Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katechizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katechizm. Pokaż wszystkie posty

Jakie jest nauczanie Kościoła o przykazaniu VIII?


W tej kwestii wypowiadałem się już kilkakrotnie (tutaj i tutaj). 

Przy okazji wpisu o wojtylianiźmie ktoś próbował przemycić powyższe oszustwo w postaci rzekomego cytatu ze słynnego komentarza do katechizmu z XIX w. Jak już można było się domyśleć z braku podania tomu z książki wielotomowej, chodzi o oszustwo. Sprawdziłem oryginał i się potwierdziło. 

Oto strona tytułowa i odnośne fragmenty oryginału:


Tak więc, po pierwsze, jest to książka zwykłego proboszcza, bez ponadprzeciętnego wykształcenia teologicznego (dane biograficzne i bibliografia tutaj). Tym samym nie ma rangi autorytetu wyższego niż kazania czy katecheza, i to pod warunkiem, że twierdzenia maja przynajmniej oparcie czy potwierdzenie w wyższych autorytetach, czyli orzeczeniach Magisterium Kościoła czy Doktorów Kościoła. 

Przejdźmy do naszej kwestii, czyli jak x. proboszcz Guillois wyjaśnia przykazanie VIII. 


Mówi o jego treści, czyli składowych: fałszywe świadectwo, kłamstwo, oszczerstwo, złośliwe słowa, obelga, pochopne osądzanie. 
Słusznie autor wskazuje na rangę prawdomówności: wynika ona z pojęcia Boga jako Prawdy oraz z objawionego prawa Bożego. 

Drugi rodzaj grzechów, czyli kłamstwo wyjaśnia najpierw przez definicję, następnie przez podrodzaje. 
Definicja jest błędna, gdyż sprowadza sprawę do intencji, mówiąc, że kłamstwo jest wypowiedzią słowną bądź znakiem czynionym w intencji wprowadzenia w błąd. Według autora istotą kłamstwa jest mówienie, pisanie czy inne wyrażenie czegoś, co jest sprzeczne z myślą. 


Poprawna definicja kłamstwa to: wypowiedź w sposób świadomy i zamierzony niezgodna ze stanem rzeczywistym, mająca na celu wprowadzenie bliźniego w błąd. 




Autor mówi słusznie, że każde kłamstwo jest grzechem i jest zabronione przez prawo Boże. Potwierdza to Pismo św., jak też Ojcowie Kościoła jak św. Justyn, św. Augustyn, św. Efrem, św. Grzegorz Wielki. Według św. Augustyna - a jest to nauczanie Kościoła - kłamstwo jest złem samym w sobie i tym samym nigdy nie jest dozwolone. 



Nie każde kłamstwo jest grzechem śmiertelnym, co oczywiście nie oznacza, jakoby kłamstwo będące grzechem lekkim było moralnie dozwolone. 

Autor porusza kwestię wypowiedzi dwuznacznej oraz tzw. restrictio mentalis. Wbrew przeważającej opinii moralistów katolickich, w tym św. Alfonsa Liguori, zalicza te przypadki do kłamstwa. Następnie twierdzi jednak, że w niektórych sytuacjach jest dozwolone posługiwanie się wypowiedziami dwuznacznymi. 

Autor słusznie cytuje słynnego uczonego jezuitę x. Benedykta Stattler'a, który zgodnie z powszechnym nauczaniem katolickim dopuszcza stosowanie wypowiedzi dwuznacznej w sytuacji, gdy nie można milczeć, a powiedzenie prawdy nie jest obowiązkowe, gdyż mogłoby z tego wyniknąć niebezpieczeństwo dla siebie lub bliźniego. 

Następnie x. Guillois pyta, czy kłamstwem są pewne zwyczajowe wyrażenia, które w sensie dosłownym nie są prawdziwe, ale ich prawdziwe znaczenie jest znane osobie, do której są wypowiadane. Jako przykłady podaje słynną formułę służącego "pana nie ma w domu" oraz "nie mam pieniędzy", gdy ktoś prosi o pożyczkę. X. Guilois twierdzi, że "według autorów nowoczesnych" nie są to kłamstwa, co jest oczywiście błędne. Uczciwie wzmiankuje jednak, że x. Stattler - zresztą zgodnie z Magisterium i Doktorami Kościoła - zalicza takie formuły do kłamstw. 








W kilku kwestiach szczegółowych, jak grzeszność hipokryzji i dopuszczalność kryptologii i kryptografii autor podaje poprawne nauczanie. 

Podsumowując:
X. Guillois generalnie stara się podać nauczanie katolickie w kwestii przykazania VIII, jednak popełnia zasadniczy błąd w definicji kłamstwa, sprowadzając go do zamiaru wprowadzenia w błąd niezgodny z myślą. Następnie podaje wprawdzie właściwe nauczanie katolickie w kwestii dopuszczalności wypowiedzi dwuznacznej, jednak zupełnie pomija nauczanie św. Alfonsa Liguori, które jest klasyczne w tej sprawie, oraz wyraża swoją opinię sprzeczną z teologią katolicką. 
Szczególnie zdumiewający i nie do obrony jest jego pogląd co do moralnej dopuszczalności formuł nieprawdziwych literalnie. Tutaj przyznaje jednak uczciwie, że opiera się na "opinii współczesnych", nie na nauczaniu teologów katolickich. Tym samym jasne jest, że ten pogląd nie jest poglądem katolickim, nie posiada żadnego autorytetu i nie jest wiążący, lecz do odrzucenia przez katolika. Nie można bowiem rozsądnie twierdzić, że zdanie, które jest literalnie fałszywe, czyli jest kłamstwem, może być nieliteralnie prawdziwe, czyli nie jest kłamstwem. Po prostu to samo zdanie nie może być równocześnie kłamstwem i prawdą. 

Jak spełnić obowiązek wierzenia?


Dokładniej mówiąc, jest obowiązek wierzenia w to, co jest zawarte w wyznaniu wiary, zwłaszcza w tzw. symbolu nicejsko-konstantynopolitańskim, czyli Credo śpiewanym podczas Mszy św. w niedziele i święta. Wierzenie zakłada oczywiście znajomość, czyli odpowiednie zrozumienie, które jest podawane zwykle w katechezie i kazaniach. Dogmaty są jedynie uroczystymi definicjami prawd wiary. Podręczniki dogmatyki są przeznaczone dla studentów teologii, przygotowujących się do nauczania religii katolickiej. One zawierają właśnie wykaz dogmatów oraz innych orzeczeń i zdań formułujących prawdy wiary, wraz z odpowiednią klasyfikacją co do stopnia aktualnej pewności. 

Tak więc polecam zapoznawanie się z dobrymi, tradycyjnymi katechizmami katolickimi. Dobrze jest mieć dobrego przewodnika w tym poznawaniu. Duszpasterze powinni oferować także katechezę dla chętnych dorosłych. Można i należy tego żądać od nich, tudzież pomóc zorganizować. 

Czy Bóg jest sędzią sprawiedliwym? Czyli katolicyzm Pękalowo-jasełkowy znowu (z post scriptum)

 


Akurat w święto Zmartwychwstania Pańskiego Szymon Pękala popełnił występ, który ponownie świadczy zarówno o łatwości gadania jak też o problemie z przyłożeniem się do zrozumienia spraw, o których mówi (było już o tym tutaj). Tym razem mówiący Szymon zaatakował katechizmowe "sześć prawd wiary", zwłaszcza zdanie drugie: "Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze". Nie jest w tym oryginalny, gdyż ostatnio atak na tę prawdę wiary już pojawiał się i to nawet ze strony niektórych hierarchów i teologów. Wpisuje się to w nachalne forsowanie fałszywego miłosierdzia bez sprawiedliwości, czyli w próby zacierania czy wręcz negowania prawdy, że Bóg jest sprawiedliwy i nie pozostaje obojętny wobec czynów ludzkich. 

Dobrze, iż Pękala podejmuje tematy wiary. Jednak nie jest dobrze, iż wypowiada się w poważnych i komplexowych kwestiach bez choćby cienia przygotowania merytorycznego i krytycyzmu wobec własnych "przemyśleń". 

Słuszna jest uwaga, iż tzw. sześć prawd wiary to specyfika pewnego nurtu katechizmowego, raczej tylko polskojęzycznego. Ciekawe byłoby zbadanie pochodzenia tej formuły, zwłaszcza wobec faktu sześciu artykułów wiary islamu sunnickiego (por. tutaj). 

Natomiast powszechnie używany - zwłaszcza poza Polską - Katechizm kard. Gasparri'ego, powołując się na dekrety Świętego Oficjum obowiązujące oczywiście w całym Kościele, podaje cztery prawdy wiary, których szczegółowe i wyraźne wyznawanie jest konieczne do zbawienia:


Jak widać, należy tutaj także prawda o Bogu jako Sędzim sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze. Tym samym Pękala się myli, twierdząc, jakoby wyznawanie tej prawdy było specyfiką "katolicyzmu polsko-jasełkowego". 

Pewne jest także, że klasyczne katechizmy katolickie podają wykład wiary według dwunastu artykułów tzw. Symbolum apostolicum, czyli chrzścielnego wyznania wiary znanego od starożytności. To wyznanie wiary jest także uczone zarówno w katechezie pierwszokomunijnej, jak też przed bierzmowaniem. Ponadto we Mszy św. w niedziele i wyższej rangi święta odmawiane jest uroczyste Credo nicejsko-konstyntynopolitańskie, które także mówi o sądzie Bożym. Czyźby Pękala tego nie wiedział? Czyżby nie uczęszczał na Mszę św.? 

Znając pełne wyznanie wiary, które jest podstawą każdej katechezy katolickiej, nie trudno dostrzec, że owe "sześć prawd wiary" nie mają za cel przekazania całości wiary katolickiej, lecz mają charakter quasi bojowy, czyli mają wyposażyć katolika zwłaszcza przeciw atakom ze strony innowierców i heretyków. Przy tym oczywiście są zupełnie zgodne z całością wiary katolickiej, nie ma żadnej sprzeczności. 

Tak więc z jednej strony Pękala fałszywie twierdzi, że chodzi o "główne" prawdy wiary, zakładając, że inne nie są główne, co jest oczywiście kłamstwem:


Drugim kłamstwem jest twierdzenie, jakoby prawda o Bogu sprawiedliwym nie była katolicka:



Tak więc jedynymi źródłami Pękali są: 

- wyrwany z kontextu rzekomy cytacik z Katechizmu Kościoła Katolickiego (bez bliższych danych)

- cytat wypowiedzi Tomasza Budzyńskiego z sekty kikonistów (tzw. neokatechumenat)

- wypowiedź skrajnego modernisty, emerytowanego biskupa pomocniczego częstochowskiego, Antoniego Długosza, znanego ze świętokradzkiego tańczenia tango w miejscach świętych i to nawet w szatach liturgicznych (por. tutaj - link jest błędnie opisany, że chodzi o bp Depo). 

Zacznijmy od słów KKK o piekle. Otóż cały fragment brzmi (źródło tutaj):


Gdzie tu jest powiedziane, że piekło nie jest karą, pozostaje tajemnicą wiary jasełkowo-Pękalowej. Tak więc znowu: Pękala albo nie umie czytać (a udaje, że umie), albo ma urojenia, albo po prostu oszukuje swoich odbiorców. 

Powoływanie się na słowa Budzyńskiego, tak jakby tegoż bełkot - zresztą dość wyraźnie skrzywiony mentalnością judeo-protestantyzującej sekty kikonistów - był czymś miarodajnym, jest (delikatnie mówiąc) groteskowe. Skoro ktoś taki jest dla Pękali autorytetem (co nieco o nim tutaj, a tutaj przykład poziomu intelektualnego tego ałtoryteta), przy czym Pękala widocznie zakłada, że musi on być autorytetem dla każdego, a przynajmniej dla jego odbiorców na YT, to świadczy to tylko o poziomie myślenia Pękali. No cóż. Widocznie jest to kolejny empiryczny dowód na to, że słuchanie demonicznego ryczenia rockowego odpowiednio wpływa na mózg...

Tak na marginesie nasuwa się podejrzenie (nie mam tutaj konkretnej wiedzy), że Pękala pochodzi z rodziny związanej z kikonizmem. To by wyjaśniało poziom wiedzy i mentalności w kwestiach wiary i Kościoła. Oczywiście nie ponosi on odpowiedzialności za swoje pochodzenie, jednak jako człowiek dorosły ponosi odpowiedzialność za swoje występy publiczne, zwłaszcza gdy są komercyjne. 

Do kompletu ałtorytetów Pękalowych pasuje świętokradca w sutannie, który ma oczywiście osobisty interes w tym, by Pan Bóg nie był sprawiedliwy. 

Na koniec Pękala twierdzi wciąż bezczelnie, że te prawdy wprawdzie nie są fałszywe, ale mimo tego są niekatolickie:


W takim stanie rzeczy obalanie kolejnego bełkotu Pękalowego powinno być właściwie zbędne. Jednak dla tych, którzy mogą być podatni na jego sugestywny styl stosowany bez pokrycia w solidnej wiedzy i rzetelnym myśleniu, podaję kilka uwag, które powinny uodpornić na jego wpływ. 

Otóż właściwie wystarczy nie tylko znajomość samego wyznania wiary, o którym już wspomniałem powyżej, lecz zwłaszcza zajrzenie do Katechizmu, na który się Pękala kłamliwie powołuje, a którego widocznie nie zna, a powinien choćby z przyzwoitości, skoro się regularnie wypowiada z pozycji niby katolickiej. Najważniejsze fragmenty w temacie to (źródło tutaj i tutaj):

 


Przyznam, że nie pojmuję, jak można mieć aż taki tupet (mówiąc bardzo delikatnie), by powołując się na Katechizm twierdzić coś zupełnie przeciwnego do jego treści. Widocznie jest tak, że Pękala zna jedynie jakieś strzępy modernistycznego bełkotu pseudokatolickiego, uważając je - z wręcz patologicznym brakiem krytycyzmu i pewnością siebie - za miarę katolickości, a jakoś nie wpada na pomysł, by rzetelnie poczytać w ogólnie dostępnych, solidnych źródłach, jak chociażby w samym Katechiźmie. Pozostaje mieć jednak nadzieję, że popularność u naiwnych ignorantów i parcie biznesowe nie zabiły w nim jeszcze elementarnej przyzwoitości. Aczkolwiek dotychczas jeszcze nigdy nie wycofał się z bełkotów i kłamstw, które już wcześniej popełnił (wskazałem na początku wraz z linkiem). Tym bardziej ostrzegam przed łatwowiernym i bezkrytycznym odbiorem jego występ(k)ów. 


Post scriptum

A oto dowód na kłamliwe i nieodpowiedzialne podejście Pękali zarówno to prezentowanych treści jak do swoich odbiorców:


Zwracam uwagę:

- jego wystąpienie z ostatnich świąt Wielkanocy ma być "sprawą strasznie starą" (wpis jest pierwotnie z maja bieżącego roku)
- ja rzekomo opieram się "wyłącznie" na dokumentach "przedsoborowych", czyli na katechiźmie z 1992 roku...

No cóż. Ten człowiek widocznie albo nie wie, co mówi, albo wie i kłamie w żywe oczy. 

Jakie lektury można polecić?

 


Nie jestem w stanie sporządzić listy lektur, które mogę polecić. Z prozaicznego powodu: nie studiowałem teologii w Polsce, zaś wiedzę czerpałem i czerpię ze źródeł prawie tylko w innych językach. Są to klasyczne podręczniki teologii katolickiej, pisane głównie po łacinie. Mogę jedynie dać wskazówki, jak z pewnością czy dużym prawdopodobieństwem można znaleźć godne zaufania i wartościowe treściowo książki o tematyce religijnej i teologicznej, a mianowicie przede wszystkim: 

1. dokumenty papieskie i soborowe do 1958 r.

2. pisma Doktorów Kościoła kanonizowanych przed 1965 r. 

3. podręczniki filozofii i teologii katolickiej opatrzone imprimatur sprzed 1965 r.

Oczywiście istnieją także dobre książki religijne i teologiczne późniejsze, jednak są one stosunkowo rzadkie. Większość literatury powstałej po 1965 r. jest w mniejszym czy większym stopniu skażona przynajmniej brakiem precyzji i klarowności, typowym dla dokumentów Vaticanum II i po nim. 

Kto solidnie poznał podstawowe źródła - zwłaszcza podające myśl św. Tomasza z Akwinu - ten będzie w stanie samodzielnie rozeznać dobre pozycje nowsze i najnowsze, tym samym nie będzie potrzebował konkretnych wskazówek. 

Kim są niewierzący? (z post scriptum)

Po internetach krążą zachwyty wydanym przez wydawnictwo diecezji sandomierskiej rzekomym "katechizmem św. Piusa X". Zwłaszcza fragmentem odnośnie islamu:




Pierwsze przekłamanie polega na fałszywym tytule, gdyż chodzi o wydane w 1905 r. Compendio della dottrina cristiana. Czytamy w nim:



Poprawne tłumaczenie brzmi:

"Kim są niewierzący? Niewierzącymi są ci, którzy nie mają Chrztu i nie wierzą w Jezusa Chrystusa, czy to ponieważ wierzą i czczą fałszywe bóstwa jak bałwochwalcy, czy to dopuszczając jedynego prawdziwego Boga, nie wierzą w Chrystusa Mesjasza, ani jako tego, który przyszedł w osobie Jezusa Chrystusa, ani jako tego, który przyjdzie - tacy są mahometanami i inni podobni."


Podobnie mówi wydany w 1912 r. z polecenia św. Piusa X Catechismo della dottrina cristiana:



Poprawne tłumaczenie:

"Niewierzącymi są nieochrzczeni, którzy w żaden sposób nie wierzą w obiecanego Zbawiciela, to znaczy w Mesjasza czyli Chrystusa, jak bałwochwalcy i mahometanie".

Tak więc pod względem wiary wyznawcy islamu są równi poganom - jako niewierzący w Boże Objawienie. 


Post scriptum

Anonimowy komentator wskazał na fragment encykliki Piusa IX Divini Redemptoris. Otóż jest to fałszywe tłumaczenie. Oryginał brzmi:


Tak więc nie ma mowy o ludziach, którzy wierzą w Boga, lecz którzy wierzą w istnienie Boga i oddają cześć. Jest to istotna różnica, ponieważ wiara w Boga zakłada określone pojęcie Boga, które może być różne, natomiast wiara w istnienie Boga nie musi zakładać określonego pojęcia Boga, lecz może się odnosić do jakiejś bliżej nieokreślonej istoty. 

Także drugi cytat - z encykliki Piusa XII Summi Pontificatus - jest nietrafny. Jest to bowiem fragment wstępu encykliki, gdzie papież dziękuje za życzenia z okazji wyboru na Stolicę Piotrową nadesłane mu także przez tych, którzy nie należą do Kościoła Katolickiego, a którzy "łączą się z Nami" czy to z powodu miłości do Jezusa Chrystusa, czy to powodu wiary w Boga:


Także tutaj nie ma tu więc mowy o żadnych religiach niechrześcijańskich, lecz o ludziach, którzy wierzą w Boga. Oczywiście brak tutaj doprecyzowania, o jakie wierzenia chodzi. Istotne jest tutaj tylko, że ludzie wierzący w jakiegoś Boga (czy boga) nadesłali życzenia papieżowi. Ich łączność (copulantur) zachodzi z ich strony czyli subiektywnego odczucia, nie na podstawie obiektywnej jedności we wierze w tego samego Boga. To jest istotna różnica. Z całą pewnością nie jest tutaj powiedziane ani nawet pośrednio założone, jakoby poza Kościołem istniała ta sama wiara w tego samego Boga. 

Czy nowe nauczanie ws. kary śmierci jest wiążące dla katolika?

 

Pytanie dotyczy przede wszystkim zarówno natury nauczania Kościoła, jak też zakresu władzy papieskiej.

Najpierw należy mieć na uwadze, iż chodzi o zmianę w katechiźmie. Katechizm ma być wyłożeniem i wyjaśnieniem prawd wiary i obyczajów zgodnie z Bożym Objawieniem, czyli przedstawiać nauczanie Kościoła, nie poszczególnych osób, niezależnie od ich rangi czy stanowiska. 

Ranga formalna - czyli ujęcie w "Katechiźmie Kościoła Katolickiego" - nie jest aspektem jedynym i nadrzędnym. Nadrzędna jest ranga materialna, czyli związek z Bożym Objawieniem. Jak wiadomo, Boże Objawienie poświadczone w Piśmie św. i Tradycji Kościoła nie odrzuca kary śmierci i nie naucza absolutności biologicznego życia człowieka. Zgodnie z tym tradycyjne nauczanie Kościoła dopuszcza karę śmierci pod pewnymi warunkami, podobnie zresztą jak prowadzenie wojny sprawiedliwej, co także ma związek z piątym przykazaniem Dekalogu. 

