Zasady komentowania: bez anonimowych komentarzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą posłuszeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą posłuszeństwo. Pokaż wszystkie posty

Czy katolik powinien białe uznawać za czarne? (z post scriptum)



Nieznany dotychczas szerzej xiądz z diecezji bielsko-żywieckiej Przemysław Sawa zasłynął ostatnio dzięki swojemu wpisowi na facebook, opublikowanemu także przez niektóre modernistyczne media:



Opublikował także wersję po angielsku, widocznie celując w sławę poza Polską, która ma dotrzeć także do Watykanu:


Kim jest x. Sawa? Najwięcej można się o nim dowiedzieć na stronie Uniwersytetu Śląskiego:


Warto zwrócić uwagę, że rubryki "badania naukowe" oraz "bibliografia" są puste, co jest bardzo dziwne w przypadku pracownika naukowego. Nigdzie nie jest też podane, u kogo i na jaki temat pisał pracę doktorską. Tym samym nie ma możliwości zapoznania się z jego dorobkiem naukowym. Tak więc wygląda na to, że posadę uniwersytecką dostał nie za osiągnięcia naukowe.

Więcej o dokonaniach można się dowiedzieć na stronie wspólnoty, której przewodzi:


Ta wspólnota powołuje się na związek ze świeckim teologiem "charyzmatycznym" z Mexyku:


Warto zwrócić na jego związek z "charyzmatycznym" xiędzem Ricardo, który następnie założył strukturę o znamionach sekty z przekrętami finansowymi:

(link)

X. Ricardo działał także w Polsce, o czym szerzej można poczytać tutaj.

Świecki mistrz x. Sawy opublikował sporo książek, także tłumaczonych na polski. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na jedną z nich, gdyż ukazuje ona więcej niż pseudopobożne, inspirowane protestantyzmem frazesy typowe dla tych kręgów. Chodzi w niej o "formację liderów", przez co autor rozumie "mężczyzn i kobiety", którzy "są pasterzami ludu":


Tak więc już na wstępie widać, że założenia autora są z gruntu niekatolickie i antykatolickie, gdyż są sprzeczne z hierarchiczno-sakramentalnym ustrojem Kościoła, gdzie przewodzenie jest związane z sakramentem święceń i przynależnością do stanu duchownego. Na takim myśleniu opiera się widocznie działalność x. Sawy. Zresztą nie kryje się on wcale ze swoją praktyką nawiązującą do zwyczajów pentekostalno-protestanckich, gardzącą przepisami Kościoła odnośnie sprawowania liturgii nawet według norm Novus Ordo:










Jak widać, x. Sawa popełnia cały szereg poważnych wykroczeń przeciw regułom liturgicznym:

- Przewodzi "modlitwie o uzdrowienie" podczas liturgii eucharystycznej, co jest wyraźnie zakazane przez Stolicę Apostolską w specjalnej instrukcji w tym temacie:



- Jako celebrans dopuszcza stosowanie instrumentów nieliturgicznych, wyraźnie zakazanych także przez przepisy wydane przez Konferencję Episkopatu Polski:



Po tych wstępnych uwagach, koniecznych dla ujęcia kontextu, przejdźmy do samych wypowiedzi x. Sawy. Zwróćmy uwagę na dwie, treściowo ściśle powiązane i bliskie czasowo:

W pierwszym x. Sawa odrzuca zarzut protestantyzacji Kościoła przez modernistów, zwłaszcza tzw. "charyzmatyków", atakując równocześnie katolików za sprzeciw wobec protestantyzacji:



W drugim x. Sawa odnosi się do niedawnego wystąpienia x. abpa Jana Pawła Lengi w TVP, rozszerzając swój atak nie tylko na innych krytyków poczynań obecnego pontyfikatu, lecz także ogólnie na katolików sprzeciwiających się protestantyzacji:



Nie wchodząc w czysto emocjonalne pochwały i uwielbienia skierowane w jedną stronę, a wyrazy pogardy i potępienia skierowane w drugą, zwróćmy uwagę na zasadnicze wątki tych wypowiedzi. Można jest streścić następująco:

1. Od protestantów można i należy się uczyć. 
2. Trzymanie się Tradycji Kościoła nie jest ani konieczne, ani potrzebne ("stare formy nie dają życia").
3. Franciszek uczy, więc tak uczy Kościół. 
4. Kto nie słucha Franciszka, ten nie jest dobrym katolikiem (albo w ogóle). 

ad 1.

Tutaj jest ewidentna sprzeczność nie tylko z tradycyjnym nauczaniem Kościoła, lecz także z konstytucją dogmatyczną "Lumen gentium", która jasno mówi, że pełnia prawdy i środków zbawienia jest tylko w Kościele katolickim, czyli rządzonym przez następców św. Piotra, choć pierwiastki prawdy i środków zbawienia znajdują się poza Kościołem:


ad 2.

X. Sawa po pierwsze miesza w pojęciu Tradycji, nie odróżniając Tradycji Bożej, Apostolskiej i kościelnej. Po drugie widocznie neguje prosty fakt, że także Tradycja Kościoła ma swoje źródło i moc w Tradycji Bożej czyli Bożym Objawieniu przekazanym przez Apostołów (w Tradycji Apostolskiej). Dlatego właśnie sprowadza Tradycję Kościoła do "starych form", które "nie dają życia". Widać tutaj także dziwne pojęcie "życia", które z całą pewnością nie jest teologiczne. Cóż bowiem oznacza, jakoby liturgia tradycyjna (tzw. trydencka) nie dawała "życia", skoro jest ważnym i skutecznym sprawowaniem sakramentu Eucharystii, tym samym udzielającym łaski na życie wieczne? 

Także tutaj x. Sawa albo nie zna albo neguje choćby nauczanie Vaticanum II, gdzie w konstytucji o Bożym Objawieniu "Dei Verbum" jest jasno podkreślony związek i zależność Magisterium Kościoła od Tradycji i Pisma św. 


Innymi słowy: nauczanie Kościoła nie stoi i nie może stać ponad Tradycją i Pismem św., lecz podlega im jako kryterium. 

ad 3. 

Tutaj dochodzimy do kwestii, która jest sednem i podłożem dyskusji i sporów o pontyfikat Franciszka. Jest oczywiste, że krytyka opiera się na zasadzie wierności Bożemu Objawieniu poświadczonemu w Tradycji i Piśmie św. Chodzi więc o istotę, charakter i zakres władzy papieskiej. 

X. Sawa widocznie nie tylko wyraża naiwne i prymitywne uwielbienie dla Franciszka, lecz bezrefleksyjnie, nieteologicznie i kłamliwie traktuje przedmiot sporu i problem. Pozycję krytyków sprowadza do umiłowania przestarzałych form, co jest zwykłym kłamstwem czy przynajmniej przejawem braku elementarnej uczciwości. Franciszko-latria x. Sawy jest tak przesadna że aż śmieszna. I z całą pewnością jest nie do pogodzenia z katolickim rozumieniem papiestwa i ogólnie urzędu hierarchicznego w Kościele. 

Jako dowód świadczy przede wszystkim konstytucja dogmatyczna "Pastor aeternus" Soboru Watykańskiego I, gdzie dość jasno jest podane, że

- zadaniem następcy św. Piotra jest obrona wiary oraz rozstrzyganie w kwestiach spornych odnośnie wiary


 - asystencja Ducha Św. jest obiecana następcom św. Piotra nie po to, żeby podawali nową naukę, lecz żeby zachowywali i wyjaśniali Boże Objawienie przekazane przez Tradycję Apostołów


Są to podstawowe kryteria dla właściwego, katolickiego rozumienia urzędu papieskiego, w tym także charyzmatu nieomylności w orzeczeniach zdefiniowanych jako nieomylne. 

Istota i zakres władzy papieskiej była przemiotem rozważań i dyskusji teologów już wiele wieków przed Vaticanum I. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na traktat św. Roberta Bellarmin'a, jezuity i kardynała, który dokonał przeglądu, syntezy i też wyjaśnienia tej kwestii, niepodważalnego i nie podważonego ani przez późniejszych teologów, ani przez Magisterium Kościoła. 


Uczony jezuita dla uzasadnienia prawdy, że papież jest głową i rządcą całego Kościoła, wykazuje obszernie na podstawie wielu źródeł, iż jako taki nie może być sądzony przez władzę wyższą na ziemi, gdyż takiej nie ma:




(De Rom. Pont. l. II, 26)

Nie chodzi więc o to, jakoby wydawanie sądu o papieżu było niedopuszczalne czy grzeszne, lecz o stwierdzenie faktycznej niemożliwości odbycia sądu nad papieżem i ukarania go, a to z tego powodu, że na ziemi nie ma on wyższej władzy nad sobą. 

To nie wyklucza braterskiego upomnienia, którego przykładem jest św. Paweł wobec św. Piotra (Gal 2, 11nn). Św. Robert nie neguje, że papież heretyk może być sądzony i ukarany przez Kościół:


 (De Rom. Pont. l. II, 27)

Co więcej: także papieża obowiązują przepisy kościelne, mianowicie jako wytyczne, mimo że nie ma on nad sobą władzy, która by go zmuszała do ich przestrzegania:


 (De Rom. Pont. l. II, 27)

Choć papież jako ojciec dla wiernych nie ma nad sobą zwierzchnika, to jest zobowiązany kierować się kanonami ojców, czyli Tradycją Kościoła, oraz nakazywać innym ich przestrzeganie: 


(De Rom. Pont. l. II, 27)

Są to istotne i niezmienne wskazówki, podane przez uczonego i świętego jezuitę i kardynała, nie wymyślone przez niego, lecz zaczerpnięte i uzasadnione nauczaniem soborów, papieży oraz Ojców i Doktorów Kościoła. 


ad 4. 

Ma to oczywiście związek z kwestią posłuszeństwa kościelnego, szczególnie wobec papieża czyli sprawującego urząd następcy św. Piotra. Tutaj x. Sawa powołuje się na regułę św. Ignacego z Loyoli, zawartą w "Ćwiczeniach duchowych": 


X. Sawa cytuje tylko w przybliżeniu słowa podkreślone, używając je na doraźny użytek bez kontextu całego zdania jak też bez kontextu pozostałych reguł podanych przez św. Ignacego, które należy wziąć pod uwagę dla właściwego zrozumienia tego fragmentu:





Dopiero w całości reguł, które stanowią jedność, można właściwie interpretować dany wycinek, który bez kontextu jest niezrozumiały i wręcz fałszywie rozumiany i używany, jak to ma miejsce w przypadku x. Sawy. Innymi słowy: on dopuszcza się oszustwa, uderzając słowami św. Ignacego w krytyków Franciszka. 

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na kluczowe pojęcie - "Kościół hierarchiczny". Jak każde słowo u św. Ignacego, także to określenie nie jest przypadkowe, lecz przemyślane i wyważone. Św. Ignacy nie mówi o poszczególnym przedstawicielu Kościoła czy hierarsze, lecz mówi o Kościele jako całości, który nie polega na działaniach czy nauczaniu poszczególnego hierarchy, lecz trwa przez wieki, począwszy od Apostołów. O takie właśnie orzeczenia tutaj chodzi, mianowicie pochodzące od Kościoła jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego, nie od poszczególnego duchownego sprawującego władzę. Ojcu założycielowi zakonu jezuitów chodzi o podporządkowanie własnej, subiektywnej opinii Magisterium Kościoła, które z całą pewnością jest czymś zupełnie innym niż subiektywna opinia danego hierarchy, zwłaszcza gdy jest nowa i nieoparta na ciągłym nauczaniu Kościoła. 

Tym samym wyjaśniona jest kwestia obowiązku posłuszeństwa: posłuszeństwo kościelne polega na przezwyciężeniu subiektywizmu. I oczywiście także przełożeni czyli hierarchowie zobowiązani są do poddania swojego subiektywnego osądu orzeczeniom Kościoła w jego ciągłym nauczaniu na przestrzeni wieków. W przeciwnym razie ich orzeczenia nie będą orzeczeniami Kościoła hierarchicznego, lecz najwyżej subiektywnymi opiniami, niezależnie od zajmowanej pozycji czy sprawowanego urzędu. Takie opinie oczywiście nie są i nie mogą być przedmiotem ani posłuszeństwa wiary (które przysługuje Bożemu Objawieniu nauczanemu nieomylnie), ani posłuszeństwa kościelnego (które dotyczy autentycznego nauczania Kościoła w odnośnie prawd wiary i moralności). Innymi słowy: wszelkie nowości wprowadzane przez dzierżącego jakąkolwiek władzę w Kościele nie mają żadnej mocy wiążącej katolików w znaczeniu posłuszeństwa wiary czy kościelnego. 


