Jak długo Pan Jezus przebywał w otchłani śmierci?


Rzeczywiście św. Tomasz omawia tę kwestię w swojej Summa Theologiae (III, q 52, a 4):


Po zaprezentowaniu poglądów w tej sprawie, wyraża swoją opinię, że z powodu przebywania ciała w grobie przed zmartwychwstaniem bardziej odpowiednie było przebywanie duszy Pana Jezusa w otchłani śmierci (nazywanej nieco myląco piekłem, infernum). Jest to więc argument filozoficzno-antropologiczny. Jedynym argumentem pozytywnym (źródłowym), który św. Tomasz przytacza, są słowa św. Piotra z kazania w Dziejach Apostolskich (2,24): "Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim". Nie są to więc słowa potwierdzające wprost i jednoznacznie opinię św. Tomaszową. 

Przeciw niej przemawiają zarówno cytowany pogląd św. Augustyna, że dusza Zbawiciela nie pozostawała w otchłani śmierci, jak też słowa Pana Jezusa do dobrego łotra (Łk 23): "jeszcze dziś będziesz ze Mną w raju".

Św. Tomasz nie powołuje się na wskazanie słowa z Exsultet:

"To jest noc, w którą Chrystus, zburzywszy więzy śmierci, wstępuje z piekieł jako zwycięzca.""Haec nox est, in qua, destructis vinculis mortis, Christus ab inferis victor ascendit."

Jest to o tyle zrozumiałe, że jest to poezja religijna a teza nie jest wypowiedziana jednoznacznie.
Po pierwsze należy wziąć pod uwagę znaczenie liturgicznego "hodie": nie należy tego rozumieć ściśle chronologiczne lecz jako liturgiczne upamiętnienie zdarzenia. Innymi słowy: śpiewanie tych słów w noc Wigilii nie musi oznaczać, że chodzi o wydarzenie z nocy przed Zmartwychwstaniem.
Po drugie, może tutaj być zawarty skrót, czyli pominięcie tymczasowego przebywania w niebie. Wstępowanie ("ascendit") odnosi się bowiem do zwycięskiego tryumfu, który stał się widoczny w Zmartwychwstaniu, a mógł mieć miejsce wcześniej w sposób ukryty.

Podsumowując:
- Nie ma jednoznacznych danych Bożego Objawienia w tej kwestii. Tym samym dopuszczalne są różne opinie teologiczne.
- To opinie zależą od przesłanek nie należących do Bożego Objawienia i mają swoje zarówno mocne jak też słabe strony. W opinii św. Tomaszowej trudność polega na tym, jak wyjaśnić przebywanie nieśmiertelnej duszy Syna Bożego w otchłani śmierci. Ponadto przemawiają przeciw niej słowa Pana Jezusa do dobrego łotra. Trudność w opinii przeciwnej natomiast polega nie możliwej niezgodności ze słowami "Exsultet", przy czym nie jest to źródło o wysokiej randze teologicznej, wobec czego nawet św. Tomasz się nim nie posłużył.

Czym jest niebo?


Niebo na pewno nie jest Edenem, o którym mówi Księga Rodzaju. Z prostego powodu: historii ludzkości i świata nie można odwrócić. Po drugie, niebo nie jest miejscem na Ziemi. To wyrażenie wskazuje już na rzeczywistość ponadziemską i ponadkosmiczną, która przewyższą doczesność, aczkolwiek jest rzeczywistością stworzoną. Niebo jest stanem stworzenia przemienionego, uwielbionego czyli mającego udział we wiekuistości Boga wiekuistego (teologowie greccy mówią o "przebóstwieniu").

Oznacza to, że stworzenia w niebie nie tracą swojej stworzoności czyli pochodzenia od Boga i natury, lecz zostają wyniesione do stanu wyższego, stanu uczestniczenia w chwale Boga samego.

Dla nas ludzi oznacza to, że nic z doczesnych wartości, które są dziełem Boga, nie zostanie utracone, lecz zostanie spełnione w najwyższym stopniu, w najwyższej aktywności i doskonałości. Dopiero w niebie zostaną w pełni rozwinięte ludzkie siły i zdolności, po zmartwychwstaniu także zdolności ciała, w tym zmysłów, uczuć, nie tylko intelektu. Zdolności miłowania, radowania się, udzielania się i komunikacji również osiągną najwyższy możliwy stopień i intensywność, w zupełnej harmonii i pokoju. Na pewno nie będzie nudno :-)

Jak należy ocenić "orędzia Cypriana Polaka"?


Oto fragment tych rzekomych objawień:


Oczywiście ocena treści religijnych rozpowszechnianych publicznie należy do kompetenecji biskupa miejsca czyli ordynariusza ich autora (jeśli sprawa ma zasięg szerszy, wówczas mogą się włączyć także inni biskupi). Jednak nie trzeba wielkiej wnikliwości teologicznej, by rozeznać, jakiego rodzaju są to "orędzia". Tak więc nie trudno zauważyć, że jest to budowanie własnej popularności za pomocą treści z dziedziny sensacyjek i to tak banalnych, że z pewnością nie mających nic wspólnego ze zjawiskiem nadprzyrodzonym jakim są autentyczne objawienia prywatne. Ktoś tu widocznie cierpi na potrzebę popularności i zwodzenia ludzi, wykorzystując ich ciekawość i naiwność.

Czy można być zbawionym nie chodząc do kościoła?


Zbawienie wieczne zależy od stanu duszy w momencie śmierci. Ten stan jest w sposób pewny wiadomy tylko Panu Bogu. My możemy jedynie wnioskować z okoliczności i objawów.

Oczywiście normalną drogą stanu łaski uświęcającej są sakramenty święte, w tym wypadku przynajmniej Ostatnie Namaszczenie. Połączone być powinno, jeśli jest możliwość, ze Spowiedzią i Komunią św. Takie przygotowanie na przejście do wieczności jest wielką łaską, na którą zwykle trzeba sobie zapracować i zasłużyć. Gdy ktoś zaniedbuje praktyki religijne za życia, to często jest tak, że nie ma sposobności ani chęci przyjęcia sakramentów przed śmiercią, nawet jeśli byłby czas. Gdy życie kręci się wokół doczesności, wówczas śmierć jest często zaskoczeniem, mimo sygnałów ostrzegających.

Wracając do pytania o los zmarłego ojca. Oczywiście jest tutaj wiele czynników: dlaczego nie chodził do kościoła, czy przyjął Sakramenty św. przed śmiercią, czy się przynajmniej modlił, czy okazywał wiarę i żal za grzechy itp. Jeśli ktoś nie trwał aż do śmierci w odrzuceniu Pana Boga i Kościoła, wówczas można mieć nadzieję, że usposobienie ostatecznie nie było złe. Nie możemy wykluczyć, że dana osoba w ostatniej chwili mogła wzbudzić sobie doskonały żal za grzechy całego życia, który dysponuje do przyjęcia Bożego przebaczenia i łaski uświęcającej. Czy taka postawa jest w poszczególnym przypadku, tego często nie wiemy i nie będziemy wiedzieć. Dlatego należy się modlić za wszystkie dusze, co Kościół też czyni nawet w specjalny dzień w roku, Dzień Zaduszny. Jeśli Kościół nikogo nie ogłosił potępionym to właśnie dlatego, że możemy i powinniśmy się modlić za wszystkich zmarłych, gdyż nie znamy ich losu, a zobowiązani jesteśmy do uczynku miłosierdzia wobec nich jakim jest modlitwa za ich dusze.

Należy pamiętać, że zaniedbywanie praktyk religijnych jest grzechem ciężkim. Nawet jeśli dzięki przebaczeniu grzechów przed śmiercią - czy to w sposób sakramentalny w Ostatnim Namaszczeniu  czy w sposób wyjątkowy wskutek żalu doskonałego - dusza dostąpi zbawienia, to jednak pozostają kary za grzechy, które muszą być odpokutowane w czyśćcu. Tak więc nie należy lekceważyć żadnego grzechu. A grzeszenie zuchwałe, czyli z liczeniem na Boże miłosierdzie i przebaczenie, jest ciężkim grzechem przeciw Duchowi Świętemu i stanowi postawę zamknięcia się na łaskę żalu i tym samym przyjęcia przebaczenia grzechów. Jest to więc zatwardziałość w grzechu i pewna droga na wieczne potępienie.

Dlaczego współżycie przed ślubem jest grzechem?


Pytanie dotyczy głównie znaczenia i wartości Sakramentu Małżeństwa i sakramentów w ogóle.

Sakrament to znak ustanowiony przez Jezusa Chrystusa, w którym udzielana jest łaska potrzebna do zbawienia. Warunki tego znaku wynikają z jego istoty (materia, forma, intencja), a także z ustaw Kościoła. W przypadku Sakramentu Małżeństwa szafarzami są wprawdzie zawierający sakramentalny związek małżeński, jednak jego zaistnienie musi być zatwierdzone przez Kościół, przynajmniej post factum. Jest teoretycznie możliwe, że w razie obiektywnej niemożliwości asystowania przez kapłana małżonkowie złożą sobie przysięgę małżeńską wobec świadków i zostanie to następnie zatwierdzone przez Kościół jako sakramentalne małżeństwo (sanatio in radice). Jednak do tego konieczna jest intencja takiego zawarcia, wraz z wolą spełnienia formy katolickiej czyli asystowania przez kapłana posiadającego jurysdykcję.

Czym innym jest jednak lekceważenie czy odwlekanie uroczystej przysięgi małżeńskiej we właściwej formie czyli tzw. ślubu kościelnego. Samo prywatne wyznawanie miłości i przyrzekanie dozgonnej wierności nie wystarczy, gdyż nie można mieć pewności intencji zawarcia małżeństwa sakramentalnego. Intencję można zwykle uznać dopiero wtedy za pewną, gdy wyraża się w woli i zamiarze dokonania formy sakramentalnej, o czym powiedziałem powyżej.

Dlaczego ten wymiar - z pozoru - formalny jest tak ważny? Ano z tego powodu, że małżeństwo jest instytucją społeczną, a nie tylko prywatną, i tym samym wymaga odpowiedniej realizacji w wymiarze społecznym. Innymi słowy: nie jest to jedynie kwestia uczuć i obietnic dwojga kochających się ludzi, gdyż celem małżeństwa jest wydanie potomstwa, a nie zaspokojenie ich poszczególnym potrzeb. Dobro dzieci ma rangę nadrzędną i musi być zabezpieczone w możliwie pewny sposób. Dlatego nie wystarczą prywatne ustalenia dwojga partnerów. Dla dobra zarówno potomstwa jak też ich samych konieczne zawarcie umowy najwyższej rangi, jaką jest sakramentalna przysięga małżeńska, dokonywana w zwykłych warunkach w sposób uroczysty w świątyni przez kapłanem. Unikanie tej formy czy lekceważenie jej stawia pod znakiem zapytania powagę i szczerość związku już choćby pod względem czysto ludzkim. Tym samym istnieje poważne ryzyko dla trwałości związku i tym samym dla bezpieczeństwa potomstwa. Dlatego właśnie Pan Bóg związał współżycie na sposób małżeński z sakramentalnym małżeństwem. Lekceważenie tego przykazania Bożego godzi w miłość Boga i też w miłość bliźniego, zarówno partnera jak też możliwego potomstwa.

Czy wyobrażenie sprawiedliwej kary jest grzechem?



Pominę tutaj sam czyn, tzn. czy i na ile bycie w meczecie jest godne potępienia, gdyż jest to osobna sprawa.

Jeśli wyobrażenie to wynikało z pragnienia sprawiedliwej kary, to nie jest ono grzechem. Jednak ukaranie należy pozostawić Panu Bogu, zaś dla winnego należy prosić o łaskę nawrócenia i o miłosierdzie, gdy się nawróci.

Oczywiście znaczenie ma tutaj także pragnienie zapobieżenia czy naprawienie zgorszenia poprzez ukaranie. Wówczas takie pragnienie jest aktem miłości bliźniego.

Czy w piątek Oktawy Wielkanocnej obowiązuje post?

Kodex Prawa Kanonicznego z 1917 r. jak też Kodex z 1983 r. mówią wyraźnie, że poszczególne piątki całego roku są dniami z obowiązującą wstrzemięźliwością od pokarmów mięsnych. Piątek w Oktawie Wielkanocnej nie jest wymieniony jako wyjątek.  

Kodex z 1917 r. jest dość precyzyjny i nie pozostawia wątpliwości:



Kodex z 1983 r. niby powtarza za Kodexem z 1917 r., ale jednak rozmywa: 


Istnieje interpretacja, że piątek Oktawy jest uroczystością (solemnitas), która wypiera post. Jest to możliwa interpretacja dla CIC z 1983 r., ale nie konieczna. I na pewno nie wynika z samego CIC. Ranga Oktawy Wielkanocnej jako solemnitas określona jest w mszale Pawła VI, tym samym obowiązuje jedynie przy zastosowaniu Novus Ordo.

Wiadomo, że w Kościele są także wsześniejsze mszały, jak Missale Romanum św. Piusa V. Do niego dostosowany jest CIC z 1917 r., który odnośnie postu i abstynencji jest precyzyjny i jednoznaczny.

Otóż w CIC z 1917 r. jest powiedziane, że
- tylko niedziele i święta nakazane (czyli z obowiązkiem uczestniczenia we Mszy św. oraz powstrzymania się od pracy) usuwają charakter dnia pod względem pokutnym, oraz że
- usuwają tylko dni z abstynencją i postem oraz z samym postem, czyli nie usuwają dni z samą abstynencją jak piątki całego roku.

Dni Oktawy Wielkanocnej nie są świętami nakazanymi (pojęcie to istnieje także w nowym prawie kanonicznym), tym samym nie usuwają charakteru piątku pod względem postu.


Post scriptum
Temat wywołał dość niespodziewaniu ożywione dyskusje, zwłaszcza głosy protestu zwolenników jedzenia mięsa w piątek Oktawy Wielkanocnej. Jest wśród nich także wielu sympatyzujących z liturgią tradycyjną, a mimo tej sympatii opowiadających się za dyscypliną postną Novus Ordo. Motywy mogą być różne, w tym także niewiedza.

Otóż obchodzenie oktaw świąt jest właściwie nawiązaniem do tradycji starotestamentalnej, gdzie święta tzw. pielgrzymkowe obchodzono przez osiem dni. W Kościele ten zwyczaj pojawił się dopiero w IV wieku, najpierw tylko na Wschodzie. Jednak pierwotnie nie świętowano wszystkich ośmiu dni, lecz jedynie dzień ósmy. Z czasem dni Oktawy Wielkanocnej - która obok Oktawy Epifanii jest nastarsza - otrzymały własne formularze mszalne, co jednak nie oznaczało przyznania im rangi właściwego święta czyli pierwszego dnia Oktawy. W ciągu wieków liczba oktaw rosła, tak że św. Pius V musiał dokonać poważnej redukcji w wydanym przez siebie Missale.

Tak więc dopiero w Novus Ordo zrównano wszystkie dni Oktawy z samym świętem. Jest to nowość nie mająca podstaw w Tradycji Kościoła, zaś podejmująca zwyczaj starotestamentalny i żydowski. Aczkolwiek w sposób niekonsekwentny, gdyż dotyczy tylko liturgii i dyscypliny postnej (wyparcie abstynencji w piątek), a nie świętowania w znaczeniu obowiązku uczestniczenia we Mszy św. oraz powstrzymania się od pracy.

Czy przeznaczenie niweczy wolną wolę?


Pytanie jest bardzo ogólne i nie precyzuje problemu. Dlatego mogę odpowiedzieć jedynie ogólnie.

Tzw. przeznaczenie jest zgodne zarówno z porządkiem stworzenia jak też z wolą i wszechwiedzą Pana Boga. Pan Bóg stworzył człowieka wyposażonego w wolną wolę i chce jego zbawienia. Prowadzenie ku zbawieniu nie niweczy wolnej woli człowieka. Pan Bóg oczywiście zna wolne decyzje człowieka. Przeznaczenie nie przekreśla ich, lecz uwzględnia i obejmuje.

Jaki jest stosunek Kościoła do UFO?



Nie ma oficjalnego stanowiska Kościoła w tej sprawie. Wynika to z następujących powodów:

1. Kościół nie zajmuje się wszystkim, czym zajmują się mniej czy bardziej poważne publikacje. Kościół zabiera głos dopiero wtedy, gdy jest konieczność, tzn. gdy nie wystarczy zwykły, zdroworozsądkowy osąd, oraz sprawa dotyczy bezpośrednio prawd wiary i obyczajów.

2. W kwestii UFO wystarczy zastosować zwykłe zasady zdroworozsądkowego osądu. Prowadzi to dość łatwo do wniosku, że nie można tu mówić o faktach, lecz raczej o fantazji, fingowaniu czy wręcz kłamstwach.

Miesięcznik "Egzorcysta" niestety nierzadko popełnia dość ewidentne oszustwa na czytelnikach zwłaszcza pod względem merytoryczno-teologicznym, na co już kiedyś musiałem wskazać:

https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/10/czy-szatan-moze-materializowac.html



Dlaczego grzechy przeciw czystości są ciężkie?



Przede wszystkim należy pamiętać, że Pismo św. nie zawiera całości Objawienia Bożego. Pan Jezus polecił Apostołom: "idźcie i nauczajcie" (Mt 28,19), nie "napiszcie". Spisanie ksiąg Nowego Testamentu następowało stopniowo, wynikało z konieczności utrwalenia na piśmie tego, co mogłoby ulec zapomnieniu czy zamazaniu. Jednak pewne jest, że nie wszystko zostało spisane, jak zaznacza chociażby św. Jan w swojej Ewangelii (21):


Oczywiście ciężar grzechu przeciw VI przykazaniu zależy od zwykłych warunków:
- wagi materii
- świadomości grzechu
- własnowolności.

Gdy podręczniki teologii moralnej podkreślają ciężar grzechów przeciw VI przykazaniu, to chodzi o ważkość tej dziedziny. Wynika to z jej znaczenia zarówno dla rodzaju ludzkiego, gdyż chodzi o przekazywanie życia, jak też ze znaczenie osobistego, tzn. dla równowagi i harmonii osobowej.

Nie trzeba chyba obszernie wykładać, jak głębokie i szerokie są powiązania osobowościowe, emocjonalne, psychiczne i też duchowe. Pan Bóg powiązał dziedzinę sexualności z potrzebą miłości, zarówno jej dawania jak też doznawania. Są to siły i energie bardzo intensywne i zarazem subtelne, obejmujące zarówno sferę duchową człowieczeństwa jak też cielesną. Uporządkowanie i harmonijne działanie w tej dziedzinie jest istotne dla dobra zarówno osobistego jak też społecznego, gdyż warunkuje życie podstawowej komórki społecznej jaką jest rodzina i tym samym początek i rozwój życia każdego człowieka.

Nie chodzi tutaj tyle o ograniczenia i zakazy, co raczej o wyczulenie i odpowiedni szacunek dla tej sfery, a ostatecznie dla drugiego człowieka. Konkretne wskazówki mają temu służyć. Wynikają one zarówno z ogólnych zasad jak też z doświadczenia duszpasterskiego i ogólnoludzkiego.

Istnieje oczywiście ryzyko tzw. kazuistyki, która zwracając uwagę na zasady zewnętrzne może przeoczyć czy pominąć wymiar wewnętrzny, duchowy i intencjonalny. Z drugiej strony etyka subiektywistyczna, kierująca się głównie czy wyłącznie aspektem intencji, łatwo może się zagubić w labiryntach ludzkich pragnień, emocyj, wrażeń i też nieszczerości nawet wobec siebie.

Dlatego generalnie należy kształtować swoje sumienie w świetle katolickiej nauki moralnej, zawartej także w zatwierdzonych przez Kościół rachunkach sumienia. Równocześnie właściwym miejscem do omówienia wątpliwości czy rozterek jest spowiedź czy też rozmowa duchowa z duszpasterzem, który także poza spowiedzią zobowiązany jest do dyskrecji czyli zachowania tajemnicy odnośnie spraw duchowych i sumienia.

Dlaczego tradycyjnie w świątyni niewiasta ma nakrycie głowy, a mężczyzna nie ma?


Zasady zachowania w świątyni, jako pochodne zasad liturgii, nie zależą od zmiennych mód i obyczajów, lecz od prawa naturalnego i objawionego. Istotne w tej kwestii są:
- różnica płci czy dwojakość rodzaju ludzkiego, oraz
- znaczenie nakrycia główy zrozumiałe w sposób prosty i spontaniczny.

Z faktu dwojakości rodzaju ludzkiego, istotnej w porządku stworzenia, wynika konieczność jego przestrzegania i zaznaczenia także w liturgii i zasadach okołoliturgicznych. Innymi słowy: porządek stworzenia musi mieć odzwierciedlenie także w liturgii. Nakrycie głowy jest symbolicznym wyrazem podległości. Niewiasta jest według Księgi Rodzaju podległa mężczyźnie, co oznacza nie tyle panowanie czy ciemiężenie co bycie darem dla mężczyzny oraz pod jego opieką. W liturgii także kapłan ma nakrycie głowy, co wyraża jego podległość Bogu i bycie Jego szczególną własnością, tudzież sprawowanie funkcji liturgicznej w zależności od samego Boga, nie w sposób wolny. Jest to wprawdzie tylko symboliczny wyraz, jednak treść jest fundamentalna i istotna.

Z tego powodu tradycyjna zasada Kościoła - podana w Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1917 r. -  nakazuje, by mężczyźni uczestniczący liturgii oraz w świątyni nie mieli nakrycia głowy, zaś niewiasty by miały:



Wyjątek podany w księgach liturgicznych dotyczy jedynie duchownych sprawujących liturgię, czy to przewodnicząc jej czy asystując. Sposób i momenty nakrywania głowy przez duchownych podczas liturgii są ściśle określone i tym samym nie ma generalnego dopuszczenia lecz jedynie dla wyrażenia godności i funkcji. 

Ostatnimi czasy rozpowszechniło się niestety niezdejmowanie nakrycia głowy w świątyni przez mundurowych - żołnierzy, policjantów, a nawet strażaków, harcerzy czy innych niby mundurowych. Jest to jednoznacznie sprzeczne z zasadami Kościoła, a to z następujących powodów:

1° Podczas liturgii nie mają i nie mogą mieć znaczenia funkcje i godności świeckie, tym samym także mundurowych obowiązują te same zasady co wszystkich wiernych czy uczestniczących.

2° Pełnienie jakiejś warty honorowej nie jest i nie może być funkcją liturgiczną, lecz jest jedynie rytuałem świeckim, który nie ma żadnego znaczenia dla zasad liturgii i kultu Bożego.

3° Powoływanie się na ceremoniał wojskowy również nie ma żadnego znaczenia. W świątyni i podczas liturgii obowiązują wyłącznie zasady kanoniczne i liturgiczne. Regulaminy czy ceremoniały świeckie nie mają jakiejkolwiek mocy prawnej w obrębie kultu Bożego, gdyż jest on regulowany wyłącznie przez prawo kościelnego. Żadnej innej władzy, także wojskowej, nie przysługuje jakakolwiek kompetencja w tej dziedzinie.

4° Pełnienie tzw. warty honorowej nie jest pełnieniem realnej służby lecz jedynie paradowaniem, i tym samym nie usprawiedliwia nakrycia głowy. Pełne umundurowanie ma uzasadnienie wyłącznie w ramach pełnienia realnej służby, np. dla ochrony i bezpieczeństwa czy to celebransa czy uczestników.

Sprawa jest dość istotna, gdyż dotyczy zarówno istoty liturgii oraz miejsca świętego, jak też stosunku między Kościołem (wraz z jego prawodawstwem) a państwem (czy instytucjami państwowymi czy ogólnie świeckimi). Liturgia jako sprawowanie kultu Bożego według prawd i norm Bożego Objawienia jest dziedziną autonomiczną i nadrzędną wobec wszystkich dziedzin świeckich. Lekceważenie czy wręcz odrzucenie tej zasady uderza w naturę i boskie pochodzenie Kościoła, oraz burzy porządek zeń wynikający. Nie jest przypadkowe, że wrogowie Kościoła forsują tego typu zachowania, przy ignorancji czy uległości katolików, nawet duchownych.

Dlaczego liturgia Wielkiej Soboty tradycyjnie odbywa się przed południem?




W okresie przed Wielkanocą regularnie pojawia się temat godziny czy pory celebracji Wigilii Paschalnej. Przeważnie są to oburzone głosy narzekające na zbyt wczesną godzinę czy napominające, by zaczynać najwcześniej po zmroku. Wskazuje się przy tym na rubryki zarówno Novus Ordo jak też Missale z 1962 r. Generalnie wydaje się panować zgodność co do tego, że wielkim wykroczeniem liturgicznym byłoby sprawowanie tej liturgii przed zmrokiem. U podłoża tej gorliwości wydaje się być nie tylko i nie tyle posłuszeństwo wobec rubryk lecz bardziej przywiązywanie wagi do symboliki zmroku i światła, a właściwie do specyficznego nastroju z nią związanego. Zarówno zwolennicy Novus Ordo jak Missale z 1962 r. pilnie demonstrują swój konsens w tej sprawie. Czyż więc Kościół błądził przez długie wieki sprawując liturgię Wigilii Paschalnej we Wielką Sobotę przed południem?

Po pierwsze należy mieć na uwadze, że celebrowanie Wigilii Paschalnej wieczorem czy w nocy z soboty na niedzielę nie jest jednolitym zwyczajem. Wprawdzie już Tertulian (koniec II wieku) poświadcza czuwanie modlitewne w tę noc, jednak nie musiał to być zwyczaj powszechny. Tak np. W obrządku syryjskim praktykowanym w Indiach liturgia Wigilii Paschalnej zaczyna się już we Wielki Piątek wieczorem, a kończy w sobotę rano.  

Odnośnie obrządku rzymskiego przyjmuje się przeważnie, że od X w. Wigilię Paschalną sprawowano już w sobotę po południu, od ok. XIV w. w sobotę przed południem. Ma to związek zapewne z rozwojem monastycyzmu i życia zakonnego w Europie, czyli z ożywieniem zarówno duchowym jak też duszpasterskim. Gęstsza stała się sieć klasztorów i parafij, zwiększyła się także zapewne frekwencja na liturgii. Dla wiernych było znacznie łatwiej uczestniczyć w liturgii rano czy przed południem niż późnym wieczorem i w nocy. Ponadto normalną porą sprawowania Mszy św. Były godziny przedpołudniowe. Liturgia rzymska czyli w zwyczaju kurii rzymskiej i papiestwa raczej nigdy nie miała tak rozbudowanej formy Wigilii Paschalnej by zajmowała ona całą noc, aż do poranka wielkanocnego, gdy liturgię wieńczyła Eucharystia. Równocześnie już sama ilość i długość czytań - od starożytności jest to 12 tzw. proroctw,  a obrządek bizantyński ma nawet 14 czytań - sugerowała sprawowanie o porze, gdy umysły zarówno celebrujących jak też asysty i uczestników są trzeźwe i sprawne. Innymi słowy: powód sprawowania przed południem był praktyczna. Sprawność umysłowa, potrzebna zarówno do starannego wykonania obrzędów jak też do owocnego w ich uczestniczenia, została uznana za ważniejszą niż względy symboliczno-nastrojowe (czuwanie podczas ciemności i wyrazistość symboliki światła). 

Podsumowując należy powiedzieć, że pora przedpołudniowa ma wiele zalet:

1° Jest to zwykła pora liturgii Mszy św., podkreślająca jej wagę w ciągu dnia oraz w życiu chrześcijanina. 
Ma to głębokie uzasadnienie teologiczne, gdyż modlitwa o poranku, szczególnie Eucharystia, przypomina słowa Pisma św.:
"Potem poprowadził mię ku bramie, która skierowana jest na wschód. I oto chwała Boga Izraela przyszła od wschodu, a głos Jego był jak szum wielu wód, a ziemia jaśniała od Jego chwały." (Ez 43,1n)
"Jego ludowi dasz poznać zbawienie [co się dokona] przez odpuszczenie mu grzechów, dzięki litości serdecznej Boga naszego. Przez nią z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedzi." (Łk 1,77n)
"Odpowiedział im więc Jezus: «Jeszcze przez krótki czas przebywa wśród was światłość. Chodźcie, dopóki macie światłość, aby was ciemność nie ogarnęła. A kto chodzi w ciemności, nie wie, dokąd idzie. Dopóki światłość macie, wierzcie w światłość, abyście byli synami światłości»." (J 12,35n)
"Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości!" (Ef 5,8)
"Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu." (1J 1,7)
"Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności." (1 Tes 5,5)

2° O tej porze najwyższa jest sprawność umysłowa, co odpowiada naturze liturgii jako „rationabile sacrificium“. Umysły zarówno sprawujących jak też obecnych są wtedy najbardziej zdolne do duchowo czynnego uczestnictwa oraz owocnej duchowo medytacji. 
3° Liturgia Wigilii Paschalnej jako przejście od Wielkiego Postu do okresu wielkanocnego na własny, osobny charakter przygotowaniem do Niedzieli Zmartwychwstania. Ten charakter ulega zaciemnieniu, gdy Wigilia Paschalna „zlewa się“ z cełebracją samego Zmartwychwstania. 
4° Sprzyja osobistej modlitwie i medytacji - zwłaszcza przy Grobie Pańskim - w oparciu o treść liturgii dnia.
5° Sprzyja wyodrębnieniu celebracji Zmartwychwstania, czego dowodem jest chociażby procesja rezurekcyjna. 

Równocześnie liczne są wady i niedogodności celebracji wieczorno-nocnej:
1° Brak optymalnej sprawności intelektualnej i duchowej, mając zwłaszcza na uwadze zasady postne (post ścisły obowiązywał aż do północy).
2° Przewaga czynnika nastrojowo-symbolicznego nad duchowo-intelektualnym. 
3° Pokusa skracania i upraszczania obrzędów, by nie nadwyrężać sił czy to celebransa czy też obecnych. 
4° Konsekwencje dla dnia Zmartwychwstania Pańskiego: brak wypoczęcia oraz kondycji do świętowania zarówno pod względem duchowo-intelektualnym jak też fizycznym. 
5° De facto wykluczenie z celebracji zarówno dzieci, jak też osób słabszych fizycznie, starszych oraz mieszkających daleko od świątyni (co ma znaczenie także obecnie, mimo powszechności automobilności). 

Są to dość poważne względy. Dotyczą one zarówno istoty i natury liturgii katolickiej, czyli powodów ściśle teologicznych, jak też praktyczno-duszpasterskich. Dlatego warto powrócić do Tradycji, którą Duch Święty prowadził Kościół poprzez wieki. 


Priorytet jest prosty: ważniejsza jest optymalna sprawność duchowo-intelektualna niż symbolika kontrastu między ciemnością nocy a światłem paschału. Po drugie: dlaczego Wielka Sobota nie miałaby być czasem już do śpiewania "Alleluja"? Przecież dusza naszego Pana już w momencie śmierci przeszła do nieba, także cierpienie ciała się skończyło. Spoczynek ciała oczekującego na Zmartwychwstanie jest przepełniony pewnością chwały i radości. Jest jedynie rozłąka ludzka dla tych, którzy jeszcze nie wierzyli w Zmartwychwstanie. Kościół wierzy, dlatego może się radować zaraz po zakończeniu rozważań Męki i Śmierci. 



Czy pożar katedry w Paryżu jest znakiem?


Oczywiście każde wydarzenie historyczne zawarte jest planie Opatrzności Bożej. Tym samym może i powinno być odczytywane w świetle prawd Bożych jako znaki.

W tym znaczeniu także pożar dachu katedry w stolicy Francji jest znakiem, niezależnie od jego przyczyny, tzn. nie zależnie od tego, czy był to wypadek czy rozmyślne działanie. Jego wagę podkreśla fakt, że miał miejsce na początku Wielkiego Tygodnia czyli u progu największego święta chrześcijaństwa i całej ludzkości.

Możliwe są różne interpretacje. Istotne, żeby trzymały się prawdy Bożego Objawienia oraz pewnych faktów.

Po pierwsze można obecny stan katedry odczytać jako obraz i symbol sytuacji Kościoła: świątynia bez głównej części dachu pozbawiona jest nie tylko znaczącej wieży centralnej ze znakiem krzyża lecz także osłony i ochrony przez warunkami atmosferycznymi, opadami, burzami i też słońcem. Czyż nie jest to symboliczne przedstawienie bezbronności Kościoła wobec sił i żywiołów tego świata, wdzierających się do jego wnętrza i powodujących zniszczenia, brak pewności i zrozumiały lęk przed całkowitą zagładą?

Z drugiej strony brak osłony dachu oznacza otwarcie ku górze, ku niebu. Czyż w ostatnich dziesięcioleciach Kościół nie stał się zbytnio przyziemny? Czyż nie brakowało i nadal nie brakuje spojrzenia ku sprawom wyższym i ku wieczności? Czyż ten strumień światła z góry nie jest przypomnieniem tego, skąd Kościół jest i dokąd zmierza, skąd jego moc i prawda?

Te wątki można by rozwijać i rozbudowywać. Krótkie wskazanie ukazuje już, że także to wydarzenie, choć ma wymowę zrazu groźną i niepokojącą, niesie ze sobą treść nie tylko wyjaśniającą i pocieszającą, lecz także wskazującą drogę i zadania do wykonania.

Czy Ałłah jest Bogiem katolików?


Temat był już poruszany przy okazji pewnej publikacji na znanym portalu (pseudo)jezuickim:

https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/11/czy-katolicy-czcza-aaha.html

Ostatnio wypowiedział się w tej sprawie także o. Recław w ramach swoich wystąpień filmikowych.



Odpowiedział na zadane mu pytanie bardzo krótko, bez podania jakichkolwiek źródeł czy argumentów. Tym niemniej wypada zareagować, gdyż wypowiedź jest fundamentalnie fałszywa i może mieć poważne konsekwencje.

Ałłah wyznawany w islamie nie jest i nie może być Bogiem, o którym mówi Stary i Nowy Testament. Z następujących powodów:

1° Islamskie wyznanie wiary (tzw. szahada) brzmi: "Nie ma boga prócz Ałłaha, a Mahomet jest jego Prorokiem". Jest więc oczywisty i nierozerwalny związek między Ałłahem i Mahometem jako jego "prorokiem". Innymi słowy: kim jest Ałłah, wiemy przez Mahometa, czyli z Kuranu, który jest "objawieniem" danym Mahometowi. Prócz tego oczywiście istotne są czyny Mahometa, gdyż jest on uważany w islamie jako wzór zastosowania i wykonania objawienia danego przez Ałłaha. Tak więc należy się przyjrzeć, co Kuran i postępowanie Mahometa mówią o Ałłahu. Samo słowo Ałłah nie jest istotne. Nie jest istotne, że także chrześcijanie arabscy nazywają Boga "Ałłahem", gdyż to słowo oznacza po prostu "Bóstwo" (podobnie jak hebrajskie Elohim). Wiadomo bowiem, że tym słowem Arabowie starożytni określali także bożka księżycowego. Sprawa jest więc podobna, gdy ktoś nazywa "bogiem" Zeusa czy Jowisza. Istotna jest treść czyli, kim i jaka jest istota nazywana "bogiem" czy Ałłahem, nie sama nazwa.

2° Do fundamentalnych mniemań islamu zawartych już w Kuranie należy twierdzenie, że zarówno Stary Testament ("Tora") jak też Nowy Testament ("Indżil") są zafałszowanym nauczaniem religii i że dopiero Mahomet podaje prawdziwą religię, która ma początek w raju. Tym samym Mahomet neguje to, co Piśmo św. mówi o Bogu, i tym samym tego Boga, w którego wierzą i którego czczą chrześcijanie. Wyjaśniam na przykładzie: Jeśli ktoś mówi, że czci istotę żywą i wydającą głos, to nie oznacza, że czci człowieka, ponieważ może czcić także np. konia czy małpę, zwłaszcza wtedy, gdy przypisuje tej istocie cechy niezgodne z człowieczeństwem. Wiadomo, że islam neguje Trójjedyność Boga oraz Boskość Jezusa Chrystusa. Tym samym Ałłah, którego islam głosi, nie może być Bogiem, w którego wierzą i którego czczą chrześcijanie.

3° Należy wziąć pod uwagę również inne cechy Ałłaha podawane w Kuranie, w tym także tegoż nakazy. Ałłah jest nazwany w Kuranie np. największym oszustem. Nakazuje on też mordowanie chrześcijan i żydów. To są cechy ewidentnie sprzeczne z Bożym Objawieniem poświadczonym w Piśmie św. Tym samym Ałłah opisany w Kuranie nie może być Bogiem, w którego wierzą chrześcijanie.

Jak należy ocenić strajk nauczycieli po katolicku?


Pytanie zawiera dwie zasadnicze kwestie:
- prawo do strajku oraz
- specyfika pracy nauczyciela.

Strajk jest - najogólniej mówiąc - formą protestu przeciw traktowaniu ze strony pracodawcy oraz walki o prawa czy wymuszenia zrealizowania swoich roszczeń, głównie płacowych. Jest on zasadny, gdy łamana jest ze strony pracodawcy czy to umowa o pracę czy prawa pracownika wynikające z prawa stanowionego lub naturalnego, jak np. prawo do godziwego i sprawiedliwego wynagrodzenia. Tym samym zasadność i ocena moralna strajku zależy od wielu czynników, zarówno natury prawnej jak też moralnej.

Aspekty zarówno prawne jak też moralne dotyczą także specyfiki pracy i zawodu nauczyciela. Jest to jeden z głównych zawodów społecznych, niezależnie od tego, czy chodzi o zatrudnienie w szkole prywatnej czy państwowej, gdy wynika z delegowania edukacji dzieci ze strony rodziców. Należy pamiętać, że pod względem socjologicznym właściwie nie państwo czy dana szkoła jest pracodawcą nauczycieli lecz rodzice, przynajmniej pośrednio. Państwo czy szkoła jedynie pośredniczy w tym stosunku pracy. Zamazanie czy wręcz skrzywienie tej zasadniczej struktury jest pierwszym i głównym źródłem problemów. Taką fałszywą postawę, czyli traktowanie szkolnictwa jako dziedziny właściwie państwowej, prezentuje właśnie ZNP, prowadząc ewidentnie walkę polityczną z rządem i to kosztem uczniów i tym samym ich rodziców. Jest to schemat myślenia typowy dla komunizmu i wszelkich totalitaryzmów. Niestety nie jest obcy także obecnemu obozowi władzy, co świadczy o jego lewackich korzeniach i powiązaniach. Tak więc zasadniczy problem leży w systemie szkolnictwa, którego podłożem jest fałszywe pojmowanie natury i zadań państwa. Strajk i jego skutki dla uczniów ukazują dobitnie jego niesprawiedliwość i zgubność.

Skoro jednak ktoś własnowolnie uczestniczy w tym systemie jako nauczyciel, powinien mieć także świadomość tegoż konsekwencyj nie tylko co do praw lecz także co do obowiązków. Z drugiej strony państwo powinno jasno reprezentować i wskazywać zarówno na prawa jak też na obowiązki zatrudnionych przez siebie nauczycieli, określając zarówno normy prawne jak też ich stosowanie. Obowiązkiem państwa jest ochrona praw obywateli, także przeciw interesom i roszczeniom danej grupy zawodowej, w tym wypadku nauczycieli. Innymi słowy: jeśli nauczyciele działają na szkodę uczniów - niezależnie od tego czy ich protest wobec władz państwowych jest słuszny czy niesłuszny - wówczas państwo ma obowiązek stanąć po stronie poszkodowanych czyli w tym wypadku uczniów. Oczywiście niefortunny jest fakt, że państwo jest równocześnie stroną w konflikcie. Tutaj jednak powinien zadziałać podział władzy, czyli powinna zadziałać władza sądownicza, która nie jest stroną (stroną w proteście jest władza wykonawcza). Innymi słowy: prokuratura powinna wystąpić o ochronę praw uczniów, zarówno prewencyjnie jak też karnie.

W krajach i systemach cywilizowanych na świecie urzędnicy państwowi nie mają prawa do strajku bądź to prawo jest poważnie ograniczone. Jest to słuszne, gdyż chodzi o dobro społeczne i realizację zadań państwa. Są możliwe i dopuszczalne formy protestu, które nie godzą w dobro ludności, w tym wypadku uczniów. Strajk urzędnika państwowego, a do tej kategorii w obecnym systemie należy zaliczyć także nauczycieli, podobnie jak żołnierzy, policjantów, służby medyczne itp., powinien być rygorystycznie zakazany i karalny jako rodzaj dezercji i dywersji.


Czy Pan Jezus nakazał przyjmowanie imigrantów?



W kontekście debat i dyskusyj w związku z przyjmowaniem tzw. uchodźców regularnie pojawia się argumentowanie słowami Pana Jezusa z mowy o Sądzie Ostatecznym (Mt 25): "byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie". Czy to przywoływanie jest słuszne? Jakie właściwe znaczenie mają te słowa Pana Jezusa?

Do głównych zasad katolickiej egzegezy biblijnej należy, że każde pojedyncze zdanie musi być rozumiane w kontekście bliższym i dalszym. Jedno zdanie oderwane od całości Bożego Objawienia nie może być rozumiane poprawnie, tzn. zgodne z jego właściwym sensem.

Mowa o Sądzie Ostatecznym apeluje o miłość bliźniego. Pod tym względem treść nie jest nowością, gdyż właściwie tylko łączy w całość nakazy zawarte zasadniczo już w Starym Testamencie, także odnośnie "przybyszów". Tym samym nakaz Pana Jezusowy należy rozumieć także w świetle starotestamentalnych reguł w tej sprawie. Najpierw trzeba zauważyć, że w oryginale biblijnym nie chodzi o imigrantów, czyli przybywających na stałe osiedlenie się, lecz o gości, czyli tymczasowo przebywających. To jest zasadnicza różnica. Tym samym jest już w Starym Testamencie obowiązek gościnności, ale NIE ma obowiązku odstępowania ziemi i dóbr na stałe posiadanie i tworzenie społeczeństwa - mówiąc współczesnym językiem - wielokulturowego i wieloreligijnego. Stary Testament jest pełen przestróg i zakazów mieszania kultów i religij. Społeczność Izraela miała być zawsze jednolita pod względem religijnym a także etnicznym. W świetle Nowego Testamentu aspekt etniczny stracił pierwotne znaczenie w odniesieniu do Kościoła jako rzeczywistości nadprzyrodzonej. Z pewnością nie stracił znaczenia aspekt religijny. Zaś aspekt etniczny należy uznać za nadal aktualny na płaszczyźnie prawa naturalnego i jest w tym znaczeniu zgodny z wiarą katolicką.
Nowość i tym samym właściwa treść tej mowy polega na utożsamieniu się Pana Jezusa z potrzebującymi, także z przybyszami.

Chodzi więc przede wszystkim o spojrzenie na potrzebujących  - o widzenie w nich Chrystusa, Syna Bożego, który stał się Człowiekiem. Jest to więc apel o przełożenie miłości do Boga, do Chrystusa na miłość bliźniego ze względu na dzieło Zbawienia przez Wcielenie Syna Bożego. Tym samym Pan Jezus nie daje nowego nakazu etycznego odnośnie przybyszów, lecz nadaje mu nowy, jedyny w swoim rodzaju sens, który jest możliwy dopiero i w świetle Jego dzieła Zbawienia. Oznacza to także, że reguły starotestamentalne także w tej kwestii nie straciły na aktualności, lecz zyskały nowe światło i moc.

Byłoby kardynalnym błędem sprowadzanie odpowiedzialności przez Bogiem na Sądzie Ostatecznym do uczynków miłości bliźniego co do ciała. Nie pozwalają na to zwłaszcza dwa zasadnicze powody:
- Pan Jezus każde uzdrawianie ciała zaczynał od przebaczenia grzechów czyli uzdrowienia duszy,
- także uczniom nakazał głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu, przyczyniać nowych uczniów oraz chrzcić, czyli włączać do wspólnoty wiernych tzn. Kościoła.

Tymczasem przyjmowanie tzw. uchodźców obecnie odbywa się z zarówno praktycznym jak też ideologicznym wykluczeniem nauczania ich wiary katolickiej oraz przyjmowania do Kościoła. O ile jest to poniekąd zrozumiałe ze strony państwa ateistycznego (które zresztą także nie jest i nie może być neutralne światopoglądowo, gdyż promuje i popiera ateizm), o tyle ze strony katolików świeckich jak też hierarchii takie postępowanie oznacza fundamentalne zafałszowanie czy przynajmniej elementarne nieporozumienie odnośnie właściwej treści Ewangelii w świetle nauczania Kościoła.

Należy też wziąć pod uwagę, że bycie przybyszem w znaczeniu użytym w Piśmie św. jest czymś zasadniczo innym niż bycie imigrantem przyciągniętym świadczeniami socjalnymi, czyli życiem na koszt tubylców, czy tym bardziej z motywacją podboju demograficznego i polityczno-religijnego, dla którego obce państwa budują meczety. Jest to owszem skrajny przykład, jednak trafnie ilustrujący zasadniczy, wręcz bluźnierczy błąd w używaniu słów Pana Jezusa: czyż Pan Jezus powiedziałby, że jest dżihadystą przemyconym do kraju chrześcijańskiego w celu popełnienia zbrodni z nienawiści do chrześcijaństwa?

Czy reformy Pawła VI dotyczą unitów?



Sobór Watykański II wydał wprawdzie dekret o katolickich Kościołach wschodnich, jednak nie dokonał ingerencji w liturgię. Reformy przeprowadzone przez Pawła VI dotyczyły zasadniczo tylko rytu rzymskiego. W Kościołach partykularnych obrządków wschodnich nie było też parcia do zmian w liturgii. Pamiętać należy, że zasady liturgij wschodnich są znacznie luźniejsze niż w obrządku rzymskim, tzn. jest pewna różrodność w zależności od kraju, języka czy regionu. Równocześnie nastawienie jest zasadniczo tradycyjne. Decyzje są podejmowane na synodach biskupów danego obrządku, po czym muszą uzyskać zatwierdzenie przez Stolicę Apostolską. Po Vaticanum II nie doszło do poważnych zmian w ich liturgii, aczkolwiek zaznacza się trend tzw. delatynizacji czyli porzucania i eliminowania zwyczajów uznanych za naleciałości pochodzące z obrządku rzymskiego. Nie dotyczy to więc tradycyjnych elementów liturgij wschodnich. Mówiąc krótko: w obrządkach wschodnich nie miała miejsce dewastacja i protestantyzacja, która niestety wydarzyła się w reformie rytu rzymskiego.

Jaka będzie liczba zbawionych?



Po pierwsze, liczba zbawionych nie jest prawdą wiary. Ani w Piśmie św. ani w Tradycji Kościoła nie jest podana taka liczba w znaczeniu dosłownym. Ogólnie fragmenty mówiące o tym sugerują liczbę niewielką czyli że jedynie mniejszość ludzi osiągnie zbawienie. Nie są to jednak wypowiedzi jednoznaczne w sensie informacji, lecz wzywające do pójścia drogą zbawienia, która jest drogą Krzyża Chrystusowego.

Po drugie, jednoznaczne słowa Pisma św. odnośnie prawd wiary i obyczajów nie podlegają ewolucji czy zmianie treści, gdyż podają prawdę Bożą raz na zawsze i tym samym niezmienną. Dotyczy to także "ciasnej bramy i wąskiej drogi", gdyż właściwą treścią nie jest tutaj dokładna liczba zbawionych lecz wezwanie do trudu naśladowania Chrystusa bez oglądania się na trendy czy wzorce większościowe. Innymi słowy: chodzi o etykę opartą na prawdzie, nie na demokratyźmie. Doświadczenie dziejowe, szczególnie obecnie, potwierdza słuszność tej zasady, gdyż w imię demokracji rozumianej jako dyktatura większości popełniano i nadal popełnia się nawet najcięższe zbrodnie.

Obecnie dominuje mentalność naiwnego i wręcz irracjonalnego optymizmu, także w Kościele. Przyczynia się do tego odgórnie wtłaczana ideologia fałszywego miłosierdzia sprzecznego ze sprawiedliwością i prawdą. Młodzież, której brakuje zarówno wiedzy i doświadczenia, jak też zdolności krytycznego spojrzenia, jest szczególnie podatna na indoktrynację w szkole i w mediach, zwłaszcza podżegającą do buntu przeciw starszemu pokoleniu. Dochodzi do tego potrzeba pobłażliwości dla własnych niedoskonałości, błędów i grzechów: jesteśmy skłonni surowiej oceniać innych niż siebie, domagając się wyrozumiałości nawet wbrew prawdzie. Jest to dokładne przeciwieństwo postawy, o którą apeluje Ewangelia Jezusa Chrystusa. Tym samym prawdziwość słów o "ciasnej brami i wąskiej ścieżce" potwierdza się także dzisiaj.

Dlaczego w Kościele nie ma kultu Chrystusa Sługi?



Jednym z oryginalnych pomysłów x. Franciszka Blachnickiego jest kaplica Chrystusa Sługi w Krościenku w domu macierzystym założonego przez niego ruchu.




Ten związek jest więc istotny zarówno dla myślenia i teologii założyciela jak też dla ruchu, który uformował znaczną część, a chyba nawet zdecydowaną większość duchowieństwa w Polsce. Dlatego warto przeanalizować teologicznie ten pomysł, mający niewątpliwie wpływ na wychowanie pokoleń katolików oraz ich myślenie. Wszak nawet jeden z oficjalnych opisów uzasadnia ten tytuł i jego miejsce:

Chodzi więc o "ideał formacyjny": Chrystus Sługa ma być wzorem dla członków i poddających się wychowaniu i formowaniu w ruchu. Jak się to ma do prawd wiary katolickiej?

Nie trudno jest skojarzyć ten tytuł ze słowami z Listu św. Pawła do Filipian (2):


Jak czytamy, jest tutaj mowa o "postaci sługi", która wynika z "ogołocenia" (κενωσις) czyli zdjęcia "postaci Bożej". Text grecki zestawia tutaj "w postaci Boga" (εν μορφη θεου) oraz "postać sługi"(μορφην δουλου λαβων εν ομοιωματι ανθρωπων γενομενοσ), utożsamiając postać sługi ze człowieczeństwem w odróżnieniu od boskości. Chodzi więc o Chrystusa-Człowieka wskutek Wcielenia Syna Bożego. Innymi słowy: "postać sługi" oznacza nic innego jak człowieczeństwo.

Jest to jednak tylko pierwsza część chrystologicznego hymnu św. Pawła. W drugiej, głównej części (wers 9), do której prowadzi mowa o "postaci sługi", Apostoł mówi o wywyższeniu Jezusa Chrystusa "ponad wszystko". To wywyższenie wymaga kultu ze strony wszelkich istot niebieskich i ziemskich, czego wyrazem jest zgięcie każdego kolana przed Jego imieniem czyli godnością. Cześć wszelkiego stworzenia odnosi się więc nie do ogołocenia lecz do Boskości Jezusa Chrystusa, która jest obecna w Jego Człowieczeństwie. Innymi słowy: czcimy nie postać sługi jako taką, gdyż jest to z natury nasza, ludzka postać, lecz czcimy Boga, który uniżył się do naszej ułomnej postaci, której samej w sobie nie przysługuje kult. Kult człowieka i postawienie jego w miejscu Boga było i jest pierwszą, główną i zasadniczą pokusą i taktyką szatana (Rdz 3,5: "będziecie jako bogowie"). Oczywiście w Jezusie Chrystusie Bóstwo i Człowieczeństwo są ze sobą nierozerwalnie zjednoczone (unio hypostatica). Także z tego względu oddawanie czci tylko Jego Człowieczeństwu jest bluźnierstwem o charakterze apostazji gdyż pośredniej negacji Boskości.

Zakładając, że x. Blachnicki inspirował się tym fragmentem Listu do Filipian, zwróćmy uwagę na całość tej kaplicy:




Jak widać, w jej wyposażeniu nie ma nic, co by wskazywało na klęczenie, tym bardziej by do tego zachęcało, gdyż nie ma ani klęczników ani choćby poduszek, a są tylko siedzenia i to dość wygodne. Cóż więc się stało z drugą, główną częścią hymnu św. Pawła, gdzie jest mowa o zginaniu każdego kolana przed Jezusem Chrystusem? Czyż nie pasuje to do faktu, że x. Blachnicki jako pierwszy w Polsce na szeroką skalę wprowadził i propagował Komunię św. na stojąco? Jak to się ma zarówno do słów św. Pawła jak też do przepisów liturgicznych Kościoła (wówczas jedyną formą dopuszczalną także przez wytyczne Konferencji Episkopatu Polski była Komunia św. na klęcząco), nie trzeba wyjaśniać.

Zwróćmy teraz uwagę na centralny obraz w kaplicy przedstawiający właśnie "Chrystusa Sługę":


Przedstawiona postać, o wyglądzie androgynicznym (męsko-żeńskim), ze wzniesionymi ku górze rękami w geście oddania, nie ma w sobie nic wskazującego na godność. Mimo swej prostoty nie jest to postać wyrazista. Twarz jest skupiona na sobie, jakby śpiąca, nie jest skierowana ani ku górze, gdzie wznoszą się ręce, ani ku dołowi. Głównym i czytelnym elementem są ramiona uniesione ku górze. Nie trudno zauważyć, że ramiona i przedramiona przecinają się na przedłużeniu i wykazują przy tym wyraźne podobieństwo do masońskiego symbolu cyrkla i kątomierza:


(To są trzy wersje symbolu: po środku symbol masonerii francuskiej, po lewej amerykańskiej, po prawej sowieckiej.)

W wersji mniej oficjalnej w centrum jest trupia czaszka, która wyjaśnia symbole używane oficjalnie:
Także dłonie w połączeniu ze światłem mozaiki w tle można rozumieć jako niosące światło, czyli Lucyfera (luci-fer), podobnie do symboliki masońskiej:

(Wzięte stąd.)

Pewne jest, że x. Blachnicki przywiązywał wiele wagi do symboli i lubił być oryginalny, nawet dziwaczny i to w strojach liturgicznych:




Sporo jest fotografij x. Blachnickiego z różnych okresów jego życia pokazujących go z typowo masońskim gestem "ukrytej dłoni". Dla przykładu:

Fotografia z 1970 r. przedstawia go przy okazji wizyty słynnego jezuity - heglisty i prawdopodobnie masona - K. Rahner'a (piszącego w owym okresie nawet po kilka listów miłosnych dziennie do swojej kochanki, lewackiej zamężnej pisarki Luise Rinser) na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim: x. Blachnicki siedzi po prawej stronie tuż przy gościu z Niemiec. 



Drugim dobitnym przykładem jest zdjęcie na okładce jednej z jego książek oraz na oficjalnej stronie internetowej, co stanowi zupełnie otwarte przyznawanie się do symboliki masońskiej:




Dla porównania inne przykłady z historii, których nie sposób nie znać:



Typowo masoński jest też gest łańcuszka ("łańcuch jedności", por. tutajtutajtutaj), popularny wcześniej w skautingu założonym przez masona Powell'a:



Jest bardzo mało prawdopodobne, by x. Blachnicki jako człowiek wykształcony nie znał pochodzenia i znaczenia tego gestu i by do pozowanych zdjęć używał go przypadkowo. 


Post scriptum

W dyskusji odnośnie tych uwag występują - aczkolwiek przeważają emocjonalne wyzwiska i inwektywy ze strony oburzonych wyznawców blachnicyzmu - następujące zasadnicze motywy:
1° Wskazanie na użycie wyrażenia "Twój sługa" w prefacji o Chrzcie Pańskim (w Novus Ordo Missae).
2° Wskazanie, że figura wraz z witrażem przedstawia Chrzest Pański.
3° Twierdzenie, że są klęczniki do dyspozycji, choć nie widoczne na żadnych zdjęciach, ani samej kaplicy, ani robionych podczas liturgii.
4° Twierdzenie, że gest ukrytej ręki jest przypadkowy i wynika z odruchowego zachowania ulubionej pozycji ręki.
5° Jest dekret Kongregacji ds. Kanonizacyjnych orzekający heroiczność cnót x. Blachnickiego i otwierający drogę do jego beatyfikacji.  

ad 1°

Prawdą jest, że od Missale Romanum Pawła VI z 1969 r. istnieje prefacja o Chrzcie Pańskim mówiąca o Chrystusie Słudze:


Jest to zupełnie nowy text, nie mający podstaw w Tradycji liturgicznej Kościoła w jakimkolwiek obrządku. Samo święto Chrztu Pańskiego zostało wprowadzone niewiele wcześniej, mianowicie w 1960 r. przez Jana XXIII. Do tego czasu Chrzest Pana Jezusa w Jordanie był obchodzony w święto Epifanii (6 stycznia) razem z hołdem Mędrców oraz cudem w Kanie Galilejskiej (w niektórych obrządkach wschodnich razem z Bożym Narodzeniem i hołdem Mędrców). Oktawa Epifanii kończyła się wspomnieniem Chrztu Pańskiego (13 stycznia). Powodem tego złączenia w całej Tradycji Kościoła wszystkich obrządków było zabezpieczenie przed heretycką interpretacją Chrztu Pańskiego, która miała miejsce już w starożytności u kilku teologów jak Teodot i Paweł za Samosaty. Generalnie była to tendencja wśród sekt judaistycznych, m. in. ebionitów

Tym niemniej święto Chrztu Pańskiego nie jest świętem Chrystusa Sługi. Tym samym należy podtrzymać powiedziane powyżej: w Kościele nie ma kultu Chrystusa Sługi. Jest to wynalazek apostatów modernistycznych, pomniejszających czy wręcz podstępnie negujących Boskość Jezusa Chrystusa współistotną z Ojcem.

ad 2°

Zostało już powiedziane w 1°. Dodać jedynie należy, że figura wraz z witrażem nie jest wyraźnym, od razu widocznym przedstawieniem Chrztu Pańskiego. A jeśli nawet by tak było, to dlaczego kaplica nie nazywa się kaplicą Chrztu Pańskiego?

ad 3°

Skoro klęczniki są, to dlaczego nie są ustawione razem ze siedzeniami? Dlaczego na żadnych fotkach dostępnych w internecie nie widać, że są używane? Czy są to rzeczywiście klęczniki, a nie tylko stołeczki do klęczo-siedzenia typu do medytacji buddyjskiej?

ad 4°

Jest oczywiste, że fotki x. Blachnickiego, przynajmniej te oficjalnie dostępne, są pozowane, zwłaszcza gdy przedstawiają go w stroju duchownym i przy oficjalnych okazjach. Nie ma więc podstaw do twierdzenia, jakoby chowanie ręki dokładnie na sposób gestu masońskiego było odruchowe i przypadkowe. Czyżby x. Blachnicki nie panował nad swoimi odruchami nawet pozując do zdjęć?

ad 5°

Orzeczenia tego rodzaju nie mają rangi dogmatycznej i nie są nieomylne. Są jedynie aktem administracyjnym i nie przesądzają nawet o beatyfikacji. Oznaczają jedynie, że w danym momencie nie stwierdzono czegoś co by było przeszkodą do beatyfikacji. Należy jednak pamiętać, że obecnie stosowane procedury w takich sprawach są poważnie okrojone i nie odpowiadają procedurom stosowanym przez Kościół na przestrzeni wieków. Nie jest więc z góry wykluczone, że pewnych istotnych faktów nie uwzględniono czy potraktowano je zbyt pobłażliwie. Z punktu widzenia teologii katolickiej można, a w razie konieczności nawet trzeba zgłaszać zastrzeżenia nawet odnośnie poglądów teologicznych osób beatyfikowanych czy kanonizowanych. Na tym właśnie polegała rola tzw. obrońcy wiary (defensor fidei, zwanego wulgarnie i niesłusznie advocatus diaboli), która to funkcja została zupełnie wyrzucona z procesów beatyfikacyj i kanonizacyj. 



Post scriptum 2

Oto jeden z dowodów na antykatolicki i wywrotowy charakter działalności x. Blachnickiego, gdzie były duchowny opowiada z sympatią o swoich związkach (zwłaszcza od 7:40 i od 12:50):

https://www.youtube.com/watch?v=QJ0oSHZi3n0



Czy jest powrót do życia w sakramentach świętych?


Warunkiem powrotu jest szczera, ważna spowiedź oraz otrzymanie rozgrzeszenia.
Opisywana sytuacja raczej nie dotyczy zatwardziałości w grzechu, więc nie ma przeszkód do otrzymania rozgrzeszenia, oczywiście o ile jest szczery żal za grzechy oraz wola poprawy.
Nie należy zwlekać z udaniem się do spowiedzi, lecz niezwłocznie szukać uleczenia przez Zbawiciela i Jego łaski do poprawy życia.

Jak należy rozumieć nakaz uzdrowień?


Problem zawarty w pytaniu wynika z nieznajomości czy z niestosowania elementarnych zasad egzegezy biblijnej czy właściwego rozumienia Pisma św. według reguł zarówno naukowych jak też kościelnych. Te zasady to przede wszystkim:
- zgodność z intencją oraz
- z kontextem bliższym i dalszym Pisma św. oraz Tradycji Kościoła.

Mówiąc prościej: właściwe znaczenie danego fragmentu należy odczytywać biorąc pod uwagę zarówno całość nauczania Pana Jezusa zawartego w Piśmie św. jak też jego rozumienie niespisanym biblijnie przekazie ustnym Apostołów.

W świetle tych zasad jasne jest po pierwsze, że słowa Pana Jezusa z misji dla Apostołów odnoszą się bezpośrednio do nich. O ich wypełnieniu świadczą zarówno Dzieje Apostolskie jak też listy Apostołów zawarte w Piśmie św. Już w tych pierwszych i najbliższych świadectwach działanie cudów przez Apostołów zajmuje jedynie niewiele miejsca, aczkolwiek jest wyraźnie poświadczone. Jest to jasne, że nie jest ono w centrum działalności Apostołów. Apostołowie nigdy nie działają cudów z własnej inicjatywy lecz jedynie odpowiadają na prośby potrzebujących oraz działają jako pośrednicy mocy Bożej.

Ten sposób postępowania jest kontynuowany w Kościele do czasów apostolskich do dziś. Kto zna chociażby modlitwy błogosławieństw zawarte w Rytuale Rzymskim, ten wie, że Kościół wiernie realizował i realizuje misję daną Apostołom i całemu Kościołowi do końca czasów. Konkretne skutki tego działania zależą oczywiście od Pana Boga i znane są najczęściej jedynie osobom, których bezpośrednio dotyczą. Bardziej nagłaśniane i znane są cuda związane czy to z żyjącymi niedawno osobami jak o. Pio z Pietrelciny czy cuda związane z kandydatami na ołtarze czy błogosławionymi i świętymi, a przede wszystkim z objawieniami Matki Bożej. Są to tysiące przypadków poświadczonych ze wszelką solidnością historyczną i przyrodniczą, które są specyficzne jedynie dla Kościoła katolickiego. Żadna inna religia i żadna inna wspólnota ochrzczonych (heretycka czy schizmatycka) nie jest w stanie wykazać tego typu wydarzeń tak solidnie i krytycznie zbadanych i sprawdzonych. Nie dziwi więc, że powstały w łonie protestantyzmu ruch tzw. pentekostalny usiłuje dorównać Kościoła i go nawet prześcignąć, pokazując rzekome spełnianie się u nich misji danej Apostołom oraz znaków obiecanych przez Zbawiciela. Nie przypadkowo jednak nie ma u nich choćby nawet namiastki krytycznego, naukowo-teologicznego badania rzekomych uzdrowień, a są najwyżej emocjonalne opowieści przeżyć. Zwykle fenomeny typowe dla grup pentekostalnych oraz tzw. charyzmatycznych są już prima facie zupełnie odległe od działania Ducha Świętego i mogą zwodzić jedynie osoby całkowicie nieobeznane w temacie a łatwo poddające się manipulacji i zwodzeniu.

Czy niezmienność Boga przeczy Jego działaniu w historii?


Trudność zawarta w pytaniu jest jedynie pozorna. Nie ma sprzeczności między niezmiennością Boga a Jego działaniem w zmiennym świecie. Bowiem zmienność świata i tym samym ingerencja Boga w bieg zmiennej rzeczywistości jest zaplanowana z góry w niezmiennym planie Boga. Innymi słowy: wydarzenia w historii nie powodują zmiany w Bogu, który jest odwieczny. Wszystkie zmiany i sama zmienność jest chciana i zaplanowana w umyśle Boga, także Jego działanie w świecie. Bóg jako nieskończony Umysł ogarnia wszystko, także całą historię świata. Ona jest podporządkowana Jego zamiarom, nie odwrotnie.

Równocześnie należy pamiętać, że nie jesteśmy w stanie ogarnąć planu Bożego i Jego zamiarów ani w całości, ani nawet wycinkowo, jeśli Bóg sam by ich nie objawił w historii. Nasze własne poznanie siłą tylko naszej bardzo małej i fragmentarycznej wiedzy jest zbyt małe i zbyt niepewne. Dlatego nie powinno dziwić, gdy spontanicznie nie rozumiemy czy to sensu poszczególnych wydarzeń, czy większej całości. Brak zrozumienia z naszej strony oczywiście nie oznacza rzeczywistego braku sensu i zrozumiałości.

Czy urodziny są świętem liturgicznym?



Oczywiście żadne urodziny kogokolwiek nie są świętem liturgicznym. Nawet jeśli intencją Mszy św. jest osoba świętująca okrągłe urodziny, według zasad Kościoła nie powinno to mieć żadnego wpływu na liturgię, zwłaszcza we Wielkim Poście. W pojęciu katolickim liturgia nie jest kultem człowieka lecz oddawaniem czci Panu Bogu.

Odnośnie tego wydarzenia nadużyciem jest odstąpienie od formularza liturgicznego przewidzianego na ten dzień, o czym świadczy biały kolor liturgiczny. Wprawdzie w Novus Ordo nie ma jasnego zakazu stosowania formularza wotywnego w dni powszednie Wielkiego Postu (podczas gdy taki zakaz jest w liturgii tradycyjnej z powodu rangi dni pokutnych):


Jednak nadużycie miało miejsce o tyle o ile to urodziny były powodem odstąpienia od charakteru pokutnego okresu liturgicznego, a nie specjalny kult Matki Bożej praktykowany w tej świątyni w te dni i o tej porze.

Przy okazji należy wspomnieć, że świętowanie urodzin w ogóle jest zwyczajem pogańskim i protestanckim, nie katolickim. Liturgicznie świętuje się urodziny jedynie trzech osób: Jezusa Chrystusa, Jego Najświętszej Matki oraz św. Jana Chrzciciela, który już w łonie swojej matki spotkał Zbawiciela w łonie Maryi Dziewicy. W Kościele od wieków świętuje się imieniny jako pamiątkę Chrztu św. oraz - w przypadku błogosławionych i świętych - dzień śmierci jako narodziny dla nieba. Ma to znaczenie teologiczne, w odniesieniu do rozumienia życia ziemskiego, jego sensu oraz rozumienia człowieka w jego powołaniu do życia wiecznego. Dla katolika dzień urodzin nie jest własnym świętem i celebrowaniem samego siebie, lecz dniem wdzięczności za dar życia wobec Pana Boga, a także dla rodziców, szczególnie dla matki. Robienie z tego dnia okazji do świętowania własnej osoby sprowadza życie do wymiaru naturalnego, zamazując wymiar religijny czyli życie nadprzyrodzone otrzymane we Chrzcie św.

Nadanie takiej rangi urodzinom biskupa i to we Wielkim Poście jest skandalem uderzającym nie tylko w ducha liturgii Kościoła, lecz także w będące jego podstawą prawdy wiary katolickiej.

Rozwiązaniem zgodnym z zasadami Kościoła byłaby Msza św. według formularza z dnia liturgicznego z podaniem intencji dziękczynnej wobec Pana Boga i rodziców jubilata. Tymczasem zrobiono z tego okazję do przemówień pochwalnych o jubilacie i to nawet w kazaniu (nagrania przemówień), co jest jaskrawie sprzeczne z duchem liturgii oraz przepisami.


Czy spokój rozwiązuje problem bluźnierstwa?

  Pod szumnym tytułem "Działalność Apostolska" dołączył do grona jutjuberów we wrześniu 2018 anonimowy kanał, na którego istnienie...