Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dusza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dusza. Pokaż wszystkie posty

Nauka Kościoła o duszy ludzkiej


Odpowiedzi są dość proste i można je znaleźć właściwie w każdym katolickim podręczniku dogmatyki względnie antropologii teologicznej.


1. Dusza ludzka jest stwarzana przez Boga w momencie poczęcia, gdyż to dusza jest formą ciała, tzn. tym czynnikiem, dzięki któremu dana masa materii (atomów) staje się ciałem tej a nie innej osoby i to jedynej w historii wszechświata. Innymi słowy: nie ma realnej preexystencji dusz, lecz jedynie jest idealna preexystencja czyli istniejąca w umyśle Bożym, czyli każda dusza (i tym samym każdy człowiek) jest chciany i zaplanowany przez Boga. 

2. Świadomość człowieka jest zależna od rozwoju ciała, zwłaszcza mózgu. Odpowiedź na pytanie, czy dopiero co poczęte dziecko ma świadomość, zależy od definicji świadomości i kryteriów jej stwierdzenia. Według kryteriów adekwatnych do człowieka dorosłego raczej nie można mówić o świadomości dziecka w łonie matki. To nie oznacza jednak, że te kryteria są jedyne i adekwatne do każdego etapu życia człowieka. Innymi słowy: nie można wykluczyć, że dziecko w łonie ma swoistą świadomość. Nawet w pewnym sensie musi mieć świadomość adekwatną do poziomu rozwoju tego ciała. Świadomość człowieka dorosłego nie może brać się znikąd, nie ma też żadnego innego momentu, który można by określić jako początek świadomości, oprócz momentu powstania człowieka czyli stworzenia duszy połączonej z ciałem.  Należy więc raczej mówić o stopniach czy etapach rozwoju świadomości, nie o powstawaniu w jakimś momencie późniejszym niż poczęcie, nawet jeśli obecnie nie mamy narzędzi do jej empirycznego stwierdzenia. 

Przy tej okazji podam ciekawy przykład. Od kolegów ze studiów, którzy pochodzili z Korei, dowiedziałem się, że w kulturze koreańskiej nie świętuje się urodzin lecz dzień poczęcia dziecka. Warto się nad tym zastanowić. 

Dlaczego Kościół modli się za dusze zmarłych?


Jednym z najbardziej haniebnych nowości wprowadzonych przez tzw. reformę liturgii po Vaticanum II jest zamiana modlitwy za dusze zmarłych przez modlitwę za zmarłych

Należy zacząć od tego, za kogo jest to modlitwa. Otóż według wiary Kościoła modlimy się za dusze, które przebywają w czyśćcu, czyli odbywają oczyszczającą karę doczesną przed przejściem do wiecznej szczęśliwości. Modlitwa Kościoła, w tym także odpusty, przyczyniają się do skrócenia tych kar, czyli pomagają duszom w rychłym wejściu do nieba. O tym właśnie mówią wszystkie modlitwy za zmarłych, przynajmniej te tradycyjne. Natomiast nowe, "zreformowane" modlitwy za zmarłych nie tylko zaciemniają właściwy, zgodny z wiarą katolicką cel i sens tych modlitw, lecz systematycznie pozbawione są słowa i pojęcia duszy, co sprawiło, iż - jak twierdzą zwolennicy i apologeci tego posunięcia - teraz mamy się modlić za "całego człowieka", nie tylko za jego duszę. To zdanie, niby zrozumiałe, jest właściwie fałszywe i to bardzo. 

Po pierwsze, wyrugowanie modlitwy za dusze zmarłych oznacza de facto zanegowanie katolickiego pojęcia śmierci, katolickiej antropologii, a ostatecznie katolickiej eschatologii. Według antropologii, która jest działem nauki o dziele stworzenia, człowiek składa się z czynnika materialnego czyli ciała oraz z czynnika duchowego czyli duszy. Istotą śmierci jest oddzielenie duszy od ciała, co powoduje jego obumieranie i rozkład. Moderniści lubują się w akcentowaniu prawdy o zmartwychwstaniu, często nawet nie odróżniając między Zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa a zmartwychwstaniem ciał na Sąd Ostateczny (stąd się bierze rugowanie koloru czarnego oraz śpiewanie pieśni wielkanocnych na pogrzebach). Niektórzy mało rozgarnięci głoszą z dumą, że do tego właśnie odnoszą się "zreformowane" modlitwy, co jest to akurat dość absurdalne, ponieważ zmartwychwstanie ciał na Sąd Ostateczny dotyczy wszystkich ludzi, więc modlitwa o zmartwychwstanie jest zupełnie debilna i nie do pogodzenia z wiarą katolicką. Po co prosić Pana Boga o coś, co nieuchronnie nastąpi? Bez sensu jest także ograniczenie modlitwy do tych zmarłych, którzy mają pójść do nieba, gdyż wyrok już zapadł na sądzie po śmierci i żadna modlitwa nie jest w stanie tego wyroku zmienić. 

W końcu modlitwa za zmarłych zamiast za dusze zmarłych oznacza przynajmniej zaciemnienie i zatarcie prawdy wiary o czyśćcu, czyli zbliżenie do heretyków protestanckich i wschodniackich, oraz sprowadzenie obrzędów pogrzebowych i żałobnych do wspominania zmarłych, zamiast modlitwy o skrócenie kar czyśćcowych. Jest to więc także duchowa zbrodnia na duszach w czyśćcu przez pozbawianie ich modlitw, których potrzebują, a których nie otrzymują wskutek systemowego - jako że "liturgicznego" - osłabienia wiary w czyściec, bądź przynajmniej we właściwy sens i wagę modlitwy za dusze zmarłych. 

