Odpowiadam po kolei:
Odpowiadam w oparciu o Tradycję, Pismo św. oraz dokumenty Magisterium Kościoła. Nazywam się Dariusz Józef Olewiński. Jestem kapłanem Archidiecezji Wiedeńskiej. Tytuł doktora teologii przyznano mi na Uniwersytecie w Monachium na podstawie pracy doktorskiej przyjętej przez późniejszego Prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, kard. Gerharda L. Müllera oraz examen rigorosum z oceną "summa cum laude". Od 2005 r. prowadziłem seminaria na uniwersytecie w Monachium oraz wykłady w seminarium duchownym.
Miejsce Mariji
Odpowiadam po kolei:
Czy Marija jest Pośredniczką łask wszelkich?
Temat stał się w Polsce ostatnio dyskutowany, zapewne pod wpływem pewnych głosów z Watykanu, a ostatecznie z powodu dążeń i tendencyj ekumaniackich, na co wskazują powiązania osób, które temat wszczynają. Są to bowiem osoby powiązane z tzw. charyzmatyzmem, czyli paraprotestanckim "ruchem" wewnątrz struktur Kościoła. Dywersyjny charakter tego "ruchu" ukazuje się nierzadko w postaci formalnej apostazji "grup modlitewnych" (przykłady tutaj). Niemniej niebezpieczna jest pełzająca apostazja poszczególnych osób, pozostających w formalnych strukturach Kościoła, ale głoszących herezje i poważne błędy, zwodzące odbiorców małymi krokami ostatecznie ku protestantyzmowi, jak internetowe "gwiazdy" typu o. Recław, o. Nowak, o. Szustak, M. Zieliński, M. Kapusta i inni mniej znani. Ostatnio wybił się x. Przemysław Sawa, działalności którego musiałem się nieco przyjrzeć. Właściwie nie jest zaskakujące, że włączył się on w chór paraprotestanckich "teologów" także w temacie mariologicznym. Oto jego wypowiedzi w jednej z dyskusyj internetowych:
X. Sawa twierdzi więc:
1. Marija nie jest Pośredniczką łask wszelkich.
2. Pośrednictwo to "cecha Boga".
3. Bóg nie musi zawsze działać przez Mariję.
4. Takie jest nauczanie Kościoła, a mówienie o powszechnym pośrednictwie Mariji jest "teologiczną głupotą".
X. Sawa nie podaje żadnych źródeł na poparcie swoich tez. Jedyną podstawą są dla niego słowa z Listu do Efezjan (3,12):
No cóż, wystarczy proste, trzeźwe myślenie na poziomie najwyżej gimnazjalnym, by dostrzec, że nie ma tutaj ani śladu zaprzeczenia pośrednictwu Matki Chrystusowej.
Tym samym kłamstwem jest teza 4, tak więc x. Sawa popełnia ewidentne oszustwo na odbiorcach.
Jedynie gwoli rzetelności wspomnę, że mówienie, jakoby pośrednictwo było "cechą Boga", świadczy nie tylko o zupełnej ignorancji teologicznej, lecz już nawet o braku elementarnie logicznego myślenia, gdyż
- pośredniczenie jest z definicji funkcją, nie cechą,
- Bóg jest sprawcą łask wszelkich, nie pośrednikiem.
Generalnie wypowiedź x. Sawy wpisuje się w typowy dla protestantów sprzeciw wobec kultu maryjnego, zwłaszcza tytułu "Pośredniczki". Z charakterystycznym prymitywizmem w podejściu do Pisma św., heretycy stale powołują się na słowa św. Pawła o "jedynym Pośredniku między Bogiem i ludźmi" (1 Tm 2, 5), którym jest Jezus Chrystus. Naśladowcami i sojusznikami herezji protestanckiej także w tej kwestii byli janseniści, a także pojedyncze głosy protestantyzujących katolików jak zwłaszcza świecki prawnik Adam Widenfeldt, niemiecki autor pamfletu przeciw katolickiej pobożności maryjnej, który to pamflet został umieszczony na indexie ksiąg zakazanych. Znamienny jest, że "sobór" anglikańskich heretyków z 1867 r., jak wiadomo blisko powiązanych nie tylko z władcami angielskimi lecz także z masonerią, wzywał do "unikania wywyższania Najświętszej Mariji Dziewicy jako Pośredniczki zastępującej swojego Syna", co jest oczywiście absurdalne i właściwie nie dotyczy teologii i pobożności katolickiej.
Przejdźmy do sedna rzeczy, czyli do kwestii, czy Marija według teologii katolickiej i tym samym w świetle nauczania Kościoła jest Pośredniczką łask wszelkich czy nie jest. Temat jest oczywiście dość obszerny i wymaga właściwie osobnego traktatu. Mogę go tutaj jedynie przedstawić skrótowo.
Należy zacząć od tego, że 12 stycznia 1921 roku papież Benedykt XV zaaprobował texty liturgiczne (formularz Mszy św. i Oficjum) na obchody święta Najświętszej Mariji Dziewicy, Pośredniczki Łask Wszelkich:
Tym samym prawda o powszechnym pośrednictwie Matki Chrystusowej ma zatwierdzenie papieskie jako zwyczajne nauczanie Kościoła. Oracja mszalna mówi wprost, że Bóg ustanowił Ją "naszą Pośredniczką" u Siebie.
Już papież Pius IX w swojej bulli "Ineffabilis Deus" ogłaszającej dogmat o Niepokalanym Poczęciu (1854) powiedział:
"Najświętsza Dziewica jest dla całego świata najpotężniejszą u Swoje Syna pośredniczką i wyjednawczynią (Mediatrix et Conciliatrix)."
Tym samym jest to prawda wiary katolickiej, aczkolwiek nie wchodząca w skład samej definicji dogmatycznej.
Leon XIII w swojej encyklice o różańcu Fidentem piumque (1896) nazwał Mariję "Pośredniczką u Pośrednika (ad Mediatorem Mediatrix), którą Bóg taką ustanowił w Swoim najdobrotliwszym miłosierdziu (encyklika Iucunda semper z 1892 r.). Podobnie uczyli św. Pius X i Benedykt XV.
