Fałszywe "ostrzeżenie z zaświatów"

 


Pewne jest, że szatan posługuje się głównie fałszem i oszustwem, i to z reguły pod pozorem prawdy i dobra. Pewne jest także, że przedmiotem jego ataków są szczególnie dusze pobożne i gorliwsze. Im dusza jest czystsza i milsza Bogu, tym bardziej perfidne i wyrafinowane są podstępy szatana. Oznacza to, że takie dusze tym bardziej nie powinny polegać na własnych cnotach, zdolnościach i siłach, gdyż wówczas tym łatwiejszym staną się łupem wroga dusz ludzkich. 

Szatan zawsze posługiwał się i posługuje wszelkimi środkami, oczywiście zwykle za pośrednictwem swoich sług i niewolników, czyli ludzi mniej czy bardziej świadomych swego bycia narzędziem fałszu i zła. Współcześnie narzędziem są także nowoczesne środki, między innymi książki. Adresatami książek o tematyce religijnej są zasadniczo ludzie pobożni, szukający pogłębienia swojej wiary i modlitwy. Jednak także oni często nie są wolni od zwykłej ciekawości, szukania jedynie potwierdzenia dla swoich upodobań i poglądów, a zwłaszcza braku nawet podstawowej wiedzy katechizmowej i teologicznej, która by im zapewniła odpowiednie rozeznanie i choćby minimalną odporność na fałsze i zwodzenie pod pozorami religii, wiary i pobożności. Zwykle nie jest to ich wina, lecz przyczyną jest głównie zapaść przekazywania autentycznej wiary katolickiej na katechezie, w kazaniach, a nawet na wykładach z teologii. Gdy nie są nauczane podstawowe prawdy wiary w  sposób prosty i jasny, jak to miało miejsce przez wieki w Kościele, a zamiast tego usiłuje się budować przywiązanie do Kościoła przez mętne, a nawet wręcz heretyckie treści, z reguły przekazywane w kontekście i związku silnych przeżyć, to nie należy się dziwić, że taka "wiara" jest płytka, chwiejna i szukająca coraz to nowych bodźców emocjonalnych, nawet kosztem rzetelności intelektualnej czy choćby nawet zdrowego rozsądku. Na takiej kondycji przeciętnych katolików żerują przeróżni zwodziciele i oszuści, którzy szukają publiczności, a zwykle też po prostu korzyści materialnych, bezwzględnie wykorzystując dobroduszność czy wręcz naiwność skądinąd szczerych i gorliwych dusz. 

Taki to wstęp musiałem uczynić po lekturze pożyczonej mi - z życzliwości - książki pt. "Ostrzeżenie z zaświatów". Jest to tłumaczenie z niemieckiego. W internecie można sprawdzić, że książka została przetłumaczona na wiele języków i jest swego rodzaju bestsellerem w kręgach prostodusznych katolików o nastawieniu konserwatywnym. Faktycznie treści podane w tej książce kursują w tych kręgach. Dopiero zapoznawszy się z tą książką poznałem, skąd się bierze np. mniemanie, że Paweł VI chciał dobrze, lecz miał sobowtóra, którego winą są nieszczęsne i katastrofalne w skutkach zmiany wprowadzone po Vaticanum II... Myślę, że dalszy komentarz jest w tym miejscu zbędny. Oczywiście nie jestem w stanie udowodnić, że to mniemanie jest absurdalne i groteskowe, więc nawet nie próbuję. Muszę jednak zwrócić uwagę na fakty, które każdy może sprawdzić, oczywiście jeśli ma dobrą wolę i jest otwarty na prawdę. 

Wprawdzie podany jest autor książki, jednak nic o nim nie wiadomo. On sam nie zdradza niczego o sobie. Także w internecie nie ma nic o nim. W swojej przedmowie autor podaje jedynie, że znajduje się w miejscowości Trimbach, przy czym chodzi chyba o wioskę w północnej Szwajcarii. Podany autor mówi, że otrzymał tę książkę 18 kwietnia 1977 r. od "duszpasterza", którego tożsamości nie podaje. Można się jednak domyśleć, że chodzi chyba o  x. Arnolda Renz'a, salwatorianina znanego ze słynnych "exorcyzmów" przeprowadzonych na Anneliese Michel w Niemczech. Znaczną część książki zajmują rzekome treści ze spisanych słów innej opętanej, wypowiedzianych rzekomo przez demony na rozkaz exorcysty podczas exorcyzmu, który przeprowadził także x. Renz. Ponadto notatka biograficzna o nim wskazuje na to, że to on miałby być właściwym autorem tej książki czy przynajmniej dostarczycielem materiału do niej. Na ile to jest prawdziwe, trudno ocenić. W każdym razie autor wykorzystuje sławę x. Renz'a, czy właściwie niesławę, gdyż został on w 1978 r. prawomocnie skazany w związku ze śmiercią exorcyzmowanej przez niego A. Michel. 

