Odpowiadam w oparciu o Tradycję, Pismo św. oraz dokumenty Magisterium Kościoła. Nazywam się Dariusz Józef Olewiński. Jestem kapłanem Archidiecezji Wiedeńskiej. Tytuł doktora teologii przyznano mi na Uniwersytecie w Monachium na podstawie pracy doktorskiej przyjętej przez późniejszego Prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, kard. Gerharda L. Müllera oraz examen rigorosum z oceną "summa cum laude". Od 2005 r. prowadziłem seminaria na uniwersytecie w Monachium oraz wykłady w seminarium duchownym.
T. Terlikowski czyli chucpa wielowątkowa
T. Terlikowski antychrześcijaninem
No i mamy ciąg dalszy sprawy i prośby o zajęcie się tym:
1. Już wstępne plucie jak twierdzenie, że GB jest kimś, "kto z całą pewnością odrzuca fundamentalne prawdy wiary Kościoła", zaś "poglądy, które głosi, zostały uznane za heretyckie w pierwszych wiekach chrześcijaństwa", jest oczywiście gołosłowne, ponieważ może mieć podstawę jedynie albo w urojeniach chorobowych Terlikowskiego, albo w prostytucji pseudointelektualnej połączonej z poważnie wypaczonym sumieniem, z której zresztą ten osobnik słynie.
2. Przede wszystkim Terlikowski wyraża jasno, że nie podoba mu się startowanie G. Brauna w wyborach prezydenckich. Oczywiście ma prawo do takiego gustu. Osobną sprawą jest natomiast motywacja, gdyż Terlikowski rzuca absurdalne i fałszywe oskarżenia, strojąc się przy tym w piórka wzorowego katolika intelektualisty. Więcej o tym poniżej.
3. Terlikowski nawiązuje wprost do "manifestu 16", nazywając ich szumnie "konserwatywnymi liderami" oraz "grupą konserwatywnych i tradycjonalistycznie nastawionych intelektualistów i dziennikarzy katolickich". Jak mało to w tym wypadku znaczy, nie będę ponownie wykładał (polecam poprzednie wpisy w tym temacie).
4. Terlikowski widocznie próbuje swoich sił jasnowidzących czy przenikających wnętrze człowieka, czyli ukryte myśli oraz motywacje, gdy mówi o "zachowaniu" G. Brauna w europarlamencie, "które - wbrew temu, co opowiada Braun, wcale nie miało na celu przypomnienia o cierpieniu w Strefie Gazy, a wyłącznie zamanifestowanie antysemityzmu". Ciekawe, kto i jak nauczył Terlikowskiego takich umiejętności. Może je nabył podczas swoich dogłębnych studiów pism żydowskiego skrajnego antyracjonalisty i antychrześcijanina o nazwisku Jehuda Lejb Szwarcman (alias Lew Szestow), o którym wypocił swój doktorat?
5. To swoje "jasnowidzenie" Terlikowski przedstawia jako rozumne wnioskowanie, twierdząc, że milczenie o ofiarach Putina na Ukrainie oraz o Żydach zamordowanych przez Hamas oznacza, iż Braunowi "nie chodziło o ofiary, ale o podgrzewanie antysemickich emocji". No cóż. Genialne wnioskowanie. Braun milczał w tej chwili także o ofiarach zbrodni hitlerowskich, sowieckich, maoistowskich, czerwonych khmerów, klinik aborcyjnych itp. itd., co jest oczywiście także antysemickie, bo jedynie wyłączny kult tzw. holokaustu nie jest antysemicki - według dyżurnego judeofila.
6. Następne arcydzieło intelektualne Terlikowskiego brzmi: Hitler "chciał zniszczyć Żydów, a teraz Grzegorz Braun wykorzystuje sytuację upamiętnienia ofiar Holokaustu, by siać nienawiść do Izraela i Żydów w ogóle. To jest czysty rasizm, który dodajmy, nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem." To jest logika typu Owsiaka. Jak dla Owsiaka domaganie się od niego rozliczenia finansowego jest przejawem nienawiści, tak dla Terlikowskiego wskazanie na zbrodnie popełniane przez państwo położone w Palestynie jest sianiem nienawiści do niego i do wszystkich Żydów. Zaiste znamienne i godne nagrody Nobla w dziedzinie filozofii Szwarcman'a.
7. Terlikowski oczywiście nie wyjaśnia, w jaki sposób wspomnienie o zbrodniach państwa żydowskiego na rdzennej ludności Palestyny, która jest niezaprzeczalnie semicka, stanowi rasizm i antysemityzm. Czy on w ogóle rozumie pojęcie rasy? To Żydzi są czy nie są Semitami? A co z Palestyńczykami - są czy nie są antysemitami, skoro walczą z okupacją żydowską ich ojczyzny? Czyżby te pytania wykraczały poza horyzont myślowy dyżurnego judeofila?
8. Swoją tezę, że G. Braun jest rasistą i tym samym niechrześcijaninem, Terlikowski podpiera typowym pomieszaniem prawdy i fałszu: "chrześcijanie, nawet jeśli nie zawsze przyjmowali to do wiadomości, a wielu z nich budowało antyżydowskie emocje, a nawet religijnie usprawiedliwiało antysemityzm, zawsze przyjmowali jako kanoniczne pisma, które jasno wskazuje na rolę i znaczenie judaizmu". Oczywiście dyżurny judeofil nawet nie próbuje podać dowodu na to, jakoby Braun nie uznawał kanonicznych pism biblijnych.
9. Uzasadniając to oszczerstwo - a jest to jedynie zupełne pomieszanie spraw, a nie uzasadnienie - Terlikowski wskazuje na słowa św. Pawła w Liście do Rzymian:
Oto słowa Rz 11,29 wraz z kontekstem:
Natomiast drugi cytat nie jest żadnym uzupełnieniem, lecz pochodzi z zupełnie innego rozdziału i kontekstu tegoż Listu:
Tak więc oczywiste jest, że w drugim cytacie św. Paweł nie uzupełnia pierwszego, lecz są to dwa zdania z zupełnie innego kontextu. Równocześnie widać jasno, że Terlikowski albo nie umie czytać i prawidłowo stosować cytatów biblijnych, albo po prostu bezczelnie oszukuje odbiorców na doraźny użytek. Dyżurnemu judeofilowi chodzi zapewne o to, że uważa Żydów za naród wybrany, wobec czego nie wolno ani G. Braunowi ani komukolwiek mieć krytycznego stosunku do wyznawców religii talmudycznej czy właściwie do wyznawania jej jako takiej. Nasuwa się oczywiście pytanie, na jakiej podstawie on tak twierdzi. Jak widać, u św. Pawła takiej tezy nie ma, ani w Liście do Rzymian, ani w żadnym innym liście Pawłowym, ani w całym Nowym Testamencie. Gdy św. Paweł mówi o wierności Boga i nieodwołalnym przymierzu, to jest oczywiste, że chodzi o jego trwanie i spełnienie w nowym ludzie Bożym, którym jest Kościół Chrystusowy, a do którego należą zarówno Żydzi przyjmujący Boże Objawienie w Jezusie Chrystusie jak też inne narody. Z całą pewnością przymierze nie trwa w narodzie żydowskim, który odrzuca Jezusa Chrystusa, gdyż to odrzucenie jest złamaniem przymierza ze strony tego narodu.
Odpowiednio do tego także w wielowiekowym nauczaniu Magisterium Kościoła nie ma tezy, jakoby Żydzi pozostawali narodem wybranym. Mamy natomiast regularne nauczanie, że naród żydowski był narodem wybranym do czasu przyjścia Mesjasza, którego jego przywódcy odrzucili, i został w tym wybraniu zastąpiony przez Kościół Chrystusowy, którym jest Kościół jeden, święty, katolicki i apostolski. Tak właśnie jest powiedziane chociażby w akcie poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, wydanym w 1925 roku przez Świętą Kongregację Obrzędów (źródło tutaj, s. 542) i nakazanym do publicznego odmawiania w nabożeństwach:
Odnośne zdanie brzmi w prawidłowym tłumaczeniu:
"Wejrzyj oczami miłosierdzia na synów tego narodu, który tak długo był narodem wybranym".
Jest to dość jednoznaczne zdanie, nie wymagające wyjaśnienia. Jest ono całkowicie zgodne ze wszystkimi innymi wypowiedziami Magisterium Kościoła na przestrzeni wieków (na marginesie zaznaczam, że w tłumaczeniu tej modlitwy na język polski już wtedy dopuszczono się zafałszowania na wyrażenie "był narodem szczególnie umiłowanym", a to zafałszowanie znajduje się niestety nawet w niby tradycyjnych modlitewnikach).
O tym wie zapewne Terlikowski, ponieważ w swojej bzdurnej tezie powołuje się już tylko - oprócz fałszywego posługiwania się Listem do Rzymian - na deklarację Vaticanum II "Nostra aetate":
Przez "tę prawdę" dyżurny judeofil rozumie swoje fałszywe posługiwanie się Listem do Rzymian. A co czytamy w deklaracji "NAe"? Oto fragment, na który powołuje się Terlikowski (źródło tutaj):
Prawidłowe tłumaczenie brzmi:
"Zgłębiając tajemnicę Kościoła, święty Sobór obecny pamięta o więzi, którą lud Nowego Testamentu złączony jest duchowo z plemieniem Abrahama.
Kościół bowiem Chrystusowy uznaje, iż początki jego wiary i wybrania znajdują się według Bożej tajemnicy zbawienia już u Patriarchów, Mojżesza i Proroków. Wyznaje, że w powołaniu Abrahama zawarte jest również powołanie wszystkich wyznawców Chrystusa, synów owego Patriarchy według wiary, i że wyjście ludu wybranego z ziemi niewoli jest mistyczną zapowiedzią i znakiem zbawienia Kościoła. Przeto nie może Kościół zapomnieć o tym, że za pośrednictwem owego ludu, z którym Bóg w niewypowiedzianym miłosierdziu swoim postanowił zawrzeć Stare Przymierze, otrzymał objawienie Starego Testamentu i jest karmiony przez korzeń dobrej oliwki, w którą wszczepione zostały gałązki dziczki oliwnej narodu [wybranego]. Wierzy bowiem Kościół, że Chrystus, Pokój nasz, przez krzyż pojednał Żydów i narody, i w sobie uczynił je jednym.
Zawsze też ma Kościół przed oczyma słowa Apostoła Pawła odnoszące się do jego ziomków, "do których należy przybrane synostwo i chwała i testament i prawodawstwo i posłuszeństwo i obietnice; ich przodkami są ci, z których pochodzi Chrystus wedle ciała" (Rz 9,4-5), Syn Dziewicy Maryi. Pamięta także, iż z narodu żydowskiego pochodzili Apostołowie, będący fundamentami i kolumnami Kościoła, oraz bardzo wielu spośród owych pierwszych uczniów, którzy ogłosili światu Ewangelię Chrystusową.
Według świadectwa Pisma świętego Jerozolima nie poznała czasu nawiedzenia swego i większość Żydów nie przyjęła Ewangelii, a nawet niemało spośród nich przeciwstawiło się jej rozpowszechnieniu. Niemniej, jak powiada Apostoł, Żydzi nadal ze względu na swych przodków są bardzo drodzy Bogu, który nigdy nie żałuje darów i powołania. Razem z Prorokami i z tymże Apostołem Kościół oczekuje znanego tylko Bogu dnia, w którym wszystkie ludy będą wzywały Pana jednym głosem i "służyły Mu ramieniem jednym" (Sf 3,9).
Skoro więc tak wielkie jest dziedzictwo duchowe wspólne chrześcijanom i Żydom, święty Sobór obecny pragnie ożywić i zalecić obustronne poznanie się i poszanowanie, które osiągnąć można zwłaszcza przez studia biblijne i teologiczne oraz przez braterskie rozmowy.
A choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym. Chociaż Kościół jest nowym Ludem Bożym, nie należy przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga, rzekomo na podstawie Pisma świętego. Niechże więc wszyscy dbają o to, aby w katechezie i głoszeniu słowa Bożego nie nauczali niczego, co by nie licowało z prawdą ewangeliczną i z duchem Chrystusowym.
Poza tym Kościół, który potępia wszelkie prześladowania, przeciw jakimkolwiek ludziom zwrócone, pomnąc na wspólne z Żydami dziedzictwo, opłakuje - nie z pobudek politycznych, ale pod wpływem religijnej miłości ewangelicznej - akty nienawiści, prześladowania, przejawy antysemityzmu, które kiedykolwiek i przez kogokolwiek kierowane były przeciw Żydom.
Wszak Chrystus, jak to Kościół zawsze utrzymywał i utrzymuje, mękę swoją i śmierć podjął dobrowolnie pod wpływem bezmiernej miłości, za grzechy wszystkich ludzi, aby wszyscy dostąpili zbawienia. Jest więc zadaniem Kościoła nauczającego głosić krzyż Chrystusowy jako znak zwróconej ku wszystkim miłości Boga i jako źródło wszelkiej łaski."
Konieczne jest zapytanie dyżurnego judeofila: gdzie jest tutaj powiedziane, że Żydzi są nadal narodem wybranym? Czy Terlikowski ma urojenia czy jedynie kłamie bezczelnie, a to publicznie i uporczywie? Jak to możliwe, że widocznie jeszcze nikt nie domagał się od niego wskazania zdania czy to u św. Pawła czy choćby w Nostra aetate, w którym można znaleźć to, co on bredzi? Zaiste niepojęte.
Tym samym zbędne jest komentowanie jego powoływania się na słowa najnowszych włodarzy Kościoła (Jan Paweł II, Benedykt XVI, Franciszek) o antysemityźmie. Chodzi oczywiście o oskarżenie G. Brauna o antysemityzm, a to oznacza w żargonie osobników typu Terlikowskiego nic innego jak niepodzielanie poglądu, jakoby Żydzi byli nadal narodem wybranym, i nie oddawanie im wszelkich żądanych przez nich hołdów poddaństwa.