Pius XI powiedział w swojej encyklice Miserentissimus Redemptor (1928), że Marija jest "służebnicą i pośredniczką łaski (gratiae ministram ac mediatricem)".
Jakie są źródła i podstawy teologiczne tej prawdy?
Biblijną podstawą jest już Księga Rodzaju, dokładniej fragment zwany Protoewangelią (3, 5), gdzie Bóg mówi o nieprzyjaźni między szatanem a "niewiastą" i jej potomstwem. Według papieża Piusa IX (Ineffabilis) jest to podstawa wspólnoty i towarzyszenia Mariji Dziewicy Pośrednikowi (principium consortii seu associationis).
W Nowym Testamencie zasadniczy jest fragment św. Łukaszowy o zwiastowaniu (1, 28):
Greckie słowo słusznie zostało przetłumaczone w Wulgacie jako "gratia plena" czyli "łaski pełna", ponieważ imiesłów (participium perfecti passivi) oznacza dosłownie "przełaskawiona" czyli przeniknięta łaską. Powiedzenie tego przez anioła Gabriela w momencie zwiastowania Wcielenia Syna Bożego nie może oznaczać nic innego jak wskazanie na ścisły, wewnętrzny i nierozerwalny związek tego, co się stało w Mariji i dla Mariji, z tym, co się stało dla całej ludzkości i wszechświata. Innymi słowy: działanie łaski w Mariji sprawiło Wcielenie Syna Bożego. A to oznacza, że Ona jest drogą, sposobem dzieła zbawienia - to przez Nią dokonuje się Odkupienie. Oczywiście to w żaden sposób nie wyklucza ani nie pomniejsza roli Jej Syna - Odkupiciela. Jej rola stanowi nieodłączną i - według planu Bożego - niezbędną część dzieła Syna Bożego począwszy od Wcielenia.
Czy jest to tylko jedynie pasywne poddanie się planowi? Oczywiście nie. Jest to widocznie już w opisie zwiastowania: Marija angażuje swoje myślenie (pytanie: "jakże się to stanie?") oraz wolę ("niechże mi się stanie"). Elżbieta na przywitanie nazywa Mariję "tą, która uwierzyła". Oznacza to osobowy akt wobec Boga i to - bardzo wyraźnie w tym wypadku - oznaczający oddanie swojego życia do dyspozycji i nie tylko w taki sposób, jak każde macierzyństwo oddaje się życiu nowego człowieka, lecz jako całkowite oddanie siebie bez ograniczeń. Marija wiedziała, jaki los czeka Mesjasza, gdyż znała zapowiedzi proroków, które słuchała w synagodze. Jej akt wiary oznaczał nie tylko poznanie i uznanie, że Bóg wypełnia Swoje słowo posyłając w tym momencie Mesjasza. Jej przeczyste, wolne od wszelkiego grzechu serce, przepełnione miłością do Boga i ludzi, oddało się z całą osobą, zdolnościami i siłami, misji Zbawiciela czyli działaniu łaski dla zbawienia wszechświata. To było nie tylko poddanie się woli Bożej, lecz aktywne, wierne i wielkoduszne zaangażowanie, jak widać chociażby w Jej trosce matczynej o dwunastoletniego Jezusa zaginionego podczas pielgrzymki i też w uważnym zatroskaniu na godach w Kanie Galilejskiej. To drugie wydarzenie ukazuje bardzo wyraźnie Jej rolę nie tylko w niezręcznej sytuacji braku wina podczas przyjęcia weselnego. Te gody są według św. Jana obrazem dzieła Mesjasza w historii nie tylko narodu izraelskiego, lecz całej ludzkości, gdyż oblubieńcza miłość i gody mają miejsce u wszystkich ludów i w każdym czasie. Rola Mariji w przemianie wody w wino, gdy zabrakło wina zbawienia mimo przygotowań, starań i zabiegów, jest wyrazista i - według ekonomii zbawienia - niezbędna.
Ten związek jest wyraźnie ukazany w momencie ukrzyżowania i śmierci, czyli powierzenia Matki umiłowanemu uczniowi oraz tegoż ucznia Swojej własnej Matce, oraz w obecności Mariji we Wieczerniku w oczekiwaniu i zesłaniu Ducha Świętego na Apostołów. Te wydarzenia świadczą dobitnie, że obecność Mariji jest istotna i to nawet po Śmierci i Zmartwychwstaniu, gdy już dokonało się Odkupienie ("wykonało się"). I stale jest to obecność nie przypadkowa i nie tylko towarzysząca, lecz jest obecnością Matki z całym i najpełniejszym sensem macierzyństwa. To macierzyństwo, którego źródłem była pełnia łaski, nie mogło się zatrzymać ani ograniczyć na ludzkiej relacji do Jej Syna, lecz - zgodnie z Jego misją - musiało zostać przez Niego samego rozszerzone na Kościół, który jest Jego mistycznym Ciałem. Dlatego pośrednictwo Mariji jest nierozłącznie związane z pośrednictwem Kościoła. Można nawet powiedzieć: Kościół czerpie swoje pośrednictwo z Jej pośrednictwa, gdyż sam Bóg najpierw Ją uczynił "środkiem" Zbawienia w Jezusie Chrystusie.
Najstarszą zachowaną archeologicznie modlitwą skierowaną do Matki Bożej jest "Pod Twoją obronę", poświadczona na fragmencie papirusu z III w. z Egiptu:
Werbalnie nie ma tutaj wzmianki o pośrednictwie, jednak teologicznie jest ono tutaj zawarte. Oddanie się w opiekę oraz kierowanie próśb w potrzebach, zwłaszcza prośba o "wybawienie" względnie "uwolnienie" (λυτρώνω) ma wyraźne znaczenie soteriologiczne i tym samym charytologiczne. Innymi słowy: tego typu prośba może być - i to całkiem poprawnie i słusznie - skierowana także do Jezusa Chrystusa i ostatecznie do Boga. Oczywiście nie wynika z tego "ubóstwienie" Mariji, lecz chodzi o Jej związek z porządkiem łaski czyli zbawczego działania Boga. Dlatego według klasycznej teologii katolickiej, opartej na Piśmie św., literaturze patrystycznej i całej Tradycji Kościoła z Macierzyństwa Mariji jako Matki Syna Bożego wynika Jej powszechne pośrednictwo wraz z godnością królewską. Najstarsza poświadczona modlitwa maryjna jest właśnie tego modlitewnym wyrazem.
Liczne są świadectwa świętych teologów Kościoła odnośnie wielkości i doniosłości pośrednictwa Matki Chrystusowej i to począwszy od pierwszych wieków.
Pośród Ojców Kościoła już św. Efrem Syryjczyk w IV wieku wielokrotnie nazywa Mariję Pośredniczką (μεσιτης). Św. Epifaniusz mówi o Niej jako "pośredniczce między niebem i ziemią" (PG 43, 491). Według św. Proklusa Marija jest "jedynym mostem Boga do ludzi" (PG 65, 682). Według św. Bazylego z Seleukii Marija została ustanowiona przez Boga jako pośredniczka, żeby zjednoczone zostało to, co niebiańskie, i to, co ludzkie (PG 85, 443). Św. Andrzej z Krety mówi o Mariji jako "pośredniczce prawa i łaski" (PG 97, 1411).
Typowa jest modlitwa podana przez św. Sofroniusza, biskupa Jerozolimy (PL 73, 683):
Według św. Jana Damasceńskiego (PG 96, 714) Marija spełniając zadanie Pośredniczki jako "drabina, po której Bóg zstąpił do nas", złączyła to, co było rozdarte, czyli niebo i ziemię:
Podsumowując nauczanie Ojców Kościoła należy stwierdzić, że
- rozumienie Matki Chrystusa jako pośredniczki jest stale obecne, zarówno dosłownie jak też pośrednio
- to pośrednictwo jest nie tylko pośrednie, to znaczy przez historyczny fakt urodzenia Zbawiciela, lecz także przez osobisty udział w dziele Zbawienia
- jest to pośrednictwo powszechne, czyli odnoszące się do wszystkich ludzi wszystkich czasów, analogicznie do pośrednictwa Jej Syna, z którym jest nierozłącznie zjednoczona.
Św. Tomasz z Akwinu podaje teologiczne wyjaśnienie tej prawdy: Jezus Chrystus jest Pośrednikiem między Bogiem i ludźmi z racji tego, że stał się Człowiekiem (STh III q. 26). Swoje człowieczeństwo wziął z Mariji Dziewicy i to jest podstawą Jej Pośrednictwa.
Nauczanie nie zmieniło się zasadniczo po Vaticanum II. Świadczą o tym zarówno dokumenty soborowe (była o tym mowa tutaj) jak też Katechizm Kościoła Katolickiego:
P. S.
Na prośbę jednego z czytelników podaję cały formularz Mszy św. o NMP Pośredniczce Łask Wszelkich (źródło tutaj):
Mariologia na Vaticanum II
Temat jest oczywiście szerszy niż ramy niniejszego bloga. Widząc zamieszanie i potrzebę w temacie przedstawiam sprawę w skrócie w oparciu głównie o łatwo dostępne źródła:
Ralph Wiltgen SVD, Ren wpływa do Tybru (różne wydania, także po polsku)
Roberto de Mattei, Sobór Watykański II (różne wydania, także po polsku)
Pośród tzw. schematów, czyli dwunastu roboczych szkiców przyszłych dokumentów soborowych podanych do dyskusji i opracowania, znajdował się także schemat "O Najświętszej Mariji Pannie, Matce Boga i Matce ludzi". Było to wynikiem trwającej od drugiej połowy XIX w. - w związku z ogłoszonym w 1854 r. dogmatem o Niepokalanym Poczęciu - dość intensywnej dyskusji teologicznej wokół takich tytułów mariologicznych jak Pośredniczka Łask oraz Współodkupicielka. Na międzynarodowych i też narodowych kongresach mariologicznych rozważano te kwestie, pisano także petycje do kolejnych papieży z prośbą o zdogmatyzowanie tychże tytułów. Częstą odpowiedzią było wskazanie na konieczność zwołania soboru, który by się zajął tą sprawą. Tak więc można powiedzieć, że zamysł zwołania soboru powszechnego, który stał się dość konkretny już za pontyfikatu Piusa XI, od początku związany był z tematyką mariologiczną, co naturalnie znalazło swój wyraz w dokumentach przygotowawczych czyli tzw. schematach.
Równocześnie istotny jest cel, który Jan XXIII postawił zwołanemu soborowi: dopasowanie Kościoła do współczesnego świata (nie świata do Bożego Objawienia) oraz dążenie do jedności ludzkości, w tym także do jedności między chrześcijanami, co musiało oznaczać pomniejszanie i relatywizowanie tego, co dzieli, czyli prawd i zasad specyficznie katolickich. W tym kluczu właśnie należy rozumieć przygotowane dokumenty robocze czyli tzw. schematy, a tym bardziej końcowe, uchwalone dokumenty.
Po zakończeniu pierwszej sesji soboru, w styczniu 1963 roku komisja koordynacyjna, czyli zajmująca się porządkowaniem obrad soboru, postanowiła procedować schemat o zmienionym tytule "O Najświętszej Mariji Pannie, Matce Kościoła" niezależnie od schematu o Kościele. Biskupi niemieccy i austriaccy zlecili sporządzenie komentarza, a właściwie recenzji do tego schematu jezuicie Karl'owi Rahner'owi, który był doradcą teologicznym (peritus) Arcybiskupa Wiedeńskiego, kardynała Franz'a König‘a (więcej tutaj). Jego krytyka okazała się totalna. Głównym argumentem były względy ekumaniackie czyli przewidywana szkoda dla stosunków zarówno z protestantami jak też ze wschodniakami. To drugie oczywiście kłamliwa, ponieważ wspólnoty wschodnie mają bardzo głęboko zakorzeniony kult Matki Bożej, a odrzucają najwyżej samodzielne ogłaszanie przez papieża dogmatów mariologicznych, czego powodem nie są względy teologiczne lecz ambicjonalne. Rahner'a szczególnie oburzało zawarte w schemacie tytułowanie Mariji jako "Pośredniczki Łask Wszelkich" i domagał się jego usunięcia. Jednak biskupi niemieccy, austriaccy i skandynawscy zgromadzeni na konferencji w Fulda opowiedzieli się za zachowaniem takich wyrażeń jak "Pośredniczka" i "pośredniczy", usuwając jedynie dodatkowe określenie, że chodzi o wszelkie łaski. Do tej swojej propozycji wystosowanej do soboru biskupi dołączyli wypowiedzi teologów protestanckich (Dibelius, Meinhold), którzy uważali katolicką mariologię za główną przeszkodę w staraniach ekumenicznych oraz postulowali włączenie schematu o Mariji do schematu o Kościele, co miało umożliwić postęp w rozmowach ekumaniackich.
