Komunia dołapna czyli Mikołaja Kapusty oszustw ciąg dalszy




Na wstępie zaznaczam, że świadomie i celowo niniejszym nie powstrzymuję emocyj, gdyż mimo merytorycznej rzetelności nie chcę ukrywać oburzenia w obliczu iście demonicznego fałszu i zakłamania w sprawie najświętszej na świecie, mianowicie eucharystycznej Obecności naszego Pana Jezusa Chrystusa, w którą perfidnie uderza w swoim kolejnym występie internetowy "magister teologii", nadal bez najmniejszych skrupułów popisujący się ignorancją i manipulacją, w połączeniu z bezczelną pewnością siebie. Czyni to zresztą nagminnie, o czym była już mowa (tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj).

Otóż Mikołaj Kapusta nie omieszkał zabrać głosu w aktualnej sprawie tzw. Komunii na rękę czyli dołapnej. Za okazję obrał sobie wystąpienie Wojciecha Cejrowskiego, krytykującego ową forsowaną obecnie praktykę.

1. Pierwszym "argumentem" pana Kapusty jest powiedzenie, że jest "magistrem teologii", w atmosferze powagi powstrzymującej się w znacznym stopniu od typowego błaznowania z nienormalnym śmiechem przed kamerą. Ile warte jest to jego magisterium, staje się tutaj znowu wyraźne.

2. Drugim "argumentem" jest powołanie się na fragment wypowiedzi w jednej z książek kard. Ratzinger'a. Popisuje się przy tym fałszywym poważaniem dla teologa Józefa Ratzinger'a, oczywiście na doraźny użytek. O pokazowej obłudzie świadczy już fakt, że nazywa kard. Ratzinger'a "przewodniczącym komisji wiary". Jak na "teologa", jest to dość kompromitujące, gdyż nie ma takiej funkcji w Stolicy Apostolskiej i tym samym kard. Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, nigdy takiej funkcji nie miał. Kapusta ma na myśli funkcję prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, najważniejszej dykasterii Kurii Rzymskiej. Niezdolność poprawnego podania tej nazwy świadczy dobitnie o kompetencji teologicznej czyli już nawet faktograficznej błaznującego "magistra teologii".

Podając fragment z jednej książki, Kapusta popełnia chytry zabieg:
- po pierwsze pomija, że chodzi o wypowiedź z 1978 roku,
- po drugie pomija kontext wypowiedzi, którego uwzględnienie jest konieczne dla poprawnej interpretacji,
- po trzecie pomija wszystkie inne wypowiedzi zarówno teologa i kard. Ratzinger'a, jak też Benedykta XVI, które dość wyraźnie, choć pośrednio krytykują także Komunię dołapną.

Chodzi o następujący fragment z książki "Gott ist uns nah. Eucharistie: Mitte des Lebens":






W kontekście jest dość jasne, że chodzi o starożytną formę udzielania Komunii św. Jest ona pod wieloma względami istotnie różna od obecnie stosowanej Komunii dołapnej. Ówczesny arcybiskup Monachium kard. Ratzinger wskazuje bowiem na słowa św. Cyryla Jerozolimskiego:



Istotne elementy to:
- ręce mają być ułożone w geście sakralnym, zupełnie innym niż sięganie po zwykły pokarm
- prawa ręka symbolizuje tron na przyjęcie Króla Jezusa Chrystusa, Ciała Pańskiego, czyli Osoby godnej najwyższej czci
- przyjęcie ma się odbyć ostrożnie z pieczołowitą uwagą, by nie utracić choćby cząstki Ciała Chrystusowego
- utrata choćby cząstki powinna zaboleć tak jakby to była utrata na własnym ciele czy utrata drogocennego złotego pyłu
- cząstki Ciała Pańskiego są warte o wiele więcej niż złoto i drogocenne kamienie.

Kapusta pomija wszystkie te punkty, sugerując kłamliwie, jakoby zarówno św. Cyryl jak też kard. Ratzinger świadczyli na korzyść obecnie stosowanej Komunii dołapnej, w której zupełnie nie zwraca się uwagi na cząsteczki Ciała Chrystusowego, co prowadzi do ich profanacji czyli bezczeszczenia.

Przy tym Kapusta przemilcza, że to właśnie Benedykt XVI powrócił do udzielania Komunii św. wyłącznie do ust i na klęcząco, a począwszy od 24 grudnia 2010 r. unieważnił indult zezwalający na udzielanie Komunii św. do ręki na mszach papieskich, czyli zakazał udzielania Komunii dołapnie. Jak już w 2008 r. oznajmił publicznie ceremoniarz papieski x. Guido Marini, Benedykt XVI chciał promować i de facto promował Komunię św. na klęcząco i do ust. Począwszy od święta Bożego Ciała w 2008 r. papież udzielał Komunii św. wyłącznie na klęcząco i do ust, jak poświadcza urząd celebracyj papieskich.