Fetopatie a dusza ludzka


Nie jestem w stanie przedstawić problemu dokładniej od strony medyczno-biologicznej. Odsyłam do literatury fachowej. Z punktu widzenia teologicznego i też antropologii filozoficznej istotne są właśnie dane biologiczne. Innymi słowy: jeśli tzw. bliźnięta syjamskie myślą samodzielnie, mają odrębne poruszenia woli i uczuć, czyli są podmiotami w sensie psychologicznym, to mają też osobne dusze, czyli są dwiema osobami, nawet jeśli ich życie czysto biologiczne jest współzależne. 

Ewolucjonizm a dusza ludzka


Pytanie powinno właściwie zostać skierowane do Jana Pawła II, względnie do kogoś, kto chce bronić tę jego wypowiedź. 

Otóż wygląda na to, że Jan Paweł II nie dysponował solidną wiedzą ani o aktualnym stanie nauk przyrodniczych, ani w dziedzinie antropologii teologicznej. 

Mówiąc najkrócej: nie ma żadnych, choćby śladowych czy poszlakowych dowodów dla tezy, że rodzicami pierwszego człowieka była para nieludzka. To jest nic innego jak mit dość prymitywnego ewolucjonizmu już dawno porzuconego i na pewno nie reprezentowanego przez ludzi dysponujących elementarną wiedzą przyrodniczą. 

Oto główne a istotne braki tzw. teorii ewolucji w znaczeniu ideologii darwinizmu i neodarwinizmu:

1. Brak jakichkolwiek dowodów empirycznych na tzw. ogniwa pośrednie między gatunkami, czyli tzw. missing-link. 

2. Brak jakichkolwiek dowodów na możliwość wyewoluowania jakiegoś organizmu żywego z innego żywego organizmu drogą mutacji. Konkretnie: nie ma żadnych naukowych podstaw do twierdzenia, jakoby np. ptaki mogły w drodze mutacji powstać z płazów. 

3. Mitem jest wszechmoc i bezwzględność zasady przetrwania najsilniejszego (survival of the fittest). Nauki przyrodnicze wykazują, że przetrwanie zależy często od przypadkowych okoliczności, jak np. wymarcie dinozaurów nie wynikało z braku ich przystosowania do środowiska, lecz ze zmian klimatycznych. 

Po drugie, w dziedzinie antropologii filozoficznej i teologicznej pewne jest, że dusza jest formą ciała, czyli tym czynnikiem, który sprawia, że dany zbiór cząstek elementarnych (na wyższych poziomach: atomów, molekuł itd.) jest żywym ciałem ludzkim, czyli człowiekiem i to tym a nie innym człowiekiem (z niepowtarzalnym genomem). Równocześnie pewne jest, że każdy byt materialny, także zwierzę, ma swoją formę ciała, czyli ten czynnik, który sprawia, że dany zbiór cząstek elementarnych jest ciałem zwierzęcia i to tego jednego zwierzęcia (z niepowtarzalnym). Jeśli by z ciała zwierzęcego miało powstać ciało ludzkie, to by musiało dojść do zamiany formy ciała, czyli forma zwierzęca musiałaby przejść w formę, jaką jest dusza ludzka, a to jest niemożliwe w sposób naturalny, ponieważ nie ma jakichkolwiek dowodów czy choćby poszlak, by coś takiego kiedykolwiek zaistniało czy choćby mogło zaistnieć. 

Mówiąc w uproszczeniu: nadanie formy danemu zbiorowi cząsteczek materii (w znaczeniu fizykalnym) jest aktem stwórczym, gdyż powołuje do istnienia taki, a nie inny byt. Nawet jeśli w konkretnym przypadku powstanie nowego bytu odbywa się "samoczynnie" jak w procesie rozmnażania w momencie zapłodnienia, to warunki i "mechanizm" tego procesu musiał zostać określony czyli stworzony przez akt celowy czyli racjonalny. 

Tak więc bardziej racjonalne jest przyjęcie bezpośredniego stworzenia człowieka niż jego "wyewoluowania" z pary zwierząt. 

Pochówek dzieci nienarodzonych


 
W kwestii początku życia ludzkiego św. Tomasz się ewidentnie mylił, ponieważ nie miał wiedzy, którą dziś dysponujemy, zwłaszcza dzięki powstaniu i rozwojowi genetyki. Jest dość pewne, że zmieniłby zdanie, gdyby znał dzisiejszą genetykę. Wówczas mógł swoje zdanie opierać jedynie na empirycznym wyglądzie płodu ludzkiego na różnych etapach rozwoju, a raczej polegał na doświadczeniu czy wiedzy ówczesnych medyków. 

Innymi słowy: w świetle współczesnej nauki jedynym "uduchowienia" czy raczej "udusznienia" istoty ludzkiej jest moment poczęcia, czyli połączenia plemnika z komórką jajową, co oznacza powstanie bytu biologicznego o genomie ludzkim i to indywidualnym i niepowtarzalnym. Pod względem biologicznym nie ma innego momentu decydującego o powstaniu takiego a nie innego człowieka o tak nie inaczej zdeterminowanym genetycznie i historycznie rozwoju. Tym samym nie ma innego momentu, do którego należy odnieść "udusznienie", czyli "tchnięcie" duszy w ten "zlepek" atomów. 

Tym samym jest to moment, od którego temu istnieniu przysługuje godność ludzka, z czym wiąże się także kwestia pochówku w razie przedwczesnego zakończenia życia biologicznego. 

Oczywiście jest kwestia możliwości zachowania ciała, żeby mu zapewnić pochówek. Niestety dopiero w ostatnich dziesięcioleciach rozwinęła się świadomość problemu. Trwający przez wieki brak tej świadomości wynikał zarówno z anachronicznego, fałszywie niby tomistycznego myślenia katolików (i też innych chrześcijan), czemu sprzyjał brak znajomości współczesnej biologii, antropologii i genetyki, jak też z oddzielenia, a nawet pewnej wrogości medycyny względem teologii. 

W świetle obecnej wiedzy zarówno biologicznej i medycznej jak też teologicznej duszpasterze powinni pouczać młodych małżonków także w tej sprawie, zachęcając do żądania od lekarza czy szpitala możliwości godnego pochówki dla ich dzieciątka w razie gdyby spotkała je śmierć przed urodzeniem, choćby na bardzo wczesnych etapie. 