Na podstawie tychże faktów stwierdzam więc z całą odpowiedzialnością: Tomasz Terlikowski jest obłudnym i nikczemnym oszustem, który udając katolika szerzy kłamstwa podając je jako nauczanie Kościoła, oraz oskarżając katolików nie ulegających tym kłamstwom o bycie antychrześcijanami. W rzeczywistości to Terlikowski jest antychrześcijaninem, ponieważ po pierwsze bliżej mu do poglądów żydowskich, a po drugie czynnie i podstępnie zwalcza prawdziwe, autentyczne i nieomylne nauczanie Kościoła w kwestii Żydów.
9. Jeszcze jako uzupełnienie. W jednym z komentarzy wskazano na ciekawą dyskusję z 2 września 2013 roku (tutaj).
- pojęcie Żyda jest bardzo wieloznaczne i również nie ma jednego czy jednolitego stanowiska Żydów wobec Polski i chrześcijaństwa, nawet już w Talmudzie
- Żydzi byli i pozostają narodem wybranym, bo tak mówi św. Paweł w Liście do Rzymian oraz Sobór Watykański II.
Na obydwa argumenty niestety nie padły wtedy adekwatne odpowiedzi, a szkoda.
Otóż po pierwsze, dyskusja o tym, czy i co poszczególni Żydzi mówią i myślą, jest tak samo bezsensowna bądź sensowna jak rozmowa o poglądach Polaków: niemal na każdy pogląd i wypowiedź można znaleźć przykłady. Są durni Polacy, tak samo jak są durni Żydzi czy przedstawiciele innych narodów. Tak zawsze było i będzie. Istotne jest natomiast, jakie są źródła czyli podstawy poglądów i postaw zarówno teoretycznych (ideologicznych) jak też praktycznych czyli etycznych. Terlikowski ma rację twierdząc, że Talmud składa się z komentarzy i różnych opinii co do różnych kwestij. Kłamie natomiast i to bezczelnie, sugerując, jakoby w Talmudzie znajdowały się także przychylne czy choćby przyjazne wypowiedzi o chrześcijanach. Takich słów po prostu tam nie ma. Jeśli jakiś pojedynczy rebe ładnie mówił o chrześcijanach i Polakach, to był to najwyżej jego prywatny pogląd (o ile oczywiście wypowiedź była zgodna z tym, co myślał i czynił) i nic więcej. Takie przykłady mają taką samą wartość jak powiedzenie, że są katolicy, którzy kradną. Czyż z tego wynika, że etyka katolicka dopuszcza kradzież?
Do drugiego chwytu odniosłem się już powyżej.
10. Na koniec warto zwrócić uwagę na dość głośną aferę sprzed lat w związku z wypowiedzią żony Terlikowskiego w kwestii tzw. sexu oralnego. Ta wypowiedź dość dokładnie pasuje do tego, co sam Terlikowski stale sprzedaje jako rzekomo nauczanie Kościoła. Ona powiedziała:
I dokłada jeszcze swój zachwyt propagatorem dewiacji i gorszycielem (o którym już była wielokrotnie mowa jak tutaj):
Tak więc dla niej miarodajnym - i widocznie jedynym w tej kwestii - autorytetem jest Ksawery Knotz, który z kolei w swoich zboczonych, niekatolickich i niemoralnych poglądach opiera się widocznie wyłącznie na rozmowach z małżonkami. Dla Terlikowskiej to jest "nauczanie Kościoła", które poleca publiczności do poczytania.
No cóż, wprawdzie widać, że ta kobieta jest ogólnie mało rozgarnięta i prawdopodobnie polega na "mądrości" swojego małżonka, a przy okazji dostarcza publicznie materiału do domysłów co do ich pożycia intymnego. Metoda jest ta sama co u Terlikowskiego: przedstawianie jako nauczania Kościoła czegoś, co jest najwyżej heretyckim wymysłem jakiegoś ałtoryteta, im bardziej sprzecznego z prawdziwym nauczaniem Kościoła tym bardziej podziwianego. I to potwierdza, kim właściwie jest Tomasz Terlikowski: antychrześcijaninem, strojącym się w piórka wzorowego katolika.
Dlaczego specjaliści od sekt hodowali u siebie sektę?
Dominikanie stali się w ostatnich latach w Polsce słynni nie tylko dzięki takim osobom jak Adam Szustak (więcej o nim tutaj). Afera, której bohaterem jest ich były współbrat Paweł Maliński, w międzyczasie prawomocnie skazany na 3 lata więzienia za nadużycia sexualne w kontekście zależności pseudoreligijnej, wstrząsnęła renomą tego zakonu i była owszem szeroko podawana i komentowana. Sprytnym zabiegiem przełożony prowincjalny powołał komisję do zbadania sprawy, która już po kilku miesiącach pracy wydała "raport", mający świadczyć o transparencji i celujący w odbudowanie wiarygodności. Nie przypadkowe było powołanie na stanowisko szefa tej komisji znanego szeroko publicysty i dziennikarza Tomasza Terlikowskiego, co miało zapewne służyć temuż celowi. Równocześnie jednak nadal brakuje głębszych refleksyj, sięgających do źródła i korzeni skandalu, a w międzyczasie sprawę uważa się za zakończoną i przeznaczoną do lamusa historii.
