Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław. Pokaż wszystkie posty

Sprawa jarosławska - raz jeszcze


Powyżej widzimy autoreklamę x. Adriana Mantykiewicza, który od kilku dni zasłynął po tym, jak publicznie wybaczył ukraińskiemu nożownikowi nie tylko w swoim imieniu, lecz także w imieniu innych poszkodowanych, w tym zadźganego x. Stanisława Zbojnowicza. Ten obrazek wiąże się z hobby Mantykiewicza, przy czym świadomie unikam x. To on - przywędrowawszy z Zagłębia poprzez Warmię na Podkarpacie - przeobraził swoje hobby w działalność pseudoduszpasterską w jarosławskim tzw. opactwie (które jest obecnie nazwą jedynie historyczną, ponieważ z niegdysiejszego opactwa pozostała tylko część budynku, przejęta przez Archidiecezję Przemyską na dom rekolekcyjny oraz imprezy mniej czy bardziej rozrywkowe, a siostry benedyktynki zamieszkują obecnie inny budynek i nie stanowią opactwa, lecz jedynie klasztor-przeorat). 

Zacznijmy od Mantykiewicza. Odnośnie do jego "kazania" wyraziłem już swoje uwagi (tutaj). Gdyby zamiast planszówkami zajął się dokształceniem w teologii katolickiej czy choćby w katechiźmie, to by raczej był w stanie wygłosić katolickie kazanie. Póki co widać po nim jedynie zafascynowanie różnego rodzaju grami, którego skutkiem jest dość widoczne obżarstwo, co świadczy także o poważnym problemie duchowo-psychicznym. 

Jeszcze poważniejszy problem widać zarówno na powyższej grafice, jak też na innych obrazkach związanych z "planszówkami w opactwie" i - jak się okazuje - także poza nim. Oto przykłady:


To ma być zapewne minipomnik Mantykiewicza, cieszący się jego wyraźną autoaprobatą, wyrażoną w komentarzu (gdyż to on jest autorem i adminem tejże stronki na pejsbuku). Chyba nie trudno zauważyć, że to niby wiosło - niewiadomo, dlaczego to ma być jego atrybut jako planszówkowicza - można odczytać jako zasłonięty czy ukryty tryzub, na co wskazuje też pomalowanie na niebieski kolor. 


Otoczenie kotami, które są atrybutem czarowników i wiedźm, także do tego pasują. 

On nie kryje swojej satysfakcji z odgrywanej funkcji przywódczej:







Jego działalność niestety nie ogranicza się do "opactwa" (źródło tutaj - portal szkoły podstawowej w Zarzeczu):





Chwali się też charakterystycznymi kontaktami i powiązaniami:



Ciekawe, czy rodzice wiedzą, kto - z dość specyficznymi powiązaniami - został zaproszony do prowadzenia rekolekcyj szkolnych dla ich dzieci. 

Zaś gry, którymi się zabawia wraz ze swoim towarzychem, nie są bynajmniej niewinne:



Przyznaję, że się na grach nie znam. Planszówki kojarzą mi się z wysiłkiem intelektualnym nie wykraczającym poza umiejętność rzucania kostką. To może być dobra zabawa dla dzieci i osób z ograniczonymi funkcjami intelektualnymi. Dobra o tyle, że może pomóc w uczeniu się opanowania emocyj, co ma znaczenie zwłaszcza dla osób z zaburzeniami w tej dziedzinie, czyli terapeutyczne. W wypadku Mantykiewicza z "opactwa" jest to jednak zapewne coś o wiele więcej, co świadczy albo o poważnym zaburzeniu osobowości, albo o promowaniu zaburzenia, przynajmniej w postaci uzależnienia od gier, co staje się obecnie coraz częstsze zwłaszcza w młodym pokoleniu, choć nie tylko, co widać na obrazkach ukazujących kumpli i fanów tego człowieka. 

Można i należy snuć reklexję, czy i na ile te powiązania mają związek z atakiem nożownika. Pewne jest, że x. Adrian Mantykiewicz nie tylko ma hobby, które jest nie do pogodzenia z posługą kapłańską, lecz także powiązania tego samego rodzaju. Jego działalność licuje najwyżej z osobą zabawiacza, który ma dość ewidentny problem sam ze sobą, a nie kapłana katolickiego. Czy to właśnie przyciągnęło nożownika akurat w to miejsce? Czy osoba Adriana i jego działalność ma związek z tym, że pojawił się w Jarosławiu po śmierci x. Mariana Rajchela, który sam był przez lata powiązany z tzw. charyzmatykami (oprócz działalności jako exorcysta diecezjalny), lecz pod koniec życia dość krytycznie wyrażał się o osobach takich jak Marcin Zieliński i pośrednio także o hierarchach, którzy popierają i promują tego osobnika? Czyżby sprowadzenie Mantykiewicza do Jarosławia miało na celu "skorygowanie" linii x. Rajchela? Czy zachodzi związek z tzw. festiwalem "naszych korzeni", którego głównym miejscem jest jarosławskie "opactwo", a gdzie regularnie zapraszano żydów i muzułmanów, i to do występów w świątyni (więcej tutaj i tutaj)? 