Oczywiście w razie niezawinionego braku takiej możliwości nie ma winy. Natomiast pewne jest, że godny pochówek dla dziecka zmarłego nawet we wczesnym stadium rozwoju w łonie matki, pomaga w poradzeniu sobie z bólem utraty dzieciątka, a także sprzyja i buduje świadomość godności dziecka poczętego zarówno w środowisku medycznym jak też ogólnie w społeczeństwie. 

Czy dzieci poczęte "in vitro" mają duszę?


Przyznaję, że taka teza jest dla mnie zaskoczeniem. Trzeba być zupełnym ignorantem w antropologii teologicznej, by coś takiego wymyśleć. 

Otóż według antropologii chrześcijańskiej (katolickiej) dusza jest "formą" ciała, czyli "zasadą", przyczyną, dzięki której dany zespół komórek (molekuł, atomów) jest człowiekiem i to tym właśnie człowiekiem z jedynym i niepowtarzalnym kodem genetycznym. Dusza jest stwarzana bezpośrednio przez Boga w momencie powstania ciała, czyli zapłodnienia ludzkiej komórki jajowej ludzkim nasieniem. Tym samym każda istota, która jest biologicznie człowiekiem, ma duszę nieśmiertelną, gdyż to ona - jako forma ciała - sprawia, że dany zespół komórek począwszy od powstania zarodka aż do rozkładu organizmu przez śmierć jest bytem ludzkim, a nie tylko zbiorem komórek, molekuł i atomów. Sposób powstania zarodka nie jest w tej kwestii istotny. Każdy zarodek ludzki, niezależnie od sposobu i okoliczności powstania, ma duszę nieśmiertelną. Nie ma innej możliwości. 

Oczywiście z godności ludzkiej zarodka wynika obowiązek zapewnienie takiego sposobu i takich warunków jego poczęcia, które odpowiadają tej godności. Procedura in vitro niestety tego nie zapewnie, a wręcz godzi w tę godność, czyli jest z nią sprzeczna, ale jednak nie jest w stanie odebrać temu bytowi godności ludzkiej wynikającej z faktu posiadania duszy nieśmiertelnej. 

Jak dusza może oglądać Boga?

 


Przed zmartwychwstaniem tylko dusza dostępuje szczęśliwości wiecznej. To jest "oglądanie" Boga, czyli raczej kontemplacja, duchowymi władzami duszy, nie ciałem czyli zmysłami.

 Określenie "widzenie uszczęśliwiające" (visio beatifica) oznacza doświadczanie równoczesne i całościowe, w analogii do widzenia oczami ciała, czyli w odróżnieniu do rozumowania, które jest procesem stopniowym, ciągłym (od myśli do myśli), także do słuchania, które również polega na doświadczaniu poszczególnych dźwięków następujących po sobie w czasie. 

Innymi słowy: doświadczanie wzrokowe najbardziej odpowiada doświadczaniu Boga w niebie, dlatego mówimy o "widzeniu" Boga, mimo że to doświadczenie obejmuje wszystkie władze duszy, a po zmartwychwstaniu także władze ciała.


Fałszywe "ostrzeżenie z zaświatów"

 


Pewne jest, że szatan posługuje się głównie fałszem i oszustwem, i to z reguły pod pozorem prawdy i dobra. Pewne jest także, że przedmiotem jego ataków są szczególnie dusze pobożne i gorliwsze. Im dusza jest czystsza i milsza Bogu, tym bardziej perfidne i wyrafinowane są podstępy szatana. Oznacza to, że takie dusze tym bardziej nie powinny polegać na własnych cnotach, zdolnościach i siłach, gdyż wówczas tym łatwiejszym staną się łupem wroga dusz ludzkich. 

Szatan zawsze posługiwał się i posługuje wszelkimi środkami, oczywiście zwykle za pośrednictwem swoich sług i niewolników, czyli ludzi mniej czy bardziej świadomych swego bycia narzędziem fałszu i zła. Współcześnie narzędziem są także nowoczesne środki, między innymi książki. Adresatami książek o tematyce religijnej są zasadniczo ludzie pobożni, szukający pogłębienia swojej wiary i modlitwy. Jednak także oni często nie są wolni od zwykłej ciekawości, szukania jedynie potwierdzenia dla swoich upodobań i poglądów, a zwłaszcza braku nawet podstawowej wiedzy katechizmowej i teologicznej, która by im zapewniła odpowiednie rozeznanie i choćby minimalną odporność na fałsze i zwodzenie pod pozorami religii, wiary i pobożności. Zwykle nie jest to ich wina, lecz przyczyną jest głównie zapaść przekazywania autentycznej wiary katolickiej na katechezie, w kazaniach, a nawet na wykładach z teologii. Gdy nie są nauczane podstawowe prawdy wiary w  sposób prosty i jasny, jak to miało miejsce przez wieki w Kościele, a zamiast tego usiłuje się budować przywiązanie do Kościoła przez mętne, a nawet wręcz heretyckie treści, z reguły przekazywane w kontekście i związku silnych przeżyć, to nie należy się dziwić, że taka "wiara" jest płytka, chwiejna i szukająca coraz to nowych bodźców emocjonalnych, nawet kosztem rzetelności intelektualnej czy choćby nawet zdrowego rozsądku. Na takiej kondycji przeciętnych katolików żerują przeróżni zwodziciele i oszuści, którzy szukają publiczności, a zwykle też po prostu korzyści materialnych, bezwzględnie wykorzystując dobroduszność czy wręcz naiwność skądinąd szczerych i gorliwych dusz. 