Tematem zajęto się na pierwszym zgromadzeniu ogólnym drugiej sesji soboru pod koniec września 1963 roku. Kardynał Joseph Frings z Kolonii, przemawiając w imieniu biskupów niemieckich, austriackich i skandynawskich, opowiedział się za włączeniem schematu mariologicznego do schematu o Kościele. Głosy innych biskupów z innych krajów były podzielone. Kardynał Francis Spellman z Nowego Yorku zwracał uwagę, że nie należy z względów ekumaniackich pomijać tytułów mariologicznych używanych już przez papieży także takich jak "Współodkupicielka" (Coredemptrix), "Odnowicielka" (Reparatrix), gdyż zadaniem soboru powszechnego jest bardziej pouczanie katolików niż ludzi spoza Kościoła. Biskupi katoliccy obrządków wschodnich wystosowali do Ojców Soborowych pismo, w którym jednoznacznie opowiedzieli się za osobnym dokumentem mariologicznym. Biskup Giacondo Grotti z Brazylii dość dosadnie argumentował, że celem soboru nie jest ukrywanie prawdy lecz jej wyznawanie, gdyż byłoby to obłudne. Byłoby to równocześnie obraźliwe dla niekatolików, gdyż zostaliby potraktowani jako słabi, skoro prawda mogłaby ich zranić. W końcu 27 października 1963 r. doszło do głosowania w kwestii włączenia schematu mariologicznego do schematu eklezjologicznego. Wynik głosowania nie był jednoznaczny: 1114 głosów było za połączeniem, a przeciw było 1097. Ekumaniacy wygrali więc ten etap większością jedynie 9 głosów.
Schematem eklezjologicznym - z którego powstała konstytucja "Lumen gentium" - wraz ze schematem mariologicznym jako jego ostatnim rozdziałem zajęto się na trzeciej sesji soborowej jesienią 1964 r. Ten rozdział został opracowany na zlecenie kierownictwa soboru przez dwóch teologów: x. Gérard Philips z Belgii oraz franciszkanin o. Carlo Balić z Jugosławii. X. Philips opowiedział się za usunięciem tytułów Marijnych "Matka Kościoła" i "Pośredniczka", jednak komisja teologiczna soboru nie przejęła tego postulatu. Po burzliwych dyskusjach w auli soborowej zabrał głos kardynał Frings, apelując o przyjęcie wersji kompromisowej. Ta wersja - jako rozdział VIII konstytucji "Lumen gentium" - został jako całość poddana głosowaniu. Wynik głosowania 29 października 1964 r. był zadowalający: 1559 głosów na tak, 521 głosów na tak z zastrzeżeniami (czyli za przyjęciem po dokonaniu poprawek), 10 głosów za odrzuceniem rozdziału. Po dokonaniu poprawek poddano rozdział ostatecznemu głosowaniu dnia 18 listopada 1964 r., które dało wynik 99% na tak czyli praktycznie jednomyślny.
Czy to było zwycięstwo ekumaniaków? Raczej nie. Po pierwsze, nie nastąpiło żadne głosowanie odnośnie do tytułów mariologicznych i tym samym nie było ich odrzucenia. Po drugie, zachowano tytuły zawarte w pierwotnym schemacie, czyli Matka Kościoła i Pośredniczka, aczkolwiek w ostrożniejszej formie, bardziej strawnej dla tchórzliwych ekumaniaków.
Protestancki teolog Oscar Cullmann, który był gościem na soborze, powiedział w swojej długiej konferencji prasowej na zakończenie soboru, że zachowanie tytułu "Pośredniczka" jest przykrym rozczarowaniem dla protestantów. Także umieszczenie schematu mariologicznego w dokumencie o Kościele, które pierwotnie miało osłabić rangę i znaczenie mariologii, spowodowało w końcu wzmocnienie nauczania o Mariji, gdyż to, co jest powiedziane o Kościele ma swój punkt szczytowy w ostatnim rozdziale konstytucji, który jest mariologiczny. Zresztą rezultat dyskusji soborowej jest także ilościowy: względem pierwotnego schematu roboczego mariologiczny rozdział VIII konstytucji "Lumen gentium" jest dłuższy o 1/3.
Tak więc mówienie o odrzuceniu przez sobór tradycyjnej mariologii katolickiej jest po prostu kłamstwem. Owszem, mariologiczny rozdział konstytucji "Lumen gentium" jest raczej krokiem wstecz w rozwoju mariologii. Świadczą o tym także procesy w teologii i praktyce duszpasterskiej po soborze, czyli osłabienie, a nawet po części brak zainteresowania kultem Marijnym i rozwojem doktrynalnym w tej dziedzinie. Przyczyną jest oczywiście brak jasności i głębii w tym dokumencie soborowym. Temu chciał zaradzić Paweł VI w swojej adhortacji "Marialis cultus" z 1974 r. Zamysł oczywiście nie mógł się udać wobec faktu uporczywego trzymania się Novus Ordo, który ze swej natury godzi w ciągłość doktrynalną i pobożnościową Kościoła. Nie może być odrodzenia i autentycznego rozwoju w mariologii bez powrotu do autentycznych źródeł i korzeni w liturgii. Protestantyzacja życia kościelnego, której sprzyja Novus Ordo, ze swej natury oznacza także zwalczanie i osłabianie czci do Matki Zbawiciela, nawet jeśli zachowuje się pewne formy nabożeństw Marijnych. Równocześnie autentyczna pobożność Marijna zawsze prowadzi ostatecznie do liturgii tradycyjnej, a to z tej prostej przyczyny, że to ona, a nie Novus Ordo ze swej natury promuje i prowadzi do oddawania należnej czci Jezusowi Chrystusowi i Trójcy Przenajświętszej, co jest także istotą duchowości Mariji oraz Jej prawdziwych czcicieli.
