Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą objawienia prywatne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą objawienia prywatne. Pokaż wszystkie posty

Czy "objawienia Boga Ojca" są zgodne z wiarą katolicką?


Nie mam obecnie możliwości zapoznania się z tymi rzekomymi objawieniami pochodzącymi z 1932 r. od młodej włoskiej zakonnicy o nazwisku Eugenia Elisabetta Ravasio (1907-1991, więcej tutaj). W internetach są w tym temacie sprzeczne informacje. Wygląda na to, że książka zawierająca rzekome objawienia dane tej zakonnicy uzyskała "nihil obstat" od biskupa Grenoble, gdzie ona przebywała wówczas. Biskupem Grenoble był Alexandre Caillot (więcej tutaj), o którym była mowa w rzekomych objawieniach, więc oczywisty jest motyw osobisty. 

Znamienne jest także, że s. Eugenia zleciła namalowanie ikony mającej przedstawiać jej wizję Boga Ojca (źródło tutaj):


Ten sposób przedstawienia odbiega od przyjętych od wieków przedstawień, gdzie Bóg Ojciec widnieje jako starzec w nawiązaniu do Księgi Daniela (rozdział 7). Oznacza to zanegowanie nie tylko tych przedstawień, lecz ich związku z Objawieniem biblijnym, co jest główną zasadą ikonografii chrześcijańskiej. 

Wygląda na to, że jest to raczej jeden z elementów rewolucji modernistycznej, a nie autentyczne, czyli nadprzyrodzone objawienie prywatne. 

Działalność x. Piotra Natanka


Nie śledziłem, ani nie śledzę działalności x. Natanka. Okazyjnie coś do mnie docierało i dociera. Myślę, że na tyle wystarczająco, by mieć odpowiednie zdanie. 

Przyznam, że nie mam pewnej wiedzy co do tego, co było pierwsze w jego problemach z przełożonymi kościelnymi - jego conajmniej dziwne nauki czy raczej publiczne oskarżenia w odniesieniu do jego ordynariusza, kard. Stanisława Dziwisza. Pewne jest natomiast, że x. Natanek regularnie wykazuje przynajmniej brak znajomości elementarza teologii katolickiej, a także poważne, choć proste błędy teologiczne. Jest to o tyle znamienne, że zdobył stopnie naukowe z teologii, wprawdzie dokładniej z historii Kościoła, jednak powinien dysponować elementarną wiedzą teologiczną, której mu ewidentnie brak. Nie wiem, czy w wyniku braku pilności czy braku dobrej woli. Aczkolwiek pod tym względem nie jest niestety wyjątkiem w środowisku kościelno-krakowskim, w którym wręcz roi się od przykładów różnego rodzaju mieszanek ignorancji teologicznej z herezjami. Dlatego bardziej prawdopodobne jest, że źródłem i powodem jego problemów z przełożonymi nie są względy teologiczne, lecz kościelno-polityczne. Hierarchia wojtyliańska wykazuje skłonność do daleko idącej tolerancji nawet dla ewidentnie heretyckich i apostackich poglądów, o ile mieszczą się one w ramach lojalności wobec siebie. 

Mało wiarygodne, a nawet wręcz niewiarygodnie wydaje się przyswojenie sobie przez x. Natanka liturgii tradycyjnej, którą zresztą miesza z własnymi pomysłami pseudoliturgicznymi (stąd pojawiło się określenie "ryt grzechińsko-katolicki"). On tej liturgii ani gruntownie nie poznał, ani jej sobie autentycznie nie przyswoił. Jest stosowanie wynika raczej ze względów taktycznych, to znaczy jest wyjściem na przeciw upodobaniom konserwatywnych katolików i zapotrzebowaniu. 

Szczególnie haniebne jest posługiwanie się - i to nawet publiczne i zadeklarowane - rzekomymi objawieniami niejakiej Agnieszki, co świadczy o zupełnej pogardzie dla najprostszych tradycyjnych zasad Kościoła już na poziomie zdroworozsądkowym. 

Demaskująca jest także jego pozytywna reakcja na nominację Grzegorza Rysia na arcybiskupa krakowskiego i ogólnie pochlebna o nim opinia. Oto dowód:  

Ma to zresztą związek zapewne z faktem, że obydwaj są uczniami x. Jana Kracika, powiązanego dość wyraźnie z kręgami masońskimi i antykościelnymi (w czym zresztą nie był wyjątkiem pośród profesorków krakówkowych). 

W sumie wygląda na to, że x. Natanek w obliczu konfliktu z przełożonymi chwyta się wszelkich środków, które mogą mu zdobyć i przysporzyć zwolenników, a tym samym popularności i wsparcia także materialnego. Posłuch, jaki ma u wielu nawet szczerze pobożnych katolików świadczy nie tyle o poziomie jego posługi, co o nędzy teologicznej, duchowej, intelektualnej i duszpasterskiej w strukturach regularnych Novus Ordo. Ludzie, którzy są zniesmaczeni przynajmniej nijakością życia parafialnego i spragnieni duchowego przywódcy, trafiają na kogoś, kto przez swoisty radykalizm zdobywa ich sympatię i zaufanie. 

Osobiście uważam, że z całości sprawy wynika, iż x. Natanek działa dla poczucia własnej wartości, a brak mu autentycznej pobożności, życia wewnętrznego i ducha kapłańskiego, w czym jest niestety dość typowym produktem systemu modernistycznego, mimo że formalnie od niego się zdystansował. 

Oczywiście zapewne zdarza mu się mówić rzeczy dobre i słuszne, co mu właśnie zjednuje zwolenników. Nie chcę też tracić nadziei na jego autentyczne nawrócenie. Póki co niestety nic nie wskazuje na jego gotowość do tego. Ponadto nie sądzę, by obecnie był w stanie zbudować coś autentycznie katolickiego, gdyż on działa bardziej według zasad przywódcy sekty niż prawdziwego duszpasterza, choć potrafi sprytnie wykorzystać deficyty typowe dla środowisk novusowych. 


W sprawie Medjugorje: kto może badać i orzekać?


Powyższa wypowiedź odnosi się do dzisiejszego wpisu w sprawie x. Dominika Chmielewskiego, wchodzi jednak w temat o wiele szerszy, dotyczący nie tylko sprawy rzekomych - a właściwie fałszywych - objawień w Medjugorje. 

Otóż x. Mateusz Kopa po pierwsze reprezentuje tutaj postawę typową dla sekty medjugorjańskiej i właściwie dla wszystkich sekt, sprowadzając kwestię do osobistego przeżycia swojego pobytu w Medjugorje, do swoich wrażeń całkowicie oderwanych od teologicznych kryteriów stosowanych od wieków przez Kościół w tego typu sprawach. 

Po drugie, x. Kopa zachowuje się tak jakby uzurpował sobie kompetencje orzekania w sprawie (mimo deklaracji, że nie chce tego czynić), co jest oczywiście absurdalne. Oczywiście każdemu wolno wyrażać swoje wrażenia czy przeżycia z podróży i pobytu. Jednak nikomu, także a nawet zwłaszcza kapłanowi nie wolno ich stawiać ponad czy choćby nawet poza kryteriami teologicznymi. Zaś przede wszystkim należy mieć na uwadze, że czyjeś osobiste wrażenia czy opinie nie mają zupełnie żadnego znaczenia w kwestii autentyczności objawień prywatnych. W tej kwestii kompetencję ma wyłącznie biskup miejsca, chyba że Stolica Apostolska włączy się w badanie sprawy. W sprawie Gospy z Medju stanowisko biskupa miejsca jest jednoznacznie negatywne i niezmienne. Tego stanowiska Stolica Apostolska także nie zmieniła. Dopuszczono jedynie opiekę duszpasterską nad pielgrzymami. 

