Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą państwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą państwo. Pokaż wszystkie posty

Kara śmierci "państwa podziemnego"


Konieczne jest mieć na uwadze, że kara śmierci jest rodzajem obrony koniecznej życia niewinnych osób przed realnym zagrożeniem ze strony danej osoby (agresora). 

Nie znam na tyle tej historii, by ocenić zasady i praktykę stosowaną przez "państwo podziemne". Pewne jest, że okupacja była sytuacją nadzwyczajną, która jednak nie może zmienić zasad moralnych, choć ma wpływ na ich stosowanie. 

Ważne jest w tym temacie także katolickie nauczanie o wojnie sprawiedliwej. Na polu bitwy także nie jest możliwe prowadzenie procesu sądowego nad każdym walczącym, by dać mu możliwość obrony. Istotny jest udział w walce i realne zagrożenie życia, przed którym wolno i należy się bronić. Innymi słowy: chodzi o pewność realnego zagrożenia życia ze strony agresora. Także w przypadku tzw. państwa podziemnego istotna jest ta pewność. 


Czy status Kościoła w Polsce sprzyja islamizacji?


O ile rozumiem pytanie, chodzi o zrównanie prawne Kościoła katolickiego oraz islamu.

Po pierwsze nie chodzi o przywileje dla Kościoła lecz o regulacje prawne, które są dalekie od przywilejów, a jedynie w jakimś stopniu odzwierciedlają rolę wiary katolickiej oraz Kościoła jako instytucji dla tożsamości i bytu narodu i państwa.

Każda religia i wyznanie są odrębnymi instytucjami i jako takie mogą się ubiegać o odpowiedni dla siebie status prawny (osobowość prawną) wobec władz państwowych. Jednak państwo nie ma ani obowiązku ani prawa dowolnie traktować te instytucje. Państwo w rozumieniu zarówno instytucji prawa naturalnego jak też systemu demokratycznego ma obowiązek służyć dobru wspólnemu. Istotną dziedziną wartości określających dobro wspólne oraz sposób tegoż realizacji jest religia. O ile religie różnią się między sobą, zwykle fundamentalnie i zasadniczo, o tyle nie mogą być równe i równowartościowe pod względem dobra wspólnego i tym samym zadań i interesu państwa. Innymi słowy: państwo zasadniczo nie ma ani obowiązku ani prawa nadawać każdej religii i każdemu wyznaniu takich samych praw, lecz musi się w tym kierować względami dobra obywateli i dobra wspólnego. Konkretnie: ponieważ islam w swej istocie stanowi nie tyle system wierzeń religijnych co raczej program polityczny, nie może i nie powinien liczyć na taki sam status w państwie jak chociażby Kościół katolicki, tym bardziej, gdy ten ostatni zarówno historycznie jak też aktualnie ma nieporównywalne zasługi dla kultury, tożsamości, a nawet dla bytu i państwowości Polski.

Czy rozdział Kościoła i państwa jest dobry?



Hasło tzw. rozdziału państwa od Kościoła pochodzi od protagonistów rewolucji masońskiej we Francji. Tłem historycznym tego postulatu jest zarówno przymierze władców (królów i książąt) z Kościołem oraz absolutyzm monarchiczny, jak też bizantyńsko-protestanckie połączenie tronu z ołtarzem (cezaro-papizm, świeckie zwierzchnictwo nad zborami protestanckimi). Był on wymierzony zasadniczo przeciw Kościołowi w konkretnej sytuacji historycznej, jednak zawierał także elementy, które z czasem okazały się korzystne dla wolności Kościoła (libertas Ecclesiae). Opieka państwa nad Kościołem często faktycznie pociągała za sobą przynajmniej próby wpływania na jego sprawy, czyli dziedzinę wiary, kultu i moralności, czego jaskrawym przykładem jest józefinizm w Austrii. Ten kontext i uwarunkowania są istotne dla zrozumienia stanowiska Kościoła w tej sprawie, zarówno w przeszłości jak też obecnie.

Punktem wyjścia w rozważeniu tej kwestii musi być oczywiście definicja głównych pojęć, czyli zarówno Kościoła jak i państwa. Kościół jes społecznością wyznających wiarę katolicką zorganizowaną hierarchicznie według własnego celu (ziemskiego i ostatecznego czyli wiecznego) i ustroju. Państwo jest sposobem uporządkowania życia danej społeczności według celu, czyli dobra wspólnego, które jest bezpośrednio doczesne, aczkolwiek ze swej strony podporządkowane celowi wiecznemu. Są więc oczywiste elementy wspólne obydwu rzeczywistości, jak
- charakter społeczny, czyli odniesienie do jednostek ludzkich jako indywiduum i jako wspólnoty,
- sobie właściwy cel bezpośredni (dla Kościoła zbawienie dusz, dla państwa dobrobyt doczesny),
- sobie właściwy ustrój (porządek stosunków społecznych) oraz
- wspólny cel ostateczny, który celem każdego człowieka.

Już w tych elementach wspólnych wyraźnie widać różnice, stanowiące także o pewnej odrębności.
Wyznacznikiem właściwego wzajemnego stosunku jest oczywiście nauczanie i przykład Jezusa Chrystusa, przekazane i nauczane przez Kościół.

Główne zasady można streścić następująco:
1. Zarówno Kościół jak i państwo służą dobru człowieka i społeczości ludzkiej.
2. Jest różnica w celu: celem Kościoła jest zbawienie dusz, zaś celem państwa jest realizacja dobra wspólnego w dziedzinie doczesnej, co oczywiście nie może być w sprzeczności z celem wiecznym.
3. Jest różnica w pochodzeniu oraz ustroju: ustrój Kościoła pochodzi z Objawienia Bożego, ustrój państwa pochodzi z prawa naturalnego, którego źródłem ostatecznym jest oczywiście Bóg, jednak jest ono poznawalne rozumem bez konieczności wiary nadprzyrodzonej.
4. Dziedzina doczesna jest ze swej natury przyporządkowana i podrzędna wobec celu wiecznego.