Urojony sobór czyli protestancko wypaczone sumienie M. Kapusty
Kapusta deklaruje, że sumienie nie pozwala jemu i jego rodzinie na przyjęcie ikony Matki Bożej Nieustającej Pomocy z powodu nabożeństwa z tąże ikoną związanego, a które według Kapusty zawiera poważne błędy teologiczne. Kapusta opiera się na wywodach franciszkanina Celestyna Napiórkowskiego udającego mariologa, a będącego faktycznie skrajnym modernistą, który nawet nie ukrywa swojego podziwu dla herezjarchy Martina Luder'a (w książce o uprawianiu teologii).
Tutaj Kapusta wymachuje Pismem św., soborem - przy czym ma na myśli wyłącznie Sobór Watykański II - oraz Magisterium Kościoła, które cytuje również jedynie w postaci przemielonej i pożutej przez Napiórkowskiego. Przy tej okazji Kapusta popełnia typowo ignorancki bełkot. Otóż według teologii katolickiej nie ma trzech "filarów" wiary, lecz są dwa zasadnicze źródła teologii: Tradycja i Pismo św. Magisterium Kościoła nie jest ani trzecim filarem, ani "szczytem" wiary, lecz ma funkcję jedynie służebną czyli podporządkowaną Tradycji i Pismu św., a to w ten sposób, że naucza, wyjaśnia i broni prawd zawartych w dwóch źródłach Bożego Objawienia czyli w Tradycji i Piśmie św. Widocznie Kapusta nie czytał nawet konstytucji "Dei Verbum" soboru, który tak uwielbia, a gdzie to jest dość wyraźnie napisane. Zamiast tego Kapusta albo uroił sobie Magisterium jako "szczyt" wiary, albo po prostu bezczelnie okłamuje odbiorców.
Tutaj Kapusta oczywiście kłamie. Nie wiem, czy z elementarnej ignorancji, czy ktoś mu takie bzdety nawciskał, czy sobie sam to wymyślił. Widocznie nie zna chociażby nauczania Vaticanum I w konstytucji "Pastor Aeternus", gdzie jest jasno powiedziane, że nawet zadaniem papieża nie jest nauczanie nowości, lecz wierne zachowywanie i nauczanie tego, co jest Bożym Objawieniem. Tak samo zresztą naucza Sobór Watykański II. Żaden sobór i żaden papież nie twierdzi, że Kościół ma prawo zmieniać swoje nauczanie. Wręcz przeciwnie: każde autentyczne nauczanie urzędowe (magisterialne) powołuje się na nauczanie poprzedników.
Te ignoranckie bzdety Kapusta powtarza maniakalnie według zasady Josefa Goebbels'a: kłamać trzeba często, bo zawsze coś w głowach osiądzie. Zauważmy na trzeźwo: Kościół od wieków dopuszczał nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy do publicznego odmawiania w świątyniach katolickich. Co więcej, dopuszczał i zalecał katolikom praktykowanie - szczególnie znienawidzonego przez Kapustę i innych heretyków - doskonałego nabożeństwa do Matki Bożej według nauczania św. Ludwika Marię Grignon de Montfort. Teraz oto przychodzi Kapusta podjudzony przez perfidnego heretyka Napiórkowskiego i ogłasza, że to jest "najeżone błędami" i że sobór to odrzucił. Czy on słyszy to, co mówi? Gdzie był Duch Święty poprzez wieki, skoro dopuszczał do użytku przez katolików nabożeństwa sprzeczne - jak uważa Kapusta - z Pismem św. i soborem? Przez wieki spał i obudził się dopiero na Vaticanum II?
Uporczywie bredzi, jakoby Kościół wzywający pomocy Matki Bożej sprzeniewierzał się kultowi Bożemu:
Tak więc według Kapusty "oczyszczenie", którego miał dokonać sobór, polega na odrzuceniu wzywania i okazywania czci Mariji, i zastąpienie tego przez naśladowanie Jej cnót. Po pierwsze Kapusta tutaj znowu bezczelnie kłamie, a po drugie wyznaje nic innego jak protestantyzm, ponieważ to herezja protestancka redukuje "kult" Mariji do Jej naśladowania, czyli wyklucza Jej wstawiennictwo tak samo jak wstawiennictwo wszystkich świętych. Nie muszę chyba wykładać, że nie ma to nic wspólnego ani z nauczaniem Soboru Watykańskiego II, ani tym bardziej z tradycyjnym nauczaniem Kościoła. Kapusta nie jest też w stanie wskazać żadnego cytatu z dokumentów soborowych na rzecz swojej tezy i nawet tego nie próbuje. On ma więc albo patologiczne urojenia, albo jest nałogowym łgarzem.
Swoje protestanckie myślenie Kapusta imputuje biskupom zebranym na soborze, co jest oczywiście durne i fałszywe. Nigdy w teologii katolickiej nie było wymagane oparcie nauczania wyłącznie czy głównie na Piśmie św. Idąc za "logiką" Kapusty nie wolno było też ogłosić dogmatów marijnych o Niepokalanym Poczęciu i o Wniebowzięciu, bo o tym Pismo św. nic nie mówi.
Teraz odezwał się "znawca" ikonografii i teologii ikon. Nie wiem, czy on zdaje sobie z tego sprawę, ale on twierdzi tutaj, że przynajmniej połowa ikonografii chrześcijańskiej, która sięga starożytności, jest "zła i nieodpowiednia". I to nie pod względem artystycznym, estetycznym, lecz ze względu na błędność teologiczną, gdyż te ikony rzekomo stawiają w centrum Mariję zamiast Jezusa. No cóż. Widocznie także Sobór Efeski (430) był głęboko w błędzie, skoro zajął się akurat tytułem Mariji jako Bożej Rodzicielki (Θεοτοκος), a nie godnością Jezusa Chrystusa. W głębokim błędzie są także tysiące sanktuariów marijnych po całym świecie, gdzie czci się Mariję nawet w o wiele gorszych estetycznie obrazach czy figurach niż ikona Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Lecz oto na arenę dziejów Kościoła i ludzkości wkracza potężny i dzielny Mikołaj Kapusta ze swoją heroiczną wolą "oczyszczenia" Kościoła z tego okropnego nabożeństwa, drażniącego jego protestanckie sumienie...