Po trzecie, x. Kopa popełnia tutaj szereg poszczególnych błędów merytorycznych. Po kolei:

1. Nie wiem, czy x. Kopa na poważnie twierdzi, że babciowy sposób sprawdzania autentyczności zjawy przez kropienie wodą święconą jest niezawodny. Wygląda na to, że na poważnie. No cóż. Niech każdy sam pomyśli o poziomie intelektualnym tegoż testu. Owszem, taka czynność były zwykle doradzana przez duszpasterzy na wypadek wszelkich zjaw. Nie w tym jest problem. Problem w tym, że jedynym świadkiem reakcji zjawy na wodę święconą jest sama wizjonerka. Nie trudno się domyśleć, wizjonerka, która od początku zmyśla i oszukuje, dość łatwo i sprawnie jest w stanie kłamać także w tej kwestii.

2. Nie wiem, skąd x. Kopa czerpie wiedzę o rzekomym posłuszeństwie "wizjonerów" z Medju. Czyżby nie wiedział, że franciszkanie, którzy rozkręcili rzekome objawienia, są czy przynajmniej na początku i przez dziesięciolecia byli w jaskrawym nieposłuszeństwie wobec biskupa miejsca, a "wizjonerzy" jako ich podopieczni mają w tym swój istotny udział? Że całe rozbębnienie sprawy, także przez liczne wojaże "widzących" po całym świecie jest jaskrawym i ewidentnym przejawem nieposłuszeństwa, i to ciągle od ponad 40 lat, skoro rzekome objawienia nie są - i za pewne nigdy nie będą - zatwierdzone przez Kościół? X. Kopa jest naiwny, jest ignorantem, czy z rozmysłem kłamie?

3. Ciekawe, co x. Kopa rozumie przez "zdrowy kult Maryjny". Wygląda na to, że jedynym kryterium jest dla nie - zgodnie z modernistyczną mantrą - niepomijanie Chrystusa. Na czym to niepomijanie polega, nie wyjaśnia. Sugeruje, że chodzi o adorację eucharystyczną. A czy wziął pod uwagę, jak ta "adoracja" tam wygląda? Że to jest typowe pseudocharyzmatycznie wywoływanie nastroju? Że podstawą adoracji jest celebracja eucharystyczna? Że adoracji i w ogóle czci należnej Najświętszemu Sakramentowi nie można pogodzić z masowymi koncelebrami w tym miejscu, gdzie praktycznie nie da się uniknąć bezczeszczenie a nawet profanacji, choćby nawet nie było to zamierzone? Gdzie tu jest zdrowa, katolicka pobożność eucharystyczna i tym samym zdrowa pobożność Marijna? Czyż Matka Boża godzi się na nagminne i masowe profanacje Ciała Jej Syna? 

4. Dość groteskowy jest argument z celebretem. Niechże x. Kopa spróbuje czy to w Polsce czy gdziekolwiek na świecie wejść do zakrystii i powiedzie, że chce celebrować według mszału z 1962. Gwarantuję, że nie tylko od razu będzie pytany o celebret, o ile nie zostanie natychmiast pogoniony. I tak by się zapewne też stało w Medjugorje. 

5. Argument ze spowiedzi wydaje się najpoważniejszy. Kapłana słusznie wzruszają rzetelne spowiedzi. Rozsądny kapłan powinien jest wziąć pod uwagę zwykłe, naturalne przyczyny, a nie popadać natychmiast w euforię z rzekomego dowodu na boskie pochodzenie tego, co się dzieje w Medju. Gdyby wiedział, na tzw. Zachodzie na zwykłych parafiach praktycznie nie ma spowiedzi, oraz miał na uwadze, że do Medju przybywają głównie ci, którzy się tam czegoś wyjątkowego spodziewają, to zapewne trzeźwiej ocenił swój spowiedziami tam. Ponadto nie wiem, co x. Kopa rozumie przez spowiedzi "głębokie i poruszające". Moje doświadczenie jest takie - i to zarówno w Polsce jak i za granicą - że dość łatwo jest rozpoznać w spowiedzi styl medjugorjański: ckliwe opowiadanie o przeżyciach i o sobie, a to zwykle w czasie teraźniejszym, tak jakby nie było to wcale wyznanie grzechów, z którymi chce się skończyć, oraz skupianie się na błahostkach, a pomijanie np. obowiązków rodzinnych, rodzicielskich, zawodowych itp. X. Kopa jest młodym kapłanem, ale już powinien wiedzieć, że także w konfesjonale mamy nierzadko do czynienia z udawaną pobożnością. A ta jest szczególnie częsta u osób polegających w swoim życiu religijnym głównie czy wyłącznie na objawieniach prywatnych czy t o autentycznych czy nieautentycznych. 

Na koniec jeden przykład dość dokładnie pasujący: Kilka lat temu poznałem osoby, które prosiły mnie regularnie o sprawowanie Mszy św. oraz spowiadanie ich. Chodzi oczywiście o Mszę św. tradycyjną. Zachowywały się bardzo pobożnie: Komunia św. tylko to ust i na klęcząco. Spowiedzi także były niebanalne, aczkolwiek nie wszyscy się u mnie spowiadali. Czar prysł nagle w momencie, gdy te osoby zapoznały się z moim wpisami na niniejszym blogu w kwestii koronki s. Faustyny, Medjugorje oraz pokrewnych tematów, także odnośnie do biznesu z objawieniami prywatnymi. Gdy kolejny raz byłem u nich ze Mszą św., po odejściu od ołtarza chórem zaczęli na mnie wrzeszczeć i niemal mnie chcieli pobić. To było zachowanie jakby diabeł w nich wstąpił. Dotychczas byli bardzo mili, usłużni, wręcz czołobitni, nawet całując zawsze w rękę, choć tego nigdy nie wymagam. Aż wyszło szydło z worka i to w sposób podstępny, gdyż mogli mi napisać czy zatelefonić, że już nie chcą korzystać z mojej posługi, a jednak chcieli mi zrobić awanturę na żywo, oczywiście bez choćby próby dyskusji. Widocznie zależało im na zaplanowanym wybuchu agresji i nienawiści, który ukazał ich prawdziwe twarze i wnętrze. To właśnie byli gorliwi wyznawcy Gospy i faustyno-sopoćkizmu. Takie to jest "głębokie i poruszające"...

Jest dość widoczne, że x. Kopa sam jest w jakiś sposób związany z pseudocharyzmatyzmem, przynajmniej w wersji blachnicystycznej. To by poniekąd wyjaśniało brak dostrzeżenia tych znamion w Medjugorje. 

W sumie x. Kopa się niestety dość skompromitował, gdyż te jego słowa są przejawem nie tylko ignorancji teologicznej lecz także braku zdrowego rozsądku. Jest jeszcze młody. Niech się douczy. Ma szansę. 

Czy objawienia prywatne Boga Ojca są teologicznie możliwe?


Najpierw od strony duszpasterskiej. Prywatnymi objawieniami zasadniczo nie należy się zajmować, dopóki nie zostaną uznane przez władze kościelne. Tym bardziej nie wolno wierzyć i rozpowszechniać, gdy zostały już formalnie odrzucone czy przynajmniej mają treści wątpliwe teologicznie.

Zaś od strony teologicznej istotne są tutaj dwie zasady:
- wszechmoc i wolność Boga, oraz
- stałość i niesprzeczność Jego działania w historii.

Oczywiście Bóg może działać w historii wyłącznie według Swojej woli i Swojego planu, oraz de facto tak działa, także w sposób nieprzewidywalny dla nas. Jednak równocześnie nie przeczy Sobie ani Swemu poprzedniemu działaniu, gdyż całe działanie, choć odbywa się w historii, jest równocześnie wieczne w znaczeniu ponadczasowe.