Pewne jest, że dotychczas nie zostały publicznie przedstawione wyniki solidnego, urzędowego zbadania tragicznego w skutkach wydarzenia z dnia 24 IX 2026. Media podają jedynie jakieś niby wywiady z osobami, które nie były bezpośrednimi świadkami tego wydarzenia, czy to w kuchni, kawiarence czy w kościele. Wypowiedzi osób, które twierdzą, że nożownik miał nóż o długości 80 cm, nie mogą być poważne. Świadczą raczej o braku zrozumienia słowa nóż. Nie popisała się w tym także siostra Barbara z klasztoru ze swoimi wieloma widocznie chętnie udzielanymi wypowiedziami, mimo iż nie była świadkiem samego zdarzenia, a opowiada o nim w sposób niespójny i niekompetentny, aczkolwiek z widocznym zadowoleniem ze siebie. Wstyd. Żaden z organów władzy państwowej czy samorządowej nie podał jakichkolwiek ustaleń policji. W normalnym kraju i normalnym państwie byłoby to nie do pomyślenia. Zamiast tak prostego i podstawowego kroku, który jest elementarną powinnością wobec opinii publicznej, perswaduje się nam konieczność przebaczenia nożownikowi oraz nie obarczania winą wszystkich jego rodaków. I to przy zupełnym braku choćby cienia reflexji, a nawet z planowym brakiem dostarczenia podstawowych danych ku reflexji nad przyczynami tego zdarzenia, które słusznie porusza nie tylko Polaków, lecz także światową opinię publiczną. 

Czy można wybaczyć za kogoś?


Sprawa jest oczywiście zarazem tragiczna i delikatna. Tym niemniej z powodu jej nagłośnienia i zasięgu muszę się odnieść do tytułowego wątku, gdyż on nie tylko sam w sobie jest dość ważny, lecz spotykany jest nagminnie w ostatnich dziesięcioleciach, a wymaga skorygowania. Chodzi o następujące słowa jednego z poszkodowanych księży o nazwisku Adrian Mantykiewicz (nazwisko jest regularnie przemilczane):


Chłop być może chce dobrze. Wobec opinii publicznej wypada mu wypowiedzieć słowa o przebaczeniu. Być może został do tego zachęcony czy wręcz nakłoniony przez przełożonych. Zresztą dla niego ta sytuacja jest przyczyną niespodziewanej sławy i to wręcz światowej. W poczuciu takiego brzemienia niestety jednak przestrzelił, a dokładniej powiedział bzdurę, która zresztą nie jest nowością w tzw. posoborowiu modernistycznym, zwłaszcza wojtyliańskim. Otóż już na zdrowy, chłopski rozum nie trudno się domyśleć, że nie można przebaczyć za kogoś, zwłaszcza za osobę zmarłą. Nawet jeśli można rozumnie przypuszczać, że ta osoba by też sama przebaczyła czy byłaby gotowa przebaczyć. Tym niemniej nikt nie ma prawa przebaczać w czyimś imieniu, jeśli nie został do tego przez daną osobę upoważniony. To jest właściwie dość proste. 

Dlaczego więc x. Adrian powiedział taką bzdurę? Ano dlatego, że od czasu wojtyliańskiego przepraszania wszystkich za wszystko w imieniu Kościoła - nie tyle obecnego, co raczej wszystkich wieków - nadal ma się dobrze patologiczna intelektualnie i duchowo przebaczoza. Jest ona oczywiście obliczona na poklask przekaziorów i wszystkich łasych na jakiekolwiek przejawy zarówno przyznawania się przez Kościół do win wszelakich, jak też na jego kajanie się przed trybunałem pseudoautorytetów pseudomoralnych. Taki pseudopobożny debilizm widocznie wpojono x. Adrianowi najpóźniej w seminarium, a teraz akurat miał wyjątkową sposobność popisania się nim na szerokim forum publicznym. 

Wpisuje się to dość wyraźnie w fałszywą ideologię faustyno-sopoćkową, która otwarcie głosi, iż im większy grzesznik, tym większe ma prawo do "miłosierdzia". Co jest oczywiście bluźnierstwem i to demoralizującym, a jego owoce są coraz bardziej widocznie zwłaszcza w Polsce. 

Zresztą autor tego wystąpienia ma ciekawą drogę kapłańską (źródło tutaj):


Pochodzi z Czeladzi, wyświęcony w Olsztynie, a wylądował w Archidiecezji Przemyskiej. Wygląd - jak widać - ma wybitnie niekapłański. Zaś nazwisko - regularnie pomijane w mediach - jest mało polskie. To też może mieć znaczenie. 

Zaś na nagrodę nie trzeba było czekać, gdyż niemal natychmiast przyznało mu nagrodę tzw. Towarzystwo im. Jana Karskiego (źródło tutaj):


To towarzystwo jest dość charakterystyczne (źródło tutaj):

Myślę, że dalsze komentarze są zbędne.