Odpowiedź na zadane pytanie już jest podana skrótowo. Teraz odniosę się do zalinkowanego textu.
Warto zacząć od źródłosłowu polskiego słowa "przebaczenie". Można je inaczej wyrazić jako baczenie ponad, poza, czyli nie baczenie, nie zwracanie uwagi na coś, co miało miejsce. W tym znaczeniu jest to określenie dość mylne co do sprawy, o którą chodzi, choć zawiera także cząstkę prawdy.
Tą cząstką prawdy jest to, iż osobę, który wyrządziła krzywdę, należy w razie potrzeby traktować tak, jakby tego nie uczyniła. Przykładowo: ktoś, kto mi wyrządził krzywdę, jest głodny, chory, czy potrzebuje innej pomocy. Najważniejsza jest oczywiście pomoc duchowa. To należy mieć zawsze na uwadze. Innymi słowy: gdy złoczyńca potrzebuje pomocy, czy to dla ciała, a zwłaszcza dla duszy, nie wolno mi kierować się urazą z powodu doznanej krzywdy, lecz mam obowiązek jej pomóc, oczywiście przede wszystkim ku zbawieniu duszy.
Mylność określenia "przebaczenie" polega natomiast na tym, iż może być rozumiane - i tak bardzo często jest - jako zachowywanie się tak, jakby nic się nie stało, jakby krzywdy nie było, czy przynajmniej jakby ona nie bolała. To jest oczywiście oparte na nieprawdzie, a nieprawda nigdy nie jest właściwie pomocna, lecz jest zawsze szkodliwa czy wręcz toxyczna, przynajmniej w jakimś stopniu. Tak pojęte "przebaczenie" z całą pewnością jest niezgodne z Ewangelią i tym samym z nauczaniem Kościoła.
Zalinkowany text tego niestety nie odróżnia. Zamiast tego odwołuje się do kilku fragmentów Ewangelii, interpretując je błędnie czy przynajmniej tendencyjnie:
1. Słowa Pana Jezusa o przebaczeniu "siedemdziesiąt siedem razy" na pewno nie odnoszą się do fałszywie rozumianego przebaczenia, które zafałszowuje rzeczywistość.
2. Także przypowieść o nielitościwym dłużniku nie może świadczyć na korzyść fałszywego przebaczenia, gdyż po pierwsze ów dłużnik prosił o cierpliwość, więc uznał swój dług i miał wolę spłacenia go, nawet jeśli było to nierealne wobec jego wysokości. Przebaczenie mu całości długu przez wierzyciela - jego pana - nie wynika z powinności, lecz ze szczodrości, która jest właściwa tylko Bogu, a to z tego powodu, iż żaden człowiek nie jest w stanie spłacić swego długu wobec Niego. Nie oznacza to jednak, jakoby Boże przebaczenie było bezwarunkowe, skoro nielitościwego sługę spotyka kara. Należy mieć też na uwadze, iż chodzi o przypowieść, nie o ściśle rozumianą regułę postępowania. Chodzi w niej o nasze naśladowanie Bożego przebaczenia, a jest ono doskonale, jasno i całościowo ujęte w sakramencie pokuty i pojednanie, jak go rozumie Kościół.
Właśnie o tym też jest mowa w modlitwie "Ojcze nas". To nie nasze, fałszywie rozumiane przebaczanie ma być normą dla przebaczenia Bożego (jak to głosi fałszywa ideologia faustyno-sopoćkizmu), lecz odwrotnie: przebaczenie Boże, które jest dość jasno ujęte w warunkach sakramentu pokuty, jest regułą i wzorem dla naszego przebaczania. Oznacza to, że bez żalu, skruchy, woli poprawy oraz prośby o przebaczenie wraz z prośbą o właściwą pokutę, czyli gotowości przyjęcia sprawiedliwej kary, nie może być prawdziwego, pomocnego dla duszy czyli zbawiennego przebaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz