Po
wypowiedzi nowego generała zakonu jezuitów dla hiszpańskiego czasopisma
"El mundo" odnośnie zła i diabła pojawiły się nie tylko ostre słowa
krytyki, lecz także żarliwej obrony. W Polsce szczególnie głośna stała
się ocena x. prof. Pawła Bortkiewicza z UAM w Poznaniu, który skonstatował
herezję. Po niedługim czasie na portalu jezuitów deon.pl pojawił się
wywiad z dwoma pracownikami krakowskiego PUJPII. Ten dziwny już co do
formy dwugłos - jako że wszystkie wypowiedzi sygnowane są dwoma
nazwiskami - należy widocznie potraktować jako odpowiedź polskich
jezuitów ustami niejezuitów. Ciekawy zabieg. Mimo że widocznie nikt nie
jest gotów wziąć osobistej odpowiedzialności za tę wypowiedź, ma być ona
nie tylko obaleniem zarzutu x. Bortkiewicza, lecz także obroną
wypowiedzi o. Sosa'y, a ponadto prezentacją szerszych, nawet
fundamentalnych poglądów teologicznych przynajmniej xięży Wojciecha Grygiela i
Damiana Wąska.
Przyjrzyjmy się bliżej, krok po kroku. Dla jasności i rzetelności przytaczam poszczególne fragmenty, by
następnie odnieść się do nich komentując. Z natury rzeczy nie do
uniknięcia są powtórzenia, jako że rozmówcy dość często się treściowo
powtarzają.
1.
"Problemy z recepcją niektórych wypowiedzi teologicznych... Są one związane z oporem wobec pluralizmu teologicznego".
Tak więc już na początku swej wypowiedzi xx. G. i W. sprowadzają sprawę
do problemu z recepcją wypowiedzi o. Sosa’y. Problem upatrują
oczywiście po stronie x. Bortkiewicza tudzież innych krytyków.
Hasłem-wytrychem jest tutaj pluralizm teologiczny. Tym samym już przed
wykazaniem prawdziwości wypowiedzi o. S. wyznaczają mu miejsce w
panteonie różnych odmian teologij katolickich. Bez choćby śladu czy
próby argumentowania.
2.
"Wielu teologów i publicystów
zdogmatyzowało we własnej głowie jeden system pojęć i jeden model
myślenia o Bogu i Kościele."
To jest następne dość bezczelne
zdanie, liczące widocznie na to, że odbiorcy nie pamiętają czy nie
wiedzą, o jaki temat chodzi, mianowicie o wypowiedź o. S. odnośnie zła i
diabła. W tym temacie – ale nie tylko – są jednoznaczne dogmatyczne
wypowiedzi Magisterium Kościoła:
- Sobór Laterański IV ogłosił
uroczyście, że diabeł i inne demony zostały stworzone przez Boga jako
dobre co do natury, lecz przez siebie (tzn. z własnej woli) stały się
złe.
- Sobór Trydencki naucza, że w wyniku grzechu pierwszych rodziców diabeł ma pewnego rodzaju władzę nad ludźmi.
Można oczywiście przytaczać niezliczone fragmenty Pisma św. i Ojców Kościoła, na których opiera się to nauczanie.
Mówienie o „zdogmatyzowaniu we własnej głowie“ świadczy więc dość
dobitnie o stanie głów xięży G. i W., czy to odnośnie wiedzy, czy
zwykłej przyzwoitości w dyskusji.
3.
"Model proponowany przez
św. Tomasza i Sobór Trydencki... to ślepa uliczka, ponieważ obraz świata
generowany przez współczesne nauki może wymuszać reinterpretację tez
teologicznych, formułowanych przy użyciu bazy pojęciowej klasycznej
teologii."
Niemniej kłamliwe, bądź przynajmniej elementarnie
ignoranckie jest nazwanie prawd wiary odnośnie istnienia i działania
diabła „modelem“ św. Tomaszowym i trydenckim. Wygląda na to, że xx. G. i
W. nie tylko nie znają Pisma św. i całego nauczania Kościoła w tej
kwestii, lecz nie chcą znać. Przy okazji nazwanie nauczania św. Tomasza i
Soboru Trydenckiego „ślepą uliczką“ jest nie tylko bezczelne i
ignoranckie, lecz nieposłuszeństwem zarówno wobec encykliki „Aeterni
Patris“ Leona XIII, jak też wobec Soboru Watykańskiego II („Optatam
totius“, Paweł VI „Gravissimum educationis“ oraz „Lumen Ecclesiae“) oraz
nowszych dokumentów jak chociażby Jana Pawła II (Codex Iuris Canonici,
„Fides et ratio“), które wyraźnie zalecają szczególną, przewodnią rolę
tomizmu w studiach teologicznych oraz jego bliski związek z odwiecznym
nauczaniem Kościoła.