Czy papież ma władzę zmiany nauczania Kościoła w tej i innych kwestiach? Oczywiście nie ma, ponieważ nienaruszalną granicą władzy papieskiej jest Boże Objawienie poświadczone raz na zawsze w Piśmie św. i Tradycji Kościoła. Owszem, papież może wyrażać pogląd w tej sprawie jako swoją opinię teologiczną, ale nie ma prawa przedstawiania jej i traktowania jako nauczania Kościoła. Fakt wprowadzenia tego poglądu do katechizmu nie ma znaczenia, gdyż ranga materialna zależy od związku z Bożym Objawieniem, nie od umieszczenia w takim czy innym dokumencie, i jest nadrzędna. 

Tym samym katolikom niezmiennie wolno trzymać się tradycyjnego nauczania Kościoła w kwestii kary śmierci, bez jakiegokolwiek uszczerbku w tożsamości katolickiej i bez grzechu. Owszem, należy odpowiednio respektować pogląd Franciszka i starać się go zrozumieć, jednak traktowanie tego poglądu jako obowiązującego nauczania Kościoła byłoby nieporozumieniem, niezależnie od takich czy innych deklaracyj czy gróźb. 

Czy nauczanie w sprawie kary śmierci jest nieomylne?

 


Po pierwsze, katechizm powinien podawać stałe nauczanie Kościoła, czyli niezależne od trendów, mniemań i opinij, nawet jeśli nie jest ono dogmatyczne w sensie ścisłym czyli formalnie nieomylne. 

Po drugie, katechizm nie jest właściwą formą zdefiniowania nauczania w znaczeniu wprowadzania zmian chociażby formalnych, czyli co do rangi danego zdania teologicznego. Innymi słowy: gdy papieże mieli mocą swojego autorytetu określić nauczanie w danej kwestii, to wydawali bullę czy encyklikę, w której wyjaśniali i ustanawiali daną prawdę. To nauczanie było następnie przejmowane do nauczania katechizmowego. Wynika to z natury katechizmu: jego zadaniem jest nauczanie jak najprostsze i zależne także od zdolności i zrozumienia u odbiorców. Natomiast do natury nauczania papieskiego, czyli skierowanego do całego Kościoła, należy uniwersalność i ponadczasowość przynajmniej w zamierzeniu. 

Po trzecie, naturą nauczania nieomylnego jest niezmienność. Jeśli dane nauczanie zostało zmienione, to albo nie należy dziedziny nauczania wiary i obyczajów wynikającego z Bożego Objawienia, albo jest omylne i zarazem tymczasowe, więc także nieobowiązujące w sumieniu. 

Wynika to z natury nieomylności Kościoła i tym samym papieskiej. Polega ona nie na otrzymywaniu nowych objawień w biegu historii, lecz na charyzmacie nieomylnej wierności Bożemu Objawieniu danemu raz na zawsze przez Jezusa Chrystusa. 

W zastosowaniu do kwestii kary śmierci:

Wprowadzenie diametralnej zmiany do katechizmu jest pogwałceniem nie tylko formalnych procedur dokumentów papieskich, lecz także natury katechizmu oraz istoty nauczania Kościoła. Równocześnie oznacza to, że także ta zmiana może ulec zmianie, ponieważ katechizmy są formalnie zmienne (materialnie i formalnie niezmienne są prawdy wiary pochodzące wprost z Bożego Objawienia). Zresztą już samo wprowadzenie zmiany w nauczaniu odnośnie kary śmierci oznacza, że wprowadzający tę zmianę uznał nauczanie w tej kwestii za zmienne, czyli podległe także przyszłym zmianom. 

Stanowisko odnośnie kary śmierci samo w sobie nie jest dogmatyczne, tzn. nie jest zawarte wprost w prawdach i moralności podanych w Bożym Objawieniu. Jest natomiast powiązane z takimi prawdami jak te, że jedynie Bóg jest władcą życia i śmierci, oraz że piąte przykazanie Dekalogu odnosi się do zabijania niewinnych, a nie do słusznej koniecznej ochrony życia niewinnych przed zbrodniarzem i jego prawdopodobnymi czynami. Pewne jest także, że w Bożym Objawieniu oraz dotychczasowym zwyczajnym (tzn. nieuroczystym dogmatycznie) nauczaniu Kościoła nie ma zasadniczego odrzucenia, ani tym bardziej potępienia kary śmierci. Tym samym teologicznie możliwe i poprawne jest jedynie precyzowanie warunków jej stosowania, oczywiście jako środka koniecznego i ostatecznego ku ochronie życia niewinnych. Inne funkcje tej kary - jak wychowawcza oraz zadośćuczynienia - są wtórne i podrzędne.   