Wynika stąd, że nie jest możliwy rozdział Kościoła czy ogólnie religii od państwa, czy odwrotnie. Świadczą o tym także doświadczenia historyczne: każda próba takowego rozdzielenia oznaczała faktycznie nie tylko usiłowanie zniszczenia Kościoła czy religii w ogóle, także za cenę prześladowania i mordowania własnych obywateli, lecz także konstruowanie zastępczej pseudoreligii państwowej, także pod hasłami ateizmu, który de facto stanowił formę pseudoreligijną, począwszy od - totalitarnie narzucanego - dogmatycznego charakteru aż do własnych rytuałów, które nawet naocznie przypominają obrzędy religijne. Rytuały militarne, święta państwowe, parady z różnymi elementami, począwszy od hymnów, kultu sztandarów, wizerunków, aż po pomniki i mauzolea bohaterów, są charakterystyczne zarówno dla nowoczesnych państw tzw. liberalnych, jak też ateistycznych, jak Rosja sowiecka itp. Są to dość naoczne przykłady na oddawanie państwu czy władzy państwowej czci quasi religijnej, przynajmniej w sposób symboliczny czy rytualny.

W tym kontekście słuszne jest pytanie o właściwą interpretację słów Pana Jezusowych. Oczywiście musi ona być zgodna z kontextem bliższym i dalszym biblijnym. Odpowiadając w skrócie: słowa Pana Jezusa nie mówią o stosunku między Kościołem a państwem, lecz o stosunku katolika do Boga i do państwa. Konkretną kwestią było płacenie podatku okupacyjnemu państwu rzymskiemu. Była to sprawa o tyle złożona, że chodziło o postawę człowieka wierzącego wobec państwa pogańskiego. Chrystus Pan nie nawołuje do buntu przeciw niemu, ale też nie uzależnia Swego posłannictwa i spraw religii od woli czy postawy państwa. Wierni Jego nauce chrześcijanie okazywali uległość wobec państwa w dziedzinie doczesnej dobra wspólnego, jednak sprzeciwiali się, gdy państwo godziło w prawe Boże czy naturalne. Ani w Nowym Testamencie (także w Starym), ani w pismach Ojców Kościoła i późniejszych teologów nie ma postulatu czy poparcia dla wyjęcia państwa czy władzy państwowej spod oceny moralnej w świetle prawa Bożego i naturalnego. Wręcz przeciwnie. Kościół zawsze przypominał, że każda władza świecka ze swej istoty i natury jest pochodna wobec autorytetu Boga samego, i tym samym może i musi być sprawowana i oceniana według tego autorytetu.

Tym samym łatwo jest odpowiedzieć na ostatnie pytanie. Katolik winien jest posłuszeństwo najpierw i ponad wszystko Panu Bogu. Od tego zależy jego przynależność do Kościoła pod względem zarówno wewnętrznym jak i zewnętrznym. Jeśli ktoś w działalności społecznej czy politycznej działa wbrew prawu Bożemu czy to objawionemu czy naturalnemu, to nie oddaje Bogu tego, co jest Bogu winien, i tym samym ewidentnie sprzeciwia się nauczaniu Jezusa Chrystusa. Władze kościelne mają obowiązek upomnieć takiego katolika, wezwać do nawrócenia, pokuty i zadośćuczynienia. W razie uporczywego trwania w niekatolickiej postawie należy wyznaczyć karę, w razie konieczności do exkomuniki włącznie.




Post scriptum

Otrzymałem zapytanie:


Jest problem z aforyzmami. One mają zwrócić uwagę na pewien aspekt sprawy i pobudzić do namysłu. Równocześnie upraszczają, redukują i niekiedy też fałszują sprawę. 

Można się domyślać, co Davila miał na myśli. Kościół we Francji, gdzie jest wręcz wrogi rozdział Kościoła od państwa, jest o wiele uboższy niż Kościół w Niemczech, gdzie Kościół jest de facto powiązany z państwem chociażby przez to, że państwo ściąga podatek kościelny. Wskutek tego duchowo Kościół w Francji jest w znacznie lepszej kondycji niż Kościół w Niemczech. Z tego nie wynika jednak, jakoby rabowanie i gnębienie Kościoła przez państwo francuskie było dobre i słuszne. 

Jakie zasady obowiązują osoby mundurowe w kościele?

 


Kwestia dotyczy wprost autonomii Kościoła, w odpowiednim sensie stosunków między Kościołem a państwem. 

W tej kwestii są dwie zasadnicze podstawy prawne: konstytucja RP oraz konkordat. Obydwie ustawy mówią wyraźnie o autonomii Kościoła, zwłaszcza w dziedzinie kultu:

Konstytuja RP


Konkordat z 1993 r.:


W świetle tych przepisów prawnych jasne jest, że

- Kościół ma zupełną autonomię czyli niezależność od państwa w dziedzinie sobie właściwej, do której należy zwłaszcza sprawowanie kultu,

- jedyną podstawą prawną w tej dziedzinie jest prawo kanoniczne, czyli prawo własne Kościoła, 

- tym samym żadne przepisy państwowe ani działania państwa nie mają prawa ingerowania w tę dziedzinę. 

Wprawdzie w artykule 8 konkordatu wmontowane są pewne wytrychy, które mogą sprzyjać pokusie ingerowania państwa w życie Kościoła. Należy jednak mieć na uwadze, że dotyczy to tylko bieżącego organizowania kultu publicznego Kościoła, czyli że władze kościelne są zobowiązane działać w zgodzie z przepisami prawa państwowego. Konkretnie chodzi o przepisy dotyczące porządku publicznego, jak np. organizowanie masowych nabożeństw czy pielgrzymek itp. Nie ogranicza to jednak w żaden sposób - ani nie może ograniczać - ani prawnego regulowania spraw Kościoła według norm prawa kanonicznego, ani zasadniczej autonomii Kościoła w jego dziedzinie. 

Tym samym: regulowanie przez państwo zachowania się osób mundurowych podczas sprawowania publicznego kultu Kościoła jest już zasadniczo sprzeczne z prawem, nielegalne i nieobowiązujące. Dochodzi sprzeczność szczegółowa, mianowicie sprzeczność z zasadą prawa kościelnego o zasadniczej równości wszystkich wiernych:


Tym samym wszystkich wiernych - zwłaszcza uczestniczących w kulcie publicznym Kościoła - obowiązują te same zasady określone w prawie kościelnym, które jest jedynym obowiązującym w tej dziedzinie. 

Dotyczy to także zachowania podczas liturgii, czyli postawy oraz nakrycia głowy. Jedyną obowiązującą normą w tej kwestii jest prawo kościelne, także choćby zwyczajowe. Państwo ani jego organa nie mają ŻADNEGO prawa ingerowania w tę dziedzinę. 

Tym samym:

- Nielegalne i sprzeczne z prawem jest takie zachowanie osób mundurowych podczas liturgii i w miejscu sakralnym, które odbiega od zachowania innych wiernych co do postawy (klękanie, stanie) oraz nakrycia głowy. 

- Nielegalne i sprzeczne z prawem jest także takowe zachowanie pseudosłużb mundurowynch jak harcerze, korporacje, bractwa itp. 

- Podawany często przykład gwardii papieskiej widocznej na fotografiach w pełnym rynsztunku wraz z nakryciem głowy podczas liturgij papieskich jest nietrafny z tego względu, że ta gwardia pełniła - zarówno pierwotnie jak też obecnie - realną funkcję ochrony bezpieczeństwa papieża, a nie funkcję paradną. Nakrycie głowy oraz postawa stojąca są wymagane jako gotowość do realnej reakcji w razie zagrożenia życia i zdrowia papieża. 

- Haniebny jest brak sprzeciwu władz kościelnych na tego typu praktyki, gdyż świadczy albo o braku wiedzy prawnej i liturgicznej, albo o braku dbałości o te sprawy, albo o jednym i drugim. 

Czy godności duchownej przysługuje respekt w przestrzeni publicznej?


Następujące nagranie pochodzi z czerwca 1999 r. Są to słowa rebe Menachema Joskowicza, który zwrócił się do Jana Pawła II per "panie papieżu" z prośbą o usunięcie ostatniego krzyża z oświęcimskiego żwirowiska podczas spotkania głowy Kościoła ze zwierzchnikami innych religij w Polsce w gmachu Sejmu RP: 


To wydarzenie oczywiście słusznie wzbudziło oburzenie nie tylko katolików, lecz ludzi przywykłych do kulturalnego zachowania. Dotyczy ono jednak problemu szerszego, mianowicie formalnego traktowania osób duchownych w przestrzeni publicznej, także pod względem tytułowania. 

Problem jest o tyle specyficzny w Polsce, że chyba tylko w języku polskim - przynajmniej obecnie - jest jasne odróżnienie osób duchownych przez właściwy im tytuł "xiądz". W języku niemieckim jest wprawdzie odpowiednik w postaci tytułu "Hochwürden", jednak w ostatnich dziesięcioleciach praktycznie wyszedł on z użycia. Polacy nie znający dostatecznie niemieckiego mylą słowo "xiądz" z niemieckim "Priester", co oznacza kapłan. 

Natomiast w angielskim używany jest nadal tytuł "Reverend", także w przestrzeni publicznej, aczkolwiek rzadziej niż w polskim, co ma związek z tym, że ten tytuł jest stosowany także dla "duchownych" protestanckich (w tym anglikańskich), którzy pod względem teologicznym - i to w ujęciu także własnej teologii - wcale nie stanowią stanu duchownego, gdyż nie uznają sakramentu święceń. Istotne jest, że "Reverend" jest używany w języku oficjalnym, natomiast wewnątrzkościelnie funkcjonują tytuły "father" (dla każdego kapłana) oraz "pastor" (dla proboszcza). 

Języki romańskie natomiast używają jakby zamiennie tytulatury pochodzącej zarówno od łacińskiego "dominus" czyli pan - "don", jak też "pater" czyli "ojciec" - "padre". Należy mieć na uwadze, że "don" mimo pochodzenia od łacińskiego "pan" jest określeniem specyficznym dla duchownych, gdyż dla osób świeckich stosuje się określenie "signore" (włoski), "señor" (hiszpański). 

Język francuski ma ciekawy zlepek obydwu pojęć w postaci tytułu "monsieur l'abbé" (od "mój panie" oraz aramejskiego "abbas" czyli "ojciec") oficjalnie zasadniczo dla każdego kapłana, choć dla podkreślenia szczególnego szacunku używa się indywidualnie także "mon père". 

Tradycyjna liturgia rzymska oraz oficjalny języka Kościoła rzymskiego mają tutaj dwa określenia:
- "reverendus dominus" (dla duchownych wyższych "reverendissimus") w oficjalnych określeniach w trzeciej osobie, 
- "pater" w zwracaniu się do osób duchownych, konkretnie "pater reverende" względnie "pater reverendissime". 

Co wynika z tych skrótowych danych dla postawionego pytania?

Przede wszystkim jasne jest, że we wszystkich językach, przynajmniej w kulturze katolickiej, ale nie tylko, jest jasne odróżnienie godności duchownej, czy to przez dodanie przymiotnika "reverendus", czy przez określenie zarezerwowane wyłącznie dla duchownych jak "xiądz", "Hochwürden", "don", "abbé". 

