Jak należy rozumieć słowa Jana Pawła II o islamie?



W związku z poprzednim wpisem otrzymałem anonimowy komentarz:



Z przyczyn technicznych odnoszę się do niego tutaj.

W skrócie:

1. Jest oczywiste, że Jan Paweł II opiera się w tym słowach na wskazanych poprzednio fragmentach dokumentów Vaticanum II. Tym samym wyrażone poprzednio uwagi dotyczą także jego słów. Streszczając:
- Twierdzenie, jakoby katolicy i muślimy czcili tego samego Boga, jest kwestią religioznawczą, nie prawd wiary katolickiej, i tym samym nie wchodzi w zakres nauczania wiary.
- Twierdzenie to opiera się na fałszywym interpretowaniu i fałszywym powoływaniu się na słowa św. Grzegorza VII.
- Twierdzenie to jest diametralnie sprzeczne z wieloma wypowiedziami świętych, pasterzy i teologów Kościoła na przestrzeni wieków.

2. Ponieważ ta kwestia nie należy do dziedziny prawd wiary katolickiej, Jan Paweł II mógł w tej kwestii zbłądzić.

3. Wobec faktów historycznych i teologicznych, na które wskazałem poprzednio, jest oczywiste, że Jan Paweł II w tej kwestii błądził. Naocznym wyrazem tego jest ucałowanie przez niego Kuranu podczas spotkania z przedstawicielami muślimów z Iraku. Można życzliwie przyjąć, że nie uczyniłby tego, gdyby wiedział, że Kuran nie tylko zawiera bluźnierstwa przeciw wierze katolickiej i Bożemu Objawieniu, lecz także wzywa do mordowania chrześcijan.

Katolicyzm i miecz




Ostatnio zrobiło się sporo szumu wokół salezjanina x. Dominika Chmielewskiego oraz założonej i prowadzonej przez niego wspólnoty "Wojownicy Maryi". Jest to o tyle ciekawe, że x. Dominik znany jest szerszej publiczności od kilku lat, a rzeczona wspólnota działa od 2015 r. Dopiero wzrost popularności, widoczny chociażby w ostatnim spotkaniu w Niepokalanowie, wywołał nienawistne komentarze dyżurnych szczekaczy "katolicyzmu" rzekomo "otwartego". Tak zabrał głos dyrektor jezuickiego wydawnictwa WAM, znany głównie ze skrajnie modernistycznego organu "deon.pl", w sposób typowy dla siebie. 





Jak zwykle w wykonaniu członków tego zespołu, jest to mieszanka krętactwa i fałszu, obliczonego widocznie na emocje, gdyż merytoryczna treść jest nikła, prawie żadna. 

Oczywiście, jak każde nowe zjawisko, także wspólnota "WM" podlega rozeznaniu, krytyce i ocenie. Wątpliwości i zastrzeżenia nie powinne być z góry wykluczone. Jednak krytyka i uwagi powinne być merytoryczne, tzn. uczciwe i teologicznie kompetentne, a tego właśnie brakuje w wypowiedzi o. Piórkowskiego. Jego pisanie jest także w tym przypadku pokrętne i perswazyjne. Dla przejrzystość zreferuję po kolei jego zasadnicze tezy, odnosząc się do nich. 

1. Miecz to narzędzie wojny, śmierci i przemocy. 
- Miecz to oręż w walce. Walka może być sprawiedliwa albo niesprawiedliwa i to jest decydujące. Odrzucenie walki jako takiej jest herezją pacyfizmu, sprzeczną z Ewangelią (Mt 10,34). 

2. "W Kościele używano miecza, by zabijać innowierców i heretyków". 
- Jest to zwykłe kłamstwo zarówno historyczne jak też teologiczne. Kościół ani nie znał ani nie stosował kary śmierci. Prawo kanoniczne takiej kary nie przewiduje. Twierdzenie, jakoby Kościół zabijał innowierców i heretyków, jest powieleniem bzdurnych treści brukowców. Krucjaty przeciw muślimom i heretykom były wojnami sprawiedliwymi i w tej kategorii należy je rozpatrywać, nie w kategorii zabijania. Nazywanie ich zabijaniem jest rzeczywiście "wskrzeszaniem upiorów", a właściwie oszukańczym działaniem na emocje. 

