Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekonomia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekonomia. Pokaż wszystkie posty

Czy moralne jest inwestowanie na giełdzie?

 


Pytanie jest złożone. Niby nie oczekuje porady, a jednak o nią zahacza. Rozumiem, że chodzi o moralne kryteria kupowania tzw. papierów wartościowych. 

Rynek giełdowy oczywiście nie jest moją specjalnością. O ile wiem, jest on obecnie tak rozczłonkowany na specjalizacje, że nawet profesjonaliści w tej dziedzinie zajmują się jedynie wybranymi działami czy rodzajami. 

Zacznijmy od pojęcia spekulacji giełdowej. Rzeczywiście ma ona w sobie sporo z hazardu, o ile nie opiera się na rzetelnej, solidnej wiedzy co do wartości i strategii rozwoju danej spółki, surowców czy ich grup. Szczególnie skrajnym przypadkiem są tzw. derywaty, które nie opierają się wprost na wartości przedsiębiorstw, towarów i surowców, nawet nie na przewidywaniach, lecz na grze giełdowej, czyli na "wartości" wynikającej głównie czy jedynie z mechanizmu popytu i podaży udziałów, nie stroniąc nawet od fałszywych czy istotnie wybrakowanych informacyj. Słynnym przykładem jest tzw. kryzys nieruchomości z 2008 r., gdy banki sprzedawały "produkty" polegające właściwie na oszustwie. Innym przykładem wysoce niemoralnego, wręcz przestępczego działania banków są znane z ostatnich lat w Polsce kredyty we frankach szwajcarskich. Podobnie jest ze słynną aferą Ambergold. Te przykłady świadczą o tym, że w dziedzinie finansów i bankowości szczególnie łatwo jest zostać wplątanym w oszustwo. Z jednej strony obecnie nikt nie może uniknąć uwikłania w system bankowości, gdyż nie tylko wynagrodzenia, lecz nawet renty i emerytury są przesyłane obowiązkowo na konta bankowe i zostaje narażony na oferty finansowe ze strony banku. Z drugiej strony ktoś dysponujący jakąś nadwyżką dochodów i oszczędnościami szuka sposobu na takie ich przechowanie, które by nie powodowało strat w wyniku inflacji, a raczej zyski i to możliwie najwyższe. Tutaj pojawiają się różne oferty, także obliczone na mniejsze czy większe oszustwo. 

Czy jest moralnie godziwe inwestowanie na giełdzie? Pierwotnie i z założenia kupowanie udziałów (akcyj) polegało na udziale poprzez środki finansowe w działalności gospodarczej danej spółki wraz z ryzykiem z tym związanym, oraz oczywiście w zyskach. Jest to moralnie w porządku w ramach moralnych norm działalności gospodarczej. Jednak czym innym jest inwestowanie w spółkę odzieżową, spółkę żywnościową, zbrojeniową, czy firmę produkującą pornografię czy środki antykoncepcyjne. Obecnie dziedziny i rodzaje działalności są skomplikowane i pomieszane. 

Tutaj jest zasadnicze kryterium moralnego wyboru w zakupie: naczelną zasadą nie powinno być rokowanie zysku z udziału w danej spółce, lecz to, czy i na ile jej działalność jest moralnie przynajmniej akceptowalna. Jeśli np. dana spółka zatrudnia pracowników na zasadach niewolniczych, skrajnie wyzyskując mieszkańców krajów tzw. trzeciego świata, czy też kosztem zatruwania środowiska w tych krajach, to niemoralne jest inwestowanie w nią, nawet jeśli zysk byłby kuszący. Natomiast inwestowanie w spółkę produkującą uzbrojenie nie musi być niemoralne, gdyż prowadzenie wojny może być moralnie usprawiedliwione, nawet wskazane i konieczne. Zwykle jednak wybór nie jest łatwy. Tak np. spółki farmaceutyczne w ostatnich latach zhańbiły się produktami, które nie tylko nie przeszły zwykłej procedury dopuszczenia, lecz zostały de facto narzucone, powodując nie tylko szkody dla finansów państw lecz poważne szkody i straty na zdrowiu i życiu. Równocześnie jednak takie spółki oferują także pożyteczne produkty farmaceutyczne, które są w stanie pomagać i służyć zdrowiu. Jak więc wybrać? 

Otóż z moralnego punktu widzenia nie wolno inwestować swoich oszczędności w działalność spółki, która jest choćby pod jednym względem niemoralna, jeśli np. promuje fałszywe ideologie jak np. genderyzm. Dlatego najpierw należy rzetelnie zapoznać się z działalnością danej spółki, co czyni się już choćby pod względem przewidywanej rentowności inwestycji. Są bowiem także spółki, które nie wykazują mankamentów czy zastrzeżeń moralnych. Inwestowanie w nie jest sygnałem moralnym, nawet jeśli spodziewany zysk nie byłby wysoki, czy niższy od innych, niemoralnych spółek. 

Problemem są oczywiście tzw. fundusze inwestycyjne. Kupujący udział w danym funduszu zwykle nie wie i nie ma wpływu na inwestycje czynione, gdyż o tym decyduje zarząd funduszu, zresztą wynagradzany przez inwestora. Z tego powodu należy stronić od funduszy inwestycyjnych. Chyba że chodzi o fundusz zarządzany przez wiarygodny zarząd. Są także banki - przynajmniej pierwotnie - katolickie, które oferują fundusze deklarujące stosowanie chrześcijańskich kryteriów inwestowania. Tu trzeba jednak także sprawdzić szczegóły, gdyż obecnie jest sporo zamieszania również w środowisku katolickim i ogólnie chrześcijańskim. 

Jest też oczywiście kwestia ryzyka. Zwykle jest tak, że ryzyko jest wprost proporcjonalne do rokowanego zysku. Tak więc także tutaj apetyt na rentowność powinien być miarkowany zdrowym rozsądkiem i poczuciem odpowiedzialności zwłaszcza w przypadku, gdy można dysponowane środki użyć do celów dobroczynnych. Te cele są najlepszą inwestycją w przyszłość, gdyż sięgającą zasług na życie wieczne. 

Celem dobroczynnym jest nie tylko rozumna i roztropna pomoc ubogim, lecz także wspieranie i budowanie kultu Bożego, czyli świątyń, wyposażenia liturgii, a przede wszystkim dobre kształcenie duchownych, katolickie wychowanie dzieci i młodzieży, itp. To są inwestycje najbardziej godne katolika. Wszak dziś korzystamy z inwestowania przez minione pokolenia wierzących, ze wspaniałych świątyń, dzieł sztuki, fundacyj klasztornych, szpitalnych itd. To są prawdziwe i najbardziej rentowne inwestycje, gdyż mają charakter duchowy i służą przez wieki wielu pokoleniom, dając owoce na życie wieczne. 