Tym samym powoływanie się na słowa kard. Ratzinger'a z 1978 r. i to wyrwane z kontextu, z równoczesnym przemilczaniem innych wypowiedzi oraz jednoznacznych działań Benedykta XVI jest kłamliwą manipulacją.

Już bowiem w książce o liturgii z 1981 r. ówczesny kard. Ratzinger krytykował degradowanie Komunii św. do codzienności i jej desakralizację:




Jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Ratzinger sam przyjmował Komunię św. na klęcząco i do ust, jako poświadczają naoczni świadkowie:


(źródło tutaj)

Po pierwsze, pomija napominania zawarte już chociażby u św. Cyryla Jerozolimskiego (zob. powyżej), by przyjmując Ciało Pańskie dołożyć wszelkich starań, aby nie uronić choćby cząsteczki Ciała Pańskiego.

Po drugie, pomija także brzmienie nawet samych dokumentów zezwalających na Komunię dołapną, gdzie także napomina się do zadbania, by cząsteczki Ciała Pańskiego nie zostały utracone:



(Memoriale Domini)

Także instrukcja De communione eucharistica wydana w 1972 r. przez Kongregację Doktryny Wiary, jak też instrukcja wydana w 1985 r. przez Kongregację Kultu Bożego i Dyscyplina Sakramentów odnośnie udzielania Komunii do ręki podkreślają, że należy zwracać uwagę, by cząsteczki Ciała Pańskiego nie zostały utracone.

Tak samo mówi Jan Paweł II w encyklice Ecclesia de Eucharistia z 2003 r.:



Także katechizm podkreśla:



Biskup Atanazy Schneider w swojej słynnej książce podaje dowody patrystyczne:




















3. Trzecim "argumentem" Kapusty jest obszerne cytowanie bełkotliwych wywodów opublikowanych na stronie grupy "Mocni w duchu" prowadzonej przez jezuitów z Łodzi. Te wypociny sprowadzają się do maniakalnego powtarzania: Kościół wie, że podczas Komunii dołapnej okruchy Ciała Pańskiego są bezczeszczone i mimo tego na to pozwala. To twierdzenie jest pod wieloma względami kłamliwą manipulacją. Na te zasady zwrócili uwagę także katolicy świeccy, którzy wystosowali słuszne memorandum. Samouniżenie Boga nie upoważnia do tego, żeby Bóg był poniżany przez człowieka. W żaden sposób nie jest wykluczone, że Pan Jezus podawał im do ust. Wręcz przeciwnie: jest historycznie pewne, że ówcześnie w Izraelu był zwyczaj kładzenia pokarmu do ust przez ojca rodziny domownikom. Wynikało to nie tylko ze względów higienicznych (z braku wystarczającej ilości czystej wody nie wszyscy domownicy mogli zasiadać do stołu z czystymi rękami, żeby sięgać po pokarm ze wspólnego naczynia), lecz oznaczało ojcowskie karmienie na obraz Boga Stwórcy, który daje pokarm Swoim stworzeniom. Zwłaszcza skoro Pan Jezus powiedział, że to jest Jego Ciało, to je Apostołowie na pewno z całą miłością i pieczołowitością przyjęli, bacząc, by nie uronić choćby okruszyny. Ojcowski gest kładzenie pokarmu do ust jest także znakiem ojcowskiego charakteru kapłaństwa Chrystusowego trwającego w Kościele.

Warto zauważyć, że nie przypadkowo forsowanie tzw. nadzwyczajnych szafarzy zwykle idzie w parze z forsowaniem Komunii dołapnej: zatracenie związku udzielania Komunii św. z kapłaństwem zaciemnia związek kapłaństwa z Ofiarą Chrystusa, dającego Swoje Ciało na pokarm. Kapusta ten fakt zupełnie pomija i tym samym zakłamuje sprawę. Co teolog Ratzinger i później Benedykt XVI wcześniej czynił, pozostaje sprawą jego sumienia, zwłaszcza gdy wynikało to z przejęcia praktyki swojego poprzednika oraz uległości wobec tegoż ekipy. Istotne jest, jakie decyzje podjął samodzielnie, gdy miał taką możliwość w ramach polityki personalnej i strategii rządzenia.
Widocznie Kapusta nie chce nawet wiedzieć, że według przepisów liturgicznych nieprzerwanie nadal regularną formą Komunii także w Novus Ordo jest udzielanie do ust, zaś udzielanie na rękę jest dozwolone wyłącznie na zasadzie indultu czyli zezwolenia przez Stolicę Apostolską na prośbę konferencji biskupów. Przy okazji Kapusta pozwala sobie na grotestkowy i zarazem perfidny zarzut, jakoby sprzeciw wobec Komunii dołapnej był przejawem protestantyzacji. Widocznie nie rozumie on ani istoty protestantyzmu, ani istoty i ustroju Kościoła. Kościół bowiem w znaczeniu katolickim nie jest strukturą absolutystyczną, w której sprawujący władzę dyktują myślenie i postępowanie. W Kościele Chrystusowym władza podporządkowana jest prawdom wiary i Tradycji Apostolskiej, nie jest więc władzą absolutną, lecz podrzędną. Tym samym żadna władza w Kościele nie stoi ponad prawdami wiary, a każdy dzierżący władzę może ją utracić i faktycznie traci wskutek popadnięcia w herezję i exkomunikę, i to automatycznie czyli bez karnego orzeczenia (latae sententiae). Niechże sobie Kapusta poczyta chociażby Kodex Prawa Kanonicznego.

