Odpowiadam w oparciu o Tradycję, Pismo św. oraz dokumenty Magisterium Kościoła. Nazywam się Dariusz Józef Olewiński. Jestem kapłanem Archidiecezji Wiedeńskiej. Tytuł doktora teologii przyznano mi na Uniwersytecie w Monachium na podstawie pracy doktorskiej przyjętej przez późniejszego Prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, kard. Gerharda L. Müllera oraz examen rigorosum z oceną "summa cum laude". Od 2005 r. prowadziłem seminaria na uniwersytecie w Monachium oraz wykłady w seminarium duchownym.
Kiedy wojna jest sprawiedliwa?
Formacja kapelanów wojskowych
Nie znam podręcznika katolickiej teologii moralnej, który by wprost wypowiadał się w temacie. Kwestia dotyczy zarówno kwestii prawdomówności jak też udziału duchownych w działaniach wojskowych. Bezpośredni udział w walce był duchownym zawsze zakazany przez prawo kościelne. Mówiło się "z orężem w ręku", ale moim zdaniem dotyczy to także udziału w działaniach wywiadowczych itp. Co do prawdomówności to zasada dotyczy tak samo duchownych jak i świeckich. Pozostaje kwestia, czy fałszowanie tożsamości jest moralnie dopuszczalną metodą ukrywania prawdy. Moim zdaniem należy odróżnić tożsamość w znaczeniu nazwiska od tożsamości związanej z wyznaniem wiary. Nazwisko jest sprawą umowną i zmienną, natomiast wyznanie wiary jest zasadniczo niezmienne. Dlatego podawanie przybranego doraźnie nazwiska nie uznałbym za grzech, natomiast podawanie fałszywego wyznania już grzechem jest.
Wiadomo natomiast, że już przed II wś. w Polsce miała miejsce infiltracja Kościoła - nawet hierarchii na wysokim szczeblu - przez kręgi piłsudczykowsko-masońskie. Dowodem są fałszerstwa nawet w dziedzinie liturgii, jak fałszywe tłumaczenie aktu poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, gdzie "populus olim electus" zostało bluźnierczo zafałszowane na "naród niegdyś szczególnie umiłowany", jakoby Pan Bóg jeden naród miłował bardziej niż inne narody.
Judeo"chrześcijaństwo" Marka Jurka (z post scriptum)
Znajomość późniejszych losów niegdysiejszych znajomych bywa niekiedy bardzo przykra. Zwłaszcza wtedy, gdy z wiekiem nie pojawia się przyrost wiedzy i moralności, lecz raczej fakty, które bynajmniej nie świadczą o takim przyroście (nawet jeśli nie są one zupełnie zaskakujące).
Marek Jurek mówi ostatnio o sobie, że nie jest czynnym politykiem. Jednak od pewnego czasu, mniej więcej od roku, pojawia się publicznie chyba tylko w jednej tematyce. Chodzi o głośny "manifest 16-tu", który jest aktem szczególnie haniebnym (więcej tutaj, tutaj, tutaj, tutaj), a także o wydarzenie nowsze, mianowicie o polemikę ze znanym historykiem i jutjuberem Piotrem Zychowiczem w kwestii wojny w Palestynie.
Nie wchodząc w szczegóły dyskusji tych panów, która jest swoją drogą godna uwagi, zwłaszcza z powodu wiedzy i argumentów Zychowicza, zwrócę uwagę na dwa główne "argumenty" ze strony Jurka, które nie zostały odpowiednio potraktowane ani przez tego pierwszego, ani przez prowadzącego debatę Igora Janke.