Po drugie, także język polski ma słowo specyficzne, czyli "xiądz". Warto mieć na uwadze, że jest ono stosunkowo nowe w takim użyciu jak obecne, gdyż przynajmniej do XIX w. powszechne było zwracanie się do duchownych per "wielebny" oraz "jegomość", co mniej więcej odpowiada łacińskiemu "reverendus". Przejście na określenie "xiądz", zresztą pokrewne słowu "xiążę", ma zapewne związek z procesem sekularyzacji o tyle, że nie ma czynnika przymiotnikowego wskazującego na szacunek. Jest to więc całkiem neutralne zaznaczenie przynależności do stanu duchownego. Czy jest to aktualne w obecnym stanie ustrojowym? Co jest w tej kwestii ważniejsze - ustrój państwa czy kultura kraju wraz z zachowaniami społecznymi?

W tym temacie zwykle włącza się kwestie takie jak rozdział Kościoła od państwa, neutralność światopoglądowa RP itp. Taka argumentacja dość wyraźnie zdradza myślenie czy wręcz mentalność etatystyczno-totalitarną, specyficzną dla ustrojów ateistycznych i antykościelnych, sięgających rewolucji masońskiej we Francji oraz bolszewickiej wraz z systemem komunistycznym. 

Otóż neutralność religijna i światopoglądowa państwa (to jest zresztą osobny problem, którego w tym miejscu nie mogę rozwinąć) wraz z równością obywateli wobec prawa bynajmniej nie wyklucza oficjalnego respektowania danej, specyficznej funkcji społecznej. Oficjalnie bowiem nie neguje się, lecz wręcz afirmuje charakter i naturę stanu duchownego jako grupy społecznego zaufania. Taki jest stan faktyczny, przynajmniej w naszym społeczeństwie, niezależnie od postulatów politycznych. Ignorowanie tego stanu faktycznego czy wręcz próby jego zwalczania są de facto walką ze społeczeństwem, co ma znamiona zapędów etatystyczno-totalitarnych. 

Konkretne wnioski: 
Poszczególny obywatel wprawdzie nie może być zmuszony do respektowania przynależności danej osoby do stanu duchownego na płaszczyźnie prywatnej. Jednak państwo respektujące faktyczne stosunki społeczne oparte na kulturze narodowej - także w dziedzinie języka - ma w przestrzeni publicznej obowiązek stosowania reguł odpowiadających tej kulturze, tym bardziej wynikających z niej. Innymi słowy: gdy jako kapłan zostanę zaczepiony przez kogoś na ulicy z tytułowaniem per "pan", to nie mam prawa zaskarżyć tę osobę za znieważenie, a równocześnie mam moralne prawo uznać to za znieważenie i tym samym zignorować zaczepkę (chyba że dana osoba potrzebuje pomocy duszpasterskiej, wówczas mam obowiązek nie zważać na znieważenie). Równocześnie każdy kapłan ma prawo być także urzędowo odpowiednio tytułowany, czy to starszymi określeniami, czy obecnie powszechnie przyjętym czyli jako "xiądz". Pozbawianie go tego tytułu w dziedzinie oficjalnej i urzędowej powinno być karalne jako znieważenie. Nie jest to zresztą wyjątek, gdyż zwrócenie się np. do sędziego per "pan(i)" zamiast "wysoki sądzie" może być także uznane za znieważenie i mieć poważne konsekwencje prawne i praktyczne. Duchownym jest się bowiem zawsze, nie tylko w kościele, lecz także na ulicy, na co wskazuje strój duchowny. Jeśli oczekuje się od kapłana zachowania odpowiedniego dla stanu duchownego także w ogólnej przestrzeni publicznej, czyli w urzędach itp., to obowiązkiem powinno być odpowiednie tytułowanie także w takich okolicznościach. Nie ma tutaj żadnej sprzeczności z równością wobec prawa. 

Czy wolno zakazać wiernym udziału w liturgii?

 


Z punktu widzenia zarówno teologicznego jak też prawnokościelnego, nikt nie może zakazać udziału wiernym w liturgii czyli sprawowaniu sakramentów, ani władza państwowa, ani kościelna. Dość jasno stanowi o tym Kodex Prawa Kanonicznego:

Kodex Prawa Kanonicznego jest jedynym prawem obowiązującym w dziedzinie kościelnej, zwłaszcza odnośnie sprawowania liturgii, i zarazem prawem nadrzędnym także ponad zarządzeniami władz kościelnych. Jeśli jakieś zarządzenie jest sprzeczne z kanonami Kodexu, to oczywiście nie obowiązuje. Tym samym nikt nie ma obowiązku przestrzegania takiego zarządzenia - ani obowiązku prawnego, ani moralnego. 

Oczywiście dochodzi kwestia praktycznego zastosowania tego stanu teologiczno-prawnego. W obecnej sytuacji jest niestety dość prawdopodobne, iż władze kościelne pod naciskiem władzy świeckiej są skłonne wymierzać sankcje duchownym, którzy sprzeciwiają się bezprawnym zarządzeniom. Czy uległość jest wtedy grzeszna, to jest osobna i nieco złożona kwestia. Przede wszystkim należy mieć na uwadze, iż pełnię władzy sakramentalnej i dyscyplinarnej na danym terenie ma biskup miejsca. Wprawdzie nie ma on prawa wydawać zarządzeń sprzecznych z prawem kościelnym i jeśli to czyni, to nadużywa swej władzy i grzeszy ciężko. Jednak gdy zwykły kapłan - czy to z braku wiedzy teologicznej i prawnej, czy z lęku przed karami - jest uległy wobec takowych zarządzeń, wówczas jego wina jest z całą pewnością mniejsza, a zależy oczywiście od stanu sumienia. 

Równocześnie także zwykły kapłan powinien w ramach swoich możliwości starać się zapewnić wiernym exekwowanie ich praw, o których mówią podane wyżej kanony. Powinien to czynić w sposób zarówno odważny jak też roztropny, dla dobra wiernych, nie swojego. 