X. Renz (1911-1986) pochodził z południowych Niemiec, blisko granicy ze Szwajcarią i Austrią. Po święceniach kapłańskich w 1938 r. jako salwatorianin pracował jako misjonarz i exorcysta w Chinach. Po powrocie w 1953 r. został proboszczem w północno-zachodniej Bawarii, w miejscowości znanej z tego, że żyła tam rzekoma mistyczka i wizjonerka Barbara Weigand (zm. 1943). Znamienne są słowa z jej rzekomych objawień, że "Luther podzielił Kościół na dwie części" (podane w zalinkowanym tekście na wiki), co jest oczywiście herezją,gdyż Kościół jest niepodzielny i nie może być podzielony, zaś Luther jako przywódca herezji odłączył dusze od Kościoła. Mimo tego x. Renz gorliwie zaangażował się w forsowanie jej procesu beatyfikacyjnego, co świadczy o braku kompetencji teologicznej. Warto zauważyć, że - jak podaje wiki (zalinkowane wyżej) - także ojciec Anneliese Michel, nad którą x. Renz później (1975-1976) sprawował exorcyzm, był pod wpływem owej "mistyczki". Te powiązania są zapewne znaczące. 

O kiepskich i wręcz fałszywych poglądach teologicznych x. Renz'a świadczy rozdział książki pt. "Co to jest opętanie", przypisany jego autorstwu, oczywiście o ile ten rozdział pochodzi rzeczywiście od niego. 

Na str. 22 czytamy: "Szczególnego rodzaju opętanie, jest opętanie tak zwane opętanie wynagrodzenia. Osoby takie spotyka to nie z osobistego przewinienia. Mogą one np. być przeklęte." Pomijając katastrofalną jakość tłumaczenia, które jest wręcz niepoprawne po polsku, należy zwrócić uwagę, że tego typu opętanie jest sprzeczne z katolickim pojęciem opętania i jego warunkami, i nie jest znane w literaturze teologicznej katolickiej. Ponadto jest tutaj problem stwierdzenia, jakoby dana osoba była bez winy, gdyż tylko Pan Bóg zna serce i stan duszy człowieka, oczywiście oprócz głosu sumienia jego samego, zaś otoczenie może jedynie z mniejszym czy większym prawdopodobieństwem ocenić, czy i jak dana osoba zgrzeszyła, gdyż można grzeszyć także w samotności, a ważniejsze są grzechy wewnętrzne, czyli myśli i akty woli, nie akty zewnętrzne znane otoczeniu. 

Następny fałsz to zdanie: "Nie można tego zaprzeczyć: Błogosławieństwo i przekleństwo mogą być równie skuteczne". Autor tego zdania widocznie zapomina, że błogosławieństwo jest wezwaniem Boga, zaś przekleństwo wezwaniem mocy zła czyli szatana. Tylko Bóg jest wszechmocny, zaś skuteczność szatana jest jedynie ograniczona i nigdy nie jest równa skuteczności Boga. Tym bardziej przekleństwo nie może skutkować opętaniem, ponieważ człowiek ma wolną wolę i jedynie przez swoje akty woli może poddać się działaniu szatana. Szatan nie ma zasadniczo możliwości wyłączenia wolnej woli w człowieku, gdyż mógłby to uczynić tylko Bóg (oczywiście jeśli by tego chciał) jako Stwórca natury człowieka. Szatan może jedynie kusić, mamić, zwodzić ku grzechowi, a zniewolenie przez niego jest zawsze skutkiem poszczególnych aktów i kroków poddania się jego działaniu przez człowieka. Wynika to z prawdy o człowieku, którą wiemy z Bożego Objawienia, oraz z odwiecznego doświadczenia Kościoła, opisanego zwłaszcza u świętych i mistrzów duchowych. 

Tym samym fałszem jest także zdanie: "Jeżeli niektórzy zgadzają się cierpieć za innych, może się to także zdarzyć w formie opętania". To zdanie oznacza, jakoby szatan - który jest sprawcą opętania - działał dla zbawienia dusz i na chwałę Bożą, skoro sprawia tzw. opętanie jako wynagrodzenie Bogu za grzechy ludzi. Co więcej, autor twierdzi, że w takim przypadku "Pan Bóg miał szczególny zamiar względem niej aby była ofiarą wynagradzającą (za grzechy świata)" (str. 23). Taki absurd może prezentować tylko ktoś, kto jest zupełnym analfabetą w teologii katolickiej, lub ma zupełnie niekatolickie, a nawet niechrześcijańskie przekonania co do pojęcia Boga i dzieła Zbawienia, jak też w kwestii takiej jak natura i rola szatana. 