Po pierwsze, Jurek przyrównuje powstanie państwa izraelskiego do kolonizacyj, które miały miejsce w różnych okresach historii aż do XIX wieku. Jest to dość zdumiewające, gdyż świadczy albo o ignorancji historycznej, albo o zakłamaniu, albo o jednym i drugim. Jurek widocznie utożsamia kolonizację z podbojem czyli okupacją obcego terytorium należącego do innej społeczności czy wręcz innego państwa. A jednak jest sporo przykładów historycznych na błędność tego utożsamiania. Mamy przecież kolonie greckie w basenie Morza Śródziemnego, mamy kolonizację Europy Wschodniej przez Polaków i Niemców, a przedtem Niemcy osiedlali się na terenach polskich nie po to, żeby przyłączyć te z ziemie do Rzeszy czy żeby stworzyć tutaj państwo niemieckie, lecz się asymilowali i wnosili swój wkład w rozwój gospodarczy i kulturowy. Podobnie czyniła szlachta polska na Kresach. Owszem, są też inne przykłady, które, choć nazywane kolonizacją, były właściwie okrutnym, niszczycielskim i śmiertelnym dla rodzimych ludów i kultur podbojem, jak zwłaszcza w Ameryce Północnej ze strony protestantów i też żydów przybyłych z Europy. Historyk, a nawet każdy choćby średnio wykształcony człowiek ma obowiązek rozróżniania faktów i pojęć. Tak więc nazwanie tego, co się dzieje od pierwszej połowy XX w. w Palestynie, "kolonizacją" jest dość podłą manipulacją.
Po drugie, Jurek odnosząc się do wskazania przez Zychowicza na ewidentne zbrodnie popełniane przez wiadome państwo położone w Palestynie, odpowiada, że przecież chodzi o wojnę. Zakładając, że jako historyk i podający się za katolika ma choćby blade pojęcie co do katolickiego nauczania o wojnie sprawiedliwej, nie pojmuję, jak można tak bezczelnie oszukiwać publiczność. Otóż nauczanie katolickie podaje dość wyraziste warunki, które muszą być spełnione, by dana wojna - czyli konkretnie stosowane środki w konflikcie zbrojnym - mogła zostać uznana za sprawiedliwą czyli moralnie godziwą. Są to przede wszystkim:
- przyczyną konfliktu musi być poważne naruszenie zasad sprawiedliwości na poziomie ogólnoludzkim, czyli mówiąc współcześnie naruszenie praw człowieka w skali społecznej, masowej,
- wyczerpane zostały środki pokojowe mające zaradzić temu naruszeniu i pozostaje jedynie starcie zbrojne,
- środki zbrojne stosowane w starciu muszą być współmierne i adekwatne do celu, jakim jest przywrócenie porządku sprawiedliwości (takim środkiem z całą pewnością nie jest zabijanie ludności cywilnej czy zabór terytorium należącego do niej).
Katolik wie też, że nie chodzi tutaj o specyficznie katolicką doktrynę, nawet jeśli de facto jest ona nauczana głównie czy niemal wyłącznie przez Kościół, lecz o zasady wynikające z prawa naturalnego, które jest poznawalne rozumowo bez konieczności odwołania się do Bożego Objawienia czyli prawd wiary katolickiej.
Nasuwa się pytanie, co doprowadziło M. Jurka do takiego stanu umysłowo-moralnego. Można się domyślać. Sapienti sat.
Post scriptum
Pojawiła się wypowiedź jednego z polityków (czyli kolegów), która poniekąd wyjaśnia:
Z tego przykładu prawdopodobnie wynika, że M. Jurek zawsze był i jest na czyichś usługach. Można się domyślać, kto za nim stoi.
Czy wolno uciekać przed wojną?
Czy postawa tzw. żołnierzy wyklętych była moralna?
Przyznaję, że nie zajmowałem się bliżej historią tzw. żołnierzy wyklętych, zwanych też niezłomnymi. Pytanie jest słuszne.
Otóż należy odróżnić, czy ich postawa polegała na ukrywaniu się przed zbrodniczą władzą komunistyczną, czy też podejmowali walkę zbrojną przeciw tej władzy. To są dwie różne sprawy. Oczywiście ukrywanie się czyli ochrona czy obrona własna przed prześladowaniami jest jak najbardziej zrozumiała i słuszna.
Natomiast jeśli chodzi o podejmowanie walki zbrojnej to także tutaj obowiązują zasady wojny sprawiedliwej, gdzie oprócz dobrego celu musi zachodzić niemożliwość osiągnięcia go środkami pokojowymi oraz adekwatność środków zbrojnych do zamierzonego celu.