Podsumowując: 

Inwestowanie na giełdzie jest moralnie godziwe, o ile zachowuje się moralne zasady inwestowania w działalność, która jest moralnie godziwa. Wymaga to nieco przyłożenia się do zebrania informacyj odnośnie do danych spółek. Kryterium powinno być nie rokowanie maksymalnego zysku, lecz moralność działalności danej spółki. 

Równocześnie nie wolno zapominać o inwestowaniu w cele religijne i duchowe, gdyż to one mają najwyższą i trwałą rentowność. 

Kościół a kapitalizm



Od dawna trwa zarówno w przestrzeni publicznej jak też w dyskusjach polityczny i w myśli ekonomiczno-społecznej spór między kapitalizmem i socjalizmem. Także Kościół i jego nauczanie jest atakowane zarówno z jednej jak też z drugiej strony. Sprzeczne są też opinie zarówno co do przyporządkowania tego nauczania jednemu z tych systemów, jak też odnośnie jego oceny. Zwykle brakuje w tych dyskusjach solidnej wiedzy, za to jest wiele fałszów, przesądów i manipulacyj, nierzadko w połączeniu ze zwykłym zacietrzewieniem bliskim nawet zaślepionemu irracjonalizmowi. Strony przeciwne albo uzurpują sobie autorytet poglądów przynajmniej zgodnych z nauczaniem Kościoła, albo z obrzydzeniem przyporządkowują to nauczanie poglądom przeciwnym. 

W takim chaosie informacyjno-ideologicznym jest poniekąd zrozumiałe, że niektórzy próbują wyjść z aporii, negując w ogóle kompetencję Kościoła w kwestiach społeczno-polityczno-ekonomicznych, co nie jest niczym innym jak kolejnym oszustwem na doraźny użytek którejś ze stron, czy to socjalistów czy kapitalistów. Dlatego warto zwrócić uwagę najpierw na tę kwestię.

Francuski historyk ekonomii Gilbert Faccarello, profesor m. in. w Paryżu oraz autor obszernych dzieł w tej tematyce (por. tutaj), poświęcił też uwagę powiązaniom między myślą ekonomiczną a poglądami religijnymi (więcej tutaj), zwłaszcza w wydanym przez siebie zbiorze esejów (którego cena na rynku osiąga poziom astronomiczny):



Bardziej systematyczny charakter ma praca zbiorowa, która zajmuje się współczesnymi relacjami między ekonomią polityczną i religiami:



Kilka lat temu ukazał się nawet podręcznik w temacie stosunku między chrześcijaństwem a myślą ekonomiczną i ekonomią:



Temat nie jest nowy, gdyż sięga do słynnego eseju niemieckiego myśliciela Max'a Weber'a o związku kapitalizmu z protestantyzmem.

Żydowski autor J. Attali uzasadnia na nowo tezę, wyłożoną około sto lat wcześniej przez niemieckiego W. Sombart'a, że to żydzi są twórcami kapitalizmu i jego etyki. Tematykę podjął także m. in. współczesny historyk, podejmując apologię żydów (omówienie tutaj):



Wpływem chrześcijaństwa na myśl ekonomiczną zajmuje się między innymi (tutaj przykład) współczesny grecki filozof G. N. Gotsis.

Nawet wyznawcy kapitalizmu zauważają wprost jego wewnętrzną sprzeczność, która musi prowadzić do paradoksalnych rezultatów:





Tyle tytułem wstępu do szerszego opracowania tematu, czego niestety jeszcze nie udało mi się dokonać z przyczyn obiektywnych. 

Poniżej zamieszczam skrypt mojego wykładu wygłoszonego 25 lutego 2020 r. we Wrocławiu na zaproszenie stowarzyszenia "Regnum Christi". Niestety jest on nadal w wersji roboczej, gdyż po dwukrotnej przeprowadzce w ciągu dwóch lat mój warsztat, czyli książki są nadal w kartonach (w obecnie znacznie mniejszym mieszkaniu nie mogłem jeszcze sporządzić miejsca na ich wypakowanie). Mam nadzieję, że przynajmniej ta wersja posłuży zainteresowanym.

-----



Kościół a kapitalizm


Temat jest oczywiście bardzo szeroki, gdyż dotyczy zarówno wielu dziedzin teologii jak też wielorakich nurtów nauk humanistycznych i społecznych, w tym także historii, socjologii i ekonomii. Równocześnie istnieje wiele nieporozumień, błędów i przekłamań, które szkodzą rzeczowej dyskusji. Brakuje jednak przede wszystkim - zwłaszcza w języku polskim - syntetycznego i wprowadzającego ujęcia tej tematyki. Temu pragnie zaradzić niniejszy text, który powstał na życzenie zainteresowanych osób dla wykładu wygłoszonego końcem lutego 2020 roku we Wrocławiu. 


Po krótkim przedstawieniu głównych dokumentów Kościoła, czyli zasadniczych źródeł w temacie, wraz z krótką syntezą systemu nauczania katolickiego, przedstawię pojęcie kapitalizmu oraz jego miejsce w myśli zarówno społecznej jak też teologicznej. Konieczne będą odniesienia także do innych systemów społeczno-gospodarczych oraz ostatecznie do katolickich zasad i modelu życia społecznego i gospodarowania. 

 


I. Katolicka nauka społeczna


a) Encykliki społeczne:


Leon XIII, Rerum Novarum, 1891

Na tle rewolucji przemysłowej i kwestii robotniczej, papież omawia dwie pozornie przeciwstawne ideologie: socjalizm i liberalizm. Ubolewa nad sytuacją robotników zmuszonych do pracy niewolniczej, sprzeciwia się walce klas, nawołuje do współdziałania pracodawców i pracowników, broni własności prywatnej, ale podkreśla jej społeczną funkcję. Omawia także kwestię sprawiedliwych płac oraz państwową ochronę praw pracowników.


Pius XI, Quadragesimo anno, 1931

Papież omawia kwestie porządku społecznego z perspektywy chrześcijańskiej. Rozwija między innym zasadę pomocniczości: społeczności niższego poziomu powinny wypełniać te zadania, które mogą samodzielnie wypełnić. Społeczność wyższego poziomu powinna pomagać w zadaniach, których niższa społeczność nie jest w stanie wypełnić.