Taki to wstęp musiałem uczynić po lekturze pożyczonej mi - z życzliwości - książki pt. "Ostrzeżenie z zaświatów". Jest to tłumaczenie z niemieckiego. W internecie można sprawdzić, że książka została przetłumaczona na wiele języków i jest swego rodzaju bestsellerem w kręgach prostodusznych katolików o nastawieniu konserwatywnym. Faktycznie treści podane w tej książce kursują w tych kręgach. Dopiero zapoznawszy się z tą książką poznałem, skąd się bierze np. mniemanie, że Paweł VI chciał dobrze, lecz miał sobowtóra, którego winą są nieszczęsne i katastrofalne w skutkach zmiany wprowadzone po Vaticanum II... Myślę, że dalszy komentarz jest w tym miejscu zbędny. Oczywiście nie jestem w stanie udowodnić, że to mniemanie jest absurdalne i groteskowe, więc nawet nie próbuję. Muszę jednak zwrócić uwagę na fakty, które każdy może sprawdzić, oczywiście jeśli ma dobrą wolę i jest otwarty na prawdę. 

Wprawdzie podany jest autor książki, jednak nic o nim nie wiadomo. On sam nie zdradza niczego o sobie. Także w internecie nie ma nic o nim. W swojej przedmowie autor podaje jedynie, że znajduje się w miejscowości Trimbach, przy czym chodzi chyba o wioskę w północnej Szwajcarii. Podany autor mówi, że otrzymał tę książkę 18 kwietnia 1977 r. od "duszpasterza", którego tożsamości nie podaje. Można się jednak domyśleć, że chodzi chyba o  x. Arnolda Renz'a, salwatorianina znanego ze słynnych "exorcyzmów" przeprowadzonych na Anneliese Michel w Niemczech. Znaczną część książki zajmują rzekome treści ze spisanych słów innej opętanej, wypowiedzianych rzekomo przez demony na rozkaz exorcysty podczas exorcyzmu, który przeprowadził także x. Renz. Ponadto notatka biograficzna o nim wskazuje na to, że to on miałby być właściwym autorem tej książki czy przynajmniej dostarczycielem materiału do niej. Na ile to jest prawdziwe, trudno ocenić. W każdym razie autor wykorzystuje sławę x. Renz'a, czy właściwie niesławę, gdyż został on w 1978 r. prawomocnie skazany w związku ze śmiercią exorcyzmowanej przez niego A. Michel. 

X. Renz (1911-1986) pochodził z południowych Niemiec, blisko granicy ze Szwajcarią i Austrią. Po święceniach kapłańskich w 1938 r. jako salwatorianin pracował jako misjonarz i exorcysta w Chinach. Po powrocie w 1953 r. został proboszczem w północno-zachodniej Bawarii, w miejscowości znanej z tego, że żyła tam rzekoma mistyczka i wizjonerka Barbara Weigand (zm. 1943). Znamienne są słowa z jej rzekomych objawień, że "Luther podzielił Kościół na dwie części" (podane w zalinkowanym tekście na wiki), co jest oczywiście herezją,gdyż Kościół jest niepodzielny i nie może być podzielony, zaś Luther jako przywódca herezji odłączył dusze od Kościoła. Mimo tego x. Renz gorliwie zaangażował się w forsowanie jej procesu beatyfikacyjnego, co świadczy o braku kompetencji teologicznej. Warto zauważyć, że - jak podaje wiki (zalinkowane wyżej) - także ojciec Anneliese Michel, nad którą x. Renz później (1975-1976) sprawował exorcyzm, był pod wpływem owej "mistyczki". Te powiązania są zapewne znaczące. 

O kiepskich i wręcz fałszywych poglądach teologicznych x. Renz'a świadczy rozdział książki pt. "Co to jest opętanie", przypisany jego autorstwu, oczywiście o ile ten rozdział pochodzi rzeczywiście od niego. 

Na str. 22 czytamy: "Szczególnego rodzaju opętanie, jest opętanie tak zwane opętanie wynagrodzenia. Osoby takie spotyka to nie z osobistego przewinienia. Mogą one np. być przeklęte." Pomijając katastrofalną jakość tłumaczenia, które jest wręcz niepoprawne po polsku, należy zwrócić uwagę, że tego typu opętanie jest sprzeczne z katolickim pojęciem opętania i jego warunkami, i nie jest znane w literaturze teologicznej katolickiej. Ponadto jest tutaj problem stwierdzenia, jakoby dana osoba była bez winy, gdyż tylko Pan Bóg zna serce i stan duszy człowieka, oczywiście oprócz głosu sumienia jego samego, zaś otoczenie może jedynie z mniejszym czy większym prawdopodobieństwem ocenić, czy i jak dana osoba zgrzeszyła, gdyż można grzeszyć także w samotności, a ważniejsze są grzechy wewnętrzne, czyli myśli i akty woli, nie akty zewnętrzne znane otoczeniu. 

Następny fałsz to zdanie: "Nie można tego zaprzeczyć: Błogosławieństwo i przekleństwo mogą być równie skuteczne". Autor tego zdania widocznie zapomina, że błogosławieństwo jest wezwaniem Boga, zaś przekleństwo wezwaniem mocy zła czyli szatana. Tylko Bóg jest wszechmocny, zaś skuteczność szatana jest jedynie ograniczona i nigdy nie jest równa skuteczności Boga. Tym bardziej przekleństwo nie może skutkować opętaniem, ponieważ człowiek ma wolną wolę i jedynie przez swoje akty woli może poddać się działaniu szatana. Szatan nie ma zasadniczo możliwości wyłączenia wolnej woli w człowieku, gdyż mógłby to uczynić tylko Bóg (oczywiście jeśli by tego chciał) jako Stwórca natury człowieka. Szatan może jedynie kusić, mamić, zwodzić ku grzechowi, a zniewolenie przez niego jest zawsze skutkiem poszczególnych aktów i kroków poddania się jego działaniu przez człowieka. Wynika to z prawdy o człowieku, którą wiemy z Bożego Objawienia, oraz z odwiecznego doświadczenia Kościoła, opisanego zwłaszcza u świętych i mistrzów duchowych. 