3. Św. Paweł ma na myśli symbol, nie miecz. 
- List do Efezjan, przypisywany św. Pawłowi, nazywa mieczem "słowo Boże" (6,17). W tym samym rozdziale (6,10-20) jest mowa o "zbroi Bożej" i walce duchowej. Na jakiej podstawie o. Piórkowski twierdzi, że Wojownikom Maryi chodzi o coś innego, nie wiadomo. Zwykła uczciwość wymagałaby odpowiedniego uzasadnienia, że 1) miecze WM nie są symbolami oraz że 2) ich realne użycie jako oręża w wojnie sprawiedliwej byłoby sprzeczne z Ewangelią. O. Piórkowski tego oczywiście nie czyni. 

4. Walka duchowa przechodzi w walkę ze złymi ludźmi. 
- To jest słuszna uwaga, aczkolwiek znowu przewracająca sprawę. Nie można oddzielić walki ze złem od walki z ludźmi, którzy zło czynią, gdy konieczne jest powstrzymanie ich od czynienia zła. Taka jest natura rzeczy i struktura działania, i nie ma w tym nic nagannego czy złego. Gdyby ojciec rodziny nie miał prawa przemocą powstrzymać napastnika, który wtargnął do jego domu, zagrażając dobru i życiu rodziny, to byśmy wylądowali w absurdzie, który o. Piórkowskiemu może jednak nie jest świadomy. Obrona przed agresorem wymaga unieszkodliwienia go, w razie konieczności przemocą i wyrządzeniem mu szkody. Jest to moralnie usprawiedliwione, gdy chodzi o obronę niewinnych i zapobieżenie działaniu agresora. Nie można odpowiedzieć adekwatnie na agresję nie działając przeciw jej sprawcy. 

5. "Chrześcijanin z mieczem w ręku (...) nie działa po myśli Jezusa."
- Tutaj o. Piórkowski popełnia typowe zafalszowanie Ewangelii (nie jest w tym miejscu istotne, czy z ignorancji teologicznej, czy ze złej woli na doraźny użytek). Pan Jezus nigdy generalnie nie zakazał użycia przemocy w słusznej sprawie. To, że zganił użycie miecza przy Swoim pojmaniu, nie oznacza wcale takowego zakazu. Jak widać wyraźnie w kontekście, chodzi tutaj o wykonanie planu Zbawienia przez Jego Mękę i Śmierć. Fakt, że Piotr miał przy sobie miecz, co nie mogło ujść uwadze Pana Jezusa, oznacza, że Mistrz nawet Apostołom pozwalał na noszenie miecza, co jest istotnym argumentem przeciw pacyfizmowi. 

6. "Narasta atmosfera osaczenia" oraz budzi się "mentalność chwastu", przez co o. Piórkowski rozumie "diabelski sposób poradzenia sobie ze złem w świecie", podając konkretnie "wysyp egzorcystów, obronę uczuć religijnych, przestrach na widok tych, którzy nie podzielają chrześcijańskich wartości, agresja, okopywanie się w twierdzy, mentalność getta, obrona Jasnej Góry przed Szwedami". Jeszcze dobitniej mówi, że "z tej mentalności zrodził się faszyzm, hitleryzm, komunizm", bo "wszyscy chcieli dobrze". 
- Mamy tutaj doczynienia z kolejnym popisem zakłamania, pomieszania i demagogii. Porównanie faszyzmu, hitleryzmu i komunizmu do sług w przypowieści o chwaście (Mt 13,24-30.36-42) świadczy albo o zupełnej ignorancji historycznej i braku elementarnej kompetencji teologicznej, albo o złej woli, albo o wszystkim na raz. Po pierwsze, przypowieść w żaden sposób nie naucza obojętności na zło, lecz wzywa do cierpliwości do czasu żniwa, a to z troski o dobro ziarna uprawnego. Po drugie, przypowieść w żaden sposób nie wymaga bezczynności wobec zła, lecz uzależnia czynność sług od woli i nakazu gospodarza. Słudzy wykazują gorliwość i gotowość do działania, które w żaden sposób nie zostają odrzucone przez gospodarza. Gospodarz każe im jedynie poczekać do żniwa i wydania rozkazu oddzielenia dobrych od złych. O. Piórkowski natomiast widocznie jest pod wrażeniem poglądów typu protestanckiego teologa z XVI w. o nazwisku Sebastian Castellio, który powołując się na tę przypowieść głosił tolerancję religijną i światopoglądową, sam potępiając m. in. Inkwizycję. Wychodził przy tym z założenia, że Jezus Chrystus nie głosił absolutnej prawdy lecz miłość, która wyklucza karanie za herezję. W końcu wręcz absurdalnym i kłamliwym zabiegiem jest przywołanie w tym kontekście faszyzmu, hitleryzmu i komunizmu. Zakłamanie polega na przypisywanie im dobrej woli i jakiegokolwiek podobieństwa do sług z przypowieści. 