Przy okazji znowu widać, że Mikołaj Kapusta jest właściwie tylko tubą i marionetką starszych i mniej medialnych lisów pseudocharyzmatyzmu typu jezuici z Łodzi. Ten człowiek ma poziom wiedzy teologicznej (w znaczeniu prawdziwej teologii katolickiej) bliski zeru. Co więcej: widocznie nie chce mieć tej wiedzy, przynajmniej nie z prawdziwych źródeł. Wydaje mu się chyba, że dla zaimponowania publiczności wystarczy błaznować wymachując Biblią i rzucając paroma wyrwanymi z kontextu i nieprzemyślanymi cytatami. Taka to jest wizytówka modernistyczno-paraprotestanckiego pseudokatolicyzmu - dokładnie pasująca do obrazu katolika na doraźny użytek wojującego ateizmu.


4. Czwartym "argumentem" Kapusty są bełkoty o rozdartej zasłonie świątyni, o Bogu jako domowniku, którego wolno dotykać, o bezpośrednim dostępie do Jezusa Chrystusa itd. Mówiąc o "zażyłości" Kapusta usprawiedliwia i postuluje brak wyrazów czci wobec Boga, a ostatecznie brak bojaźni Bożej, która jest jednym z darów Ducha Świętego. Oszustwo polega tutaj na tym, że pomija on zupełnie nakazy wyrazów czci dla Ciała Pańskiego (także w jego cząsteczkach), powtarzane stale także w dokumentach w związku z Komunią dołapną, na które wskazałem wyżej.

Przytoczę tutaj dodatkowo słowa Jana Pawła II z początku jego pontyfikatu (list apostolski Dominicae coenae):



Także z jego ostatniej encykliki (Ecclesia de Eucharistia):




Warto przytoczyć tutaj świadectwa podawane przez bpa Atanazego Schneider'a w jego cytowanej już powyżej książce Dominus est:






















5. Piątym "argumentem" Kapusty jest: "Bóg nie boi się profanum", to my "jesteśmy skażeni starotestamentalnym myśleniem", a Pan Jezus "chciałby się wykruszyć wszędzie". Kapusta posługuje się przy tym wywodami jezuitów z Łodzi, nazywając je z zachwytem "głęboką teologią". Według niej Bóg wybrał na eucharystyczne ciało Chrystusa postać chleba dlatego, ponieważ się kruszy. Nasuwa się tutaj pytanie, czy jezuici z Łodzi wraz z Kapustą głoszą takie bełkoty tylko z ignorancji, czy także ze złej woli. Gdyby bowiem znali choćby pobieżnie katolickie podręczniki dogmatyki i liturgiki, to by wiedzieli, że jest istotna różnica między okruchami hostii a "pyłem" czyli ziarenkami mąki, które już nie są postacią chleba i tym samym Ciałem Chrystusa. Ponieważ w praktyce trudno jest oddzielić faktyczne odłamki konsekrowanej hostii od "pyłu", który oddzielił się od hostii, dlatego Kościół zawsze otaczał czcią wszystkie cząstki pochodzące z postaci eucharystycznej. Ponadto łódzcy jezuici i wraz z nimi Kapusta mieszają dwie różne sprawy: uniżenie Boga obecnego pod postacią chleba oraz postawę człowieka wobec tej obecności. Z uniżenia Boga w żaden sposób nie wynika upoważnienie do braku czci ze strony człowiek wobec Niego. Podkreślam:
Tym samym łódzcy jezuici i Kapusta wraz z nimi dopuszczają się iście diabelskiej manipulacji i oszustwa.