Jak Kościół ocenia przymus szkolny?

 


Każdy człowiek jest stworzony na chwałę Bożą, czyli dla celu nadprzyrodzonego, który osiąga ostatecznie przez zbawienie swej duszy. Bycie stworzonym zakłada także więzy i zobowiązania przyrodzone i doczesne, w tym zwłaszcza rodzinne, głównie względem rodziców. Rodzice są współpracownikami Boga w dziele stworzenia ich dziecka dla chwały Bożej. Temu celowi przyporządkowane i podporządkowane są cele podrzędne i wszystkie środki.
Oczywiście w pewnym sensie dziecko jest darem dla rodziców, ale także dla całej rodziny i dla całej ludzkości. Istotna i nadrzędna jest jego więź i zależność od Boga, od którego pochodzi i do którego zmierza każdy człowiek.

Z powodu naturalnej więzi rodzice mają szczególne obowiązki i prawa wobec dziecka. Nikt im tych praw i obowiązków nie może odebrać, gdyż wynikają one z porządku stworzenia ustanowionego przez Stwórcę. Nie są to jednak prawa i obowiązki absolutne, gdyż żadna więź międzyludzka nie jest absolutna, lecz pochodna, wtórna i zależna od istotnej dla każdego człowieka relacji z Bogiem. Konkretnie: także względem rodziców obowiązuje zasada, że trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi. Gdy więzy rodzicielskie i rodzinne są w sprzeczności czy przeszkodą w relacji z Bogiem, np. w przyjęciu czy trwaniu w prawdziwej religii, wówczas naturalne prawa i obowiązki tracą ważność w tej kwestii.

Rzeczywiście najważniejszym obowiązkiem rodziców jest troska o wieczne zbawienie swoich dzieci. Są oni za to odpowiedzialni przed Bogiem na mocy swego rodzicielstwa. Oznacza to, że powinni dołożyć wszelkich starań, które są w ich mocy. Gdy ich prawa i obowiązki są ograniczane np. przez państwo, wówczas - z powodu ograniczenia wolności działania - także odpowiedzialność jest mniejsza, aczkolwiek żadna władza, siła ani przemoc nie są w stanie odebrać możliwości oddziaływania na dziecko przez dobry przykład, modlitwę i ofiarę.

Rola państwa w tym względzie jest także określona przez prawo naturalne pochodzące od Stwórcy. Zadaniem państwa jest wspieranie rodziców i rodzin w wypełnianiu ich powołania i zadania. Oznacza to, że państwo nie ma prawa zastępować rodziców w zadaniach i obowiązkach, które rodzice są w stanie sami czy we własnym zakresie wykonać. Wynika to jasno z naczelnej zasady: państwu przysługuje jedynie znaczenie i funkcja pomocnicza wobec rodziców i rodziny, nigdy pierwotna i właściwa. Oczywiście może zajść sytuacja, gdy w obronie naturalnych osobowych praw dziecka państwo może i powinno ingerować, jednak może to mieć miejsce jedynie w sytuacjach wyjątkowych. Państwo nie ma prawa zastępować rodziców w ich roli wychowawczej, gdy oni ją wykonują i są w stanie ją wykonać zgodnie z prawem naturalnym i objawionym.

Nie są mi znane orzeczenia Magisterium Kościoła dotyczące wprost przymusu szkolnego. Są one jednak właściwie zbędne, gdyż odpowiedź w tej kwestii wynika dość bezpośrednio z ogólnych zasad zawartych w katolickiej nauce społecznej. Naczelna zasada pomocniczości państwa oznacza, iż państwo ma prawo i jest zobowiązane jedynie pomagać, a nie zastępować czy przeszkadzać w wypełnianiu praw i obowiązków rodzicielskich. Tym samym przymus szkolny ma teologiczno-moralne usprawiedliwienie jedynie o tyle, o ile jest pomocą w wychowaniu dziecka, a nie przeszkodą.

Czy kapłan ma prawo usunąć katolika ze świątyni?





Opisane zachowanie kapłana jest bezprawne, skandaliczne, bezczelne, aroganckie, potulne wobec władzy, a bezwzględne wobec katolików.

Publiczna świątynia katolicka nie jest prywatną własnością żadnego kapłana, ani proboszcza, ani biskupa, lecz konsekrowanym miejscem publicznego kultu Kościoła i w tym znaczeniu własnością Kościoła. Proboszcz czy rektor świątyni jest jedynie zarządcą nie swojej własności. Tym samym nie ma prawa dysponować w taki sposób jak gospodarz własności prywatnej, lecz jedynie zgodnie i w myśl prawa kościelnego, czyli według celu, jakim jest kult Boży oraz zbawienie dusz. 

W świetle prawa kościelnego kapłan katolicki nie ma prawa wykluczać kogokolwiek z udziału w liturgii, jeśli na tej osobie nie ciążą kary kościelne (interdykt, exkomunika) i jeśli dana osoba nie zakłóca ewidentnie sprawowania liturgii. Każdy katolik modlący się - zgodnie z przeznaczeniem miejsca - ma prawo przebywać w świątyni, także podczas liturgii.

Tzw. obostrzenia państwowe nie mogą być z punktu widzenia prawa kościelnego powodem wydalenia ze świątyni czy wykluczenia z liturgii. Ani kapłan, ani jakakolwiek władza kościelna nie ma prawa ograniczać liczby uczestników liturgii, i tym samym nie jest odpowiedzialna za liczbę osób obecnych. Państwo nie ma prawa tego wymagać od władz kościelnych, ponieważ byłaby to ingerencja w prawny porządek Kościoła czyli jego ustrój wewnętrzny.

W kwestii posłuszeństwa zarządzeniom władz każdy katolik odpowiada za siebie. Kapłan nie ma obowiązku i nie ma możliwości osobistego kontrolowania obecności kogokolwiek w świątyni według kryteriów narzuconych przez państwo. W razie prawnej konieczności - wynikającej z prawa kościelnego - może wezwać służby porządkowe. 