Innymi słowy: nie można wprawdzie z góry wykluczyć, że Bóg Ojciec zadziała w objawieniu prywatnym (oczywiście autentycznym), jednak można i należy wykluczyć, że byłoby ono sprzeczne z dotychczas znanym nam działaniem, czyli z Bożym Objawieniem w historii.

Konkretnie: możemy przyjąć, że może się wydarzyć objawienie prywatne tego typu, co głos Boga Ojca poświadczony w Ewangeliach, jak w
Mt 3, 17
Mk 9, 7
Łk 9, 35
J 12, 28

Z tego samego powodu jest teologicznie wykluczone objawienie się Boga Ojca w widzialnej postaci, gdyż nie ma to podstaw w Bożym Objawieniu, dokładniej, w sposobie objawiania się Boga Ojca w historii. 

Maria Valtorta - czy warto ją czytać?


Nie będę powtarzał ogólnych dostępnych informacyj odnośnie do tej osoby. Zwrócę jedynie uwagę na te, które są czy mogą być istotne dla postawionego pytania. 

Urodzona w 1897 r. w prowincja Campagna w południowych Włoszech. W wieku 23 lat doznała urazu kręgosłupa. W jej oficjalnej biografii odnotowuje się, że wówczas, przebywając na wypoczynku z rodzicami u zamożnych krewnych w Reggio Calabria zetknęła się i była zachwycona książką jednego z głównych przedstawicieli modernizmu włoskiego, pisarza o zainteresowaniach spiritystycznych Antonio Fogazzaro, a która to książka pt. Il Santo, mimo że była ona od 1906 roku potępiona przez Stolicę Apostolską i umieszczona na indexie ksiąg zakazanych. Pisze o tym w swojej autobiografii (źródło tutaj): 

Tak więc ona sama wyznaje, że książka potępionego modernisty "wycisnęło niezacieralne piętno" w jej sercu, że to jest "dobry znak", że ta książka sprawiła jej "wiele dobra", że dzięki niej rzuciła się zupełnie "w ogromną rzekę, w ocean miłosierdzia boskiego", co doprowadziło ją do "nowego chrztu", który czyni "na nowo czystym i miłym Bogu". No cóż, to śmierdzi dość wyraźnie spirytyzmem pseudopentekostalnym, który wtedy już był dość rozwinięty w protestantyźmie a przegotowywał się do przeniknięcia do Kościoła. 

Od roku 1934 Valtorta była częściowo sparaliżowana w dolnych kończynach, nie mogąc się samodzielnie poruszać. W roku 1943 we Wielki Piątek rzekomo słyszała głos Pana Jezusa nakazujący jej zapisywanie tego, co słyszała. Od tej pory aż do 1953 roku spisała około 15000 stron zeszytu, które się składają na osiem książek o różnej objętości, z autobiografią włącznie, co świadczy o jej ambicjach. 

Największa objętościowo i najpopularniejsza, 10-tomowa książka jest znana pod tytułem "Poemat o Bogu-Człowieku", jednak jej oryginalny tytuł brzmi: L’Evangelo come mi è stato rivelato, czyli "Ewangelia taką, jaka mi została objawiona" (źródło tutaj). Już sama nazwa pierwotnego, bardzo znaczącego i trafnego tytułu świadczy o oszustwie na użytek marketingowy. Określenie "poemat" brzmi neutralnie i zarazem pociągająco, natomiast "Ewangelia" oraz "objawienie" wskazuje na roszczenie konkurencyjne do Bożego Objawienia czyli Ewangelij zapisanych w Piśmie św. Rzeczywiście treść tej obszernej "Ewangelii" według Valtorty we wielu miejscach wykazuje sprzeczność przynajmniej z duchem Pisma św., co stanowi poszlakę co do pochodzenia. 

Mało znany jest fakt, że owa "Ewangelia" w obecnej wersji została napisana nie przez samą Valtortę lecz przez jej spowiednika, o. Romualda Migliorini z zakonu serwitów, który posługiwał się jej zapiskami. Tak więc właściwie jest to jego dzieło, nie Marii, co także świadczy o oszustwie na publiczności. 

O. Migliorini jest osobą dość dziwną. Oficjalne informacje ze strony jego zakonu są skąpe, aczkolwiek można z nich nieco wyczytać (źródło tutaj):


Podawana niekiedy w internecie wieść, że był biskupem, jest nieprawdziwa. Był jedynie przez 6 lat prefektem apostolskim w Afryce Południowej (Swaziland), czyli jakby ordynariuszem misyjnym bez święceń biskupich. Dziwne i znaczące jest to, że on nie został biskupem, lecz został nim jego następca w urzędzie prefekta apostolskiego. 

W każdym razie po powrocie do Włoch został spowiednikiem i powiernikiem Marii i od tego czasu zaistniał jej związek z zakonem serwitów, czego wyrazem jest fakt, że jej ciało - zmarła w 1961 r. - zostało w 1973 r. exhumowane i pochowane ponownie w krużganku bazyliki Zwiastowania Najświętszej Mariji Panny we Florencji, która jest macierzystą siedzibą tegoż zakonu. Odbyło się w okresie pełnienia funkcji przełożonego generalnego przez usańca, o. Peregrin'a Graffius'a: 


Ciekawa jest jego oficjalna biografia (źródło tutaj): 


Mamy więc do czynienia dość wyraźnie z kręgami skrajnie modernistycznymi, gdyż w latach 60-ych i 70-ych Kościół w USA był w awangardzie przemian modernistycznych. W tej fali właśnie o. Graffius został przyłożonym generalnym zakonu oraz doprowadził do uhonorowania M. Valtorty nowym miejscem pochówku, co oznaczało jej promowanie i to mimo nadal moralnie obowiązującego zakazu rozpowszechniania jej pism, gdyż jej główna książka czyli "Ewangelia" została umieszczona w 1959 r. na indexie ksiąg zakazanych, wskutek czego jej czytanie bez specjalnego, indywidualnego pozwolenia władzy kościelnej było grzechem. Index wprawdzie został przez Pawła VI formalnie czyli prawnie skasowany, jednak nadal istnieje i obowiązuje moralnie, zwłaszcza względem książek, co do treści których są zastrzeżenia doktrynalne. 

Podsumowując:
Zastrzeżenia Magisterium Kościoła odnośnie do pism Marii Valtorty są w pełni uzasadnione i aktualne. Oznacza to, że każdy czytający je wystawia swoją duszę na poważne niebezpieczeństwo dla swojej wiary i zbawienia wiecznego, a przez to grzeszy nie tylko przeciw Kościołowi lecz przeciw wierze katolickiej i cnocie miłości.
Grzechem jest także rozpowszechnianie tych pism, gdyż naraża bliźnich na takie samo niebezpieczeństwo, a może nawet większe, jeśli dana osoba jest jeszcze mniej ugruntowana we wierze katolickiej. 

Co to jest "Tajemnica szczęścia"?


Chodzi o modlitwy rzekomo objawione św. Brygydzie Szwedzkiej, rozpowszechniane w różnych wydaniach. Mówiąc najkrócej, jest to biznesowe oszustwo. 

Pod względem historycznym wykazano, że te modlitwy powstały dużo później w północnej Anglii (źródło tutaj).

Zaś Stolica Apostolska wydała w 1954 r. upomnienie, by biskupi nie wydawali pozwolenia na drukowanie tych textów (źródło tutaj):


Tłumaczenie własne:

"W niektórych miejscach rozpowszechniane jest niejakie dziełko, które tytuł brzmi <Tajemnica szczęścia - piętnaście modlitw od Pana Jezusa objawionych św. Brygidzie in kościele św. Pawła w Rzymie>, wydane w różnych językach.

