X. Piotr Piekart jednak odważył się na polemikę. To jest już na plus, zwłaszcza dlatego, że się rzadko zdarza. Jak sam zaznacza, został do tego skłoniony przez swoich fanów:
Tutaj jest już spory sukces, gdyż x. Piekart przyznaje rację x. prof. Wincentemu Granatowi oraz innym normalnym teologom katolickim. Zresztą nawet x. Różycki przyznał, że nie można Bogu ofiarować jego boskiej natury. Równocześnie jednak x. Piekart zachowuje się tak, jakoby Bóstwo Jezusa Chrystusa w formule "koroneczki" można było rozumieć inaczej, co jest oczywiście absurdalne. Tego wątku x. Piekart nie rozwija, choć powinien, a ucieka się do zabiegów nadających się właściwie dla średnio rozgarniętych uczniów szkoły podstawowej:
Jak to słowa koroneczki nie są oczywiste? Co w nich nie jest oczywiste? Że Bóstwo nie może w nich oznaczać niczego innego jak tylko boską naturę Jezusa Chrystusa? Wiejski wikary widocznie ma ludzi za debili.
Tutaj wiejski wikary wręcz rozbrajająco demaskuje się: koroneczka jest i będzie odmawiana, więc wiejski wikary bohatersko podejmuje się fikołków, żeby to odmawianie usprawiedliwić. No cóż, to jest swoista wersja marxizmu, gdzie praktyka dyktuje teorię, gdyż byt określa świadomość. To jest zresztą dość typowe zarówno dla systemów totalitarnych i też dla modernizmu: nie liczy się prawda, lecz wola praktyczna.
Odpowiedź jest prosta: nie jest możliwe nadanie słowom koroneczki ortodoxyjnego sensu, ponieważ jej słowa znaczą to, co znaczą, a nie to, co chciałby wiejski wikary.
Tutaj wiejski wikary wydaje się mieć przebłyski normalnego myślenia. Niestety jednak tylko chwilowo. A może tylko dla zmylenia odbiorców przez stworzenie pozoru rzetelności intelektualnej?
Wiejski wikary jest widocznie - i całkiem słusznie - świadomy problemu, iż on nie interpretuje słów koroneczki, lecz zastępuje je innymi słowami. Niestety mimo tego uparcie kłamie w żywe oczy, nazywając zupełnie inne słowa interpretacją, a nie zmianą słów. Czyż on nie rozumie słowa "interpretacja"? Komu on chce wcisnąć taki bełkot?
Chwalebne, że wiejski wikary wskazuje na moją krytykę. Niestety jednak nie wykazuje choćby rzetelnego zapoznania się z nią. Albo nie ogarnia prostych spraw i argumentów jak chociażby różnica między obecnością a czynnością ofiarowania, albo udaje. Przykład: ktoś ma rude włosy czyli obecna jest w nim rudość włosów. Czy z tego wynika, że może komuś dać czyli ofiarować rudość swoich włosów? Oczywiście wynika. Dokładnie tak samo jest treścią cytatu z Soboru Trydenckiego, którym wiejski wikary wymachuje: czym innym jest obecność Bóstwa czyli boskiej natury Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, a czym innym ofiarowanie. Jeśli ktoś nie ogarnia tej różnicy, to ma problem z logiką na poziomie zupełnie elementarnym.