6. Kapusta wyszydza wskazany przez W. Cejrowskiego obrazek przedstawiający deptanie po Jezusie Chrystusie przy okazji i z powodu Komunii dołapnej.





Są to według niego mikroskopijne czy ledwo zauważalne okruchy, które upadają na ziemię także podczas Komunii udzielanej do ust, a Jezus tym "się nie przejmuje". Manipulacja także tutaj polega na ukrytej negacji obowiązku czci wobec Pana Boga. Nikt nie twierdzi, że w udzielaniu Komunii do ust całkowicie wykluczone jest upadanie cząstek Ciała Pańskiego. Jednak to nie zwalnia z obowiązku stosowania wszelkich środków dla zapobieżenia bezczeszczeniu, a jest to możliwe tylko w udzielaniu Komunii do ust, nie na rękę. 


7. Kolejną manipulacją Kapusty jest wskazanie na słowa Konsekracji: "Bierzcie i jedzcie". Tutaj Kapusta kłamliwie sugeruje, jakoby słowa te oznaczały branie ręką na sposób sięgania po chleb przy zwykłym posiłku. Dowodem ma być Ostatnia Wieczerza, podczas której Pan Jezus wypowiedział te słowa. Po pierwsze, w żadnym biblijnym języku nie ma mowy o chwytaniu ręką, lecz o przyjmowaniu (accipite, λάβετε, לקחת). Po drugie, jest powiedziane, że Pan Jezus dawał (ἔδωκεν), a nie że Apostołowie brali (Łk 22,19).






8. Kapusta kilkakrotnie zestawia słowa Cejrowskiego o profanacji i świętokradztwie z fotkami pokazującymi Benedykta XVI podczas udzielania Komunii dołapnej. Jak już wyżej wskazałem, fotki te pochodzą wyłącznie z pierwszego, wczesnego okresu pontyfikatu. Faktem jest, że wraz ze zmianami personalnym Benedykt XVI nie tylko przeszedł na udzielanie Komunii wyłącznie do ust i na klęcząco, lecz zakazał innego udzielania na swoich celebracjach.




9. Nie trudno więc zauważyć, że szczytem bezczelnego oszustwa są słowa "tak wierzy Rzym" w odniesieniu do Komunii dołapnej. Instrukcja Memoriale Domini mówi dokładnie odwrotnie:



W tym kontekście należy zaznaczyć, że to u kalwińskich protestantów pojawiła się najpierw praktyka Komunii dołapnej. Ich synody zakazywały klękania do Komunii św. i przyjmowania do ust, gdyż taki sposób oznaczał rzekomo oddawanie czci chlebowi. Jasne jest, że podłożem jest odrzucanie i zwalczanie prawdy o Realnej Obecności Jezusa Chrystusa w Eucharystii. Dla kalwinistów w Komunii przyjmuje się chleb, będący jedynie symbolem Chrystusa.


10. Kłamstwem jest także powtarzane przez Kapustę maniakalnie twierdzenie, jakoby stosowana obecnie Komunia dołapna była formą stosowaną pierwotnie w Kościele. Przeczy temu choćby pobieżna znajomość źródeł. Starożytna forma polegała na tym, że kładziono w formie krzyża prawą rękę na lewą, po czym kapłan kładł hostię na prawą rękę, skąd wierny głęboko pochylony językiem spożywał Ciało Pańskie wraz z okruchami. Wierny nie brał więc hostii w palce, jak to ma miejsce zwykle obecnie, i tym samym nie zostawiał okruchów Ciała Pańskiego na dłoni, lecz wylizywał je ze swojej dłoni. Jest oczywiste, że był to sposób niehigieniczny, dlatego został zastąpiony we wszystkich obrządkach Kościoła przez podawanie Komunii z ręki kapłana do ust przyjmującego. Dopiero w zborach kalwińskich pojawiła się praktyka obecna, która nie ma nic wspólnego ze starożytną praktyką Kościoła, gdyż z góry wyklucza troskę o okruchy Ciała Pańskiego.

Kładzenie Ciała Pańskiego bezpośrednio do ust przyjmującego było stosowane przez papieży najpóźniej już w V wieku, o czym poświadcza choćby św. Grzegorz Wielki (Dial. III, 3) mówiąc o swoim poprzedniku:




Jeszcze raz oddaję głos bpowi Schneider'owi:



























Podsumowując:
Wywody Kapusty ponownie świadczą o tym, że widocznie nie przeczytał ani dokumentów Magisterium Kościoła w temacie, ani podstawowych książek chociażby kard. Ratzinger'a, na którego się powołuje, ani choćby najnowszych jak niewielka a treściwa pozycja bpa A. Schneider'a. Wiedza błaznującego "magistra teologii" ogranicza się do wypocin jezuitów z Łodzi i tym podobnych protestanckich, paraprotestanckich i kłamliwych pisemek. Z tym większą pewnością siebie - a właściwie bezczelnością - Kapusta pozuje na kogoś pretendującego do miana "teologa", nie tylko pouczającego masy naiwnych i mało myślących ignorantów, lecz z niesłychaną butą szydzącego ze świętych, prawdziwych teologów Kościoła jak Ludwik Maria Grignon de Montfort.