Tutaj Kapusta nawołuje duchownych i świeckich do bojkotu nowenny do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, bo ci, którzy ją stworzyli i dopuścili do używania w Kościele się według niego pomylili. Kapusta wie oczywiście lepiej niż papieże i biskupi całego świata, co jest zgodne z Pismem św. a co nie jest. Wieki całe Kościół musiał czekać na wielkiego oczyściciela w osobie Kapusty...
Tutaj kłamstwo jest już subtelniejsze, ponieważ nie można zupełnie wmawiać ludziom czegoś, czego nie ma w "Lumen gentium", licząc na to, że nie potrafią bądź nie chce im się czytać. Tak więc Napiórkowski wymyślił istotne - według niego - rozróżnienie na określenie z jednej strony dogmatyczne, a z drugiej "pobożnościowe". Tak więc według Napiórkowskiego i Kapusty w pobożności sobór pozwala na błędne tytułowanie Mariji, a odrzuca je dogmatycznie. No cóż, ci panowie widocznie rzutują własną obłudę na sobór według zasady, że w pseudopobożnym bełkocie "charyzmatycznym" można sobie pozwolić na błędy nawet i skandaliczne, podczas gdy oficjalnie należy trzymać się doktryny. Natomiast w Kościele Chrystusowym obowiązuje słynna zasada "lex orandi lex credendi" czyli zgodność doktryny z modlitwą i pobożnością.
Jakie są powody wprowadzenia tzw. tajemnic światła?
Oficjalne powody podał sam Jan Paweł II wprowadzając te tajemnice. Chodzi o szersze odniesienie do Pisma św.
Należy tutaj rozróżnić aspekt pozytywny i negatywny. Jeśli tzw. tajemnice światła sprzyjają znajomości i medytacji Pisma św., to jest to oczywiście pozytywne. Aczkolwiek akurat tajemnica "Chrzest w Jordanie" jest o tyle problematyczna, że to wydarzenie opisane w Ewangeliach już w starożytności było okazją do heretyckich poglądów (tzw. adopcjonizmu). Jeśli teologiczne wyjaśnienie tej tajemnicy służy wiedzy w tym temacie, to jest to oczywiście także pozytywne.
Negatywny aspekt polega na tym, że te nowe tajemnice mogą sugerować, jakoby wreszcie ujmowały całą treść Pisma św. Faktem jest, że w historii odmawiano różaniec z różnymi tajemnicami, aż zostały one ostatecznie określone (przez papieża św. Piusa V) w postaci klasycznych piętnastu tajemnic. Przed tym ustaleniem praktykowano nawet 150 tajemnic, czyli osobne tajemnice do każdego "Ave Maria". Ograniczenie tajemnic do 15 uwydatniło te wydarzenia, które są konkretne, naoczne, właściwie nie wymagające wyjaśnienia, tym samym otwarte na szeroką treść medytacji. Natomiast już sama nazwa nowych tajemnic jako "tajemnice światła" sugeruje ich szczególne znaczenie, które jest niejasne. Prawdopodobnie nie znaleziono lepszej nazwy.
Rzeczywiście przez zwiększenie liczby tajemnic do dwudziestu zamazuje się ich związek z psałterzem (czyli liczbą psalmów, do której nawiązuje liczba 150 "Ave Maria"). Jednak liczba tutaj nie jest istotna. Wszak katolicyzm nie jest kabalizmem.
Można przyjąć, że Jan Paweł II miał dobre intencje, także w zamiarze zachęty to odmawiania różańca przez jego urozmaicenie. Owszem pewne jest, że generalnie i często w swoich działaniach kierował się motywacją "ekumeniczną". Jednak pominięcie prawdy o powszechnym pośrednictwie łask jest o tyle zrozumiałe, że tajemnice różańca z zasady podają do medytacji wydarzenia z historii zbawienia, a nie prawdy wiary.
Przeciwnicy tej nowości powołują się na bullę "Consueverunt" św. Piusa V. Jednak św. Pius V w tej bulli jedynie zaleca modlitwę według metody tzw. dominikańskiej, a nie kanonizuje jej tzn. nie ogłasza jej za jedyną prawdziwą i legalną. Ta metoda polegała na dodaniu rozważań do tajemnic. Papież nie zakazuje innych metod. Tzw. psałterz maryjny (czyli 150 "Ave Maria") istniał już przed św. Dominikiem i w nim dodawano do każdego "Ave Maria" osobną tajemnicę. Św. Dominik uprościł, łącząc 10 Ave Maria w rozważanie jednej tajemnicy. Zrobił tak z powodów praktycznych, żeby ludzie łatwiej mogli się nauczyć tajemnic, a przy tym żeby modlitwa była bardziej kontemplacyjna. Nie ma żadnego orzeczenia Magisterium Kościoła, jakoby metoda wprowadzona przez św. Dominika została mu dana w autentycznym objawieniu prywatnym. To jest raczej teza analfabetów sugerujących się obrazami, gdzie Matka Boża daje św. Dominikowi różaniec. A jest to jedynie wizja artystyczna, nic więcej, tzn. nie jest to żaden dowód na to, jakoby Matka Boża objawiła mu taką a nie inną formę.
Dlaczego w Kościele nie ma koronki do krwawych łez NMP?
Od pewnego czasu niektórzy popularni w internecie duchowni propagują tzw. koronkę do krwawych łez Najświętszej Maryi Panny, podając przy tym fałszywe informacje. Jest też sporo stron internetowych propagujących takową koronkę. Są strony zarówno niby konserwatywnych katolików budujących swoją wiarę i pobożność na wszelkich objawieniach prywatnych, jak też strony różnych sekt jak np. Vassuli Ryden.