Podsumowując:
Wystąpienia x. Sawy są po pierwsze obłudne, gdyż on sam widocznie regularnie i notorycznie popełnia wykroczenia przeciw wierze i dyscyplinie przynajmniej sakramentalnej Kościoła. 
Po drugie, wystąpienia te nie mają żadnej podstawy w teologii katolickiej, choć po kimś z doktoratem z teologii należałoby się spodziewać choćby minimum kompetencji teologicznej.
Po trzecie, te wystąpienia są widocznie obliczone z jednej strony na wpajanie niekatolickiego kultu osoby, w tym wypadku Franciszka, a z drugiej strony na łajanie wiernych, którzy myślą i czują kategoriami wiary katolickiej i dyscypliny Kościoła. 
Po czwarte, można się domyślać motywacji takiego perfidnego działania, co pozostawiam jednak przenikliwości Szanownych Czytelników. 



POST SCRIPTUM

Na reakcję nie trzeba było długo czekać:


I też odpowiedź:



I jeszcze uzupełnienie:




Mówiąc szczerze, nie można tego nazwać poważnym dorobkiem naukowym w teologii. To są najwyżej pisemka na okoliczność własnej działalności krążącej wokół protestantyzmu, ekumaniactwa i pseudocharyzmatyzmu. 


I jeszcze ciekawy EPILOG: 






Za ujawnianie tych faktów x. Sawa i jego "wspólnota" wygrażają krokami prawnymi. Także w tym widać
- zakłamanie i oszukiwanie, gdyż za podanie faktów publicznych nie można być ściganym i ukaranym,
- mentalność sekciarską polegającą na systemie strachu przed wodzem. 

No coż. Żałosne to. Widać, jak nisko może upaść nawet ktoś mianowany "exorcystą". On sam potrzebuje pomocy duchowej i nawrócenia. 



Post scriptum 2

Widocznie poznał się na nim także jego biskup, gdyż spotkało go odsunięcie od "wspólnoty":



I oto najnowsze orzeczenie biskupa:




Czy katolik musi uznawać papieża?


Autor tego pytania chyba jednak nie rozumie, lecz powtarza quasi magiczne hasła i tezy wyczytanie w literaturze tzw. sedewakantystów. Wyjaśniam:

1. Władza papieska jest ograniczona zarówno co do nauczania jak też co do jurysdykcji. Granice wynikają zarówno z prawd Bożego Objawienia jak też z prawa moralnego zarówno objawionego jak też naturalnego. To właśnie powinien uznawać katolik, gdyż to jest przedmiot wiary katolickiej, i według tych zasad powinien rozumieć i stosować się do tego, co mówi i czyni dany papież. Katolicyzm nie jest sektą papistyczną, tym bardziej nie wojtyliańską, ratzingeriańską, bergogliańską itd., gdzie dany przywódca dowolnie decyduje o tym, co jest dobre, a co złe.

2. Nikt samodzielnie nie jest w stanie prawomocnie osądzić, czy dana osoba jest czy nie jest papieżem. Wyboru papieża dokonuje gremium ustanowione kościelnoprawnie - a nie przez Boże Objawienie - i jest to w historii Kościoła zmienne gremium, czyli obecnie konklawe złożone z kardynałów, którzy nie przekroczyli 80ego roku życia. To oni stwierdzają legalność bądź nielegalność dokonanego wyboru, czyli czy wybrana osoba została legalnie wybrana i tym samym legalnie obejmuje urząd papieski. NIC więcej. Z tego stwierdzenia nie wynika w żaden sposób, że dana osoba nie może przestać być papieżem np. wskutek popadnięcia w herezję czy ujawnienia już wcześniej istniejącej czy zaistniałej heretyckości.