Na koniec kilka uwag w kwestii, która się tutaj nasuwa: Jak to możliwe, że ktoś taki jak jezuici z Łodzi i Kapusta wraz z nimi mogą bez przeszkód siać kłamliwą propagandę i to powołując się na "Kościół"? Jak to możliwe, że niektórzy biskupi w Polsce ochoczo wykorzystali obecną histerię z corona-wirusem do forsowania Komunii dołapnej i to wbrew nie tylko Tradycji Kościoła lecz także dokumentom Novus Ordo?
Są dwa główne powody:
Po pierwsze, istnienie tej praktyki na tzw. Zachodzie oraz chęć dopasowania polskiego katolicyzmu. A skąd się wzięła ta praktyka na Zachodzie? Niewielu wie, a zwykle nie chce się wiedzieć, że została wprowadzona przez nieposłuszeństwo czyli wbrew obowiązującemu prawu w latach bezpośrednio po Vaticanum II i to jeszcze zanim ukazał się mszał Pawła VI. Powodem tego wprowadzenia były antykatolickie poglądy niektórych teologów negujących prawdę wiary o Realnej Obecności Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, w powiązaniu z zapałem ekumaniackim, czyli bratania się i upodobniania do zwyczajów protestanckich.
Po drugie więc chodziło i chodzi o praktyczne podważanie prawd wiary katolickiej (przy równoczesnym obłudnym ich wyznawaniu), uważanych za przeszkodę w ekumaniactwie oraz w dostosowywaniu życia Kościoła do niewiary w prawdy wiary katolickiej.

Nie twierdzę, że wszyscy zwolennicy Komunii dołapnej są świadomi tych powodów i je podzielają. Z pewnością wielu jest takich, którym wystarczy argument typu: "Kościół pozwolił, więc jest OK, a trzeba iść z duchem czasu". Jest to myślenie na poziomie najwyżej nastolatka, a raczej analfabety niezdolnego do samodzielnego myślenia i krytycznej oceny w świetle podstawowej wiedzy katechizmowej. Co nie znaczy, że tego typu mentalności nie reprezentują osoby nawet z wyższym wykształceniem, które w dziedzinie religii zatrzymały się na poziomie przedszkolnym.

Ogólnie mówiąc, sprawa Komunii św. skupia jak w soczewce obecne problemy Kościoła: zamieszanie, dezorientację, podziały, a przede wszystkim odejście od podstawowych prawd wiary. Wystarczy bowiem wiedzieć, co a właściwie Kogo przyjmujemy w Komunii św., by dojść całkiem krótką drogą do odpowiednich wniosków praktycznych także co do sposobu przyjmowania. Wtedy wystarczy już prosta i odważna konsekwencja, nawet wbrew bełkotowi głoszonemu przez duchownych czy uzurpatorów świeckich.

Tym samym mamy do czynienia z próbą zarówno wiary jak też charakterów. Na podstępne i podłe podkopywanie i podważanie wiary Kościoła i rdzenia jego życia jakim jest Najświętszy Sakrament należy odpowiedzieć zdecydowanie i odważnie. Niezależnie od ceny, jaką trzeba będzie za to zapłacić.



Na koniec małe post scriptum:


Przy okazji dodam: Młody x. J. Ratzinger robił karierę naukową w Monachium u x. prof. Gottlieb'a Söhngen‘a, który pochodził z mieszanego małżeństwa katolicko-protestanckiego (zawartego wbrew ówczesnym zakazom Kościoła) i miał już z tej racji ciągoty ekumaniackie, zarówno osobiste jak też teologiczne. Ponadto był pod wyraźnym wpływem heglizmu oraz zwalczał tomizm w teologii. Przykładem są jego sarkastyczne wypowiedzi o słynnym neotomiście o. Garrigou-Lagrange OP, znanego wówczas jako "młot na modernizm":







W takiej oto atmosferze teologicznej wychował się późniejszy kard. Ratzinger i Benedykt XVI. Nie trudno zauważyć zarówno rozdwojenie w jego myśleniu (z jednej strony tendencje modernistyczne w myśleniu, z drugiej pragnienie wierności wierze katolickiej) jak też pewien rozwój, na który często wskazują jego koledzy teologowie z młodych jak chociażby apostata i mason H. Küng, zarzucający zdradę młodzieńczej "otwartości" i "nowoczesności". Oczywiście nie pomniejsza to zasług kard. Ratzinger'a i Benedykta XVI dla odnowy Tradycji Kościoła zwłaszcza za jego pontyfikatu, któremu zawdzięczamy dowartościowanie i potwierdzenie stałego miejsca liturgii tradycyjnej w życiu Kościoła. Tym niemniej zarówno teolog J. Ratzinger jak też Benedykt XVI jest i pozostanie postacią niejednoznaczną i tym samym w pewnym sensie tragiczną.

