Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studniówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studniówka. Pokaż wszystkie posty

Czy udział w studniówce w piątek jest grzechem?



Są dwie kwestie:

kanoniczno-prawna

oraz

duchowo-moralna. 

Przykazania kościelne w obecnej wersji wydanej przez biskupów polskich (w 2014 r.) zawierają:


Kodex Prawa Kanonicznego (z 1983 r., ca. 1250) określa wszystkie piątki jako dni pokutne, w których obowiązuje post w znaczeniu abstynencji od pokarmów mięsnych. 

Tak więc czysto prawnie w piątki obowiązuje abstynencja, natomiast we Wielkim Poście zakaz udziału w zabawach. 

Dyspensy może udzielić tylko biskup ordynariusz (can. 87), zaś proboszcz czy inny duchowny może udzielić dyspensy tylko wtedy, gdy udzielone mu zostało prawo do udzielenia dyspensy (can. 89), czyli musi mieć to prawo udzielone przez biskupa ordynariusza. 

Tyle od strony czysto prawnej. 

Jednak nie mniej ważna a nawet ważniejsza jest perspektywa duchowo-moralna. Otóż udzielenie dyspensy w myśl prawa kanonicznego musi być powodowane jakimś dobrem wyższym. W tym wypadku takiego dobra nie ma, a nawet wręcz przeciwnie. 

Tak więc jeśli ktoś w ślepym zaufaniu wobec proboszcza skorzysta z ważnie udzielonej dyspensy, nie grzeszy. Grzeszy natomiast duchowny, który udziela dyspensy bez godziwego powodu czyli dla dobra wyższego.

Jeśli natomiast ktoś wie, że dyspensa została udzielona bez godziwego powodu, a mimo tego skorzysta z niej, wówczas popełnia grzech. Nie jest to grzech ciężki, jeśli nie wynika z ogólnej pogardy dla przepisów postnych Kościoła. Jednak także takich grzechów lekkich należy unikać. 

Czy "studniówka" to coś mądrego?


Banalne pytanie, banalna sprawa. Czy aby?

Otóż sprawa dotyczy szkoły, pośrednio także systemu edukacji. Wszak studniówki dzieją się w szkołach, przynajmniej w ścisłym związku ze szkołą i nawet w ten sposób, że należą wręcz jakby do programu szkolnego. W każdej szkole średniej w Polsce - i tylko w Polsce - jest co roku studniówka. 

Skąd się wzięła? Wszystko wskazuje na to, że jest to wynalazek PRL-u. Owszem, w II RP istniały komersy, bale maturalne, podobnie zresztą jak w innych krajach. Jednak bal przed maturą jest pomysłem komunistycznym. Już sam ten związek z minioną epoką powinien pobudzić do namysłu. 

Bale same w sobie są związane zwłaszcza z karnawałem, czyli okresem zabawowym między Bożym Narodzeniem a Wielkim Postem, choć nie tylko, gdyż istniały w różnych okresach roku. To była rozrywka arystokracji (kultywowana chociażby na wiedeńskim Opernball). Takie są też chyba korzenie studniówki: nawiązanie do balów karnawałowych. A polegało to na tym, że przyszli maturzyści - a właściwie ich rodzice - fundowali swoim nauczycielom darmową zabawę, zresztą zakulisowo (ukradkiem) obficie zakrapianą trunkami. W mentalności komunistycznej miało to wymiar kupienia ich łaskawości na maturze, która polegała na niemal oficjalnym ściąganiu czyli oszukiwaniu, które dawało przepustkę na studia i awans społeczny. 

Oczywiście pretextem była niby potrzeba relaxu młodzieży przed ciężkimi przygotowaniami do matury. W rzeczywistości studniówka nigdy nie była ani jedyną zabawą młodzieży, ani na prawdę relaxującą, a przygotowanie i zorganizowanie jej pochłaniało i pochłania nie tylko spore środki finansowe, lecz także czas i energię. 

Przede wszystkim brakuje jej sensowności, gdyż ani nie ma czego świętować, skoro matura jeszcze nie jest zdana, ani w niczym nie pomaga, a raczej przeszkadza w skupieniu na uczeniu się (oczywiście wraz z odpowiednim, indywidualnym relaxem, gdyż ludzie w różny sposób odpoczywają i relaxują się). Quasi rytualna studniówka jest raczej pseudobowiązkiem i to szkodliwym, także dla kieszeni rodziców. Uczniowie z rodzin mniej zamożnych - a takich jest w Polsce wciąż nadal większość - albo zostają siłą rzeczy wykluczeni, albo czują się zmuszeni stawać na uszach, by opłacić sobie ów "bal". Nie bez znaczenia jest fakt, że szkoły zawodowe mogą czuć się "gorsze", skoro w nich nie ma studniówek. Maturzyści i ich nauczyciele odgrywają rolę quasi arystokracji, skoro bal szkolny o takim charakterze jest ich przywilejem. 

W tym miejscu pomijam kwestie moralne związane z zachowaniem podczas takiego balu, zwłaszcza sprawę fundowania nauczycielom darmowej rozrywki i popitki, pokątne pijaństwo, toaletowe romanse itp. Już sam fakt organizowania dla młodzieży, która jeszcze nie zdała matury, balu, który sam w sobie ma charakter elitarnej zabawy dorosłych, jest antypedagogiczny i demoralizujący. 

Pod tym względem o wiele sensowniejszy byłby bal maturalny po maturze, w ramach świętowania zakończenia szkoły średniej, gdy jest co świętować i jest za co dziękować. Wymaga to jednak myślowego dystansu do pseudotradycji prl-owskiej oraz odwagi zerwania z nią.