3. Jakby magiczne jest w tym kontekście słowo "uznawać". Nie jest ono we właściwym sensie ani kanoniczne ani teologiczne. Jak już wskazałem, orzekanie co do legalności wyboru i objęcia urzędu należy do kompetencji kardynałów. Na tym orzeczeniu zasadza się przyrzeczenie szacunku i posłuszeństwa składane przez kardynałów zaraz po wyborze na konklawe (tzw. homagium). To jest uroczysty gest, który ma symboliczne znaczenie, ale nie istotne. Istotne dla życia Kościoła jest posłuszeństwo dla nauczania i zarządzeń danej osoby, a tutaj już normalny i nieodzowny jest proces osądu sumienia co do tego, czy można, wolno, należy zgodzić się i postępować według danego nauczania czy zarządzenia. Tutaj właśnie nadrzędną normą dla katolika są prawdy wiary, które są stałe i niezmienne, podczas gdy nauczanie papieży może być przynajmniej w jakiejś mierze zmienne i względne. Stąd wynika podstawowa zasada teologii katolickiej, mająca wprost przełożenie na decyzje i życie każdego katolika (wyrażona w sposób klasyczny przez słynną sentencję św. Wincentego z Lerynu: quod semper, ubique et ab omnibus creditum):

To, co stałe i niezmienne, ma być uznawane i stawiane ponad tym, co zmienne, zwłaszcza ponad tym, co jest nowe. 

Wagi tej zasady są dobrze świadomi moderniści i dlatego właśnie forsowali i forsują wszelkie zmiany właśnie po to, by podważyć nadrzędność i normatywność tego, co obowiązywało zawsze. Innymi słowy: usiłują oni wmówić katolikom przynajmniej pośrednio, że wszystko w Kościele jest zmienne. 

Tutaj są trzy główne wersje zmienności: 
- zmienność indywidualna, czyli poddanie własnemu osądowi, 
- zmienność kolektywna, czyli poddanie osądowi grupowemu czy społecznemu (tzw. duch czasu), oraz 
- zmienność hierarchiczna, czyli zarządzona z góry przez władzę kościelną, zwłaszcza przez papieża czy sobór. 

Każda z tych wersji jest zgubna i błędna, choć zawiera w sobie jakieś ziarno prawdy o Bożym Objawieniu i jego przekazywaniu. Problem polega natomiast na odpowiednim wyważeniu zarówno wzajemnej proporcji jak też stosunku do tego, co niezmienne. 

Podsumowując:

Katolik ma obowiązek uznawania tego, co jest niezmienne w Kościele, także co do swojego miejsca i kompetencji (także w orzekaniu co do osób sprawujących urzędy kościelne). Równocześnie katolik ma prawo, a nawet obowiązek sprzeciwienia się nowościom, choćby nawet były narzucane odgórnie czy przez większość społeczną. Nie przeczy to posłuszeństwu kościelnemu, lecz jest jego wyrazem i realizacją. 

Katolickie pojęcie posłuszeństwa

 


Powyższy obrazek jest oczywiście prowokacyjny, gdyż właściwie nie całkiem odpowiada katolickiemu rozumieniu posłuszeństwa. W każdym razie nie wyraża jego istoty i pełni. 

Temat jest dość szeroki. Ma dość długą historię zwłaszcza w teologii moralnej i duchowości. W etyce dotyczy głównie stosunku jednostki do społeczności i władzy, ale także stosunku do Boga. Wskazuję na elementy istotne w teologii katolickiej. 

Już Pismo św. zawiera głównie zasady w tej kwestii. Wprawdzie język hebrajski nie zna rzeczownika "posłuszeństwo" i pojęcie to pojawia się dopiero w textach greckich (ὑπακουή, czasownik ὑπακούειν), jednak materialnie jest ono obecne w słowach oznaczających słyszenie i słuchanie (שׁמע - Rdz 22,18; Wj 5,2; Wj 10,3; Wj 23,22; Kpł 26,14; Pwt 6,3; 24,14; Ps 40,9). Odnosi się ono do relacji między Bogiem i człowiekiem, mianowicie jako odpowiedź względnie postawa człowieka wobec Boga, który objawia Swoją wolę. W Nowym Testamencie rozkazom Pana Jezusa są posłuszne demony, burza i fale (Mk 1,27). Natomiast ludzie są wezwani do słuchania, zachowywania i wypełniania (Mk 4,3; 9,7; Mt 7,24; 23,2n; Lk 11,28). Ta postawa zostaje porównana do żyznej gleby, w której ziarno Słowa Bożego wydaje plon (Mk 4,13-20). 

