Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Dlaczego Święte Oficjum zakazało kultu Faustyno-Sopoćkowego?


Mówiąc najkrócej: to jest jeden z kłamliwych mitów sekty łagiewnickiej. Oto dowody:

W archiwum Świętego Oficjum, którego zasoby z okresu pontyfikatu Piusa XII są dostępne od 2020 roku, znajdują się między innymi następujące dokumenty:

- nota urzędowa, według której Święto Oficjum zleciło tłumaczenie oryginału "Dzienniczka" s. Faustyny Kowalskiej polskiemu arystokracie o nazwisku Aleksander Mańkowski, a to na podstawie polecenia go przez Świętą Kongregację Obrzędów co do znanej już z doświadczenia rzetelności i powagi jego pracy jako tłumacza: 

Jak widać, w punkcie 4. noty przewidziano współudział w tłumaczeniu i komentowaniu tłumaczenia przez czterech duchownych polskich pracujących wówczas w Stolicy Apostolskiej, a między nimi jest przyjaciel x. Karola Wojtyły i późniejszy kardynał Andrzej Maria Deskur. 

- odpis polecenia tegoż Aleksandra Mańkowskiego jako urzędowego tłumacza przez kanclerza Świętej Kongregacji Obrzędów:


- obwoluta oryginału polskiego uwierzytelnionego przez Arcybiskupa Krakowskiego oraz urzędowego tłumaczenia na język włoski:


W aktach znajduje się sama obwoluta - karta w formacie A3 złożona na pół. W obecnym stanie jest pusta, co oznacza, że jej zawartość została niestety wykradziona przez oszustów faustyno-sopoćkowych, zapewne w celu uniemożliwienia porównania ówczesnego stanu "Dzienniczka" z wersją obecnie rozpowszechnianą. To z kolei potwierdza, że mamy do czynienia z bezczelnym oszustwem na skalę niebywałą w historii Kościoła, być może też świata. 

Znamienne jest, że taką obwolutą opatrzono razem ówczesną całość "Dzienniczka" wraz z tłumaczeniem na włoski. Jest fizycznie właściwie niemożliwe, by w takiej obwolucie mieściło się sześć - obecnie rozpowszechnianych - zeszytów oraz ich tłumaczenie, które musiałoby liczyć kilkaset stron maszynopisu. Najprawdopodobniej więc oryginał dostarczony na żądanie Świętego Oficjum był o wiele krótszy niż obecnie rozpowszechniana wersja "Dzienniczka". 

A że chodzi o kradzież z akt, nie o zabezpieczenie cennego oryginału jako "relikwii", wynika z faktu, iż wykradziono także tłumaczenie na język włoski, który stanowi dowód co do ówczesnego stanu oryginału. 

Dalsze dokumenty powinny się znajdować w archiwum Kongregacji Świętych Obrzędów, przejętych przez obecną Dykasterię ds. beatyfikacyj i kanonizacyj. To archiwum niestety nadal nie jest dostępne dla badań historycznych. Widocznie jest co ukrywać.