzenie przepowiedni w jednym miejscu i wokół jednej osoby jest na pewno wyjątkowe. Problem w tym, że oprócz pisania p. Giacobbi nie ma żadnych innych świadectw co do tego, iż miały one rzeczywiście miejsce.
Następujący fragment jest szczególnie znamienny:
Po pierwsze, niezgodne zarówno z prawem jak też ze zwyczajem kościelnym jest urlopowanie kapłana dla opieki nad matką, zwłaszcza gdy kapłan nie jest jedynym dzieckiem. Owszem, nierzadko zdarza się, że kapłan przyjmuje do siebie rodzica, gdy konieczna jest opieka. Ale czymś zupełnie innym jest porzucenie posługi duszpasterskiej z powodów rodzinnych. Tak wię albo x. Bortoluzzi postąpił wbrew zasadom Kościoła, albo podanie powodu dwuletniego urlopu jest kłamstwem.
Z całą pewnością kłamstwem jest pisanie, jakoby o. Pio krzyczał do kogoś przerywając celebrację Mszy św. Otóż rubryki mszalne surowo zabraniają celebransowi jakiekolwiek oderwanie się od słów i czynności przepisanych w mszale. Gdyby o. Pio dopuścił się czegoś takiego - a nic na to nie wskazuje, a wręcz przeciwnie wszystko wiadome o celebracjach o. Pio przeczy opowiadaniu p. Giacobbi - to by popełnił grzech śmiertelny i nie byłby święty. Żaden normalny i poważnie traktujący Mszę św. kapłan nie przerywa celebracji dla takiego powodu i w taki sposób. Tak więc p. Giacobbi znowu pisze brednie i to bezczelnie godzące w świętość o. Pio.
Jednak nie można jej odmówić pewnej szczerości. Gdy mówi o pismach o. Bortoluzzi, zauważa:
Tym samym przyznaje się do podstępu i to zaplanowanego widocznie już przez samego autora. Wygląda więc na to, że wprawdzie sam x. Bortoluzzi nie miał odwagi opublikować swoich "objawień" za życia, by nie narazić się na kary kościelne i krytykę teologiczną. Dlatego wolał powierzyć to osobie świeckiej do zrealizowania po jego śmierci. Zlekceważył przy tym jednak, że także osobie świeckiej nie wolno publikować rzekomych objawień prywatnych bez zezwolenia władz kościelnych. Jeśli faktycznie zlecił to p. Giacobbi (a osobiście nie uważam tego za pewne, a to z powodu ewidentnego zakłamania tej osoby), to nakłonił ją do nieposłuszeństwa odwiecznym zasadom Kościoła i tym samym do życia w grzechu ciężkim.
Niemniej ciekawy jest wstęp samego x. Bortoluzzi do jego "dzieła". Słusznie odnosi się do zarzutów co do charakteru jego rzekomych "objawień". Pomija jednak większość możliwych zarzutów, mianowicie możliwość wymysłów, czyli oszustwa, oraz mamienia szatańskiego:
Warto zwrócić uwagę na jakby porównanie siebie do Mojżesza, co jest dość groteskowe. Prawo Mojżeszowe należy bowiem do Pisma św. natchnionego przez Ducha Świętego. Jeśli x. Bortoluzzi swoim wywodom przypisuje porównywalną rangę, to albo nie zna (co po przebyciu choćby studiów seminaryjnych powinno być wykluczone) podstawowej różnicy między Objawieniem publicznym a objawieniami prywatnymi, albo tę różnicę neguje, co jest już herezją.
Następny fragment świadczy o tym, że x. Bortoluzzi zna katolickie rozumienie tzw. objawień prywatnych:
Widać tutaj wyraźnie wypaczone, modernistyczne poglądy x. Bortoluzzi'ego. Mówi bowiem jedynie o zgodności z "danymi biblijnymi", "danymi nauki" i z "prawidłowym rozumowaniem". Gdzie się podziała Tradycja Kościoła, cały dorobek Ojców i Doktorów Kościoła oraz dokumenty Magisterium? No cóż, tutaj już na wstępie autor się pięknie zdemaskował: ani nie myśli, ani nie stosuje metody kapłana i tym samym teologa katolickiego, lecz postępuje - o zgrozo - jak autor protestancki i heretyk modernistyczny.
Tej diagnozy dopełnia w tym miejscu sugerowanie, jakoby żydzi i muzułmanie byli na równi z katolikami adresatami przemawiania przez Boga. To już jest przejaw myślenia typowego nie tylko dla ignoranta teologicznego, lecz wręcz dla apostaty.
Na koniec zwracam uwagę na fragment wprowadzenia p. Giacobbi, który mimochodem podaje klucz do wywodów x. Bortoluzzi'ego:
Tak więc wiadomo, jakie jest pochodzenie i skąd jest inspiracja: tradycja talmudyczna podszywająca się pod rzekome objawienia prywatne.