W Etyce Nikomachejskiej Arystotelesa pojęcie posłuszeństwa nie występuje wcale. Natomiast żydowski filozof i komentator biblijny, Filon z Aleksandrii, mówi o cnocie uległości (ἀρετῆ πείθεσται καλόν - Cher. 9). Podobnie w Liście do Hebrajczyków (13,17) mamy wezwanie do uległości przełożonym (πειθεσθε τοις ηγουμενοις υμων και υπεικετε αυτοι). Dzieje Apostolskie (28,24) mówią o uległości we wierze (και οι μεν επειθοντο τοις λεγομενοις οι δε ηπιστουν), podobnie List do Galacjan (5,7: ετρεχετε καλως τις υμας ανεκοψεν τη αληθεια μη πειθεσθαι) i na wielu innych miejscach (Rz 1,5; 10-14-17; 16,26; 2Kor 7,15; 10,5; 2Tes 1,8; Hb 11,8). Pojęcie (zasadniczo jako ὑπακουή) pojawia się także w kontekście chrystologicznym, mianowicie odnośnie Wcielenia Syna Bożego w postaci sługi. Tłem jest idea poddaństwa dzieci wobec rodziców oraz niewolników wobec panów. Naczelną, dobitnie wyartykułowaną maxymą są słowa Apostoła w Dziejach Apostolskich, że bardziej należy być posłusznym Bogu niż ludziom (5,29).

Według św. Augustyna (De civ. XIV, 12) posłuszeństwo jest matką i strażniczką wszystkich cnót, co oczywiście należy rozumieć w szerokim kontekście biblijnym i teologicznym, czyli w ramach posłuszeństwa wobec Boga, które jest nawróceniem, czyli odwróceniem się od grzechu i jego przyczyn:


Św. Tomasz (źródło) zaś podkreśla, że

- posłuszeństwo przynależy do porządku naturalnego sprawiedliwości oraz

- tylko samemu Bogu przysługuje bezwzględne posłuszeństwo ze strony wszystkich:


Istotne jest, że z powodu niezbędnej sprawiedliwości wszyscy są zobowiązani do posłuszeństwa woli Bożej, oczywiście także wszyscy wykonujący jakąkolwiek władzę w Kościele. 

Natomiast posłuszeństwo woli ludzi jest zawsze względne i powiązane ze sprawiedliwością:


Kodex Prawa Kanonicznego z 1917 r. na wstępie podkreśla zależność władzy kościelnej oraz posłuszeństwa wobec niej od posłuszeństwa Bożemu Objawieniu:


"Chrystus Pan powierzył Kościołowi depozyt wiary, aby Kościół z asystencją Ducha Świętego święcie strzegł objawionej doktryny i wiernie ją wyjaśniał. 

Kościół ma prawo i zadanie nauczania każdego narodu doktryny Ewangelii, nie będąc zależnym od jakiejkolwiek władzy państwowej; zaś wszyscy są przez prawo boskie obowiązani uczyć się tej doktryny oraz chronić prawdziwy Kościół Boży.

Wiarą boską i katolicką należy wierzyć to wszystko, co jest zawarte w Słowie Bożym czy to spisanym (w Piśmie św.) czy przekazywanym ustnie i podawane przez Kościół czy to przez uroczyste orzeczenie czy przez nauczanie zwykłe i powszechne jako objawione przez Boga. 

Ogłaszanie uroczystego orzeczenia jest sprawą zarówno soboru powszechnego jak też papieża przemawiającego ex cathedra. 

Żadna rzecz nie jest pojmowana jako ogłoszona względnie dogmatycznie zdefiniowana, jeśli nie jest to w sposób oczywisty powiedziane. 