"Nie jest możliwe być równocześnie dobrym katolikiem i rzeczywistym socjalistą."


Jan XXIII, Mater et magistra, 1961

Papież podkreśla prawo robotników do aktywnego udziału i współodpowiedzialności za przedsiębiorstwo. Omawia także problemy gospodarcze krajów rozwijających się oraz kwestię dobra wspólnego w perspektywie globalnej. 


Paweł VI, Populorum progressio, 1967

Papież omawia kwestie pokoju i sprawiedliwości. Domaga się sprawiedliwej równowagi między krajami rozwiniętymi i rozwijającymi się. Kluczowym pojęciem jest "rozwój", szczególnie poprzez szkolnictwo i kształcenie. Papież wyklucza rewolucję jako środek rozwoju społecznego. Jednak dopuszcza możliwość użycia siły wobec jednoznacznego i długotrwałego ucisku. 


Jan Paweł II, Laborem exercens, 1981

Papież rozważa teologicznie o ludzkiej pracy i poszukuje "trzeciej drogi" między kapitalizmem i komunizmem. Poddaje analizie zarówno błędy systemu komunistycznego jak też kapitalistycznego. Papież podkreśla prymat pracy nad kapitałem oraz niezbywalne prawo robotników do wolnego zrzeszania się. 


Sollicitudo rei socialis, 1987

W dwudziestolecie encykliki "Populorum progressio" papież analizuje napięcia między Wschodem i Zachodem jak też między Północą i Południem. Wzywa zamożne państwa do pomocy krajom rozwijającym się, a także te ostatnie wzywa do skutecznych reform. 


Centesimus annus, 1991

Papież wskazuje na błędy i skutki komunizmu, ale przestrzega także przed dzikim, nieokiełznanym kapitalizmem. Docenia generalnie zasługi społecznej gospodarki rynkowej. 



b) Teologiczne podstawy nauki społecznej Kościoła 


Jako dziedzina teologii, katolicka nauka społeczna opiera się na głównych zasadach teologii katolickiej. Są to głównie zasady prawa naturalnego, czyli porządku poznawalnego rozumowo, bez konieczności odwoływania się do Bożego Objawienia poświadczonego w Tradycji Kościoła i Piśmie. Z faktu, że te zasady są zawarte w Piśmie św. czy innych źródłach teologicznych, nie wynika, iżby nie miały być poznawalne rozumowo. 


Główne zasady to: 


1) Boży porządek - także odnośnie działalności gospodarczej - jest zasadniczo poznawalny rozumowo jako porządek naturalny w wymiarze zarówno bytowym jak też moralnym. Dlatego właśnie katolicka nauka społeczna argumentuje zasadniczo filozoficznie, tzn. bez odwoływania się do Bożego Objawienia, natomiast uogólniając dane naukowe, zarówno nauk szczegółowych (głównie historia, socjologia i ekonomia) jak też ogólnych czyli filozofii z jej różnymi dziedzinami, głównie antropologii i etyki. 


2) Człowiek jest stworzony na "obraz i podobieństwo" Boże (Rdz 1,26-27). Oznacza to godność człowieka zakorzenioną w zdolności rozumowania (intellectus) oraz wolności woli (liberum arbitrium). Stanowi ona o wyższości człowieka nad innymi stworzeniami, która oznacza panowanie, troskę, pożytkowanie oraz odpowiedzialność przed Bogiem w użytkowaniu dóbr doczesnych. Stanowi ona nie tylko o godności indywidualnej lecz także o równości między ludźmi. 


3) Przeznaczeniem i celem człowieka nie jest rzeczywistość doczesna lecz wieczna, czyli ukierunkowanie ku Boga. Działalność doczesna, w tym gospodarcza, jest jedynie "treningiem" i przygotowaniem do najwyższej i ostatecznej aktywności, którą jest wieczność. Ten wymiar duchowy dotyczy zarówno pracy najemnej jak też prawa własności i używania. Przykładem zastosowania tej zasady jest odpoczynek w dzień świąteczny, który ma znaczenie nie tylko indywidualne lecz także społeczne (nie ma społeczności bez społecznego świętowania). 


4) Rzeczywistość ludzka naznaczona jest jednak także grzechem, który ma wymiar nie tylko indywidualny (w relacji do Boga), lecz także społeczny, co widać już w grzechu pierwszych rodziców. W pojęciu katolickim grzech pierworodny nie zniweczył godności ludzkiej, czyli ani zdolności poznania ani wolności woli, choć je zranił i osłabił. Ma to znaczenie także dla działalności gospodarczej: ona także naznaczona jest piętnem grzechu pierworodnego i w konsekwencji także grzechami indywidualnymi. Innymi słowy: działalność gospodarcza pozostawiona de facto odzwierciedla nie tylko zdolności człowieka, lecz także jego grzeszność. Dlatego wymaga odpowiedniego pouczenia, pokierowania i też skorygowania, tak samo jak cała rzeczywistość ludzka. Można więc mówić o terapii społecznej poprzez prawdę o człowieku i jego rzeczywistości. Kościół podaje tę terapię w prawdzie o człowieku, jego godności, celu oraz właściwego sposobu osiągnięcia. 

Leon XIII (RN 45) stawia konkretne zadanie: 

"Skoro tylko religia (...) zło może w korzeniu zniszczyć, niech wszyscy zrozumieją, że nacisk należy położyć na odnowienie chrześcijańskie obyczajów, bez czego na nic się przydadzą środki podane przez roztropność ludzką, choćby uznane były za najwłaściwsze."


5) Godność człowieka zakorzeniona w zdolności poznania i podejmowania decyzyj ma swój szczególny wyraz w sumieniu jako subiektywnej instancji osądu moralnego. Nikt nie może być zmuszany do działania wbrew osądowi sumienia. Dotyczy to także działalności gospodarczej, gdy chodzi o zaspokajanie nieetycznych potrzeb czy stosowanie nieetycznych środków. Konkretnie: nikt nie powinien być zmuszony do udziału w produkcji rzeczy przeznaczonych do celów nieetycznych czy przynajmniej sprzecznych z osądem jego sumienia. 


6) Jako że człowiek jest ze swej natury istotą społeczną (animal sociale, ζῷον πολιτικόν), stąd każda jego działalność ma wymiar społeczny, zwłaszcza działalność gospodarcza, która zwykle odnosi się do innych osób, począwszy od wspólnoty rodzinnej aż po wspólnotę narodów czyli całą ludzkość. Głównym wyznacznikiem działalności społecznej - a taką ze swej natury jest działalność gospodarcza - powinno być dobro wspólne. Nie jest ono sumą dóbr indywidualnych, podobnie jak wspólnota ludzka nie jest sumą poszczególnych ludzi lecz organizmem, w którym istnieją po pierwsze różnice, a po drugie współdziałanie (συνεργία), które wydaje więcej (albo mniej) niż arytmetyczną sumę działań poszczególnych ludzi. 

Leon XIII (RN 26) tak opisuje dobro wspólne, które jest obowiązkiem zarówno indywidualnym jak też społecznym i tym także obowiązkiem państwa:

"Tym zaś, co ten dobrobyt powszechny narodu tworzy, są: moralne obyczaje, życie rodzinne oparte na podstawach prawa i ładu, poszanowanie religii i sprawiedliwości, umiarkowanie w ustanawianiu, a sprawiedliwość w rozdzielaniu ciężarów publicznych, rozwój przemysłu i handlu, rozkwit rolnictwa, i inne tego rodzaju środki, które tym lepsze i szczęśliwsze zapewniają warunki życia obywatelom, im większy wykazują postęp."

Chodzi więc o dobro zarówno duchowe i moralne, jak też zewnętrzne i materialne. 

Dalej mówi papież (RN 29):

"W interesie tak dobra publicznego, jak prywatnego, leży, ażeby panowały pokój i zgoda; aby całe życie kierowane było przykazaniami Boskimi i prawami natury; aby życie rodzinne opierało się na poszanowaniu ładu i na czci dla religii; aby tak w życiu prywatnym, jak publicznym kwitła pełna moralność; aby święcie przestrzegano sprawiedliwości i by nikt nie krzywdził bliźniego bezkarnie; aby wreszcie mężne rosły pokolenia ku podporze państwa, a, jeśli zajdzie potrzeba, i ku jego obronie."

Mówi też w skrócie (RN 37):

"Dobro wspólne, to jest dobro, w którym każdy obywatel i wszyscy razem mają prawo uczestniczyć w odpowiednim stosunku." 

(res publica = państwo wg św. Tomasza)


7) Społeczność nie jest bytem samym w sobie, lecz istnieje wyłącznie w swoich członkach. Innymi słowy: nigdy nie ma i nie może być powodu dla działania na szkodę poszczególnego człowieka w celu osiągnięcia korzyści dla społeczności. Dobro wspólne nigdy nie zaprzecza dobru poszczególnych osób i odwrotnie, czyli prawdziwe dobro indywidualne zawsze służ dobru wspólnemu. Dobro indywidualne wyznacza granice dobra wspólnego i odwrotnie. Równocześnie należy mieć na uwadze, że tylko osoba ma sumienie, nie społeczność. 


8) Porządek w działaniu powinien odpowiadać sprawiedliwości. Klasycznie (od Arystotelesa, Etyka nikomachejska, V) odróżnia się:

- iustitia commutativa, czyli sprawiedliwość wymienna (wzajemna), oraz

- iustitia distributiva, czyli sprawiedliwość przydzielająca. 

Pierwsza odnosi się do osób równorzędnych, druga dotyczy osoby wyższe wobec osób niższych. 

Jak uczy św. Tomasz (Summa Theologiae,  II-II, q. 57, a. 1; q. 58, a. 1- a. 3), są to dwa sposoby tej samej cnoty kardynalnej - sprawiedliwości, na której zasadza się dobro wspólne. Tym samym nie może być sprzeczności między nimi. W życiu gospodarczym ma to znaczenie zwłaszcza np. w kwestii umów o pracę: umowa zawarta między pracownikiem i pracodawcą (iustitia commutativa) nie może być sprzeczna ze sprawiedliwym przydziałem zarówno pracy jak też płacy. 


9) Rozróżnia się między

- społecznością naturalną i

- społecznością wolną (dobrowolną). 

Naturalnymi społecznościami są rodzina (societas perfecta et completa) i państwo, zaś wszystkie inne są wolne. Rodzina ma jedyną w swoim rodzaju naturę i rangę, przewyższającą państwo oraz wszystkie inne społeczności. (Pomijam tutaj Kościół, który zresztą nazywany jest w teologii katolickiej familia Dei, por. Kanon Rzymski: Hanc igitur oblationem servitutis nostrae, sed et cunctae familiae tuae, quam tibi offerimus). Oznacza to względność i niższość zarówno państwa jak też wszelkich innych społeczności czy formacyj społecznych, tym samym słuszność i zasadność sprzeciwu wobec nich, gdy zagrożone jest dobro podstawowej społeczności jaką jest rodzina. 

Oznacza to także wykluczenie społeczeństwa zarówno klasowego (jako wyniku kapitalizmu) jak też egalitarnego (komunistycznego), gdyż rodzina ma strukturę zarówno hierarchiczną jak też organiczną. Chodzi więc o taki model społeczeństwa, który najbardziej odpowiada strukturze rodziny. Oznacza to konkretnie także współdecydowanie i współodpowiedzialność, które mają konkretną postać w postulowanym przez katolicką naukę społeczną ustroju stanowym. 


10) Wymiar zarówno indywidualny jak też społeczny ma kwestia własności. Szczególnym przypadkiem w tym temacie jest słynny spór o stosunek pracy i kapitału. Wobec socjalizmu XIX-wiecznego Kościół bronił prawa własności przeciw kolektywizmowi. Wobec liberalnego indywidualizmu, który doprowadził do podziału klasowego i walki klas, Kościół podkreśla społeczną funkcję własności, która jest nierozerwalnie związana z funkcją indywidualną. Teologia scholastyczna ujęła tę zasadę w skrócie: administratio et dispensatio particularis - usus communis. Oznacza to, że w razie konieczności społeczność ma prawo a nawet obowiązek przeszkodzić w dysponowaniu prawem własności. Nie jest to kolektywizacja totalna i systemowa jak w socjaliźmie, lecz chodzi o poszczególny przypadek obrony koniecznej. 

Leon XIII (RN 35) naucza:

"Władza państwowa nie może niszczyć prawa własności prywatnej, bo natura jest jego źródłem, nie wola ludzka; może tylkó jego używanie ograniczać i do dobra ogółu dostosowywać. Działałaby więc niesprawiedliwie i niegodnie, gdyby z prywatnej własności ściągała w postaci podatków więcej, niż się należy." 