Wobec tego wręcz bluźnierstwem jest nazwanie przypadku Anneliese Michel - uważanego przez autora za "opętanie wynagrodzenia" - "przeżyciem konania Chrystusa na krzyżu". Wystarczy choćby pobieżnie znać Ewangelie, by wiedzieć, że porównanie zachowania osoby opętanej z zachowaniem Pana Jezusa w męce i śmierci jest wręcz niesamowitym bluźnierstwem. 

Zupełnie demaskujące jest następujące zdanie: "Opętanie i szatan należą do rzędu rzeczy nadprzyrodzonych" (str. 23). Otóż zawarte jest tutaj niekatolickie i nieteologiczne, natomiast okultystyczne pojęcie nadprzyrodzoności. Otóż według teologii katolickiej - i każdej opartej na Piśmie św. - nadprzyrodzoność jest synonimem Boga i Jego działania. Innymi słowy: tylko Bóg jest ponad wszystkim stworzeniem, czyli tym, co jest przyrodą w znaczeniu filozoficznym, czyli ma początek jako byt stworzony. Tak więc także szatan jako byt stworzony należy do rzeczywistości przyrodzonej, nie boskiej. Oczywiście jego natura czyli przyrodzoność jest innego rodzaju niż natura ludzka i jest w pewnym sensie wyższa i doskonalsza. Jednak z całą pewnością nie należy do rzeczywistości nadprzyrodzonej, czyli boskiej, lecz do stworzonej, czyli od świata przyrody w znaczeniu filozoficznym, obejmującym wszystkie byty "rodzone" czyli mające początek. 

Co do samych rzekomych exorcyzmów, z których mają rzekomo pochodzić owe rzekome "wyznania" demonów: O ile książka nie jest jedynie wymysłem wybujałej fantazji i tym samym perfidnym oszustwem na czytelnikach, czyli podaje rzeczywiste przeprowadzone przez exorcystów "wywiady" z demonami, to owi exorcyści sprzeniewierzyli się kościelnemu obrzędowi exorcyzmu i tym samym popełnili grzech ciężki, który oczywiście - jak każdy grzech - pochodzi ostatecznie od szatana. Rubryki obrzędu exorcyzmu według księgi liturgicznej Kościoła Rituale Romanum zakazują bowiem wypytywania demonów o sprawy zbędne i służące ciekawości: 


Tym samym książka jako taka jest właściwie dziełem szatańskim, także co do sposobu powstania, nie tylko co do treści. Zresztą na ten charakter wskazuje już nawet chaotyczność podawanych treści. Widocznie także autor był pod wpływem szatańskim. Pan Bóg działa w harmonii i ładzie, miłuje porządek. Natomiast diabeł jest tym, który miesza, przewraca i sprawia chaos, na co wskazuje greckie słowo "diabolos" (od dia-ballo, czyli przewracać, mieszać). 

Te uwagi właściwie wystarczą dla jednoznacznej oceny: 

To jest książka podająca fundamentalne fałsze i błędy odnośnie pojęcia Boga oraz świata stworzonego, zwłaszcza szatana. Z tego względu w swoich zasadach nie jest ani katolicka, ani nawet chrześcijańska czy biblijna. Operuje raczej pojęciami i wyobrażeniami okultyzmu i satanizmu. Podawane w dalszej części książki quasi sensacyjne stenogramy słów rzekomo wypowiedzianych przez demonów w sprawach aktualnych mają widocznie przyciągnąć uwagę i dobrą wolę czytelników zwłaszcza o nastawieniu konserwatywnym i krytycznym wobec wydarzeń ostatnich dekad w Kościele i świecie. Nawet jeśli godna uwagi i uznania jest np. krytyka reformy liturgii i związanych z nią nadużyć (jak komunia dołapna, więcej tutaj), to jednak nie zmienia to faktu, że ma to widocznie służyć wpajaniu katolikom trucizny okultystycznego fałszu. 

Dlatego zdecydowanie zalecam: nie należy tej książki ani kupować, ani czytać. Jeśli ktoś już ją ma, powinien ją spalić. 

1 komentarz:

  1. Podobną zgubą jest puszczanie nagrań z egzorcyzmów na lekcjach religii (problem dotyczy zarówno katechetów duchownych jak też świeckich). Katecheci ulegają presji uczniów szukających sensacji, często ateistów, i zamiast przekazać zdrową katechezę, również w zakresie duchowości (zresztą o której wiedzy może im brak) to puszczają teksty ojca kłamstwa.

    OdpowiedzUsuń

Czy wolno w stanie grzechu ciężkiego przystępować do Komunii św.?

  Odpowiedź jest podana powyżej w kanonie z Kodexu Prawa Kanonicznego z 1983 r. Jednak nie jest ona do końca jasna.  Wersja oryginalna brzm...