Tym samym fałszem jest także zdanie: "Jeżeli niektórzy zgadzają się cierpieć za innych, może się to także zdarzyć w formie opętania". To zdanie oznacza, jakoby szatan - który jest sprawcą opętania - działał dla zbawienia dusz i na chwałę Bożą, skoro sprawia tzw. opętanie jako wynagrodzenie Bogu za grzechy ludzi. Co więcej, autor twierdzi, że w takim przypadku "Pan Bóg miał szczególny zamiar względem niej aby była ofiarą wynagradzającą (za grzechy świata)" (str. 23). Taki absurd może prezentować tylko ktoś, kto jest zupełnym analfabetą w teologii katolickiej, lub ma zupełnie niekatolickie, a nawet niechrześcijańskie przekonania co do pojęcia Boga i dzieła Zbawienia, jak też w kwestii takiej jak natura i rola szatana. 

Wobec tego wręcz bluźnierstwem jest nazwanie przypadku Anneliese Michel - uważanego przez autora za "opętanie wynagrodzenia" - "przeżyciem konania Chrystusa na krzyżu". Wystarczy choćby pobieżnie znać Ewangelie, by wiedzieć, że porównanie zachowania osoby opętanej z zachowaniem Pana Jezusa w męce i śmierci jest wręcz niesamowitym bluźnierstwem. 

Zupełnie demaskujące jest następujące zdanie: "Opętanie i szatan należą do rzędu rzeczy nadprzyrodzonych" (str. 23). Otóż zawarte jest tutaj niekatolickie i nieteologiczne, natomiast okultystyczne pojęcie nadprzyrodzoności. Otóż według teologii katolickiej - i każdej opartej na Piśmie św. - nadprzyrodzoność jest synonimem Boga i Jego działania. Innymi słowy: tylko Bóg jest ponad wszystkim stworzeniem, czyli tym, co jest przyrodą w znaczeniu filozoficznym, czyli ma początek jako byt stworzony. Tak więc także szatan jako byt stworzony należy do rzeczywistości przyrodzonej, nie boskiej. Oczywiście jego natura czyli przyrodzoność jest innego rodzaju niż natura ludzka i jest w pewnym sensie wyższa i doskonalsza. Jednak z całą pewnością nie należy do rzeczywistości nadprzyrodzonej, czyli boskiej, lecz do stworzonej, czyli od świata przyrody w znaczeniu filozoficznym, obejmującym wszystkie byty "rodzone" czyli mające początek. 

Co do samych rzekomych exorcyzmów, z których mają rzekomo pochodzić owe rzekome "wyznania" demonów: O ile książka nie jest jedynie wymysłem wybujałej fantazji i tym samym perfidnym oszustwem na czytelnikach, czyli podaje rzeczywiste przeprowadzone przez exorcystów "wywiady" z demonami, to owi exorcyści sprzeniewierzyli się kościelnemu obrzędowi exorcyzmu i tym samym popełnili grzech ciężki, który oczywiście - jak każdy grzech - pochodzi ostatecznie od szatana. Rubryki obrzędu exorcyzmu według księgi liturgicznej Kościoła Rituale Romanum zakazują bowiem wypytywania demonów o sprawy zbędne i służące ciekawości: 


Tym samym książka jako taka jest właściwie dziełem szatańskim, także co do sposobu powstania, nie tylko co do treści. Zresztą na ten charakter wskazuje już nawet chaotyczność podawanych treści. Widocznie także autor był pod wpływem szatańskim. Pan Bóg działa w harmonii i ładzie, miłuje porządek. Natomiast diabeł jest tym, który miesza, przewraca i sprawia chaos, na co wskazuje greckie słowo "diabolos" (od dia-ballo, czyli przewracać, mieszać). 

Te uwagi właściwie wystarczą dla jednoznacznej oceny: 

To jest książka podająca fundamentalne fałsze i błędy odnośnie pojęcia Boga oraz świata stworzonego, zwłaszcza szatana. Z tego względu w swoich zasadach nie jest ani katolicka, ani nawet chrześcijańska czy biblijna. Operuje raczej pojęciami i wyobrażeniami okultyzmu i satanizmu. Podawane w dalszej części książki quasi sensacyjne stenogramy słów rzekomo wypowiedzianych przez demonów w sprawach aktualnych mają widocznie przyciągnąć uwagę i dobrą wolę czytelników zwłaszcza o nastawieniu konserwatywnym i krytycznym wobec wydarzeń ostatnich dekad w Kościele i świecie. Nawet jeśli godna uwagi i uznania jest np. krytyka reformy liturgii i związanych z nią nadużyć (jak komunia dołapna, więcej tutaj), to jednak nie zmienia to faktu, że ma to widocznie służyć wpajaniu katolikom trucizny okultystycznego fałszu. 

Dlatego zdecydowanie zalecam: nie należy tej książki ani kupować, ani czytać. Jeśli ktoś już ją ma, powinien ją spalić. 

Czy zwierzęta mają duszę?

 


Nieporozumienie tkwi w pojęciu duszy. Tutaj decydujące jest wykształcenie filozoficzne, zwłaszcza duchowieństwa, z którym obecnie jest niestety nie najlepiej (delikatnie mówiąc). 

W rozumieniu potocznym przez duszę rozumie się zwykle duszę duchową i nieśmiertelną, właściwą człowiekowi. To doprecyzowanie jest istotne. Chroni bowiem przed nieporozumieniem i zarazem przed fałszywym rozumieniem duszy w odniesieniu do zwierząt. 

Należy mieć na uwadze, że klasyczna filozofia i teologia rozumieją duszę jako formę ciała, czyli zasadę określającą, że dany zbiór atomów (względnie cząsteczek elementarnych) stanowi ten a nie inny organizm żywy. 