11) Zastosowaniem zasady sprawiedliwości jest kwestia wynagrodzenia za pracę. W katolickim nauczaniu wchodzą tutaj w grę:

- zasada celowa, czyli cel wynagrodzenia, oraz

- zasada przyczynowa, czyli pochodzenia wynagrodzenia. 

W tym świetle zasadnicze jest kryterium osobowe (każdy powinien zarabiać wystarczająco dla swego utrzymania), a nie kryterium zasługowe (za co przysługuje dane wynagrodzenie). Przewaga tego drugiego kryterium może de facto prowadzić do jaskrawej dysproporcji między wynagrodzeniem np. robotnika i przedsiębiorcy, gdy przedsiębiorca sam wyznacza sobie wynagrodzenie i ceni je znacznie wyżej niż pracę najemną. Dochodzi do tego fakt, że przedsiębiorca (kapitalista) czerpie zyski także bez pracy (z kapitału, z renty gruntowej). 


12) Ponadto należy odróżnić wynagrodzenie za pracę od honorarium. Praca tworzy nowe dobra, czy to materialne czy niematerialne (sztuka, wszelkie dobra nauki czy kultury). Usługi należą pośrednio także do dziedziny pracy wytwórczej czy duchowo-twórczej. Osobną kategorią jest działalność społeczno-polityczna, gdyż nie tworzy ona żadnych dóbr ani materialnych ani niematerialnych, choć może i powinna służyć wytwórczości i twórczości. W ustroju feudalnym władcy czyli politycy zapewniali sobie utrzymanie czerpiąc dochody głównie z renty gruntowej, zaś daniny i podatki stanowiły stosunkowo niewielką część ich dochodów. W ustroju tzw. demokratycznym politycy czerpią swoje dochody głównie z podatków i to na zasadzie samoobsługi. Tym samym zacierana jest specyfika działalności polityka i to w sposób rażąco różny od grup społecznych, co wraz z powstaniem "zawodu" pod nazwą polityk oraz stałą rozbudową aparatu biurokratycznego prowadzi do potęgowania ucisku fiskalnego. Wobec siebie politycy nie stosują ani kryterium osobowego (przydzielają sobie więcej niż potrzeba do utrzymania) ani zasługowego (przydzielają sobie niezależnie od wykonania czy niewykonania pracy). Nie powinno dziwić, że taki system powoduje wręcz systemowo nie tylko demoralizację osobowości, lecz także upadek autorytetu instytucji państwa.

Dotyczy to nie tylko władzy ustawodawczej i wykonawczej, lecz także sądowniczej. Korzeniem problemu jest brak rozumienia wynagrodzenia władz państwowych jako honorarium czyli uznania za wykonaną służbę społeczną. Uznanie oczywiście zakłada rzeczywiste zasługi dla dobra wspólnego. 


Powyższe zasady są streszczone w następujących pojęciach:

- personalizm

- solidaryzm

- subsydiaryzm. 

Stanowią one całość w różnych aspektach. 



II. Systemy polityczno-gospodarcze


Kapitalizm


capitalis  —> caput 

1) wartość główna w odróżnieniu od odsetek

2) środki służące do założenia działalności gospodarczej (przedsiębiorstwa)

a) własny - obcy

b) zyskowy

c) indywidualny

d) realny - formalny

3) środek produkcji, obok ziemi (natury) i pracy

a) rzeczowe: nieruchomości, maszyny, surowce

b) wirtualne: roszczenia bankowe, patenty, prawa autorskie, tajemnice technologiczne


a) K. jako sposób gospodarowania


Każda gospodarka ma na celu zysk. W kapitaliźmie kapitał jako środek produkcji daje zysk. Tym samym kluczową rolę spełnia właściciel kapitału czyli przedsiębiorca (kapitalista). 

Dotyczy to szczególnie przypadku, gdy przedsiębiorca posługuje się pracą najemną jako środkiem produkcji. Wówczas ma miejsce podział środków produkcji: kto inny wkłada kapitał, a kto inny pracę (nawet jeśli kapitalista także wkłada swoją pracę). Kapitalista posługuje się pracą najemną, zaś pracownik najemny posługuje się kapitałem do niego nienależącym. 

Jeśli kapitał jest własnością prywatną, wówczas jest to kapitalizm prywatny (indywidualny, liberalny).

Jeśli kapitał jest własnością państwową, wówczas jest to kapitalizm państwowy. 


Leon XIII (RN, 15): non res sine opera nec sine re potest opera constistere. 


Pius XI: intellectus, res, opera


K. Marx upatrywał istotę kapitalizmu w wyzysku pracy w interesie kapitału (kapitalisty). Problem leży wg niego w ustroju kapitalistycznym, nie w działaniu poszczególnego przedsiębiorstwa czy kapitalisty (kapitalista jest niewinny, winny jest system). Dlatego postulował zmianę systemu przez unicestwienie prywatnej własności środków produkcji. 

To prowadzi do absolutyzacji wkładu pracy jako środka produkcji: cały zysk przysługuje pracy, z pominięciem innych środków produkcji jak kapitał i natura (dobra naturalne). 


Z drugiej strony tzw. liberalny kapitalizm, posługujący się hasłem "wolnego rynku", przypisuje zysk tylko kapitałowi i dąży do koncentracji kapitału czyli monopolizacji. Dla ochrony własnych interesów usiłuje ponadto wpływać na politykę i de facto w znacznym stopniu sprawuje władzę. 


Ta władza sięga od budzenia i kształtowania potrzeb (zapotrzebowania konsumpcyjnego) dla powiększania czy wręcz tworzenia rynku zbytu, aż do wywierania wpływu na politykę czy to przez własne decyzje gospodarcze (lokowanie fabryk itp.), czy też naciski zakulisowe (lobbing), finansowanie partij i przekupstwo (por. kariery polityków w firmach czy bankach po zakończeniu działalności politycznej). 



b) K. jako ustrój społeczny 


W czasach nowożytnych gospodarka kapitalistyczna rozwijała się zasadniczo w duchu laissez faire jako liberalny kapitalizm, aż do skrajnej postaci po rewolucji przemysłowej - tzw. manchesteryzmu. Wynikiem było powstanie społeczeństwa klasowego z podziałem na posiadaczy środków produkcji (kapitalistów) i pozbawionych środków produkcji czyli pracowników najemnych zwanych proletariatem. W wyniku wprowadzonego prawodawstwa wzmacniającego prawa pracowników najemnych kapitalizm w krajach uprzemysłowionych przybrał formę "kapitalizmu utemperowanego socjalnie", w wyniku czego nie ma w nich skrajnie ubogich robotników najemnych i praktycznie zanikła mentalność walczącego proletariatu. Społeczeństwa te uległy procesowi pluralizacji z różnymi grupami, które na swój sposób artykułują i forsują swoje interesy. 