Ponadto twierdzenie, jakoby obraz świata
generowany przez przyrodnictwo mógł wymuszać „reinterpretację“ tez
klasycznej teologii katolickiej, ignoruje naturę zarówno przyrodnictwa
jak też teologii. Po pierwsze zadaniem nauk przyrodniczych nie jest
generowanie obrazu świata, lecz wyjaśnianie przyczynowo-skutkowe
rzeczywistości dostępnej empirycznie według właściwych dla nich metod.
Wychodzenie poza to zadanie jest przekraczaniem kompetencji i
generowaniem zabobonów, które z naukowością nie mają właściwie nic
wspólnego. Po drugie: właściwe, tzn. prawdziwe wyniki badań
przyrodniczych mogą być pomocne w autentycznej interpretacji Bożego
Objawienia, także w jej pogłębieniu i poszerzeniu. Dlatego właśnie
Kościół zalecał i zaleca metodę tomistyczną, gdyż właśnie ona - w
przyciwieństwie do innych - bazuje na filozofii arystotelesowskiej,
która jest zarazem teoriopoznawczym fundamentem nauk przyrodniczych. Tym
samym to właśnie tomizm jest gwarantem współpracy naukowej między
teologią a przyrodnictwem, a nie jego wyrzucenie do śmietnika historii.
4.
"...natura Objawienia wymaga ciągłego namysłu nad istotą Bożego
przesłania. Zamykanie się w historycznych stwierdzeniach może być
wyrazem pychy - przekonania, że objęliśmy już całość prawdy i pozostało
nam jedynie powtarzanie."
To zdanie, o ile jest sensowne,
niestety odrzuca ostateczność i niezmienność dogmatów czyli nieomylnych
orzeczeń Magisterium Kościoła w sprawach wiary i moralności. Jako takie
jest naczelną tezą herezji modernizmu potępionego przez Kościół (por.
Vaticanum I, „Dei Filius“, Pius XII „Humani generis“, Vaticanum II „Dei
Verbum“, instrukcja „Mysterium Ecclesiae“ z 1974 r.). Nazywanie
niezmiennych dogmatów wiary „wyrazem pychy“ jest niesłychaną
bezczelnością, niezależnie od tego, czy pochodzi z ignorancji czy z
heretyckich przekonań. Stawianie zwykłego „powtarzania“ jako alternatywy
świadczy o ubóstwie wiedzy i myśli autorów. Wg teologii katolickiej
niezmienność i trwała obowiązywalność dogmatów nie oznacza i nigdy nie
oznaczała jedynie powtarzania, lecz umożliwiała i prowadziła do rozwoju
myśli teologicznej zarówno w zgłębianiu prawd wiary i ich obronie, jak
też na płaszczyźnie wniosków i opinii teologów. Sprawa ma się podobnie
jak we wszystkich innych naukach: aksjomaty nie zamykają dyskusji, lecz
stanowią jej niezbędną podstawę i punkt wyjścia.
5.
"...współczesny
kryzys teologii spowodowany jest między innymi brakiem świeżości, zbyt
niskim tempem zmian i zachowawczością na gruncie teologii potrydenckiej
(K. Rahner), a więc podjęcie nowych wyzwań wymaga poszukiwania nowych
dróg - jedynie wtedy teolog nie będzie piewcą mitów."
Xięża G. i
W. są tutaj wierni swojej metodzie: opatrzenie pogardliwym opisem bez
jakiejkolwiek próby uzasadnienia ma zastąpić merytoryczną wypowiedź.
Powołanie się na K. Rahnera, którego wątpliwa oryginalność sprowadza się
do przemycenia myślenia heglowsko-marxistowskiego do teologii
katolickiej, ma widocznie stworzyć pozory powagi tej absurdalnej
wypowiedzi na poziomie publicystyki brukowcowej. Zarzucanie „braku
świeżości“, postulowanie „zmian“ bez konkretów, tudzież opatrzenie
przeciwników pogardliwym określeniem „piewców mitów“ są wyczynami tak
prymitywnymi i zarazem bezczelnymi, że nie zasługują na poważne
traktowanie i poważny komentarz.