Zgodnie z tą definicją rozróżnia się trzy zasadnicze rodzaje duszy: 

- duszę wegetatywną, właściwą roślinom, czyli elementarna zasada życia, 

- duszę sensytywną (zmysłowo-emocjonalną, czyli psychiczną), właściwą zwierzętom, oraz

- duszę duchową, stanowiącą o władzach duchowych jak wolna wola i rozum. 

Są to nie tylko rodzaje, lecz zarazem stopnie zasady, którą jest dusza. Według filozofów i teologów chrześcijańskich człowiek łączy w sobie świat materialny oraz wszystkie rodzaje duszy i jest dlatego nazywany "mikrokosmosem". Innymi słowy: człowiek jest organizmem żywym o trzystopniowej duszy, przy czym dusza duchowa, która jest nieśmiertelna, odróżnia go od wszystkich innych stworzeń cielesnych, w tym od zwierząt. 

Tym samym jest jasne: jedynie człowiek, jako stworzenie wyposażone w duszę duchową czyli nieśmiertelną, żyje po śmierci, to znaczy jego dusza trwa po śmierci. 

Osobną kwestią jest ostateczny los wszystkich innych stworzeń materialnych, które nie mają duszy duchowej czyli nieśmiertelnej. Wiadomo, że te stworzenia kończą swój byt wraz ze śmiercią i rozkładem organizmu do pierwiastków i atomów, które następnie służą jako budulec dla następnych stworzeń, także dla ciał ludzkich. Ostatecznie chodzi o kwestię, co się stanie z materią na końcu świata. Według teologii katolickiej, całe stworzenie, także materia, jest przeznaczona do istnienia uwielbionego dla chwały Bożej. Oznacza to, że nic stworzonego przez Boga nie ulega unicestwieniu, lecz przemianie w "nowe niebo i nową ziemię" (Księga Apokalipsy 21). W tym znaczeniu świat materialny, w tym także zwierzęta, będą stanowiły "nowe stworzenie", jednak jako świat materialny, nie duchowo-nieśmiertelny w znaczeniu trwania zasady duchowej, która jest stworzona na obraz Stwórcy w wolności woli oraz zdolności rozumu. Można powiedzieć, że w świętych w niebie po zmartwychwstaniu trwać będzie także świat dusz wegetatywnych i sensytywnych, oczywiście w sposób przemieniony, "przebóstwiony", czyli wypełniony i udoskonalony przez życie łaski pochodzące od Boga. 

Jak podchodzić do przeżyć śmierci klinicznej?


Teologia katolicka nie zajmuje się tego typu świadectwami, ponieważ nie są sprawdzalne.

Po pierwsze, jest kwestia wiarygodności publikowanych świadectw, gdyż należałoby najpierw wykluczyć osobisty interes w tego typu publikacjach (biznes na sensacjach).

Po drugie, jest kwestia, jakiego stanu te - autentyczne czy jedynie rzekome - przeżycia dotyczą. Hipoteza tzw. śmierci klinicznej nie jest wolna od wątpliwości i sporów w łonie samej medycyny czy neurologii. Nie ma po prostu pewności, czy i na ile te przeżycia dotyczą rzeczywiście stanu "po drugiej stronie". Filozoficznie i teologicznie jest pewne, że po śmierci nie ma powrotu do życia, chyba że ma miejsce cud, a wówczas zaistnienie cudu musiałoby zostać wykazane.

Czy w czyśćcu spoczywają zmarli?

Zwrócono mi uwagę, że w ogłoszeniach jednej z parafij zawarte jest dziwne sformułowanie odnośnie intencji Mszy św. Sprawa ma widocznie szerszy zasięg i tym bardziej należy zwrócić uwagę i skorygować.



Sformułowanie zawiera dwa zasadnicze błędy, właściwie herezje:
1. w czyśćcu przebywają zmarli, którzy tam
2. spoczywają.

Nauczanie Kościoła mówi, że
1. śmierć jest odłączeniem nieśmiertelnej duszy od ciała, które umiera,
2. w czyśćcu znajduje się dusza nieśmiertelna, podczas gdy ciało spoczywa w grobie i ulega rozkładowi (zwykle),
3. czyściec jest miejscem nie spoczynku, lecz cierpienia jako oczyszczającej kary za grzechy.

Warto przytoczyć choćby następujące fragmenty Katechizmu Kościoła Katolickiego:



Podjąłem próbę rozmowy z autorem tego wpisu na stronie parafii, by go przekonać o błędności oraz o konieczności skorygowania dla dobra wiernych, których powinien nauczać wiary katolickiej. Oto wynik, niestety niepomyślny:








Rzeczywiście, pewne fragmenty oderwane od kontextu biblijnego są narażone na fałszywe interpretowanie. Dlatego obowiązuje rozumienie i interpretowanie poszczególnych fragmentów w świetle całego Bożego Objawienia podawanego w nauczaniu Kościoła.

Czy można być zbawionym nie chodząc do kościoła?


Zbawienie wieczne zależy od stanu duszy w momencie śmierci. Ten stan jest w sposób pewny wiadomy tylko Panu Bogu. My możemy jedynie wnioskować z okoliczności i objawów.

Oczywiście normalną drogą stanu łaski uświęcającej są sakramenty święte, w tym wypadku przynajmniej Ostatnie Namaszczenie. Połączone być powinno, jeśli jest możliwość, ze Spowiedzią i Komunią św. Takie przygotowanie na przejście do wieczności jest wielką łaską, na którą zwykle trzeba sobie zapracować i zasłużyć. Gdy ktoś zaniedbuje praktyki religijne za życia, to często jest tak, że nie ma sposobności ani chęci przyjęcia sakramentów przed śmiercią, nawet jeśli byłby czas. Gdy życie kręci się wokół doczesności, wówczas śmierć jest często zaskoczeniem, mimo sygnałów ostrzegających.