Jeśli ich walka polegała tylko na atakowaniu poszczególnych przedstawicieli władzy komunistycznej bez realnych szans na obalenie tej władzy przynajmniej na jakimś ograniczonym obszarze, to nie był spełniony warunek adekwatności i tym samym nie można ich walki uznać za wojnę sprawiedliwą mimo szczytności celu i osobistego bohaterstwa. Nie przesądza to o winie moralnej, gdyż byli to prawdopodobnie ludzie wychowani na fałszywych ideałach romantyczno-sanacyjnych.
Czy "akt poświęcenia" jest ważny? (z aktualizacją)
Wojna a objawienia fatimskie
Czy katolikowi wolno unikać służby wojskowej?
Pytanie dotyczy zwłaszcza dwóch kwestij:
Czy duchowny może nosić oręż?
Postawione pytanie wiąże się oczywiście z kwestią stosunku Kościoła do walki orężnej, choć jest osobne. Bardziej dotyczy stosunku między Kościołem i państwem, a zwłaszcza różnicy między stanem duchownym i świeckim.
Sprawa używania oręża przez duchownych pojawia się zasadniczo w dwóch kwestiach:
- polowań w sensie rozrywki (czyli nie dla zdobycia pożywienia), oraz
- służby wojskowej z orężem.
Ojcowie Kościoła zasadniczo krytycznie podchodzili także do tego typu rozrywki elit społecznych jak polowania. Ich wypowiedzi w temacie pojawiają się głównie przy okazji komentowania słów Pisma św., zwłaszcza Psalmu 90, 2-3 oraz Księgi Rodzaju 10, 8-10.
Św. Augustyn (Enarr. in Ps 112, 3; CCSL 40, 1464) nazywa polowanie "niecną sztuką" oraz "przywarą":
Nawet uciechę widzów przy polowaniu uważa za grzech zasługujący na karę na sądzie Bożym (Enarr. in Ps 147, 3; CCSL 40, 2141):
Polowanie jest uciechą dla demonów, podobnie do teatru i krwawych igrzysk (Sermones, 198; PL 38, 1026):
Przez nie widzowie stają się podobni do demonów (De catech. 16; CCSL 46, 150):
Podobnie mówi Didache, czyli "nauka dwunastu Apostołów", że mają to być mężowie nie gniewu lecz pokoju:
Tak samo syryjskie Didaskalia Apostolorum (IV), gdzie jest wprawdzie mowa o wyborze na biskupa, jednak należy pamiętać, że te same zasady - z powodu jedności sakramentu święceń - obowiązują także odnośnie prezbiterów:
Orygenes odpowiadając na zarzuty Kelsusa (Contra Cels. VIII, 73) argumentuje, że skoro nawet pogańscy kapłani są zwolnieni z udziału w wojnie, to tym bardziej kapłani Chrystusa, których orężem jest modlitwa:
Czy można wymierzać sprawiedliwość bez państwa?
Przede wszystkim tzw. państwo podziemne można uznać za pewien rodzaj państwa polskiego, ponieważ Polska została bezprawnie, przemocą pozbawiona regularnej państwowości, co daje podstawy przynajmniej moralne - jeśli nie także prawne - do uznania "państwa podziemnego" za swego rodzaju prawowitą, państwo-podobną instytucję narodu polskiego jako formy jego bytowości politycznej. Dlatego działania państwa podziemnego nie są działaniami "samemu", mimo że nie była to ani regularna forma państwowości, ani jego działania nie były wyposażone we wszystkie cechy i narzędzia funkcjonowania państwa.
Tym niemniej pytanie porusza istotny problem stosunku zarówno między społecznością (w tym wypadku narodem polskim) a państwem (w tym wypadku okupanckim, bezprawnym i zbrodniczym), jak też między jednostką a państwem.