I jeszcze jedno dopowiedzenie:




I jeszcze taki kwiatek rzekomego apologety:

9 komentarzy:

  1. Kapusta z głową pustą. Na grupie Religia katolicka nie potrafi nic wykazać o merytoryczne argumenty, więc wtóruje z pozostałymi heretykami trollami w znieważaniu, kłamstw, kpiny, bluźnierstw i herezji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odnośnie Komunii Świętej do łapy.
    Rzymskiego Katolika nie interesuje co sekta masońska novus ordo sobie ubzdurała. To co mamy obecnie od blisko 60 lat podszywa się pod prawdziwy Kościół Święty pod pozorami katolickości na zewnątrz dla nie poznaki w celu skutecznego zwodzenia rzesz Katolików wyprowadzając ich poza burtę Łodzi Kościoła Świętego podmieniając i odkształcając wiarę katolicką na inną tyle że już na pogańską i to bez wychodzenia z ławki kościelnej. Zgodnie z Nauką zawartą w jednym z przedwojennych wydań modlitewników (Modlitewnik X. J. A. Schneidera) jasno i wyraźnie jest powiedziane, że Kościół Święty nie może głosić herezji i błędów. Te głoszą sekty i osoby nawet hierarchia kościelna, która odpadła od wiary katolickiej. Patrząc na tę zarazę herezji modernistycznej i nieudolność usuwania z stanu kapłańskiego tych, co odpadli od wiary katolickiej na długie lata wstecz przed heretyckim Vaticanum II, doprowadziło to do katastrofalnych skutków jakie nam dziś przyszło żyć. W ten sposób wypełniła się wizja papieża Leona XIII, że szatan doszedł do najwyższych stanowisk w Kościele Świętym.
    Skoro te mity i bajki zawarte w Vaticanum II są dwuznaczne i sprzeczne z Nauką Kościoła Świętego, są herezjami.
    Matka nasza Kościół Święty stoi na straży czystości przekazu Depozytu Wiary Katolickiej, tak aby jej dzieci nie doznały skażenia w wierze katolickiej.
    Natomiast na nieudolne działania w wykluczeniu heretyków modernistów na usługach masonerii ukrytych pod płaszczykiem sutann po śmierci ostatniego katolickiego papieża Piusa XII nadarzyła się okazja, która z Dopustu Bożego dała im możliwość osiągnięcia realizacji swoich diabelskich działań w celu skutecznego zniszczenia Kościoła Świętego. O machlojkach podczas konklawe w 1958 roku jest jasno wykazane jak przejęli Tron Piotrowy owi sataniści montując swojego człowieka pana masona Roncalliego, później już tylko kontynuacja Montini aż po dzisiejszego pana masona Bergoglio. Kościół Święty zszedł do Katakumb, a na Jego zgliszczach pod pozorami katolickości na zewnątrz przyjmując struktury zewnętrzne Kościoła Świętego utworzyli przejściową sektę masońską novus ordo, która ostatecznie zmierza do finalnej wersji antykościoła antychrysta arki braterstwa poprzez fałszywy ekumenizm z swoim obecnym guru masonem szamanem heretykiem i apostatą uzurpatorem Bergoglio na czele.
    Osoby, które stosują tzw. hermeneutykę ciągłości są heretykami oraz cudzołożnikami w wierze katolickiej. Bo nie może być w Kościele Świętym dwóch różnych praw, doktryn. Zarzuty tych osób o tym, że Tron Piotrowy nie może być pusty jest ohydnym i obrzydliwym kłamstwem. W historii Kościoła Świętego były już wielokrotnie takie sytuacje. Owszem nie trwały tak długo jak to mamy obecnie z tym do czynienia, ale to Pan Bóg najlepiej wie jak długo taki stan rzeczy będzie się utrzymywał.
    A zależne jest to zgodnie z przesłaniem Matki Bożej z Fatimy czy La Salette od podjęcia pokuty i nawrócenia ludzkości, zwłaszcza hierarchii kościelnej. Odrzucenie grzechu. Być może jeżeli Pan Bóg zobaczy tę wielką przemianę serc ludzkości nawrócenia, zlituje się i wzbudzi w sercach kardynałów do powrotu do wiary katolickiej, którzy w końcu wybiorą katolickiego papieża, który odrodzi wiarę katolicką. Natomiast dopóki ludzkość nie nawróci się, a zwłaszcza hierarchia kościelna, ludzkość będzie karana m.in. przez zarazy, kataklizmy których jeszcze nie widziała. Aż twardy kark skłoni się do porzucenia kultu bałwochwalstwa novus ordo złej nowej mszy, fałszywego ekumenizmu i kultu pogaństwa pachamamy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowny Księże,