Kapitalizm jako ustrój gospodarczo-społeczny kojarzony był pierwotnie z uprzemysłowieniem (klasyczny podział to: kapitał - praca, przedsiębiorcy - proletariat). Z czasem stało się wyraźniejsze, że jest to bardziej kapitalizm komercyjny, gdyż liczy się to, co ma znaczenie rynkowo-handlowe. Tutaj mamy do czynienia z innym podziałem: na klasę aktywnych rynkowo (tych, którzy oferują rynkowo) i pasywnych rynkowo, czyli tych, którzy nie mają (już albo jeszcze) nic do zaoferowania rynkowo. Ta komercjalizacja gospodarki i życia społecznego jest wroga rodzinie jako podstawowej komórce społecznej, zwłaszcza rodzinom wielodzietnym, ale także starszym. 


Ponadto począwszy od Maxa Weber'a i Wernera Sombart'a (Der moderne Kapitalismus, 1902 i 1924-27) mówi się także o "duchu kapitalizmu". Jest to wyrażenie popularne zwłaszcza wśród socjologów religii. 


Ten "duch" sprowadza się zwykle do materializmu względnie mamonizmu. 


Mając na uwadze rozróżnienie między kapitalizmem jako sposobem gospodarowania a ustrojem społecznym, należy stwierdzić, że istnieje między nimi związek przynajmniej historyczny, tzn. system gospodarowania doprowadził de facto do podziału na klasy. Pozostaje pytanie, czy jest to związek konieczny, tzn. czy kapitalizm jako sposób gospodarowania oparty na podziale między kapitałem a pracą musi prowadzić do dominacji, hegemonii czy wręcz dyktatury i tyranii kapitału. 



Socjalizm

Kościół a socjalizm to osobny temat. Na użytek niniejszy warto mieć jednak na uwadze, co następuje. 


a) S. jako sposób gospodarowania

Zwykle rozumie przez to tzw. gospodarkę planową. Należy najpierw mieć na uwadze, że każda działalność gospodarcza jest w jakiś sposób i musi być planowana. W socjaliźmie jest to eufemizm oznaczający centralne planowanie przez państwo, w przeciwieństwie do tzw. wolnego rynku, który jest także eufemizmem dla oznaczenia nie tyle indywidualizmu lecz ochrony silniejszego przez zaniechanie czy zaniedbanie wszelkiej ingerencji jakiejkolwiek władzy (także chociażby werbalnej ingerencji Kościoła np. w kwestii handlu w niedziele). 


b) S. jako ustrój społeczny

Także radykalna socjalizacja czy upaństwowienie środków produkcji nie zniweczyło całkowicie własności prywatnej, gdy nawet w najradykalnieszym komuniźmie pozostawiono przynajmniej de facto i przynajmniej pewnej wąskiej warstwie jakąś mniejszą czy większą własność prywatną. W PRL nie było nawet całkowitej kolektywizacji rolnictwa, widocznie wiedząc, że kolektywizacja doprowadziłaby do zupełnej zapaści produkcji żywności i tym samym głodu. 

Socjalizm środków produkcji nie doprowadził też do usunięcia podziału na klasy społeczne, lecz do innego podziału na klasy: rolę "arystokracji" sprawującej władzę i to wręczy dyktatorską i brutalnie, nawet krwawo tyrańską, przejęła klasa aparatczyków partii komunistycznej osadzona w kierowniczych stanowiska na wszystkich szczeblach władzy. Przynależność do partii komunistycznej była warunkiem zajęcia jakiejkolwiek funkcji przywódczej czy kierowniczej. Tym samym socjalizm jako ideologia pozostał i pozostaje utopią. 



III. Katolicki model: porządek stanowy 


W dążeniu do przezwyciężenia podziału i antagonizmu klasowego, katolicka nauka społeczna rozwinęła koncepcję porządku społecznego opartego na "stanach" (ordines) zawodowych. Chodzi o związki pracowników i pracodawców danej dziedziny życia gospodarczego i społecznego według jej funkcji społecznej. Pius XI (QA) przedstawił tę koncepcję jako wzór porządku społecznego. Pius XII nazwał tę koncepcję najbardziej zdatnym środkiem do przezwyciężenia liberalizmu gospodarczego. 


Celem jest przezwyciężenie zarówno liberalnego kapitalizmu z jego walką klas jak też socjalistycznego totalitaryzmu. Podstawowe zasady tego postulowanego porządku to:


1) Każda społeczność zasadza się na 4 wartościach:

- biologicznej

- gospodarczej

- kulturowej

- osobowej (personalnej). 


2) Zasady konstytutywne każdej społeczności to:

- personalizm

- solidaryzm

- subsydiaryzm (pomocniczość). 


3) W dziedzinie gospodarczej chodzi o zastąpienie walki klas solidaryzmem społecznym, czyli współdziałaniem dla obopólnego dobra pracodawcy i pracownika oraz wspólnego dobra całej społeczności. Oznacza to ujarzmienie egoistycznych interesów poprzez zorganizowaną współpracę w ramach wspólnego działania na każdym poziomie działalności gospodarczej:

- zakładu pracy

- grupy zakładów

- danej branży. 

Takim stanem jest np. służba zdrowia, zaopatrzenie w żywność (produkcja i sprzedaż), produkty techniczne, ciężki przemysł (wraz z wydobyciem), edukacja i szkolnictwo, badania naukowe, wymiar sprawiedliwości, usługi, policja i wojsko, instytucje kulturalne. Przynależność wyznaczona jest przez działalność w danym sektorze życia gospodarczego, ale nie usuwa wolnego wyboru zawodu i miejsca pracy (w odróżnieniu od średniowiecznych cechów). 


Ta struktura nie wyklucza istnienia i działalności dobrowolnych przedstawicielstw interesów poszczególnych grup zawodowych jak związki zawodowe czy zrzeszenia przedsiębiorców (które mają prawny status jedynie stowarzyszeń prywatnych). Jednak interesy partykularne są podporządkowane dobru wspólnemu zarówno danego stanu jak też całej społeczności. 