7. "Recepta" sług czyli ich gotowość do działania w poddaniu się woli gospodarza jest "rozwiązaniem" pochodzącym z "lęku, niecierpliwości i pychy, bo my rzekomo wiemy, jak rozwiązać problemy tego świata".
- Tutaj znowu nasuwa się pytanie, czy o. Piórkowski w ogóle uważnie przeczytał przypowieść w Ewangelii, czy też raczej mimo tego przekłamuje jej treść na doraźny użytek, tzn. do przywalenia nie tylko Wojownikom Maryi lecz wszystkim "nieliberalnym" katolikom, którzy nie chcą pozostać bezczynni i obojętni na zło w Kościele i świecie. Po pierwsze, słudzy w przypowieści uznają swoją zależność od woli gospodarza, skoro pytają go o to, co mają uczynić. Po drugie, ich postawa nie ma nic wspólnego z lękiem, lecz jest gorliwością wynikającą właśnie z woli służenia gospodarzowi. Po trzecie, nie ma oczywiście też nic wspólnego z pychą, ani z niecierpliwością, lecz jest w ramach ich rozumienia szlachetną i rozsądną. Po czwarte, gospodarz w żaden sposób nie karci sług, lecz, wręcz przeciwnie. Mówiąc o zebraniu i wyrzuceniu chwastów w dzień żniwa potwierdza ich dobrą wolę i zamiar. Jedynie co do czasu koryguje plan przedstawiony przez nich. 

Podsumowując należy powiedzieć, że jest to kolejny popis żurnalistyki jakby na zamówienie pewnych antykatolickich kręgów. Mniejsza z tym, czy ze strony tzw. katolicyzmu "otwartego", czy wręcz kręgów wprost antykościelnych, nieco wystraszonych jakąkolwiek poważniejszą i niezależną od nich inicjatywą. Ta dość żałosna próba uderzenia popełnia tyle krętactw, zafałszowań i niekompetencji teologicznej, że właściwie sama się dyskredytuje i obala. Powyższe uwagi mają jedynie na celu pomoc tym, którzy nie dysponują odpowiednią wiedzą teologiczną, by nie ulegli sugestiom o. Piórkowskiego. 

Na koniec zaznaczę, że ani nie znam osobiście x. Chmielewskiego, ani nie popieram jego działania bezkrytycznie. Jednak widać u niego dobrą wolę, której oby się wiernie trzymał. Jak każdy, zasługuje na uczciwe podejście i rzetelną ocenę w świetle prawd wiary katolickiej. 


Czy pisma św. Gertrudy uzasadniają ofiarowanie bóstwa?



Poruszany już kilkakrotnie temat ofiarowania bóstwa Jezusa Chrystusa (zwłaszcza tutaj oraz tutaj) widocznie nadal nurtuje Szanownych Czytelników. I słusznie. Dziękuję za wszelkie uwagi czy informacje.

Otóż odnośnie pism św. Gertrudy należy wziąć najpierw pod uwagę:

Jest udowodnione, że jedynie niewielka część dzieł publikowanych pod imieniem Świętej rzeczywiście pochodzi od niej. Tak np. w dziele "Legatus" tylko jeden rozdział jest jej autorstwa, zaś reszta pochodzi od anonimowej zakonnicy, jak podaje chociażby wiki:


Fragment cytowany zwykle jest jedynie opisem rzekomej praktyki św. Gertrudy:




Strona tytułowa tego wydania mówi jasno, że jest to jedynie zbiór opowiadań z różnych źródeł:



Znamiennym przykładem jest książeczka wydana w 1506 r. pod imieniem Świętej:


Znamienna jest rycina z hebrajskimi napisami na stronie wstępnej:


Przedstawienie świętej mniszki w taki sposób jest conajmniej dziwne. Dziwna jest także treść tej książeczki, pełna hebrajskich słów i wezwań. Oczywiście nie jest podany ani autor ani wydawca, zaś texty są przypisane św. Gertrudzie, co jest przynajmniej wątpliwe.