6.
"...pluralizm we współczesnej
filozofii pozwala na konstruowanie tez teologicznych w różnych systemach
pojęciowych, co jest szansą a nie zagrożeniem."
Od kiedy to
pluralizm jest właściwością jedynie „współczesnej filozofii“? Czyż
filozofowie nie mieli od zarania dziejów tej nauki różne systemy
pojęciowe? W tym miejscu szanowni naukowcy xięża G. i W. popisują się
jaskrawą ignorancją już nawet w dziedzinie, która jest rzekomo
specjalnością przynajmniej jednego z nich. Ponadto: czyżby uważali, że
różne i sprzeczne ze sobą systemy filozoficzne wraz ze swoimi pojęciami
są równowartościowymi narzędziami dla teologii? Dlaczego nie nazwą po
imieniu choćby jednego systemu filozoficznego, który miałby czy móglby
zastąpić tomizm w wyrażaniu prawd wiary? Takie zdanie bez niezbędnych
doprecyzowań jest zwykłą demagogią i oszukiwaniem odbiorców.
7.
"prawd", których zaprzeczenie jest herezją, "jest bardzo mało, a ponad
to, nawet tak zdefiniowane podlegają reinterpretacji. Sprawia to, że
należy udowodnić potencjalnemu heretykowi, że zaprzeczył prawdzie i że
to nie była próba reinterpretacji."
Znowu szanowni uczeni
pomijają właściwy temat, mianowicie nauczanie Kościoła odnośnie zła i
diabła. I znowu albo nie wiedzą, że są prawdy wiary w tej sprawie
(wspomniane już wyżej), których zaprzeczenie jest herezją, albo
świadomie oszukują odbiorców.
8.
"O. Sosa bierze na poważnie
osiągnięcia nauki, a więc zdaje sobie sprawę, że stwierdzenie stopnia
odpowiedzialności człowieka za jego czyny jest coraz bardziej
skomplikowane. Zgadzamy się z tym, ponieważ obserwujemy jak neuronauki
wskazują na wiele determinizmów - skłania to teologów do
kompatybilistycznych ujęć wolnej woli."
Xięża G. i W. albo nie
czytali odnośnej wypowiedzi generała jezuitów, albo zakładają, że
odbiorcy nie znają jej brzmienia. Jak każdy może sprawdzić w internecie,
o. Sosa odpowiada na pytanie: “czy zło jest procesem z dziedziny
ludzkiej psychologii, czy pochodzi od bytu wyższego?“ W swojej
odpowiedzi twierdzi, że 1. zło stanowi część tajemnicy wolności, 2. że
chrześcijanie wierzą, że jesteśmy stworzeni na Boży obraz i
podobieństwo, oraz 3. że „uczyniliśmy postacie symboliczne (hemos hecho
figuras simbólicas) jak diabeł, żeby wyrazić zło (para expresar el
mal)“. I dodaje, że „także uwarunkowania społeczne reprezentują tę
postać (diabła), tak jak są ludzie, którzy tak czynią, ponieważ znajdują
się w otoczeniu, gdzie jest bardzo trudno czynić inaczej“. Tak więc wg
o. Sosa‘y 1. diabeł jest produktem ludzkiej fantazji, który 2. jest
wynikiem uwarunkowań społecznych. Żadne pseudouczone interpretacje nie
są w stanie zmienić prostego i jednoznacznego sensu tej wypowiedzi.
Siląc się na takowy zabieg xięża G. i W. kompromitują się tym bardziej
przed powoływanie się na „determinizmy“ wskazywane przez neuronauki. W
ten sposób oprócz ewidentnie heretyckiej i paramarxistowskiej wypowiedzi
generała jezuitów mamy przed sobą opowiedzenie się przez jego obrońców
za determinizmem neurobiologicznym, który ma rzekomo usprawiedliwiać
herezję o. Sosa’y. No cóż, większego pomieszania pojęć, strzępów prawdy,
ignorancji i ewidentnych absurdów nie sposób sobie wyobrazić. Dzielni
obrońcy, posługując się – w żaden sposób nie wyjaśnionym – określeniem
„kompatybilistyczne ujęcia wolnej woli“ usiłują stworzyć wrażenie
uczoności, by w ten sposób zamydlić odbiorcę frazesem. Nie są bowiem w
stanie ani obronić wypowiedzi o. Sosy ewidentnie sprzecznej z całym
nauczaniem Kościoła, ani sensownie wykazać, że nauczanie Kościoła i
teologii katolickiej odnośnie diabła jest błędne i konieczne do
skorygowania. Mówiąc wprost: jest to jedynie rzucanie pseudonaukowymi
frazesami dla sprawienia wrażenia na odbiorcach, którzy oczywiście – w
ich mniemaniu – nie mają prawa ani zdolności intelektualnej
upoważniająej do krytycznego podejścia do tych słów.
