Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świerzyńscy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świerzyńscy. Pokaż wszystkie posty

Trudno być kulturalnym katolikiem

 

Do popularnych obecnie wśród konserwatywnych katolików materiałów należy kanał Macieja i Anny Świerzyńskich. Ich głośnym wejściem był film o liturgii tradycyjnej, na który przez lata żebrali o fundusze (więcej tutaj). W działalności konserwatywno-katolickiej pojawili się nagle, nie wiadomo skąd. Właściwie nic nie wiadomo o ich wcześniejszym życiu w Kościele czy poza nim. Sukces, jaki odnieśli w tematyce, z której są obecnie znani, świadczy o tym, że trafili w lukę rynkową, a to już chociażby przez tytuł swego kanału, który wyraża powierzchowne doświadczenie katolika. Pewną rolę może też odgrywać fakt, że w katolicko-konserwatywnej polskiej przestrzeni internetowej praktycznie nie ma niewiast i to ładnych. Oczywiście dobrze jest, gdy coraz więcej ludzi, także tych działających publicystycznie, angażuje się w duchu katolickim dla spraw wiary katolickiej i Kościoła. Należy docenić ich staranie o prezentowanie rdzennie katolickich treści. Odnoszę jednak wrażenie, że w tym wypadku sprawa nie jest czysta. Wskazuje na to wyraźna nachalność Świerzyńskich wobec odbiorców, zresztą dość podobna do "słynnego" skądinąd oSzustaka, jak chociażby w powtarzanym sztucznie a maniakalnie "słuchajcie". Może nie wiedzą, że tak to się mogą zwracać co swoich dzieci i ich małoletnich kolegów, a zwodziciel oSzustak na pewno nie powinien być wzorem do naśladowania. 

Znaczący jest następujący fragment:

Owszem, chwalebne jest polecanie wartościowych książek i popularyzowanie postaci wielkich dobrych katolików jak Gabriel Moreno - a to jest kontext tych haniebnych słów. Jednak: 

Po pierwsze, te słowa są (delikatnie mówiąc) całkowicie nieprofesjonalne i niekulturalne, gdyż dla takiego stylu nie ma miejsca w przestrzeni publicznej, nawet "za przeproszeniem", tak samo zresztą jak w życiu rodzinnym i prywatnym (więcej tutaj). 

Po drugie, świadczy o języku codziennym, co jest kompromitujące zwłaszcza dla niewiasty, żony i matki. Jeśli ona publicznie tak się wyraża, to można się domyślać, jak na co dzień prywatnie wygląda jej słownictwo i tym samym świat skojarzeń i wyobraźni. A skoro ona reprezentuje taki poziom, to jakiego poziomu można się spodziewać po jej mężu? 

Pani Anna okazyjnie chwali się tym, że rozczytuje się w kryminałach, co też jest conajmniej dziwne u niewiasty, żony i matki. Rzeczywiście jej wystąpienia w temacie pewnej "damy-małżonki" pewnego prezydenta Francji świadczą o rozkoszowaniu się kryminalistyką. Znacznie gorzej jest z przejrzystym dla odbiorców prezentowaniem treści. Świerzyńscy nie potrafią nawet przedstawić porządnie książek, które polecają (oczywiście do kupienia w swoim sklepie internetowym), gdyż często nawet autora nie podają, ani nawet nie pokazują książki dobrze do kamery, czyli zmuszając odbiorców do wchodzenia na stronę ich sklepu. No cóż, to jest sporo albo nieudolności albo manipulacji w celach biznesowych. 

Nie chcę oczywiście kwestionować ich szczerości w wyznawaniu wiary katolickiej. Zalecam jednak ostrożność, bo coś tu nie gra. Być może oni potrzebują jeszcze czasu do okrzepnięcia we wierze. Tutaj niezbędna jest jednak szczera wola i czyste intencje. Czas pokaże. 

Czy trudno być katolikiem?


Natychmiast po premierze filmu "Ukryty skarb Kościoła" zostałem wielokrotnie zapytany o opinię. W międzyczasie udało mi się obejrzeć ten film.