4) "Stany zawodowe" jako zorganizowana działalność nie przejmuje zadań poszczególnych jednostek gospodarczych i ich poziomów (zakład, zespół, branża), tzn. nie usuwa własności i odpowiedzialności prywatnej, lecz czuwa nad tym, by prywatna działalność gospodarcza była ukierunkowana solidarnie na dobro wspólne. Dobro wspólne jest realizowane według zasady pomocniczości: jednostki gospodarcze są samodzielne, tzn. są podmiotami prawa własnego i publicznego, ale nie są organami państwowymi (to odróżnia "stany zawodowe" od średniowiecznych stanów społecznych zorganizowanych według pochodzenia i stanu posiadania, a także od Ständestaat w Austrii za kanclerza Dollfuss'a czy w faszystowskich Włoszech). Organy państwa mają tendencję biurokratyzowania i walki o władzę polityczną. 


5) "Stany zawodowe" nie stoją ponad czy poza porządkiem państwowym. Państwo wprawdzie nie jest upoważnione do ingerowania w działalność stanów, chyba że konieczne jest udzielenie pomocy w wyjątkowych sytuacjach. Państwo może jednak i powinno koordynować działalność stanów tak, żeby były ukierunkowane na biologiczne, gospodarcze, kulturowe i osobowe dobro całego społeczeństwa i państwa. Tym samym ustrój stanowy chroni przed liberalizmem, który zasadnicze dziedziny życia chce wyjąć zupełnie spod wpływu i porządkowania przez państwo. 


6) Porządek stanowy obejmuje całość życia społecznego, także dziedziny pozagospodarcze. Szczególne znaczenie ma ten porządek jednak w działalności gospodarczej, gdyż ma chronić zarówno przed liberalizmem jak też przed kolektywizmem. 


Na podstawie podziału pracy porządek stanowy składa się z trzech naturalnych poziomów (jednostek):

- Poszczególne stany skupiają zawody pracujące na takich samych surowcach, jak ziemia (rolnictwo), surowce wydobywcze (stal, węgiel itp.), czyli branże. 

- Niższą jednostką są zespoły zakładów, zaś 

- najniższą poszczególne zakłady pracy jako podstawowe komórki działalności gospodarczej. 

Każda z tych trzech jednostek mają swoje specyficzne i samodzielne zadania w procesie gospodarczym. 

- Poszczególny zakład reguluje produkcję.

- Zespoły zakładów regulują konkurencję. 

- Stany zawodowe regulują ceny i wynagrodzenia za pracę. 


Regulacja cen odbywa się według zasad rynkowych, czyli głównie przez regulację podaży. 

Regulacja wynagrodzeń ma mieć charakter społeczny, tzn. jest wyjęta spod gry interesów między kapitałem i pracą. 

Wszystkie stany zawodowe działające gospodarczo regulują politykę kredytową, która wspomaga bądź hamuje poszczególne gałęzi gospodarki w danej sytuacji makroekonomicznej. 


Całość działalności gospodarczej, czyli stany zarówno produkcyjne jak też finansowo-kredytowe, są poddane porządkowaniu prawnemu przez państwo dla wspólnego dobra wszystkich stanów. 


Istnieje zasadnicza zgodność tego porządku stanowego z tzw. społeczną gospodarką rynkową, która się opiera na prywatnej inicjatywie i wolnej konkurencji, które są regulowane zgodnie z dobrem wspólnych. Różnica polega na tym, że w porządku stanowym podmiotem regulującym są organizacje stanowe, a nie bezpośrednio państwo. 


7) Porządek stanowy ma znaczenie zarówno gospodarcze jak też społeczno-polityczne: 

- Zwalnia państwo z zadań, które oznaczają uwikłanie w interesy partykularne, więc państwo może swobodnie i bezstronnie czuwać i regulować według dobra wspólnego, w roli jakby króla i najwyższego sędziego. 

- Porządek stanowy jest właściwym i najlepszym sposobem uproszczenia aparatu państwowego i przeciwdziałania biurokracji. 

- Pod względem społeczno-politycznym porządek stanowy przezwycięża antagonizmy międzyklasowe, o ile pracownicy są współodpowiedzialni będąc w kierownictwie na różnych stopniach (zakładowym, ponadzakładowym, stanowym). 

Czy subiektywna teoria wartości jest zgodna z nauczaniem Kościoła?



Pytanie jest bardzo szerokie i nieostre. Rozumiem, że chodzi o poglądy tzw. szkoły austriackiej odnośnie działu ekonomii jako nauki zwany teorią wartości (względnie ceny).

Generalnie etyka społeczna Kościoła nie zajmuje się szczegółowo poszczególnymi teoriami. Nie jest mi znana także specjalna analiza koncepcji szkoły austriackiej czy wnikliwsza polemika ze strony teologów katolickich. Nie oznacza to bynajmniej milczącej zgody czy neutralności. Przyczyna leży raczej w braku punktów stycznych z etyką katolicką. Wynika to już z samej koncepcji ekonomii reprezentowanej przez tzw. szkołę austriacką (i nie tylko), mianowicie jako nauki ścisłej, zupełnie niezależnej i wręcz obcej nie tylko etyce i naukom humanistycznym, lecz także naukom przyrodniczym czyli doświadczalnym. Jest to paradox, który słusznie może wywoływać uśmiech na twarzy.

Początki ekonomii jako samodzielnej nauki są zwykle wiązane z poglądami Adama Smith'a, który był właściwie filozofem etykiem, powiązanym zarówno myślowo jak też osobiście z cynikiem-sofistą Davidem Hume'm. Uprawiający obecnie ekonomię uważają właśnie Smith'a za swojego protoplastę naukowego. Zapominają, a może nawet nie przyjmują do wiadomości, że już myśliciele starożytni (głównie Platon, Arystoteles),  a także średniowieczni - jak Tomasz z Akwinu, Bonawentura i inni - zajmowali się dość obszernie tą tematyką, oczywiście w kontekście i powiązaniu z rozumieniem człowieka i jego działalności. Dopiero od mniej więcej połowy XX w. zwrócono też uwagę na dorobek teologów katolickich nowożytnych w dziedzinie ekonomii, począwszy już od XV w. Już dominikanin Franciszek de Vitoria, główna postać tzw. szkoły w Salamance, prezentował dogłębną teorię wartości ekonomicznej, która zawiera także czynnik subiektywny. Różnica względem subiektywizmu szkoła tzw. neoklasycznej, kojarzonej obecnie głównie ze szkołą austriacką, polega na tym, że u myślicieli katolickich, zgodnie z naturą człowieka i jego działalności, czynnik subiektywny nie jest jedynym i wyabsolutyzowanym. Myśliciele katoliccy mianowicie podają odnośnie wartości ekonomicznej następujące kryteria:

1) objektywna wartość użytkowa (virtuositas, utilitas), czyli właściwość danego dobra do zaspokajania konkretnych potrzeb,
2) rzadkość (raritas), czyli częstotliwość występowania względnie dostępność,
3) upodobanie indywidualne i społeczne (complacibilitas), czyli zgoda większej ilości ludzi w docenieniu danego dobra.