Według wiki istnieje owszem Koronka Łez Najświętszej Maryi Panny, zapoczątkowana w objawieniach prywatnych, które otrzymała siostra Amalia ze zgromadzenia Misjonarek Jezusa Ukrzyżowanego w latach 1929-1930, zatwierdzonych przez jej ordynariusza, biskupa Campinas w Brazylii. Koronka otrzymała następnie zatwierdzenie dwóch biskupów z USA, dwóch węgierskich i dwóch niemieckich (podane tutaj). Jednak oficjalna strona dzisiejszej archidiecezji Campinas nie wspomina o tych objawieniach nawet przy okazji życiorysu biskupa, który był zresztą założycielem rzeczonego zgromadzenia. Także na stronie zgromadzenia nie ma żadnej wzmianki. Wprawdzie nie można zupełnie wykluczyć, że obecne kierownictwo diecezji i też zgromadzenia chce wymazać sprawę z historii, jednak brak jakiejkolwiek wzmianki jest dziwny. Tym bardziej konieczne jest opieranie się na solidnych, nie budzących wątpliwości źródłach. Jednak w internecie nie ma też kopii jakiegokolwiek oryginalnego wydania tej koronki wraz z imprimatur czy nihil obstat. Oficjalna strona ruchu związanego z tymi objawieniami i koronką jest anonimowa i wygląda na jedynie domorosłą inicjatywę. Tak więc pochodzenie koronki jest tajemnicze, przynajmniej niejasne, a sprawa dziwna, nawet podejrzana. Czyżby chodziło o oszustwo na wielką skalę?
Ponadto jest problem teologiczny odnośnie treści koronki.
Po pierwsze, odnośnie textu rozpowszechnianego po polsku. Otóż w tekście oryginalnym portugalskim - podanym wyżej - oraz w innych językach nie ma mowy o krwi czy o krwawych łzach. Jest mowa jedynie o łzach. Z całą pewnością taki dodatek jest zafałszowaniem textu podawanego jako oryginalny. Zaś nie jest to jedynie szczegół, gdyż ma istotne znaczenie teologiczne. Zbawienie dokonało się przez Krew Jezusa Chrystusa. Tylko o Jego zbawczej Krwi mówi Pismo św. i Tradycja Kościoła.
Ani Pismo św. ani Tradycja Kościoła nie zna "krwawych łez" Matki Zbawiciela. Coś takiego jest nowością i zafałszowaniem Bożego Objawienia.
Po drugie, zastrzeżenia budzi także mówienie już o samych łzach Matki Bożej, gdyż także nie ma to podstaw w Bożym Objawieniu. Ani Pismo św. ani Tradycja nie mówią o płaczu Matki Bożej czy o Jej łzach. To są jedynie wyobrażenia i fantazje. Dotyczy to także hymnu "Stabat Mater", gdzie jest mowa o "iuxta crucem lacrimosa", co jest pobożnym wyobrażeniem, dopuszczalnym jako takie, gdyż niesprzecznym z prawdami wiary, jednak tylko poetyckim, ludzkim wyobrażeniem. Natomiast nauczanie i modlitwa Kościoła są zawsze mocno zakorzenione w Piśmie św. i Tradycji. Czym innym jest wyobrażenie, nawet jeśli jest pobożne. Ono nigdy nie jest stawiane przez Kościół w miejscu należnym Bożemu Objawieniu. Tak np. kult Niepokalanego Serca NMP ma wyraźne uzasadnienie biblijne, gdyż Pismo św. w kilku miejscach mówi o Jej sercu. Kult Jej łez natomiast wykracza poza te ramy i jest dodatkiem ludzkim. Nie może tego faktu zmienić także objawienie prywatne, nawet autentyczne, gdyż żadne autentyczne nie próbuje dodać czegokolwiek do Bożego Objawienia publicznego.
Podkreślam: fantazja nie jest synonimem kłamstwa. Chodzi o stopień pewności oraz rangę. Teologia katolicka jest nauką ścisłą i racjonalnie trzeźwą. Tak samo życie Kościoła nie polega na fantazjach, choćby one były pobożne i miały podstawy psychologiczne, lecz na wiarygodnych, tzn. poświadczonych przez naocznych świadków faktach przekazanych pod natchnieniem Ducha Świętego. Do tych faktów nie należą łzy NMP. Pismo św. i Tradycja są jakie są. Żadne objawienia prywatne ani "płaczące" figury nie są w stanie tego zmienić. Zaś budowanie swojej wiary i pobożności na tego typu fenomenach oznacza brak wiary nadprzyrodzonej oraz wystawianie katolicyzmu na pośmiewisko u ludzi krytycznie myślących i jest z całą pewnością dziełem szatana.
Podsumowując można powiedzieć, że zasadne jest podejrzenie o oszustwo. Wygląda na to, że chodzi o podstępną, marketingowo sprytną, choć fałszywą popularyzację nowszych fenomenów typu płaczące figury czy obrazy Matki Bożej. Podkreślić należy, że czym innym są łzy Matki Bożej (o których ani Pismo św. ani Tradycja Kościoła nie mówią), a czym innym (rzekome) łzy na figurach czy obrazach (które muszą zostać dopiero zbadane, by można było je brać poważnie). Owszem, są znane z historii Kościoła przypadki rzekomych łez (wówczas nie było możliwości zbadania chemicznego składu). Jednak osobną sprawą są obecne tego typu fenomeny, o ile zostały uznane za nieautentyczne czyli zwykłe oszustwo. Wiążą się one zwykle z fałszywymi przesłaniami w rzekomych objawieniach Matki Bożej. Tak więc chodzi tutaj widocznie po pierwsze o zwodzenie przez fałszywe orędzia. Po drugie, służy to ośmieszeniu wiary katolickiej oraz prawdziwych objawień prywatnych i cudów.
Co sądzić o "godzinie łaski"?