Czy Bóg mógł zapobiec grzechowi?
W pytaniu zawarte jest niejasne i wieloznaczne słowo "mógł". Możność może bowiem oznaczać moc uczynienia czegoś, władzę decydowania o czymś, także zdolność. Konkretne znaczenie oczywiście zależy od właściwości podmiotu danej możności. Innymi słowy: inna jest możność kamienia, inna rośliny, inna zwierzęcia, inna człowieka, a jeszcze inna Boga.
Co do czynności Boga należy mieć na uwadze, że przekraczają one nieskończenie możliwości człowieka, jednak także odpowiadają naturze i właściwościom Boga. Dlatego mówienie o możności czy mocy Boga jest możliwe tylko na zasadzie analogii: zwykle używamy tych określeń w odniesieniu do stworzeń, a stosując je do Boga musimy pamiętać, że odnoszą one do Niego w inny sposób, to znaczy jedynie podobny do znaczenia znanego w odniesieniu do stworzeń.
Innymi słowy: Bóg mógł stworzyć tylko to, co stworzył. Nie jest to żadne ograniczenie Jego wszechmocy, ponieważ stworzył wszystko, tym samym mógł wszystko, co istnieje, i w tym znaczeniu jest wszechmocny. Jedyny ograniczeniem jest to, co jest sprzeczne z istotą Boga jako Najwyższego Bytu, a jest to niebyt, czyli coś, co nie istnieje. Tak np. nie istnieje człowiek nie wyposażony w wolną wolę, ponieważ do istoty człowieka należy wolna wola, i tym samym Bóg nie mógł stworzyć takiego "człowieka" bez wolnej woli, gdyż taka istota nie byłaby człowiekiem.
Dlatego punktem wyjścia dla teologii są fakty, nie rozważania o czymś, co nie istnieje i nie mogło zaistnieć.
Grzech pierwszych rodziców jest konsekwencją wolności woli, czy wyboru między dobrem a złem. Według Księgi Rodzaju ta granica została podana ludziom jasno i konkretnie w postaci jednego zakazu. Tylko od nich zależał wybór, czego nie niweczy pokusa szatana. Dlatego w pełni zasłużyli na karę. Zakaz był prosty i jednoznaczny, nawet jeśli konsekwencje jego złamania nie były z góry i do końca znane, aczkolwiek otrzymali także ostrzeżenie:
Innymi słowy: jedynym sposobem zapobieżenia grzechowi było niestwarzanie człowieka. To jednak byłoby sprzeczne z naturą Boga, który jest miłością, a miłość polega na udzielaniu siebie. Z powodu miłości jako udzielania niezbędne było stworzenie człowieka, obdarzonego wolną wolą na podobieństwo Boga. Ludzka wolna wola jest dobrem pochodzącym od Boga, tak samo jak człowiek jako Jego stworzenie. Tego dobra bytowego nie jest w stanie zniweczyć nawet grzech, gdyż także grzesznik ma wolną wolę i tym samym może się nawrócić ku dobru. W tym sensie zapobieżenie grzechowi przez Boga nie było niezbędne.
Czy nagość w sztuce jest grzechem?
Pod względem teologicznym nagość sama w sobie - czy to w sztuce, czy na "żywo" - nie jest złem, gdyż Pan Bóg stworzył człowieka nagim i tak przychodzi na świat każdy człowiek. Jednak to nie jest koniec sprawy w perspektywie teologicznej, która zawiera także prawdę filozoficzną o człowieku, czyli antropologiczną.
Księga Rodzaju mówi o tym, jak po upadku grzechowym pierwsi rodzice "poznali, że są nadzy" (2, 25). To poznanie ma związek z grzechem, ale nie wynika z grzechu, ani tym bardziej nie jest grzeszne. Także samo nagość nie jest grzeszna. W upadku grzechowym człowiek poznał siebie lepiej, swoją słabość, ułomność, także złość moralną, mimo naturalnej doskonałości. W świetle teologii katolickiej można powiedzieć, że dopiero po upadku grzechowym pierwsi rodzice poznali, że ich ciała są stworzone jako płodne czyli przeznaczone do rozmnażania się, a sposób prokreacji jest nie tylko związany z bólem i cierpieniem (z powodu zarówno namiętności jak też cieleśnie), lecz także w pewnym sensie poniżający i uczący pokory. To jest właśnie podstawa i powód wstydu, który doprowadził do zasłonięcia narządów rodnych jako wstydliwych. Dla jasności: ani samo ciało ludzkie, ani przekazywanie życia jako takie nie jest wstydliwe, lecz jego sposób owszem. To są istotne niuanse, które mają konsekwencje dla postawionego pytania.