Jest więc oczywiste, że tzw. neoklasycyści (ze szkoły austriackiej zwani marginalistami, aczkolwiek są marginaliści także poza tzw. szkołą austriacką) nie są odkrywcami czynnika subiektywnego wartości. Ich wątpliwa zasługa polega na wyizolowaniu i absolutyzacji subiektywności, co ma z jednej strony podłoże filozoficzne (tym samym pozaekonomiczne), a z drugiej poważne konsekwencje nie tylko teoretyczne lecz także praktyczne.


Czy spekulacja giełdowa jest grzechem?



Od pewnego czasu o. Jacek Gniadek (werbista) wypowiada się publicznie w tematyce łączącej etykę i ekonomię, regularnie promując poglądy ideologa globalistycznej banksterki Ludwika Mises'a. Ostatnio organ "Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży" opublikował jego text, który mi przesłano z pytaniem o opinię.



Można właściwie odpowiedzieć krótko: ten text nie ma nic wspólnego już chociażby z rzetelnym myśleniem i cytowaniem źródeł, tym bardziej z katechizmem.

Zasadniczy zabieg o. Gniadka to rozciągnięcie pojęcia spekulacji na wszelką działalność skierowaną ku przyszłości i tym samym związaną z pewnym ryzykiem. Jest to główne przekłamanie. Takie pojęcie spekulacji obejmuje bowiem zarówno np. wydawanie na świat dzieci, budowanie domu, kupowanie żywności, ubioru itp., jak też grę hazardową. Typowe jest tutaj pomieszanie usługi handlowej (pośrednictwo między producentem i konsumentem) ze spekulacją nie mającą nic wspólnego z jakąkolwiek usługą, ani dla osób indywidualnych, ani dla społeczności (niektórzy usiłują wykazywać użyteczność rynkową spekulacji, jednak jest to zupełnie coś innego niż świadczenie usług, gdyż nie ma nic wspólnego z wymianą umiejętności i dóbr). Nie trzeba wyjątkowej wnikliwości, by dostrzec absurdalność takiego pojęcia, niegodną każdego myślącego i uczciwego człowieka.

Drugim zasadniczym argumentem o. Gniadka jest przykład Józefa Egipskiego, w domyśle podawanego jako świętego, co jest oczywiście także kłamstwem, gdyż Józef nigdy nie był w Kościele czczony jako święty (jedynie pewien odłam luderanizmu w USA, powstały w połowie XIX w., czci go jako "świętego"). W samym Piśmie św. nie ma choćby śladu pochwały dla spekulacji, którą czynił Józef.

Konkretnie chodzi o to: pod wpływem snu, zapowiadającego siedem lat urodzajnych i siedem lat suszy, Józef w lata urodzajne zgromadził zapasy zboża w spichlerzach faraona. W latach nieurodzajnych sprzedawał zboże Egipcjanom, najpierw za pieniądze, a gdy ich zabrakło to za bydło i ziemię, w końcu kupował głodnych ludzi za zboże w niewolę faraona. Wydał dekret stanowiący, że poddani mogą nadal uprawiać ziemię sprzedaną z głodu za zboże, jednak muszą odprowadzać dla władcy 20% plonów. Nie trzeba chyba wyjaśniać, dlaczego takie postępowanie nie jest i nie może być wzorem dla chrześcijanina.

Trzecim niby argumentem jest postulowanie zgodności ze "światem współczesnym", a właściwie z mafią spekulantów-banksterów. Podstawą są oczywiście tylko poprzednie dwa "argumenty", czyli oszukańcze pojęcie spekulacji oraz oszukańcze podawanie działania Józefa Egipskiego jako wzoru dla etyki chrześcijańskiej.

Podsumowując:
O. Gniadek nie głosi ani nauczania Kościoła, ani nawet solidnej, choćby zdroworozsądkowej wiedzy. Wydaje się być raczej na usługach pewnego lobby tzw. liberalnego, de facto nie mającego wiele wspólnego ani z wolnością, ani z katolicyzmem. Wskazuje na to także chociażby jego publiczne opowiadanie się za nieograniczonym handlem w niedziele i tym samym za zmuszaniem pracowników handlu do pracowania w niedziele i bezczeszczenia dnia świętego. Skandaliczne jest, że do tego celu nadużywa autorytetu osoby duchownej.


Natomiast odpowiedź na postawione w tytule pytanie jest następująca w skrócie:

Każda działalność mająca na celu wyłącznie własny zysk bez odpowiedzialności za używanie własności prywatnej dla dobra ogólnego jest niemoralna, grzeszna i tym samym niezgodna z etyką katolicką. Operacje giełdowe de facto często nie mają wiele wspólnego ani z kosztami produkcji, ani z pośrednictwem handlowym, lecz mają często charakter gry hazardowej, której przebieg może mieć i często faktycznie ma poważny wpływ na losy nie tylko jednostek lecz także państw i narodów, czego dowodem są całe serie tzw. kryzysów finansowych, wpędzających całe państwa i regiony w zależność od globalistycznych organizacyj finansowych.


Post scriptum:

W jednym z niedawnych wywiadów o. Gniadek przyznaje się do długiej znajomości oraz bliskich związków z uczelnią ASBiRO:

https://www.youtube.com/watch?v=7-YUUqWppqs

Warto zwrócić uwagę na jej charakter i powiązania, chociażby na przykładzie nagrody przezeń przyznawanej. Pośród laureatów jest zarówno o. Gniadek jak też taka osoba jak Leszek Stafiej, równocześnie powiązany jako współzałożyciel z Radiem Zet, będącym właściwie oddziałem antykatolickiej i antypolskiej Agory. Na liście laureatów jest przedstawiany szczególnie serdecznie:


To środowisko ze swojej strony przyznaje również nagrodę, w sposób dość jednoznacznie wskazujący na powiązania:


Już pierwszy rzut oka wystarczy, żeby zauważyć, jaką "wolność" i "wolnorynkowość" reprezentuje to środowisko...