Mówiąc w skrócie: co do treści teologicznej nie mam zastrzeżeń, gdyż nie stwierdziłem poważnych uchybień. Nie będąc fachowcem w dziedzinie sztuki filmowej uważam go pod względem technicznym również za porządny. Równocześnie jednak mogę zaznaczyć, że jego poziom nie jest wybitny ani treściowo, ani co do układu treści. Jest to po prostu kompilacja wielu różnych wypowiedzi o różnej wadze i wartości. Mogą one jakoś wprowadzać w temat, mogą też pobudzać do myślenia. Jednak całość nie wnosi nic odkrywczego, ani nie prezentuje solidnych argumentów. Jest to niewiele więcej niż pewien zbiór czy wybór "świadectw" osób, które na jakimś etapie swojego życia odkryły liturgię tradycyjną czy - w przypadku starszych osób - powróciły do niej. 

Autorzy filmu mogą mi zarzucić, że nie mam prawa utyskiwać na jego poziom, skoro odmówiłem udziału w filmie, mimo kilkukrotnych nalegań. 

Jednak nie sądzę, by mój udział był w stanie coś zmienić pod tym względem, gdyż problem leży już w samej formule. Nic nie wskazywało ani nie wskazuje na to, by zamierzano wyprodukować narzędzie przekonywania do liturgii tradycyjnej w sposób uporządkowany, systematyczny. Zdaję sobie sprawę, że obecnie w dziedzinie filmowej panuje tendencja antysystematyczna, antyracjonalna, czyli skupiania się na wrażeniach i osobistych przeżyciach. Ten film mógł być jednak okazją do wyjścia poza i ponad taką konwencję, choć nie musiał z niej zupełnie rezygnować. 

Niemniej godna krytyki jest nazwa kanału i zarazem marki "firmy" Macieja i Anny Świerzyńskich, zresztą wspomniana także w jednej z wypowiedzi, mianowicie x. Grzegorza Śniadocha, będącego wyraźnie głównym bohaterem filmu (o zgrozo). Hasło "Trudno być katolikiem" z całą pewnością nie zachęca do bycia katolikiem, choć poniekąd odpowiada doświadczeniu i odczuwaniu wielu katolików, zwłaszcza tych, którzy nazywają siebie czy są nazywani "tradycjonalistami". Tym niemniej właśnie oni powinni mówić raczej o pięknie katolicyzmu, gdyż to ono jest istotne i motywuje, a nie trudności, które zawsze w jakiś sposób są i pozostaną w każdej sytuacji życiowej i w każdej społeczności. Ta nazwa jest także o tyle dziwna i nieadekwatna, że w filmie jest również mowa o pięknie liturgii tradycyjnej. To właśnie piękno, porządek, harmonia i spójność z wiarą katolicką stanowią główną cechę tej liturgii, zauważalną i de facto dostrzeganą zwykle już przy pierwszym zetknięciu się. 

Oczywiście dobrze, że film ten powstał. Oby pobudził do myślenia i poznawania katolickiej liturgii tradycyjnej. Oby jednak autorzy i ich ewentualni naśladowcy wyciągnęli odpowiednie wnioski na przyszłość, dla następnych produkcyj medialnych różnego typu. Niestety bowiem szerzy się obecnie maniera czy wręcz moda narzekizmu, czyli narzekania czy to na różnego rodzaju skandale, czy na to własny los wskutek posunięć władz itp. Oczywiście można i należy mówić o faktach, także gorszących, o ile celem jest ich przezwyciężenie. Jednak zatrzymywanie się nad nimi do niczego dobrego nie prowadzi, lecz wyrządza poważne szkody, choćby przez marnowanie czasu i energii potrzebnej do budowania duchowego i nie tylko duchowego. Narzekacze typu grono PCh24, x. Dariusz Oko, Dawid Mysior i też Świerzyńscy nieźle zarabiają na wyciąganiu i rozwlekłym exploatowaniu rzeczywistych - a niekiedy niestety także urojonych - skandali. Czyż nie wstyd? Czyż nie należałoby spożytkować czas i środki raczej na krzewienie rzetelnej wiedzy teologicznej oraz na formowanie duchowe swoje i bliźnich, którzy składają im niekiedy nawet pokaźne ofiary? 

To nie jest wcale trudne, choć może wymagać nieco więcej wysiłku niż prezentowanie skandali, których świat oferuje mnóstwo, a które i tak są dość powszechnie znane. Wyszukiwanie konkurencyjnych sensacyjek świadczy nie o trzeźwym katolickim krytycyźmie, lecz o niezwoleniu duchem tego świata, czy przynajmniej o chęci dogonienia go w lukratywnym sprzedawaniu złych wieści. A to właśnie nie jest godne katolika, zwłaszcza tradycyjnego.