Tutaj wiejski wikary na szczęście jednak dochodzi do sedna problemu, wytaczając znów potężne działa w obronie koroneczki. Tym razem powołuje się na Katechizm Kościoła Katolickiego, który brzmi następująco:
Ten cytat ma rzekomo obalić moje zdanie, iż mówienie o ofierze Jezusa Chrystusa bez doprecyzowania, że chodzi o ofiarę ludzkiego życia, jest niedokładne i potoczne. Tak więc tutaj wiejski wikary zmienił taktykę: już nie broni ofiarowania bóstwa, lecz atakuje mnie za wskazanie na nieprecyzyjność teologiczną. Według niego użycie danych słów w dekrecie Soboru Trydenckiego wyklucza ich pospolitość i nieprecyzyjność. Tutaj mamy znowu dość prymitywny i zarazem podły zabieg wiejskiego wikarego, typowy o tyle, że pomija fakt, o czym jest właściwie mowa w danym cytacie. Wszak jest normalne i powszechne, także w oficjalnych dokumentach Magisterium Kościoła, że precyzyjnie wypowiadane są treści dotyczące danej kwestii, natomiast w kwestiach pobocznych czy towarzyszących stosuje się sformułowanie uproszczone i nawet potoczne. Jak dość łatwo dostrzec, właściwą treścią tego zdania z Katechizmu jest jedność Ofiary Krzyżowej i Ofiary Mszy św., a nie kwestia, co jest przedmiotem tej Ofiary. Dlatego właśnie ta ostatnia kwestia jest poruszona jedynie w zdaniu pobocznym, bez rozwinięcia i doprecyzowania. To zdanie jest oczywiście prawdziwe, czego zresztą nigdy nie negowałem i nie neguję. Jest ono jednak o tyle nieprecyzyjne, iż nie podaje przedmiotu Ofiary w rozróżnieniu na naturę boską i ludzką. Takiego obowiązku nie ma, jeśli właściwą, główną treścią nie jest ta kwestia. Tym niemniej owo ostatnie zdanie poboczne dość wyraźnie zaznacza, że chodzi o ofiarę z człowieczeństwa, gdyż tylko w skład człowieczeństwa wchodzi krew, wszak natura boska nie krwawi.
Wiejski wikary wykazuje tutaj mentalność iście protestancką, skoro twierdzi, jakoby Pismo św. nie wymagało wyjaśnienia i też doprecyzowania teologicznego. Gdyby tak było, to teologia byłaby zbędna. Tak właśnie zachowują się protestanci, a także moderniści, tudzież zwykli, prymitywni ignoranci.
Tutaj wiejski wikary ponownie bezczelnie manipuluje i oszukuje. Otóż, jak można łatwo sprawdzić, on w żaden sposób nie przedstawił argumentacji x. Różyckiego, lecz jedynie ją wspomniał, ogłaszając uroczyście, iż x. Różycki wszystko wyjaśnił i definitywne obalił wszelkie zarzuty co do koroneczki. To jest kłamstwo wielopoziomowe. Po pierwsze, x. Różycki wyjaśnił jedynie o tyle, że wprost napisał, iż bóstwo w słowach koroneczki oznacza coś innego niż bóstwo Boga Ojca (tutaj), a to jest nic innego jak arianizm czyli apostazja. Po drugie, wiejski wikary albo nie zapoznał się z bełkotliwą pisaniną x. Różyckiego, a jedynie udaje, albo zapoznał się, a na doraźny użytek unika merytorycznego jej przedstawienia, ograniczając się do powtarzania mantry o rzekomym rozwianiu wszelkich zarzutów. Po trzecie, wiejski wikary zbywa moje uwagi, dowody i argumenty, zupełnie je pomijając, co świadczy albo o tym, że się z nimi nie zapoznał, albo że nie jest w stanie ich obalić. Uprawia więc grę pozorów, zachowując się tak, jakobym nie przedstawił żadnych powodów dla stwierdzenia, że x. Różycki wyjaśnił koroneczkę jedynie o tyle, o ile sprowadził ją do herezji ariańskiej, zresztą słusznie. Dlaczego wiejski wikary to pomija? Nie ogarnia tematu, czy nie chce ogarnąć?
Także to zakończenie typowo pokrętnych wywodów jest znamienne. Nasuwa się pytanie, czy wiejski wikary jest świadom tego, co mówi. Skoro trzeba nadawać słowom koroneczki sens, który inny niż znaczenie tych słów, to jak to się ma do twierdzenia, jakoby sam Pan Jezus podyktował s. Faustynie te słowa? Sprawdza się tutaj prawidło, że oszustwo ma krótkie nogi. Skoro inteligentne inaczej wygibasy słowne wiejskiego wikarego są konieczne do ratowania ortodoxyjności koroneczki, to przypisywanie jej autorstwu Zbawiciela jest wręcz niesamowicie bezczelnym bluźnierstwem. Sapienti sat.
Widocznie przywykł do oszustów i nie jest sobie w stanie wyobrazić, że ktoś potrafi nie oszukiwać. A wystarczyłoby zapytać i się upewnić.































