Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty

Kościół a savoir-vivre


Należy odróżnić między powszechnym głosem Kościoła, czyli tym, co w Kościele się powszechnie głosi i czyni, a nauczaniem Magisterium Kościoła, czyli urzędowymi wypowiedziami hierarchii kościelnej. To drugie zasadniczo odbywa się wtedy, gdy należy rozstrzygnąć jakąś kwestię wiary i obyczajów, czy rozstrzygnąć jakiś spór teologiczny. 

Takie kwestie jak zachowanie przy stole czy inne zasady bądź konwenanse nie należą ściśle do dziedziny, w której wypowiada się Magisterium Kościoła, a to z tego powodu, że nie ma takiej konieczności. Natomiast obowiązuje tu zasada, że Kościół uznaje, szanuje i promuje wszystko, co jest zgodne ze zdrowym rozsądkiem i zdrowymi zasadami danej kultury i obyczajowością w sensie szerszym. 

Dlatego tutaj wystarczy zdroworozsądkowe podejście każdego katolika. Można i należy posłużyć się dobrymi świeckimi źródłami, czy to niepisanymi, czy książkowymi. 

Obecnie ma niestety miejsce dość powszechne spodlenie obyczajów zarówno w sferze prywatnej i rodzinnej jak też nawet publicznej i to na - pozornie czy realnie - najwyższych szczeblach społeczeństwa. Wynika to z następujących przyczyn:

- zapaść kulturowa spowodowana wymordowaniem polskiej elity intelektualnej i kulturowej w ramach zarówno działań wojennych jak też zbrodni komunistycznych, 

- zastąpienie tych rdzennych elit przez aparat komunistyczny zarówno w sferze państwowej (władza ustawodawcza, wykonawczy, sądownicza, samorządowa) jak też w szeroko rozumianej kulturze (literatura, sztuka różnego rodzaju, aż po publicystykę), 

- zmieszanie i w dużej części zjednoczenie tej pseudoelity komunistycznej z nowobogackimi dorobkiewiczami kapitalistycznymi, gdzie dorobek wynikł nie tyle z rzetelnej pracy i dobrej przedsiębiorczości, co raczej z agresywnej i nierzadko oszukańczej chciwości. 

Innymi słowy: awans finansowo-społeczny dość często bardzo wyrasta poza dość niski poziom intelektualno-kulturowy, choć w zdrowej sytuacji społecznej powinno być raczej odwrotnie. Ma to przełożenie na pseudoliberalne wychowanie dzieci, które je kształtuje na osobowości aspołeczne. Typowym i bardzo częstym przykładem jest to, o czym już niegdyś wspominałem, mianowicie głoście imprezy na wolnym powietrzu, które narzucają swoje dość wątpliwe gusta akustyczne okolicznym mieszkańcom nawet na dalekie odległości. Przy czym matką i wzorem są imprezy wiadomego osobnika w czerwonych okularach od pseudoświątecznego zbierania pieniędzy przez dzieci na mrozie. Tutaj nie trzeba wysublimowanego nauczania Magisterium Kościoła, gdyż wystarczy zdrowy rozsądek i prosta zasada poszanowania dla wolności innych osób, które nie chcą słuchać tego, co komuś innemu może się podoba z jakichś względów (właściwie demonicznych). Tego widocznie nie rozumieją także moderniści pseudokatoliccy, skoro urządzają tego typu imprezy jako niby katolickie, lecz na takiej samej zasadzie braku uszanowania dla wolności tych, którzy nie lubią i nie chcą doznawać tego typu wrażeń akustycznych. 

Odpowiadając w skrócie:

Zasady savoir-vivre obowiązują katolika nie same w sobie, gdyż są w znacznej mierze zmienne i różnorodne zarówno czasowo jak też lokalnie, lecz o tyle, o ile są wyrazem i zastosowaniem zasad zdroworozsądkowych, zwłaszcza poszanowania wolności drugiej osoby czy osób. Oznacza to, że podstawą zasadą savoir-vivre jest nienarzucanie komuś przeżyć czy wrażeń, które godzą czy mogą godzić w jego poczucie wartości dobra, piękna, godności ludzkiej. Wymaga to oczywiście choćby minimalnej zdolności i gotowości do uwzględnienia wrażliwości i odczuć innych osób. Jeśli ktoś nie dysponuje tym minimum, to jest osobowością aspołeczną, której słusznie można i należy unikać, także dla dobra tej osoby, by być może doszła do namysłu nad sobą i zmiany swojej postawy. 


Jak należy okadzać podczas procesji?


Pytanie niby szczegółowo-drobiazgowe, jednak dość istotne, ponieważ w liturgii wszystko ma znaczenie i każdy szczegół świadczy o pietyźmie czyli staranności o kult Boży, co z kolei świadczy o miłości do Pana Boga. Polska jest krajem, gdzie - wbrew pozorom - doszło w ostatnich dekadach, a nawet już wcześniej do daleko idącej dewastacji w dziedzinie liturgii, nawet jeśli często nie wynikało to ze złej woli lecz raczej z ignorancji i niechlujstwa. To świadczy niestety zwłaszcza o zapaści kształcenia w seminariach duchownych. 