Państwo nie jest konieczne do dążenia do sprawiedliwości i jej wymierzania. Przykładem jest zarówno rodzina (w zakresie władzy rodzicielskiej), jak również chociażby Kościół, który ma swój porządek prawny obowiązujący w jego własnej dziedzinie. Tym bardziej społeczność czy naród pozbawiony bezprawnie własnej państwowości ma prawo do porządkowania swojego bytowania według zasad sprawiedliwości, do czego należy także jej wymierzanie, czyli karanie złoczyńców. Oczywiście nie oznacza to dowolności ani w stanowieniu reguł sprawiedliwości ani w ich stosowaniu, lecz muszą być one zgodne z prawem naturalnym, zwłaszcza z naturą człowieka jako istoty społecznej, oraz z dobrem wspólnym zarówno danej społeczności jak też ludzkości. Jeśli porządek prawny "państwa podziemnego" oraz jego stosowanie odpowiadało tym kryteriom, wówczas jego działania są zgodne z etyką nie tylko chrześcijańską lecz także ogólnoludzką. Dotyczy to także wymierzania kar.
Czy katolikowi wolno uprawiać sporty walki?
Generalnie katolikowi wolno wszystko, co nie jest zabronione w prawie kanonicznym czy w Bożym Objawieniu i prawie naturalnym.
Nie ma kościelnego zakazu uprawiania sportów walki. Nie oznacza to jednak, by to uprawienia nie podlegało ogólnym normom moralnym, zwłaszcza miłości Boga i bliźniego.
Sport walki jest moralnie dopuszczalny zasadniczo jako ćwiczenie samoobrony, czyli w znaczeniu praktycznym na zasadzie analogicznej do obrony koniecznej, wojny sprawiedliwej oraz ogólnie stosowania przemocy. Problem jest, gdy chodzi o uprawianie dla zdobycia sławy czy korzyści finansowych. Wówczas nie ma moralnego usprawiedliwienia dla wyrządzania bliźniemu krzywdy czy szkody cielesnej.
Czy walka zbrojna na froncie jest przeszkodą do beatyfikacji?
Mogę odpowiedzieć jedynie ogólnie, ponieważ nie znam wystarczająco tych dwóch przypadków.
Warunkami wstępnymi do wszczęcia procesu beatyfikacyjnego są przede wszystkim: odejście do wieczności w opinii świętości oraz stały kult, czyli modlitwy prywatne wiernych, zwłaszcza przy grobie danej osoby, oraz inne oznaki czci oraz świadectwa wysłuchania modlitw za domniemaną przyczyną danej osoby. Z powodu tego drugiego warunku tradycyjnie można było wszcząć proces najwcześniej dopiero 50 lat po śmierci, aczkolwiek papież mógł udzielić dyspenzy w uzasadnionych przypadkach, tzn. gdy sława świętości i łask za wstawiennictwem danej osoby była powszechna oraz w stopniu nadzwyczajnym. Niestety ten wymóg trwałego, spontanicznego kultu ze strony wiernych został w ostatnich dziesięcioleciach zlekceważony przez zredukowanie czasu oczekiwania na wszczęcie procesu do 5 lat (w niektórych przypadkach nawet z tego wymogu dyspensowano). Ponadto we wielu przypadkach należy mieć wątpliwości, czy kult jest spontaniczny, tzn. nie inspirowany medialnie oraz odgórnie wspierany i sterowany.
W samym procesie informacyjnym, który jest prowadzony przez ordynariusza miejsca pochówku danej osoby (o ile zezwalają na to okoliczności), przedmiotem badania jest heroiczność cnót teologalnych czyli wiary, nadziei i miłości. Udział w walce zbrojnej sam w sobie nie świadczy przeciw tym cnotom, aczkolwiek konieczne jest zbadanie zgodności postawy danej osoby w tej walce z owymi cnotami, co jest szczególnie trudne. Tradycyjną zasadą Kościoła w procesie beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym jest dokładność i ostrożność, tzn. zarzuty i zastrzeżenia były traktowane bardzo poważnie. Chodzi bowiem o wiarygodność Kościoła.