Ów raport mimo szumnego ogłoszenia i pozornej solidności jest dość chaotyczny i płytki, mimo skądinąd słusznego podziału na części - faktograficzną, teologiczną, psychologiczną i socjologiczną. Przytaczane świadectwa służą jedynie jako potwierdzenie snutych opowieści czy rozważań, bez porządku chronologicznego i tematycznego. Oczywiście dobrze, że w ogóle cytowane są świadectwa czyli fragmenty przesłuchań. Jednak podane jest to w taki sposób, jakby czytelnik nie miał być zdolny do samodzielnej oceny ich treści i wysnucia własnych reflexyj czy wniosków. Tym niemniej można się dowiedzieć sporo ciekawostek, choć szereg istotnych kwestij już na poziomie faktów nie zostało rozwiniętych. Zamiast narzuconego pośpiechu lepiej było poświęcić nieco więcej czasu i wysiłku na opracowanie solidnego dokumentu sprawy. A może tego właśnie chciano uniknąć? Może chciano rzucić publiczności coś takiego, by zaspokoić powierzchowną ciekawość i zabezpieczyć się przed głębszymi pytaniami?
Zaangażowanie w sprawę takich osób jak Tomasz Terlikowski bynajmniej nie daje gwarancji rzetelności. Wręcz przeciwnie. Jego działalność wykazuje regularnie dwie główne cechy: zgodność z trendem popularności oraz unikanie głębszych poszukiwań i pytań, nawet kosztem zwykłej solidności informowania.
Tyle uwag wstępnych. Nie będę referował ani analizował szczegółowo tegoż raportu. Zainteresowany czytelnik może sam zapoznać się z jego treścią, ogólnie dostępną w internecie. Podzielę się jedynie kilkoma reflexjami, które powinny pomóc w namyśle.
Otóż po pierwsze zakrawa wręcz na szyderstwo historii, że Paweł Maliński, bohater skandalu, w którym się mówi wprost o sekcie hodowanej przez lata u dominikanów, nie tylko był dominikaninem, lecz nawet założycielem tzw. "dominikańskiego centrum informacji o nowych ruchach religijnych i sektach" w Poznaniu i Wrocławiu, a także przez wiele lat mieszkał i działał w warszawskim klasztorze, gdzie znajduje się obecnie chyba już tylko jedyne takowe "dominikańskie centrum". Ta okoliczność staje się bardziej zrozumiała w świetle wystąpień jego obecnych kierujących (widocznych na fotografii tytułowej).
Zacznijmy od sprawy Malińskiego. Jak podają świadectwa zacytowane w "raporcie" komisji Terlikowskiego, Maliński miał w zakonie opinię "niegroźnego wariata". Z jednej strony miał zdolności intelektualne raczej poniżej poziomu przeciętnego w zakonie (miał problemy już z pracą magisterską, a doktorat o kwestionowanym poziomie zrobił dzięki protekcji, co hańbi jego promotora, również dominikanina). Z drugiej strony był lubianym kaznodzieją, o czym świadczy fakt, że jego msze słynęły z pokaźnej frekwencji. Ta ostatnia okoliczność stanowiła zapewne główny argument na korzyść Malińskiego nawet wtedy, gdy niektórzy współbracia zgłaszali swoje zastrzeżenia co do jego działalności przełożonym, zwłaszcza prowincjałowi o. Maciejowi Zięba (†2020). Widocznie był generalnie lubiany przez współbraci, w pewnej mierze nawet podziwiany z powodu swojej popularności wśród młodzieży. Z całą pewnością Maliński odznacza się inteligencją praktyczną, czyli sprytem w obchodzeniu się z ludźmi, w manipulowaniu nimi i w radzeniu sobie z trudnościami. W rezultacie te czynniki przysłoniły wszelkie, choćby poważne zastrzeżenia, zwłaszcza co do praktykowanej w jego sekcie "modlitwy ciałem", czyli uprawiania lubieżności pod pretextem pseudoreligijnym. Szczególnie o. Maciej Zięba, który był prowincjałem w latach 1998-2006, odznaczał się przychylnością dla niego, nawet pewną trudną do zrozumienia zażyłością. Równocześnie fakt, że Zięba został wybrany prowincjałem, choć był znany z alkoholizmu, świadczy dość haniebnie o stanie duchowym i umysłowym tego zakonu, zwłaszcza w Polsce.