W dodatku sprzeniewierzeniem się obowiązkowi duszpasterskiemu jest pozostawienie wiernych bez Mszy św. i to niedzielnej. Jest to po prostu skandal, świadczący o braku elementarnego poczucia powinności wobec dusz wiernych. 

Na koniec relacja jednego z wiernych:



Jakie podatki są sprawiedliwe?



Podatek jest obowiązkową daniną na poczet wypełniania przez państwo jego zadań. Tym zadaniem jest - najogólniej mówiąc - dobro wspólne obywateli, wszystkich obywateli, bez różnicy. Państwo powinno gwarantować równość nie tylko wobec prawa, lecz także w udziale co do dobra wspólnego.

Zadania czyli funkcje państwa mogą być różne i ulegać zmianom w zależności od danych potrzeb. Dlatego konieczne jest dopasowywanie także systemu podatkowego w zależności od tego, które rozwiązania służą najlepiej dobru wspólnemu. Stałe są i powinny być zasady etyczne, natomiast ich zastosowanie w danym państwie może i powinno być zmienne, gdy tego wymagają okoliczności. Inne na przykład są potrzeby w sytuacji wojny, a inne w sytuacji wewnętrznego zagrożenia bytu czy to duchowego czy biologicznego.

Zachodzi oczywiście współzależność między dobrem indywidualnym - należycie rozumianym - a dobrem wspólnym. One się nie wykluczają lecz nawzajem warunkują. Dlatego fałszywy jest zarówno indywidualizm (nazywany często ogólnie kapitalizmem) jak i kolektywizm (nazywany często socjalizmem). Jest to szczególnie widoczne w kwestii podatków. Im więcej państwo pobiera podatków, tym bardziej szkodzi dobru indywidualnemu i ostatecznie też wspólnemu, jeśli nie przeznacza środków pochodzących z podatków na odpowiednie cele, czyli służące dobru wspólnemu. Tak jest, gdy nie pobiera - obojętne z jakiego powodu - odpowiedniej ilości środków dla realizacji chociażby bezpieczeństwa publicznego czy obronności militarnej, gdyż uderza to w interes wszystkich obywateli.

Istotne jest właściwe rozumienie dobra wspólnego. Nie jest ono przeciwieństwem dobra indywidualnego, lecz egoizmu. Tak samo jak na poziomie indywidualnym, również na poziomie wspólnotowym jest to dobro - odpowiednio do natury człowieka - o wymiarze zarówno materialnym i biologicznym jak też duchowym. Także te wymiary się nie wykluczają, lecz są w pewnym sensie współzależne, aczkolwiek z zachowaniem hierarchii. Tak np. sprawy religii, kultury, edukacji stoją wyżej niż sprawy zamożności materialnej, aczkolwiek bez odpowiedniego poziomu bytu materialnego nie sposób jest poświęcić czas i uwagę na sprawy duchowe. Należy też pamiętać o granicach kompetencji państwa zarówno w kwestiach gospodarczych jak też duchowo-kulturowych. Według etyki katolickiej istotną funkcją państwa jest pomocniczość, nie zastępowanie działań jednostek, rodziny i społeczności. Państwo nie ma prawa dyktować ani działalności gospodarczej ani duchowej. Ma jednak obowiązek chronić i wspierać, gdzie i na ile jest to konieczne, oraz służyć dobru wspólnemu.

Sprawiedliwość nie oznacza równości. Dotyczy to także kwestii podatków. Dlatego fałszywe jest domaganie się pogłównego czy takiej samej procentowej dla wszystkich. Ewangeliczna zasada: "komu więcej dano, od tego więcej wymagać się będzie" (Łk 12, 48) dotyczy także podatków. Oznacza to: jeśli komuś społeczeństwo i państwo - w różny sposób - stworzyło korzystne warunki do wzbogacenia się, wówczas ma on obowiązek większej daniny w postaci podatków. Kto np. bez własnej winy - lecz np. z powodu braku odpowiednich zdolności czy umiejętności mimo starań - zarabia mniej czy tylko minimalnie, pokrywając jedynie podstawowe potrzeby exystencjalne, ten ma prawo nawet do zwolnienia od podatku np. w postaci kwoty wolnej od podatku. Obowiązkiem państwa jest zapewnienie takich warunków prawnych i gospodarczych, by nikt dokładający swoich starań nie cierpiał niedostatku w podstawowych potrzebach jak pożywienie, godziwe mieszkanie oraz godziwy wypoczynek. Nie ma to nic wspólnego z socjalizmem, lecz wynika z istoty i natury państwa.

Przekładając te zasady na system podatkowy w Polsce należy powiedzieć niestety, że jest on skrajnie niesprawiedliwy, antypolski - wymierzony przeciw dobru narodu polskiego - i tym samym niemoralny. A to z następujących powodów:
- Fałszywa i zgubna niejasność i niespójność określenia zadań państwa, co skutkuje przerostem biurokracji państwowej w każdej dziedzinie.
- Skrajnie niesprawiedliwe obciążenie podatkowe najmniej zarabiających, którzy stanowią ok 2/3 społeczeństwa. Hamuje to i tłumi ich aktywność zarówno gospodarczą, jak też intelektualną i kulturalną. Prowadzi to do emigracji zwłaszcza młodych, ambitnych i pracowitych.
- Skrajnie niesprawiedliwe faworyzowanie najwięcej zarabiających, co powoduje niezgodę społeczną i skrajny wyzysk. Jest to zarówno efekt wpływu wąskiej grupy najzamożniejszych na polityków, jak też czynnik wzmacniający i utrwalający ten wpływ.