9.
"Teologia podpowiada, że w odniesieniu do rzeczywistości
transcendentnych wszystkie terminy muszą być traktowane jako symbole czy
metafory."
Nie wiem, jaką teologię mają na myśli. I skąd nagle,
mimo postulowanego pluralizmu teologicznego, się bierze jedna jedyna
teologia. W każdym razie z pewnością nie jest to teologia katolicka. Po
pierwsze, wg teologii katolickiej diabeł nie jest rzeczywistością
transcendentną, lecz stworzeniem Bożym. W pojęciu chrześcijańskim
jedynie Bóg jest bytem transcendentnym. Po drugie, żaden dokument
Kościoła ani teolog uznany przez Kościół za autorytet nie naucza, że
wszystkie terminy teologiczne odnoszące się do Transcendencji są
„symbolami czy metaforami“. Autorzy tych słów widocznie nie rozumieją
nawet słownikowego znaczenia pojęć symbol i metafora, skoro używają je
zamiennie. I widocznie mylą te pojęcia z pojęciem analogii. Bowiem wg
teologii katolickiej potwierdzonej autorytetem Magisterium Kościoła
nasze pojęcia odnoszące się do Boga mają charakter analogii, czyli
wypowiadane są o Bogu jedynie na zasadzie podobieństwa, gdyż ich
właściwy (dosłowny) sens pochodzi z poznania rzeczywistości stworzonej.
Co to ma wspólnego z orzekaniem o diable, który jest wg nauczania
Kościoła rzeczywistością stworzoną? Tak więc xięża G. i W. albo uważają
diabła za rzeczywistość transcendentną czyli boską, i tym samym wyznają
dualizm teistyczny (i są tym samym nie tylko heretykami, lecz
apostatami), albo brakuje im podstawowej wiedzy i rozróżnień z dziedziny
elementarza filozofii i teologii na poziomie licealnym.
10.
"Ks. profesor (Bortkiewicz) mówi w taki sposób, jakby pojęcia
zaangażowane w sformułowanie dogmatu w sposób całkowity ujmowały treść
odwzorowywanej przez nie rzeczywistości."
To jest niestety
ponowne zaprzeczenie prawdziwości i adekwatności dogmatów wiary. I
równocześnie liczenie na to, że odbiorcy nie wiedzą, czy nie pamiętają, o
jaką wypowiedź o. Sosa’y chodzi. Albo nie potrafią elementarnie myśleć.
Gdy z jednej strony Kościół naucza, że diabeł jest Bożym stworzeniem, a
z drugiej strony o. Sosa naucza, że diabeł został stworzony przez ludzi
jako „figura symboliczna“, to gdzie tu jest kwestia niecałkowitości
dogmatu Kościoła? Jakże wypowiedź o. Sosa’y można przedstawiać jako
rzekome uzupełnienie nauczania Kościoła odnośnie diabła? Taki zabieg
może być jedynie kpiną z elementarnej zdolności czytania prostych słów i
logicznego myślenia.
11.