Okadzanie jest pozornie jedynie szczegółem. Z mojego doświadczenia we wielu krajach wynika, że akurat w tej dość prostej kwestii sytuacja w Polsce jest szczególnie haniebna. Osobiście dopiero za granicą poznałem właściwy sposób okadzania i to nawet w kontekście modernistycznego Novus Ordo. W Polsce nawet biskupi niemal bez wyjątku widocznie nie mają pojęcia o właściwym okadzaniu podczas Mszy św., które jest wskazane w tradycyjnym Missale Romanum. Tego widocznie od dziesięcioleci nie uczy się na liturgice w seminariach duchownych. Zamiast przepisanego liturgicznie sposobu, który wyraża ofiarowanie spalanego kadzidła, stosuje się powszechnie okadzanie według dosłownego znaczenie polskiego słowa, czyli jakby okrążanie dymem z kadzidła, co raczej kojarzy się z magicznym gestem. No cóż, głupota nie boli. 

Zapewne nie uczy się także o tym, że podczas procesji eucharystycznej tradycyjnie przepisanych jest dwóch turyferariuszy z kadzielnicami (co wyjątkowo miało miejsce w mojej rodzinnej parafii w okresie mojego dzieciństwa). Mają oni okadzać na przemian, odwracając się przy tym w kierunku Najświętszego Sakramentu:






Materiał przedstawia procesję Bożego Ciała ulicami Wiednia. 

Inny szczegół, również o znaczeniu praktycznym dotyczy dzwonienia. Zwykle daje się dzwonki dwóm ministrantom, którzy dzwonią nieprzerwanie aż się zmęczą, co oczywiście następuje dość rychło. Brakuje zwykłego trzeźwego pomyślunku (zwłaszcza po stronie duchownych, którzy to powinni o tym myśleć), który prowadzi do prostego rozwiązania, które poznałem w innych krajach: ministranci dzwonią po jednym "rzucie" na przemian, dzięki czemu zmęczenie nie następuje szybko, a równocześnie dźwięk zachowuje elegancję. 

Na tych drobnych przykładach widać, że liturgia ma związek z kulturą oraz trzeźwym myśleniem, które łączy wymiar duchowy z pragmatyzmem. Także od takich szczegółów należy zaczynać dla naprawy i odrodzenia nie tylko liturgii katolickiej lecz także katolickiej kultury. 

Jak powinien się zachować katolik wobec zwyczajów weselnych?



Odpowiadając krótko: katolik nie ma obowiązku przestrzegania zwyczajów kulturowych czy pseudokulturowych, lecz ma obowiązek postępować zgodnie z sumieniem ukształtowanym w świetle prawd wiary i moralności katolickiej. Innymi słowy: katolik powinien być człowiekiem myślącym samodzielnie i o silnym charakterze, nie o mentalności stadnej.

Odnośnie tańców damsko-męskich nie ma wprawdzie oficjalnego generalnego zakazu Kościoła, aczkolwiek są zalecenia i zakazy duszpasterskie. Każdy duszpasterz ma prawo i obowiązek je wydawać, choć nie są one wiążące prawnie. Tak więc, jeśli katolik rozpozna, że zalecenie duszpasterskie - pochodzące od autentycznych katolickich autorytetów moralnych - jest słuszne, wówczas ma obowiązek być jemu posłusznym. Jeśli nie rozpozna, to przyczyną może być brak gotowości i woli rozpoznania, które prowadziłoby do korekty własnych zachowań czy odróżniania się od otoczenia. Takie zamknięcie na prawdę jest także grzeszne, aczkolwiek wina i jej stopień może być niejasna w danym przypadku.

Szczególnie skandaliczne jest przejmowanie tego typu zwyczajów weselnych do przyjęć prymicyjnych, gdzie od pewnego czasu coraz częściej także stosuje się potańcówki. Jest to przejaw bezmyślności i zakomplexienia, a zarazem postępującej dominacji mentalności świeckiej w przestrzeni duchownej.

Należy mieć na uwadze, że nie chodzi o każdy taniec. Taniec jako taki jest swoistym połączeniem sportu i expresji, także w znaczeniu sztuki. W starożytnych kulturach pogańskich taniec był związany z teatrem, zaś teatr z kultem publicznym czyli religią. Prostytucja świątynna była dość powszechna w kultach pogańskich, dlatego nie dziwi, że doszło także do wytworzenia tańca godowego i rozrywkowego, który ma charakter mniej czy bardziej wyraźnie erotyczny, choć nie zawsze bezwstydny. Właśnie z powodu różnorodności tańców nie ma generalnego potępienia tańca jako takiego przez Kościół. 

Nie oznacza to jednak zasadniczej neutralności, chociażby z powodu - faktycznych, choć nie koniecznych - powiązań zarówno kultami pogańskimi jak też ze sferą erotyczną. Problem polega także na naturze tańca jako expresji nonwerbalnej i tym samym trudno uchwytnej w kategoriach doktrynalnych. Dlatego kwestia ta jest pozostawiona prowadzeniu duszpasterskiemu, zarówno w spowiedzi jak też w kazaniach i katechezie. Jest oczywiste, że nie każdy taniec jest grzeszny i nie każdy tańczący czy tańcząca grzeszą. Istotne jest, jakie treści, emocje i zamiary dany taniec zawiera i powoduje, zarówno w tańczących osobach jak też w odbiorcach.