W informacjach ogólnie dostępnych w internecie nie znalazłem nic, co by przemawiało przeciw autentyczności tych domniemanych objawień, czy przynajmniej przeciw ich zgodności z wiarą katolicką i obyczajami. Wprawdzie stanowisko władz diecezjalnych w tej sprawie było do niedawna bardzo zdystansowane, prawie graniczące z negatywnym, jednak - o ile mi wiadomo - bez merytorycznych zastrzeżeń teologicznych. Zaś kilka lat temu doszło do pewnej pozytywnej zmiany tego stanowiska o tyle, że biskup miejsca erygował w tym miejscu diecezjalne sanktuarium.
Treść objawień nawiązuje do objawień fatimskich. Postawa widzącej, Pieriny, wydaje się przemawiać za jej wiarygodnością, gdyż poddawała się stale zarządzeniom władz kościelnych oraz wiodła życie skromne, w zaciszu klasztoru, pod nadzorem duchownych.
Tym samym osobiście nie mam zastrzeżeń także co do tzw. godziny łaski, przynajmniej na obecny stan mojej wiedzy.
Czy Matka Boża jest współodkupicielką?
Temat współodkupicielstwa Matki Najświętszej był żarliwie dyskutowany od początku XX w., do czego ważnym impulsem były starania belgijskiego kardynała Desiré Mercier, który - kontynuując dzieło swojego poprzednika na stolicy prymasa Belgii - już za pontyfikatu św. Piusa X skierował prośbę do papieża. Punktem szczytowym i zarazem przesileniem była inicjatywa znacznej grupy biskupów podczas Vaticanum II, proszących papieża o ogłoszenie dogmatu o Mariji jako Współodkupicielce. Istnieje dość obszerne opracowanie naukowe tej sprawy:
Teologicznie chodzi o rolę Matki Jezusa Chrystusa w dziele Zbawienia, czyli o Jej współdziałanie w nim. Istotne jest więc o połączenie dwóch kwestij:
- Odkupienie (Redemptio)
- współdziałanie w nim (cooperatio).
Nie trudno zauważyć, że podstawą jest soteriologia, czyli nauka o Zbawieniu, oraz ostatecznie chrystologia, czyli nauka o Jezusie Chrystusie, która jest w centrum teologii od zarania chrześcijaństwa.
Najpierw należy określić znaczenie pojęć, gdyż jest to konieczne dla właściwego zrozumienia zarówno kwestii jak też odpowiedzi.
Odkupienie w znaczeniu dzieła zbawczego Jezusa Chrystusa chodzi zarówno o to dzieło samo w sobie, jak też o jego owoce, czyli skutki.
To dzieło w znaczeniu aktu Odkupienia zawiera następujące składniki:
- odnośnie przeszłości: zadośćuczynienie (satisfactio)
- odnośnie przyszłości: zasługa (meritum)
- odnośnie samego dzieła: ofiara (sacrificium)
- odnośnie sposobu czyli środka: cena czyli wartość (pretium).
- skuteczne, czyli mieć wpływ na skutek
- moralne, czyli świadome i dobrowolne
- uporządkowane czyli podporządkowane całości działania.
- formalne, gdy odbywa się świadome i z zamiarem,
- materialne, gdy odbywa się nieświadomie i w sposób niezamierzony.
Bezpośredniość we współdziałaniu formalnym może być przez
- styczność (contactus), gdy współdziałanie wpływa bezpośrednio na skutek
- siłę oddziaływania (virtus), gdy współoddziaływanie odbywa się przez inne działanie, które powoduje dany skutek.
- poprzez styczność, gdyż Matka Boża współcierpiała w Męce Jej Syna i tym samym miała udział w zasłudze i zadośćuczynieniu za rodzaj ludzki, jak też
- poprzez siłę oddziaływania, którą była zgoda na Wcielenie Zbawiciela w Jej łonie.
Należy tutaj mieć na uwadze:
1) Ten współudział nie był absolutnie konieczny, gdyż Pan Bóg mógł także w inny sposób dokonać Odkupienia, lecz był koniecuny jedynie z ustanowienia Bożego, gdyż tak właśnie Pan Bóg postanowił dokonać Odkupienia.
2) Ten współudział nie jest udziałem równorzędnym, gdyż Jezus Chrystus jest jedynym Odkupicielem: to jest Jego dzieło jako Zbawiciela rodzaju ludzkiego. Udział Jego Matki jest uczestniczeniem w tym dziele w zależności od Niego i w podporządkowaniu się Jemu.
-
Chociaż już od dłuższego czasu odpowiadam na tego typu pytania, to jednak widocznie nadal są niejasności i potrzeba dalszych wyjaśnień...
-
Dla tych P. T. Czytelników, którzy nie wiedzą, co oznacza skrót FSSPX, wyjaśniam, że po polsku oznacza on: Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X. Z...
-
Niestety mamy kolejny skandal w wykonaniu słynnej internetowej gwiazdy stehlinizmu, ponownie świadczący o wręcz niewyobrażalnej i karygodnej...
-
Odpowiedź wydaje się prosta. Wydarzenie jest powszechnie znane. W międzyczasie pojawiły się też następne oficjalne dokumenty oraz liczne kom...
-
Z powinności blogerskiej muszę znów zająć się ponowną przykrą sprawą następnego popisu, tym razem duetowego, gdyż poszerzonego o przedstawic...
-
Określenie oraz pojęcie "duchowość", dość popularne w przestrzeni kościelnej w okresie mojej młodości, w ostatnich latach - akurat...
-
Odbyła się zapowiadana szumnie "debata" dwóch głośnych twarzy internetowych: Marcina Zielińskiego (więcej tutaj i tutaj ) oraz D...
-
Przy okazji aktualnej sprawy posła Grzegorza Brauna (więcej tutaj ) słusznie nasuwa się pytanie, czy katolikowi wolno uczestniczyć w świętow...
-
Już kilka lat temu byłem pytany o opinię w sprawie x. Dolindo Ruotolo. Zacząłem wtedy zapoznawać się z dostępnym materiałem. Dość rychło zau...
-
Piękno teologii katolickiej jako nauki polega między innym na tym, że nie tylko ogarnia ona jakby z lotu ptaka wszystkie inne nauki i d...







