"Teologia jest spotkaniem ludzkiego
rozumu z Objawieniem, a nie jedynie niewolniczym przedyktowaniem treści
objawienia przez Boga niczym nie uwarunkowanemu ludzkiemu umysłowi. W
zetknięciu tym pojawia się więc nieprzełamywalna dysproporcja pomiędzy
skończonością ludzkiego umysłu a nieskończonością Boga. W rezultacie
każdy dyskurs teologiczny ujmuje jedynie pewną nikłą część
rzeczywistości nadprzyrodzonej, o której orzeka. Oznacza to, że dyskurs
ten posiada kontekstualny charakter, wyrażający się w jego zależności od
wykorzystanej bazy pojęciowej. (...) Wzrost tej świadomości spowodował,
że Kościół odszedł od niewolniczego trzymania się tomizmu i otworzył
się również na inne filozofie (fenomenologia, egzystencjalizm, filozofia
dialogu, filozofia analityczna), co pozwala na kontemplację Boskiej
natury z różnych punktów widzenia i myślenie o obiektywnej
rzeczywistości Boga z kilku różnych perspektyw. (...) Nie jest to myśl
nowa, ponieważ już w epoce patrystycznej mieliśmy do czynienia z
refleksją na temat adekwatności pojęć używanych w opisie Boga. Refleksja
takich myślicieli, jak przykładowo Pseudo-Dionizy Aeropagita, a później
Mikołaj z Kuzy prowadziła do wniosku, że najwłaściwszym sposobem
opisywania rzeczywistości Bożej naszymi terminami jest zaprzeczenie,
ponieważ język ludzki przeznaczony jest do komunikacji o tym, co
ziemskie i co dotyczy człowieka i świata."
Tutaj mamy do
czynienia z kolejnym powtórzeniem wyrażonych już powyżej tez i
pseudoargumentów, które mają się właściwie nijak do właściwego tematu, a
widocznie mają na celu zaimponowanie rzekomą uczonością autorów. Jest
tutaj znowu pomieszanie rzeczywistości Boga z rzeczywistością diabła.
Jest znowu hejt na tomizm. Jest znowu pomieszanie teologii apofatycznej i
roli analogii w teologii z relatywizmem filozoficznym (tak jakby
systemy filozoficzne były równowartościowe) i tym samym agnostycyzmem.
Zbędne jest tutaj wykazywanie absurdalności i ignoranctwa. W miarę
ogarnięty student teologii czy już nawet filozofii dostrzeże tutaj
jedynie demagogiczną wartość wypowiedzi.
12.
"Zarówno wspomniani
teologowie jak i większość autorów współczesnych podręczników do
poznania teologicznego wskazuje, że orzekające o rzeczywistości
transcendentnej terminy teologiczne sformułowane w języku pozytywnym
(np. osoba itp.) mogą być używane tylko wtedy, gdy rozumie się je w
znaczeniu metafory lub symbolu. Zaleca się więc równoczesne używanie
języka negatywnego i pozytywnego, by nas chronić przed bałwochwalstwem i
budować szacunek do tajemnicy."
Do tak absurdalnej akrobacji
pojęć i bezsensu wypowiedzi – która jest właściwie tylko kolejnym
powtórzeniem powiedzianego powyżej – jest zdolny tylko ktoś, kto jest
przekonany o braku elementarnej wiedzy i sprawności intelektualnej
odbiorców. Mogę zapewnić, że takowe zdanie nie znajduje się ani u
żadnego teologa uznanego przez Kościół jako autorytet, ani w żadnym
klasycznym podręczniku teologii katolickiej. Przyznam, że znam tylko
niewiele podręczników tzw. współczesnych. Jednak śmiem wątpić, by
szanujący się teolog mógł wygłaszać taką tezę.
13.
"Ks.
Bortkiewicz popełnia więc błąd nadmiernej obiektywizacji języka
teologicznego twierdząc, że pojęcie osoby wyraża całość rzeczywistości
zła. Mając na względzie fakt, że pojęcie osoby jest, jak wszystkie inne,
skończonym tworem ludzkiego umysłu, można jedynie utrzymywać, że
adekwatnie reprezentuje ono pewien aspekt rzeczywistości zła, natomiast
nie ujmuje w sposób wyczerpujący jego treści. W takiej perspektywie
wyrażenie o. Sosy, że zło osobowe symbolizuje rzeczywistość zła jest
równoznaczne stwierdzeniu, że konceptualnie ,,chwyta’’ ono pewien aspekt
rzeczywistości zła. Symbol bowiem, w przeciwieństwie do znaku, zawsze
odwzorowuje jakiś aspekt rzeczywistości, do której się odnosi - otwiera,
a nie zamyka perspektywy znaczeniowej. Jako ludzkie pojęcie zastosowane
do transcendującej je rzeczywistości nie może uczynić niczego więcej."
To jest po pierwsze powtórzenie zawartej już powyżej tezy o
nieadekwatności pojęć teologicznych, co jest absurdalne w odniesieniu do
stworzeń i nieprawdziwe, tym samym niezgodne z nauczaniem Kościoła. Po
drugie tutaj xięża G. i W. po prostu zmyślają, suponując stwierdzenia o.