W Kościele istnieje zasada zgodności diachronicznej, czyli na przestrzeni wieków. Dlatego już w starożytności nowość czy nowinka były synonimami herezji. Każde nauczanie wiary katolickiej musi być mieć podstawy i być zakorzenione w Bożym Objawieniu poświadczonym przez Tradycję Kościoła i Pismo św. Cokolwiek jest z tym sprzeczne, musi być odrzucone, niezależnie od tego, czy i na ile ma oparcie czy poparcie w trendach i opiniach współczesnych. 

Oznacza to, że wcześniejsze katechizmy, podające tradycyjne katolickie nauczanie odnośnie kary śmierci, nie tracą na aktualności i nie mogą jej utracić. Tym samym mogą być podstawą do kształtowania wiary i poglądów wiernych także obecnie i w przyszłości. 

Co wystarczy katolikowi?






Taki oto miły komentarz otrzymałem odnośnie poprzednich wpisów. Rzeczywiście zawiera on poważny problem teologiczny, zwłaszcza w obecnym kontekście historycznym.

Wiemy z katechizmu, że przynależność do Kościoła polega na trzech składowych spełnianych równocześnie:
1. wyznawanie wiary katolickiej
2. przyjmowanie sakramentów
3. pozostawanie w jedności hierarchicznej czyli w porządku prawnym Kościoła.

Te wymogi są określone praktycznie przez chrzścielne wyznanie wiary, oraz w przykazaniach Bożych (Dekalog) i kościelnych. Wszystko to jest wyłożone w katechiźmie, którego uczone są (powinny być uczone) już dzieci przed I Komunią św. Wypełnianie tych przykazań jest drogą zbawienia czyli życia w łasce uświęcającej, która daje dostęp do wiecznej szczęśliwości. Tyle. Aż tyle. Tak proste i jasne są wymagania do osiągnięcia świętości i tym samym bycia dobrym katolikiem.

A co z posłuszeństwem papieżowi i biskupom?

Po pierwsze, należy zaznaczyć, że zwykły katolik świecki nie składa ślubu posłuszeństwa ani papieżowi, ani biskupowi, ani nawet proboszczowi. Tym samym obowiązuje go "jedynie" wyznawanie prawd wiary katolickiej, przyjmowanie sakramentów oraz przestrzeganie prawa kościelnego w zakresie, który go dotyczy. Na tym polega posłuszeństwo ogólnokościelne, czyli obowiązujące każdego katolika.

W przypadku osób duchownych - zakonnych i kleru - dochodzi obowiązek posłuszeństwa ślubowanego swojemu przełożonemu według obowiązków stanu określonych przez prawo kościelne ogólne i partykularne (statuty diecezjalne, reguły zakonne). Konkretnie: osoba duchowna jest zobowiązana wykonywać rozkazy swojego przełożonego, oczywiście o ile są zgodne z prawdami wiary oraz prawem kościelnym, które określa zakres władzy przełożonych. Władza bezpośredniego przełożonego jest podporządkowana władzy wyższego przełożonego, a ten podlega władzy papieża. Papież nie ma wprawdzie przełożonego nad sobą, jednak nie jest władcą absolutnym, gdyż związany jest
- absolutnie Bożym Objawieniem czyli prawdami wiary podanymi w Tradycji Apostolskiej i Piśmie św., oraz
- relatywnie Tradycją Kościoła, w tym także decyzjami swoich poprzedników, które wolno mu zmieniać tylko dla większej wierności Bożemu Objawieniu, a nie dla pomniejszenia czy zaciemnienia tej wierności.

Dowodem na relatywność władzy papieskiej są traktaty wielkich teologów - w tym także świętych i Doktorów Kościoła - odnośnie ewentualnego przypadku popadnięcia papieża w herezję. Wszyscy są zgodni, że papież heretyk traci swój urząd, zaś różnice poglądów dotyczą tylko sposobu i zakresu tej utraty, oraz konsekwencyj prawnych.