Nie wystarczy unikać heretyckiego zafałszowania, lecz należy pilnie wystrzegać się także błędów, które się z nim mniej czy bardziej wiążą; dlatego wszyscy powinni zachowywać także ustawy i dekrety, przez które opisywane i zakazywane są przez Stolicę Świętą owe fałszywe opinie.

Wierni Chrystusowi są obowiązani otwarcie wyznawać wiarę, jeśliby ich milczenie, unikanie czy sposób działania niosło ze sobą pośrednie zanegowanie wiary, pogardę dla religii, bluźnierstwo wobec Boga lub zgorszenie bliźniego. 

Jeśli ktoś po przyjęciu Chrztu oraz miana chrześcijanina uporczywie neguje albo powątpiewa jakąś z prawd, które należy wierzyć wiarą boską i katolicką, ten jest heretykiem; jeśli zupełnie odpada od wiary chrześcijańskiej, ten jest apostatą; zaś kto odmawia bycia poddanym władzy papieża lub zachowania wspólnoty z członkami Kościoła jemu poddanymi, ten jest schizmatykiem.  

Niech katolicy wystrzegają się dyskusji i spotkań zwłaszcza publicznych z niekatolikami, bez zezwolenia Stolicy Świętej, albo w pilnych przypadkach ordynariusza miejsca. 

Także biskupi, choć nie mają nieomylności w nauczaniu ani pojedynczo ani zebrani na soborach partykularnych, są dla wiernych powierzonych swojej trosce pod autorytetem papieża prawdziwymi nauczycielami."

Widać tutaj coś wyraźnie granice zarówno władzy jak też nauczania papieskiego i biskupiego.

Zgodnie z tym tradycyjna teologia katolicka rozróżnia trzy rodzaje i zarazem stopnie posłuszeństwa kościelnego:

1. posłuszeństwo wiary, czyli wobec Bożego Objawienia nauczanego przez Kościół, które jest oczywiście trwałe i niezmienne,

2. posłuszeństwo kanoniczne, obowiązujące duchownych według norm prawa kanonicznego,

3. posłuszeństwo religijne, czyli wiążące na mocy ślubów zakonnych. 

Tym samym zwykłych wiernych obowiązuje jedynie posłuszeństwo wiary. Na tej podstawie obowiązuje ich posłuszeństwo względem dekretów wynikających z autentycznego nauczania wiary, zwłaszcza chroniących przed błędami sprzecznymi czy przeciwnymi względem tego nauczania. 

Natomiast Kodex z 1983 r. niebywale poszerza, zamazuje i zaostrza kwestię posłuszeństwa:





Szczególnie dziwne - i przy tym nowe - jest mówienie o posłuszeństwie religijnym w odniesieniu do wszystkich wiernych w znaczeniu zobowiązania do przyjmowania omylnego i zmiennego nauczania. Nie ma natomiast mowy o posłuszeństwie dla dekretów dyscyplinarnych. 

Wnioski nasuwają się same:

- Podczas gdy tradycyjna teologia i dyscyplina Kościoła (już począwszy od Pisma św.) dość jasno podaje istotną i niezbędną zależność wszelkiego posłuszeństwa od poddania się Bożemu Objawieniu, to nowy Kodex ten związek zaciemnia. 

- To zaciemnienie jest powiązane z pomieszaniem pojęciowym chociażby w określeniu "religijne posłuszeństwo". 

- Brak jest określenia, na czym polega autentyczność danego nauczania. Tym samym należy ją rozumieć w świetle tradycyjnej teologii katolickiej. Otóż kryterium autentyczności jest zgodność z poprzednim, odwiecznym nauczaniem Kościoła, reprezentowanym pierwotnie przez Apostołów. Mówi o tym chociażby następujący tradycyjny podręcznik katolickiej teologii fundamentalnej:



Innymi słowy: autentyczne jest to, co pochodzi od Apostołów jako ich nauczanie wiary i obyczajów. Tym samym jakakolwiek nowość nie jest i nie może być autentycznym nauczaniem, nawet jeśli podawane jest przez osoby sprawujące aktualnie władzę w Kościele. Zafałszowanie - czyli odejście od tradycyjnego nauczania - jest przeciwieństwem autentyczności.