Konkretny przykład: mężczyzna zarabiający w zachodnich krajach Uni Europejskiej przeciętną pensję pracowniczą 2 tys. eurów płaci de facto - dzięki kwocie wolnej od podatku dochodowego - około 10 % daniny podatkowej jako nieżonaty (9 tys. eurów wolnych od opodatkowania), a jako żonaty (18 tys. eurów bez opodatkowania) może nawet 2-3 %. W Polsce natomiast taka osoba może przekroczyć nie tylko kwotę wolną od opodatkowania (8 tys. zł) lecz także próg dla niższego opodatkowania (85 tys. złotych) i płaci wtedy 32 % podatku od dochodów. To jest właśnie główny powód emigracji młodych, zdolnych i ambitnych, co de facto skutkuje zapaścią demograficzną. Ponadto blokuje to chęci oraz inicjatywę pozostających w kraju, gdyż godzi w ich motywację.

Czyż więc rację mają ci, którzy domagają się takiej samej stopy procentowej podatku dla wszystkich? Nie mają. Z prostego powodu, który łatwo jest zrozumieć na przykładzie: jeśli menedżer zarabia miliony netto rocznie, a kobiecie sprzątającej jego biurowiec płaci 15 tys. rocznie, to nie trzeba być specjalnie wyczulonym moralnie, by dostrzec jaskrawą dysproporcję. I nie ma to zupełnie nic wspólnego ani z socjalizmem ani z pożądaniem cudzej własności. Wchodzi tutaj bowiem pojęcie płacy godziwej i tym samym odpowiedniego traktowania swoich pracowników. Państwo ma tutaj obowiązek nie tylko uniemożliwienia tego typu dysproporcji, lecz także pobrania wyższego procentowo podatku od menedżera czy to w formie wyższej stopy procentowej, czy w formie podatku od luxusu (np. typu własny jacht, własny samolot, luxusowe nieruchomości na cele prywatne). Ten obowiązek wynika z natury każdego posiadania: każde posiadanie, zwłaszcza ponadprzeciętne, jest wynikiem nie wysiłku indywidualnego, aczkolwiek wkład indywidualny może być wyjątkowy i ponadprzeciętny, co oczywiście także powinno mieć swoje odbicie w wynagrodzeniu. Posiadanie zawsze jest efektem wysiłku społecznego, czy to poprzednich pokoleń (rodziny, narodu), czy aktualnych współpracowników i podwładnych.

Kwestia ma wymiar także socjologiczny i psychologiczny. Chodzi w znacznej mierze o mentalność pracowników administracji rządowej i ogólnie klasy politycznej. W Polsce - i też we wielu innych krajach - jest de facto tak, że klasę polityków stanowią w znacznej mierze, jeśli nie we większości, osoby, które nigdy nie zarabiały na swoje utrzymanie poza stanowiskami politycznymi. Powoduje to zarówno uległość wobec lobbystów, czyli interesów wielkiego biznesu, jak też komplexy i zazdrość. Także politycy są tyko ludźmi.

Podsumowując:
W świetle skrótowej analizy etyczno-społecznej system podatkowy w Polsce okazuje się wysoce niesprawiedliwy, patologiczny oraz patogenny. De facto powoduje on trwanie większości Polaków na poziomie płac krajów tzw. Trzeciego Świata, zapaść demograficzną oraz potrzebę - widocznie zaplanowaną i już niestety realizowaną - sprowadzania obcokrajowców dla zapełnienia miejsc pracy. Obecnie sprowadzani są głównie sąsiedzi spoza wschodniej granicy, lecz te zasoby są na wyczerpaniu (z różnych powodów). Następnym krokiem - również "nieuchronnym" - będzie sprowadzanie z dalszych rejonów, czyli z krajów islamskich, które obecnie jako jedyne mają nadwyżkę reprodukcyjną ludności. A to jest już śmiertelne zagrożenie kulturowe i cywilizacyjne.


Post scriptum

Otrzymałem następujący komentarz:


Ponieważ w tajemniczy sposób występuje błąd techniczny po dodaniu odpowiedzi na ten komentarz, odpowiadam tutaj.

Przesłanki słuszności progresji podatkowej to:
1. odpowiedzialność za dobro wspólne, która powinna być większa u bogatszych,
2. przeświadczenie, że nie ma przynajmniej moralnego uzasadnienia dla różnic w zarobkach rzędu kilkadziesiąt czy nawet kilkaset razy. 

Oczywiście system podatkowy powinien być dostosowany do sytuacji i struktury społeczeństwa. Jak wiadomo, w Polsce przemiany ustrojowe polegały na tym, że głównie dawne elity aparatu reżimu komunistycznego uwłaszczyły się majątkiem zrabowanym po 2wś prywatnym właścicielom, a także Kościołowi, względnie przeszły na wasalczą służbę globalnych i obcych koncernów, kosztem tych, którzy zarówno w komuniźmie jak też po przemianach pozostali tanią siłą roboczą, a to zarówno w kraju jak i na emigracji. 

Należy mieć na uwadze, że przynajmniej w Europie Polska jest niechlubnym wyjątkiem co do wyzysku fiskalnego najmniej zarabiających (groteskowo niska kwota wolna od podatku dochodowego, wysokie opodatkowanie w pierwszym progu, niski drugi i zarazem ostatni próg podatkowy, wyjątkowo wysoki podatek VAT), oraz stosunkowo niskiego opodatkowania najbogatszych (32%, czyli w progu, do którego należy już ktoś, kto zarabia na poziomie prostego pracownika w krajach zachodnich, jak kasjerka czy sprzątaczka). To jest sytuacja wręcz skandaliczna i antypolska, gdyż jest głównym mechanizmem motywjącym zwłaszcza młodych ludzi do emigracji zarobkowej. 