W życiu duchowym, zwłaszcza duchownych, istotną rolę odgrywa formacja intelektualna, czyli filozoficzno-teologiczna. Jest ona podstawą, aczkolwiek oczywiście nie może zastąpić żywej wiary i szczerej pobożności, czyli autentycznej modlitwy. Nie wiem, jak konkretnie wyglądają studia u dominikanów w Polsce. Oczywiste są natomiast ich efekty, a to zarówno u Malińskiego, jak też u jego przełożonych, z o. Ziębą na czele, a także u takich aktualnych gwiazdorów internetu i modernistycznej ambony jak Adam Szustak (więcej tutaj) i jego medialni kolesie jak Tomasz Nowak (więcej tutaj), Paweł Gużyński, Maciej Biskup itp. Krótko mówiąc: poziom katastrofalny. Jak wykazuje raport komisji Terlikowskiego, zarówno Zięba jak też jego następcy w urzędzie prowincjała nie wykazali zdolności do prawnie prawidłowego zabrania się za sprawę Malińskiego, nie wszczęli procedury kanoniczno-prawnej, a ograniczyli się do dekretów dyscyplinarnych, co potem dziwiło nawet generała zakonu dominikanów. A tłumaczą się teraz swoją nieznajomością prawa kanonicznego, tudzież złym doradztwem prawno-kanonicznym, co świadczy już o braku kompetencji choćby ludzkiej w sprawowaniu urzędu.
Jeszcze gorzej jest z kompetencją teologiczną. Jej brak jest szczególnie jaskrawy u Malińskiego, ale także u innych aktualnych gwiazdorów jak Adam Szustak (por. link wyżej). Maliński posługiwał się szczątkami teologii, wziętymi zresztą od modernistów, budując na nich swoją ideologię pseudoduchową jako usprawiedliwienie dla swoich perwersyjnych praktyk. Jak to możliwe, że jego współbracia przez dziesiątki lat nie reagowali, a nawet widocznie nie zauważyli fałszywości tej zakłamanej ideologii? Ano właśnie dlatego, że sami nie myślą kategoriami zdrowej teologii katolickiej. A widać to także u obecnych szefów owego "dominikańskiego centrum".
Ich artykułowana wiedza teologiczna ogranicza się do Magisterium tzw. posoborowego, czyli dokumentów po V2 oraz do teologów - raczej pseudoteologów - modernistycznych. Widoczne jest to już w mętnej i w gruncie rzeczy zakłamanej definicji sekty, gdy ojcowie Broniek i Smolana skrzętnie unikają powiedzenia, że istotą sekty jest herezja (greckie "hairesis" oznacza dosłownie tyle co łacińskie "secta"), czyli odrzucanie przynajmniej jednej z prawd prawdziwej religii, jaką jest katolicyzm. Oni mieszają nie tylko różne aspekty w tej kwestii - teologiczny, psychologiczny, socjologiczny - lecz wprowadzają do teologii elementy fałszywej ideologii relatywistycznej, gdy do głównym znamion sekty zaliczają podział na "czarne i białe", czyli stosowanie logiki dwuwartościowej, czyli myślenie w kategoriach prawdy i fałszu, dobra i zła. Zgodnie z modnym relatywizmem i subiektywizmem, zarzucają "sektom" nierespektowanie szarości, czyli pomieszania prawdy i fałszu, dobra i zła. Zresztą mylą tę sprawę z fałszywym exkluzywizmem. Szczególnie T. Terlikowski za istotną cechę sekciarstwa uważa odróżnianie i separowanie się od świata zewnętrznego jako złego. Widocznie nie zna, nie rozumie, czy raczej odrzuca znaczną część Nowego Testamentu, zwłaszcza pisma św. Janowe, gdzie regularnie jest mowa o sprzeczności między prawdą Chrystusa i Jego uczniami, a światem. Odpowiada to zresztą ogólnemu widocznemu postępowaniu tego publicysty, który starannie dba o to, by być na fali aktualnych trendów kościelnych, społecznych i politycznych. Widocznie nie zauważa, że Kościół zawsze rozumiał siebie exkluzywistycznie, to znaczy jako jedyną prawdziwą religię, pochodzącą od Boga samego, który objawił się we Wcielonym Synu Bożym. Ten, kto neguje to Objawienie, wstydzi się exkluzywizmu i go odrzuca, gdy jest on niewygodny dla własnej praktyki życiowej.