Ponieważ w tej książeczce twierdzi się, że św. Brygydzie zostały dane niejakie obietnice, których nadprzyrodzone pochodzenie w żaden sposób nie zostało stwierdzone, ordynariusze miejsca niech baczą, by nie udzielać pozwolenia na wydawanie i drukowanie dziełek czy pism, które zawierają owe obietnice."

Tym samym sprawa jest jasna. 

Dlaczego w Kościele nie ma koronki do krwawych łez NMP?


Od pewnego czasu niektórzy popularni w internecie duchowni propagują tzw. koronkę do krwawych łez Najświętszej Maryi Panny, podając przy tym fałszywe informacje. Jest też sporo stron internetowych propagujących takową koronkę. Są strony zarówno niby konserwatywnych katolików budujących swoją wiarę i pobożność na wszelkich objawieniach prywatnych, jak też strony różnych sekt jak np. Vassuli Ryden.

Według wiki istnieje owszem Koronka Łez Najświętszej Maryi Panny, zapoczątkowana w objawieniach prywatnych, które otrzymała siostra Amalia ze zgromadzenia Misjonarek Jezusa Ukrzyżowanego w latach 1929-1930, zatwierdzonych przez jej ordynariusza, biskupa Campinas w Brazylii. Koronka otrzymała następnie zatwierdzenie dwóch biskupów z USA, dwóch węgierskich i dwóch niemieckich (podane tutaj). Jednak oficjalna strona dzisiejszej archidiecezji Campinas nie wspomina o tych objawieniach nawet przy okazji życiorysu biskupa, który był zresztą założycielem rzeczonego zgromadzenia. Także na stronie zgromadzenia nie ma żadnej wzmianki. Wprawdzie nie można zupełnie wykluczyć, że obecne kierownictwo diecezji i też zgromadzenia chce wymazać sprawę z historii, jednak brak jakiejkolwiek wzmianki jest dziwny. Tym bardziej konieczne jest opieranie się na solidnych, nie budzących wątpliwości źródłach. Jednak w internecie nie ma też kopii jakiegokolwiek oryginalnego wydania tej koronki wraz z imprimatur czy nihil obstat. Oficjalna strona ruchu związanego z tymi objawieniami i koronką jest anonimowa i wygląda na jedynie domorosłą inicjatywę. Tak więc pochodzenie koronki jest tajemnicze, przynajmniej niejasne, a sprawa dziwna, nawet podejrzana. Czyżby chodziło o oszustwo na wielką skalę?

Ponadto jest problem teologiczny odnośnie treści koronki.

Po pierwsze, odnośnie textu rozpowszechnianego po polsku. Otóż w tekście oryginalnym portugalskim - podanym wyżej - oraz w innych językach nie ma mowy o krwi czy o krwawych łzach. Jest mowa jedynie o łzach. Z całą pewnością taki dodatek jest zafałszowaniem textu podawanego jako oryginalny. Zaś nie jest to jedynie szczegół, gdyż ma istotne znaczenie teologiczne. Zbawienie dokonało się przez Krew Jezusa Chrystusa. Tylko o Jego zbawczej Krwi mówi Pismo św. i Tradycja Kościoła.
Ani Pismo św. ani Tradycja Kościoła nie zna "krwawych łez" Matki Zbawiciela. Coś takiego jest nowością i zafałszowaniem Bożego Objawienia.


Po drugie, zastrzeżenia budzi także mówienie już o samych łzach Matki Bożej, gdyż także nie ma to podstaw w Bożym Objawieniu. Ani Pismo św. ani Tradycja nie mówią o płaczu Matki Bożej czy o Jej łzach. To są jedynie wyobrażenia i fantazje. Dotyczy to także hymnu "Stabat Mater", gdzie jest mowa o "iuxta crucem lacrimosa", co jest pobożnym wyobrażeniem, dopuszczalnym jako takie, gdyż niesprzecznym z prawdami wiary, jednak tylko poetyckim, ludzkim wyobrażeniem. Natomiast nauczanie i modlitwa Kościoła są zawsze mocno zakorzenione w Piśmie św. i Tradycji. Czym innym jest wyobrażenie, nawet jeśli jest pobożne. Ono nigdy nie jest stawiane przez Kościół w miejscu należnym Bożemu Objawieniu. Tak np. kult Niepokalanego Serca NMP ma wyraźne uzasadnienie biblijne, gdyż Pismo św. w kilku miejscach mówi o Jej sercu. Kult Jej łez natomiast wykracza poza te ramy i jest dodatkiem ludzkim. Nie może tego faktu zmienić także objawienie prywatne, nawet autentyczne, gdyż żadne autentyczne nie próbuje dodać czegokolwiek do Bożego Objawienia publicznego. 

Podkreślam: fantazja nie jest synonimem kłamstwa. Chodzi o stopień pewności oraz rangę. Teologia katolicka jest nauką ścisłą i racjonalnie trzeźwą. Tak samo życie Kościoła nie polega na fantazjach, choćby one były pobożne i miały podstawy psychologiczne, lecz na wiarygodnych, tzn. poświadczonych przez naocznych świadków faktach przekazanych pod natchnieniem Ducha Świętego. Do tych faktów nie należą łzy NMP. Pismo św. i Tradycja są jakie są. Żadne objawienia prywatne ani "płaczące" figury nie są w stanie tego zmienić. Zaś budowanie swojej wiary i pobożności na tego typu fenomenach oznacza brak wiary nadprzyrodzonej oraz wystawianie katolicyzmu na pośmiewisko u ludzi krytycznie myślących i jest z całą pewnością dziełem szatana.

Podsumowując można powiedzieć, że zasadne jest podejrzenie o oszustwo. Wygląda na to, że chodzi o podstępną, marketingowo sprytną, choć fałszywą popularyzację nowszych fenomenów typu płaczące figury czy obrazy Matki Bożej. Podkreślić należy, że czym innym są łzy Matki Bożej (o których ani Pismo św. ani Tradycja Kościoła nie mówią), a czym innym (rzekome) łzy na figurach czy obrazach (które muszą zostać dopiero zbadane, by można było je brać poważnie). Owszem, są znane z historii Kościoła przypadki rzekomych łez (wówczas nie było możliwości zbadania chemicznego składu). Jednak osobną sprawą są obecne tego typu fenomeny, o ile zostały uznane za nieautentyczne czyli zwykłe oszustwo. Wiążą się one zwykle z fałszywymi przesłaniami w rzekomych objawieniach Matki Bożej. Tak więc chodzi tutaj widocznie po pierwsze o zwodzenie przez fałszywe orędzia. Po drugie, służy to ośmieszeniu wiary katolickiej oraz prawdziwych objawień prywatnych i cudów.

Naiwność i oszukaństwo - film Kondrata (z uzupełnieniem)


O nowszym filmie Michała Kondrata było mi dane już się wypowiedzieć (por. tutaj), zaś kilkakrotnie w sprawie objawień s. Faustyny (por. tutaj). W przypadku tego filmu sprawa jest podobnego rodzaju, a nawet grubsza, pod względem zarówno faktów jak też teologii. Przejdźmy po kolei. 

1. Pierwszym grubym fałszem, demaskującym cały film, jest twierdzenie na początku, iż nauczanie Kościoła przez wieki wypaczało prawdę o Bogu i trzeba było s. Faustyny, by je wyprostować. No cóż, to twierdzenie jest tak groteskowe i zarazem bezczelne, że nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać. W każdym razie dobrze, że padło, gdyż ukazuje wprost, o co w tym wszystkim chodzi: o nauczanie o Bogu, które jest sprzeczne z odwiecznym nauczaniem Bożego Objawienia przez Kościół.