Takie są odwieczne zasady Kościoła w skrócie. Warto jednak przyjrzeć się, jakie jest tło powyższego anonimowego komentarza.

Przede wszystkim jego autor widocznie myśli zupełnie w oderwaniu od zasad teologicznych, zaś jedynie doraźnie praktycznie z punktu widzenia obecnej sytuacji socjologicznej. Należy mieć na uwadze, że dopiero od kilku dziesięcioleci przeciętny katolik dowiaduje się, co mówi i czyni papież. Nowością są także listy konferencji biskupów, gdyż jest to także nowa instytucja, powstała we większości krajów dopiero w XX wieku. Aż do ostatniego stulecia przeciętny katolik nie znał nawet imienia papieża, nierzadko też swojego biskupa. Bulle i encykliki papieskie pojawiały się średnio co kilka lat i były adresowane - po łacinie - zwykle do biskupów, więc nawet zwykli kapłani ich nie znali, chyba że zostali pouczeni przez swojego biskupa. Nawet w Rzymie papieska audiencja generalna została wprowadzona dopiero przez Piusa XI w roku jubileuszowym 1925 dla pielgrzymów przybywających z tej okazji do Wiecznego Miasta. W 1931 r. zaczęło nadawać Radio Watykańskie i to na falach krótkich o słabym zasięgu i tylko po włosku. Dopiero od 1957 r. nadawano także na falach średnich o dalekim zasięgu w kilkunastu językach. Zasięg prasowy nie był lepszy, choć w zamożniejszych rejonach istniały lokalne czasopisma kościelne. Wystarczy przeglądnąć te czasopisma do czasu pontyfikatu Jana Pawła II by zauważyć, że wieści z Watykanu i o działalności papieża były bardzo rzadkie. On był pierwszym medialnym papieżem, co wynikało głównie z licznych podróży. W Polsce stosunek do niego przybierał wręcz znamiona papolatrii, co jest zrozumiałe historycznie i psychologicznie, aczkolwiek w gruncie rzeczy niekatolickie i niebezpieczne. Polityka kultu osoby nabrała nowego rozmiaru wraz z codzienną transmisją Mszy św. papieża Franciszka. W połączeniu z licznymi jego prywatnymi wypowiedziami i wywiadami, jak te słynne na pokładzie samolotu, stanowi to niesłychaną inflację słów wieloznacznych i banalnych, co nieuchronnie godzi w autorytet. Wysłuchanie czy przeczytanie wszystkich jego wystąpień jest wprawdzie - przy odpowiednich staraniach - fizycznie możliwe, jednak nie jest ani konieczne, ani pożyteczne, gdyż są to zwykle wypowiedzi bez rangi nauczania papieskiego, mimo że są medialnie sprzedawane jako "nauczanie papieskie". Istotnymi cechami Magisterium papieskiego są bowiem przede wszystkim:
- nauczanie Bożego Objawienia (a nie prywatnych przemyśleń o nim) oraz
- skierowanie do całego Kościoła mocą misji apostolskiej (a nie tylko do grupy ludzi zgromadzonych w kaplicy czy w sali).

Odpowiadając w skrócie:
1. Słuchanie aktualnego papieża i  aktualnych biskupów nigdy w Kościele nie wystarczało i tym samym także obecnie nie może wystarczyć.
2. Wystarczy natomiast znajomość katechizmu, wyznawanie prawdy wiary katolickiej oraz wypełnianie przykazań Bożych i kościelnych. Niczego innego nie mogą i nie powinni wymagać od katolików papieże i biskupi.
3. Większe obowiązki spoczywają na duchownych. Są one dość jasno określone w prawie kościelnym. To prawo pozwala też rozpoznać i stosować granice każdej władzy w Kościele.

Jako uzupełnienie załączam słowa świętego biskupa z jego słynnej książki adresowanej do katolików:















Czy należy spowiadać się przed kapłanem?


Odpowiedź jest zawarta w każdym katechiźmie katolickim. W dużym Katechiźmie Kościoła Katolickiego podane jest też teologicznie uzasadnienie w skrócie.



Ponadto podręczniki dogmatyki katolickiej, dokładnie sakramentologii, obszerniej omawiają ten temat wraz z uzasadnieniem. Najlepiej jest sięgnąć do klasycznych podręczników. Niektóre są dostępne także w internecie.