W końcu sprawa ma też wymiar psychologiczny. Otóż każda wspólnota i społeczność, w której słabnie czy wręcz zamiera myślenie kategoriami teologii katolickiej, przechodzi w mentalność sekciarską, zwaną eufemistycznie "wspólnotowością", a mówiąc dosadnie poniekąd komunizmem. To dlatego właśnie przełożeni Malińskiego, mimo stwierdzenia jego ewidentnie niemoralnych, wręcz skandalicznych praktyk, przez dziesięciolecia nie zdobyli się na wszczęcie procesu kanonicznego zdążającego do wydalenia go z zakonu i stanu duchownego. Byli pod wrażeniem jego popularności, powodzenia jego kazań. Przy braku zdrowego myślenia teologicznego widzieli problem jedynie w emocjonalności kazań wraz z deficytem treści, a nie dostrzegali - może nawet nie chcieli dostrzec - gruntownej fałszywości. I oczywiście nie chcieli być zbyt surowi wobec swojego współbrata, do którego - jak wykazują świadectwa - czuli życzliwość i sympatię, przy zupełnym braku empatii dla ofiar Malińskiego, zarówno już skrzywdzonych jak też potencjalnie mogących stać się jego ofiarami.
Wynika to z mody na "wspólnotowość" zarówno wewnątrz zakonów jak też w duszpasterstwie, co jest niczym innym jak przeniesieniem wzorców protestanckich, iście sekciarskich do życia Kościoła. Oczywiście, od zawsze obecne jest w Kościele życie wspólnotowe w znaczeniu wspólnot zarówno lokalnych parafialnych, diecezjalnych, jak też zakonów i zgromadzeń (cenobityzm) działajacych według określonych zasad prawnych. Jednak nigdy nie było w Kościele tworzenia wspólnot parazakonnych czy raczej pseudozakonnych dla świeckich bez prawnie określonych zasad, czyli reguł i statutów. Naturalną wspólnotą dla świeckich jest rodzina i społeczność lokalna, na wyższym poziomie też państwo. W dziedzinie kościelnej zawsze było jedno nauczanie wiary i jedna liturgia dostępna dla wszystkich katolików, gdyż to wynika z natury i definicji religii jako kultu publicznego Kościoła. Nigdy nie było w Kościele jakichkolwiek zamkniętych czy dyskretnych "grup modlitewnych" z własnymi "rytuałami" dla wtajemniczonych. To jest wynalazek sekt protestanckich, zwłaszcza tzw. pentekostalnych, które powinne się właściwie nazywać ezoterycznymi. Przeniesienie tego typu praktyk do Kościoła jest sprzeczne z jego naturą, ustrojem, zasadami i Tradycją, i wcześniej czy później musi prowadzić do poważnych problemów tego typu jak skandal z Pawłem Malińskim, przy czym nie jest on jedynym tego typu przykładem.
Tego rodzaju mentalność wspólnotowa rujnuje od wewnątrz życie danego zakonu, już chociażby dlatego, że nieuchronnie wprowadza podziały wewnątrz klasztoru i zakonu, nawet jeśli dany klasztor czy zakon zostaje całkowicie przejęty przez takową sektę paraprotestancką. Wynika to z natury sekt, gdyż one regularnie łączą relatywizm z autorytaryzmem: zamiast prawd i norm obiektywnych, decydująca jest wola danej sekty, zwłaszcza w postaci jej przywódcy, nawet jeśli ów ma przy sobie jakieś grono doradców czy rodzaj "gwardii" przybocznej.
Widać to także na przykładzie głośnej ostatnio sprawy x. Łukasza Kadzińskiego, w którą - według prowadzącego aferę Pawła Kostowskiego - zaangażowani są owi dominikanie z "domikańskiego centrum", a także - a jakże - chętny do takich spraw Tomasz Terlikowski, zresztą od lat związany z pseudo"charyzmatycznym" ruchem "Emmanuel". Prawdopodobnie nikt z tych osób nie zająłby się problemem, gdyby nie było skrętu x. Kadzińskiego w kierunku liturgii tradycyjnej oraz politycznie ku Konfederacji. Istotne jest natomiast pochodzenie tej "wspólnoty" z ruchu "charyzmatycznego". Fakty, o których mówi Kostowski i inni skrzyknięci przez niego oskarżyciele, świadczą o tym, że ma ona więcej wspólnego z tymi korzeniam niż ze rdzenną Tradycją katolicką, mimo stopniowego przejścia czy przechodzenia ku tej ostatniej. To przechodzenie jest oczywiście dobre i chwalebne, choć stało się widocznie powodem do ataku (nie neguję istnienia słusznych podstaw krytyki, aczkolwiek póki co jest niewiele twardych, udowodnionych faktów). Z drugiej strony zakorzenienie w "charyzmatykach" zapewniało im wolność i bezprzeszkodowość ze strony hierarchii, choć powinno być dokładnie odwrotnie.