2. Już przedstawienie powołania s. Faustyny do zakonu jest znamienne. Jej twierdzenie, że Jezus ją wzywa, powinno być sygnałem alarmowym dla spowiednika i przełożonych w zakonie już zanim została przyjęta, zwłaszcza w okoliczności, iż rzekomo już od pewnego czasu rzekomo Pan Jezus jej się objawiał. Reakcja rodziców była normalna: gdy dziecko mówi, że Jezus wzywa, to brzmi to dziwnie i powinno być bliżej zbadane, tak więc w tym znaczeniu słusznie uznali, że Helena jest szalona. Gdyby Jezus rzeczywiście wzywał, to by na pewno natchnął ją także do tego, by omówiła ze spowiednikiem sprawę tych zjawień, a tego widocznie nie uczyniła. Tym samym była podatna na mamienie szatańskie i trwała w pysze, skoro uważała, iż sama sobie poradzi z tymi zjawieniami. Już ta postawa świadczy o braku pokory i tym samym braku dojrzałości duchowej, i jest gorsząca. Najpóźniej w momencie przyjmowania do zakonu powinna była wyjawić swoje przeżycia spowiednikowi. Także przełożona przyjmująca ją powinna była dopytać, co dokładnie ma na myśli mówiąc, że "Jezus wzywa". Takie słowa w ustach prostej dziewczyny nie są normalne. Normalny jest natomiast sceptycyzm przełożonych wobec takich słów. Każdy rozsądny człowiek, zwłaszcza choć trochę doświadczony w sprawach duchowych, przynajmniej by dopytał, na czym polega to wzywanie. Jest bardzo mało prawdopodobne, by przełożona przyjęła takie słowa za dobrą monetę, bez zbadania, co one właściwie znaczą w przypadku Heleny. Tak więc wygląda na to, że s. Faustyna opisując tę sytuację po prostu skłamała, to znaczy faktycznie innych używała słów, motywując chęć wstąpienia do zakonu, skoro nikt wtedy nie dopytał, jakie to jest wzywanie, i tym samym nie wyszły na jaw rzekome widzenia. 

W tym kontekście znamienne jest, iż jedyne i dość zagadkowe - pochodzące od nieznanej "pani dr" - świadectwo zdrowia psychicznego s. Faustyny pochodzi z roku 1952, czyli wydane 19 lat po jej śmierci: 




3. Nader ciekawa jest sprawa obrazu namalowanego przez Eugeniusza Kazimirowskiego. Znamienne jest, że to właśnie jego x. Sopoćko wybrał do zadania zleconego rzekomo przez Pana Jezusa, mimo iż Kazimirowski był masonem. A może właśnie dlatego? W filmie x. Sopoćko jest z nim per "ty", co zapewne także nie jest przypadkowe. Otóż spowiednik x. Faustyny regularnie pozował do fotografij z rozpiętymi guzikami sutanny, co po pierwsze nie mogło być przypadkowe, a po drugie jest delikatnym ale wyraźnym zaznaczeniem masońskiego symbolu "ukrytej dłoni":








Ciekawe jest świadectwo znawcy i zwolennika x. Sopoćki, który widocznie ujawnia, iż x. Sopoćko albo złamał tajemnicę spowiedzi - wskutek czego popadł w automatyczną (latae sententiae) karę exkomuniki, albo po prostu oszukiwał w swojej opinii o s. Faustynie, gdyż tylko na podstawie spowiedzi może wiedzieć, czy dana osoba popełniła grzech ciężki czy nie: 





Odnośnie x. Sopoćki warto się zapoznać z informacjami podanymi tutaj - ciekawymi, choć pisanymi z pozycji zwolennika: 


Próba usprawiedliwienia x. Sopoćki jest oczywiście groteskowa. 

Film w żaden sposób nie podejmuje tematu, dlaczego propagatorzy kultu objawień s. Faustyny od 1979 r. zrezygnowali z obrazu autorstwa Kazimirowskiego, a posługują się innym obrazem jako rzekomo namalowanym według wskazań zakonnicy. A różnice są ewidentne i poważne, jak np. to, że na obrazie Kazimirowskiego według wskazań s. Faustyny postać ma wzrok spuszczony w dół i tym samym niewidoczne oczy, podczas gdy na obrazie rozpowszechnianym obecnie postać patrzy wprost pięknym, pociągającym wzrokiem. Ciekawe są informacje o dokonanej w latach 1990-ych renowacji i retuszowaniu obrazu Kazimirowskiego. Dziwne jest, iż na tak ważnym i czczonym obrazie rzekomo dokonywano wielokrotnie zmian. Pozostaje pytanie, czy i kto tego dokonywał, i kto na to pozwolił. A zapewne nie jest przypadkiem, że zajęły się nim akurat kręgi tzw. charyzmatyków, czyli protestanckiej sekty pentekostalnej przystosowanej do zwodzenia katolików w ramach struktur kościelnych. W filmie jest to przedstawiane - nie do końca jednoznacznie - niby jako odsłonięcie pierwotnej wersji rysów twarzy autorstwa Kazimirowskiego. Gdyby tak było, to dowodem byłyby pierwotne fotografie tego obrazu, ale one właśnie nie poświadczają tej wersji. Wystarczy spojrzeć na fotografie opublikowane chociażby na wczesnych materiałach propagandowych objawień s. Faustyny. Obliczone na naiwność odbiorców jest twierdzenie, jakoby Kazimirowski nie dysponował technicznymi możliwościami kopiowania zarysu twarzy z Całunu Turyńskiego, który wówczas był przecież szeroko znany także z fotografij wcale nietrudnych do zdobycia. Wiadomo, że x. Sopoćko w tym czasie podróżował do Ziemi Świętej, więc tym bardziej mógł przywieźć fotografie Całunu. Zdolny artysta - jakim był Kazimirowski - bez większego trudu był w stanie skopiować przynajmniej podstawowe wymiary zarysu twarzy, więc mówienie o cudownej zgodności z wizerunkiem na Całunie i chuście z Oviedo jest po prostu robieniem ludziom wody z mózgu. 

4. Ciekawy jest wątek ciemnego tła obrazu. Najpierw jest podane słowami s. Faustyny, że Jezus wychodzi z ciemności. Biorąc dokładnie, jest to bluźnierstwo, gdyż ciemność i otchłań oznacza zarówno w Piśmie św. jak też w całej Tradycji Kościoła zło i szatana. Jest to więc symboliczne zaprzeczenie prawdy, iż Jezus Chrystus przychodzi z nieba, która jest jasnością, gdyż oznacza rzeczywistość Bożą. Podjęta w dalszym ciągu filmu inna próba interpretacji ciemnego tła, mianowicie że bez jasnej postaci Jezusa pozostaje tylko ciemność, czyli zło i grzech, także nie odpowiada Bożemu Objawieniu, gdyż przeczy objawieniu naturalnemu i starotestamentalnemu, które już zawierały pewne światło prawdy Bożej, wprawdzie niedoskonałe, ale jednak. 

5. Jedynie wytworem bujnej a kłamliwej fantazji może być scena, według której w 1965 r. ówczesny abp K. Wojtyła otrzymuje od kardynała prefekta Świętego Oficjum A. Ottaviani'ego zalecenie otwarcia procesu informacyjnego do beatyfikacji s. Faustyny w sytuacji obowiązującego zakazu rozpowszechniania jej rzekomych objawień. Ów zakaz jest bowiem jednoznaczną negatywną oceną rzekomych objawień i tym samym nie ma żadnych podstaw do wszczynania procesu. Aż do pontyfikatu Jana Pawła II (od 1978 r.) ani w Polsce, ani gdziekolwiek na świecie nie było żadnego kultu s. Faustyny, a trwały spontaniczny kult danej osoby jest według odwiecznych zasad Kościoła pierwszym wyjściowym warunkiem otwarcia procesu informacyjnego, o czym ktoś taki jak kard. A. Ottaviani z pewnością wiedział i tego przestrzegał. 