Sosa’y, które nie miały miejsca, zaś przemilczają jego właściwe, dość
proste i jasne słowa, których nie da się obronić w świetle nauczania
Kościoła.
14.
"Mówienie o diable jako symbolu nie oznacza, że
zło nie jest osobowe, ale jest czymś znacznie więcej, niż reprezentowane
jako osobowe i przedstawia sobą dużo bardziej realną rzeczywistość, niż
tę, którą mamy na myśli mówiąc o złu jako o osobie."
To jest
ponowne przekręcenie wypowiedzi o. Sosa’y. Właściwie zafałszowanie,
widocznie obliczone na nieznajomość sprawy u odbiorców.
15.
"Dokonując absolutyzacji osobowego charakteru zła, ks. prof. Bortkiewicz
zbliża się do jakiejś formy racjonalizmu, wedle której rzeczywistości,
przekraczające ludzką kondycję poznawczą, zamknąć można w pojęciach."
Tutaj jest już bezpośredni atak na wypowiedź x. prof. Bortkiewicza,
która jest słuszną rzeczową krytyką. Atak chybiony, niemerytoryczny i w
swej zasadzie, na którą się powołuje, fałszywy. Prawda o złu osobowym,
które jest stworzone, jest czymś rodzajowo i gatunkowo innym niż prawda o
Bogu, który jedyny jest transcenentny. Tym samym nie można twierdzić,
jakoby nasze pojęcie w odniesieniu do rzeczywistości diabła były równie
czy podobnie nieadekwatne jak w odniesieniu do Boga. A przy okazji nasi
uczeni obrońcy o. Sosa’y wykazują ponownie mistrzostwo w popisowym
nadużywaniu pojęć, tym razem na przykładzie absolutyzacji. Tak
absurdalny zarzut może się zdarzyć tylko komuś, kto nie ma elementarnego
szacunku chociażby do zwykłego znaczenia słów.
16.
"...natura
rzeczywistości transcendentnych nie pozwala na jednoznaczne ich
definiowanie, więc dyskusja o możliwych formach ekspresji jest nie tylko
możliwa, ale i konieczna. W swoim myśleniu ks. prof. Bortkiewicz zamyka
przed teologią cenne ścieżki jej rozwoju. Czyni to broniąc się przed
refleksją angażującą treściowo bogatsze systemy konceptualne,
pozwalające na dużo głębsze penetrowanie rzeczywistości
nadprzyrodzonej."
Także na koniec nie dowiadujemy się niczego
nowego. Zaś potwierdza się pomylenie i pomieszanie elemenentarnych
pojęć, tym razem nie tylko „rzeczywistości transcendentnych“ lecz także
„rzeczywistońci nadprzyrodzonej“. Skoro xięża Grygiel i Wąsek tak
uporczywie zaliczają diabła do rzeczywistości transcendentnej i
nadprzyrodzonej (co jest charakterystyczne dla okultyzmu), to wniosek
nasuwa się ponownie następujący: szanowni "naukowcy" albo nie rozumieją
pojęcia Transcendencji i nadprzyrodzoności stosowanego w teologii
katolickiej, albo uznają diabła za byt transcendentny, czyli
niestworzony i „boski“, czyli wyznają dualizm teistyczny, który przeczy
elementarnej prawdzie zawartej już w Starym Testamencie, i są tym samym
apostatami, których myślenie jest bliższe pogańskiej gnozie i żydowskiej kabale niż
chrześcijaństwu.
Szczegółowe podsumowanie naszej analizy jest
zbędne. Wnioski są proste. Ta duetowa wypowiedź jest skandalicznym
przykładem ignorancji, braku rzetelności zarówno naukowej jak też
zwykłej co do publicznej wypowiedzi, a przy tym rzadkiej bezczelności
zarówno w odniesieniu do nauczania Kościoła, jak też atakowanego przez
nich x. prof. Bortkiewicza, oraz pogardy dla odbiorców, u których Grygiel i Wąsek widocznie zakładają brak zdolności czytania oraz
elementarnego logicznego myślenia. Skoro takie osoby nauczają studentów
na papieskim uniwersytecie, to należy być poważnie zatroskanym o jakość
tych studiów oraz przyszłość Kościoła w Polsce.