Obecnie trwa mozolna praca textokrytyczna nad jej pismami. Wiele wskazuje na to, że zawierają one wiele samowolnych wtrąceń.

Pamiętać należy, że jako uznane przez Kościół można uznać jedynie pisma określone i znajdujące się w aktach i archiwach Stolicy Apostolskiej, pochodzące z procesu kanonizacyjnego. Dopiero po stwierdzeniu, że zdania o ofiarowaniu bóstwa Jezusa Chrystusa znajdują w pismach zbadanych przez Stolicę Apostolską, można zasadnie sformułować argument. Tymczasem jest bardziej prawdopodobne, że odnośnie fragmenty ani nie są autentyczne, ani tym bardziej nie uzyskały teologicznej aprobaty Kościoła.

Czy katolikom wolno uprawiać radiestezję?



Tzw. radiestezja polega na badaniu i też pewnym zastosowaniu działania sił niesprawdzonych względnie niesprawdzalnych naukowo. Należą tutaj zwłaszcza tzw. różdżkarstwo i wahadełkowanie. Są to praktyki stosowane w okultyźmie, ezoteryce i wróżbiarstwie, w powiązaniu ze światopoglądem irracjonalnym. Jest to więc rodzaj tzw. białej magii, zwanej też magnetyzmem czy mesmeryzmem. Uprawianie tego podpada się pod materię pierwszego przykazania, konkretnie zabobonów, które są sprzeczne z prawdą o Bogu i stworzeniach widzialnych i niewidzialnych. Jest o tym mowa w podręcznikach katolickiej teologii moralnej, także w katolickich modlitewnikach (przygotowanie do spowiedzi czyli rachunek sumienia).

Ponieważ pod wpływem narodowego socjalizmu, który był powiązany z okultyzmem (tzw. teozofia), tego typu praktyki zaczęły przyciągać nawet duchownych, w 1942 r. Święte Oficjum wydało dekret zakazujący duchownym jakiegokolwiek zaangażowania w praktyki i badania tego typu. Przełożeni kościelni zostali zobowiązani do czujności oraz odpowiedniego karania za wykroczenia duchownych:


(źródło tutaj)

Dekret ten nie został nigdy ani odwołany, ani zastąpiony przez inny. Tym samym nadal obowiązuje. Jego nieprzestrzeganie jest równoznaczne z grzechem nieposłuszeństwa, oprócz grzechu przeciw pierwszemu przykazaniu Dekalogu.

Czy w małżeństwie wolno odmówić współżycia?




Oczywiście zgoda jest konieczna, gdyż akt małżeński jest aktem osobowym, nie tylko biologicznym, i tym samym dobrowolność należy do jego istoty.

Grzechem jest natomiast brak gotowości do potomstwa, gdyż jest to wbrew istocie małżeństwa.

Innymi słowy: można odmówić współżycia, które ma na celu tylko zaspokojenie pożądliwości, ale nie można odmówić współżycia, którego celem jest potomstwo.

Sprawa jest oczywiście delikatna i wymaga wzajemnego zrozumienia i szacunku, oraz dążenia do wspólnego dobra rodziny. Małżonkowie ponoszą wspólnie odpowiedzialność za potomstwo i także za siebie nawzajem. Decyzja odnośnie potomstwa dotyczy obydwojga i wymaga zgody w świetle i według prawa Bożego. Jeśli nie ma obiektywnych przeciwwskazań, które nie stoją w sprzeczności z prawem Bożym i istotą małżeństwa, wówczas niemoralne jest uchylanie się od aktu, którego celem jest potomstwo. Czym innym jest brak zgody na akt małżeński np. z powodu choroby któregoś ze współmałżonków, a czym innym jest brak tej zgody z powodu kariery, wygody itp.

Czy spokój rozwiązuje problem bluźnierstwa?

  Pod szumnym tytułem "Działalność Apostolska" dołączył do grona jutjuberów we wrześniu 2018 anonimowy kanał, na którego istnienie...