Po pierwsze, każdy zdrowo wychowany człowiek ma naturalne i spontaniczne poczucie wstydu, które jest właściwie niczym innym niż aktualizacją poczucia wstydu pierwszych rodziców, choć nie zawsze reflektowaną i świadomą. Jedynie osobowości patologiczne nie mają naturalnego oporu w pokazywaniu się nago publicznie czy nawet wobec osób bliskich bez konieczności. To poczucie powinno być respektowane także w sztuce.
Po drugie, sztuka - przynajmniej prawdziwa - nie jest prostą prezentacją rzeczywistości, lecz pochodzi z zamysłu artysty i ten zamysł wyraża. Dlatego istotne jest, z jakim zamysłem artysta przedstawia nagie ciało, gdyż ma to wpływ na treść przedstawienia i tym samym na ocenę moralną. Innymi słowy: samo namalowanie nagiego ciała nie musi być grzeszne. Grzeszny może być natomiast zamysł. Jeśli w zamyśle jest pobudzanie namiętności i pożądliwości, wówczas takie dzieło jest z założenia grzeszne, co zwykle ma też swój wyraz w sposobie przedstawienia. Jeśli natomiast zamysłem jest oddanie piękna ciała dla wyrażenia prawdy duchowej, wówczas nie jest to przedstawienie grzeszne samo w sobie, nawet jeśli może być wykorzystane w sposób nieuporządkowany czyli grzeszny.
Po trzecie: Ponieważ sztuka jest środkiem wyrazu wymykającym się kategoriom doktrynalnym, czyli racjonalno-pojęciowym, dlatego nie ma oficjalnych ogólnych reguł Kościoła odnośnie sztuki, to znaczy formalnych granic godziwości. Tym samym sprawa jest pozostawiony wyczuciu duszpasterzy oraz wiernych. I to zasadniczo wystarczy, gdyż racjonalnie myślący i moralnie ukształtowany człowiek jest w stanie odróżnić nagość w sztuce, jak na przykład w Sądzie Ostatecznym Michała Anioła, od nagości w pornografii.
Po czwarte: Tym samym każdy musi samodzielnie, ale dzięki spowiednikowi i sakramentom świętym, uporać się z obrazami spotykanymi czy to w sztuce czy na co dzień. Jest oczywiście coś innego niż szukanie podniecenia i zaspokojenia namiętności w pornografii, co jest oczywiście destrukcyjne dla osobowości i zdrowia duchowego, także psychicznego. Podstawą jest zachowanie zdrowego rozsądku czyli zasadniczego rozumienia ciała ludzkiego, w tym nagości, w świetle prawd wiary katolickiej. Konkretnie chodzi o uznanie dobroci ciała, wraz ze sferą sexualną, ale w połączeniu z uznaniem ułomności, słabości i podatności na grzech czyli zło. Takie trzeźwe podejście wymaga uporządkowania myślenia, a to prowadzi do pracy nad sobą dla uporządkowania namiętności, nie do ich niszczenia (co jest zresztą niemożliwe).
-
Chociaż już od dłuższego czasu odpowiadam na tego typu pytania, to jednak widocznie nadal są niejasności i potrzeba dalszych wyjaśnień...
-
Niestety mamy kolejny skandal w wykonaniu słynnej internetowej gwiazdy stehlinizmu, ponownie świadczący o wręcz niewyobrażalnej i karygodnej...
-
Dla tych P. T. Czytelników, którzy nie wiedzą, co oznacza skrót FSSPX, wyjaśniam, że po polsku oznacza on: Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X. Z...
-
Odpowiedź wydaje się prosta. Wydarzenie jest powszechnie znane. W międzyczasie pojawiły się też następne oficjalne dokumenty oraz liczne kom...
-
Odbyła się zapowiadana szumnie "debata" dwóch głośnych twarzy internetowych: Marcina Zielińskiego (więcej tutaj i tutaj ) oraz D...
-
Już kilka lat temu byłem pytany o opinię w sprawie x. Dolindo Ruotolo. Zacząłem wtedy zapoznawać się z dostępnym materiałem. Dość rychło zau...
-
Pytanie dotyczy dwóch zasadniczych kwestij teologicznych: 1. pojęcia ofiarowania, czyli ofiary kultowej, w świetle zwłaszcza Bożego Obj...
-
Tutaj mamy oficjalny komunikat opublikowany we wielu językach na stronie (czy stronach) internetowej lefebvrianów. Kwestia sakry biskupiej w...
-
Przy okazji aktualnej sprawy posła Grzegorza Brauna (więcej tutaj ) słusznie nasuwa się pytanie, czy katolikowi wolno uczestniczyć w świętow...
-
Piękno teologii katolickiej jako nauki polega między innym na tym, że nie tylko ogarnia ona jakby z lotu ptaka wszystkie inne nauki i d...