Walka zbrojna na froncie wiąże się z tematem wojny sprawiedliwej. Liczy się zarówno cel danej wojny, tzn. jej słuszność moralna, ale także osobista postawa danej osoby w takiej wojnie. W przypadku wojny niesprawiedliwej sprawa jest bardziej złożona, gdyż dochodzi kwestia konieczności, tzn. nieuchronności udziału w niej, tym samym osobistej odpowiedzialności za ten udział.
Najogólniej mówiąc, udział w walce zbrojnej może być moralnym obowiązkiem, mianowicie wtedy, gdy chodzi o wojnę sprawiedliwą według warunków nauczanych przez Kościół. Równocześnie obowiązuje w niej odpowiednia postawa moralna, według wskazań etyki katolickiej.
Czy krzyżowiec może być zbawiony?
Pytanie dotyczy kilka kwestij.
Po pierwsze kwestia wojny sprawiedliwej. Tzw. wyprawy krzyżowe były w swej istocie i zamiarze bez wątpienia wojnami sprawiedliwymi, gdyż miały za zadanie bronić chrześcijan w Ziemi Świętej oraz pielgrzymów przed zbrodniami - grabieżami i morderstwami - popełnianymi na nich przez okupantów muślimskich. Dlatego właśnie udział w krucjacie był związany z uzyskaniem odpustów.
Osobną kwestią są działania i zachowania uczestników wypraw, które nie należały do tego właściwego zadania, choć były popełniane przy okazji. Jak w każdej rzeczywistości ziemskiej, także w wypadku krucjat mogły się wkraść i faktycznie wkradły nadużycia i występki poszczególnych ludzi, mimo słuszności i szczytności samego celu i charakteru wypraw.
Za każdy czyn, który był nieuzasadniony właściwym celem krucjaty i grzeszny, dany uczestnik oczywiście musiał odpowiedzieć przez Bogiem. Wina zależy od świadomości oraz osobistej odpowiedzialności każdego z osobna.
Pewne jest natomiast, że sam udział w krucjacie zgodny z jej celem i charakterem, czyli odpowiadający etyce katolickiej i powszechnej, nie był i nie mógł być grzeszny. Obrona niewinnych przed zbrodniami jest uczynkiem miłości bliźniego, także jeśli oznacza walkę orężną i starcie wojenne.
-
Chociaż już od dłuższego czasu odpowiadam na tego typu pytania, to jednak widocznie nadal są niejasności i potrzeba dalszych wyjaśnień...
-
Dla tych P. T. Czytelników, którzy nie wiedzą, co oznacza skrót FSSPX, wyjaśniam, że po polsku oznacza on: Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X. Z...
-
Niestety mamy kolejny skandal w wykonaniu słynnej internetowej gwiazdy stehlinizmu, ponownie świadczący o wręcz niewyobrażalnej i karygodnej...
-
Odpowiedź wydaje się prosta. Wydarzenie jest powszechnie znane. W międzyczasie pojawiły się też następne oficjalne dokumenty oraz liczne kom...
-
Z powinności blogerskiej muszę znów zająć się ponowną przykrą sprawą następnego popisu, tym razem duetowego, gdyż poszerzonego o przedstawic...
-
Określenie oraz pojęcie "duchowość", dość popularne w przestrzeni kościelnej w okresie mojej młodości, w ostatnich latach - akurat...
-
Odbyła się zapowiadana szumnie "debata" dwóch głośnych twarzy internetowych: Marcina Zielińskiego (więcej tutaj i tutaj ) oraz D...
-
Przy okazji aktualnej sprawy posła Grzegorza Brauna (więcej tutaj ) słusznie nasuwa się pytanie, czy katolikowi wolno uczestniczyć w świętow...
-
Piękno teologii katolickiej jako nauki polega między innym na tym, że nie tylko ogarnia ona jakby z lotu ptaka wszystkie inne nauki i d...
-
Już kilka lat temu byłem pytany o opinię w sprawie x. Dolindo Ruotolo. Zacząłem wtedy zapoznawać się z dostępnym materiałem. Dość rychło zau...




