Wracając do pytania o los zmarłego ojca. Oczywiście jest tutaj wiele czynników: dlaczego nie chodził do kościoła, czy przyjął Sakramenty św. przed śmiercią, czy się przynajmniej modlił, czy okazywał wiarę i żal za grzechy itp. Jeśli ktoś nie trwał aż do śmierci w odrzuceniu Pana Boga i Kościoła, wówczas można mieć nadzieję, że usposobienie ostatecznie nie było złe. Nie możemy wykluczyć, że dana osoba w ostatniej chwili mogła wzbudzić sobie doskonały żal za grzechy całego życia, który dysponuje do przyjęcia Bożego przebaczenia i łaski uświęcającej. Czy taka postawa jest w poszczególnym przypadku, tego często nie wiemy i nie będziemy wiedzieć. Dlatego należy się modlić za wszystkie dusze, co Kościół też czyni nawet w specjalny dzień w roku, Dzień Zaduszny. Jeśli Kościół nikogo nie ogłosił potępionym to właśnie dlatego, że możemy i powinniśmy się modlić za wszystkich zmarłych, gdyż nie znamy ich losu, a zobowiązani jesteśmy do uczynku miłosierdzia wobec nich jakim jest modlitwa za ich dusze.

Należy pamiętać, że zaniedbywanie praktyk religijnych jest grzechem ciężkim. Nawet jeśli dzięki przebaczeniu grzechów przed śmiercią - czy to w sposób sakramentalny w Ostatnim Namaszczeniu  czy w sposób wyjątkowy wskutek żalu doskonałego - dusza dostąpi zbawienia, to jednak pozostają kary za grzechy, które muszą być odpokutowane w czyśćcu. Tak więc nie należy lekceważyć żadnego grzechu. A grzeszenie zuchwałe, czyli z liczeniem na Boże miłosierdzie i przebaczenie, jest ciężkim grzechem przeciw Duchowi Świętemu i stanowi postawę zamknięcia się na łaskę żalu i tym samym przyjęcia przebaczenia grzechów. Jest to więc zatwardziałość w grzechu i pewna droga na wieczne potępienie.

Czy dusze zmarłych mogą się błąkać po tym świecie?


Dusze zmarłych nie mogą przebywać w doczesności, gdyż znajdują się nieodwracalnie w wymiarze wiecznym.

Tego typu fenomeny są opowiadane właściwie tylko przez pojedyncze osoby, tzn. nie ma świadków, co przemawia raczej za tym, że nie są to wydarzenia empirycznie poznawalne, lecz jedynie przeżycia subiektywne, o ile nie jedynie urojenia czy produkty fantazji.

W razie, gdyby to były jednak realne zdarzenia, tzn. doświadczenia postrzegalne zmysłami zewnętrznymi, są możliwe różne interpretacje.

Po pierwsze, Pan Bóg może sprawić pewne zjawiska, które mogą mieć postać (czy to wizualną, czy audycyjną, czy audiowizualną) przypisywalną zmarłej osobie. Tego typu przypadki są wprawdzie poświadczone jedynie o osobach świętych, jak np. w przypadku św. Andrzeja Boboli, jednak pod względem fizykalnym mogłoby by się wydarzyć w przypadku innych zmarłych, oczywiście jeśli byłaby taka wola Boża.

Po drugie, możliwe są działania demoniczne, o ile nie ma cech wskazujących na konkretną osobę. Oczywiście także wtedy musi być przyzwolenie Boże, o ile w naturze szatana i demonów nie należy powodowanie tego typu zjawisk (szatan nie może rozkazywać materii).

Podsumowując: Tego typu doświadczenia są zwykle najprawdopodobniej wynikiem czy to subiektywnych wrażeń projektowanych w rzeczywistość zewnętrzną, czy przynajmniej subiektywną interpretacją neutralnych, przypadkowych i właściwie niezwiązanych wydarzeń zewnętrznych. Gdy np. w drewnianym domu w nocy skrzypią ściany czy podłoga, to jest to naturalne zjawisko ruchu drewna pod wpływem zmian wilgotności i temperatury, nawet jeśli w wyniku tego może nastąpić coś rzadkiego, np. spadnięcie obrazu ze ściany drewnianej wskutek wysunięcia się gwoździa, na którym był umocowany.

Oczywiście można i należy tego typu zdarzenia potraktować jako przypomnienie i wezwanie do modlitwy za dusze zmarłych.

Czy tzw. bliźniak wchłonięty ma duszę?


Chodzi o bardzo rzadkie zjawisko. Dotychczas zarejestrowano na całym świecie jedynie około stu takich przypadków.

Podstawowe informacje można znaleźć chociażby tutaj.

Istotne jest, że nie są żywe ciała czy organizmy bliźniaka, lecz mniejsze czy większe fragmenty ciała rozwinięte z komórek macierzystych. Naukowcy przyjmują, że jest to wynik wadliwego tzw. niepełnego zapłodnienia czyli połączenia plemnika z komórką jajową. W jego wyniku powstaje więc nie embrion czyli istota ludzka wyposażona w duszę, lecz jedynie zlepek komórek, który następnie rozwija się w postaci tkanek czy fragmentów narządów (z czasem mniej czy bardziej ukształtowanych). Taki zespół komórek nie ma większości organów, przede wszystkim nie ma mózgu. Tym samym nie może być właściwie mowy o wchłonięciu bliźniaka, lecz jedynie materiału biologicznego powstałego z komórek macierzystych, które same w sobie nie stanowią istoty ludzkiej. Tym samym część teologiczna pytania - o duszę itd. - jest bezprzedmiotowa.

Kto żyje na cmentarzu?