6. Przeciw świętości x. Sopoćki świadczą dość wyraźnie następujące fakty wspomniane w filmie:

- Mimo rzekomej wiekopomnej misji kierownictwa duchowego dla s. Faustyny x. Sopoćko udaje się w podróż do Ziemi Świętej, porzucając na ten czas swoje nadzwyczajne i wiekopomne zadanie duchowej opieki. Widocznie "Pan Jezus" udzielił mu urlopu...

- Ukazana pomoc Żydom przez wystawianie im fałszywych metryk Chrztu św. jest niczym innym jak oszustwem i to w materii świętej jaką jest sakrament oraz przyjęcie wiary Chrystusowej. Ratowanie życia biologicznego nie może być moralnym usprawiedliwieniem takiego oszustwa. 

7. W związku ze spaleniem pierwotnej wersji "Dzienniczka" przez s. Faustynę nasuwa się wiele pytań: Czy ona nie spowiadała się podczas nieobecności x. Sopoćki (z powodu podróży do Ziemi Świętej)? Jeśli się spowiadała, to czy wyznała spowiednikowi swoje wizje i spisywanie ich? Na jakiej podstawie uznała, że wizje są mamieniem szatańskim? Czy samodzielnie tak uznała, nie pytając nikogo, także spowiednika zastępującego x. Sopoćkę? Otóż jeśli zupełnie sama podjęła decyzję o spaleniu, to albo miała pewność co do pochodzenia szatańskiego (i ta pewność była słuszna), albo działała z chwilowego widzimisię i zgrzeszyła ciężko przeciw posłuszeństwu kierownikowi duchowemu. Co na to powiedział jej Pan Jezus, który się rzekomo zjawiał? W każdym razie to zupełnie nie pasuje do rzekomego posłuszeństwa Panu Jezusowi, tym bardziej do licznych pochwał dla s. Faustyny ze strony rzekomego Pana Jezusa. Innymi słowy: to się całości nie trzyma. Tak więc albo zatajane są istotne fakty, albo cała historia jest zmyślona czy przynajmniej poważnie przekręcona. 

8. Muszę wskazać także na jaskrawy fałsz teologiczny, zawarty w scenie spowiedzi s. Faustyny. Gdy spowiada się z buntu przeciw poleceniom przełożonych, x. Sopoćko mówi, że nie ma grzechu, jeśli mimo wewnętrznego buntu polecenia są wykonywane. Jest to oczywiście nieprawda, ponieważ grzech jest przede wszystkim i najpierw aktem wewnętrznym. Jeśli ktoś w postawie wewnętrznego buntu wykonuje polecenie zewnętrznie, to grzech pozostaje wewnętrzny, gdyż jest grzechem w myślach. Posłuszeństwo zakonne i kościelne polega na chętnym wykonywaniu poleceń przełożonych w duchu naśladowania Chrystusa, nawet mimo zastrzeżeń co do słuszności polecenia, przy czym zastrzeżenia wolno wyrazić także zewnętrznie. Czym innym jest jednak bunt, gdyż oznacza on sprzeciw, najpierw wewnętrzny. Jeśli ktoś w postawie wewnętrznego sprzeciwu na zewnątrz ulega poleceniu, to po pierwsze nadal grzeszy, aczkolwiek tylko wewnętrznie, a po drugie postępuje obłudnie, ponieważ w sprzeczności do swego wewnętrznego nastawienia. Tak więc podana nauka x. Sopoćki świadczy o poważnej niekompetencji teologicznej, mimo iż z wykształcenia był teologiem moralnym. 

9. Znamienne jest opowiadanie zakonnicy pracującej w hospicjum odnośnie umierającej kobiety: mimo że wyspowiadała się i przyjęła Ostatnie Namaszczenie, oto na słowa koronki s. Faustyny umierająca rzekomo reagowała w taki sposób jak opętani na exorcyzm. Taka jest przynajmniej wymowa słów tej zakonnicy. Nie wiem, czy zdaje ona sobie sprawę z tego, co powiedziała: skoro umierająca na sakramenty święte nie reagowała jak opętana lecz dopiero na słowa koronki, to oznacza to albo że - według wersji zakonnicy - w sakramentach nie została uwolniona od mocy szatana, albo że koronka jest demoniczna. 

10. Podobny charakter ma opowiadane franciszkanina z Wilna, który rzekomo przez słowa koronki dokonał uwolnienia czyli exorcyzmu. Po pierwsze nie mógł to być exorcyzm, gdyż rytuał Kościoła nie przewiduje stosowania koronki s. Faustyny. Po drugie, ów franciszkanin dopuścił się nadużycia, zastępując właściwy rytuał exorcyzmu textem koronki. Co zresztą nie dziwi, skoro on przyznaje się do stosowania pseudocharyzmatycznej "modlitwy wstawienniczej", czyli demonicznego bełkotu pochodzącego z sekty pentekostalnej. 

Pomijam tutaj analizę scen opartych na treści "Dzienniczka" s. Faustyny, gdyż bardziej celowe jest całościowe zbadanie tego textu. 


Post scriptum 1

Przy okazji warto zwrócić uwagę, kto się szczególnie zasłużył dla propagowania rzekomych objawień s. Faustyny. Otóż autor filmu tak pisze o jednym z jego bohaterów:


X. Michalenko to ukrański Żyd, co doskonale pasuje do całej sprawy. To on zasłużył się zarówno dla publikacji i propagowania "Dzienniczka" jak dla rzekomego cudu za wstawiennictwem s. Faustyny: 


Jego uroczystości pogrzebowe, które ostatnio miały miejsce, przypominały bardziej celebrację apostatów, na co wskazuje choćby biały kolor szat liturgicznych, co jest nie tylko sprzeczne z zasadą liturgii katolickiej lecz znaczące teologicznie, gdyż sugeruje świętowanie Zmartwychwstania czy wręcz kanonizację zmarłego, a nie modlitwę za zmarłych:



Kyrie eleison !



Post scriptum 2

Odnośnie różnych obrazów - i generalnego oszustwa - ogólne informacje podane są tutaj

Właśnie otrzymałem istotną wskazówkę odnośnie dwóch różnych obrazów "Jezusa miłosiernego". Chodzi o text, który zamieszczam w zrzutach (dostępny tutaj). Komentarz jest właściwie zbędny, ale nasuwa się następujący: oszustwo na oszustwie oszustwem pogania...








Krąży także następująca wypowiedź x. Sopoćki (źródło tutaj):


Natomiast znany obecnie specjalista od x. Sopoćki przedstawia kwestię namalowania innego obrazu następująco:



Czy wolno podważać uznane objawienia prywatne?

 

Jednym z przejawów ignorancji religijnej - i to nawet wśród duchownych, którzy niby ukończyli studia teologii - jest obecnie rozpowszechnione mniemanie, jakoby uznane oficjalnie objawienia prywatne były obowiązujące dla katolika i niepodważalne. Tak oczywiście nie jest. Wystarczy znać chociażby treść "Katechizmu Kościoła Katolickiego" w tej kwestii. Takie jest też zresztą stanowisko tradycyjnej teologii katolickiej, czego przykładem są słowa jezuity, profesora papieskiego uniwersytetu Gregoriana, o. Pawła Siwka, zawarte w jednej jego książek w sprawie Teresy Neumann z bawarskiego Konnersreuth (strona 79):




Jedno wyjaśnienie: Orzeczenie, iż dane objawienie prywatne nie sprzeciwia się wierze i moralności, NIE jest nieomylne, a to już ze swej natury, gdyż nie dotyczy publicznego Bożego Objawienia, i tym samym nie jest obowiązujące dla katolika. Tym samym można i należy badać wszelkie objawienia prywatne, także te zatwierdzone przez władze kościelne. Badanie to oczywiście powinno mieć miejsce przede wszystkim w świetle prawd wiary i według kryteriów racjonalnych. 