    dziękuję za to piękne zaoranie dzieciaka o ciągotach modernistycznych. Dodam, że pokazał w swoim innym filmiku o tym''jak to wspaniały i światły sobór drugi wykluczył nadmierny kult Maryjny'', że lekceważy świętego Grignon a jako argument przeciwny daje modernistę bełkocącego o ''kosmicznym Jezusie''de Chardina, to dyskwalifikacja nr 1, dyskwalifikacja nr 2 argument 'bo to kardynał'' no tak, czyli jest niby ważniejszy od świętego? dyskwalifikacja nr 3 powołuje się na Ratzingera nazywając go ''najbardziej konserwatywnym'' (pała z wiedzy o stronnictwach w Kościele), dyskwalifikacja nr 4 Ratzinger o ile się nie mylę sam był modernistą, na Soborze paradował w garniaku i robił za jednego z nowych, światłych teologów, z czasem Jego poglądy ewoluowały, a dyskwalifikacja nr 5 ogólna, na jednym filmiku gdy chce aby zgromadzeni zaczęli wspólne spotkanie od modlitwy, mówi coś w stylu ''luzik, nie wstawajcie'' nawet zgromadzona młodzież była zdezorientowana, nie wiedzieli, czy wstać do modlitwy (wrodzone poczucie szacunku do Boga), czy siedzieć (nabyte olewactwo w myśl ''róbta, jak chceta'').Tak to odebrałem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Na początku Pan Mikołaj przemawiał w innym tonie i umieszczał nawet jakieś tam materiały apologetyczne. Np. dlaczego modlimy się do Maryji (czy jakoś tak).. po czasie stał się "teologiem" ale chyba nie dodaje że protestanckim i zaczął zajadle atakować katolicyzm, zaczęło się bodajże od ataku na ks. Chmielewskiego i Wojowników Maryjii - jak wiadomo formacja bardzo Maryjna a więc musi się nie podobac. Później różne inne ataki na różne osoby min. na Cejrowskiego. Więc ewidentnie coś się zmieniło w narracji - powodów można się tylko domyślać.
    Smutne jak owoce Soboru - z opóźnieniem - zaczynają i do Polski się wdzierać. Jak już w Polsce zaczyna się zwalczać Maryję to nie można być optymista co do losów Kościoła ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Po czym poznać fałszywych proroków i fałszywą Ewangelię? To proste: po pokorze. A tego u Kapusty nie ma. Tam jest lansowane "Ja" w wydaniu typowym dla narcyzów, którzy usychają bez kamer i braw. Po drugie: po agresji związanej z 2 filarami katolicyzmu: "Eucharystia" i "Maryja". Pierwszy będą relatywizować i bagatelizować, drugi - bagatelizować, a następnie zwalczać. Jednak, żeby móc skutecznie zwodzić, taki fałszywy prorok najpierw musi się uwiarygodnić jako katolik, czyli ululać swych widzów poprzez początkowe merytoryczne i prawe wypowiedzi. O. Szustak również na początku swej działalności był katolicki i nawet charyzmatyczny, a z czasem "coś mu odbiło", i zaczął relatywizować a nawet wyszydzać tradycję katolicką.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawie wyjaśniony temat Komunii "na rękę". Jeśli można tylko coś zasugerować to własnie tak ją bym nazywała, a nie "dołapna", bo zbyt emocjonalne słownictwo może zabrać wiarygodność tekstom. Teksty naukowe, nawet pisane z formie luźnego bloga, powinny chyba unikać tego typu sformułowań.
    Cóż...Mikołaja Kapustę dałam radę słuchać jakieś 10 minut. Zupełnie inaczej oceniam to co mówi na yt Marek Piotrowski-on nie jest teologiem, o czym zresztą mówi, ale mimo tego robi dobrą robotę jesli chodzi o badanie tzw. "charyzmatów", a właściwie zjawisk dziejących się na spotkaniach charyzmatycznych. W tej dziedzinie jest właściwie partyzantem, bo nie znam żadnych innych krytyków tego co się dzieje na tego typu spotkaniach, a jesli tacy krytykują to tylko ogólnie. Nie ma też chyba żadnej oficjalnej nauki Kościoła,która by potwierdzała,że zjawiska które się tam dzieją pochodzą od Ducha św. Niedawno rozmawiałam z pewnym księdzem -koordynatorem Odnowy jakiejś diecezji i niestety się nie dowiedziałam z jakich źródeł można się dowiedzieć o wiarygodności zjawisk, które dzieją się na spotkaniach charyzmatycznych. Ostatecznie powiedział mi abym przeczytała encyklikę Franciszka jakby to miało jakiś związek. Szczęść Boże. ps. Bardzo dobry blog i cieszę się, że na niego trafiłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. A dla mnie to CUD, że mogę wziąć Chrystusa w palce, jak kromkę chleba, i zjeść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest cud. To jest demoniczne bluźnierstwo.