Konkretnie np. w Niemczech osoba samotna zarabiająca 2 tys. eurów brutto płaci około 10% podatku dochodowego (z powodu wysokiej kwoty wolnej od podatku dochodowego, a jest ona podwójnie wyższa dla małżeństw), podczas gdy w Polsce należy już do najwyższego progu podatkowego i musi płacić 32%, czyli tak samo jak milioner i multimiliarder. To jest wręcz zbrodnicza polityka podatkowa, przynajmniej de facto wymierzona zwłaszcza w młodych i zdolnych Polaków. 

Czy można wymierzać sprawiedliwość bez państwa?


Przede wszystkim tzw. państwo podziemne można uznać za pewien rodzaj państwa polskiego, ponieważ Polska została bezprawnie, przemocą pozbawiona regularnej państwowości, co daje podstawy przynajmniej moralne - jeśli nie także prawne - do uznania "państwa podziemnego" za swego rodzaju prawowitą, państwo-podobną instytucję narodu polskiego jako formy jego bytowości politycznej. Dlatego działania państwa podziemnego nie są działaniami "samemu", mimo że nie była to ani regularna forma państwowości, ani jego działania nie były wyposażone we wszystkie cechy i narzędzia funkcjonowania państwa.

Tym niemniej pytanie porusza istotny problem stosunku zarówno między społecznością (w tym wypadku narodem polskim) a państwem (w tym wypadku okupanckim, bezprawnym i zbrodniczym), jak też między jednostką a państwem.

Państwo nie jest konieczne do dążenia do sprawiedliwości i jej wymierzania. Przykładem jest zarówno rodzina (w zakresie władzy rodzicielskiej), jak również chociażby Kościół, który ma swój porządek prawny obowiązujący w jego własnej dziedzinie. Tym bardziej społeczność czy naród pozbawiony bezprawnie własnej państwowości ma prawo do porządkowania swojego bytowania według zasad sprawiedliwości, do czego należy także jej wymierzanie, czyli karanie złoczyńców. Oczywiście nie oznacza to dowolności ani w stanowieniu reguł sprawiedliwości ani w ich stosowaniu, lecz muszą być one zgodne z prawem naturalnym, zwłaszcza z naturą człowieka jako istoty społecznej, oraz z dobrem wspólnym zarówno danej społeczności jak też ludzkości. Jeśli porządek prawny "państwa podziemnego" oraz jego stosowanie odpowiadało tym kryteriom, wówczas jego działania są zgodne z etyką nie tylko chrześcijańską lecz także ogólnoludzką. Dotyczy to także wymierzania kar.

Jak katolik powinien reagować na bluźnierstwo?


Po pierwsze należy pamiętać, że zachowanie muślimów nie może i nie powinno być dla nas wzorem. Katolika obowiązują normy moralności wynikające z prawa naturalnego i Bożego Objawienia. Im muszą być podporządkowane spontaniczne reakcje.

Pytanie dotyczy głównie dwóch zasadniczych kwestij:
- kary za bluźnierstwo
- kompetencji karania za bluźnierstwo.

Jak każda kara, także w tym wypadku ukaranie ma znaczenie głównie expiacyjne i pedagogiczne. Jako że bluźnierstwo publiczne dotyczy dobra wspólnego, dlatego zadaniem państwa jest karanie także w takiej sprawie. Gdy państwo nie chce czy nie może wywiązać się z tego obowiązku, wówczas obowiązek ten może przejść na niższe stopnie organizacji społeczności, zgodnie z zasadą pomocniczości państwa (państwo powinno wypełniać tylko te zadania, których nie jest w stanie wypełnić społeczność w formie niższego szczebla). Jest to obowiązek społeczny, nie indywidualny. Może on mieć charakter w pewnym sensie indywidualny wtedy, gdy np. ojciec rodziny jest odpowiedzialny za przestrzeganie prawa Bożego w swojej rodzinie i na terenie swojej posiadłości, aczkolwiek także wtedy jest to obowiązek w swej istocie społeczny, gdyż wynika z roli społecznej, jaką jest ojciec rodziny i właściciel posesji.

W każdym przypadku kara musi odpowiadać jej celowi i tym samym skutkowi. Jeśli sytuacja prawda jest de facto taka, że państwo zakazuje i ściga jakiekolwiek działania w takiej sprawie na poziomie niższym, czyli poza organami państwa, wówczas może zachodzić zwolnienie z moralnego obowiązku wymierzenia kary. Konkretnie: jeśli skarcenie cielesne kogoś bluźniącego przeciw Panu Bogu czy wierze katolickiej będzie miało według wszelkiego prawdopodobieństwa skutek odwrotny, czyli publiczne napiętnowanie karającego przy równoczesnym potraktowaniu bluźniercy jako "ofiary", wówczas ukaranie cielesne bluźniercy raczej nie będzie adekwatną karą. W takiej sytuacji należy zacząć od kształtowania świadomości oraz budowania formy organizacji społecznej, gdzie państwo będzie miało obowiązek działania w takiej sprawie, bądź przynajmniej będzie prawnie dopuszczało zadziałanie organów obywatelskich (jak np. obywatelskie oddziały obronne).

Czy podatek dochodowy jest grzeszny?


Ten grzech dotyczy pracodawcy, który nie płaci należnego wynagrodzenia za pracę. Podatek jest natomiast daniną nałożoną przez państwo. Generalnie płacenie podatku dla celów dobra wspólnego realizowanego przez państwo jest obowiązkiem moralnym wynikającym ze społecznej natury człowieka, która jest podstawą istnienia państwa. Oczywiście podatek musi być godziwy, tzn. uzasadniony realizowaniem dobra wspólnego danej społeczności oraz proporcjonalny zarówno do zadań realizujących to dobro jak też do indywidualnych możliwości i warunków.
Nie jest moralnie godziwe ani istnienie takiej instytucji państwa, która nie służy dobru wspólnemu, ani taki system podatkowy, który jest systemem ucisku skierowanemu przeciw indywidualnym obywatelom i dobru wspólnemu.