Wojna a objawienia fatimskie

 


Tutaj zawarte są dwie osobne kwestie:
1. polityczno-historyczna: przyczyny obecnego konfliktu między Rosją a Ukrainą, 
2. teologiczna: znaczenie objawień prywatnych oraz ich związek z wydarzeniami historycznymi. 

Kwestię 1. pominę, gdyż po pierwsze nie jestem politologiem ani historykiem, a po drugie, jest to kwestia dość złożona, którą będzie można rozważyć solidnie dopiero z perspektywy czasu oraz w oparciu o dokumenty. Zaś tymczasem dominuje propaganda z obydwu stron konfliktu, co uniemożliwia czy przynajmniej istotnie utrudnia obiektywną ocenę zdarzeń oraz ich przyczyn.

Przy tej okazji warto mieć na uwadze katolickie nauczanie o wojnie sprawiedliwej. Jego zasady są proste, jednak ich zastosowanie do obecnej sytuacji nie jest łatwe, gdyż wymaga to rzetelnej znajomości faktów, co w obecnym stanie raczej nie jest możliwe.

Zadane pytanie sugeruje, że obecna sytuacja wynika z braku nawrócenia Rosji, do którego miało prowadzić poświęcenie tego kraju Niepokalanemu Sercu Najświętszej Mariji Pannie. To by oznaczało stawianie Rosji w roli grzesznika i winowajcy w odniesieniu do aktualnego konfliktu, czyli wykorzystanie treści rzekomych objawień fatimskich do wydania oceny historyczno-politycznej, co oczywiście jest niedopuszczalne metodycznie. 

Wyjaśniam: 
Przede wszystkich należy mieć na uwadze, że tzw. tajemnice fatimskie - a to w drugiej z nich zawarte są słowa o Rosji - nie należą do uznanych przez Kościół objawień Matki Bożej, które miały miejsce od 13 maja do 13 października 1917 r. Pochodzą one dopiero z późniejszych rzekomych objawień danych s. Łucji (bądź rzekomej s. Łucji) z roku 1927, a opublikowanych w 1942 r. Tym samym nie ma żadnych podstaw do przypisywania tym textom wiarygodności w znaczeniu uznania przez Kościół. 

Jeśli by nawet założyć autentyczność - czyli boskie pochodzenie - tzw. drugiej tajemnicy fatimskiej, warto zauważyć: 

- Z całą pewnością Rosja jako kraj jest bardzo daleka od nawrócenia w znaczeniu katolickim.
- Jest również oczywiste, że poświęcenie Rosji według treści tzw. drugie tajemnicy fatimskiej niestety nie zostało spełnione, a to ze względów politycznych i ekumaniackich. Jak wiadomo, Jan Paweł II pragnął odbyć podróż do Rosji i miał nadzieję, że uniknięcie spełnienia żądania z z tzw. drugiej tajemnicy pomoże mu w osiągnięciu tego celu. Ponadto zapewnie nie chciał też pogarszać stosunków z Rosją już i tak napiętych wskutek ustanowienia katolickich struktur kościelnych w tym kraju. 
- Objawienia prywatne, o ile są autentyczne, jako orędzia mają charakter prorocki, to znaczy są apelem, wezwaniem do działań ze strony ludzi. Jeśli wezwanie jest warunkowe, to oczywiście należy liczyć się z konsekwencjami działania ludzkiego bądź tegoż zaniechania. Innymi słowy: o ile nie nastąpiło wypełnienie wezwania z tzw. drugiej tajemnicy fatimskiej, o tyle należy spodziewać się zapowiedzianych skutków niewypełnienia. 
- Trudno jednak ocenić, czy obecny moment jest spełnieniem zapowiedzi. To dopiero okaże się w rozwoju sytuacji. 
- Na pewno autentyczne, czyli uznane przez Kościół orędzie fatimskie (a do niego nie należą tzw. tajemnice fatimskie) jest nadal aktualne, a to oznacza aktualność wezwania do nawrócenia, pokuty i modlitwy za grzeszników. Owoce są pewne, nawet jeśli ich konkretnej postaci nie można przewidzieć. 

Co sądzić o "godzinie łaski"?

 


Chodzi o objawienia prywatne w Montichiari (we Włoszech), związane z osobą prostej kobiety, pielęgniarki o nazwisku Pierina Gilli. Najpierw muszę przyznać, że nie zapoznałem się z tematem wnikliwie, lecz jedynie pobieżnie, gdyż obecnie nie mam innej możliwości. 

W informacjach ogólnie dostępnych w internecie nie znalazłem nic, co by przemawiało przeciw autentyczności tych domniemanych objawień, czy przynajmniej przeciw ich zgodności z wiarą katolicką i obyczajami. Wprawdzie stanowisko władz diecezjalnych w tej sprawie było do niedawna bardzo zdystansowane, prawie graniczące z negatywnym, jednak - o ile mi wiadomo - bez merytorycznych zastrzeżeń teologicznych. Zaś kilka lat temu doszło do pewnej pozytywnej zmiany tego stanowiska o tyle, że biskup miejsca erygował w tym miejscu diecezjalne sanktuarium. 

Treść objawień nawiązuje do objawień fatimskich. Postawa widzącej, Pieriny, wydaje się przemawiać za jej wiarygodnością, gdyż poddawała się stale zarządzeniom władz kościelnych oraz wiodła życie skromne, w zaciszu klasztoru, pod nadzorem duchownych. 

Tym samym osobiście nie mam zastrzeżeń także co do tzw. godziny łaski, przynajmniej na obecny stan mojej wiedzy. 

Czy Bóg działa poza Kościołem?



Oczywiście Pan Bóg jest wolny w Swoim działaniu i może udzielać Swoich łask każdemu, komu chce i kiedy chce. Jest jednak kwestia wiarygodności takowych zdarzeń. Jedynie Kościół rzymski ma solidne, racjonalne kryteria stwierdzania zdarzeń nadprzyrodzonych. Czyjeś opowieści nie wystarczą, zwłaszcza jakieś literackie czy filmowe.

Pewne jest natomiast, że Pan Bóg działa zawsze ku nawróceniu ludzi, także tych znajdujących się poza widzialnym Kościołem. Oznacza to, że przez Swoje działanie prowadzi ludzi do Kościoła, który jest objawioną drogą Zbawienia. Innymi słowy: cokolwiek oddala od wiary katolickiej i Kościoła, z całą pewnością nie pochodzi z działania Bożego.

Co należy sądzić o działalności Przemysława Janiszewskiego ("Moc w słabości")?

 




Rzeczywiście, również zauważyłem jego wystąpienie (w międzyczasie chyba usunięte), w którym na poważnie twierdził, jakoby Kościół nie wypowiedział się w sprawie rzekomych objawień w Medjugorje i jakoby nie mógł się wypowiedzieć dopóki rzekome objawienia trwają. Jest to oczywiście bezczelne kłamstwo, gdyż jest szereg wypowiedzi biskupa miejsca, które jednoznacznie odrzucają autentyczność owych rzekomych objawień (por. tutaj). Także badanie sprawy przez komisję Konferencji Biskupów Jugosławii z roku 1991 - potwierdzone przez Kongregację Nauki Wiary - doprowadziło do negatywnej oceny (por. tutaj). Badanie przez komisję pod przewodnictwem kard. Ruini'ego podjęte za pontyfikatu Benedykta XVI (od 2010 r.) widocznie także miało wynik negatywny, skoro nie ma werdyktu odwołującego poprzednie orzeczenia biskupa miejsca i Kongregacji Nauki Wiary (por. tutaj). Misja abpa Hoser'a oddelegowanego przez Franciszka ma za przedmiot wyłącznie kwestie duszpasterskie opieki nad pielgrzymami, a nie autentyczność samych rzekomych - a ewidentnie fałszywych - objawień.