      Usuń
  8. Szanowny Księże,
    Dwa cytaty z artykułu Księdza:
    "Nikt nie twierdzi, że w udzielaniu Komunii do ust całkowicie wykluczone jest upadanie cząstek Ciała Pańskiego. Jednak to nie zwalnia z obowiązku stosowania wszelkich środków dla zapobieżenia bezczeszczeniu, a jest to możliwe tylko w udzielaniu Komunii do ust, nie na rękę."

    "Starożytna forma polegała na tym, że kładziono w formie krzyża prawą rękę na lewą, po czym kapłan kładł hostię na prawą rękę, skąd wierny głęboko pochylony językiem spożywał Ciało Pańskie wraz z okruchami. Wierny nie brał więc hostii w palce, jak to ma miejsce zwykle obecnie, i tym samym nie zostawiał okruchów Ciała Pańskiego na dłoni, lecz wylizywał je ze swojej dłoni.
    Jest oczywiste, że był to sposób niehigieniczny, dlatego został zastąpiony we wszystkich obrządkach Kościoła przez podawanie Komunii z ręki kapłana do ust przyjmującego."

    Odnoszę wrażenie, że Hostia jest znacznie twardsza niż kiedyś myślałem. Nie zauważyłem (gołym okiem) żadnych cząstek na swojej dłoni.
    Puryfikacja dokonywana przez kapłana jest, jak zauważyłem, często bardzo symboliczna, zwłaszcza jeśli mszę świętą odprawia w pojedynkę, bez ministranta, i sam obmywa palce.

    Tak właśnie robię (z tą różnicą, że kładę lewą dłoń na prawą, bo jestem praworęczny) i głęboko pochylony nad własną dłonią z Ciałem Chrystusa (żeby odległość była jak najmniejsza -5,10 cm, raczej nie więcej, a na pewno dużo mniej niż odległość jaką pokonują palce kapłana od kielicha z komunikantami do moich ust przy udzielaniu Komunii do ust, a ja jestem wysoki, więc ta odległość jest znacznie mniejsza niż w przypadku niskich wiernych) delikatnie ujmuję Hostię i przenoszę do ust. Wylizywanie to oczywiste ryzyko, że przeniesiemy, niejako z powrotem, na dłoń cząstki Hostii zawarte w ślinie.
    Nie mogę się zgodzić, że był to sposób mniej higieniczny od udzielania Komunii do ust kilkudziesięciu osobom po kolei.

    Może jeszcze jeden cytat:
    „Dowodem ma być Ostatnia Wieczerza, podczas której Pan Jezus wypowiedział te słowa. Po pierwsze, w żadnym biblijnym języku nie ma mowy o chwytaniu ręką, lecz o przyjmowaniu (accipite, λάβετε, לקחת). Po drugie, jest powiedziane, że Pan Jezus dawał (ἔδωκεν), a nie że Apostołowie brali (Łk 22,19).”
    To żaden dowód. On (roz)dawał, oni brali i zjadali, czyli przyjmowali.
    A w ogóle, to odnoszę wrażenie, że to rozważanie typu: Czy wolno uzdrawiać w szabat?
    Mnie w każdym razie nie przekonało. Ale może kiedyś zmienię zdanie, jak zrobił to Benedykt XVI.
    Jedyne co mi przeszkadza to to, że przyjmując Komunię na dłoń, nie mogę klęczeć. I nie rozumiem dlaczego.
    PS
    Muszę pozostać anonimowy, bo po prostu nie posiadam konta Google ani adresu URL, choć tego drugiego nie jestem pewny, bo nie wiem, co to jest :-)
    Na imię mam Marek.

    OdpowiedzUsuń

Czy wolno w stanie grzechu ciężkiego przystępować do Komunii św.?

  Odpowiedź jest podana powyżej w kanonie z Kodexu Prawa Kanonicznego z 1983 r. Jednak nie jest ona do końca jasna.  Wersja oryginalna brzm...