Jakie jest rozwiązanie tak zawikłanej sytuacji, zarówno we wspólnocie x. Kadzińskiego, jak też u dominikanów i innych strukturach kościelnych? Pośrednio już odpowiedziałem powyżej, więc teraz tylko podsumowując:
1. Powrót do zdrowej, katolickiej teologii, opartej na klasykach, zwłaszcza takich jak św. Tomasz z Akwinu, św. Jan od Krzyża itp.
2. Zdecydowane odrzucenie wzorców wziętych z protestantyzmu, gdyż w jego naturze zawarte jest sekciarstwo, które musi prowadzić do podobnych, a nawet gorszych problemów i skandali, których przykładami są Paweł Maliński, x. Łukasz Kadziński, x. Piotr Natanek. Ci ostatni wprawdzie deklarują i po części praktykują pewne zbliżenie do Tradycji Kościoła, jednak jest ono jedynie powierzchowne, o ile nie jedynie pozorne, dopóki nie nastąpi u nich całkowite podporządkowanie się obiektywnemu porządkowi Kościoła we wszystkich dziedzinach, czyli wiary, liturgii oraz hierarchiczności.
3. Powrót do tradycyjnej dyscypliny kościelnej zarówno w duszpasterstwie jak też w zakonach. Oznacza to wykluczenie wszelkich "wspólnot" praktykujących własne "modlitwy" czy "rytuały". Racją bytu grup czy wspólnot w ramach oficjalnych struktur Kościoła mogą być tylko specyficzne, specjalne zadania, a nie zaspokajanie specyficznych czy wręcz exkluzywnych potrzeb emocjonalnych czy pseudopobożnościowych. Gdyby dominikanie przestrzegali tradycyjnych konstytucyj zakonnych, to by nigdy nie doszło do skandalicznych praktyk Malińskiego. Gdyby w parafiach przestrzegano prostej zasady, że w Kościele modlitwa wspólnotowa może się odbywać wyłącznie według zatwierdzonych przez Kościół obrzędów - a nie według bełkotów i "modlitw" ezoterycznych sekt protestanckich - to by nie było podziałów w parafiach i też nigdy by nie mogły powstać wspólnoty tego typu jak ta prowadzona przez x. Natanka czy x. Kadzińskiego, przynajmniej w takiej postaci, jaka jest znana obecnie. Oczywiście nie należy z góry zakładać u nich złej woli. Oczywiste jest natomiast pomieszanie zarówno teologiczne, jak też dyscyplinarne i ogólnie mentalnościowe, z poważną domieszką mentalności typowej bardziej dla sekt protestanckich niż dla katolicyzmu. A winę za to ponoszą nie tylko oni sami, lecz hierarchia, który po pierwsze nie zapewniła im zdrowej formacji duchowej i intelektualnej, a po drugie - przez tolerowanie infiltracji przez sektę pseudocharyzmatyczną - nie uchroniła ich przed przejęciem mentalności sekciarskiej.
Czy wszyscy wyciągniemy odpowiednie konsekwencje, czas pokaże.
Ufność w hipokryzję
-
Chociaż już od dłuższego czasu odpowiadam na tego typu pytania, to jednak widocznie nadal są niejasności i potrzeba dalszych wyjaśnień...
-
Dla tych P. T. Czytelników, którzy nie wiedzą, co oznacza skrót FSSPX, wyjaśniam, że po polsku oznacza on: Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X. Z...
-
Niestety mamy kolejny skandal w wykonaniu słynnej internetowej gwiazdy stehlinizmu, ponownie świadczący o wręcz niewyobrażalnej i karygodnej...
-
Odpowiedź wydaje się prosta. Wydarzenie jest powszechnie znane. W międzyczasie pojawiły się też następne oficjalne dokumenty oraz liczne kom...
-
Odbyła się zapowiadana szumnie "debata" dwóch głośnych twarzy internetowych: Marcina Zielińskiego (więcej tutaj i tutaj ) oraz D...
-
Już kilka lat temu byłem pytany o opinię w sprawie x. Dolindo Ruotolo. Zacząłem wtedy zapoznawać się z dostępnym materiałem. Dość rychło zau...
-
Pytanie dotyczy dwóch zasadniczych kwestij teologicznych: 1. pojęcia ofiarowania, czyli ofiary kultowej, w świetle zwłaszcza Bożego Obj...
-
Przy okazji aktualnej sprawy posła Grzegorza Brauna (więcej tutaj ) słusznie nasuwa się pytanie, czy katolikowi wolno uczestniczyć w świętow...
-
Tutaj mamy oficjalny komunikat opublikowany we wielu językach na stronie (czy stronach) internetowej lefebvrianów. Kwestia sakry biskupiej w...
-
Piękno teologii katolickiej jako nauki polega między innym na tym, że nie tylko ogarnia ona jakby z lotu ptaka wszystkie inne nauki i d...