Zwróciłem Janiszewskiemu na to uwagę w komentarzu, który został przez niego niezwłocznie wyrzucony. Świadczy to o tym, że ten człowiek z rozmysłem oszukuje swoich odbiorców, co jest typowe dla sekty medjugorjańskiej (por. tutaj).

Czy rzekome objawienia w Trevignano są autentyczne?

 


Nie ma oficjalnego orzeczenia władzy kościelnej - czyli biskupa miejsca - w tej sprawie (por. tutaj i tutaj). Sprawa jest jednak dość jasna, według kryteriów zarówno zdroworozsądkowych jak też teologicznych. Ocenę opieram na wystąpieniach rzekomej "widzącej" dostępnych w internecie.

1. Kontext rzekomych objawień: 

- Gisella opowiada, że pierwsze przeżycia "mistyczne" miała rzekomo, gdy wieczorem wraz z mężem leżała w łóżku przed telewizorem. W takiej sytuacji typowe jest działanie szatana, nie działanie szczególnej łaski Bożej. Z prostego powodu: typowe dla pedagogii Bożej jest zachęcanie do życia duchowego i modlitwy, nie do zwykłych zajęć codziennych i to dość mało wzniosłych, jak kładzenie się do łóżka i oglądanie TV. 

- Jeszcze bardziej znamiennym kontextem jest ścisły związek z fałszywymi objawieniami w Medjugorje. Małżeństwo Cardia jest widocznie blisko związane zarówno z tym miejscem jak też z rzekomymi objawieniami, w które nie tylko ewidentnie wierzy, lecz także rozpowszechnia. Rzekomo płacząca figura przedstawia właśnie zjawę z Medjugorje. Nie trzeba być szczególnie domyślnym, by wnioskować, iż chodzi o uwiarygodnienie tamtejszych rzekomych objawień, w opozycji do orzeczenia Kościoła - zarówno biskupa miejsca jak też komisji watykańskiej (już z 1990 r.). Chodzi więc o uwiarygodnianie i propagowanie oszustwa. 

- Nie bez znaczenia jest także związek z obrazem znanym z kultu "Bożego Miłosierdzia" pochodzącego od s. Faustyny i x. Sopoćki (por. tutaj i tutaj). Otóż w Trevignano rzekomo "płacze" także ten obraz, który oczywiście nie jest tym właściwym - namalowanym według wskazań s. Faustyny przez żydomasona samobójcę Kazimirowskiego. Zresztą nie był on jedynym żydem zaangażowanym w kult "Jezusa Miłosiernego" (więcej tutaj).  Propagowany obecnie obraz autorstwa Adolfa Hyły w istotnych elementach odbiega od obrazu namalowanego przez Kazimirowskiego. Tak więc także pod tym względem chodzi o uwiarygodnianie oszustwa. 

2. Treść: 

- Oczywiście dobre jest wzywanie do odmawiania różańca. Nie jest to nic nowego. Kościół zawsze to czynił. Tak więc właściwie zbędna jest nadzwyczajna interwencja Boża w tym celu. Opieranie oceny jedynie na tym wezwaniu jest nielogiczne i naiwne. 

- Charakterystycznym elementem jest rzekoma przepowiednia obecnej tzw. pandemii, mająca miejsce w 2019 r. Także pod tym względem nie ma znamion nadprzyrodzoności, gdyż po pierwsze tzw. pandemia była przygotowywana znacznie wcześniej (co łatwo mogło być znane mocodawcom "widzącej", która jest widocznie sprytnie sterowana, podobnie jak "wizjonerzy" z Medjugorje), a po drugie Gisella mówiła o "nieznanej bakterii", nie o wirusie (który zresztą nie jest nowy co do typu, lecz najwyżej co do mutacji), co oczywiście wyklucza nadprzyrodzone pochodzenie owej przepowiedni, gdyż Pan Bóg na pewno odróżnia między bakterią a wirusem (źródło tutaj):


- Wezwanie do nawrócenia także nie jest ani nowe ani konkretne. Mglistość i wieloznaczność jest typowa dla oszustów, nie dla działania Bożego. 

- Gisella twierdzi, iż wyznaczony przez biskupa miejsca "expert od mistyki" zapowiedział jej otrzymanie stygmatów. Ciekawe na jakiej podstawie. To jest groteska. Ponadto widocznie są to "stygmaty" wewnętrzne, czyli niewidoczne, czyli widocznie albo urojenia albo zwykłe kłamstwo, wręcz bezczelnie obliczone na naiwność publiczności. 

- Mówienie o nadchodzącej nowej epoce także nie jest niczym nowym i bynajmniej nie musi mieć charakteru nadprzyrodzonego. Ktokolwiek obserwuje wydarzenia społeczno-polityczne, ten wie, że przemiany - zwłaszcza te narzucone odgórnie - zmierzają do "nowego porządku" światowego. Tym samym objawienie Boże w tej kwestii jest zbędne. Wystarczy trzeźwo myśleć. 

- Właściwą, a przekazywaną podstępnie treścią owych rzekomych objawień w Trevignano Romano jest dość ewidentnie uwiarygodnianie fałszywych objawień zarówno w Medjugorje jak też s. Faustyny, co wpisuje się w obecny trend forsowany odgórnie wespół przez możnych tego świata oraz modernistyczne elity religijne. Otóż zarówno zjawa w Medjugorje jak też rzekome objawienia s. Faustyny podważają podstępnie istotne fundamenty Objawienia Bożego nauczane zawsze przez Kościół: począwszy od pojęcia Boga (miłosierdzie jako przeciwieństwo sprawiedliwości, pośrednia negacja Bóstwa Jezusa Chrystusa jak u s. Faustyny), aż do rozumienia religij niechrześcijańskich (równość religij, jak w "orędziach" zjawy w Medjugorje). Nie jest przypadkiem, że akurat biograf i czciciel x. Sopoćki jest zaangażowany w tzw. dzień islamu (źródło tutaj)...

3. Owoce: 

- Atrakcyjność u naiwnych wiernych, zaniedbanych zarówno co do wiedzy religijnej jak też solidnej opieki duszpasterskiej, nie stanowi dobrego owocu w znaczeniu znamion działania Ducha Świętego. Do tych znamion należy przede wszystkim wzrost i utwierdzenie we wierze, nadziei i miłości, przy czym chodzi oczywiście o wiarę katolicką, wyrastającą z Pisma św. i Tradycje Kościoła, nie o wierzenie w orędzia Giselli, zjawy w Medjugorje czy "Dzienniczek" s. Faustyny. 

- Już teraz wyraźne są interesy biznesowe: Gisella przestała pracować i zajmuje się obecnie "doradztwem duchowym". Także jej mąż widocznie sprytnie potrafi korzystać z sytuacji (źródło tutaj):


To dość wyraźnie śmierdzi mamoną. Zresztą bardzo prawdopodobne jest finansowanie głównie przez czynniki antykościelne, tak samo ja w przypadku Medjugorje (por. tutajtutaj) oraz s. Faustyny (propagowanie było finansowane głównie dzięki x. Michalenko z USA, ukraińskiemu żydowi z pochodzenia, por. tutaj). 

Podsumowując:

Jest dość jasne, że mamy do czynienia z kolejnym oszustwem, które jest forsowane wobec gaśnięcia atrakcyjności zarówno zjawy z Medjugorje jak też objawień s. Faustyny. Dla młodego pokolenia są to przeżycia ich dziadków i rodziców. Dlatego kręgom antykatolickim potrzebne wydaje się podtrzymywanie i odświeżanie oszustwa, któremu poddawani są katolicy w ostatnich dziesięcioleciach.