Po kilku panach w różnym wieku, którzy osiągnęli szczyty popularności poprzez filmiki jutjubowe, pojawiła się ostatnio osoba płci pięknej, która widocznie próbuje iść w ich ślady. Różnica polega jednak na tym, że nie wypowiada się sama lecz zadaje pytania duchownym, którzy się następnie produkują do kamery w mniej czy bardziej sensowny a rozbawiony sposób. Poświęca się ona tematyce "katolickich mitów", które nie są ani katolickie ani mitami, a jedynie jakimiś zabobonami z rodowodem mniej czy bardziej ewidentnie pogańskim. Tak więc już w temacie jest poważne zakłamanie. Za pewne nieprzypadkowe. Tak więc bardzo dziwi fakt, że duchowni katoliccy w ogóle wyrazili zgodę na występowanie w czymś takim. Być może sami też zapragnęli sławy dzięki potencjalnej sławie osoby płci pięknej, choć nie będącej uosobieniem ani wiedzy, ani inteligencji, ani innych walorów duchowych (pomijając walory zewnętrzne).

 

Zaś o poziomie tej serii, osiągającej już trzeci odcinek, świadczy dość dobitnie wypowiedź dominikanina Tomasza Nowaka, który z całą powagą głosi, jakoby chrześcijanie wierzyli, iż na cmentarzu "żyją ludzie, tylko w inny sposób po prostu". Nasuwa się pytanie, o jakich ludzi chodzi. Raczej nie ma na myśli bezdomnych czy zabłąkanych, gdyż jest to możliwe jedynie w lecie. Ma więc widocznie na myśli zmarłych. Czy oni żyją, skoro umarli? Czyżby o. Nowak twierdził, że na cmentarzu żyją dusze nieśmiertelne? Gdzie żyją? W grobach czy między nimi? Skoro żyją na cmentarzu, to po co jest niebo, czyściec i piekło? A może chodzi o ciała, które żyją tak swoim życiem bez dusz, że się rozkładają aż pozostaną tylko kości najwyżej, a następnie także kości obracają się w proch ziemi? I taki jest koniec życia ludzi na cmentarzu?

No cóż, można wziąć pod uwagę, że filmiki mają charakter właściwie satyryczny. Jednak także satyra powinna zachowywać choćby minimalny poziom intelektualny, zwłaszcza gdy porusza kwestie teologiczne i dotyczące wiary, i też sprawy jednak poważne.

Tak więc mamy kolejny przykład radosnej twórczości duchownych i okołoduchownych, gdzie poziom intelektualny i teologiczny sięga najwyżej bruku. I to bruku z kałużami śmierdzącymi nieuctwem, niechlujstwem intelektualnym i herezją modernistyczną.

Tak więc powiązania tego portalu nie są zaskakujące:


W ten sposób katolicy są za pieniądze katolików karmieni treściami niekatolickimi i antykatolickimi, i to pod kłamliwą nazwą aleteia = prawda...

Jak długo należy się modlić za dusze zmarłych?



Oczywiście zwykle nie wiemy, czy i kiedy dana dusza przeszła z czyśćca do nieba. Tylko w przypadku osób kanonizowanych Kościół uroczyście ogłasza, że znajdują się w chwale niebiańskiej i że można je prosić o wstawiennictwo.

Jednak żadna modlitwa za zmarłych nie jest daremna, gdyż zawsze, aż do końca świata będą dusze w czyśćcu, które potrzebują naszej modlitwy i ofiary.

Modlitwa na dusze czyśćcowe ma wartość nie tylko dla nich, lecz także dla modlących się, gdyż jest wyrazem i praktykowaniem miłości bliźniego.

Czy nauczanie Kościoła mówi o duszach błąkających się?


Nauczanie Kościoła mówi, że z chwilą śmierci dusza przechodzi do rzeczywistości wiecznej czyli pozadoczesnej, która oznacza trzy możliwości: niebo, piekło albo czyściec.

Tzw. błąkanie się dusz dotyczy zwykle dusz czyśćcowych. Może to być sposób, w który Pan Bóg dopuszcza wzywanie do modlitwy za te dusze. Dokumenty Kościoła nie mówią wprost o tego typu zjawiskach, gdyż nie są one wystarczająco udokumentowane i zbadane, a są to dość rzadkie osobiste doświadczenia czy przeżycia, których faktyczność i obiektywność nie są tego rodzaju, że w danych przypadkach nie budzą wątpliwości. Kościół generalnie zachęca do modlitwy za dusze czyśćcowe i ta modlitwa z reguły pomaga w tego typu sytuacjach.

Jednak podobnie objawiać się mogą działania demoniczne, które oczywiście nie mają związku z modlitwą za dusze zmarłych, a są manifestacjami rzeczywistości zła ku zgubie żyjących. Szatan działa przede wszystkim przez sferę zmysłową i emocjonalną człowieka, do której ma tym większy dostęp, im bardziej grzeszny jest stan duszy.

Czy odprowadzamy zmarłych na miejsce wiecznego spoczynku?



Zastrzeżenia są słuszne. Cytowane wyrażenia wynikają z bezmyślności i powtarzania zwyczajowych formuł, które są zarówno nielogiczne jak też teologicznie fałszywe. Używanie ich przez duchownych świadczy niestety o skandalicznym poziomie ich wykształcenia teologicznego.

Jaki jest sens i cel żałoby w Kościele?


Sensem i celem żałoby w Kościele jest modlitwa za zmarłych, czy to konkretną osobę czy za wielu czy wszystkich wiernych zmarłych. Równocześnie jest to przypomnienie żyjącym o nieuchronnej skończoności życia na ziemi oraz rzeczach ostatecznych, czyli sądzie, niebie, piekle i czyśćcu.

Generalnie nie mamy wiedzy odnośnie losu dusz zmarłych. Jedynie w wypadku osób kanonizowanych Kościół ogłasza, że w wyniku znaków Bożych oraz wnikliwego zbadania ich życia (w procesie kanonicznym według odwiecznych reguł Kościoła) możemy stwierdzić, iż są w chwale niebieskiej. Wówczas nie sprawuje się już obrzędów żałobnych za dusze tych zmarłych.

Co z duszą zamrożonego zarodka ludzkiego?



O ile zarodek w jakiś sposób żyje, tzn. nie obumarł, ma duszę. Dopiero wraz ze śmiercią następuje oddzielenie duszy od ciała czyli materii.